Test na koronawirusa

/ Fot. pixabay

W Wielkiej Brytanii każdy dorosły obywatel ma zostać poproszony o poddawanie się testom na covid co najmniej dwa razy w tygodniu.

  • Wielka Brytania szybko realizuje program szczepień, co jednak zdaje się nie wystarczać władzom.
  • W najbliższym czasie ma ruszyć kampania zachęcająca do samodzielnego testowania się obywateli.
  • Każdy, dorosły Brytyjczyk, ma zostać poproszony o testowanie się na covid.
  • Dzięki testom przeprowadzanym co najmniej dwa razy w tygodniu, obywatele “odegrają rolę” w powrocie do “normalności”.
  • Przeczytaj również: Prof. Horban: Jesteśmy bliscy, by zamknąć Polskę

Każdy dorosły Brytyjczyk może “odegrać rolę” w “walce z pandemią”. Władze “mają nadzieję”, iż regularne testowanie całego społeczeństwa pozwoli narodowi wyjść z lockdownu, ograniczając rozprzestrzenianie się koronawirusa. Z tego powodu, każdy pełnoletni obywatel będzie zachęcany do testowania się na covid co najmniej dwa razy w tygodniu – informuje Daily Mail.

Nadzorujący testowanie społeczeństwa mają nadzieję, iż w ten sposób uda się rozpoznać bezobjawowe przypadki zakażeń. Chorzy na covid, nawet nieświadomi zarażenia, będą mogli zostać zdiagnozowani dzięki wyjątkowo częstemu poddawaniu testom. “Skłonienie ludzi do regularnego pobierania wymazów ma kluczowe znaczenie dla powstrzymania rozprzestrzeniania się wirusa, a kampania reklamowa zachęci Brytyjczyków do „odegrania swojej roli”” – czytamy. Oczekuje się, że obszary, w których występuje rosnąca liczba przypadków, zostaną szybko zidentyfikowane i rozwiązane za pomocą testów przesiewowych – potencjalnie eliminując potrzebę przyszłych blokad.

Wielka Brytania wyjątkowo szybko i sprawnie szczepi mieszkańców na covid. “Skuteczna kampania szczepień w Wielkiej Brytanii doprowadziła do wezwań do szybszego złagodzenia blokady – pomimo nowych przepisów rozszerzających uprawnienia rządu w sytuacji nadzwyczajnej do przedłużenia ograniczeń nawet o sześć miesięcy” – informuje Daily Mail. Posłowie torysów ostrzegli z kolei, że “Wielka Brytania ryzykuje zaprzepaszczenie zalet naszego programu szczepień” poprzez “zbyt powolne posuwanie się do zniesienia lockdownu”.

Daily Mail

week_cols / a:7:{s:4:"type";s:5:"group";s:12:"instructions";s:0:"";s:8:"required";i:0;s:17:"conditional_logic";i:0;s:7:"wrapper";a:3:{s:5:"width";s:0:"";s:5:"class";s:0:"";s:2:"id";s:0:"";}s:6:"layout";s:5:"block";s:10:"sub_fields";a:0:{}}

Karę w wysokości nawet 5 tysięcy funtów grzywny mogą otrzymać Brytyjczycy, którzy opuszczą kraj bez “uzasadnionej przyczyny”.

  • Wielka Brytania walczy z epidemią koronawirusa, zamykając się coraz szczelniej.
  • Nowe prawo zabrania obywatelom podróży poza terytorium kraju “bez uzasadnionej przyczyny”.
  • Za zwykły wyjazd na wakacje, Brytyjczykom grozi kara 5 tysięcy funtów grzywny.
  • Przeczytaj również: Prof. Horban: Jesteśmy bliscy, by zamknąć Polskę

Już od poniedziałku, zagraniczne wakacje będą nielegalne. Wielka Brytania ustaliła nowe “covidowe” przepisy, które zabraniając opuszczania państwa bez “rozsądnego powodu”. Surowe restrykcje wejdą w życie już w przyszłym tygodniu. “Przepisy dotyczące nowych ograniczeń koronawirusowych na najbliższe miesiące zostały opublikowane w poniedziałek” – informuje Daily Mail. W niektórych miejscach, ograniczenia mogą obowiązywać nawet przez całe lato.

Nowe przepisy, mające ułatwić Wielkiej Brytanii wyjście z epidemii, wejdą w życie już 29 marca. To właśnie na ich podstawie obywatele mogą zostać ukarani nawet 5 tysiącami funtów grzywny. Zgodnie z dokumentem prawnym: „Regulacje nakładają również ograniczenia na opuszczanie Wielkiej Brytanii bez uzasadnionej przyczyny (art. 8)”. Prawo stanowi, że nikt nie może „opuścić Anglii, aby podróżować do miejsca docelowego poza Wielką Brytanią, podróżować do lub być obecnym w punkcie wejścia na pokład w celu podróży stamtąd do miejsca docelowego poza Wielką Brytanią” bez uzasadnionego pretekstu.

Surowe przepisy nie pozostawiają złudzeń. Każdy, kto złamie zasady, może zostać ukarany 5 tysiącami funtów grzywny. Istnieje również kara 2oo funtów grzywny za “niewypełnienie formularza zgłoszenia podróży”. Ma on zawierać dane osobowe i powód podróży. Wszystkie osoby, które planują wyjazd z Wielkiej Brytanii, będą zobowiązane go wypełnić. “Potrzeba wprowadzenia ograniczeń musi zostać zweryfikowana do 12 kwietnia, a następnie co najmniej raz na 35 dni, mówią dokumenty prawne. Ustawy wygasają 30 czerwca, chyba że w międzyczasie zostaną zniesione lub zmienione” – informuje Daily Mail. “Zakaz podróży nie dotyczy osób udających się do wspólnego obszaru podróży Wysp Normandzkich, Wyspy Man i Republiki Irlandii, chyba że nie jest to ostateczne miejsce docelowe”.

“Uzasadnioną przyczyną podróży” jest sytuacja osób, które muszą podróżować do pracy, nauki, zobowiązań prawnych lub głosowania, jeśli przeprowadzają się, sprzedają lub wynajmują nieruchomość. Kwalifikuje się również podróżowanie z powodów związanych z opieką nad dziećmi lub koniecznością obecności przy porodzie. Wolno wyjechać, aby odwiedzić umierającego krewnego lub bliskiego przyjaciela, aby wziąć udział w pogrzebie, zawrzeć związek małżeński lub wziąć udział w ślubie bliskiego krewnego. Również podróże na wizyty lekarskie są prawnie akceptowalne, jako wystarczająco “uzasadnione”.

Daily Mail

/ Fot. Twitter/ screen

Kartele uświadomiły sobie, że pod rządami Bidena mogą zarobić poważne pieniądze na handlu ludźmi, bez żadnych problemów związanych z dystrybucją narkotyków.

  • Przerwanie budowy muru na granicy USA i “otwarta” polityka migracyjna ściągają do USA tysiące nielegalnych imigrantów.
  • Na nowej sytuacji, odmiennej, niż za czasów Donalda Trumpa, korzystają kartele narkotykowe, handlując ludźmi.
  • Mafia zarabia gigantyczne kwoty za przemyt migrantów przez granicę.

Meksykańskie kartele narkotykowe wykorzystują nową, wyjątkowo luźną politykę graniczną administracji Joe Bidena. Przestępcy odeszli jednak nieco od “tradycyjnych” zajęć karteli, inwestując w operacje związane z handlem ludźmi. Przestępcy korzystają z okazji, jaką stworzyła “otwartość” Bidena w stosunku do imigrantów z południa. Media mówią wprost o “wielomilionowych sieciach handlu ludźmi”, które “wykorzystują rodziny do przewożenia narkotyków i samotnych dorosłych przez granicę”.

Daily Mail wspomina o dwóch gangach, które korzystają z nowej polityki USA – Gulf Cartel i Los Zetas. Oba kartele czerpią niewyobrażalne korzyści z przemytu ludzi. „Kartele zdały sobie sprawę, że pod rządami Bidena można zarobić poważne pieniądze na handlu ludźmi bez żadnych problemów związanych z dystrybucją narkotyków. Ludzie są nowym narkotykiem” – mówi jedno ze źródeł. “Każdy migrant, który dostanie się do USA, płaci wysoką cenę, a niektórzy ludzie są warci więcej niż inni. Emerytowany kapitan z Departamentu Bezpieczeństwa Publicznego w Teksasie, Jaeson Jones, powiedział, że wierzy w istnienie szpiegów, zwanych „halkonami”, którzy czuwają na granicy z obu stron” – czytamy.

Jones powiedział: „Kontrolują wszystko po obu stronach tej rzeki i codziennie komunikują się tam iż powrotem przez zaszyfrowane radia”. Jones prowadzi Omni Intelligence, firmę, która przekazuje agencjom rządowym informacje o zagrożeniach ze strony karteli na granicy. Mężczyzna nie pozostawia złudzeń, iż gangsterzy wiedzą o wszystkim, co dzieje się w okolicy. „Będę z tobą bardzo szczery: kiedy tam jesteś, kartele wiedzą, że tam jesteś. Obserwują cię, gdy tylko zjeżdżasz z autostrady, przekazując informacje z powrotem do Meksyku” – twierdzi mężczyzna.

Ceny “usług” karteli są imponujące. Również o nich wspomina Jones. “Każdy obywatel Meksyku, którego widzisz, przekraczającego rzekę, jest wart 2500 dolców. Jeśli są mieszkańcami Wenezueli, Gwatemali lub Hondurasu, zapłacili 3000 USD. Jeśli są Chińczykami, zapłacili 5000 USD. Jeśli pochodzą z Bliskiego Wschodu lub Rosjanin zapłacił 9 000 dolarów. Jeśli jesteś towarem o wyższej wartości, zapewnią ci spokój w spokojniejszym miejscu” – stwierdza bez cienia wątpliwości.

Daily Mail

Andrzej Horban / fot. TT/@PremierRP

– Jeśli w środę, czy czwartek będziemy zbliżali się do liczby wyraźnie przekraczającej 30 tys. nowych zakażeń dziennie, to całkowity lockdown będzie nie tylko potencjalnym, lecz także realnym scenariuszem – oznajmił prof. Andrzej Horban, główny doradca premiera ds. COVID-19, na antenie Polsat News.

  • Prof. Andrzej Horban, główny doradca premiera ds. COVID-19, poinformował, że bardzo prawdopodobny jest ostry lockdown w najbliższym czasie w Polsce.
  • Jeśli będzie wprowadzony całkowity lockdown, to w Wielkanoc kościoły powinny być zamknięte – powiedział.
  • Prof. Horban podał spodziewaną datę wygaszenia obecnej fali zakażeń koronawirusem. – Pod koniec maja będziemy się kierować ku normalności – stwierdził.
  • Zobacz także: Zioło lekarstwem na COVID? Spór między posłem PiS a dziennikarzami

– Jednostki zdrowia pracują obecnie na skraju swoich możliwości. Jeśli przekroczymy 30 tys. to rzeczywiście pora zacząć się bać – stwierdził prof. Horban. Jak ujawnił w rozmowie z red. Dorotą Gawryluk, rząd jest „bardzo bliski” podjęcia decyzji o całkowitym lockdownie Polski. – Zaczynamy na ten temat coraz poważniej rozmawiać – poinformował.

– Wprowadzenie surowych restrykcji w dwóch województwach: warmińsko-mazurskim i pomorskim pokazało, że liczba zakażeń przestała tam dramatycznie rosnąć – ocenił doradca premiera Mateusza Morawieckiego. Jak oznajmił, jeżeli rząd zdecyduje się na wdrożenie jeszcze ostrzejszych restrykcji, to nie ominą one żadnej dziedziny życia społecznego. – Jeśli będzie wprowadzony całkowity lockdown, to w Wielkanoc kościoły powinny być zamknięte – powiedział.

W ocenie prof. Horbana wiosna w Polsce minie pod znakiem koronawirusa. – Pod koniec maja będziemy się kierować ku normalności – zapowiedział.

interia.pl

– Domagamy się od polityków zaprzestania poszukiwania form tzw. nowego kompromisu aborcyjnego, który w rzeczywistości byłyby kolejną formą eugeniki – niezgodną z prawem naturalnym, prawem Bożym i Konstytucją – napisali „przedstawiciele polskich ruchów obrony życia człowieka i praw rodziny, zebrani przed Cudownym Obrazem Matki Bożej Częstochowskiej”.

  • Działacze pro-life domagają się „od polityków zaprzestania poszukiwania form tzw. nowego kompromisu aborcyjnego, który w rzeczywistości byłyby kolejną formą eugeniki”.
  • Zaapelowali o realne wsparcie dla rodzin wychowujących dzieci z niepełnosprawnościami.
  • Przedstawili postulat „umożliwienia podjęcia legalnej pracy rodzicom pobierającym świadczenia pielęgnacyjne oraz zwiększenia zasiłku pielęgnacyjnego, który wynosi obecnie 215, 84 zł miesięcznie”.
  • Podkreślili, że „życie jest wartością podstawową, uniwersalną, ponadwyznaniową i powinno być chronione, niezależnie od religii czy światopoglądu”.
  • Zobacz także: Sądy w Argentynie sprzeciwiają się aborcji. Ustawa łamie konstytucję

Pod apelem podpisali się: Wojciech Zięba z Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowieka, Paweł Wosicki z Polskiej Federacji Ruchów Obrony Życia i Rodziny, Halina i Czesław Chytrowie z Duchowej Adopcji Dziecka Poczętego oraz Adam Kisiel jako przedstawiciel Krucjaty Modlitwy w Obronie Poczętych Dzieci. W imieniu reprezentowanych przez siebie organizacji zaapelowali o realne wsparcie dla rodzin wychowujących dzieci z niepełnosprawnościami zamiast przedstawiania tzw. nowego kompromisu aborcyjnego. – To niedopuszczalne zaniedbanie, że postulaty rodziców od lat są marginalizowane i wrzucane do najgłębszych szuflad w politycznych biurkach – podkreślili.

– Domagamy się umożliwienia podjęcia legalnej pracy rodzicom pobierającym świadczenia pielęgnacyjne oraz zwiększenia zasiłku pielęgnacyjnego, który wynosi obecnie 215,84 zł miesięcznie – napisali sygnatariusze. – Aborcja jest największym okrucieństwem, jakie człowiek zdołał przedsięwziąć, nadużywając swojej wolności. To bezwzględna przemoc wobec bezbronnego dziecka – stwierdzili.

– Życie jest wartością podstawową, uniwersalną, ponadwyznaniową i powinno być chronione, niezależnie od religii czy światopoglądu – podkreślili. – Debata na temat aborcji jest możliwa jedynie wtedy, kiedy opiera się o argumenty naukowe – zaznaczyli.

niedziela.pl, twitter.com

– Wiemy też, że rozmowy o poszerzeniu koalicji o PSL były prowadzone jeszcze przed wyborami prezydenckimi. […] Nie będziemy jednak – mówię tu o Solidarnej Polsce – w jednym rządzie z PSL, rozbieżności są zbyt duże – poinformował minister sprawiedliwości, prezes Solidarnej Polski Zbigniew Ziobro w wywiadzie dla tygodnika „Sieci”.

  • Jeżeli koalicja rządząca zostałaby poszerzona o PSL, nie byłoby w niej Solidarnej Polski. Poinformował o tym prezes tej formacji w wywiadzie dla tygodnika „Sieci”.
  • Lider Solidarnej Polski zwrócił uwagę na różnice w polityce PiS i jego formacji.
  • Zdaniem Ziobry Mateusz Morawiecki „ma dużą umiejętność przekonywania kierownictwa PiS do polityki, która jednak rozmija się z naszym programem z 2014 r., który nie został nigdy odrzucony”.
  • Zobacz także: Alternatywa dla Konwencji Stambulskiej. Ziobro szuka poparcia w Europie

Lider Solidarnej Polski zwrócił uwagę na różnice w polityce PiS i jego formacji. – Decydującą rolę w budowaniu polskiej polityki w odniesieniu do Unii ma premier Mateusz Morawiecki. To bardzo zdolny i otwarty na współpracę z UE polityk. Ma dużą umiejętność przekonywania kierownictwa PiS do polityki, która jednak rozmija się z naszym programem z 2014 r., który nie został nigdy odrzucony – podkreślił. – My nie rozbijamy Zjednoczonej Prawicy, my bronimy jej przed utratą zaufania, które będzie wynikiem odejścia od programu wyborczego. Ludzie mają dobrą pamięć. Obiecywaliśmy bronić węgla, którego mamy wielkie zasoby, i polskiej energetyki opartej na łatwo dostępnej, taniej i gwarantującej nam niezależność energii – stwierdził Ziobro.

Minister sprawiedliwości zwrócił uwagę, że jego partię z PiS łączy dostrzeganie ze strony Rosji. Jednak zaznaczył, że „poważne zagrożenie dla polskiej suwerenności” widzi także na Zachodzie, „w procesach, które zachodzą w Unii Europejskiej”. – I na tym tle pojawiły się rozdźwięki między nami a PiS – poinformował.

– Długoterminowo poważnym zagrożeniem dla istnienia państwa polskiego jest to, do czego dąży część elit europejskich – podkreślił Ziobro. – One nie ukrywają, że marzy im się nie tylko stopniowa marginalizacja państw narodowych i podporządkowanie ich dominującym w Europie siłom, głównie Berlinowi, ale coś więcej – za finalny cel mają powołanie na wzór Stanów Zjednoczonych nowego federalnego państwa europejskiego z 450 mln obywateli. Zastąpiłoby ono państwa narodowe – wskazał.

interia.pl, onet.pl

Recep Erdogan

Recep Erdogan / Fot. Wikipedia Commons

Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan podpisał dekret unieważniający ratyfikację genderowej Konwencji Stambulskiej. Takie uprawnienia otrzymał w 2018 roku, gdy w kraju wprowadzono system prezydencki. Jego przeciwnicy podważają jednak zarówno tryb, jak i uzasadnienie tej decyzji.

  • Turcja zdecydowała o wypowiedzeniu Konwencji Stambulskiej.
  • Pojawiły się argumenty, że zachęca ona do rozwodów i podważa tradycyjny model rodziny, co jest sprzeczne z konserwatywnymi wartościami tego kraju.
  • Decyzję Turcji skrytykowała m.in. sekretarz generalna Rady Europy Marija Pejczinović Burić czy prezydent USA Joe Biden.
  • Zobacz także: Alternatywa dla Konwencji Stambulskiej. Ziobro szuka poparcia w Europie

Przedstawiciele prezydenckiej Partii Sprawiedliwości i Rozwoju opowiadali się za wypowiedzeniem konwencji. Argumentowali to tym, że zachęca ona do rozwodów. Ponadto ich zdaniem podważa tradycyjny model rodziny, co jest sprzeczne z konserwatywnymi wartościami tego kraju. Stwierdzili również, że promuje ona homoseksualizm poprzez użycie kategorii takich, jak płeć, orientacja seksualna i tożsamość płciowa.

Minister ds. rodziny, pracy i polityki społecznej Turcji Zehra Zumrut Selcuk napisała na Twitterze, że prawa kobiet są nadal chronione przez tureckie prawo. Jej zdaniem system sądowniczy jest „wystarczająco dynamiczny i silny”, aby uchwalać nowe przepisy. Oświadczyła również, że przemoc wobec kobiet jest zbrodnią przeciwko ludzkości, a rząd nadal będzie miał dla niej „zero tolerancji”.

Decyzję Turcji skrytykowała natomiast sekretarz generalna Rady Europy Marija Pejczinović Burić. – To posunięcie jest […] tym bardziej godne ubolewania, gdyż zagraża ochronie kobiet w Turcji, w Europie i poza nią – stwierdziła.

– Nagłe i nieuzasadnione wycofanie się Turcji z Konwencji Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, znanej lepiej jako konwencja stambulska, jest głęboko rozczarowujące – skwitował z kolei prezydent USA Joe Biden. – Na całym świecie obserwujemy wzrost liczby przypadków przemocy domowej, w tym doniesień o rosnącej liczbie zabójstw kobiet w Turcji, pierwszym kraju, który podpisał konwencję. Kraje powinny pracować nad wzmocnieniem i odnowieniem swoich zobowiązań do położenia kresu przemocy wobec kobiet, a nie odrzucać międzynarodowe traktaty, których celem jest ochrona kobiet i pociąganie sprawców do odpowiedzialności – powiedział.

gazetaprawna.pl, rmf24.pl

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Youtube//MediaNarodoweInfo

Sądy w Argentynie podnoszą kwestię ustawy o aborcji jako niezgodnych z tamtejszą konstytucją przepisów prawnych. W San Luis sędzia María Eugenia Bona wydała orzeczenie, które naciska na zmianę obecnego prawa aborcyjnego przeforsowanego przez argentyński rząd w ubiegłym roku. Jest to kolejny przypadek prowincjonalnego sądu w Argentynie, gdyż w styczniu podobny wniosek wysunął sąd w Chaco.

  • Argentyńska ustawa legalizująca aborcję do 14. tygodnia odrzucana jest przez kolejne prowincje
  • Sędziowie uznają prymat życia i wolności od samego poczęcia nad egoistycznym podejściem rodziców i rządu Alberto Fernandeza
  • Prawo całkowitej aborcji bez względu na okoliczności przeforsowały argentyńskie środowiska feministyczne
  • Zobacz także: Argentyńczycy wyszli na ulice. Tłumy na protestach przeciw aborcji

Tuż przed nowym rokiem w 2020 roku Argentyna przyjęła do swoich przepisów prawnych możliwość swobodnego mordowania dzieci nienarodzonych. Kobiety mogły odtąd bezpłatnie i bez żadnych konsekwencji usuwać ciążę nawet do 14 tygodnia. Z tego powodu w wielu miastach organizowano huczne manifestacje organizowane przez środowiska lewicowe oraz organizacje feministyczne.

Sądy wątpią w konstytucyjność ustawy aborcyjnej

Radość środowisk feministycznych nie trwała jednak długo. Aczkolwiek już w styczniu sąd prowincjonalny w Chaco wydał orzeczenie krytykujące przeforsowaną przez rząd prezydenta Alberto Fernandeza ustawę legalizującą aborcję.

Sędzia Marta Beatriz Aucar de Trotti w orzeczeniu podkreśliłą, że ustwa nie jest zgodna z prowincjonalnym prawem – “Konstytucja prowincji gwarantuje prawo do życia i wolności od samego poczęcia” – podkreśliła.

Na podobny krok zdecydowała się kolejna argentyńska prowincja San Luis. Przewodnicząca sądu pracy María Eugenia Bona orzekła w podobny sposób, uznając, że ustawa łamie tamtejsze prawo.

“Orzeczenie sądu potwierdza ważność art. 19 kodeksu cywilnego i handlowego, które stwierdza, że życie ludzkie rozpoczyna się wraz z poczęciem. Zgodnie z zasadą iuria curia novit stwierdza się niekonstytucyjność art. 4 ust. 1 oraz art. 2 ust. A, b i c ustawy 27.610” – przytacza portal “clarin.com”.

Izba Deputowanych uchwaliła kontrowersyjną ustawę 11 grudnia. Za projektem było 131 posłów, przeciw – 117. W 2018 r. ustawa również przeszła przez izbę niższą parlamentu, ale wtedy została zablokowana przez Senat. Tym razem projekt złożył prezydent Fernandez, stając się pierwszą głową państwa w Argentynie, która zdecydowała się na taką zmianę prawa. Spośród państw Ameryki Łacińskiej wcześniej prawo do aborcji przyjęły Urugwaj, Kuba i Gujana.

clarin.com/radiozet.pl

W 2019 roku KE przyjęła rozporządzenie, które ograniczy sprzedaż produktów posiadających tzw. tłuszcze trans. Już od 2. kwietnia z półek sklepowych mają zacząć znikać popularne przekąski jak chipsy, fast foody, margaryna, czy też gotowe sosy. Zdaniem diabetologów spożywanie tych produktów wiąże się z problemami zdrowotnymi.

Wielbiciele produktów przygotowywanych na bazie niezdrowych tłuszczów trans będą musieli pożegnać się ze swoimi przekąskami. Ze spółek sklepowych od 2. kwietnia zniknąć mają bowiem chipsy, fast foody, margaryny, ciastka, gotowe sosy czy też krakersy.

KE walczy z otyłością

Należy przypomnieć, że w kwietniu 2019 roku Komisja Europejska wydała rozporządzenie dotyczące ograniczenia sprzedaży produktów powstających na bazie izomerów trans kwasów tłuszczowych, które nie pochodzą od zwierząt.

Producenci sprzedający swoje towary na terenie Unii Europejskiej, będą zmuszeni do zmiany swojej strategii odnośne dotychczasowej produkcji jedzenia na bazie tłuszczów trans.

Tłuszcze trans dzielimy na dwie grupy – zwierzęce (zawierają je m.in. wołowina, mleko krowie, sery, masło) oraz przemysłowe, powstające w procesie częściowego utwardzania płynnych olejów roślinnych (zawierają je m.in. ciastka, batoniki, herbatniki, krakersy, chrupki, margaryna).

Rozporządzenie KE będzie obowiązywać od 2 kwietnia i zaostrzy dotychczasowe regulacje. W danym produkcie spożywczym maksymalna dopuszczalna zawartość przemysłowych tłuszczów trans wyniesie 2g na 100 g tłuszczu.

Tłuszcze przemysłowe przyczyną wielu chorób

Jedna z osób zajmujących się dietą, Karolina Osowiecka wykładająca w Katedrze Dietetyki SGGW wyjaśniłą, zę tłuszcze trans prowadzą do wielu chorób sercowo-naczyniowych oraz odpowiedzialne są za tworzenie się miażdżycy.

“Mogą też zaburzać wrażliwość na insulinę, prowadząc do insulinooporności, cukrzycy typu 2, a te z kolei niezdiagnozowane lub nieleczone, mogą prowadzić do choroby Alzheimera. Tłuszcze trans negatywnie wpływają na syntezę kwasów tłuszczowych o działaniu przeciwzapalnym np. Omega-3, co pogarsza wpływ na choroby autoimmunizacyjne, o podłożu zapalnym np. Hashimoto, reumatoidalne zapalenie stawów. Mogą również sprzyjać powstawaniu trądziku” – wyjaśnia Osowiecka.

Dietetyk zaleca konsumentom uważne czytanie etykiet znajdujących się na produktach. Przestrzega przed pierwszym i mylnym wrażeniem, że niektóre produkty mogą być pozbawione szkodliwych substancji.

polsatnews.pl

Za sprawą europejskiego programu Zielonego Ładu, który wymusza na krajach członkowskich radykalne zmiany w działaniu wewnętrznej energetyki, Polska staje się łakomym kąskiem dla producentów tzw. zielonej energii. Niemiecka spółka handlowa BayWa działająca w segmencie fotowoltaiki, zapowiada otwarcie pierwszego magazynu w Polsce.

  • BayWa w kwietniu postawi pierwszy magazyn przeznaczony do przechowywania paneli fotowoltaicznych
  • Niemieckie przedsiębiorstwo stawia sobie za cel wybudowanie w Polsce farm słonecznych o łącznej mocy 1 GW
  • Mikroinstalacje będą stanowić 70 procent wszystkich systemów z paneli fotowoltaicznych
  • Zobacz także: Drożyzna na stacjach paliw. Rekordowe tempo wzrostów

Do 2050 roku polski rząd zapowiada całkowitą rezygnację z produkowania energii elektrycznej za pomocą konwencjonalnych elektrowni na węgiel kopalny. Na transformację energetyczną w Polsce naciskają szczególnie brukselskie elity, które wdrażają na terenie całej Unii Europejskiej program Zielony Ład wymagający wzrostu jakości i czystości powietrza.

Niemiecka spółka chce zostać beneficjentem Zielonego Ładu

Już w kwietniu 2021 roku firma BayWa z Monachium uruchomi w Polsce swój pierwszy magazyn przeznaczony do przechowywania paneli fotowoltaicznych. Niemieckie przedsiębiorstwo działa na polskim rynku już od 2016 roku jako BayWa r.e. PV. Solar Energy Systems.

Magazyn będzie miał powierzchnię 5,7 tys. metrów kwadratowych. Nowy obiekt będzie się mieścił w pobliżu lokalnego biura sprzedaży. Magazyn będzie się zajmował sprzedażą systemów fotowoltaicznych w Polsce. W nowym obiekcie znajdzie się także strefa szkoleniowa.

“Początki w grudniu 2016 r. były skromne, ale od tego czasu obserwujemy fantastyczny wzrost” – podkreślił dyrektor spółki Łukasz Zaziąbł.

Spółka podkreśla, że stabilne prawo, wsparcie rządowe i coraz większa koncentracja działań na odnawialnych źródłach energii, zamiast na wytwarzaniu paliw kopalnych, przyczyniły się do rozwoju polskiego rynku dachowych systemów fotowoltaicznych.

Na koniec 2020 r. mikroinstalacje stanowiły ponad 70 proc. wszystkich zainstalowanych systemów fotowoltaicznych w Polsce. 

Niemiecka firma ceni sobie polski rynek, dlatego zdaniem dyrektora ds. globalnych Franka Jessela, BayWa widzi w naszym kraju spore szanse – “BayWa r.e. uważa Polskę za bardzo ważny rynek z ogromnym potencjałem w zakresie energii słonecznej” – powiedział.

“Wspieranie rosnącego zapotrzebowania kraju na energię słoneczną leży u podstaw tego, co robimy i cieszymy się, że możemy dołożyć naszą cegiełkę do procesu transformacji energetycznej w Polsce” – dodał Jessel.

Agresywna ekspansja na polski rynek

Monachijska spółka postanowiła poszerzyć swoją ofertę do montowania w naszym kraju farm fotowoltaicznych. BayWa do połowy 2021 roku zamierza wybudować w Witnicy farmę słoneczną o mocy 64,6 MWp. Będzie to największy taki park w Polsce wybudowany bez żadnego wsparcia z zewnątrz.

W 2021 r. BayWa r.e. planuje w Polsce budowę kolejnej farmy fotowoltaicznej o mocy 50 MWp, a w ciągu następnych pięciu lat realizację projektów fotowoltaicznych i wiatrowych o łącznej mocy ponad 1 GW.

Spółka BayWa r.e. działa od ok. 30 lat i ma na swoim koncie uruchomione instalacje o mocy 3 GW i odpowiada za eksploatację systemów o mocy 8,3 GW. BayWa r.e. należy w 100 proc. do niemieckiej spółki BayWa AG. Koncern BayWa ma całkowity roczny obrót na poziomie 17,1 mld euro.

wnp.pl