/ fot. @Twitter

Były Prezydent Francji Nicolas Sarkozy, urzędujący w latach 2007-2012 został skazany na trzy lata więzienia, w tym dwa lata w zawieszeniu, przez tamtejszy Trybunał Karny. Francuskiemu politykowi udowodniono zarzucaną mu korupcję oraz nadużywanie wpływów politycznych w tzw. aferze podsłuchowej.

Od listopada 2020 roku trwały przesłuchania świadków oraz oskarżonych w sprawie afery podsłuchowej w latach 2007-2012 ówczesny francuski przywódca miał za pomocą swojej pozycji czerpać informacje z Sądu Kasacyjnego.

Na ławie oskarżonych przed Trybunałem Karnym usiadł więc były Prezydent Francji, Nicolas Sarkozy, a także sędzia w Sądzie Kasacyjnym, Gilbert Azibert oraz adwokat i przyjaciel byłego francuskiego przywódcy, Thierry Herzog.

Sarkozy skazany na 3 lata więzienia!

Dzisiaj ogłoszono postanowienie końcowe Trybunału Karnego, który skazał byłego Prezydenta Francji na 3 lata ograniczenia wolności w tym dwa lata w zawieszeniu. Jednakże wyrok mówi również o możliwości zamienienia rocznego pobytu w więzieniu na zakaz opuszczania swojej posiadłości wraz z opaska elektroniczną. Nicolas Sarkozy zamierza odwołać się od wymierzonego wyroku karnego.

Wyrok rujnuje byłemu francuskiemu przywódcy szansę na ponowne ubieganie się o fotel prezydenta już w przyszłym roku. Jego partyjny rywal Francois Fillon również został skazany w ubiegłym roku co wykluczyło ponowny start w kampanii prezydenckiej. Należy przypomnieć, iż były francuski premier przegrał ten urząd w 2017 roku z obecnym Prezydentem Emmanuelem Macron.

Sam Nicolas Sarkozy jeszcze przed rozpoczęciem procesu stanowczo zapierał się zarzucanych mu czynów, nawet w obliczu ujawnionych nagrań telefonicznych. Miał kontaktować się wraz z pozostałą dwójką oskarżonych za pomocą prywatnych telefonów komórkowych, zarejestrowanych pod fałszywymi nazwiskami.

“Jestem waleczny. Nie mam zamiaru być oskarżony o rzeczy, których nie zrobiłem. Nie jestem skorumpowany, a to co mi się zarzuca jest skandalem. Prawda wyjdzie na jaw” – powiedział w ubiegłym roku w wywiadzie dla BMFTV.

Pozostali oskarżeni, czyli sędzia Sądu Kasacyjnego Gilbert Albert oraz adwokat Thierry Herzog zostali skazani na karę pozbawienia wolności. Pierwszy z nich za poplecznictwo, natomiast przyjaciel byłego prezydenta za złamanie tajemnicy adwokackiej.

polsatnews.pl/theguardian.com

Andrzej Horban / fot. TT/@PremierRP

Bliski doradca Prezesa Rady Ministrów, prof. Andrzej Horban obwinił przedsiębiorców za brak odpowiedniej ilości maseczek chirurgicznych. Zakpił również z nich sugerując upadającym i popadającym w długi osobom, aby zmienili swoją działalność. Zachęcił do przebranżowienia się na produkcję specjalistycznych maseczek.

Doradca Premiera Mateusza Morawieckiego oraz przewodniczący na czas epidemii koronawirusa Rady Medycznej, udzielił wywiadu dla TVN24. W programie pt. Rozmowy Piaseckiego wyjawił najbliższe plany rządu w sprawie przeprowadzenia akcji szczepień wśród nauczycieli.

“Rada Medyczna, nie tylko ja, stoi na stanowisku, że należy szczepić ludzi starszych. Szczepić należy najpierw osoby “powyżej 80 lat, potem powyżej 70, potem powyżej 60. To ludzie, którzy umierają, jeżeli zachorują na covid. Śmiertelność powyżej 20 procent jest śmiertelnością olbrzymią. Tutaj wiemy, o co walczymy” – instruował prof. Andrzej Horban.

Życie ludzkie bez znaczenia do doradcy Premiera

W obliczu wielu negatywnych przypadków, gdzie u osób, którym podano szczepionkę od AstraZeneki, stwierdzono niepożądane skutki uboczne, narasta w społeczeństwa, a zwłaszcza wśród nauczycieli niepokój. Jednakże zdaniem profesora opłacanego niegdyś zarówno przez koncern Pfizer jak i AstraZenecka pomimo niepokojących doniesień należy zaszczepić czymkolwiek.

“Jest stara zasada: jak się nie ma co się lubi, to się lubi, co się ma. Jeżeli ma się szczepionkę, która nie ma 95-procentowej skuteczności, tylko 90-procentową, jeśli chodzi o liczbę zgonów, to w tym momencie zdecydowanie należy przerzucić tę szczepionkę również dla tych osób” – stwierdził przewodniczący Rady Medycznej.

Profesor Horban kpi z upadających przedsiębiorstw!

W dalszej części rozmowy u redaktora Piaseckiego, doradca Premiera prof. Andrzej Horban skomentował również nowe przepisy w sprawie zakrywania ust i nosa wyłącznie maseczkami. Odniósł się przy tym do braku precyzyjnych przepisów wobec odpowiedniego rodzaju wykonania takiego produktu ochronnego.

“Gdybyśmy mieli bardzo dobre maski w nadmiarze, to oczywiście każdy mógłby chodzić. To trochę jest żenująca sytuacja, jeżeli w 40-milionowym kraju nie jesteśmy w stanie wyprodukować własnych masek i musimy korzystać z masek produkowanych za granicą” – powiedział.

W przerażający sposób zakpił również z polskich przedsiębiorców, którzy wraz z nowymi obostrzeniami i przedłużającym się zamknięciem gospodarki upadają i popadają w długi.

Polecił im zmianę działania swoich firm oraz przebranżowienie się na produkcję maseczek chirurgicznych – “Od roku jest epidemia… Troszeczkę tutaj bym do wszystkich panów przedsiębiorców, którzy mówią, że nie mają z czego żyć… A gdyby się wzięli za produkcję masek, to mieliby z czego żyć” – powiedział ironicznie prof. Horban.

Rządowe niepowodzenie z maseczkami

W kontekście słów doradcy premiera warto przypomnieć zapowiedzi Mateusza Morawieckiego i Andrzeja Dudy z kwietnia 2020 roku, z których wynikało, że to władza planuje wziąć na siebie ciężar zorganizowania produkcji maseczek i innych środków ochrony w Polsce.

Program “Polskie Szwalnie” miały zapewnić odciążenie dla prywatnych firm produkujących maseczki. Zadaniem tego planu było przyspieszenie produkcji potrzebnych narzędzi do walki z wirusem. Należy przypomnieć, także specjalny spot rządowy, który informował o produkcji 100 mln maseczek do czerwca ubiegłego roku.

bizes.wprost.pl/tvn24.pl

Adam Niedzielski

/ Fot. MZ/ Twitter

Minister Zdrowia, Adam Niedzielski po raz kolejny zapowiedział wzrost ilości przypadków zachorowań na COVID-19 w Polsce.

  • Zgodnie z raportami Ministerstwa Zdrowia, w Polsce po raz kolejny odnotowano wzrost ilości przypadków wykrytych zakażeń COVID-19.
  • Minister Zdrowia, Adam Niedzielski poinformował osobiście o najnowszym bilansie zachorowań.
  • Jednocześnie, Niedzielski ostrzegł, iż w najbliższym czasie nie można spodziewać się poprawy sytuacji epidemicznej w kraju.
  • Przeczytaj również: Szaleńcze tempo Brytyjczyków. Zaszczepiono już 20 mln osób!

Minister Zdrowia, Adam Niedzielski w Radio Plus podał ilość nowych, wykrytych przypadków zakażenia koronawirusem. “Mamy trochę mniej niż 4,8 tys. nowych przypadków koronawirusa” – poinformował. Z jakiegoś powodu dodał, iż liczba ta prawdopodobnie będzie wzrastać w najbliższym czasie. Z czego jednak minister to wywnioskował, nie sposób ustalić. “Trzeba spodziewać się, że w tym tygodniu wzrosty będą kontynuowane” – zapowiedział.

Wszelkie nadzieje na luzowanie obostrzeń zostały również rozwiane. Niedzielski bardzo poważnie ostrzegł Polaków, iż to “nie czas na optymizm”. “To absolutnie nie jest jeszcze czas, żeby mieć jakiekolwiek powody do optymizmu, trzeba spodziewać się, że w tym tygodniu wzrosty będą kontynuowane. W tej chwili jesteśmy na takim średnim poziomie tygodniowym 10 tys. przypadków i będziemy obserwowali, co będzie się działo w tym tygodniu” – kontynuował minister.

Wszystko wskazuje na to, iż Polacy długo jeszcze nie doświadczą normalności. W poniedziałek pierwszego marca w życie weszła nowelizacja ministerstwa edukacji w sprawie czasowego ograniczenia funkcjonowania jednostek systemu oświaty. Zgodnie z nią, do 14 marca w całej Polsce pozostaną zawieszone zajęcia stacjonarne dla dzieci i młodzieży. Również schroniska młodzieżowe nie będą mogły funkcjonować. Wszystko to, rzecz jasna, w imię “zpaobiegania, przeciwdziałania i zwalczania COVID-19”.

Polsat News

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. TT/@nawschodzie

Ukraińscy dyplomaci zostali zatrzymani na granicy z Polską. Korzystając ze swoich uprawnień, zajmowali się nielegalnym transportem towarów do naszego kraju. Szef ukraińskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, Dmytro Kuleba zapowiedział, że sprawcy odczują konsekwencje swojej działalności oraz zagroził pozostałym swoim podwładnym w przypadku podobnych sytuacji.

Ukraiński Minister Spraw Zagranicznych poinformował w emocjonalnym wpisie na Facebooku o udanym zatrzymaniu dwójki pracowników rodzimej ambasady umieszczonej w Warszawie. Aresztowani dyplomaci byli już wcześniej podejrzani o prowadzenie potajemnej działalności biznesowej z pominięciem obowiązujących praw zarówno w Polsce jak i na Ukrainie.

“Wczoraj dwóch pracowników Ambasady Ukrainy w Polsce zostało przyłapanych na gorącym uczynku – zatrzymano ich na granicy podczas próby wywiezienia z Ukrainy do Polski samochodem służbowym dużej ilości waluty, złota i przemycanych papierosów. Sprawa jest rażąca dla MSZ” – przekazał Dmytro Kuleba.

Dyplomaci natychmiastowo wyrzuceni!

Za pośrednictwem mediów społecznościowych ukraiński minister przekazał również, że aresztowani pracownicy zostali w ekspresowym tempie odwołani ze swoich stanowisk w warszawskiej placówce dyplomatycznej – “Ich praca w ambasadzie została zakończona. W ciągu najbliższych kilku godzin zostaną dopełnione wszelkie formalności w tej sprawie. W związku z ujawnionymi faktami wszczynamy postępowanie dyscyplinarne wobec obu pracowników”.

Poinformował także, że do czasu wyjaśnienia sprawy, dwójka podejrzanych osób zachowuje swoje prawo do niewinności, lecz śledztwo zostanie przeprowadzone w odpowiednim tempie – “Dochodzenie będzie dokładne i szybkie. Oczywiście, domniemanie niewinności nie zostało anulowane. Po otrzymaniu wyników dochodzenia będę gotowy do podjęcia jakichkolwiek decyzji” – napisał Kuleba.

Pogróżki w stronę własnego personelu

Dmytro Kuleba wziął sobie całą sytuację na bardzo poważnie. Nie tylko zdecydował się na błyskawiczne decyzje, ale również zagroził swoim podwładnym. Przestrzegł resztę pracowników ukraińskiej dyplomacji przed podobnymi ekscesami nadużywania swoich uprawnień.

“Korupcja jest wszędzie tam, gdzie są ludzie. Jedyna różnica polega na tym, czy jest tolerowana, czy nie. W Ministerstwie Spraw Zagranicznych tak nie jest. Nigdy nie będę krył złoczyńców, którzy uważają, że mogą wykorzystać status dyplomatyczny nie do służby państwu i narodowi, ale do osobistego, nielegalnego wzbogacenia się. Każda osoba w systemie służby dyplomatycznej, niezależnie od rangi i stanowiska, która rzuci cień na ukraińską dyplomację, odczuje całą niedyplomatyczność mojej reakcji” – podkreślił szef ukraińskiej dyplomacji.

onet.pl

/ Fot. screen

Poseł Lewicy, Maciej Gdula, wyraził ubolewanie nad faktem, iż polska młodzież musi czytać powieść “W pustyni i w puszczy”, gdyż jest ona rzekomo naszpikowana “rasizmem, kolonializmem i patriarchatem”.

  • Pomysły, których nie powstydziłaby się zachodnia lewica, coraz częściej pojawiają się również w Polsce.
  • Poseł Lewicy, Maciej Gdula, dosadnie skomentował fakt, iż polskie dzieci muszą “brnąć” przez takie klasyki, jak “W pustyni i w puszczy” autorstwa Henryka Sienkiewicza.
  • Zdaniem polityka, dzieło promuje i łączy w sobie “wszystko, co najgorsze” – “rasizm, kolonializm i patriarchat”. Z tego względu, książkę należałoby usunąć z kanonu lektur.
  • Przeczytaj również: [OPINIA] Marian Piłka: Dekonstrukcja polskości

Zachodni “postęp” coraz głośniej i częściej odzywa się również w Polsce, a uciec przed nim nie zdoła nawet klasyka literatury. Zgodnie ze wszelkimi prawidłami politycznej poprawności, wciąż popularna wśród młodzieży książka Henryka Sienkiewicza została odsądzona od czci i wiary przez posła Lewicy. Maciej Gdula wyraził na Twitterze prawdziwe ubolewanie nad faktem, iż polskie dzieci “muszą brnąć” przez stronice tak “rasistowskiej” książki. “Moja 11 letnia córka przebrnęła przez „W pustyni i w puszczy”” – pisze z bólem “ekspert partii “Wiosna” Biedronia”.

Jakież zarzuty stawia poseł Lewicy przygodowej historii? Rzecz jasna, jest ona rasistowska. Ponadto – promuje nie dość, że kolonializm, to również patriarchat. Innymi słowy, gorzej być już po prostu nie może. “Nie ma chyba w polskiej literaturze drugiej podobnej perły łączącej w takim natężeniu rasizm, kolonializm i patriarchat” – twierdzi Gdula. Zdaniem socjologa, “W pustyni i w puszczy” jest zatem pozycją wyjątkowo szkodliwą, utrwalającą wszelkie możliwe negatywne wzorce i stereotypy.

Co zatem proponuje “ekspert “Wiosny” Biedronia”? Jego zdaniem, najlepszym rozwiązaniem byłoby drastyczne zmienienie kanonu szkolnych lektur. Bądź, jeszcze lepiej – wyrzucenie go od razu do kosza. “Kanon lektur w podstawówce nadaje się do kosza. Przestańmy męczyć i zatruwać dzieci!” – postuluje. Na pytanie o konkretne przykłady, Gdula odparł: “Zamiast W pustyni i w puszczy proponuję Cyryl gdzie jesteś Woroszylskiego Zamiast Chłopców z Placu broni, Wojnę, która ocaliła mi życie K. Brubaker-Bradlay
Zamiast Kamieni na szaniec (7-8 klasa) Pamiętnik z Powstania warszawskiego Białoszewskiego”.

Wariacje posła Lewicy nad listą lektur spotkały się z szerokim zainteresowaniem komentujących Internautów. Internauci często zauważali, iż Gdula stara się wymazać pewną część historii w imię swojej ideologii ze stratą dla wykształcenia młodego pokolenia. “Dzieło wybitnego polskiego noblisty ma być usunięte z kanonu lektur, bo po 100 latach od wydania, pewnemu posłowi ubzdurało się, że to jest pełna rasizmu i patriarchatu książka. Żenada” – pada w komentarzach.

“(…) Widzę, że chce Pan wszystko zastąpić literaturą XX w. Nie na tym polega wykształcenie” – piszą na Twitterze. “A miłość i rewolucja o Dzierzyńskim to gdzie towarzyszu Gdula?” – zapytują inni. Nie brakło również bardziej dosadnych komentarzy: “A na WF koniecznie strzelanie… w tył głowy”.

Polsat News, Twitter

/ Fot. screen

W Dublinie odbył się kolejny protest przeciwko restrykcjom, podczas którego doszło do starć obywateli z funkcjonariuszami. Policja dokonała kilkudziesięciu aresztowań.

W Dublinie (Irlandia) miał miejsce kolejny protest przeciwko surowym restrykcjom związanym z epidemią COVID-19. Tłumy osób wyszły na ulice, aby wyrazić swój sprzeciw m.in. wobec zamykaniu gospodarki. Protest rozpoczął się około godziny drugiej po południu, jego uczestnicy nie nosili masek ani nie zachowywali dystansu społecznego – informują media. Początkowo, miał on odbył się w parku St Stephen’s Green, jednak bramy tegoż zostały zamknięte przez urzędników. W czasie demonstracji doszło do starć z funkcjonariuszami, w których rezultacie policja aresztowała 20 obywateli.

Protestujący mieli odpalić fajerwerki w kierunku policjantów, co zapoczątkowało zamieszki. „Niestety, przybyli ludzie z zamiarem użycia przemocy. Angażowali się w ataki na członków An Garda Siochana, w tym rzucanie w funkcjonariuszy fajerwerków” – powiedział komisarz Gardy Drew Harris. „Oni nie mieli żadnych uzasadnionych powodów, aby być, więc będziemy ścigać szczególnie tych, z którymi trzeba się uporać” – dodał. „Będziemy kontynuować dochodzenie, aby postawić sprawców przed wymiarem sprawiedliwości”.

Jak informuje Sky News Ireland, nie było doniesień o żadnych poważnych obrażeniach. Jedynie “garstka” odób miała zostać zatrzymana. Komisarz Gardy Drew Harris stwierdził jednak, że, póki co, aresztowano 20 osób “zakłócających porządek publiczny”. Na samej manifestacji miały pojawić się setki ośób.

Sky News

/ Fot. screen

Były prezydent USA, Donald Trump w czasie konferencji ogłosił, iż nie ma w planach tworzenia nowej partii politycznej, a jego celem jest zjednoczenie Republikanów.

  • W środowisku Republikanów nastąpił podział po styczniowych zamieszkach na Kapitolu.
  • W ostatnim czasie pojawiły się przypuszczenia, iż były prezydent USA, Donald Trump, stworzy nową, własną partię.
  • Trump jednak stanowczo zaprzeczył pogłoskom, zapowiadając starania na rzecz ponownego zjednoczenia Republikanów.

Były prezydent USA powiedział w czasie konferencji, iż nie ma zamiaru tworzyć nowej frakcji. Obiecał z kolei zjednoczenie Partii Republikanów, którą wstrząsnęły silne podziały po zamieszkach na Kapitolu 6 stycznia. W swoim pierwszym oficjalnym przemówieniu, odkąd opuścił Biały Dom w zeszłym miesiącu, Trump zapewnił, że Partia „zjednoczy się i będzie silniejsza niż kiedykolwiek wcześniej”.

„Mamy Republikańską Partię. Nie zaczynam nowej imprezy. To były fałszywe wiadomości” – powiedział publiczności na Konferencji Konserwatywnej Akcji Politycznej (CPAC) w niedzielę po południu były prezydent. „Będziemy zjednoczeni i silni jak nigdy dotąd. Uratujemy i wzmocnimy Amerykę oraz będziemy walczyć z atakiem socjalizmu, który w rzeczywistości prowadzi do komunizmu” – mówił. W swoim przemówieniu skrytykował również działania nowego prezydenta USA, Joe Bidena.

Trump powtórzył, iż to on w rzeczywistości wygrał wybory prezydenckie w 2020 roku. Zasugerował również, iż może kandydować po raz kolejny. „Właśnie stracili Biały Dom” – stwierdził Trump. „Ale kto wie, kto wie, może nawet zdecyduję się pokonać ich po raz trzeci”. Konferencja polityka odbyła się na Florydzie, ze względu na luźniejsze restrykcje covidowe. Coroczny zjazd republikanów i konserwatystów, CPAC, ma “wskazywać kierunek” Partii Republikańskiej i jej zwolenników na dany rok. Jest to największe w kraju, tego typu wydarzenie.

W Partii Republikańskiej doszło do poważnych rozłamów, spowodowanych zdarzeniami na Kapitolu 6 stycznia. Sam Trump został oskarżony o “podżeganie do przemocy” w związku z zamieszkami, pod uwagę brana była również kwestia jego impeachmentu. Ostatecznie, prezydent został uniewinniony przez Senat USA. W międzyczasie jednak jego konto na Twitterze zostało ocenzurowane, co wzbudziło oburzenie środowisk konserwatywnych.

Zwolennicy polityka przybyli z całego kraju, by wyrazić poparcie dla oskarżanego, byłego prezydenta. Vickie Froehlich, która służyła jako delegat na Narodowej Konwencji Republikanów, gdy Trump był wybrany na prezydenta w 2016 roku, przyjechała na CPAC z Minneapolis w Minnesocie. Jej zdaniem, gdyby Republikanie porzucili Trumpa, “byłby to ogromny błąd”. „Myślę, że był świetny dla naszego kraju. Nadal jest bardzo popularny” – przekonywała.

Al Jazeera

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. screen

Izrael dokonał kolejnego ataku na obrzeża stolicy Syrii, Damaszku, w przeciągu niecałego miesiąca.

  • Izrael regularnie atakuje terytorium Syrii wspieranej przez Iran, a celem ataków mają być “irańskie bazy wojskowe”.
  • Agresja państwa w ostatnim czasie wyjątkowo się nasiliła.
  • Armia Syrii podała, iż doszło do eskalacji konfliktu pomiędzy państwami, a izraelskie rakiety uderzyły na południu stolicy, Damaszku.
  • Był to już drugi tego typu atak na obrzeża stolicy w przeciągu niecałego miesiąca.
  • Przeczytaj również: Niebezpieczne zachowanie kobiety. Policjanci oddali strzały na stacji paliw!

Syryjska armia poinformowała w niedzielę wieczorem o eskalacji konfliktu z Izraelem. Deklaracja została wydana wkrótce po tym, jak izraelskie rakiety uderzyły w “południowe części Damaszku”. Według regionalnych źródeł, Izrael miał celować w obiekty powiązane z Iranem. Atak miał nastąpić ze Wzgórz Golan. Jak donoszą media, “rzecznik izraelskiego wojska odmówił komentarza w sprawie raportu”.

Izrael od początku roku znacznie zintensyfikował działania zbrojne, wymierzone w obiekty powiązane z Iranem w pobliżu granicy z Irakiem. Fakt ten potwierdzają władze Izraela. Minister Obrony, Benny Gantz poinformował w piątek oficjalnie, iż państwo podejmuje działania “prawie co tydzień”, aby zapobiec “okopaniu się Iranu w Syrii”. Według regionalnego wywiadu, irańskie siły Quds i wspierające je oddziały milicji miały rozprzestrzenić się w Syrii i wyjątkowo licznie gromadzą się w południowym Damaszku. Milicja ma posiadać tam wiele podziemnych baz.

W ostatnich latach Izrael regularnie atakował syryjskie cele, przekonując o ich powiązaniach z Iranem. W ostatnim roku jednak naloty nasiliły się, co ma być próbą kraju na zmniejszenie irańskich wpływów w Syrii. W grudniu dowódca izraelskiego sztabu, generał broni Aviv Kochavi poinformował, iż państwo ostrzelało ponad 500 celów na terytorium Syrii w samym tylko 2020 roku.

Al Jazeera

Szczepienie na koronawirusa.

Szczepienie na koronawirusa. / Fot. Pixabay

Wielka Brytania narzuciła innym krajom szaleńcze tempo przeprowadzania szczepień obywateli na koronawirusa. Od grudnia na Wyspach zaszczepiono ponad 20 milionów osób, co stanowi 1/4 brytyjskiej populacji. Od lipca rząd Borisa Johnsona zamierza pozwolić szczepić się reszcie społeczeństwa, gdyż obecnie pozostało około 10 mln starszych osób.

  • Brytyjski Minister Zdrowia, Matt Hancock chwali się podaniem 20 mln pierwszych dawek szczepionki
  • Do lipca rząd Borisa Johnsona planuje zaszczepić jeszcze około 10 mln starszych osób
  • Wielka Brytania jako pierwsza zaczęła masową akcję szczepień na SARS-CoV-2
  • Zobacz także: Niemcy nie chcą szczepionek AstraZeneca. Zostaną rozdane bezdomnym?

Od 8 grudnia w Wielkiej Brytanii trwa akcja masowego szczepienia starszych obywateli. Kraj ten jako pierwszy dopuścił do użytku specyfiki od firmy Pfizer oraz BioNTech. W pierwszej kolejności brytyjski rząd zamierzał zaszczepić 32 miliony osób z początkowej grupy największego ryzyka. Ten cel został już prawie osiągnięty w zaledwie trzy miesiące.

Szaleńcze tempo Wielkiej Brytanii!

Podczas niedzielnej konferencji prasowej tamtejszy Minister Zdrowia, Matt Hancock poinformował o zaszczepieniu przeciwko SARS-CoV-2 ponad 20 milionów osób z pierwszej grupy.

“Jestem absolutnie zachwycony, że ponad 20 milionów ludzi zostało zaszczepionych w całej Wielkiej Brytanii – to absolutnie fantastyczny wynik. Chcę podziękować każdej osobie, która zgłosiła się po szczepionkę, ponieważ wiemy z coraz większą pewnością, że szczepionka chroni was, chroni wasze społeczności, a także jest drogą wyjścia z tej sytuacji dla nas wszystkich” – przekazał Matt Hancock.

Optymizm swojego przełożonego podzielił również Wiceminister Zdrowia, Nadhim Zahawi, który napisał na Twitterze – “BINGO! Wynik – ponad 20 000 000 osób dostało szczepionkę (pierwszą dawkę). Co za osiągnięcie w lutym 2021 roku. Co za zespół! Dumni, że możemy być z wami w tej drodze”.

Jako pierwsi podjęli ryzyko szczepień

Należy nadmienić, że Wielka Brytania jako pierwszy kraj na świecie podjęła ryzyko zaszczepienia, skonstruowanymi w krótkim czasie szczepionkami od firmy Pfizer i BioNTech. Jednocześnie jako pierwsza zaczęła szczepić na koronawirusa specyfikiem opracowanym przez naukowców z Oksfordu oraz od AstraZeneca, która w ostatnim czasie przeżywa kryzys zaufania do własnego produktu.

Do połowy lutego szczepionkę zaoferowano czterem pierwszym spośród dziewięciu grup priorytetowych, a zgodnie z obecnie obowiązującym planem do połowy kwietnia ma ona być dostępna dla pozostałych pięciu grup. To oznaczać będzie, że szczepionka będzie zaoferowana wszystkim osobom powyżej 50. roku życia, a także osobom poniżej tego wieku, które mają schorzenia zwiększające prawdopodobieństwo zachorowania na Covid-19.

Łącznie w tych dziewięciu grupach priorytetowych jest ok. 32 mln osób. W drugiej fazie, do końca lipca brytyjski rząd planuje zaoferować szczepionki wszystkim pozostałym dorosłym mieszkańcom kraju.

polsatnews.pl

Dodano w Bez kategorii
Restauracja.

/ fot. TT/@otwieramy

Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorstw poinformował dzisiaj, że młode firmy otrzymają rekompensaty za ograniczenie lub zamknięcie działalności. Wcześniejsze przepisy mocno komplikowały sytuację przedsiębiorcom w rozliczaniu się z Urzędem Skarbowym.

W niedzielę biuro Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorstw poinformowało o odniesionych rezultatach negocjacji z rządem Mateusza Morawieckiego w związku z najświeższym rozporządzeniem Rady Ministrów z 26. lutego (Dz.U 2021 r. poz.371).

Nowe przepisy umożliwiają przedsiębiorcom na porównanie spadku przychodów do września 2020 roku, czyli do ostatniego miesiąca przed wprowadzaniem ostrzejszych restrykcji gospodarczych w związku z epidemią koronawirusa.

Młode przedsiębiorstwa otrzymają rekompensatę

Rzecznik MŚP wyjaśnia, że młode firmy uzyskają świadczenia finansowe za ograniczenie przez rząd działalności – “Dzięki nowemu rozwiązaniu także młode firmy będą mogły otrzymać rekompensatę za ograniczenia, bądź zamknięcie prowadzonej przez nich działalności gospodarczej, o co walczył Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców”.

Formalnie poprzednie rozporządzenie dawało możliwość pozyskiwania rekompensaty, lecz jak napisano w oświadczeniu – “było w tym względzie dalece niedoskonałe”.

“Zostało ono skonstruowane tak, że przedsiębiorcy musieli porównywać ze sobą miesiące, w którym zakazano im działalności. Większość przedsiębiorców nie było więc w stanie wykazać 40 proc. spadku przychodów” – wyjaśnił, cytowany w informacji, rzecznik małych i średnich przedsiębiorców Adam Abramowicz.

Nowe rozporządzenie, jak zaznaczono, daje możliwość porównania obecnych przychodów do września 2020 r., czyli do ostatniego miesiąca, gdy obowiązywały niewielkie obostrzenia epidemiczne. Podkreślono również, że we wnioskach będzie uwzglądniany styczeń i luty bieżącego roku.

“Dzięki temu wiele firm, które powstały dopiero w 2020 r. może liczyć na zwolnienie ze składek ZUS, świadczenie postojowe, czy dopłatę do wynagrodzeń pracowników” – wskazano.

Jak działa rządowy mechanizm?

W najnowszym rozporządzeniu przewidziano wypłatę świadczenia na rzecz ochrony miejsc pracy ze środków Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych na dofinansowanie wynagrodzenia pracowników, kiedy przychód z prowadzonej działalności był niższy w następstwie wystąpienia COVID-19, co najmniej o 40 proc. w stosunku do przychodu uzyskanego w odpowiednim okresie porównawczym. Takie dofinansowanie będzie udzielane na podstawie umowy o świadczenia na rzecz ochrony miejsc pracy i będzie przysługiwało na trzy miesiące.

Następnym dostępnym dla przedsiębiorców narzędziem będzie wypłata postojowego lub ponownego świadczenia postojowego w przypadku, jeśli firma na miesiąc przed złożeniem wniosku miała spadek przychodów co najmniej o 40 proc. Dodatkowo mikro i małym firmom umożliwiono ubieganie się o dotację na pokrycie bieżących kosztów.

Zagwarantowano również zwolnienie z obowiązku opłacania należnych składek na ubezpieczenia społeczne, na ubezpieczenie zdrowotne, na Fundusz Pracy, Fundusz Solidarnościowy, Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych lub Fundusz Emerytur Pomostowych, jeżeli firma była zgłoszona jako płatnik składek przed 1 listopada 2020 r.

forsal.pl

Dodano w Bez kategorii