Sąd Okręgowy w Koninie skazał 35-letniego mężczyznę na karę pół roku więzienia za pomoc swojej ówczesnej partnerce w zabiciu ich nienarodzonego dziecka. Wyrok nie jest prawomocny.
Do zdarzenia, za które sąd skazał na karę więzienia, doszło w listopadzie 2019 r. w gminie Orchowo, w powiecie słupeckim w Wielkopolsce. 35-latek i jego 19-letnia partnerka dowiedzieli się o poczęciu swojego dziecka. Kobieta początkowo ucieszyła się z tej informacji. Jednak po kilku dniach się rozmyśliła. Doszła do wniosku, że nie jest gotowa na bycie matką (de facto już była matką, ale nienarodzonego dziecka).
Para zdecydowała się zamówić przez internet środki aborcyjne. “Kobieta zażyła cztery tabletki i niedługo potem z bólem brzucha trafiła do szpitala w Strzelnie. Nastolatka poroniła, a 35-letni mężczyzna usłyszał zarzuty związane z art. 152 KK, który mówi o przerwaniu ciąży za zgodą kobiety, z naruszeniem przepisów ustawy” – poinformowały lokalne media.
Dzisiaj Sąd Okręgowy w Koninie wydał wyrok w tej sprawie. “Wina oskarżonego nie budzi wątpliwości. Za czyn jakiego się dopuścił grozi od 1 miesiąca do 3 lat pozbawienia wolności, więc zdaniem sądu w tych okolicznościach kara jest adekwatna. Oskarżony jest 16 lat starszy od Martyny W., miał większe doświadczenie życiowe i wpływ na decyzję. Ponadto był sześciokrotnie karany, a opinia na jego temat, po wywiadzie środowiskowym jest negatywna. Ze względu na to, sąd nie zawiesza mu kary” – podkreślił sędzia Robert Kwieciński. Trudno nie zgodzić się z argumentacją sądu. Mężczyzna, zamiast otoczyć dużo młodszą partnerkę wsparciem psychicznym, pomóc jej w przygotowaniu się do roli matki, razem z nią doprowadził do mordu niewinnego człowieka. Wyrok jest nieprawomocny.
Znany dziennikarz Kamil Durczok stanął dzisiaj przed Sądem Rejonowym w Piotrkowie Trybunalskim. Dwa lata temu będąc pod wpływem alkoholu spowodował on wypadek na drodze krajowej numer 1. Swoim zachowaniem wpłynął on na bezpieczeństwo innych kierowców. Grozi mu do 12 lat pozbawienia wolności.
Po blisko dwóch latach powraca sprawa wypadku z lipca 2019 roku, gdzie pędząc blisko 370 km/h przez drogę krajową nr. 1 wjechał na remontowany odcinek drogi i uderzył w nadjeżdżające z naprzeciwka auto. Uczestnikom kolizji na szczęście nic się poważnego nie stało. Natomiast po zbadaniu dziennikarza alkomatem, okazało się, że miał w sobie 2,6 promila alkoholu we krwi.
Policjanci zatrzymali go wówczas w izbie wytrzeźwień, skąd następnie trafił przed prokuraturę w Piotrkowie Trybunalskim. Postawiono mu dwa zarzuty: sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym, którego dopuściła się osoba będąca w stanie nietrzeźwości, oraz kierowania pojazdem w stanie nietrzeźwości.
Durczok odpowie za swoje wykroczenie
Dzisiaj ruszyła rozprawa sądowa, gdzie Kamil Durczok musi wytłumaczyć się z swojego postępowania. Oskarżony podkreślił w krótkim oświadczeniu dla prasy, że przyznaje się do popełnionego błędu – “Dziś z całą ostrością i wyrazistością dociera do mnie fakt, jak bardzo niewytłumaczalne i nie do usprawiedliwienia było to zdarzenie. To się zwyczajnie nie miało prawa zdarzyć, ale się jednak zdarzyło. Staję przed wysokim sądem z pełną świadomością tego, że za to, co zrobiłem, muszę ponieść karę, powinienem ją ponieść i tę karę poniosę” – napisał.
“Od tamtego momentu chciałem przeprosić i przepraszam wszystkich, którzy moim zachowaniem poczuli się najnormalniej w świecie zbulwersowani, wzburzeni. Nie myślę tylko o tych, którzy mnie krytykowali po tym, co się wydarzyło. Myślę o moich bliskich, przyjaciołach, myślę wreszcie o moich widzach, czy czytelnikach” – przepraszał Kamil Durczok w swoim oświadczeniu.
Były szef wydziału “Faktów TVN” został zwolniony z redakcji w 2015 roku, gdy pojawiły się wobec niego oskarżenia na tle wykorzystywania seksualnego redakcyjnych koleżanek. Sam zainteresowany nigdy nie przyznał się do zarzucanych mu czynów, lecz przyznał się do swojego wybuchowego stylu zarządzania – “Nigdy nie molestowałem żadnej kobiety. Czym innym jest styl zarządzania. Ja jestem cholerykiem, czasem wybuchałem w pracy” – komentował wówczas.
Ten epizod miał spowodować u oskarżonego kryzys mentalny. W tym czasie spożywał spore ilości alkoholu. Tego feralnego dnia, gdy spowodował wypadek tłumaczył, że wypił dzień wcześniej spożywał spore ilości białego wina, whiskey i piwa. Do auta wsiadła również z nim kobieta o imieniu Karolina, która nie miała nigdy prowadzić jego pojazdu.
“Nie pamiętam, kiedy położyłem się spać, ale było już ciemno. 26 lipca obudziłem się ok. godz. 6-7, wtedy wypiłem duże piwo i istotną część drugiego dużego kufla. Poczułem się znacznie lepiej. Nic nie jadłem, wyjechałem między godz. 8-9. Jechałem w towarzystwie kobiety o imieniu Karolina, którą poznałem pod Krakowem. Prowadziłem samochód i nie było żadnego momentu, w którym Karolina prowadziła samochód” – powiedział przed sądem.
Znanemu dziennikarzowi za spowodowanie wypadku i zagrożenie bezpieczeństwa drogowego oraz prowadzenie pojazdu pod wpływem alkoholu grozi od 9 miesięcy do 12 lat pozbawienia wolności.
Amerykański gigant korporacyjny należący do Jeffa Bezosa po wielu latach pobytu w Polsce otworzy własne sklepy internetowe. Amazon do tej pory posiadał w naszym kraju wyłącznie centra logistyczne, w których zatrudnia już przeszło 18 tysięcy osób. Spółka otwarła już dla przedsiębiorców swoją witrynę internetową oraz podpisała umowę z InPostem.
Jeff Bezos działa na polskim rynku od 2014 roku, gdy powstawały w naszym kraju pierwsze centra logistyczne (pod Poznaniem i Wrocławiem – red.). W ogromnych halach zatrudniono do tej porty 18 tysięcy pracowników, którzy codziennie sortują i wysyłają paczki do różnych zakątków Polski i Europy.
W listopadzie 2020 roku “Puls Biznesu” wyjawił, że Amazon rozszerzył swoją umowę z InPostem. Dzięki temu paczki były dostarczane z Niemiec prosto do Paczkomatów. Spółka nie informowała o nowym wymiarze współpracy, aż do dzisiaj gdy ogłoszono to w specjalnym komunikacie.
Amazon uruchamia polska stronę e-sprzedaży
Amerykańskie przedsiębiorstwo ogłosiło dzisiaj, że od 27. stycznia uruchomiono dla przedsiębiorców specjalną opcję do sprzedaży swoich produktów w polskiej wersji językowej. Mogą się tam rejestrować nie tylko polskie firmy, ale również te o zasięgu globalnym.
“Ponad 50 proc. towarów sprzedawanych na Amazon pochodzi od zewnętrznych partnerów. Zbliżająca się premiera Amazon.pl zapewni więc polskim przedsiębiorcom możliwość dotarcia do ponad 300 milionów klientów Amazon na całym świecie, w ponad 200 krajach i terytoriach” – czytamy w komunikacie.
Dalej możemy się dowiedzieć o ilości małych i średnich przedsiębiorstw, które współpracują z Amazonem. Pochwalono się również szybkim rozwojem, a także wiele miliardowym nakładem na stałą rozbudowę infrastruktury, narzędzi i usług.
“Amazon od wielu lat wspiera polskich klientów oraz pomaga sprzedawać produkty polskich przedsiębiorców w naszych europejskich sklepach. Kolejnym etapem jest wprowadzenie pełnej oferty detalicznej dla konsumentów w Polsce i właśnie nadszedł czas na ten krok” – powiedział Alex Ootes, wiceprezes ds. rozwoju w UE.
Amerykanie stworzyli ponad 18 000 stałych miejsc pracy w dziewięciu nowoczesnych centrach logistycznych: w Sadach (pod Poznaniem), Sosnowcu, Kołbaskowie (koło Szczecina), dwóch obiektach w Bielanach Wrocławskich, Pawlikowicach (koło Łodzi), Łodzi, Okmianach (koło Bolesławca) i Gliwicach oraz w biurze Amazon Web Services i w Centrum Rozwoju Technologii w Gdańsku, które dostarczają innowacyjne rozwiązania wspierające produkty i usługi na całym świecie, w tym rozwiązania głosowe Alexa.
W 2021 r. uruchomione zostanie 10. centrum w Świebodzinie, gdzie powstanie ponad 1 000 nowych etatów.
Kanadyjski minister poinformował, iż kraj zamierza wdrożyć przepisy, chroniące przed “nienawiścią w Internecie”. Mają one powstać “już wkrótce”.
“Nie ma miejsca na mowę nienawiści w naszym społeczeństwie. Czas stawić czoła nienawiści w Internecie. Liczby są niepokojące, aczkolwiek nie zaskakujące” – oświadczył Minister ds. Dziedzictwa, Steven Guilbeault. Jego zdaniem, Kanada zmaga się z ogromnym problemem “hejtu” w sieci. Problem ma być na tyle naglący i ważny, iż konieczna jest regulacja prawna.
Guilbeault wskazał, że przepisy dotyczące „nienawiści w Internecie” pojawią się „wkrótce”. Minister powołał się również na dwie ankiety – z których jedna pokazuje, że 93% Kanadyjczyków uważa, że mowa nienawiści i rasizm w Internecie jest problemem, a inna pokazuje, że 80% Kanadyjczyków chce, aby firmy były zobowiązane do usuwania treści rasistowskich lub szerzących nienawiść w ciągu 24 godzin – informuje The Post Millennial. Wszystko wskazuje na to, iż Kanada znalazła się o krok od uprawomocnienia drakońskiej cenzury w Internecie.
Keeping you safe online is one of my priorities in this government. Like you, we believe that no Canadian should suffer from online abuse without recourse. That’s why we will be introducing #OnlineHate legislation very soon. ⤵ pic.twitter.com/H8wSHbmkJS
Odnosząc się do wyników ankiety, Guilbeault podparł cenzorskie zapędy rządu demokratyczną wolą ludu. „Nie ma miejsca na mowę nienawiści w naszym społeczeństwie. Czas stawić czoła nienawiści w Internecie. Liczby są niepokojące, aczkolwiek nie zaskakujące” – skomentował w Parlamencie wyniki ankiety. Dodał, iż problem “nienawiści w sieci” jest znacznie poważniejszy, niż mogłoby się wydawać, a Kanada nieustannie cierpi przez “hejt”. Minister uzasadnił ponadto:
„Prawie połowa Kanadyjczyków doświadczyła, lub widziała w Internecie treści zawierające przemoc i nienawiść. Kanadyjczycy chcą, abyśmy działali i właśnie dlatego zamierzamy wprowadzić ustawodawstwo. Nasze podejście będzie obejmować platformy internetowe w celu eliminowania nielegalnych treści, takich jak mowa nienawiści, terroryzm oraz brutalny ekstremizm, pornografia dziecięca i udostępnianie intymnych zdjęć w Internecie bez zgody ich właścicieli” – oznajmił polityk.
Guilbeault podkreślił niedawno, iż jego departament już opracowuje potrzebne przepisy. Odpowiednia regulacja prawna „przeniesie ciężar możliwość usunięcia nagrania wideo z osobą, która jest ofiarą tego zdarzenia, na firmy”. Póki co, jeszcze nie do końca wiadomo, w jaki sposób rząd Kanady planuje osiągnąć “wolność Internetu od nienawiści”. Można się jednak spodziewać, iż cenzura w kraju wejdzie na zupełnie inny poziom.
Rosja i Stany Zjednoczone przedłużają traktat o kontroli zbrojeń nuklearnych, nazywany “New START”. Informację podał we wtorek Kreml.
Joe Biden i Władimir Putin zgodzili się na przedłużenie traktatu “New START” po odbytej rozmowie telefonicznej. Traktat dotyczy kontroli zbrojeń nuklearnych. O pakcie w tej kwestii poinformował we wtorek Kreml, stwierdzając, iż jest to kluczowa kwestia, aby zachować porozumienie pomiędzy dwoma największymi nuklearnymi potęgami na świecie, a Rosja jest wyjątkowo zadowolona z takiego obrotu spraw.
Traktat “New START” miał wygasnąć 5 lutego. Ogranicza on liczbę strategicznych głowic nuklearnych, rakiet i bombowców, które Rosja i Stany Zjednoczone mogą rozmieścić. Kreml podkreślił, iż prezydent Władimir Putin i prezydent USA Joe Biden zabrali głos w kluczowej sprawie po raz pierwszy od objęcia urzędu przez Bidena w zeszłym tygodniu. Należy podkreślić, iż Moskwa i Waszyngton nie zgodziły się na przedłużenie traktatu za rządów Donalda Trumpa. Ten bowiem oczekiwał wypełnienia warunków, na które Rosja się nie zgodziła.
Kreml poinformował, iż że obaj przywódcy „wyrazili satysfakcję”, że we wtorek wymieniono noty dyplomatyczne, potwierdzające przedłużenie porozumienia. „W najbliższych dniach strony zakończą niezbędne procedury, które zapewnią dalsze funkcjonowanie tego ważnego międzynarodowego prawnego narzędzia kontroli broni jądrowej” – zapowiedziano. Putin skierował również do rosyjskiego parlamentu projekt ustawy, która przedłużałaby traktat. Kongres USA nie musi wyrazić zgody w tym wypadku, jednak Rosja wymaga ratyfikowania kroku na drodze rosyjskiego ustawodastwa. Kreml zapowiedział jednak, iż dołożone zostaną wszelkie starania, by sprawę maksymalnie przyspieszyć.
„Obie izby parlamentu nie stracą ani minuty na przedłużenie traktatu” – powiedział Konstantin Kosaczow, szef komisji spraw zagranicznych wyższej izby parlamentu. Podpisany w 2010 roku “New START”, jest powszechnie uważany za kamień węgielny światowej kontroli zbrojeń. “Ogranicza każdy kraj do nie więcej niż 1550 rozmieszczonych głowic jądrowych i 700 rozmieszczonych pocisków i bombowców oraz przewiduje szeroko zakrojone inspekcje na miejscu w celu sprawdzenia zgodności” – czytamy.
Biały Dom poinformował już w zeszłym tygodniu, iż Joe Biden będzie starał się o przedłużenie “New START” na pięć lat. Ma to być jedynie początek jego starań o “zaangażowanie Moskwy”. „To przedłużenie nabiera jeszcze większego sensu, gdy stosunki z Rosją nie są na dobrym etapie” – oświadczył ambasador USA ds. Rozbrojenia, Robert Wood.
Izrael przedstawił wyraźne ostrzeżenie dla administracji Bidena, dotyczące stosunków USA z Iranem. Przede wszystkim, kluczowa ma być kwestia porozumienia nuklearnego z 2015 roku.
Jak informują media na Bliskim Wschodzie, izraelskie wojsko odświeża swoje plany operacyjne przeciwko Iranowi. Najważniejszy generał broni, Amir Kohavi, wygłosił we wtorek przemówienie do Instytutu Studiów nad Bezpieczeństwem Narodowym Uniwersytetu w Tel Awiwie. Podkreślił w nim, iż powrót USA do porozumienia nuklearnego z Iranem będzie “zły”, a Izrael stanowczo mu się sprzeciwia.
„Powrót do porozumienia nuklearnego z 2015 r., a nawet jeśli jest to podobne porozumienie z kilkoma ulepszeniami, jest zły i z operacyjnego i ze strategicznego punktu widzenia” – przekonywał Kohavi. Słowa odebrano, jako ostrzeżenie dla prezydenta Bidena, aby ten ostrożnie podszedł do kwestii budowania stosunków dyplomatycznych z Iranem. Media jednocześnie podkreślają, iż wypowiedzi generała są wyjątkowo rzadkie. Fakt ten dodatkowo podkreśla wagę słów, sugerując, iż zostały one uznane i zatwierdzone przez izraelski rząd.
Donald Trump, poprzednik Joe Bidena, zrezygnował z porozumienia nuklearnego w 2018 roku. Fakt ten z zadowoleniem przyjął Izrael. Premier Benjamin Netanjahu ostrzegał wówczas przed możliwym rozwojem irańskiego systemu broni jądrowej. Tymczasem, sekretarz stanu USA, Antony Blinken zapewnił, iż USA są “dalekie” od pownownego przystąpienia do porozumienia nuklearnego z Iranem. Za punkt wyjścia do ewentualnego rozpatrzenia tej opcji, podał dokładne zbadanie, co Teheran dotychczas zdziałał i co planuje zrobić w przyszłości.
Iran od chwili zerwania umowy przez Trumpa stopniowo gromadził coraz większe zapasy niskowzbogaconego uranu, wzbogacając go i instalując urządzenia, których zabraniało mu używać porozumienie nuklearne. Jednocześnie, Iran zaprzeczał, aby “zamierzał tworzyć broń atomową”. Izrael był nastawiony do posunięć Teheranu wyjątkowo negatywnie. Generał Kohavi stwierdził, iż działania państwa mogą, wbrew zapewnieniom, pozwolić na “szybki krok naprzód w kierunku budowy broni jądrowej”.
„W świetle tej fundamentalnej analizy poleciłem Siłom Obronnym Izraela przygotowanie szeregu planów operacyjnych, oprócz tych już istniejących” – oznajmił Kohavi. „Decyzja o wdrożeniu będzie oczywiście należała do przywódców politycznych, ale plany te muszą zostać przedłożone”. Trita Parsi, analityk z Quincy Institute, oznajmił, że uwagi Kohaviego były “wyraźnym przesłaniem dla Bidena po tym, jak Donald Trump – zagorzały sojusznik Netanjahu – opuścił urząd w zeszłym tygodniu”.
„Jeden z ministrów Netanjahu powiedział publicznie, że jeśli Stany Zjednoczone przyłączą się ponownie do porozumienia nuklearnego – co zdaniem Bidena leży w interesie narodowym USA – Izrael pójdzie na wojnę. To jest bardzo poważne na bardzo wczesnym etapie” – wyjawił analityk w rozmowie dla Al Jazeery. Dodał, iż już wcześniej istniało napięcie pomiędzy USA, a Izraelem, dotyczące właśnie stosunku wobec Iranu. Trwało ono dość długo. „Tym razem wyjątkowo, zaczyna się od razu. Netanjahu zadał pierwszy cios” – twierdzi Parsi.
Zdaniem dr Krzysztofa Kawęckiego, prezesa Stowarzyszenia “Wiara i Czyn”, w zakresie polityki prorodzinnej ważnym zaniechaniem jest kwestia mieszkaniowa. – Okazuje się, że niestety cały czas mamy bardzo silne lobby dewelopersko-bankierskie, które także w tym zakresie wygrało – ocenił dr Kawęcki.
– Jeżeli chodzi o rządy PO-PSL, trudno mówić w ogóle o jakiejkolwiek polityce rodzinnej, natomiast w tym ostatnim okresie, rządów PiS, można dostrzec jej pewne elementy – stwierdził gość Mediów Narodowych w rozmowie z red. Michałem Murgrabią. – One są bardziej skoncentrowane na obszarze socjalnym – podkreślił dr Krzysztof Kawęcki.
– Program 500+ ma swoje zalety i wady. Nie zapobiegł jednak temu największemu zagrożeniu, czyli demograficznemu – zauważył. – To jest główne zagrożenie, które godzi w Polskę, polski naród. To jest zagrożenie ogromne. Prognozy są niestety przerażające – wyraził opinię.
– Jeżeli mówimy o polityce rodzinnej, to powinniśmy mówić o kilku obszarach, które są ze sobą bardzo zintegrowane. Np. wspieranie różnych inicjatyw pozarządowych. – zaznaczył. – Myślę choćby o harcerstwie – dobrym, katolickim harcerstwie, czy choćby takie struktury jak Związek Harcerstwa Rzeczypospolitej, Towarzystwo Gimnastyczne “Sokół” itd. Tutaj się kształtuje takie naturalne postawy prorodzinne, tzn. tam po prostu jest podkreślona identyfikacja pewnych zadań, obowiązków, ale również odpowiedzialności dotyczących roli dziewczyny, chłopaka, mężczyzny, kobiety – powiedział.
– Ci, którzy mogą obserwować, jak wygląda przekaz pewnych wartości, np. w TVP, to tam niestety nie mamy do czynienia z wartościami rodzinnymi, promującymi rodzinę. Jeśli są, to w stopniu karykaturalnym. Są też treści szkodliwe, związane choćby z trwałością małżeństwa itd. Tutaj jest wiele do zrobienia – zaznaczył dr Kawęcki.
Wśród obszarów polityki prorodzinnej, w której nastapiły szczególne zaniechania, gość Mediów Narodowych wymienił politykę mieszkaniową. – Państwo powinno prowadzić politykę pomocniczości, więc nie chodzi o to, by państwo budowało jak w komunie mieszkania, ale żeby w zakresie mieszkań była polityka taka, jaką choćby nazywano przed wojną w środowiskach narodowych polityką uwłaszczenia mas, upowszechnienia własności – powiedział. – W 2017 roku, gdy premier Morawiecki zapowiadał wprowadzenie programu “Mieszkanie +” to mówił, że zostanie zbudowane 100 tysięcy mieszkań w krótkim okresie. O ile wiem, to do teraz zostało wybudowanych 20 tys., jeśli się nie mylę. W każdym razie ten program raczej nie jest realizowany – zauważył. – Jego istotą było to, że ci, którzy byli beneficjentami, którzy mogli skorzystać, młodzi ludzie, małżeństwa, mieli możliwość dojścia do własności po iluś latach – przypomniał. – Nie byliby uzależnieni od kredytów. Okazuje się, że niestety cały czas mamy bardzo silne lobby dewelopersko-bankierskie, które także w tym zakresie wygrało – ocenił.
– Trudno mówić o polityce prorodzinnej, kiedy młodzi ludzie są skazani na kredyty itd. i to uzależnienie od państwa. Tutaj mamy wiele rzeczy niezrealizowanych, nie mówiąc o takich kwestiach jak brak wypowiedzenia konwencji stambulskiej – stwierdził. – Myślę, że jest wiele czynników, nawet bardziej natury kulturowej. Nie można tłumaczyć zapaści demograficznej tylko trudną sytuacją materialną – zauważył. – W PRL-u, w latach 50., 60. był tzw. boom, jak to się mówiło, wyż demograficzny był znaczący. Jednak to było związane z tym, że przekaz konsumpcjonizmu jeszcze tak mocno nie przeniknął do umysłów, do świadomości ludzi. Myślę, że to jest główna kwestia – podkreślił.
– Polityka prorodzinna ograniczona tylko do rozwiązań socjalnych to jest niewystarczająca. Francja jest często przedstawiana jako kraj, gdzie rzekomo polityka prorodzinna jest rozbudowana w zakresie socjalnym – powiedział. – Ten “socjal” służy przede wszystkim imigrantom – zauważył. – Wyniki dzietności nie uwzględniają podziału na ludność autochtoniczną – europejską a imigrantami – zaznaczył.
– Polska jest ważnym obiektem ataku ze strony różnych środowisk międzynarodowych w zakresie rewolucji obyczajowej. Podlegamy tym destrukcyjnym procesom tak jak i inne społeczeństwa – ocenił dr Kawęcki.
Inną z ważnych kwestii, które poruszono w rozmowie to polityka historyczna. – Chociażby takie kwestie jak obrona Grodna w 1939 roku, a moglibyśmy tutaj wymienić cały katalog wydarzeń, nie są jeszcze w świadomości społecznej na tyle mocne, wyraziste – zauważył prezes Stowarzyszenia “Wiara i Czyn”. – Jest wiele do zrobienia. Np. jeśli chodzi o żołnierzy powstania antykomunistycznego, to powinniśmy przypomnieć te piękne postacie – ocenił. Jego zdaniem choćby Polska Fundacja Narodowa “w dużym stopniu nie wypełnia tych zadań, które przed nią stoją”.
Joe Biden obiecał uchwalić 100-dniowe moratorium na deportację. Amerykański sędzia federalny blokuje jednak decyzję nowego prezydenta.
Słowa prezydenta USA wywołały prawdziwy Exodus nielegalnych imigrantów, którzy masowo “rzucili” się do granicy ze Stanami Zjednoczonymi. Joe Biden obiecał bowiem, iż na 100 dni wstrzyma deportację niektórych imigrantów. Sędzia federalny, Drew Tipton, mianowany przez byłego prezydenta, Donalda Trumpa w Southern District of Texas, wydał tymczasowy nakaz, blokujący ogólnokrajowe postanowienia przez okres 14 dni.
Tipton powiedział, że administracja Bidena „nie przedstawiła żadnego konkretnego, rozsądnego uzasadnienia dla 100-dniowej przerwy w deportacjach”. Spodziewa się, iż Biden odwoła się od orzeczenia sędziego. Obie strony miałyby również przedstawić swoje wytyczne w tej sprawie. Nowy prezydent obiecał 100-dniową “ulgę” w deportacji jeszcze w czasie swojej kandydatury. Był to istotny element, odróżniający go od przeciwnika, DOnalda Trumpa. Trump z kolei zasłynął m.in. chęcią “budowania muru” na granicy z Meksykiem i twardym stanowiskiem wobec nielegalnych imigrantów.
Orzeczenie Tiptona ma być “wczesnym ciosem” dla administracji Bidena. Dzięki zaproponowanym zmianom, aż 11 milionów nielegalnych imigrantów miałoby otrzymać prawo pobytu w USA.
Po objęciu urzędu przez Bidena w środę, najwyższy urzędnik Departamentu Bezpieczeństwa Wewnętrznego USA wydał notatkę nakazującą wstrzymanie niektórych deportacji, aby umożliwić departamentowi lepsze radzenie sobie z „wyzwaniami operacyjnymi” na granicy USA-Meksyk podczas pandemii. Moratorium weszło w życie w piątek. Dotyczyło praktycznie każdej osoby, która wjechała do Stanów Zjednoczonych przed listopadem.
Jeszcze tego samego dnia prokurator generalny Teksasu, Ken Paxton stwierdził, iż decyzja jest błędna. Wprowdzony w ten sposób stan prawny wyrządziłby “nieodwracalną krzywdę”, jeśli zablokowano by deportację. Decyzja, jaką podjął Biden, zwiększyłaby koszty edukacji i opieki zdrowotnej. Co więcej, byłoby to niezgodne z warunkami ugody wykonawczej, jaką Teksas wynegocjował z administracją Trumpa.
Chiny pracują nad wzmocnieniem i budową nowych murów granicznych wzdłuż granicy z Wietnamem. Ogrodzenie ma osiągnąć wysokość 4,5 metra.
Jak informuje Australian Broadcasting Corporation, Chiny są właśnie w trakcie rozbudowy „żelaznego ogrodzenia o wysokości 4,5 metra, zwieńczonego drutem kolczastym, wzdłuż rzeki Beilun”, która biegnie wzdłuż granicy z Wietnamem. „Zbudowany w latach 2012-2017 projekt o wartości 29 milionów dolarów… rozciąga się na 12 kilometrów i ma na celu ograniczenie przemytu towarów, narkotyków i ludzi” – czytamy. Podobnie, według ABC, Chiny podobno zakończyły w grudniu budowę długiego na 410 mil ogrodzenia na odcinku granicy z Birmą.
Chiny docelowo planują przedłużyć mur wzdłuż całej granicy z Birmą. Będzie on miał długość około 1243 mil i powstanie do końca 2021 roku, w ramach tzw. “drugiej fazy” projektu – informuje Radio Wolna Azja. “Faza zostanie zakończona do października 2022 r. i obejmie instalację „sieci wysokiego napięcia… na kluczowych odcinkach przemytniczych. System kamer Skynet i alarmy na podczerwień zostaną zainstalowane we wszystkich miejscach” – czytamy.
Chiny oskarżają nielegalnych migrantów, przechodzących na ich terytorium z Birmy, o rozprzestrzenianie koronawirusa. Ostatnie działania są zatem motywowane walką z epidemią i zwiększeniem kontroli granicznych. Radio Wolna Azja twierdzi jednak, iż budowa muru na granicy z Birmą została rozpoczęta, „aby zapobiec exodusowi swoich obywateli do… Myanmaru”. Jeśli chodzi o mur graniczny z Wietnamem, chińskie wzmocnienie bariery zbiega się z niedawnym wzrostem liczby chińskich pracowników migrujących nielegalnie przekraczających granicę Wietnamu w poszukiwaniu pracy – zauważąją media.
Wietnam miał jeszcze w grudniu odesłać z powrotem do Państwa Środka 29 nielegalnych imigrantów. Wietnamskie Biuro Bezpieczeństwa Publicznego podało jesienią ubiegłego roku, że aresztowało „ponad 100 pasażerów na gapę z Guangxi w Chinach, w pobliżu granicy z Chinami”. „Migranci stracili pracę w fabrykach w prowincji Guangdong w południowych Chinach i mieli nadzieję, że znajdą pracę w Wietnamie” – podało Radio Wolna Azja. „W jednym przypadku patrole graniczne w północno-wietnamskiej prowincji Lao Cai znalazły 76 przemyconych migrantów z Chin, a kolejnych 25 chińskich obywateli znalazła policja w prowincji Ha Giang” – czytamy.
„20 października w mediach społecznościowych opublikowano materiał filmowy przedstawiający około 1000 chińskich pracowników migrujących gromadzących się w pobliżu przejścia granicznego w Guangxi, przygotowujących się do poszukiwania pracy w Wietnamie” – infromuje Radio. Chińska prowincja Junnan, w której powstaje mur, graniczy z Birmą, Wietnamem i Laosem.
Choć zarówno producent szczepionki, jak i naukowcy czy Światowa Organizacja Zdrowia nie rekomendują szczepienia na koronawirusa kobiet w ciąży czy osób poniżej 16. roku życia, władze Izraela na to nie zważają. Trwają już szczepienia kobiet w ciąży, wkrótce prawdopodobnie rozpoczną się te skierowane dla osób poniżej 16. roku życia.
Izraelskie ministerstwo zdrowia wydało we wtorek dyrektywę dotyczącą szczepienia dzieci w wieku poniżej 16 lat, które są narażone na wysokie ryzyko wystąpienia poważnych objawów, jeśli zachorują na COVID-19. Decyzja nie została jeszcze ostatecznie zatwierdzona. Już wcześniej rozpoczęto szczepienia kobiet w ciąży. Zarówno kobiety w ciąży, jak i osoby poniżej 16. roku życia to grupy, które według koncernu Pfizer, producenta szczepionki zakupionej przez Izrael, nie powinny być szczepione na koronawirusa.
Izrael przoduje pod względem prędkości szczepień. 2 miliony 728 tysięcy 154 osób z 9,3 miliona populacji Izraela otrzymało co najmniej jedną dawkę szczepionki, z czego 1 milion 315 tysięcy 179 otrzymało oba zastrzyki. Takie dane przedstawiło izraelskie ministerstwo zdrowia.
Tymczasem cytowani przez izraelskie media urzędnicy ds. zdrowia twierdzą, że po ponad dwóch tygodniach zaostrzonego lockdownu są zaskoczeni tragicznym poziomem zachorowalności. Tylko w styczniu zarejestrowano ponad 25 procent wszystkich zgonów z powodu COVID-19 w Izraelu od początku pandemii. Ministerstwo podało, że w poniedziałek zdiagnozowano 8 680 nowych zakażeń, a wskaźnik pozytywności testu wzrósł do 9,8%, co jest jednym z najwyższych wyników od ponad trzech miesięcy. Cytowani przez izraelskie media anonimowi urzędnicy ministerstwa zdrowia twierdzą, że wszystkie rządowe przewidywania co do rozwoju epidemii okazały się błędne.