Zbigniew Ziobro

Zbigniew Ziobro / fot. P. Tracz / flickr.com

Jak powiedział minister sprawiedliwości na antenie Polskiego Radia 24 w lipcu przekonywał premiera Morawieckiego do zawetowania propozycji UE. Zbigniew Ziobro uważał wówczas, że tak należało zrobić, “by zamknąć ten temat na przedpolu”.

Pan premier wówczas uzyskał zapewnienie w kuluarowych negocjacjach ze strony przywódców Unii Europejskiej oraz szefowej Komisji Europejskiej, że tego rodzaju rozwiązanie nie będzie proponowane. Jak się okazało później, widać, że państwa europejskie nie dotrzymały słowa – ujawnił lider Solidarnej Polski.

Zbigniew Ziobro stwierdził, że obecnie jego stanowisko jest zbieżne z rządowym. – Dałem temu wyraz na wczorajszej konferencji prasowej, kiedy przywoływałem wypowiedzi tak pana premiera, ale też wielu innych polityków PiS, na czele z panem prezesem Jarosławem Kaczyńskim, który przecież mówi non possumus. Tutaj mówimy jednym głosem – podkreślił polityk.

Zobacz także: Legutko: UE nęka Polskę w oparciu o kłamstwo

Jeden z liderów koalicji rządzącej zdecydowanie odrzuca propozycję tzw. mechanizmu praworządności. – Nie wyobrażam sobie, aby takie rozwiązanie można było poprzeć, ponieważ ono oznacza tak naprawdę radykalną utratę suwerenności przez Polskę. To oznacza, że każdy z nas – niezależnie od poglądów – idąc na wybory do parlamentu, czy prezydenckie, miałby radykalnie mniejszy wpływ na rzeczywistość i zmiany w Polsce, bo te decyzje tak naprawdę zapadałyby i tak w Brukseli – powiedział Ziobro. – To mogłoby całkowicie weryfikować i korygować wynik wyborów w Polsce, doprowadzając do upadku każdego rządu, jeśli tak by się Berlinowi, Brukseli spodobało. My nie możemy się na to nigdy zgodzić – ocenił.

Wcześniej Ziobro zorganizował w sprawie sporu z UE o tzw. mechanizm praworządności konferencję prasową. “To są negocjacje, w których nie można być miękiszonem, trzeba być twardym. Polski premier ma dbać o interesy Polski. Polska nie jest gorsza od innych. Jeśli nasze interesy są narażone, to nie musimy prosić Berlina o pozwolenie na użycie weta” – mówił.

polskieradio24.pl, wsensie.pl, polskatimes.pl

Dodano w Bez kategorii
Laptop.

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. unsplash.com

Jak wynika z badań Katedry Pedeutologii i Edukacji Zdrowotnej UMCS w Lublinie, nauczanie zdalne może wiązać się z negatywnymi konsekwencjami zdrowotnymi. Wynika to ze spędzania przez uczniów zbyt dużego czasu przed komputerem.

Z raportu „Moje s@mopoczucie w e-szkole”, który zbadał samopoczucie uczniów z województwa lubelskiego wynika, że opinie są podzielone. Blisko połowa z nich jest zadowolona z nauczania zdalnego i postrzega je jako bardziej komfortowe. Podobna ilość osób jest przeciwnego zdania.

Wśród problemów wywoływanych przez nauczanie zdalne, jakie wymieniają uczniowie, jest obecność domowników w trakcie zajęć odbywanych w domu (zwraca na to uwagę 40% badanych), co ma utrudniać edukację. – Uczniowie podkreślają też, że w czasie pandemii muszą dużo więcej pracować, aby sprostać wymaganiom nauczycieli (55 proc.) i w konsekwencji tego zdecydowanie za dużo czasu spędzają przed komputerem (60 proc.) – zauważają badacze z UMCS. – Dlatego prawie połowa odczuwa bóle głowy, kręgosłupa, oczu. Mimo to prawie 60 proc. uczniów przyznaje, że bierze udział w e-lekcjach nawet wtedy, gdy źle się czuje – podkreślają naukowcy.

Zobacz także: Policja uzupełnia zapasy amunicji. Duży przetarg

Jak zauważają autorzy raportu, zdalna nauka sprawia najwięcej problemów uczniom przygotowującym się do egzaminów. – Duże różnice widać też między uczniami klas VII a VIII. Ci drudzy znacznie częściej skarżą się na zbyt długi czasu spędzany przy komputerze i znacznie częściej lepiej wyrażają się o tradycyjnej nauce – zwracają uwagę.

dziennikwschodni.pl

Dodano w Bez kategorii
Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Youtube//MediaNarodoweInfo

Aborcja poza naszym systemem prawnym jest w Polsce masowo wykonywana – powiedział prof. Bogdan Chazan w Mediach Narodowych. Zaznaczył, że nie chodzi o aborcję eugeniczną, dokonywaną na późnych etapach ciąży. – To aborcja farmakologiczna, najpóźniej do 6-7 tygodnia. Podziemie aborcyjne dotyczy tych sytuacji, kiedy jest dokonywana aborcja na żądanie.

Ginekolog w rozmowie z red. Agnieszką Jarczyk podkreślił, że “aborcja jako zabójstwo prenatalne nie powinno być dozwolone z samej istoty tego, czym jest”. – To tkwi głęboko w prawie naturalnym – stwierdził. – Nie możemy powiedzieć, że ma nie być prawa, że mamy nie zakazywać, np. kradzieży – ocenił.

Gość Mediów Narodowych opowiedział o tym, co skłoniło go do zmiany postawy wobec tego procederu, na początku lat 90. – Przestałem to robić mniej więcej 30 lat temu. Nie chciałbym się usprawiedliwiać. Uważam, że moje postępowanie nie było właściwe. Było bardzo złe, karygodne. W tamtych czasach, w związku z ustawą z 1956 roku, która w PRL pozwalała na dokonywanie przerywania życia dziecka na tzw. wskazania ekonomiczne, społeczne, czyli w praktyce na żądanie. Sytuacja była taka, że we wszystkich szpitalach położniczo-ginekologicznych w Polsce odbywało się każdego dnia od kilku do kilkunastu zabiegów aborcji. Lekarze byli delegowani do gabinetu zabiegowego kolejno każdego dnia. Nie słyszałem o jakichś gwałtownych protestach przeciwko temu. Zresztą w tym czasie sprawa aborcji nie była jakoś głęboko obecna w naszych myślach, rozmowach w społeczeństwie, sumieniach. Nie zdawaliśmy sobie wówczas może sprawy, jaka to jest odpowiedzialność. Nie zdawaliśmy sobie sprawy do końca, że dziecko na tak wczesnym etapie ciąży jest człowiekiem – oznajmił ginekolog.

Zobacz także: Antoni Pawlicki zablokował furgonetkę pro-life

– Ta sprawa zaczęła dojrzewać troszkę później. Kilka lat przed uchwaleniem ustawy w 1993 roku rozpoczęła się dyskusja nad zmianą prawa w Polsce. Dyskusja publiczna, w Sejmie, w mediach. Postęp technologii, wiedzy medycznej spowodował też, że zaczęliśmy widzieć dziecko na ekranie ultrasonografu. Przeżywaliśmy też swoiste rekolekcje związane z wizytami Ojca Świętego Jana Pawła II w Polsce, począwszy od 1979 roku, który jasno i wyraźnie wskazywał nam na potrzebę ochrony życia ludzkiego od momentu poczęcia. Te wszystkie elementy złożyły się na to, że doszło do zmiany mojego postrzegania tej sprawy – mówił. – Jednocześnie mój przykład wskazuje na to, że także w dzisiejszych czasach istnieje możliwość zmiany poglądów – ocenił prof. Chazan i zaapelował do innych lekarzy, aby zaprzestali przerywać życie dzieci nienarodzonych.

Prof. Chazan: Aborcja na żądanie w Polsce jest wykonywana farmakologicznie

Red. Agnieszka Jarczyk zapytała prof. Chazana także o kwestię tzw. podziemia aborcyjnego. – Aborcja poza systemem prawnym, poza naszą ustawą jest w Polsce masowo wykonywana, ale jest to aborcja farmakologiczna i kobieta ma tuż po rozpoczęciu ciąży, najpóźniej do 6-7 tygodnia. Nie jest to aborcja eugeniczna, o której mówimy. Podziemie aborcyjne dotyczy tych sytuacji, kiedy jest dokonywana aborcja na żądanie, niestety w sposób masowy w Polsce i nie jest ścigana przez prawo. Natomiast, jeżeli mówimy o sytuacji, której dotyczy nowa decyzja Trybunału Konstytucyjnego, a więc aborcji eugenicznej, już zaawansowanej ciąży, tutaj nie możemy mówić o żadnym podziemiu aborcyjnym – podkreślił gość Mediów Narodowych.

– Żaden ginekolog praktykujący prywatnie nie zdecyduje się na wykonanie w swoim gabinecie aborcji w 20 tyg. ciąży. Byłoby to przedsięwzięcie, które mogłoby go narazić na odpowiedzialność karną, a kobietę na bardzo poważne niebezpieczeństwo dla zdrowia i życia. Osoby, które mówią, że jeżeli nie będzie aborcji eugenicznej, to będzie wykonywana w podziemiu, w sposób oczywisty mijają się z prawdą i zdrowym rozsądkiem – powiedział prof. Bogdan Chazan. – Pamiętam, że w 1993, kiedy wprowadzano nową ustawę, to wtedy też podniósł się krzyk, że kobiety będą masowo przerywać ciążę przy pomocy prętów, drutów do robienia swetrów, że będą sobie jakieś roztwory kwasu siarkowego do narządów rodnych podawać, a trupy tych matek będą się słały gęsto. Te przewidywania nie spełniły się – przypomniał.

„30 tysięcy dzieci. Tyle, według ostrożnych szacunków, każdego roku jest zabijanych w Polsce przez własne matki za pomocą pigułek aborcyjnych. 30 tysiącom dzieci nie jest dane się narodzić. W wyniku decyzji matek ich los to spuszczenie w toalecie, wyrzucenie do śmietnika w worku foliowym albo zakopanie w ziemi. Niektóre z nich, jeśli aborcja dokonywana jest późno, rodzą się żywe i umierają w męczarniach, dusząc się, walcząc o oddech. Niektóre z nich umierają już w szpitalach, bo aborcja nie do końca się udaje, a matki dostają krwotoków i wzywają karetki” – informuje Fundacja Pro – Prawo do Życia.

Dodano w Bez kategorii

Fot. Pixabay

Komenda Główna Policji ogłosiła postępowanie przetargowe w sprawie naboi do broni gładkolufowej. Chce kupić ponad milion sztuk amunicji dziewięciu typów, z czego ponad 800 tys. naboi typów przeznaczanych m.in. do tłumienia zamieszek. To największy taki przetarg od półtora roku.

Głównym dostawcą tego typu materiałów dla policji jest od lat Fabryka Amunicji Myśliwskiej “FAM-Pionki” Sp. z o.o. Tak dużą ilość amunicji do broni gładkolufowej funkcjonariusze po raz ostatni zamawiali latem 2019 roku. Przedsiębiorstwa, które chciałyby wziąć udział w przetargu mają czas na złożenie stosownych dokumentów do 29 grudnia.

Zobacz też: Norwegia: Więzienie za „mowę nienawiści”?

Wśród amunicji, na którą zapotrzebowanie wyraziła polska policja wyszczególniono dziewięć typów. Zamówienie dotyczy 130 tys. sztuk amunicji typu 1 (nabój z pociskiem gumowym), która ma być wykorzystywana jedynie w szkoleniach. Ponadto 30 tys. naboi typu 2 (nabój z pociskiem proszkowym). Ich charakterystyka pozwala na przebicie przeszkody poprzez rozsypanie się, co zwiększa bezpieczeństwo znajdujących się za nią osób. Przetarg obejmuje również 20 tys. sztuk amunicji typu 3 (nabój z pociskiem gazowym, proszkowo-obezwładniającym), używanej w celu wywabienia napastników z ukrycia. Także 180 tys. naboi typu 4 (nabój błyskowo-akustyczny), którą strzela się w celach ostrzegawczych i ćwiczebnych.

W ramach przetargu policja wyraziła zapotrzebowanie także na kilka typów amunicji używanej do unieruchamiania pojazdów. Chodzi o amunicję typu 5 (nabój z pociskiem ołowianym, 40,8 tys. sztuk) oraz 6 (nabój śrutowy, 40 tys. sztuk).

Największe zamówienia dotyczą naboi z pociskiem gumowym trzech typów, które używane są m.in. do tłumienia zamieszek. Obejmują 250 tys. sztuk typu 20, 260 tys. sztuk typu 30 i 280 tys. sztuk typu 50.

zbiam.pl

Dodano w Bez kategorii

W czasie wyborów premier nawoływał: “idźmy wszyscy na wybory, już nie ma zagrożenia” – to było jedyne święto demokracji, na które wszyscy tłumnie powinni iść. Natomiast już wszystkie inne pozostałe święta są dla PiS-u nieistotne – zwrócił uwagę Witold Tumanowicz z Konfederacji w “Komentarzu Politycznym” Mediów Narodowych.

Dla nas tradycja, religia, symbole są bardzo istotne. Nawet w PRL-u nie zdecydowano się na to, żeby zakazać świętowania Bożego Narodzenia -mówił Tumanowicz. Jego zdaniem przeciwne podejście prezentuje PiS. Dla partii rządzącej ważne miało być tylko “święto demokracji” – wybory.

– PiS zniszczył Wielkanoc, na krótko przed Wszystkich Świętych zabronił Polakom odwiedzania swoich najbliższych zmarłych(…) szykuje się, że i Święta Bożego Narodzenia zostaną nam ograniczone – podkreślił polityk Konfederacji.

Zobacz także: Światowe organizacje apelują o publikację wyroku TK

Gość red. Karola Plewy poruszył także kwestie gospodarcze. – Mamy sytuację taką, że kolejna branża, kolejny raz dostaje solidnego kopa. W imię czego? Zaraz będzie więcej ofiar z powodów czysto ekonomicznych – dodał polityk Konfederacji.

Witold Tumanowicz oznajmił, że “oczekuje od osób, które rządzą naszym państwem odpowiedzialności, bycia mężami stanu, podchodzenia na chłodno”. Zauważył jednak, że polskie władze “zachowują się jak rozhisteryzowane nastolatki – patrzą na sondaże i tam gdzie wiatr zawieje, to tak będą robić”.

Dodano w Bez kategorii

Wszyscy się boją, a logiki w tym nie ma żadnej – ocenił red. Wojciech Sumliński obostrzenia, jakie w wielu krajach świata są nakładane na obrzędy religijne. – Nie chodzi o logikę. Chodzi o to, by podjąć taką już naprawdę decydującą, finalną walkę z Kościołem – uważa.

W Irlandii księża dostają groźby aresztu za publiczne odprawianie Mszy świętych, we Francji całkowity ich zakaz, w Kanadzie możliwość wejścia do kościoła w liczbie 10, jeśli nie ma Mszy świętej. W trakcie Mszy Św. kościół ma być zamknięty – tylko transmisja. W Polsce rząd ogłosił limit osób mogących wspólnie świętować Wigilię i Święta Bożego Narodzenia. Czy to jawna walka z Kościołem?

Tę sytuację komentował Wojciech Sumliński na antenie Mediów Narodowych. – To dzieje się na całym świecie. Zachęcam do metody łączenia kropeczek, zobaczą Państwo, że to zaplanowane działanie. Nie należy na to patrzeć jako oddzielne epizody – powiedział.

Gość Mediów Narodowych krytycznie spojrzał na nakładane na wiernych obostrzenia, na przykładzie Kanady. – Wszyscy się boją, a logiki w tym nie ma żadnej. Z punktu widzenia zdrowego rozsądku wyraźnie widzimy: jaka jest różnica między 10. osobami w trakcie Mszy, a 10. pomiędzy Mszami. Nie ma w tym żadnej różnicy. Tylko tutaj nie chodzi o logikę. Chodzi o to, by podjąć taką już naprawdę decydującą, finalną walkę z Kościołem. Wyczuli, że to jest ten moment i wyraźnie widać, że pętla się zaciska – stwierdził.

Zobacz także: Chrześcijanie coraz bardziej prześladowani

Zapytany o to, jaka powinna być reakcja na obecną sytuację powiedział, że “to przypomina trochę wojnę partyzancką”. – Co możemy tak po ludzku zrobić w tej rzeczywistości, którą mamy dziś, którą nazywam wojną partyzancką: Możemy mówić jak jest, przekonywać innych, tworzyć różnego rodzaju naciski, pokazywać, że nie jesteśmy ślepi i nie damy się tak łatwo oszukiwać – zauważył. – Nie wiem jak będzie wyglądała rzeczywistość za rok. Może wydarzy się coś takiego, że dostaniemy potężny wiatr w żagle i będziemy w całkiem innej rzeczywistości – podkreślił.

Dodano w Bez kategorii

Dziennikarze odgrywają olbrzymią rolę w programowaniu naszych umysłów. To autorzy naszych przekonań. Przeciętny Polak spędza 4 godziny dziennie przed telewizorem, jest tym przekazem bombardowany – oceniał Jan Kubań, prezes fundacji PAFERE w rozmowie z red. Agnieszką Jarczyk z Mediów Narodowych.

Zdaniem gościa Mediów Narodowych dziennikarze są przez społeczeństwo “obdarzeni ogromnym kredytem zaufania”. Tymczasem przekaz medialny jest nafaszerowany kłamstwami czy manipulacjami.

Jan Kubań na antenie Mediów Narodowych wiele miejsca poświęcił opisowi swojego podejścia do mediów w czasie swych lat młodzieńczych, podczas PRL. Jego zdaniem współczesne media nie różnią się od tamtych tak, jak mogłoby się wydawać. – Dla mnie się nic nie zmieniło, oni kłamią – ocenił.

Zobacz także: Rząd rusza do walki z COVID-19… u norek

Prezes fundacji PAFERE mówił o technikach propagandy medialnej. -Pokazujemy czerwony kubek i mówimy, że jest on zielony. Możemy jednak kubka nie pokazać. Też możemy pokazać wiele komputerów, a nie pokazać brudu za paznokciami. Możemy tworzyć rzeczywistość stosując różnego rodzaju manipulacje, nie tylko kłamstwa – podkreślił.

Fundacja PAFERE opracowała kilka haseł związanych z propagandą internetową, państwową, medialną.

Kubań zwrócił uwagę, że “odbiorca oczekuje od dziennikarza poświęcania się dla wyższych celów, docierania do prawdy, bezkompromisowości”. -Mamy takie wzory jak Gareth Jones czy George Orwell. Gareth Jones tak zalazł za skórę NKWD, że w końcu go wzięli i zabili na terenie Chin. Orwell się wywinął – mówił gość Mediów Narodowych.

Dodano w Bez kategorii

/ fot. TT/@FundacjaIMRE

Ministerstwo rolnictwa przygotowało projekt ustawy, na mocy której COVID-19 u norek ma być chorobą zwalczaną z urzędu. Projekt trafił do prac rządowych.

Hodowcy są zaskoczeni, że te zwierzęta mają być traktowane na wyjątkowych zasadach. – Jesteśmy bardzo mocno zdziwieni, że ma ono dotyczyć wyłącznie hodowli norek, a nie dotyczy innych zwierząt gospodarskich. Wiemy, że przynajmniej kilkanaście gatunków zwierząt może zachorować czy roznosić koronawirusa. Nie rozumiem, dlaczego norki mają być traktowane w sposób szczególny – ocenia prezes Instytutu Gospodarki Rolnej Szczepan Wójcik. – Obawiamy się, że ta sytuacja będzie wykorzystywana do kolejnych ataków na branżę futerkową. Norki są hodowane w systemie zamkniętym, a więc nie ma możliwości wydostania się zwierzęcia na zewnątrz. Te zwierzęta nie stanowią zagrożenia dla ludzi, a dostęp do nich mają wyłącznie pracownicy, których można odpowiednio zabezpieczyć – podkreśla.

Pretekstem do podjęcia działań stało się wykrycie koronawirusa u 8 z 91 przebadanych norek w województwie pomorskim. Ministerstwo rolnictwa zleciło dalsze badania w losowo wybranych gospodarstwach na terenie całego kraju. Zmiana przepisów jest konieczna, żeby umożliwić organom Inspekcji Weterynaryjnej podjęcie działań administracyjnych w celu zwalczania COVID–19 u zwierząt.

Zobacz także: Zielony Ład przyniesie ogromne straty dla polskiego górnictwa

Od niedawna ministrem rolnictwa jest Grzegorz Puda, który zasłynął walką o przeforsowanie tzw. “Piątki dla Zwierząt”. W założeniach projektu był m.in. zakaz hodowli norek na futra.

radiomaryja.pl

Dodano w Bez kategorii

Parlament Europejski wydał kilka rezolucji potępiających strefy LGBT w Polsce, mimo że dziesiątki razy mówiono, protestowano na temat tego, że nie ma w Polsce czegoś takiego jak strefy LGBT. Jak możemy godzić się na mechanizm praworządności, skoro Komisja Europejska i instytucje europejskie nękają nas w oparciu o kłamstwo – uważa prof. Ryszard Legutko, europoseł PiS.

Dziś w Parlamencie Europejskim odbyła się dyskusja na temat powiązania unijnych środków z tzw. mechanizmem praworządności. Przeciwko niemu otwarcie protestują Polska, Węgry i Słowenia.

Sprawa wywołuje wiele emocji wśród polskich i zagranicznych polityków. –Polska jest często nękana w różnych dokumentach (a może nawet zawsze), łamiąc prawo, tzn. ingerując w sprawy, w które (Komisji Europejskiej i instytucjom unijnym – red.) ingerować nie wolno – mówił prof. Ryszard Legutko, europoseł PiS w TV Trwam. – Dzieją się rzeczy sprzeczne z prawem i będą się działy, i to pokazuje, dlaczego nie można zgodzić się na mechanizm praworządności, ponieważ jeśli Unia Europejska i inne instytucje tak dalece łamią prawo, to znaczy, że mogą łamać dalej i robić wszystko. Jest wiele z tym problemów, ale jeden z głównych problemów jest taki, że nie ma żadnej instancji odwoławczej, ponieważ wszystko jest opanowane przez jedną konstelację polityczną, jeden alians partyjny, który rządzi w całej Europie i we wszystkich instytucjach – ocenił polityk.

W równie ostrych słowach do sprawy odniósł się minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. – Ci, którzy chcą dzisiaj forsować rozwiązania, które są sprzeczne z traktatami europejskimi, są tak naprawdę agresorami wobec Unii Europejskiej i dopuszczaj się na nią zamachu – powiedział. – Traktaty w sposób jednoznaczny przesądzają, że Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej nie jest kompetentny do tego, żeby oceniać mechanizm praworządności. Propozycja szefowej KE Ursuli von der Leyen jest demagogiczna, wydaje się, że działa ona w złej wierze – stwierdził lider Solidarnej Polski.

Oprócz sprawy tzw. mechanizmu praworządności Parlament Europejski na obecnym posiedzeniu zajmuje się także rezolucją popierającą “Strajk Kobiet”. O tej sprawie pisaliśmy więcej wczoraj.

radiomaryja.pl

Dodano w Bez kategorii

/ fot. pixabay

W Wielkiej Brytanii chrześcijanie czują się coraz bardziej nękani. Jak podaje agencja prasowa Vatican News różne chrześcijańskie odłamy ukrywają się przed rządowymi restrykcjami. Tajne Msze Święte stają się coraz bardziej popularne na Wyspach Brytyjskich zarządzanych przez Partię Konserwatywną.

Jak informuje agencja prasowa Vatican News chrześcijańskie wspólnoty na Wyspach Brytyjskich stają się najbardziej prześladowaną grupą społeczną nie tylko przez ogół obywateli, lecz przede wszystkim przez rządowe restrykcje. Nie trudno oprzeć się wrażeniu o powrocie wyznawców Chrystusa do pierwotnych korzeni. Warto przypomnieć o prześladowaniach oraz publicznych mordach chrześcijan u swoich początków.

Zobacz także: Rekompensaty dla kultury jednak bez zmian?

Na Wyspach Brytyjskich coraz więcej można usłyszeć o potajemnych Mszach Świętych. Informacje na temat organizacji Eucharystii oraz innych nabożeństw przekazywana jest wśród parafian drogą ustną. Co więcej, celebracje odbywają się głównie wśród zaufanych właścicieli księgarni, restauracji, kawiarni, a nawet w stodołach.

Jeden z pastorów pod przykrywką dla zachowania anonimowości stwierdził wręcz, że chrześcijanie są bardziej prześladowani niż Kościół w Chinach – “Musimy oglądać się za siebie, obawiamy się konsekwencji prawnych, ale chcemy oddawać cześć Bogu, robimy to, co musimy” – przekazuje The Guardian.

Chrześcijanie gromadzą się potajemnie?

Tajnych nabożeństw jest w Anglii coraz więcej, choć nie wszystkie przestrzegają aż tak restrykcyjnie zasad konspiracji. Niektóre po prostu organizują nielegalne nabożeństwa w kościele przy drzwiach zamkniętych. W ostatnią niedzielę policja interweniowała w kościele ewangelickim w Clerkenwell, w północnym Londynie, gdzie miejscowa wspólnota spotkała się na nabożeństwie. Podobna sytuacja miała miejsce w księgarni Mustard Seed Christian, gdzie zebrało się ok. 50 osób. 

Wiele liderów chrześcijańskich wspólnot oraz innych grup religijnych napisało list do Premiera Borisa Johnsona, aby ten odwołał zawieszenie kultu religijnego. Powołują się oni na opinie ekspertów naukowych oraz uznają oni prawo wyznaniowe za wyższe od ziemskiego.

Pomimo sprzeciwu, większość zwierzchników religijnych nalega na przestrzeganie obostrzeń. Zapewniają, że podczas nielegalnych nabożeństw przestrzegają wytycznych dotyczących dystansu społecznego i noszenia maseczek. Podkreślają, że spotkanie w celach religijnych w kościele nie jest wcale bardziej niebezpieczne niż wizyta w supermarkecie.

vatican.news

Dodano w Bez kategorii