Stéphanie Monfermé

/ Fot. Twitter

Władze Francji uhonorowały policjantkę zamordowaną przez islamskiego radykała. Ofiara islamisty to 49-letnia Stéphanie Monfermé zabita w zeszłym tygodniu przez dżihadystę w Rambouillet.

W uroczystości honorującej kobietę wziął udział premier Jean Castex, parlamentarzyści, przewodniczący Senatu, lokalne władze, policjanci. Wydarzenie odbyło się we Francji, w rejonie Île-de-France niedaleko komisariatu gdzie doszło do morderstwa z rąk islamisty.

Słowa premiera

Poza zabraniem głosu przez rodzinę i współpracowników kobiety, przemówienie wygłosił premier Francji. – W oczach zabójcy Stéphanie była symbolem francuskiej policji, czyli władzy państwa. Została zabita, ponieważ służyła Francji – mówił Jean Castex. Dodał także, że islamista dokonał obrazy wierzących, gdyż odwołał się do Boga w akcie zbrodni. Premier uznał, że dżihadysta pomylił wiarę z fanatyzmem.

Castex potępił także terroryzm wywodzący się z Islamu. – Islamski terroryzm nie jest niczym innym jak tylko krwiożerczym fanatyzmem. Fanatyzm ten wypowiedział nam wojnę, ale jest to wojna tchórzy. Tylko tchórz może zaatakować kobietę, która zgodnie z jej funkcją nie miała przy sobie broni – dodał.

Nieżyjąca policjantka sprawowała stanowisko administracyjne. Szef rządu, pośmiertnie nadał kobiecie krzyż Legii Honorowej. Następnie zmarłej poświęcono minutę ciszy.

Uroczystości pogrzebowe Monfermé odbyły się w czwartek. W pogrzebie ofiary brał udział prezydent Francji Emmanuel Macron.

tvp.info

Flaga Litwy

/ Fot. Pixabay

Stowarzyszenie Nauczycieli Szkół Polskich na Litwie “Macierz Szkolna” sprzeciwia się transformacjom oświatowym. Pedagodzy zmagają się z zakazami dotyczącymi obowiązkowej nauki języka polskiego. Stowarzyszenie napisało list do władz Litwy.

  • Oświata Litwy chce wycofać język ojczysty jako obowiązkowy przedmiot ze szkół mniejszościowych.
  • Zarządzenie ma objąć klasę 11 i 12.
  • Polskie stowarzyszenia naukowe nie zgadzają się na proponowane zmiany.
  • Zobacz także: Ukraina: Neonaziści maszerowali ku czi SS Galizien [WIDEO]

Głos sprzeciwu

Pismo wysłane do prezydenta Litwy Gitanasa Nausedy, premier Ingdirdy Szimonyte a także ministerstw: oświaty nauki i sportu brzmiało następująco: “Kategorycznie nie zgadzamy się z przewidzianymi w projekcie zmianami w szkolnictwie średnim i oczekujemy, że przygotowywany projekt uwzględni potrzeby mniejszości narodowych, w tym Polaków na Litwie”.

Litewski resort oświaty przyjął do konsultacji projekt dotyczący wykreślenia języka ojczystego z listy przedmiotów obowiązkowych. Zarządzenie dotyczy ostatnich klas – 11 i 12 szkół mniejszości narodowych. Jednocześnie, język ojczysty byłby dozwolony do wyboru wśród języków obcych.

Józef Kwiatkowski, prezes Macierzy Szkolnej przedstawił na co jest źródłem konfliktu. – Problem polega na tym, że w naszych polskich szkołach w odróżnieniu od języków obcych, język polski na maturze nie jest egzaminem obowiązkowym. Dlatego uczniowie, dokonując wyboru oczywiście wybiorą przedmiot, z którego będą zdawali egzamin – powiedział. Dodał także, że “pomniejszanie rangi języka polskiego, spychanie go na margines spowoduje, że szkoły mniejszości narodowych mogą stracić rację bytu”.

Stowarzyszenie w liście zauważa, że transformacja nie jest zgodna z traktatem polsko-litewskim o przyjaznych stosunkach i dobrosąsiedzkiej współpracy. Dokument został podpisany w 1994 roku. Strony zadeklarowały dwustronną możliwość kształcenia mniejszości, polskiej na Litwie i litewskiej w Polsce.

Do 3 maja będą trwały konsultacje. Poza Macierzą Szkolną, trzy inne stowarzyszenia polskie skierowały listy do resortu oświaty na Litwie. Podobnie jak pierwsza organizacja, w pismach wyraziły oburzenie na decyzje podejmowane odgórnie.  

tvp.info

Janusz Kowalski.

/ Fot. YouTube/MediaNarodowe

Poseł Janusz Kowalski z Solidarnej Polski opowiedział o zagrożeniach wynikających z przyjęcia Funduszu Odbudowy. Przedstawił także swój punkt widzenia na paszporty szczepionkowe i kwestie lockdownu.

  • Poseł Janusz Kowalski z Solidarnej Polski zwrócił uwagę na zagrożenia wynikające z przyjęcia Funduszu Odbudowy.
  • Zdaniem polityka jako suwerenne państwo sami moglibyśmy zaciągnąć kredyt na wyjście z kryzysu wywołanego COVID-19.
  • Były wiceminister opisał szkodliwe skutki wynikające z lockdownu.
  • Zobacz także: Józwiak: Jarosław Kaczyński jest politykiem silnej ręki [WIDEO]

Różne wizje Unii Europejskiej

Gościem Karola Plewy w Temacie Dnia był Janusz Kowalski z Solidarnej Polski. Były wiceminister aktywów państwowych opowiedział o wizji Unii Europejskiej. – Jeśli chodzi o lewicę postkomunistyczną czy Wiosnę czy Roberta Biedronia to stoją na swoich stanowiskach, że Unia Europejska powinna być superpaństwem. Powinna być organizmem federacyjnym, w którym Polska będzie stanowić jednie jakąś tam mniejszą część a decyzje faktyczne będą zapadać w Brukseli i Berlinie. Stąd też zmiana  ze strony naszych przyjaciół z Prawa i Sprawiedliwości, z którymi współrządzimy w Zjednoczonej Prawicy i w 89% zgadzamy się. Kwestia dotycząca kształtu Unii Europejskiej, kwestia dotycząca ratyfikacji umowy o nowych zasobach własnych dotyczy przesądzenia kierunku, w którym będzie się rozbudowywać Unia Europejska. My jesteśmy zwolennikami jako Solidarna Polska, że Polska powinna wspierać Unię Europejską jako organizację państw suwerennych, państw narodowych, organizację Europy Ojczyzn – mówił polityk.

Represje wobec Polski

Poseł zwrócił uwagę na konsekwencje przyjęcia Funduszu Odbudowy. – Koszt ratyfikacji tej umowy to jest oddanie dużej części polskiej suwerenności, części władztwa w zakresie polityki gospodarczej, fiskalnej Brukseli. Brukselscy urzędnicy będą mogli uchwalać część podatków takich jak podatek cyfrowy, unijny system handlu emisjami. Większość tych pieniędzy trafi do budżetu Unii Europejskiej, z którego będzie spłacany tak zwany Fundusz Odbudowy. Koszt tego będzie gigantyczny i napięcia będą bardzo duże – stwierdził.

Kowalski zwrócił także uwagę na inne ograniczenia dla Polski płynące z UE. – Te decyzje, które zapadły na szczycie w grudniu 2020 roku, które zakończyły się przyjęciem rozporządzenia, które daje prawny instrument odbierania Polsce należnych nam funduszy unijnych ze względów ideologicznych. Na przykład ze względu na forsowaną przez unijnych eurokratów politykę gender. Jest złamaniem nie tylko artykułu 320, 321, 322 Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej, ale przede wszystkim artykułu 7, który mówi o jednomyślności w kontekście praworządności. O podejmowaniu decyzji na poziomie Rady Europejskiej – zauważył.

Były wiceminister w rozmowie odniósł się do kwestii możliwości wprowadzenia paszportów szczepionkowych na terenie Unii Europejskiej. – Zgodnie z Polską Konstytucją tylko i wyłącznie polski Sejm może w drodze ustawowej na mocy podejmowanych decyzji decydować o ograniczeniu praw obywatelskich. Ten tak zwany paszport covidowy, który jest po prostu jawną segregacją obywateli. Jedni obywatele mogą korzystać z praw obywatelskich w całości, inni nie mogą z tego korzystać. To nie jest kwestia tego czy ktoś się zaszczepi czy nie. Nie wszyscy mogą się zaszczepić. Nawet nie wiemy jaka jest jakość tych szczepionek, bo cały czas mamy nowe informacje. Niektórzy nie przyjmują tych szczepionek, bo taki mają światopogląd. My decydujemy o całościowym segregowaniu ludzi ze względu na to z jakich praw obywatelskich mogą korzystać. To jest bardzo niebezpieczne. Jakiekolwiek paszporty covidowe, czyli ograniczenie praw obywatelskich bez względu na to czy ktoś jest zaszczepiony czy nie, jest pogwałceniem polskiej konstytucji. Na to nie może być zgody – powiedział polityk.

Kowalski o pokłosiu lockdownu

Na pytanie redaktora Plewy dotyczące zasadności wprowadzonego lockdownu, poseł Solidarnej Polski odpowiedział: Nie jestem ekspertem od spraw lockdownu i od tych mechanizmów. Jedno wiem na pewno, że uruchomienie gospodarki, uruchomienie mikro i małych firm musi być jak najszybsze ze względu na ochronę miejsc pracy. Te mechanizmy pomocowe można zastosować czasowo. Kwestie dotyczące pomocy psychologicznej czy psychiatrycznej czy kwestie dotyczące uzależnień. Uzależnień od komputera to będą niestety problemy, które będą nam się niestety latami odbijać. Tu trzeba bardzo mądrej polityki polskiego państwa – stwierdził obecny w studiu.

Covid-19 koronawirus szczepionka

Szczepionka / Fot. Pixabay

W Chorzowie, czekający na szczepienia preparatem AstraZeneca, otrzymali do podpisania oświadczenia, że mają do czynienia z eksperymentem medycznym. Kierujący przychodnią On Clinic takie działanie tłumaczy chęcią uniknięcia odpowiedzialności w razie wystąpienia powikłań. Sprawę bada Rzecznik Praw Pacjenta.

W kwietniu, do Biura Rzecznika Praw Pacjenta dotarło pismo. W treści pacjentka zamieściła informację, że w trakcie zapisu na szczepienia w chorzowskiej placówce, podano jej do podpisania oświadczenie. Treść dokumentu oznajmiała, że pacjent „świadomie bierze udział w eksperymencie leczniczym (medycznym) szczepień populacyjnych na SARS-CoV-19 i nie będzie wnosił o roszczenia z tytułu odszkodowania za skutki uboczne”. Uznanie szczepienia na koronawirusa eksperymentem medycznym wywołało kontrowersje.

Rzecznik Praw Pacjenta w trakcie wyjaśniania sprawy oznajmił, że próba zebrania oświadczeń o powyższej treści, narusza zbiorowe prawo pacjentów do świadczeń zdrowotnych. Decyzją RPP Centrum Medycyny Specjalistycznej On Clinic ma natychmiast zaniechać takich działań.

Interwencja Rzecznika Praw Pacjenta

Oprócz tego, RPP zdecydował o konieczności umieszczenia w przeciągu 7 dni w klinice, informacji w miejscu widocznym dla pacjentów: „Centrum Medycyny Specjalistycznej On Clinic sp. z o.o. przeprasza za stosowanie praktyk naruszających zbiorowe prawa pacjentów polegających na informowaniu pacjentów zgłaszających na szczepienie w ramach Narodowego Programu Szczepień przeciw COVID-19 o udziale w eksperymencie medycznym. Podanie pacjentowi jakiejkolwiek szczepionki przeciw COVID-19 dopuszczonej w ramach programu NIE JEST EKSPERYMENTEM MEDYCZNYM. Szczepionki przeciwko COVID-19 są opracowywane zgodnie z odpowiednimi wymogami dotyczącymi jakości, bezpieczeństwa i skuteczności. Wydanie pozwolenia na ich stosowanie oznacza, iż jakość, bezpieczeństwo i skuteczność takiego produktu leczniczego została udowodniona na podstawie odpowiednich badań. Jednocześnie zrzeczenie się przez pacjenta wszelkich roszczeń w związku z wystąpieniem ewentualnych skutków ubocznych po szczepieniu nie wywołuje skutków prawnych (nie obowiązuje).” Poza tym, informacja przez 30 dni ma być zamieszczona na stronie internetowej spółki.

Szef spółki CMS On Clinic lekarz Michał Glogasa oświadczył, że popiera szczepionki. Oświadczenie, które wystosowała firma, miało być odpowiedzią na głosy przeciwników szczepionek i kontrowersji wokół preparatu AstraZeneca. Innym powodem było uniknięcie pretensji po doznaniu powikłań poszczepiennych.

Chęć uniknięcia odpowiedzialności za powikłania

Michał Glogasa odniósł się do sprawy. – Pewna pani przychodziła kilka razy i zostawiała nam do wiadomości pismo, że szczepienia to eksperyment medyczny i że to my będziemy płacić odszkodowania, jeżeli komuś coś się stanie. Zwracałem się do różnych instytucji – np. izby lekarskiej – z prośbą o wykładnię, bez skutku. Na stronach producentów szczepionek znalazłem informację, że szczepionki są eksperymentem medycznym, który zakończy się np. w 2022 czy 2023 r. – poinformował właściciel spółki.

Lekarz powiedział również co skłoniło go do ostatecznego podjęcia decyzji. – Przygotowanie oświadczeń doradziła mi agentka firmy ubezpieczeniowej, w której mamy wykupioną polisę. Powiedziała wprawdzie, że na piśmie nic od nich nie dostanę, ale jeśli komuś coś się stanie, to oni nie pokryją kosztów roszczeń, ale spadną one na mnie. Uspokoiło mnie dopiero pismo od prezesa Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych, który zapewnił, że szczepionki nie są eksperymentem medycznym – stwierdził mężczyzna.

Rząd zapowiedział utworzenie Funduszu Kompensacyjnego, który ma być środkiem wypłaty odszkodowań za zły stan zdrowia pacjentów po szczepieniach. Na razie pomysł nie zaczął funkcjonować. Nowelizacja projektu ma objąć komplikacje poszczepienne zarówno po szczepionkach na COVID-19 i szczepieniach obowiązkowych.

rmf24.pl

ss-galizien

/ Fot. Twitter

Stolicą Ukrainy przeszedł pochód na cześć Waffen-SS Galizien. Dotychczas Ukraińcy, którzy kultywowali nazistowskie poglądy, podobne działania organizowali na zachodzie kraju.

Ukraiński portal Strana.ua podała informację o podjętych krokach. „W sieciach społecznościowych pojawiły się wezwania do udziału w ‚marszu wyszywanek’ na cześć dywizji Waffen-SS Galizien” – można wyczytać na stronie. Skandaliczne wydarzenie rozpoczęło się 28 kwietnia na placu Arsenala o godzinie 18:00 czasu miejscowego. W wydarzeniu wzięło udział kilkaset osób

Dotychczas nie ustalono oficjalnego organizatora pochodu. Na platformie YouTube pojawił się natomiast film zapraszający na marsz. W materiale nie podano kto przewodzi wydarzeniu. Portal Strana.ua informuje, że film zamieszczono na Facebooku, na stronie „Hołosijiwśka Kryjiwka”. Fanpage zarządza były działacz ukraińskiej nacjonalistycznej partii – Swoboda.

Ponadto Strana.ua podała informację o organizacji festiwali „narodowo-patriotycznych” przy aprobacie władz Kijowa. Możliwe, że inicjatorem akcji jest Arsenij Biłodub, wokalista zespołu nazistowskiego. Jego grupa „Sokyry Peruna” występowała uprzednio na koncercie gdzie wśród zaproszonych był ówczesny premier Ołeksij Honczaruk. O sprawie informował portal Kresy.pl

Marsz ku czci nazistowskiego oddziału odbył się w stolicy Ukrainy po raz pierwszy. Poprzednie akcje neonazistowskie miały miejsce zazwyczaj we Lwowie. W kontrowersyjnej paradzie udział zapowiedziała organizacja C14 (inaczej –s14) oraz Prawy Sektor. W marszu wzięli udział członkowie organizacji neonazistowskich oraz potomkowie członków dywizji SS-Galizien.

nczas.com paradyzja.com

Konferencja klubu Lewicy.

Konferencja klubu Lewicy. / fot. TT/@K_Smiszek

Na początku roku z funkcji rzecznika prasowego klubu parlamentarnego Lewicy oraz Nowej Lewicy (dawnego SLD – red.) ustąpiła kontrowersyjna poseł Anna Maria Żukowska. Dzisiaj prezydium koalicji zdecydowało postawić na nową twarz. Został nią Marek Kacprzak, były dziennikarz, który pod koniec listopada 2020 roku odszedł z redakcji “Wirtualnej Polski”. Według jednej z poseł Lewicy, ma on mieć zgodne z nią poglądy polityczne. Oficjalnie stanowisko obejmie po długim weekendzie tj. 4 maja.

Od kilku miesięcy klub parlamentarny Lewicy pozostawał bez rzecznika prasowego. Stało się tak, gdyż w połowie stycznia z tej funkcji zrezygnowała kontrowersyjna poseł Anna Maria Żukowska, która pełniła tę samą funkcję w Nowej Lewicy tj. w dawnym Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Podczas dzisiejszego posiedzenia klubu zdecydowano w końcu postawić na nową osobę spoza obecnego kręgu posłów, senatorów, czy nawet członków partii koalicji Lewicy.

Marek Kacprzak nową twarzą Lewicy

Nieoczekiwanie na stanowisko rzecznika prasowego KP Lewicy desygnowano byłego dziennikarza pracującego do końca listopada 2020 roku dla “Wirtualnej Polski”. Marek Kacprzak obejmie stanowisko tuż po weekendzie majowym. Formalnie każde ugrupowanie składowe w koalicji nadal posiada własnych rzeczników prasowych: Dorota Olko w partii Razem, a w Nowej Lewicy Artur Jaskulski.

Popularna lewicowa poseł Joanna Senyszyn wyznała, że podczas jednego ze spotkań dostrzegła w nim zbieżność poglądów – “Myślę, że będzie znakomitym rzecznikiem. Mój optymizm bierze się z tego, że na ostatnim klubie zadałem mu jedno pytanie. Jego odpowiedź była satysfakcjonująca, zgodna z moimi poglądami”.

Swoim entuzjazmem podzielił się również sekretarz generalny Nowej Lewicy – “Marek Kacprzak to ikona polskiego dziennikarstwa. Współtworzył dwie największe prywatne stacje informacyjne. Wychował dziesiątki młodych dziennikarzy. Znakomicie czuje się w mediach internetowych. Jest powszechnie szanowany za wysokie standardy etyki zawodowej. Jego kandydatura została przez posłów przyjęta z jednoznaczną aprobatą. Liczymy na lata dobrej współpracy” – powiedział Marcin Kulasek.

“Doskonale znam potrzeby dziennikarzy”

Po godzinie 11 został on zaprezentowany podczas krótkiej konferencji prasowej, Krzysztof Gawkowski w imieniu klubu podziękował byłemu dziennikarzowi za przyjęcie stanowiska. Natomiast sam zainteresowany wydał do kamer telewizyjnych swoje oświadczenie – “Po tylu latach w mediach, po tylu latach spędzonych z politykami doskonale znam potrzeby dziennikarzy. Dobrze wiem jak ważna, rzetelna i sprawna informacja. Tak widzę swoją dzisiejszą rolę, tylko tym razem z innej strony” – powiedział Kacprzak.

Popularny były dziennikarz pracował ostatnio w Wirtualnej Polsce, z której odszedł z końcem listopada 2020 roku. Wcześniej, przez blisko dekadę, prowadził programy informacyjne i publicystyczne w Polsat News. Pracował też w dzienniku “Polska The Times”, TVN24 i RMF FM. Ostatnio współpracował z Radiem Nowy Świat.

interia.pl

/ fot. TT/@guyelster

Wczoraj w nocy podczas żydowskich uroczystości odprawianych przy grobie rabina Szymona bar Jochaja, na górze Meron doszło do tragedii. Pod roztańczonymi Żydami zawaliła się jedna z trybun. W wydarzeniu zginęło ponad 40 osób, natomiast 150 osób zostało rannych, w tym są przypadki ciężkich obrażeń. Wiele osób zginęło również poprzez uduszenie, w trakcie ucieczki przed zawalającą się trybuną.

  • Wczoraj w nocy pod górą Meron odbyły się nocne uroczystości z okazji żydowskiego Święta Uczonych
  • W trakcie radosnej modlitwy i tańca zawaliła się jedna z trybun
  • Kilkaset osób spadła na osoby poniżej, kolejne setki w ścisku starały się uciec
  • Do tej pory ustalono 44 ofiary śmiertelne oraz 150 rannych osób
  • Zobacz także: USA otrzymuje wskazówki od Mossadu? W tle denuklearyzacja Iranu

Kilkadziesiąt ortodoksyjnych Żydów wzięło udział w corocznych obchodach Święta Uczonych – Lag ba-Omer, a także, aby uczcić rocznicę śmierci żydowskiego mistyka, rabina Szymona bar Jochaja. Pod górą Meron organizatorzy postawili specjalne trybuny, które mogły pomieścić zebrany tłum ludzi. Zdaniem izraelskich służb do świętego dla Żydów miejsca mogło przybyć nawet do 100 tysięcy osób.

Trybuna zawaliła się w trakcie radosnego tańca

W trakcie całonocnej modlitwy, wiele tysięcy ortodoksyjnych Żydów radośnie tańczyło w rytm muzyki i zachęcających ze sceny rabinów. Na nagraniach wideo umieszczanych na portalach społecznościowych, można zauważyć jak tysiące ludzi mocno podskakiwało do żydowskiej modlitwy i pieśni. Jednakże w pewnym momencie jedna z trybun zaczęła się zawalać. Najpierw zawalił się dolny segment, a następnie drugi powodując upadek setek ludzi z kilku metrów nad ziemią.

W trakcie ucieczki, tłum ludzi starał się przejść wąskim zbocze góry, co zostało uwiecznione na nagraniach. Podczas panicznej próby ratowania życia, niektórzy udusili się od ścisku lub zostali zadeptani. Według dotychczasowych raportów z miejsca zdarzenia, służby medyczne naliczyły 44 zgony. Wśród ofiar były również małe dzieci. Ponad 150 osób zostało rannych, w tym stwierdzono wiele przypadków doznania ciężkich obrażeń ciała.

Barierki stworzyły zagrożenie dla życia

Służby ratownicze oraz izraelska policja nie ustaliły jeszcze oficjalnej przyczyny tragedii, lecz ich zdaniem przyczyną było przepełnienie ludźmi trybun. Gazeta “Times of Israel” powołując się na przedstawiciela policji, podaje, że kilkadziesiąt osób poślizgnęło się i spadło na stojących poniżej ludzi, prowadząc w ten sposób do efektu domina. Natomiast izraelskie wojsko, które wysłało na miejsce swoich ratowników, poinformowało, że zawaliła się struktura dachu, na jednej z trybun.

Pomimo wcześniejszych spekulacji policji przyczyną nie było samo przeludnienie pod górą Meron, gdyż ich zdaniem tłum nie był większy niż przy tych samych corocznych obchodów żydowskiego święta. Według wstępnych raportów postawione wokół trybun barierki spowodowały powstanie wielu miejsc z “wąskim gardłem”, które ograniczyły drogę swobodnej ucieczki.

Władze sanitarne nie wydały zgody

Święto uczonych Lag ba-Omer odbyło się bez wyrażenia zgody lokalnych władz sanitarnych. Należy zauważyć, że pomimo zaszczepienia na koronawirusa zdecydowanej większości obywateli Izraela władze nadal stosują mocne ograniczenia sanitarne. Jednakże, zgodnie z nowymi przepisami, zgromadzenie religijne mogło się odbyć legalnie, gdyż w tym miejscu władze poluzowały obostrzenia.

Grobowiec na górze Meron jest uważany za jedno z najświętszych miejsc dla społeczności żydowskiej. 
Według tradycji spoczywają tam szczątki Hillela, Szammaja i dwudziestu innych słynnych rabinów. Francuski rabin Samuel ben Samson odwiedził Mirun w 1210 roku i potwierdził obecność grobów Szymona bar Jochaja i jego syna Eleazara. Od XIII w. Meron było najczęstszym celem żydowskich pielgrzymek w Palestynie.

rmf24.pl

Sekretarz Stanu USA przed zbliżającym się spotkaniem z przedstawicielami Iranu rozmawiał z szefem izraelskiej służby wywiadowczej Mossad. Było to już kolejne potajemne spotkanie pomiędzy przedstawicielami Izraela i Stanów Zjednoczonych. Głównym tematem rozmów był wątek negocjacji nowego paktu atomowego między Amerykanami, a Irańczykami, nad którym dyskusje toczą się obecnie w Wiedniu. Waszyngton dementuje jednak medialne informacje w sprawie tych rozmów z izraelskim wywiadem.

  • Izraelskie służby po raz drugi spotkały się z przedstawicielami amerykańskich władz, aby omówić bieżące problemy
  • Szef Mossadu przekazał Sekretarzowi Stanu USA zaniepokojenie izraelczyków polityką nuklearną swojego wroga z Iranu
  • Stany Zjednoczone rozmawiają w Wiedniu z irańskimi władzami w sprawie zawarcia nowego paktu nuklearnego
  • Zobacz także: Biden OFICJALNIE do zaszczepionych na COVID-19: „Możecie wychodzić bez masek”

Po raz drugi w ciągu trwającego tygodnia amerykańskie władze spotkały się na potajemnych rozmowach z przedstawicielami izraelskiej służby wywiadowczej. Według informacji przekazywanych przez Associated Press, Izrael miał przekazać swoje zaniepokojenie związane z ponowieniem negocjacji Stanów Zjednoczonych i Iranu w ramach odnowienia paktu nuklearnego z 2015 roku, które zostało zawieszone w trakcie prezydentury Donalda Trumpa.

“Izrael wyraził swój niepokój w związku z trwającymi pośrednimi negocjacjami nuklearnymi między Iranem a Stanami Zjednoczonymi w Wiedniu” – podaje amerykańska agencja prasowa.

USA obawia się Izraelitów?

W trakcie spotkania z Sekretarzem Stanu USA Anthonym Blinkenem, szef Mossadu Josi Koenem wyraził zaniepokojenie nuklearną polityką Iranu. Oprócz tego przedstawiciele obu rządów omawiali inne kwestie związane rozwojem relacji amerykańsko-izraelskich. Udział w rozmowach wziął także, ambasador Izraela w Waszyngtonie Gilad Erdan.

Anthony Blinken zaprosił na czwartkowe spotkanie swojego zastępcę Wendy Sherman, która jest doradcą prezydenta Joe Bidena ds. bezpieczeństwa narodowego, a także Jake’a Sullivana oraz dwóch urzędników, Bretta McGurka z Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Dereka Cholleta z Departamentu Stanu.

Departament Stanu odmówił komentarza na temat spotkania, a nawet potwierdzenia, że miało miejsce, ale oświadczył, że administracja Bidena jest zobowiązana do koordynacji i przejrzystości w kontaktach z Izraelem podczas prowadzenia negocjacji z Iranem.

tvp.info.pl

Aldona

/ fot. youtube.com/ Media Narodowe

Aldona Ciborowska, doktor nauk prawnych opowiedziała o atakach na ks. prof. Tadeusza Guza. Przedstawiła zarzuty strony oskarżającej oraz faktyczne powody.

  • Ksiądz Tadeusz Guz w wykładzie z 2018 roku mówił o mordach rytualnych dokonywanych przez Żydów.
  • Mimo, że komisja dyscyplinarna KUL umorzyła sprawę, naciski na duchownego nadal nie ustają.
  • Zobacz także: Musk o kolonizacji Marsa: Zginie trochę ludzi

Gościem Agnieszki Borkiewicz w Rozmowie Mediów Narodowych była dr Aldona Ciborowska, doktor nauk prawnych. Kobieta przedstawiła szczegóły sprawy, w której oskarżono księdza profesora. – Ksiądz Tadeusz Guz referując treść książki („Zbawienie bierze początek od Żydów” – przyp. redakcji) odniósł się do pewnych fragmentów. Dał swój komentarz, że zabrakło mu pewnych wątków. Wątku, który mówiłby o zasługach Polaków w ratowaniu Żydów oraz wątku o żydowskich mordach rytualnych. Powiedział o tym nawiązując do prawomocnych wyroków w I RP. Chodzi też o wyrok z 1747 roku, nie było od niego kasacji – mówiła.

Uczona zauważyła, że to kolejny raz, gdy duchowny staje się niewygodny dla pewnych grup. – Ksiądz Tadeusz Guz nie raz podpadł środowiskom politycznej poprawności. Po pierwsze jest najwybitniejszym w Polsce znawcą nowej lewicy. On ją rozpracował badając źródła nowej lewicy. Tego instytutu przy uniwersytecie Goethego, we Frankfurcie nad Menem. On po prostu czytał protokoły frankfurtczyków. Szkoły, która w 20 latach XX wieku przygotowywała nową formę socjalizmu, czyli neosocjalizm. Miał polegać na rewolucji codzienności. Każda czynność taka codzienna, zwykła miała być przepuszczona przez filtr ideologiczny – wskazał gość.

Pretekst do usunięcia księdza Guza

Duchowny wielokrotnie był atakowany za głoszone słowa. – Wydaje mi się, że ta sprawa dotycząca mordów rytualnych wydaje mi się bardziej pretekstem niż prawdą, bo był zaatakowany kiedy mówił o animalizacji ludzi i humanizacji zwierząt, był zaatakowany wtedy kiedy mówił, że Pan Jezus w Najświętszym Sakramencie nie zaraża. Jest reprezentantem takiej klasycznej myśli, która jest głównym celem ataku tej nowej lewicy na usługach światowej finansjery – powiedziała dr Ciborowska.

Obecna w studiu przedstawiła kierunki ataków na osobę księdza Tadeusza Guza. – Poszedł list dyrektora Polin przez Gazetę Wyborczą. Wcześniej to była Polska Rada Chrześcijan i Żydów ten pierwszy list. Jest mowa o tym również, że rektor KUL spotykał się z rabinem Szudrichem i pomimo tego, że brak jest winy księdza profesora. Powiedział prawdę a prawdę zgodnie z wyrokiem Sądu Najwyższego z 2 kwietnia 2005 roku należy rozumieć klasycznie jako zgodność sądu z rzeczywistością. Przedstawienie rzeczy tak jak się one mają – stwierdziła.

Próba usunięcia księdza z przestrzeni publicznej

Polska Rada Chrześcijan i Żydów wystosowała list apelując do arcybiskupa metropolii lubelskiej i władz KUL-u o dyscyplinarne ukaranie księdza profesora Guza. Uczona wskazała jak należy rozumieć kierowanie takich pism. – Formułowanie listów i wypowiedzi to jest formułowanie takiej historii, która narzuca rozwiązania, które są pozaproceduralne i mają charakter nacisku politycznego. Jedna strona narzuca, że jest właściwą do oceny tej sytuacji niezależnie od tego w jaki sposób i do czego doszła komisja wyjaśniająca. To jest bardzo niebezpieczne. To jest poza procedurą. Jest nacisk medialny, polityczny i na arcybiskupa i na władzę KUL. Jeśli arcybiskup i władze KUL-u ugną się to muszą być świadome tego, że jeżeli ta osoba zostanie usunięta bezprawnie to potem przyjdą kolejne żądania, w przypadku osób, które głoszą prawdę, która się nie podoba środowiskom żydowskim czy to nowej lewicy czy fałszywie pojmowanego ekumenizmu – powiedziała dr Aldona Ciborowska.

Dr Bartosz Józwiak.

/ Fot. YouTube/MediaNarodowe

Dr Bartosz Józwiak, prezes Unii Polityki Realnej opowiedział o kryzysie w koalicji rządzącej. Przedstawił także swój punkt widzenia na działania Konfederacji.

  • Dr Bartosz Józwiak wskazał jak należy rozumieć określenie koalicji rządzącej Zjednoczoną Prawicą.
  • Gość podzielił się opinią na temat Konfederacji.
  • Wskazał także na rolę Jarosława Kaczyńskiego w budowaniu polityki w rządzie.
  • Zobacz także: Musk o kolonizacji Marsa: Zginie trochę ludzi

Gościem Agnieszki Borkiewicz w Rozmowie Mediów Narodowych był dr Bartosz Józwiak, prezes Unii Polityki Realnej. Gość odniósł się do kryzysu w koalicji rządzącej. Odpowiedział na pytanie dotyczące adekwatności nazwy “Zjednoczona Prawica”. – Nie mam wglądów w akta sądowe, natomiast patrząc w jaki sposób to ugrupowanie startuje w wyborach parlamentarnych czy samorządowych to myślę, że to nie jest oficjalny twór. Nazwa jest używana do określenia pewnego zespołu ugrupowań, który uznaje się za reprezentację polskiej prawicy. Jeśli prawicę będziemy rozumieli bardziej konserwatywnie, ale nie do końca wolnościowo, to myślę, że Solidarna Polska na pewno mieści się w orbicie poglądów prawicowych. W przypadku Porozumienia w ogóle w tej chwili nie możemy mówić o prawicy ponieważ to ugrupowanie ma bardzo blisko do skrajnej lewicy – mówił.

Ocena Konfederacji

Prezes UPR powiedział także co sądzi o partii Konfederacja. – Widzimy wyraźnie, że te dwa nurty się nie spoiły. One dalej płyną koło siebie. O ile w tym ruchu, tym nurcie narodowym możemy dostrzec pewien konglomerat próby działań prawicowych również w tej sferze światopoglądowej, o tyle udana próba zmiany podejścia do ochrony życia dzieci nienarodzonych, u których wykrywano różnego rodzaju choroby na etapie prenatalnym pokazała, że niestety partia Korwin nie jest gotowa do takiego działania. Czyli ta prawicowość ogranicza tylko i wyłącznie do sfery liberalizmu gospodarczego. Sam liberalizm gospodarczy moim zdaniem to nie jest wykładania prawicowości.  Z Konfederacji płynęły pewne ukłony w kierunku tego, żebyśmy rozpoczęli debatę z paniami ze Strajku Kobiet i wypracowali jakikolwiek kompromis. Ten kompromis potem bardzo chętnie poparł Jarosław Gowin, Porozumienie – stwierdził.

Na pytanie redaktor o szkodliwość działań Zbigniewa Ziobro dla Solidarnej Polski odpowiedział: Ja nie jestem jakimś wielkim zwolennikiem pana Zbigniewa Ziobry. Wręcz przeciwnie, mam zastrzeżenia co do jego działań. Jeżeli nie pan Zbigniew Ziobro w Solidarnej Polsce to zawsze będzie pytanie – kto? Tam jest bardzo trudno znaleźć osobę, która byłaby w stanie go zastąpić. Pytanie, w której części elektoratu Solidarna Polska szuka poparcia. Jego posłowie podejmują trudne tematy od których PiS się odwrócił. Czy Solidarna Polska po odsunięciu Zbigniewa Ziobry jest w stanie złowić elektorat bardziej centrowy? Bardzo wątpię – powiedział Józwiak.

Gość odniósł się również do postawy prezesa PiS i możliwości utrzymania koalicji. – Jarosław Kaczyński jest politykiem silnej ręki. Dokładnie wie na co może sobie pozwolić na co nie. On bardzo dobrze przepracował jak odbudować się na arenie politycznej i z tego niebytu wrócił do tego, że rządzi już drugą kadencję. Jest to bardzo przemyślana polityka. Jarosław Kaczyński ma jeszcze kilka ruchów – zaznaczył obecny w studiu.