Wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak / zdjęcie: materiały prasowe Konfederacji

Krzysztof Bosak na spotkaniu Konfederacji i Bezpartyjnych Samorządowców w Rzeszowie mocno przejechał się po Europejskim Zielonym Ładzie.

W swoim wystąpieniu zwrócił uwagę na to, że odbywa się jakaś walka z polską przedsiębiorczością. Z polskim handlem, usługami.

Ludzie, którzy prowadzili warsztaty usługowe, sklepy – bankrutują. I w Warszawie na Krakowskim Przedmieściu, i w gminnych miasteczkach zaczynają straszyć lokale, które są pozamykane. Których nikt nie chce wynająć, bo po prostu nie opłaca się gospodarować! Coś jest głęboko nie tak z naszym systemem ekonomicznym, jeżeli stoją puste przestrzenie w naszych miastach, a ludzie, którzy chcieliby handlować, mówią: nie mamy gdzie. Ludzie, którzy chcieliby świadczyć usługi, mówią, że nie mają gdzie. Coś tu jest nie tak poustawiane – mówił Bosak.

I sam zadawał pytania w związku z tym zjawiskiem:
– Pod kogo to wszystko jest ustawiane? Kto ma na tym zyskać? Czy chodzi o to, żeby wypchnąć wszystkich, żeby wydawali swoje budżety tylko w posiadanych przez kapitał zagraniczny galeriach handlowych, w których sprzedawać nam zagraniczne produkty, najlepiej z Chin, będą międzynarodowe sieci handlowe? Czy pod hasłem Zielonego Ładu mamy nie mieć możliwości kupienia legalnego żywności produkowanej przez naszego sąsiada w tej samej gminie? My żyjemy już w świecie absurdu, do którego się przyzwyczailiśmy!

Dodał też:
– W więcej niż jednym województwie spotkałem już rolników, którzy po kryjomu hodują świnie! Po kryjomu! Za okupacji niemieckiej tak było!

Całe wystąpienie wicemarszałka Sejmu Krzysztofa Bosaka w Rzeszowie

Jeden z zatrzymanych członków grupy przestępczej / Zdjęcie: StrazGraniczna.pl

Jak czytamy na stronie internetowej Straży Granicznej zorganizowana grupa przestępcza umożliwiła nielegalny wjazd do Polski ponad 10 tys. cudzoziemców! Grupa ostatecznie została rozbita przez funkcjonariuszy z Placówki Straży Granicznej w Bydgoszczy. Do tymczasowego aresztu trafiło 5 osób.

Funkcjonariusze Straży Granicznej ustalili, że cudzoziemcy (głównie obywatele Ukrainy) na podstawie dokumentów poświadczających nieprawdę uzyskiwali polskie wizy z prawem do pracy. Z zebranych materiałów sprawy wynika, że podejrzani zawnioskowali z ramienia fikcyjnych podmiotów gospodarczych do Powiatowych Urzędów Pracy i innych urzędów na terenie województwa kujawsko-pomorskiego o wydanie oświadczeń o powierzeniu wykonywania pracy, zezwoleń na pracę sezonową oraz zezwoleń na pracę typ A dla ponad 10000 cudzoziemców. Na tej podstawie cudzoziemcy uzyskali wizy uprawniające ich do wjazdu, pobytu i rzekomej pracy w Polsce.

Funkcjonariusze SG w lutym br. przeprowadzili działania w Bydgoszczy i w Warszawie, zatrzymując 6 osób – członków zorganizowanej grupy przestępczej. To trzech mężczyzn (w wieku od 26 do 32 lat) oraz trzy kobiety (w wieku od 26 do 52 lat). Podczas prowadzonych działań zabezpieczono telefony, laptopy, nośniki pamięci danych, dokumenty oraz na poczet przyszłych kar i grzywien także pieniądze w różnej walucie o łącznej wartości ponad 200 tys. zł.

Śledztwo prowadzono pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Bydgoszczy. Prokurator je nadzorujący zarzucił podejrzanym udział w zorganizowanej grupie przestępczej, a także m.in. organizowanie nielegalnego przekraczania granicy RP.

Na podstawie zebranego materiału dowodowego, sąd na wniosek prokuratora zastosował wobec 5 podejrzanych środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania. Wszystkim podejrzanym grozi do 8 lat pozbawienia wolności. Sprawa ma charakter rozwojowy i niewykluczone są dalsze zatrzymania.

Źródło: Straż Graniczna

Fotomontaż: Media Narodowe

Michał Wawer, poseł Konfederacji, w krótkim nagraniu w mediach społecznościowych skomentował pomysł, aby zakazać obywatelom Unii Europejskiej naprawy własnych samochodów. Chodzi o samochody, które będą miały więcej niż 15 lat.

Poseł Michał Wawer w krótkim nagraniu z Sejmu odniósł się do tego pomysłu Unii. Poniżej cała treść komentarza posła Konfederacji:

Unia Europejska planuje wprowadzać kolejne ograniczenia, prawne, ograniczenia w możliwości naprawiania starszych samochodów – mających ponad 15 lat.

To jest część planu zwalczania w ogóle samochodów jako takich. I zwalczania w szczególności samochodów dla ludzi, którzy nie mają wystarczająco dużo pieniędzy, żeby kupić sobie nowiutki samochód elektryczny i wozić się po swoim mieście Teslą akceptowaną w strefie czystego transportu!

To jest plan unijny, który stoi w sprzeczności z tym co deklaruje lewica. Lewica mówi, że chce walczyć z wykluczeniem komunikacyjnym. Dla wielu Polaków zakaz naprawiania samochodu mającego powyżej 15 lat to będzie właśnie synonim wykluczenia komunikacyjnego. To będzie oznaczało, że będą zdani na rzadko jeżdżącą, słabo dostępną i przepełnioną komunikację publiczną. Albo, w wypadku wielu najmniejszych miejscowości, po prostu stracą możliwość ruszenia się z własnego domu i załatwiania najbardziej podstawowych spraw.

Zróbmy wszystko, żeby ta antysamochodowa krucjata dobiegła wreszcie końca.

Krystian Kamiński / zdjęcie: materiały prasowe Konfederacji

Porozumienie pokojowe w Stambule: rosyjskie warunki i ukraińska decyzja

1 marca „Wall Street Journal” ujawnił konkretne zapisy projektu porozumienia pokojowego jakie Rosjanie przedstawili w czasie rozmów pokojowych w Stambule w czasie negocjacji rozpoczętych 29 marca 2022 r. Dokument pochodzi z 14 kwietnia, a więc określa finalny, lub bliski finalnego kształtu projektu. Powołując się na kompletny dokument amerykański dziennik twierdzi, że Moskwa domagała się od Ukrainy:

deklaracji trwałej neutralności, czyli niewstępowania do NATO, ale także nieprzyjmowania żadnego uzbrojenia z zachodu. Rosja kompromisowo zgadzała się natomiast na integrację Ukrainy z Unią Europejską;

pozostania Krymu pod kontrolą Moskwy, Ukraińcy gotowi byli nawet na zamrożenie tego stanu rzeczy na 99 lat. Pozostałe obszary zajęte przez Rosjan miały pozostać pod ich kontrolą tymczasowo, do czasu rozstrzygnięcia jego statusu w bezpośrednich rozmowach Władimira Putina z Wołodymyrem Zełenskim;

urzędowego statusu dla języka rosyjskiego na Ukrainie, co zostało z miejsca odrzucone przez Ukraińców;

gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy jakie miały udzielić USA, Francja, Wielka Brytania, Chiny oraz Rosja. Państwa-gwaranci byłyby zobowiązane do „wypowiedzenia traktatów i porozumień międzynarodowych niezgodnych z trwałą neutralnością Ukrainy”, w tym wszelkich obietnic dwustronnej pomocy wojskowej. W sprawie gwarancji miał zostać zawarty formalny traktat, w przeciwieństwie do memorandum budapeszteńskiego z 1994 r., które mocy traktatowej nie miało;

Ukraina nalegała, by wśród gwarantów znalazła się Turcja. Rosja chciała ustanowienia w tej roli Białorusi. Jakże znamienne, że żadna ze stron, także Kijów, nie widziała w roli gwaranta Polski. Podkreślmy, że działo się to w okresie, w którym Polska była czołowym dawcą uzbrojenia dla Ukrainy i stymulatorem takich działań wśród państw zachodnich, głośnym heroldem radykalnie antyrosyjskiego kursu;

międzynarodowe gwarancje bezpieczeństwa nie miałyby zastosowania do Krymu i miasta Sewastopol, co z drugiej strony oznacza, że formalny status reszty obszarów Ukrainy zajętych przez Rosjan był w grze;

Rosja chciała także wzajemnego uchylenia wszelkich sankcji oraz wycofania się Kijowa ze skarżenia przedstawicieli rosyjskich władz cywilnych i wojskowych przed Międzynarodowym Trybunałem Sprawiedliwości i uznania jego jurysdykcji na tej płaszczyźnie;

– Moskwa chciała, aby Siły Zbrojne Ukrainy zostały zredukowane do 85 tys. żołnierzy, 342 czołgów i 519 systemów artyleryjskich. Z dokumentu wynika, że podczas negocjacji strona ukraińska zażądała 250 000 żołnierzy, 800 czołgów i 1900 systemów artyleryjskich. Rosja chciała, aby zasięg ukraińskich rakiet został ograniczony do 40 kilometrów. Kijów nie zgodził się na ten warunek przedstawiając parametry: 800 czołgów, 1900 dział oraz do 2400 jednostek opancerzonych pojazdów bojowych, a także do 245 tys. ludzi w siłach zbrojnych.

Podsumowując, redaktorzy „Wall Street Journal” ocenili, iż treść proponowanego przez Rosjan porozumienia „wydaje się luźno opierać się na traktacie z 1990 r., który utworzył zjednoczone Niemcy, na mocy którego wojska Związku Radzieckiego opuściły Niemcy Wschodnie pod warunkiem, że kraj ten wyrzeknie się broni nuklearnej i ograniczy liczebność swojej armii”.

Rzecz ciekawa, ponieważ opis dany przez amerykański dziennik pokrywa się z tym, co Władimir Putin zaprezentował 17 czerwca 2023 r. przywódcom państw afrykańskich w czasie moskiewskiego szczytu, na którym liderzy RPA, Egiptu, Komorów, Senegalu, Zambii, Ugandy i Republiki Kongo proponowali swój projekt porozumienia pokojowego między Moskwą i Kijowem. Ileż wówczas było w Polsce śmiechu nad tą inicjatywą. I ileż tradycyjnego i tyleż automatycznego wskazywania na „ruską propagandę”.

Putin konkretyzował wówczas w wywiadzie warunki w kwestii ukraińskich zdolności obronnych także poprzez ograniczenie liczebności Gwardii Narodowej do 15 tys., jednostek opancerzonych pojazdów bojowych do 1029, systemów artylerii rakietowej do 96, dział przeciwpancernych do 96, moździerzy wielkokalibrowych do 147, przenośnych systemów obrony powietrznej do 608 i samolotów wsparcia bojowego do 102. Rosyjski przywódca twierdził, że projekt porozumienia pokojowego składał się z 18 punktów i to Kijów je odrzucił. W lutym rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow utrzymywał, że przyczynił się do tego wydatnie ówczesny premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson namawiając Ukraińców do kontynuowania walki. To samo napisał właśnie „Wall Street Journal”. To samo, komentując wywiad Putina dla Tuckera Carlsona, mówił prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan.

Warto uwypuklić ten aspekt w Polsce, gdzie nie tyle ukraińska propaganda, co propaganda naszych własnych polityków i mediów, kopiująca dobrowolnie narrację tej pierwszej, zapewniała polskich obywateli, że Ukraińcy nie oddadzą nawet guzika, bo i po co, skoro pełne zwycięstwo jest tylko kwestią czasu. Tymczasem Ukraińcy byli gotowi co najmniej do rozmowy o tak dalekich koncesjach, co odzwierciedla ich ówczesną ocenę sytuacji. „Wall Street Journal” twierdzi wręcz, że władze Ukrainy były o krok od podpisania się pod wyżej wymienionymi warunkami. Przypomnę jeszcze raz, że w czasie, gdy administracja Wołodymyra Zełenskiego oceniała sytuację jako tak krytyczną, Jarosław Kaczyński proponował wprowadzenie na Ukrainę wojsk państw NATO pod flagą misji ONZ.

Rozmowy prowadzące do Stambułu rozpoczęły się jeszcze 28 lutego w Homlu na Białorusi, gdzie delegacja ukraińska przybyła polskim śmigłowcem, co pokazuje, że władze Ukrainy od początku nie czuły się pewnie w Kijowie. Łącznie odbyło się kilka rund rozmów, w tym dwie w trybie wideokonferencji.

Rozmowy te, jak sądzę, strona ukraińska prowadziła na poważnie. Mediatorem była Turcja, państwo poważne, silne, z poważnymi lewarami na obie strony, m. in. jako strażnik czarnomorskich cieśnin. Państwo, którego znaczenie dla Rosji i Ukrainy potwierdziły wynegocjowane i egzekwowane od lipca 2022 r., z jego pomocą, umowy zbożowe. W negocjacje swój autorytet mocno zaangażował sam prezydent Recep Tayyip Erdogan, osobiście otwierający ich rozpoczęcie w Stambule, a bezpośrednio wykonawczą rolę odgrywał w ich aranżowaniu Ibrahim Kalin, zaufany człowiek Erdogana, wówczas jego rzecznik, a obecnie szef potężnej Narodowej Organizacji Wywiadu (MIT). O tym jakie znaczenie Ukraińcy przydawali Turcji świadczy, że właśnie ją chcieli dokooptować jako gwaranta ewentualnego porozumienia pokojowego. Zaznaczmy, że Erdogan pod koniec lutego znów wezwał do rozmów pokojowych, co pokazuje jak bardzo różni się polityka turecka od polskiej. Powinni to wziąć pod uwagę niektórzy teoretycy polityki zagranicznej, szczególnie z zaplecza PiS, jak chociażby Przemysław Żurowski vel Grajewski, którzy uważają Turcję od lat za strategicznego sprzymierzeńca w radykalnej polityce rozgromienia Rosji.

Jak już zauważyłem informacje jakie komentują obrazują też nikłość politycznej roli Polski, mimo ogromnego zaangażowania, mierzonego setkami czołgów i innych jednostek sprzętu wojennego, milionów przyjętych migrantów, miliardów wydanych pieniędzy, granicy otwartej na miliony ton ukraińskich produktów. Od razu… od samego początku. W dodatku rząd PiS roił o formach zaangażowania bezpośredniego, żołnierzach na Ukrainie. Tymczasem same władze Ukrainy nie widzą dla nas żadnej podmiotowej politycznie roli. Nie lubię kolokwializmu w pisaniu o poważnych sprawach, nie lubię też przesady, ale podsumowując naszą politykę ostatnich dwóch lat, można odnieść wrażenie, że była to polityka „osoby bardzo naiwnej” (można sprawdzić synonim).

Wielu polskich komentatorów podkreśla dziś, że słusznie iż Ukraina odrzuciła porozumienie pokojowe, bowiem od marca 2022 r. zdołała odzyskać kontrolę nad obszarami obwodów czernihowskiego, charkowskiego i chersońskiego, wówczas zajmowanymi przez Rosję. To prawda tyle, że gra się nie skończyła, a sytuacja na froncie staje się coraz bardziej niekorzystna dla Ukraińców.

Komentatorzy ci twierdzą też, że gwarancje zawarte w porozumieniu byłyby warte tyle ile papier, na którym je spisano, a Rosja wykorzystałaby moment „pieriedyszki” do szybkiej odbudowy potencjału i przypuszczenia ataku już w sposób zaplanowany adekwatnie do sił i morale Ukraińców, a nie znacznie poniżej ich poziomu, jak w lutym 2022 r. Po pierwsze, o ile rewelacje amerykańskiego dziennika, a wcześniej Putina i Erdogana są prawdziwe, to gwarancje miały mieć charakter traktatowy. Gwaranci nie mogliby nie wypełniać ich bez konsekwencji dla swojej politycznej i militarnej wiarygodności.

Po drugie – Ukraina już istnieje dzięki wsparciu Zachodu. Bez jego wsparcia materialnego i finansowego, wsparcia w postaci satelitarnego systemu świadomości pola walki, bez osłony strategicznej w postaci arsenałów nuklearnych Zachodu, Ukraina już dawno przegrałaby tę wojnę. W sensie geopolitycznym Ukraina jest już marchią Zachodu, całkowicie od niego, czy właściwie od USA zależną. I to one mają ogromny wpływ, z biegiem czasu coraz większy, na to, jakie rozwiązanie polityczne Ukraińcy dostaną na papierze przy stole rozmów. Czy jesteśmy przekonani, że będzie ono dla Ukrainy znacząco hojniejsze od warunków z marca 2022 r. w perspektywie prawdopodobnego powrotu Donalda Trumpa na fotel prezydenta USA?

Po trzecie w końcu Ukraina odzyskała pewien zakres terytorialny za cenę gargantuicznych strat ludzkich i materialnych. Te pierwsze są mierzone nie tylko wojskowymi i cywilnymi ofiarami działań zbrojnych, ale też wielkim potokiem emigracji, która zredukowała zaludnienie Ukrainy do mniej niż 30 mln. Ze względu na ruinę materialną ci emigranci nie mają i jeszcze przez jakiś czas nie będą mieli do czego wracać. Dalsza wojna zmniejsza szanse ich powrotu. Kto więc bardziej potrzebuje wytchnienia? Rosja już przestawiająca się na gospodarkę wojenną, czy rujnowana Ukraina i Zachód, który, jak napisałem to dwa tygodnie, wciąż nie zdołał uruchomić na potrzeby zbrojeń takiego potencjału przemysłowego jak Rosja? Komu więc ta wojna przynosi najwięcej korzyści, a komu znacznie więcej strat bądź ryzyka? Na razie już tylko stawianie takich pytań wywołuje w głównym nurcie polskiej polityki i mediów zarzucanie oskarżeniami. Przy czym Polska jest już chyba jednym z ostatnich państw z tego rodzaju poprawnością polityczną.

Zdjęcie: StrazGraniczna.pl

Jak czytamy na stronie internetowej Straży Granicznej dwaj Afgańczycy zamierzali nielegalnie przedostać się z Polski na Białoruś.

W sobotę 9 marca na ulicach Hajnówki patrol Policji wytypował  do kontroli opla na polskich tablicach rejestracyjnych. Okazało się, że kierujący nim 30-letni obywatel Ukrainy przewozi dwóch obywateli Afganistanu w wieku 23 i 24 lat. Na miejsce zdarzenia wezwano patrol Straży Granicznej z Placówki SG w Białowieży. Kierowca oświadczył, że pasażerów odebrał w Berlinie i miał ich przewieźć w pobliże granicy polsko-białoruskiej. Obywatele Afganistanu przyznali, że zamierzali przedostać się wbrew obowiązującym przepisom na Białoruś przez zieloną granicę.

Przeprowadzona wobec cudzoziemców kontrola legalności ich pobytu w naszym kraju wykazała, że wobec jednego z Afgańczyków prowadzona jest procedura uchodźcza w Niemczech, a wobec drugiego w Austrii. Mężczyźni powinni oczekiwać w tych krajach na rozpatrzenie złożonych wniosków o ochronę międzynarodową. W Polsce przebywali nielegalnie. Obaj, decyzją sądu, zostali umieszczeni w Strzeżonym Ośrodku dla Cudzoziemców w Białymstoku. Natomiast przewożący ich obywatel Ukrainy otrzymał decyzję zobowiązującą go do powrotu i zakaz wjazdu do krajów strefy Schengen na okres 5 lat.    

To już kolejny w ostatnim czasie przypadek, kiedy funkcjonariusze Straży Granicznej zatrzymują cudzoziemców próbujących nielegalnie przedostać się z Polski na Białoruś. Osoby te prawdopodobnie miały zamiar rozpocząć nielegalny proceder polegający na ułatwianiu migrantom przedostania się z Białorusi do Europy Zachodniej.

Źródło: Straż Graniczna

Krzysztof Bosak / zdjęcie: materiały prasowe Konfederacji

Wicemarszałek Krzysztof Bosak nie szczędził ostrych słów w kontekście toczącej się dyskusji wokół potencjalnego odwołania 50. polskich ambasadorów.

W rozmowie w Polskim Radio uznał, że samo wypuszczanie do mediów komunikatu, że zwolni się aż tylu ambasadorów to wysyłanie sygnału do partnerów międzynarodowych, że minister spraw zagranicznych “pracuje aparatem dyplomatycznym, którego nie kontroluje”.

Krzysztof Bosak uznał jednak, że ta dyskusja jest obok “obok realnego problemu”, którym jest to, że polska dyplomacja jest głęboko niedofinansowana. Jak stwierdził Bosak:
Na niektóre placówki nikt nie chce wyjeżdżać. Dlatego, że na przykład dyplomatom nie płaci się za szkoły dla ich dzieci. Dlatego, że nie płaci im się odpowiednich pieniędzy za to, żeby się utrzymali w tych państwach, do których wyjadą. Dlatego, że nie otrzymują funduszy, żeby móc kogoś na lunch służbowy zaprosić. I tak dalej, i tak dalej.

I skomentował to ostro:
– To jest żenada!

Dodał przy tym, że “spór o to, kto tam będzie pełnił te placówki w momencie, kiedy polscy dyplomaci nie mają prestiżu, to jest żenujące“.

Przemysław Wipler / zdjęcie: materiały prasowe Konfederacji

Lider Partii Razem zwrócił się do ministra, aby nie wprowadzał podwyżki VAT na żywność od 1 kwietnia. Poinformował o tym na X. Dostał odpowiedź na to od posła Konfederacji Przemysława Wiplera.

Przemysław Wipler krótko odniósł się do propozycji Adriana Zandberga. Złożył jednak przy tym niecodzienną deklarację. Zaoferował, że przekona do tego nie tylko klub Konfederacji, ale również klub parlamentarny Prawa i Sprawiedliwości.

Wipler na serwisie X: Zamiast pisać do ministra, przegłosujmy projekt ustawy w Sejmie! Jeśli nie kokietujecie i naprawdę chcecie, by Polacy mieli niższy VAT i tańszą żywność, to Konfederacja jest zawsze za niskimi podatkami. Zobowiązuję się też przekonać do takiej ustawy klub PiS. Działamy?

Bartosz Malewski, prezes Stowarzyszenia Marsz Niepodległości (z prawej) i Aleksander Kowaliński (Ruch Narodwy, SMN) na proteście rolników w Warszawie

Oświadczenie Stowarzyszenia “Marsz Niepodległości” w sprawie poparcia protestu rolników.

  1. Stowarzyszenie “Marsz Niepodległości” wyraża pełne poparcie dla protestów rolników, którzy walczą o ochronę polskiej gospodarki przed realizacją założeń Europejskiego Zielonego Ładu oraz z napływem produktów rolno-spożywczych z Ukrainy. Bezpieczeństwo żywnościowe w czasach znaczących przetasowań geopolitycznych staje się warunkiem egzystencjalnym dla Narodu.
  2. „Europejski Zielony Ład” zakłada znaczące zmiany w sposobie produkcji i konsumpcji żywności w Europie, w tym zwiększenie produkcji ekologicznej oraz zrównoważonych źródeł energii w rolnictwie. Doprowadzi to do zmniejszenia produkcji tradycyjnych, konwencjonalnych produktów spożywczych, co zagraża naszej suwerenności żywnościowej.
  3. Wprowadzenie nowych regulacji, norm i standardów dotyczących produkcji żywności sprawi, że wiele lokalnych producentów nie będzie w stanie sprostać tym drastycznym wymaganiom, co spowoduje ograniczenia dostępności wielu produktów na rynku krajowym.
  4. Importowanie produktów spożywczych z innych krajów, które nie spełniają naszych standardów jakościowych i bezpieczeństwa żywności, jest nie do przyjęcia. Wprowadzanie takich produktów do obrotu może zagrażać zdrowiu konsumentów oraz prowadzić do obniżenia standardów produkcji przyjętych w naszym kraju. W związku z tym polskie rolnictwo musi być wspierane i chronione przed nieuczciwą konkurencją, która je niszczy.
  5. Śledząc relacje z protestów dostrzegamy podobieństwo metod, jakimi kierował się obóz rządzący na czele z Premierem Tuskiem w latach 2007-2015. To w czasach pierwszych Marszów Niepodległości w tłum pokojowo świętujących niepodległość Polaków ówczesna władza wysyłała prowokatorów, a następnie policja gazowała, pałowała i strzelała do uczestników Marszów Niepodległości. Jest więc jasnym, że rząd Donalda Tuska postanowił celowo postanowił przedstawić protestujących rolników – niezgodnie z rzeczywistością – jako zadymiarzy, aby zredukować społeczne poparcie, jakim cieszą się rolnicy. Wszystkie ataki skierowane w stronę protestujących rolników, którzy domagają się sprawiedliwości walcząc o swoje prawa i godne warunki pracy potępiamy i uważamy za niedopuszczalne.
  6. Dlatego też wzywamy wszystkie grupy społeczne, związki zawodowe, stowarzyszenia i partie polityczne do jednoznacznego poparcia postulatów rolników, a rząd do zaprzestania szkodliwych działań oraz do przyjęcia polityki, która będzie sprzyjać rozwojowi polskiego rolnictwa. Solidaryzujemy się z protestującymi rolnikami i jesteśmy gotowi wesprzeć ich w walce o sprawiedliwość dla tej strategicznej gałęzi gospodarki. Zrobimy wszystko i, aby bronić interesu naszego kraju i naszych rolników.
  7. Wszystko w skazuje na to, że nadchodzący Marsz Niepodległości również może stać się celem rządowych prowokacji. Aby tego uniknąć serdecznie zachęcamy do dołączania w szeregi Straży Marszu Niepodległości.
    Jej główną misją jest zapewnienie bezpieczeństwa i porządku podczas Marszu, dlatego liczymy na Waszą pomoc i zaangażowanie. Zgłoście się do nas, jeśli 11 listopada chcecie pomóc nam w pilnowaniu porządku. Razem możemy zapobiec ewentualnym prowokacjom i uczynić z tego wydarzenia spokojną i godną obchodów celebrację.

Zarząd Stowarzyszenia “Marsz Niepodległości”

Przewodniczący Klubu Poselskiego Konfederacji Stanisław Tyszka / zdjęcie: materiały prasowe Konfederacji

Przewodniczący Klubu Poselskiego Konfederacji Stanisław Tyszka w programie “Gość wydarzeń” powiedział jakie dwa ważne postulaty w imieniu Konfederacji postawił na Radzie Bezpieczeństwa Narodowego.

Oczekiwalibyśmy od Prezydenta i Premiera polskiego rządu jasnego stanowiska jeśli chodzi o niewysyłanie wojsk polskich na Ukrainę – to pierwszy z tych dwóch postulatów Konfederacji o których powiedział Tyszka. Zwrócił uwagę, że do tej pory taka jasna, stanowcza deklaracja ze strony ani Premiera, ani Prezydenta nie padła. Deklaracja Andrzej Dudy według Tyszki była “była niewystarczająco jasna“.

Dlaczego to tak ważne według Tyszki? Chodzi o naszą wiarygodność wobec najważniejszego sojusznika. Jako powiedział Tyszka:
Żeby naszemu głównemu sojusznikowi, Stanom Zjednoczonym, polski prezydent i premier przekazali bardzo wyraźne stanowisko, że nie będzie wysyłania polskich wojsk na Ukrainę.

Drugą rzecz, którą Stanisław Tyszka poruszył w imieniu Konfederacji na Radzie Bezpieczeństwa Narodowego to “kwestia udziału Polski w programie współdzielenia broni jądrowej“.
– To jest program Nuclear Sharing, program NATO, który polega na tym, że państwa, które nie dysponują bronią jądrową, mają niejako wypożyczoną tą broń.

Takich państw jest w tej chwili pięć: Belgia, Holandia, Włochy, Turcja i Niemcy. Jak dodał Tyszka:
Powinniśmy w to wejść ze względu na rolę geopolityczną jaką odgrywa Polska od dwóch lat, od początku tej pełnoskalowej wojny na Ukrainie.

Źródło: Polsat News

W czasie tegorocznej ceremonii rozdania Oscarów film „Strefa interesów” („The Zone of Interests) według scenariusza opartego na powieści Martina Amisa i w reżyserii Jonathana Glazera, otrzymał 2 statuetki w kategoriach Najlepszy Film Międzynarodowy oraz Najlepszy Dźwięk.

Na kanale Ryngraf TV na YouTube ukazał się program, w którym dr Anna Mandrela rozmawia z Bogumiłem Szojdą podejmując temat biografii Rudolfa Hößa – komendanta obozu koncentracyjnego Auschwitz – i konfrontując ją z filmową wizją Glazera. Co w „Strefie interesów” wyszło dobrze, a czego zabrakło? Czy takie filmy powinny być finansowane z publicznych pieniędzy? Czy na naszych oczach następuje podmiana historii na charakterystyczną mitologię? Te i inne kwestie stanowią rdzeń tej wyjątkowej wideorecenzji. Zapraszamy do oglądania i komentowania.