/ fot. Pixabay.com

Związki zawodowe przesłały do Ministerstwa Aktywów Polskich własną wersje umowy dotyczącej transformacji sektora górniczego. Według nadesłanego projektu, górnicy nadal będą zwalniani wraz z postępującą likwidacją kopalń. Nie zdecydowano się również na przedłużenie terminu zamknięcia polskiego górnictwa.

Polskie związki zawodowe nie wyszły naprzeciw oczekiwań górników i w ostatecznym rozrachunku popierają dalszą likwidację kopalń dokonywaną przez rząd Prawa i Sprawiedliwości. Własny projekt transformacji energetycznej w kraju nadesłano do Ministerstwa Aktywów Państwowych, z którym negocjacje trwały od ubiegłego roku.

Zobacz także: Węgry deportowały 3 tysiące nielegalnych imigrantów. UE jest wściekła

“Transformacji sektora górniczego nie można planować i prowadzić w oderwaniu od planu transformacji społeczno-gospodarczej całego regionu. Przygotowany przez związki zawodowe projekt umowy społecznej kładzie na ten kluczowy aspekt szczególny nacisk, wskazując instrumenty koordynacji programów transformacyjnych dla Śląska” – wyjaśnia szef śląsko-dąbrowskiej “Solidarności” Dominik Kolorz.

Górnicy stracą szansę na utrzymanie rodziny

Związkowy plan likwidacji kopalń zakłada powstanie Śląskiego Funduszu Rozwoju, który miałby gwarantować odbudowę potencjału gospodarczego Górnego Śląska i Zagłębia Dąbrowskiego. Choć lider śląsko-dąbrowskiego oddziału “Solidarności” zapewnia o długofalowym przebiegu transformacji, należy przypomnieć, iż prowadzone reformy mają górną granicę zamknięcia konwencjonalnych ośrodków wydobywczych do 2050 roku. Data ta jest podyktowana przez unijny program “Zielony Ład” nadzorowany przez Komisję Europejską.

Dalej w projekcie wskazane są m.in. inwestycje w nowoczesne niskoemisyjne instalacje zgazowywania węgla do SNG lub metanolu, instalacje IGCC, czyli niskoemisyjne i wysokosprawne bloki energetyczne czy też tzw. “błękitny węgiel”.

Umowa społeczna zakłada również osłony dla pracowników sektora kopalnianego. Górnicy mieliby posiadać zagwarantowane urlopy górnicze oraz jednorazowe odprawy z likwidowanych kopalń.

Projekt przewiduje, że jeżeli w systemie alokacji pracownik nie będzie miał zagwarantowanej ciągłości zatrudnienia pod ziemią lub w zakładzie przeróbki mechanicznej węgla, będzie mógł skorzystać z urlopu górniczego z wysokością świadczenia na poziomie 80 proc. wynagrodzenia z okresu ostatnich sześciu miesięcy. Dla pracujących pod ziemią będzie to urlop maksymalnie 4-letni, a dla przeróbki maksymalnie 3-letni.

Termin wprowadzenia transformacji energetycznej bez zmian

Terminy zakończenia wydobycia w poszczególnych kopalniach pozostają takie same jak zapisano w umowie pomiędzy związkowcami a rządem 25 września 2020 roku. Przypomnijmy, że zgodnie z porozumieniem ostatnia kopalnia węgla energetycznego zakończy wydobycie w 2049 roku. W roku 2021 produkcję zakończy kopalnia Pokój oraz nastąpi połączenie kopalni Murcki-Staszic z kopalnią Wujek (do połączenia doszło już z początkiem roku). W roku 2023 połączone zostaną kopalnie Halemba i Bielszowice, które następnie zakończą eksploatację w 2034 roku.

Następie kopalnia Bolesław Śmiały w Łaziskach Górnych zakończy pracę w roku 2028, rok później zamknięta zostanie kopalnia Sośnica w Gliwicach. Data zakończenia wydobycia w kopalni Piast to 2035 rok, a w kopalni Ziemowit 2037 roku. Kopalnia Murcki-Staszic przestanie fedrować w roku 2039 roku, KWK Bobrek w 2040, a Mysłowice-Wesoła w 2041 roku. Najdłużej działać będą kopalnie Rybnickiego Okręgu Węglowego. Produkcja węgla w kopalni Rydułtowy będzie prowadzona do 2043 roku, kopalni Marcel do 2046 roku, a kopalni Chwałowice i Jankowice do 2049 roku.

“Daty te zostały wypracowane w zespołach roboczych, uzgodnione, zapisane i bezwzględnie nie ma w tej kwestii, o czym dyskutować. Ta kwestia musi być dopięta na ostatni guzik, zanim zostanie przekazana Komisji Europejskiej do notyfikacji” – podkreślił Kolorz.

Negocjacje nad związkowym projektem umowy społecznej mają rozpocząć się 25 stycznia. Prace nad tym dokumentem mają zakończyć się do połowy lutego. Następnie umowa społeczna zostanie przekazana do notyfikacji Komisji Europejskiej.

onet

Dodano w Bez kategorii
Joe Biden.

/ Fot. Twitter/ screen

Joe Biden na każdym kroku podkreśla, jak bardzo różni się od swojego poprzednika, Donalda Trumpa. Podczas, gdy Trump chciał ogrodzić USA murem, Biden deklaruje, iż zamierza zalegalizować pobyt nawet 11 milionów nielegalnych imigrantów.

Jeśli ktoś chciałby wymienić kwestie, dzięki którym zasłynął Donald Trump, deklaracja postawienia muru na granicy USA z Meksykiem z pewnością znajdzie się na wysokim miejscu w rankingu. Joe Biden już od samego początku pokazuje, jak bardzo jego rządy będą różne od kadencji Trumpa. Nowy prezydent planuje bowiem jak najszybciej wysłać do Kongresu pakiet legislacyjny, który zalegalizuje pobyt na terytorium USA około 11 milionów nielegalnych imigrantów. Pakiet będzie “obejmował szeroko zakrojone reformy mające na celu nadanie statusu prawnego imigrantom” – informuje The Post Millennial.

Zamiary Bidena są wyjątkowo “odważne” nie tylko w odniesieniu do prezydentury Trumpa. “Proponowana ustawa jest uważana za poważną zmianę kierunku w stosunku do poprzednich administracji, sięgającą aż do Clintonów” – czytamy. LA Times informuje z kolei, iż ustawa, “oprócz zapewnienia możliwości legalizacji statusu osób przebywających nielegalnie w USA, skróci również drogę do uzyskania obywatelstwa wielu innych osób, w tym dzieci lub osób przywiezionych do USA jako dzieci, oraz niezbędni pracownicy”.

LA Times posuwa się wręcz do stwierdzenia, iż “ludzie nazywają te reformy najgłębszymi od czasu Immigration Reform and Control Act z 1986 r., który zapewnił amnestię ponad trzem milionom ludzi, ale także znacznie zaostrzył kontrolę nad potencjalnymi nowoprzybyłymi”. Pomysłem Bidena są, oczywiście, zachwycone środowiska pro-imigracyjne. Aktywistka Community Change Action, Lorella Praeli stwierdziła z uznaniem: „Myślę, że ta ustawa położy ważny znacznik w historii naszego kraju (…) Nasz system wymaga gruntownej przebudowy i nie możemy już dłużej prowadzić zatrzymań i deportacji”.

Plan Bidena spotkał się z ostrą krytyką prawicowych Internautów, którzy wskazują na szkodliwość zamysłu nowego prezydenta. Pojawiają się wręcz stwierdzenia, iż w ten sposób Demokraci “kupią sobie” miliony głosów. “Mam krewnych, którzy przybyli do tego kraju legalnie i postępowali zgodnie z prawem. Ci ludzie wczołgali się pod płot i oczekują takich samych korzyści, za jakie ja płaciłem całe życie. Każdy cywilizowany kraj na świecie ma granice i chroni je, tak być powinno” – komentują oburzeni Amerykanie.

“Naprawdę uważam, że to zniewaga dla wszystkich osób, które przyjechały do ​​naszego kraju legalnie! Konsekwencje prawne tego są wielorakie i na pewno będą atutem dla Partii Demokratycznej, która sprzedaje się tym ludziom! RIP USA, zbliżające się do komunizmu” – piszą ze smutkiem.

The Post Millennial

Dodano w Bez kategorii

/ Fot. Twitter/ screen

Zamieszki Black Lives Matter uderzyły w zeszłym tygodniu w stolicę Belgii z nieoczekiwaną siłą. Podczas rozruchów miały miejsce “przerażające sceny”. 20 funkcjonariuszy policji zostało rannych, zaś 112 osób aresztowano.

Niepokoje wywołane przez ruch Black Lives Matter nie należą do przeszłości. Okazuje się, iż nie są również domeną jedynie Stanów Zjednoczonych. W zeszłym tygodniu w Brukseli doszło do wyjątkowo potężnych i agresywnych “pokojowych protestów”, w których tłum ranił 20 policjantów. 3 policjantki musiały trafić do szpitala. Aresztowano 112 osób, z czego co najmniej 30 nieletnich.

Powodem rozruchów była sprawa Ibrahima Barrie, 23-letniego Czarnoskórego, który zmarł na komisariacie. Barrie został aresztowany za posiadanie tabletek ekstazy. Sekcja zwłok wykazała, iż zmarł na zawał serca. To jednak nie przekonuje ruchu BLM, który rozpoczął zamieszki, przekonując, iż za śmierć Ibrahima odpowiedzialna jest policja. Zgromadzenie liczyło setki osób. Przez wiele godzin uczestnicy “kierowali swój gniew na policjantów, policyjne pojazdy i komisariaty”. Okna samochodów zostały rozbite, a kilka pojazdów policyjnych zostało podpalonych.

Gniew tłumu dodatkowo podsycał prawnik Barriego, Alexis Deswaef. W swoim przemówieniu stawiał policji wyjątkowo poważne zarzuty, kierując przeciw niej gniew zgromadzonych. Jego zdaniem, “gdyby Ibrahima nie był Czarny, nie byłby teraz martwy”. Z nagrań i zdjęć umieszczonych w Internecie wynika, iż ulice Brukseli wyglądały, niczym objęte wojną domową. Na niektórych widać, jak “pokojowo protestujący” podpalają komisariat policji. Demonstranci “skrzyknęli się” głównie za pomocą mediów społecznościowych, w tym Instagrama.

Zastanawiające jest, iż w tym wypadku serwis nie poczuł się w obowiązku do cenzurowania treści, jawnie zachęcających do udziału w rozruchach. Przypomnijmy, iż tweety Donalda Trumpa zostały skasowane, a jego konto na Twitterze, jak i Facebooku zawieszone po wydarzeniach na Kapitolu. Zamieszki Black Lives Matter widocznie nie wzbudziły podejrzeń cenzorów. Również agresja protestujących zupełnie umknęła uwadze mediów, które tak głośno potępiały “zamach na demokrację” z dnia 6 stycznia.

Przeczytaj również: Węgry deportowały 3 tysiące nielegalnych imigrantów. UE jest wściekła

Policja wysłana na ulice Brukseli relacjonuje, iż spotkała się z niezwykłą brutalnością członków ruchu Black Lives Matter. Jeden z funkcjonariuszy niemal “został zlinczowany przez buntowników”. “Poszkodowani koledzy nie mają obrażeń zagrażających życiu, ale są poważne. Kolega wymieniony w raporcie rzeczywiście doznał kontuzji podczas służby. Jest teraz w szpitalu” – przekazała rzeczniczka policji.

Co ciekawe, pomimo reżimu sanitarnego spowodowanego pandemią, demonstracja BLM odbyła się za zgodą burmistrza, Emira Kira. Po proteście, policja podsumowała szkody. Łącznie uszkodzono sześć pojazdów policyjnych, podpalono pomniki oraz jeden komisariat, wybito okna w sklepowych witrynach.

RMX News

Dodano w Bez kategorii
Człowiek w maseczce

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

Ostatnie decyzje szwajcarskich władz ws. zaostrzenia restrykcji sanitarnych skłoniły obywateli do działania. Zebrali oni wymaganą prawem liczbę podpisów i złożyli wniosek o referendum ws. odebrania rządowi federalnemu prawa wprowadzania lockdownu.

Referendum miałoby się odbyć najwcześniej w czerwcu. Jak podał “Financial Times”, “jest konsekwencją narastającej ogólnokrajowej debaty na temat wpływu przepisów dotyczących koronawirusa na prawa jednostki”. Za inicjatywą stoi grupa wyborcza „Friends of the Constitution”.

Jeżeli referendum zakończyłoby się ze skutkiem oczekiwanym przez jego inicjatorów, zostałaby uchylona ustawa covidowa z 2020 roku. Pod wnioskiem o organizację głosowania podpisało się popisało się 86 tysięcy obywateli. Ustawowy wymóg to 50 tysięcy podpisów. Trzeba je zebrać w ciągu 100 dni.

Zobacz także: Siłownie i baseny otwarte w Polsce od 1 lutego. „Bez względu na decyzje rządu”

Dotychczas szwajcarskie władze w kwestii koronawirusa stawiały na podkreślanie osobistej odpowiedzialności. Jednak w ostatnim czasie zdecydowały się zaostrzyć restrykcje. Wiąże się to z obawami o nowe, bardziej groźne mutacje wirusa.

Wśród nałożonych w ostatnim czasie obostrzeń znalazło się zamknięcie sklepów, które nie uznano za niezbędne do życia, pracownikom nakazano pozostać w domu, a prywatne spotkania ograniczono do maksymalnie pięciu osób. Christoph Pfluger, członek zarządu „Friends of the Constitution”, powiedział “Financial Times”, że grupa uważa, że ​​rząd „wykorzystuje pandemię do wprowadzenia większej kontroli i ograniczenia demokracji”.

nczas.com

Dodano w Bez kategorii

/ Fot. pixabay

Jak informuje Jewish Telegraph Agency, Armia USA usuwa ze stanowiska oficera, który “zażartował na TikToku z Holokaustu”. Sytuacja miała miejsce w zeszłym roku. W opublikowanym poście podporucznik wyraźnie zaznaczył, iż treść, którą publikuje, ma charakter czysto humorystyczny.

Rzekomy antysemityzm okazał się być największym wrogiem podporucznika Nathana Freihofera, który za jeden żart w mediach społecznościowych zostanie wydalony z Armii USA. Sytuacja wydaje się tak absurdalna, iż wręcz niemożliwe, aby była prawdziwa. Fakty są jednak nieubłagane. Oficer, za opublikowanie żartu na TikToku, zostanie usunięty ze służby.

“W sierpniu Freihofer opublikował żart o Holokauście, a następnie powiedział swoim zwolennikom: „Jeśli się obrazisz, wypierdalaj, bo to żart”” – opisuje “skandaliczne zdarzenie” izraelska JTA. Jak się okazało, usunięcie posta nic nie zmieniło. Freihofer “został zawieszony w pełnieniu funkcji kierowniczych po opublikowaniu filmu, który od tego czasu usunął”. The Washington Post informuje, iż przełożeni podporucznika jednogłośnie potępili jego zachowanie.

“W tym tygodniu generał broni Michael „Erik” Kurilla, dowódca XVIII Korpusu Powietrznodesantowego Armii USA, stwierdził, że oświadczenie Freihofera jest „niezgodne z wartościami służby wojskowej i nieodpowiednie dla każdego, kto zajmuje stanowisko przywódcze nad amerykańskimi żołnierzami”” – czytamy na łamach TWP. „W rezultacie w zeszłym miesiącu dowódca Korpusu rozpoczął proces usuwania Freihofera z armii”.

Przeczytaj również: Izrael: Nowe miasto wciąż będzie nosić imię Donalda Trumpa. „Amerykańska polityka wewnętrzna jest nieistotna”

Freihofer posiada na TikToku ponad 3 miliony obserwujących. Ciężko jest dotrzeć do sedna sprawy. De facto nie wiadomo do końca, jakie słowa tak bardzo uraziły środowiska żydowskie, iż konieczne okazało się zniszczenie kariery żołnierza. Z artykułów datowanych na wrzesień 2020 można się jedynie dowiedzieć, iż Nathan udostępnił wideo, na którym opowiadał “antysemicki żart”. Dopiero po dłuższym poszukiwaniu dowiadujemy się, jak brzmiał “karygodny dowcip” Nathana. „Jaki jest ulubiony Pokémon Żyda?” – zapytał podporucznik Freihofer. “Ash (Popiół – przyp. red.)”

Jednocześnie podkreślił, iż jest to jedynie żart, oraz – aby nikt nie czuł się nim obrażony. Jak zwykle w takich sytuacjach bywa, okazało się, iż z pewnych kwestii żartować nie wolno. „Oświadczenia zawarte w filmie nie wskazują na wartości, którymi żyjemy, i nie ma miejsca na rasizm ani fanatyzm w naszej armii ani w naszym kraju” – skomentował sprawę generał dywizji USA, Antonio Augusto.

W artykule opublikowanym przez The Washington Post czytamy natomiast, iż Freihofer “żartował o nazistowskim spalaniu Żydów”. Nagranie okrzyknięto “nikczemnym”. “Film został poddany analizie z Miejsca Pamięci i Muzeum Auschwitz-Birkenau, w którym zwrócono uwagę na rolę żołnierzy amerykańskich w wyzwalaniu obozów koncentracyjnych i pracy pod koniec II wojny światowej. Freihofer jest również badany pod kątem gestu dłoni wykonanego podczas nagrania wideo i tego, czy miał on służyć jako nazistowski salut, powiedział urzędnik armii” – informuje TWP.

Oświadczenie w sprawie antysemityzmu wydała również sama platforma. TikTok oświadczył: „Mamy stanowisko zerowej tolerancji dla zorganizowanych grup nienawiści i osób z nimi powiązanych, takich jak konta, które szerzą lub są powiązane z supremacją białych lub nacjonalizmem, męską supremacją, antysemityzmem i innymi ideologiami opartymi na nienawiści. Ponadto usuwamy nękanie na tle rasowym i negowanie brutalnych tragedii, takich jak Holokaust i niewolnictwo”.

JTA, The Washington Post

Dodano w Bez kategorii
Donald Trump.

Po zdarzeniach na Kapitolu, usilnie przyrównywanych przez Demokratów do ataków terrorystycznych, czy “zamachu na demokrację”, ciężko wyobrazić sobie bardziej “anty-trumpowe” nastroje. Tymczasem, ku zaskoczeniu wszystkich, Izrael oznajmił iż będzie kontynuować budowę miasta o nazwie “Trump Heights”.

Budowa “Trump Heights” ma trwać nieprzerwanie na górzystym terenie Wzgórz Golan. Nie ma również planów, aby nazwę miasta w jakikolwiek sposób modyfikować. Podczas, gdy “w Waszyngtonie administracja prezydenta Donalda Trumpa rozpada się po powstaniu jego zwolenników”, “nie ma planów zmiany nazwy” – zapewnia Jewish Telegraphic Agency. Sytuacji nie zmienił fakt, iż żydowscy przywódcy potępili “motłoch na Kapitolu”.

„Nie ma zmiany w naszym stanowisku” – powiedział rzecznik Rady Regionalnej Golan Heights, Limor Holetz dodając, że miasto nadal ma wsparcie finansowe ze strony rządu. Ministerstwo Spraw Osadniczych Izraela, które częściowo finansuje rozwój miasta, również potwierdziło JTA, że nazwa nie jest przedmiotem dyskusji – czytamy. “Stanowisko rady symbolizuje niezmienną popularność Trumpa wśród izraelskich osadników i innych osób na prawicy politycznej, pomimo jego skandali w kraju. Wielu prawicowych Izraelczyków szanuje Trumpa za jego poparcie dla osiedli, jego twardą postawę wobec Iranu i porozumienia normalizacyjne między Izraelem a państwami arabskimi, które jego administracja pomogła pośrednikowi” – wylicza JTA.

Przeczytaj również: USA: „1/3 Republikanów opuści partię”, jeśli dojdzie do impeachmentu Trumpa

„Polityka administracji Trumpa związana z Izraelem jest sama w sobie” – powiedział w czwartek Oded Revivi, burmistrz osady Efrat na Zachodnim Brzegu. Polityka Trumpa, dodał, „otworzyła wiele nowych drzwi dla państwa Izrael”. Media zauważają, iż Revivi nie przywiązywał szczególnej wagi do zamieszek na Kapitolu. Te bowiem nie były tak istotne, jak wsparcie, jakiego Trump udzielał kolonizującym Zachodni Brzeg Żydom. Tu niezbędny okazuje się niewielki rys historyczny.

“Trump Heights ogłoszono z wielką pompą w 2019 r. Po tym, jak Trump uznał izraelskie zwierzchnictwo nad Golanem , które Izrael przejął od Syrii w 1967 r. Ale półtora roku po ceremonii poświęcenia osadę można szczodrze opisać jako znajdującą się na bardzo wczesnym etapie rozwoju” – pisze JTA. Póki co, jedynymi mieszkańcami Trump Heights ma być niewielka grupa “rosyjskich imigrantów”. Obok znaku z nazwą miasta znaku znajduje się pomnik przedstawiający orła lecącego przed menorą. Tablica umieszczona poniżej głosi: „Na cześć prezydenta Donalda J. Trumpa”.

“Nie jest zaskakujące, że Izraelczycy zwykle koncentrują się na kwestiach izraelskich, z wyłączeniem polityki amerykańskiej” – stwierdziła Sara Yael Hirschhorn, profesor izraelskich studiów z Northwestern University. „I przypuszczam, że amerykańska polityka wewnętrzna jest trochę nieistotna” – dodała, kreśląc stanowisko Izraela wobec zamieszania związanego m.in. z wyborami w USA i ewentualnym impeachmentem Trumpa.

Jewish Telegraph Agency

Dodano w Bez kategorii

Europejski Trybunał Sprawiedliwości orzekł jeszcze w grudniu, iż węgierskie prawo azylowe z 2015 roku narusza prawa UE. Węgry nie dają się jednak zmusić do przyjmowania nielegalnych imigrantów, obiecując utrzymanie granicy Unii pomimo fali imigracji. Według ostatnich danych, do Serbii odesłano z Węgier nawet 3 tysiące przybyszy.

Rząd Viktora Orbana stanowczo sprzeciwia się m.in. masowej imigracji “uchodźców” z trzeciego świata na Węgry. “Sceptycyzm” kraju względem nielegalnej imigracji od lat jest solą w oku UE i Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, które usiłują zmusić Węgry do otwarcia granic. Według liberalnego węgierskiego komitetu helsińskiego ds. Imigracji (HHK), którego największym finansistą jest „Open Society” George’a Sorosa, które stanowi prawie jedną piątą budżetu organizacji, Węgry nadal deportowały nielegalnych imigrantów, głównie do Serbii – informuje RMX News.

Odesłanych za granicę zostało około 2-3 tysiące nielegalnych imigrantów. Rzecznik rządu powiedział, że grudniowa decyzja UE „nie ma znaczenia, ponieważ zmieniły się okoliczności. Strefy tranzytowe są zamknięte, ale utrzymywana jest ścisła kontrola graniczna”. Unia od lat naciska na Orbana, aby ten zmienił politykę migracyjną kraju. Mimo starań uniokratów, wysiłki, aby zatrzymać falę imigracji na granicy wydają się coraz bardziej słuszne.

“Fakt, że węgierska straż graniczna nadal deportuje ludzi miesiąc po orzeczeniu Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, jest jawnym naruszeniem prawa. To skandaliczne, że to trwa”- stwierdził z koeli Andras Lederer z organizacji non-profit, przeciwnej działaniom rządu Orbana.

Przeczytaj również: Nawalny apeluje do swoich zwolenników: Wychodźcie na ulice

Nielegalni imigranci bynajmniej nie czekają grzecznie na pozwolenie przestąpienia granicy. W minionym roku węgierskie władze poinformowały choćby o kilku tunelach, znalezionych na granicy Węgry-Serbia. Jeden z nich miał 19 metrów długości. Strażnicy graniczni po węgierskiej stronie zatrzymali z kolei cztery grupy, liczące łącznie 74 nielegalnych imigrantów. Wcześniej, znaleziono tunel o długości 24 metrów. Stosunkowo często zdarzają się aresztowania imigrantów w przygranicznych miejscowościach, którzy – pomimo muru i strażników – przedarli się nielegalnie przez granicę. Oczywistym wydaje się, że intruzów należy się niezwłocznie pozbyć. Tymczasem Unia robi wszystko, aby obrzydzić działania Orbana w oczach innych państw.

Węgry praktycznie wzięły na siebie odpowiedzialność za kontrolowanie unijnej granicy. Zaoferowali również pomoc Chorwacji, Włochom i Maroko. Jednak rząd Viktora Orbana, mimo podejmowania logicznych i zgodnych z prawem decyzji, nie cieszy się przychylnością UE. Unijny sędziowie z Luksemburga postulują, iż Węgry łamią prawa UE, deportując nielegalnych imigrantów.

Co wydaje się szczególnie absurdalne, Nawet epidemia koronawirusa nie stanowi problemu dla unijnej biurokracji, gdy w grę wchodzi kwestia nielegalnej imigracji. Wydawać by się mogło, iż podczas, gdy Europa była zamknięta przez lockdown, wpuszczanie tysięcy nieprzebadanych osób na teren UE uznane zostanie za niedorzeczne. Absurd Unii doskonale widoczny był na przykładzie Grecji czy Włoch, do których, mimo rzekomej pandemii, przybywały stale tysiące nielegalnych imigrantów. Według władz należało, rzecz jasna, zamknąć granice – ale nie dla nich. Z kolei rząd Orbana, za deportowanie przybyszy tam, skąd przyszli, otrzymał po raz kolejny łatkę działającego “sprzecznie z prawem UE”.

RMX News

Dodano w Bez kategorii
Donald Trump.

/ fot. Wikimedia Commons

Zdaniem republikańskiego senatora Randa Paula, jeśli przedstawiciele jego partii przyczynią się do impeachmentu Donalda Trumpa, “jedna trzecia Republikanów opuści partię”. W głosowaniu w Izbie Reprezentantów wniosek Demokratów poparło 10 polityków Partii Republikańskiej. Teraz decyzja należy do Senatu.

Żeby ustępujący prezydent USA został uznany winnym w procedurze impeachmentu, taki wniosek musi poprzeć 67 ze 100 senatorów. Inicjatywę musiałaby poprzeć więc część Republikanów. Przed takim scenariuszem ostrzega swoich kolegów Rand Paul.

– Jeśli Republikanie się na to zgodzą, to zniszczy partię – uważa. Jego zdaniem skończyłoby to się rozłamem dawno nie widzianym w amerykańskiej polityce. – Jedna trzecia Republikanów opuści partię – wieszczy polityk w przypadku, gdyby jego partyjni koledzy w Senacie przyłożyli rękę do impeachmentu Trumpa.

Zobacz także: Warszawa – centrum handlu ludźmi? Nastolatkowie pracują jak niewolnicy

– Sprzeciwiałem się prezydentowi Trumpowi, kiedy uważałem, że się myli. Popierałem go, kiedy miał rację, zrobiliśmy wiele dobrych rzeczy podczas prezydentury Trumpa – zaznaczył Paul. Zdecydowanie odrzucił zasadność wniosku o impeachment, oceniają go jako “błędny”. Dodał również, że nie zgadzał się z incydentami, które miały miejsce na Kapitolu Stanów Zjednoczonych w Waszyngtonie, a także głosował przeciwko unieważnieniu wyborów w związku z zarzutami o oszustwo wyborcze.

Większość Republikanów w Izbie Reprezentantów jednak sprzeciwiła się wnioskowi Demokratów. – Zamiast iść naprzód jako jednocząca siła, większość w Izbie decyduje się na dalsze dzielenie nas – powiedział Republikanin Tom Cole. – Nie przychodzi mi do głowy żadne działanie, które Izba mogłaby podjąć, a które bardziej podzieliłoby Amerykanów niż akcja, nad którą debatujemy dzisiaj – mówił podczas dyskusji w Izbie.

– Wiemy, że prezydent Stanów Zjednoczonych podżegał to powstanie, ten zbrojny bunt przeciwko naszemu wspólnemu krajowi – przekonywała z kolei przewodnicząca Izby Reprezentantów, Nancy Pelosi z Partii Demokratycznej. – On musi odejść. Jest wyraźnym i aktualnym zagrożeniem dla narodu, który wszyscy kochamy – stwierdziła.

theepochtimes.com

Dodano w Bez kategorii
Aleksiej Nawalny

/ fot. TT/@Kira_Yarmysh

– Nie bójcie się, wychodźcie na ulice – zaapelował do swych zwolenników rosyjski opozycjonista Aleksiej Nawalny w nagraniu wideo, opublikowanym po decyzji sądu, który nakazał zatrzymanie go w areszcie do połowy lutego.

O decyzji rosyjskiego sądu informowaliśmy szerzej we wcześniejszym artykule. Aleksiej Nawalny został aresztowany przez Federalne Służby Więzienne tuż po przylocie do kraju. W ubiegłym roku opuścił Rosję w celu leczenia po próbie otrucia go.

Leonid Wołkow, współpracownik opozycjonisty poinformował, że na 23 stycznia zaplanowane zostały “wielkie” manifestacje na terenie całej Rosji. Ruszyły już do nich przygotowania.

Zdaniem Nawalnego władze boją się, że ludzie wyjdą na ulice, ponieważ “to jest ten czynnik polityczny, którego nie można ignorować”. Polityk w ostrych słowach mówił o “bandzie złodziei, która przez 20 lat grabiła kraj”. Ocenił, że działania podejmowane obecnie przeciw niemu “nie mają nic wspólnego z prawem Federacji Rosyjskiej”.

– Oni boją się tych ludzi, którzy mogą przestać się bać i uświadomić sobie swoją siłę – podkreślił. – Wzywam was – nie milczcie, sprzeciwiajcie się, wychodźcie na ulice! – zaapelował do Rosjan. Zaznaczył, że w protestach nie chodzi o jego samego, ale o przyszłość Rosji.

wnp.pl

Dodano w Bez kategorii
Siłownia

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

Polska Federacja Fitness poinformowała, że 1 lutego otwarte zostaną obiekty z tej branży. Stanie się to “bez względu na decyzję rządu”. Nałożone przez rząd obostrzenia PFF uznała za “niekonstytucyjne i nielegalne”.

– Wszystkim, którzy będą chcieli dołączyć do akcji otwierania swoich klubów, postaramy się zapewnić wszelkie wsparcie zarówno od strony prawnej, merytorycznej jak i „papierologicznej” – poinformowała PFF. Organizacja wyjaśniła też, dlaczego branża fitness otworzy swoje obiekty dopiero od 1 lutego, a nie już teraz, jak niektórzy przedsiębiorcy. – Wielu z Nas jest zmuszonych skompletować swój skład pracowników na nowo bądź w znacznej części. Do tego dochodzą przygotowania prawne, sanitarne oraz wiele, wiele innych czynników. Podchodzimy do sprawy również strategicznie – napisała w wydanym oświadczeniu. – Wszelkie działania związane z otwarciem branży nie zmieniają nic w zakresie procedowania pozwów dot. wykazania nielegalności lockdown’u oraz kwestii odszkodowawczej – dodała.

#VetoBranżyFitness #otwieraMY #stoplockdown Nadszedł ten dzień, kiedy po wielotygodniowych analizach, szacowaniu…

Opublikowany przez Polska Federacja Fitness Niedziela, 17 stycznia 2021

PFF przedstawiła też “rekomendowany reżim sanitarny”, w jakim powinny działać otwierane od 1 lutego obiekty. Podała również “przykładowe strategie oraz numery PKD, na podstawie których ryzyko stwierdzenia przez ew. Służby dot. nie stosowania się do obostrzeń [które niezależnie uważamy za niekonstytucyjne i nielegalne], może być minimalizowane”.

Zobacz także: Kongres Polskiego Biznesu wesprze przedsiębiorców, którzy wznowią działalność

PFF zaleciła właścicielom klubów fitness, żeby w zakresie licencji zawodniczych, aby umożliwić trenowanie swoim klubowiczom kontaktować się z: Polskim Związkiem Przeciągania Liny, Polskim Związkiem Triatlonu i Polish Bodybuilding & Fitness & Powerlifting Federation. Organizacja zapowiada też serię webinarów, między 21 a 31 stycznia, podczas której poruszy kwestie “przygotowujące kluby do otwarcia”. Od 25 stycznia uruchomione zostaną regionalne telefony kontaktowe, służące poradą właścicielami klubów fitness w przygotowywaniu do otwarcia.

– Decyzja o otwarciu obiektu powinna być oparta o finalną analizę zysków i strat. Faktem jednak jest, że nie mamy co liczyć na szybkie otwarcie ze strony rządu, zatem jeśli chcemy działać, to musimy otworzyć się sami – podkreśliła organizacja. – Jeśli Wasz ulubiony klub nie zdecyduje się otworzyć 01.02.2021, tylko będzie potrzebował nieco więcej czasu na przygotowania lub nie podejmie decyzji o otwarciu wcale – prosimy o okazanie zrozumienia dla właściciela takiego obiektu. Na koniec dnia, jest to indywidualna decyzja każdego przedsiębiorcy, niezależnie od branży – zaznaczyła.

Dodano w Bez kategorii