REKLAMA

Zamieszki Black Lives Matter w sercu Brukseli. 112 aresztowanych wichrzycieli, 20 rannych policjantów

REKLAMA

Zamieszki Black Lives Matter uderzyły w zeszłym tygodniu w stolicę Belgii z nieoczekiwaną siłą. Podczas rozruchów miały miejsce „przerażające sceny”. 20 funkcjonariuszy policji zostało rannych, zaś 112 osób aresztowano.

Niepokoje wywołane przez ruch Black Lives Matter nie należą do przeszłości. Okazuje się, iż nie są również domeną jedynie Stanów Zjednoczonych. W zeszłym tygodniu w Brukseli doszło do wyjątkowo potężnych i agresywnych „pokojowych protestów”, w których tłum ranił 20 policjantów. 3 policjantki musiały trafić do szpitala. Aresztowano 112 osób, z czego co najmniej 30 nieletnich.

Powodem rozruchów była sprawa Ibrahima Barrie, 23-letniego Czarnoskórego, który zmarł na komisariacie. Barrie został aresztowany za posiadanie tabletek ekstazy. Sekcja zwłok wykazała, iż zmarł na zawał serca. To jednak nie przekonuje ruchu BLM, który rozpoczął zamieszki, przekonując, iż za śmierć Ibrahima odpowiedzialna jest policja. Zgromadzenie liczyło setki osób. Przez wiele godzin uczestnicy „kierowali swój gniew na policjantów, policyjne pojazdy i komisariaty”. Okna samochodów zostały rozbite, a kilka pojazdów policyjnych zostało podpalonych.

Gniew tłumu dodatkowo podsycał prawnik Barriego, Alexis Deswaef. W swoim przemówieniu stawiał policji wyjątkowo poważne zarzuty, kierując przeciw niej gniew zgromadzonych. Jego zdaniem, „gdyby Ibrahima nie był Czarny, nie byłby teraz martwy”. Z nagrań i zdjęć umieszczonych w Internecie wynika, iż ulice Brukseli wyglądały, niczym objęte wojną domową. Na niektórych widać, jak „pokojowo protestujący” podpalają komisariat policji. Demonstranci „skrzyknęli się” głównie za pomocą mediów społecznościowych, w tym Instagrama.

Zastanawiające jest, iż w tym wypadku serwis nie poczuł się w obowiązku do cenzurowania treści, jawnie zachęcających do udziału w rozruchach. Przypomnijmy, iż tweety Donalda Trumpa zostały skasowane, a jego konto na Twitterze, jak i Facebooku zawieszone po wydarzeniach na Kapitolu. Zamieszki Black Lives Matter widocznie nie wzbudziły podejrzeń cenzorów. Również agresja protestujących zupełnie umknęła uwadze mediów, które tak głośno potępiały „zamach na demokrację” z dnia 6 stycznia.

Przeczytaj również: Węgry deportowały 3 tysiące nielegalnych imigrantów. UE jest wściekła

Policja wysłana na ulice Brukseli relacjonuje, iż spotkała się z niezwykłą brutalnością członków ruchu Black Lives Matter. Jeden z funkcjonariuszy niemal „został zlinczowany przez buntowników”. „Poszkodowani koledzy nie mają obrażeń zagrażających życiu, ale są poważne. Kolega wymieniony w raporcie rzeczywiście doznał kontuzji podczas służby. Jest teraz w szpitalu” – przekazała rzeczniczka policji.

Co ciekawe, pomimo reżimu sanitarnego spowodowanego pandemią, demonstracja BLM odbyła się za zgodą burmistrza, Emira Kira. Po proteście, policja podsumowała szkody. Łącznie uszkodzono sześć pojazdów policyjnych, podpalono pomniki oraz jeden komisariat, wybito okna w sklepowych witrynach.

RMX News

REKLAMA

Komentarze