Tarczyński S.A. objął 50% udziałów w niemieckiej firmie dystrybucyjnej BW Handels und Vertriebs. Ma to pomóc polskiemu producentowi parówek w wejściu na tamtejszy rynek.
BW Handels und Vertriebs GmbH zajmuje się sprzedażą i dystrybucją artykułów żywnościowych i non-food i posiada ugruntowaną pozycję na terenie Niemiec w tym zakresie. Jej kupno przez Tarczyński S. A. jest więc nieprzypadkowe. Polski producent parówek chciałby podbić niemiecki rynek, a do tego potrzebuje silnej pozycji dystrybucyjnej.
Kupno udziałów w spółce BW Handels und Vertriebs GmbH to jeden z elementów realizowanej strategii dotyczącej rozwoju nowoczesnych kanałów dystrybucji i działalności eksportowej spółki. Zarząd Tarczyński S.A. informuje, że transakcja odbyła się w ramach działań związanych z poszerzeniem działań handlowych na terenie Niemiec.
Polska spółka spożywcza w ostatnim roku notowała dobre wyniki. Skonsolidowane przychody ze sprzedaży sięgnęły 267,84 mln zł w III kw. 2020 r. wobec 216,43 mln zł rok wcześniej. “Istotny wpływ na wzrost osiągniętych przychodów w okresie pierwszych 9 miesięcy 2020 roku miało systematyczne rozszerzanie sprzedaży eksportowej oraz współpracy z sieciami handlowymi, wdrożenie nowych asortymentów grupy Premium, a także kontynuacja kampanii reklamowej” – można było przeczytać w komunikacie Tarczyński S. A. pod koniec ubiegłego roku.
Ponad 50 osób aresztowanych, 14 rannych policjantów, 2 znalezione bomby i 4 ofiary śmiertelne – to na tę chwilę bilans zamieszek, jakie wybuchły w ostatnich godzinach w Waszyngtonie. Zwolennicy prezydenta USA Donalda Trumpa wdarli się do Kapitolu. Policji udało się już opanować sytuację.
Zamieszki w Waszyngtonie wybuchły w związku z obradami amerykańskiego Kongresu, który ma zatwierdzić wyniki wyborów w USA. Prezydent Trump apelował do swoich zwolenników, którzy wdarli się do Kapitolu, o pokojowe odejście. – To są wydarzenia, które mają miejsce, gdy święte, miażdżące zwycięstwo wyborcze jest tak bezceremonialnie i okrutnie zabierane wielkim patriotom, którzy byli źle i niesprawiedliwie traktowani przez tak długi czas. Idźcie do domu w miłości i pokoju. Na zawsze zapamiętajcie ten dzień! – napisał na Twitterze. Serwis następnie uznał jego wpis za łamiący zasady i zablokował konto Trumpa. Podobnie postąpił YouTube i Facebook.
Przemoc potępił wiceprezydent USA Mike Pence. – Przemoc nigdy nie wygrywa, wygrywa wolność – oświadczył o godzinie 2. czasu polskiego, gdy obrady Kongresu zostały wznowione. Jak informowano, w czasie zamieszek parlamentarzyści zostali ewakuowani. Jednak wiceprezydent USA pozostał w budynku. – Wykazał się dziś odwagą – napisał na Twitterze doradca ds. Bezpieczeństwa narodowego Białego Domu, Robert O’Brien. Co najmniej troje senatorów, którzy wcześniej deklarowali że będą sprzeciwiać się zatwierdzaniu wyniku wyborów oświadczyło że wobec ostatnich wydarzeń zmienia zdanie i nie będzie blokować procesu.
I have spoken with members of the Senate. They want to return to America’s Senate chamber and conduct the people’s business. This desire is in the finest tradition of our Republic. God bless the Congress.
Demonstracje zwolenników Donalda Trumpa miały miejsce również m.in. w stanach Kansas, Ohio, Michigan, Kalifornii, Kolorado, Utah, Nowym Meksyku, Wyoming i Teksasie. Z reguły miały charakter pokojowy.
Po zamieszkach w Waszyngtonie dymisje złożyło część pracowników gabinetu Donalda Trumpa. Natomiast burmistrz Waszyngtonu Muriel Bowser ogłosiła, że stan wyjątkowy będzie obowiązywał w amerykańskiej stolicy do 21 stycznia, czyli pierwszego dnia po zaprzysiężeniu na prezydenta zwycięzcy listopadowych wyborów Demokraty Joe Bidena.
W środę policja odnalazła w województwie dolnośląskim odnalazła ciało podejrzanego o zabójstwo 25-letniej małżonki. Morderca podciął matce swojego dziecka najważniejsze miejsca odpowiedzialne za krążenie krwi. Zostawił kobietę w łazience, gdzie w afekcie ran wykrwawiła się. Po zabójstwie mężczyzna uciekł z miejsca zbrodni.
W nocy z 2. na 3. stycznia w jednym z mieszkań w Sieniewie Żarskiej doszło do przerażającej zbrodni. Partner 25-letniej kobiety podciął jej żyły, wcześniej pozostawiając ofiarę w łazience, gdzie w wyniku zadanych ran wykrwawiła się. Sam morderca uciekł natychmiast po dokonaniu zbrodni. Niczego nie świadoma rodzina starała się skontaktować z zamordowaną Patrycją Klimas. Ostatecznie zaniepokojeni rodzice kobiety wezwali policję do jej mieszkania.
“W dniu zdarzenia członkowie rodziny byli świadkami kłótni pomiędzy osobą podejrzewaną i zmarłą. To ich zaniepokoiło, zaniepokoiło ich to, że nie można było nawiązać z pokrzywdzoną kontaktu telefonicznego” – relacjonował prokurator okręgowy z Zielonej Góry, Łukasz Wojtasik.
Policjanci po sforsowaniu drzwi do mieszkania, odnaleźli ciało w łazience. Niestety na ratunek było już za późno – “Była to rana cięta, która przecięła najważniejsze naczynia krwionośne i spowodowała wykrwawienie zmarłej i to jest przyczyna zgonu” – dodał.
Morderca przyznał się rodzicom do czynu
Podejrzanym o zabójstwo był 27-letni partner zamordowanej kobiety. Wojciech P. który uciekł na Dolny Śląsk, choć wcześniej sugerowano jego ucieczkę do Niemiec. Zielonogórska prokuratura okręgowa potwierdziła również dzisiaj odnalezienie ciała w dolnośląskim lesie sprawcy zabójstwa. Nie podano jednak przyczyn śmierci mężczyzny.
Przed śmiercią pozostawił jednak list pożegnalny, adresowany do jego rodziców i kilkuletniego syna.W nim przyznał się do morderstwa. Z relacji rodziny wynikało, iż podejrzany przebywa w okolicach Jeleniej Góry oraz gotowy jest odebrać sobie życie, niż oddać się w ręce sprawiedliwości.
“Ucieka, gdzieś się chowa, już raz tylko zadzwonił z jakiegoś sklepu. Zadzwonił i powiedział, że nie pójdzie do więzienia, prędzej sobie coś zrobi zanim pójdzie do więzienia. Żona mówiła, żeby się zgłosił, on powiedział, że nie i wyłączył telefon i na tym się skończyło. Nie mamy żadnego kontaktu” – powiedział ojciec mordercy.
Z relacji rodziny nic nie zapowiadało takiej tragedii. Para spędziła święta w rodzinnym gronie – “Byli w święta u nas i nic się nie zanosiło, nic nie było, żadnych kłótni” – podkreślił. Syn zamordowanej trafił pod opiekę rodziców.
– Zacząłem nazywać pana ministra, przyznaję, bardzo złośliwie, naczelnym psychopatą, bo jak słusznie ktoś zwrócił uwagę pan minister ma taką predyspozycję, żeby z brakiem jakiejkolwiek empatii w głosie czy w mimice opowiadać o rzeczach, które dla wielu ludzi oznaczają zniszczenie ich życiowego dorobku. Mam tu na myśli przedsiębiorców – powiedział red. Łukasz Warzecha na antenie Mediów Narodowych. – To jest moja autorska złośliwość – zaznaczył.
Dziennikarz i publicysta bardzo krytycznie ocenił ministra zdrowia Adama Niedzielskiego. Łukasz Warzecha wyraził też zaskoczenie, że dziennikarze, z którymi rozmawia polityk, unikają niewygodnych pytań. – Z jakiegoś powodu, którego ja nie do końca potrafię rozeznać ci dziennikarze, z którymi pan minister chce dłużej rozmawiać, bo oczywiście nie chce ze wszystkimi(…), z jakiegoś powodu nie są w stanie lub nie chcą zadać mu pytań, które powinny mu zostać zadane, a które wydaje mi się są dla każdego dziennikarza krytycznie patrzącego na rzeczywistość całkowicie oczywiste – zauważył.
Warzecha przytoczył przykład niedawnego wywiadu ministra Niedzielskiego w RMF FM. Prowadził go redaktor Mazurek. W pewnym momencie pojawił się temat zamknięcia basenów. – Nie ma żadnych danych o zakażeniach na basenach. Zresztą nie ma żadnych danych z Polski, na których by się rząd opierał zamykając te czy inne branże – podkreślił red. Warzecha, komentując wywiad ministra. – Tutaj powinno paść pytanie o powody zamknięcia basenów, o dane, na których się rząd opierał, o to, czy rząd monitoruje stan kondycji fizycznej dzieci, które są pozbawione dostępu do infrastruktury sportowej, czy monitoruje kwestie pomocy psychologicznej dla osób, które są dotknięte tą sytuacją – powiedział. – To są oczywiste zupełnie pytania – ocenił.
Komornik zajął blisko 6 milionów euro z konta byłego handlarza bronią Andrzeja Izdebskiego. Minister Zdrowia od początku sprawowania urzędu podejmował kroki w sprawie kontrowersyjnego zakupu respiratorów do szpitali publicznych.
Minister Zdrowia Adam Niedzielski poinformował wczoraj na posiedzeniu Komisji Zdrowia o postępowaniu prowadzonym przez prokuraturę w sprawie dystrybucji respiratorów przez byłego handlarza bronią Andrzeja Izdebskiego. Resort wraz z Prokuraturą Generalną, będą dążyć do odzyskania środków utraconych przy zakupie sprzętu medycznego z czarnego rynku.
“Tuż po objęciu stanowiska podjąłem kroki mające na celu odzyskanie należności za kontrakt respiratorowy. Ta należność wynosi 12,5 mln euro, o ile dobrze pamiętam kwotę. Skierowaliśmy sprawę do Prokuratorii Generalnej, chcąc razem z nią odzyskać te środki” – przekazał szef resortu zdrowia.
Sprawą odzyskania funduszy ma zająć się komornik, który otrzymał nakaz sądowy. Dotychczas urząd zajął połowę utraconych pieniędzy – “W wyniku naszej współpracy z Prokuratorią Generalną, został przygotowana przez sąd nakaz realizacji tej płatności. Ten nakaz jest prawomocny sądowo, został przeze mnie przekazany do komornika, a z informacji, jakie otrzymałem w zeszłym tygodniu wiem, że na koncie osoby, która ten kontrakt realizowała i nie wywiązała się z zobowiązań, komornik zajął już połowę kwoty, która jest zobowiązaniem” – powiedział.
“Komornik zajął 6 mln euro”
W wywiadzie dla “TVN24” były handlarz bronią Andrzej Izdebski, który sprzedawał szpitalom respiratory był sfrustrowany zaistniałą sytuacją. Jego zdaniem takie kroki podjęte przez Ministerstwo Zdrowia i Prokuraturę Generalną nie były konieczne.
“Zajęto może nie połowę kwoty, ale prawie 6 mln euro. Ja i tak bym to wpłacił do ministerstwa, bez sensu takie postępowanie” – stwierdził Izbebski.
Tłumaczył się również, dlaczego samodzielnie nie podjął decyzji o przekazaniu pozyskanych dotychczas środków – “W Polsce znajduje się ponad 450 respiratorów, które muszę sprzedać. I kiedy je sprzedaję, to spłacam. Nie jest to mój rynek, nie chciałem się tym zajmować. Natomiast kiedy ministerstwo tego nie wzięło, to nie mam innego wyjścia. To są te respiratory, których ministerstwo nie odebrało” – wyjaśnił zirytowany były handlarz bronią.
Kontrowersyjny zakup respiratorów
Ministerstwo Zdrowia wiosną zawarło umowę z firmą byłego handlarza bronią na zakup 1,2 tys. respiratorów. Firma E&K należąca do Andrzeja Izdebskiego umowę zrealizowała częściowo, nie dostarczając na czas całego sprzętu. Od jej pozostałej części odstąpiono, żądając jednocześnie zwrotu części przedpłaty wraz z odsetkami i karami umownymi.
Na początku listopada ministerstwo dało zielone światło Prokuratorii Generalnej, a ta skierowała sprawę do sądu. “Z tytułu wskazanych żądań firma E&K sp. z o.o. zwróciła do Ministerstwa Zdrowia kwotę 14 mln euro, deklarując na piśmie, że pozostałą zaległą kwotę ureguluje do końca października 2020 r. Biorąc pod uwagę deklarację kontrahenta, resort nie kierował sprawy na drogę postępowania sądowego. Zaległości, których dotyczy wniosek do Prokuratorii Generalnej to: 11,9 mln euro niezwróconych przedpłat oraz 3,6 mln euro kar umownych” – czytamy w oświadczeniu ministerstwa z początku listopada.
W Dani trwa fala oburzenia rodziców po emisji w telewizji kontrowersyjnej bajki dla dzieci. Skandal został wywołany za produkcję dla maluchów, która opowiadała o mężczyźnie z najdłuższym przyrodzeniem na świecie. Rozwścieczeni rodzice nazwali opublikowany materiał promocją pornografii, pedofilii oraz perwersji.
W ostatni weekend w duńskiej telewizji przeznaczonej dla najmłodszych widzów, wyemitowano kontrowersyjną bajkę, gdzie bohaterem jest wąsaty mężczyzna, ubrany w koszulę na ramiączkach John Dillermand. Głównym tematem przewodnim jest posiadanie przez niego najdłuższego na świecie przyrodzenia. Z tekstu piosenek wkomponowanych w materiał wynika, iż bohater bajki “nie może nic z nim zrobić”. Sprawia on bowiem mężczyźnie kłopoty przez cały okres materiału.
Skandal z emisją kontrowersyjnej produkcji wywoła liczne protesty rodziców, pociech które obejrzały niestosowną bajkę – “Telewizja naraża nasze dzieci na pedofilów, którzy otrzymują w postaci filmu gotowe narzędzie” – powiedział jeden z rodziców. Natomiast inny oznajmił, że to ostatni raz kiedy pozwolił dziecku oglądać ten kanał telewizyjny.
Na profilach społecznościowych kanału telewizyjnego dla dzieci DR pojawiły sie liczne nieprzychylne stacji komentarze i wyrazy oburzenia. Internauci określili bajkę wprost jako materiał pornograficzny przeznaczony dla dzieci.
Dla wydawcy skandal nie jest problemem
Do oskarżeń na antenie telewizji DR odniósł się szef kanału dla dzieci, w którym wyemitowano serial, Morten Skov Hansen – “Jest wiele pozytywnych komentarzy od rodziców, którzy wykorzystali film do porozmawiania z dziećmi o ciele” – stwierdził. Dodał, że dla niego najważniejsze, że szczęśliwa jest grupa docelowa.
Dyrektor zapewnił, że produkcja była wcześniej konsultowana z psychologami dziecięcymi i duńską organizacją pozarządową zajmującą się wychowaniem seksualnym Sex & Samfund. Twórcą filmu jest duński reżyser Jacob Ley, który twierdzi, że głównego bohatera wymyślił po rozmowach z własnymi dziećmi.
Według telewizji DR w telewizji oraz w internecie planowana jest emisja 20 odcinków serialu.
Uroki “kulturowego ubogacenia” w postępowych krajach Europy spotykane są na każdym kroku. Można wręcz rzec, iż ostrzeliwanie fajerwerkami policji we Francji, Danii czy Szwecji stoi już niemal na porządku dziennym. Szczególnie oburzające jest jednak, iż ofiarą ataku padają również niepełnosprawni, tak, jak niewidomy z Grashagen.
Była godzina 17, w Nowy Rok, w Hojdgatan w Grashagen. Jedna lub kilka osób postanowiła obrzucać niewidomego mężczyznę petardami. Niewidomy szedł ze swoim psem przewodnikiem. W raporcie policja podkreśla, iż zwierzę przestraszyło się tak bardzo, iż nie ośmiela się wyjść z mieszkania. „Ktoś lub kilka osób wystrzelił w ich pobliżu potężną petardę, co spowodowało, że pies naprawdę się przestraszył i nie ośmielił się wyjść, a tym samym nie pracował jako pies przewodnik dla swojego pana” – napisali policjanci na swoim Facebooku.
“Policja otrzymała raport i trwa proces. Zobaczymy, do czego zostanie sklasyfikowany. Może to trochę zależeć od tego, jakiego rodzaju informacje o świadkach zostaną przekazane” – mówił rzecznik policji w wywiadzie dla SVT. Szwedzi są oburzeni skandaliczną sytuacją.
“Incydent wywołał wielką złość wśród opinii publicznej, a w momencie pisania postu udostępniono go ponad 7 000 razy i obszernie skomentowano” – zauważa Samnytt.se. “Wśród komentarzy bezpośrednio do policji można wymienić: „Wyszkolenie nowego psa przewodnika dla tej osoby kosztuje 220 000 koron. Sprawcy muszą za to zapłacić ”. Inna osoba pisze: „Okrutny sposób na ograniczenie codziennego życia i wolności skądinąd aktywnego i towarzyskiego sąsiada” – czytamy.
“Myślę, że z fajerwerkami jest pięknie, ale kiedy są coraz częściej wykorzystywane do szkodzenia i niszczenia ludzi i mienia, oraz sabotowania policji, muszą zniknąć z ulic i placów – z korzyścią dla wszystkich. Szkoda, że ustawodawca nie rozumie, jak potężną bronią może być pokaz sztucznych ogni” – pisze inny komentujący, nawiązując właśnie do licznych ataków z wykorzystywaniem fajerwerków. Coraz częstszą praktyką imigranckich mniejszości jest zwabianie policji na teren “wrażliwych dzielnic” przez fałszywe zgłoszenia, aby następnie ostrzelać policyjne radiowozy materiałami pirotechnicznymi.
Teraz policja szuka wskazówek od opinii publicznej. “Jeśli widziałeś lub słyszałeś coś takiego jak on pomagający policji w dochodzeniu, skontaktuj się z policją pod numerem telefonu 11414” – apeluje policja.
Masowe szczepienia na COVID-19 zaczęto również w Szwecji. “Oczekuje się, iż nowa szczepionka Moderny zostanie zatwierdzona przez UE” – mówi Matti Sallberg, profesor i badacz szczepionek w Karolinska Institutet. Profesor odpowiedział na najczęściej zadawane pytania, dotyczące nowego preparatu.
Jeśli, zgodnie z oczekiwaniami, szczepionka Moderny zostanie zatwierdzona przez UE, preparat miałby dotrzeć do Szwecji w ciągu dwóch tygodni. Szczepionka Moderny budzi zatem zainteresowanie Szwedów. Wokół niej zdążyło już narosnąć wiele pytań i obaw. Ekspert, prof. Matti Sallberg udzielił wywiadu, odpowiadając obywatelom. “To bardzo ważne. Jeśli dzisiaj zostanie zatwierdzona, podwoimy podaż szczepionek w Europie w ogóle” – stwierdził w artykule z 4 stycznia 2021 roku.
“Czy to prawda, że szczepionki zapewniają ochronę tylko przez dziewięć miesięcy?” – zapytano profesora. Ten nie był w stanie udzielić konkretnej odpowiedzi. “W każdym razie dziewięć miesięcy to niezły wynik. Szczepionka Just Moderna zapewnia wyraźną ochronę przez co najmniej cztery miesiące. Sugeruje to, że potrwa co najmniej sześć do dwunastu miesięcy, więc gdzieś w okolicy nie ma nieprawdopodobnych przypuszczeń” – odpowiadał badacz.
“Aby uzyskać tę odporność, wymagane są również podwójne szczepienia, jedna dawka nie wystarczy. Informacje dotyczą szczepionki opracowanej przez Moderna, która została niedawno zatwierdzona do szczepień na dużą skalę w UE, a tym samym w Szwecji. Nie jest jasne, czy szczepionki konkurencyjnych dostawców mają taki sam, krótszy czy dłuższy okres odporności. Obecnie jednak ci, którzy chcą się zaszczepić, nie mogą wybrać, którą szczepionkę przyjąć. Według Sallberga nie jest nawet pewne, czy masz prawo wiedzieć, którą szczepionkę otrzymałeś” – zaznacza szwedzki portal Samnytt.se.
“Czy wiesz, którą szczepionkę otrzymasz?” – padło kolejne, często zadawane pytanie. Okazuje się, że póki co nie ma takiej opcji. “Może jeśli o to zapytasz, ale na razie nie będziesz mógł wybrać, bo to taki rzadki towar” – oznajmił Matti Sallberg. Zapytano również o skutki uboczne. “Kolejne pytanie, które komentuje profesor, dotyczy tego, czy przeprowadzono testy skutków ubocznych u osób, które były wielokrotnie szczepione. Odpowiedź brzmi, że nie ma takich danych” – czytamy.
22 marca 2016 roku stolicą Belgii, Brukselą, wstrząsnęła seria muzułmańskich ataków terrorystycznych. Musiały minąć cztery lata, aby zarzuty w tej sprawie postawiono dziesięciu osobom. Wśród nich znalazł się Szwed, Osama Krayem, który “dorastał we wrażliwej dzielnicy”.
“Szwed” Osama miał spędzić znaczną część dzieciństwa w Rosengard, w Malmo. Wychował się w tzw. “wrażliwej dzielnicy”. Nazwa ta stanowi wyjątkowo eufemistyczne określenie na imigranckie getto, praktycznie wykluczone spod szwedzkiej jurysdykcji. Ponieważ jednak Osama był migrantem, niemal automatycznie otrzymał obywatelstwo kraju. Teraz figuruje na liście podejrzanych o serię ataków terrorystycznych.
Osamę aresztowała belgijska policja na kilka tygodni po atakach w Brukseli. Od tamtej pory został “zatrzymany na czas procesu”. “Szwed” zamierzał wysadzić w powietrze siebie, jak i wielu Belgów dookoła. Planował użyć do tego samobójczej bomby. Ładunek wybuchowy nie został jednak nigdy użyty. Tu informacje dotyczące przyczyny zdarzenia są podzielone. Część śledczych uważa, iż fakt, że bomba nie wybuchła był spowodowany technicznym błędem w konstrukcji. Inni twierdzą, iż sam Osama nie odważył się kontynuować ataku. Sam podejrzany zapewnia, iż w ostatniej chwili “tego żałował”.
Wielokrotne badania “Szweda” wykazały, iż był on “wybitnym rekruterem podróżnych do ISIS”, nim sam został wybrany na członka komórki terrorystycznej odpowiedzialnej za atak w Brukseli. Jego nazwisko ma wciąż figurować na propagandowych plakatach ISI, nawołujących do dżihadu. Oprócz Osamy, zarzuty usłyszało dziewięciu terrorystów. “Trzech zabójców w Brukseli nie może być ściganych, ponieważ zginęli w zamachach samobójczych wraz z 35 pasażerami metra i samolotów, w których popełniono czyn. Kolejnych trzech z pozostałych 13 podejrzanych obecnie ucieka przed oskarżeniem” – informuje szwedzki Samnytt.
“Jedna osoba, Oussama Atar, Marokańczyk z belgijskim obywatelstwem, jest oskarżona pod jego nieobecność, ale jest podejrzana o śmierć w związku z katastrofą lotniczą w Syrii, gdzie podróżował, by dołączyć do muzułmańskiej terrorystycznej milicji IS. Jeden z oskarżonych, Salah Abdeslam, któremu nadano obywatelstwo francuskie, jest również podejrzany o udział w zamachu terrorystycznym w Paryżu w listopadzie 2015 roku’ – czytamy. Niestety, nawet jeśli terroryści zostaną pochwyceni i usłyszą zarzuty, będą czekać na proces aż do wiosny 2022 roku.
Znany jest już rzekomo nowy, zmutowany koronawirus z Wielkiej Brytanii. Teraz okazuje się, iż z mikrobem ma również problemy Dania. Premier Mette Frederiksen ogłosiła w kraju nowe, zaostrzone “środki ostrożności”.
Premier Danii ogłosiła podczas konferencji prasowej, iż kraj zmaga się z nową odmianą koronawirusa. Co więcej, zmutowany wirus ma się wyjątkowo szybko rozprzestrzeniać. Prognozy wskazują, iż w krótkim czasie ma on całkowicie zdominować Danię. “Zaledwie pięć dni do nowego roku, niestety znów tu jesteśmy. Brytyjska mutacja koronawirusa dotarła do Danii i rozprzestrzenia się wśród nas” – oświadczyła szefowa rządu, Mette Frederiksen. Koronawirus, zdaniem władz, ma stanowić poważne zagrożenie.
“Jesteśmy teraz na piątym poziomie naszego systemu powiadomień, co oznacza, że istnieje powszechna infekcja i ryzyko, że możliwości leczenia w naszych szpitalach zostaną przeciążone” – kontynuowała pani premier. Za jej słowami poszły nowe ograniczenia. W Danii ograniczono liczbę osób, które mogą się jednocześnie spotkać. Dopuszczalne grupy zmniejszono z 10 do 5 osób. Zwiększona została również zalecana odległość, jaką trzeba zachowywać między sobą. Dotychczas wynosiła ona “zaledwie” jeden metr. Teraz wskazany jest już dystans co najmniej dwóch metrów. Należy zachować go w sklepach, środkach transportu publicznego, sklepach i “tym podobnych”.
Duńskie władze zalecają również możliwie całkowitą alienację obywateli. “Pozostań w domu jak najwięcej. Idź do sklepu samotnie i tak rzadko, jak to możliwe. Anuluj wszystkie możliwe spotkania. Spotkaj jak najmniej ludzi” – apeluje Frederiksen. Poinformowała, iiż włądze pracują głównie nad trzema kwestiami:
“Zapobiegania przedostawaniu się nowych infekcji do kraju, zwłaszcza z Wielkiej Brytanii”. Władze oceniają, czy istnieje potrzeba zaostrzenia możliwości podróżowania do Danii. “Znajdź i zerwij łańcuchy infekcji”. Muszą przetestować więcej osób. W związku z tym rząd zdecydował, że pracownicy domów opieki i tym podobne powinni być często badani. W tym punkcie znajduje się również wykrywanie infekcji. Władze duńskie chcą usprawnić śledzenie infekcji i zwiększyć tutaj wydajność. “Wprowadź surowsze środki”. Zachęcamy wszystkich do ograniczenia całkowitego kontaktu społecznego do pięciu osób” – brzmią rządowe wskazania.
Wstępnie, nowe środki obowiązują do 17 stycznia. Nie jest to jednak zupełnie pewne, a Duńczycy muszą być gotowi na przedłużenie obostrzeń. “Może trzeba będzie rozszerzyć te ograniczenia poza to, każdy musi być na to przygotowany” – oznajmiła premier.