Prof. Włodzimierz Gut.

/ fot. TT/@RodzinaKatolic1

– Czeka nas raczej pełzająca epidemia i wymieranie przeciwników szczepień – powiedział wirusolog prof. Włodzimierz Gut na antenie PR24. Gość wypowiedział się m.in. na temat szczepień przeciw COVID-19 i ograniczeń dla osób niezaszczepionych.

  • Prof. Gut: Miejmy nadzieję, że liczba osób niezaszczepionych przeciwko COVID-19 nie doprowadzi do kolejnej fazy pandemii.
  • Osiągnięcie tzw. odporności populacyjnej wymaga zaszczepienia co najmniej 80 proc. społeczeństwa.
  • Wirusolog stwierdził, że do szczepienia można przekonywać tylko tych, którzy mają wątpliwości. Tzw. twardogłowych przekonywać nie ma sensu.
  • Zobacz także: USA: Senator odmawia przyjęcia szczepionki na COVID-19! „Mam naturalną odporność”

Podczas rozmowy z prof. Włodzimierzem Gutem w sobotę na antenie PR24, poruszono temat malejącej liczby Polaków zainteresowanych szczepieniami. Odniesiono się również do protestów antyszczepionkowców przeciwko obostrzeniom. – Miejmy nadzieję, że liczba osób niezaszczepionych przeciwko COVID-19 nie doprowadzi do kolejnej fazy pandemii –  powiedział prof. Włodzimierz Gut. – Czeka nas raczej pełzająca epidemia i wymieranie przeciwników szczepień – dodał.

– Liczba osób zaszczepionych to już prawie połowa społeczeństwa, więc w tym momencie pozostałe osoby zaczynają pasożytować na tych, które to zrobiły, bo tym pierwszym wydaje się, że niebezpieczeństwo już minęło – wyjaśnił prof. Gut. Tymczasem – jak przypomniano – osiągnięcie tzw. odporności populacyjnej wymaga zaszczepienia co najmniej 80 proc. społeczeństwa.

Wirusolog w niedalekiej przyszłości przewiduje „pełzającą chorobę falami, nie takimi jak w przypadku populacji całkowicie pozbawionej odporności, ale wybór jest stosunkowo prosty: można uodpornić się albo przez przechorowanie COVID-19 albo przez zaszczepienie”.

Prof. Gut pytany o możliwość skutecznego zachęcenia ludzi do szczepienia się i paszporty covidowe odpowiedział: – Przekonywać można wyłącznie tych, którzy mają wątpliwości. Tak zwanych twardogłowych przekonywać nie ma sensu. Będą mieli szansę przekonania się, czym jest covid, kiedy zachorują – powiedział. Wyraził również poparcie dla wprowadzenia ograniczeń w możliwości przebywania w przestrzeni publicznej tych obywateli, którzy odmawiają przyjęcia szczepionki.

Premiowanie szczepień przez pracodawców

Za rozsądne prof. Gut uznał premiowanie szczepień przez pracodawców i wymaganie dowodu szczepienia podczas rozmów o pracę. – Ciągłość pracy jest w interesie pracodawców. Są zresztą przypadki, kiedy osoby zaszczepione nie chcą pracować z tymi, które tego odmawiają i to nie ze względu na siebie, a własne rodziny, zwłaszcza dzieci – podkreślił rozmówca PR24. – Czy kierowca ma prawo wyrzucić z autobusu śmierdzącego pasażera? Ma. Tak samo ma prawo wyprosić kogoś, kto stanowi zagrożenie dla innych – dodał.

Prof. Gut wypowiedział się również na temat przyszłości samych szczepionek i firm, które zaczną toczyć wojnę o dominację na rynku. Zaznaczył, że wygrani są już ci, którzy byli pierwsi. Jednocześnie trwają badania, na ile szczepionki poszczególnych firm będą chronić przed kolejnymi mutacjami koronawirusa. – Mutacje cały czas są i prawdopodobnie wszystkie szczepionki na rynku wytwarzają na nie odporność  – podkreślił.

rynekzdrowia.pl

/ fot. Pixabay

W połowie kwietnia Sąd Okręgowy w Warszawie uznał, że Naczelna Izba Aptekarska dopuściła się naruszenia dóbr osobistych właściciela aplikacji do obsługi e-recept, sieci aptek Gemini. Miało dojść do “linczu na przedsiębiorcy”.

  • Sąd przyznał rację Gemini, które podnosiło, że Naczelna Izba Aptekarska sformułowała szereg niesprawdzonych zarzutów pod adresem aplikacji do obsługi e-recept.
  • To jest istotny i ważny wyrok, bo pokazuje, że każdy uczestnik profesjonalnego rynku musi działać w sposób szczególnie odpowiedzialny, biorąc pod uwagę, jakie są fakty – stwierdził mec. Maciej Ślusarek z kancelarii LSW.
  • Za pochopne oskarżanie przedsiębiorców zapłacą niestety szeregowi farmaceuci, którzy przeznaczają składki na działanie Izby.
  • Zobacz także: Spięcie w CNN! Minister spraw zagranicznych Pakistanu o Izraelu: Oni kontroluja media [WIDEO]

Gemini Apps, czyli spółka zależna Gemini Polska, w 2020 roku złożyła pozew przeciwko Naczelnej Izbie Aptekarskiej (NIA) o ochronę dóbr osobistych i zaprzestanie rozpowszechniania niesprawdzonych, nieprawdziwych informacji na temat aplikacji „Recepta Gemini”. Sąd Okręgowy w Warszawie rozpatrzył tę sprawę i uznał, że samorząd aptekarski dopuścił się „linczu na przedsiębiorcy”, a komunikat, który opublikował w przestrzeni publicznej, miał „karygodną treść”.

„Poszło o stworzoną przez sieć Gemini aplikacje służącą do rezerwowania leków w aptekach. Po publikacjach prasowych na temat jej działania, jakie ukazały się w ogólnopolskich mediach, w czerwcu zeszłego roku Izba wydała komunikat, w którym zarzuciła sieci nielegalne i nieetyczne praktyki. Sąd Okręgowy w Warszawie, który badał tę sprawę stwierdził, że Naczelna Izba Aptekarska naruszyła dobra osobiste Gemini i nakazał usunięcie nieprawdziwego komunikatu, a także zapłatę przez NIA 25 tysięcy złotych na cel charytatywny” – podaje portal DoRzeczy.pl.

Sąd przyznał rację Gemini, które podnosiło, że Naczelna Izba Aptekarska sformułowała szereg niesprawdzonych zarzutów pod adresem aplikacji do obsługi e-recept. Jako że informacje szerzone przez NIA trafiły do ogólnopolskich mediów i były szeroko komentowane, spółka doznała poważnych strat wizerunkowych. To było powodem skierowania sprawy na drogę sądową.

“Bardzo istotny wyrok”

 „To jest istotny i ważny wyrok, bo pokazuje, że każdy uczestnik profesjonalnego rynku musi działać w sposób szczególnie odpowiedzialny, biorąc pod uwagę, jakie są fakty. Tutaj Sąd bardzo wyraźnie wskazał, że działania NIA było działaniem nie tylko nieprofesjonalnym, ale wręcz skandalicznym. Wydanie komunikatu, który Sąd w swoim uzasadnieniu określił jako lincz na przedsiębiorcy, uznał tego typu działanie za naruszenie dóbr osobistych i w tym kontekście nakazał natychmiastowe usunięcie komunikatu, i co istotne wpłatę na cele charytatywne, na hospicjum wskazane przez Spółkę Gemini” – stwierdził mec. Maciej Ślusarek z kancelarii LSW.

Po wyroku Naczelna Izba Aptekarska usunęła komunikat zawierający nieprawdziwe informacje na temat spółki Gemini. Co jednak istotne, za pochopne oskarżanie przedsiębiorców zapłacą niestety szeregowi farmaceuci, którzy przeznaczają składki na działanie Izby. Z ich pieniędzy zostaną pokryte koszty sądowe oraz środki na rzecz Puckiego Hospicjum pod wezwaniem św. Ojca Pio.

„Gemini podkreśla, że aplikacja «Recepta Gemini» działa w sposób transparentny i zgodny z przepisami prawa. Natomiast żaden z zarzutów sformułowanych przez Naczelną Izbę Aptekarską w Komunikatach nie znajduje uzasadnienia w rzeczywistości” – możemy przeczytać w oświadczeniu spółki Gemini po wydaniu decyzji przez Sąd.

Naczelna Izba Aptekarska może nadal odwołać się od decyzji Sądu.

DoRzeczy.pl, politykazdrowotna.com

/ fot. P. Tracz / flickr.com

Wczoraj w godzinach popołudniowych doszło do porwania samolotu należącego do lini lotniczych Ryanair. Białoruskie myśliwce nakazały zawrócić maszynie na lotnisko w Mińsku, gdzie służby zatrzymały przebywającego na pokładzie białoruskiego opozycjonistę Ramana Pratasiewicza. Z tego powodu Prokurator Generalny Zbigniew Ziobro wszczął śledztwo w tej sprawie, a polskie władze wystosowały jasny przekaż do rządów Aleksandra Łukaszenki o uwolnienie aktywisty.

  • Prokurator Generalny wszczął śledztwo ws. wczorajszego porwania samolotu Ryanair
  • Białoruskie myśliwce nakazały wylądować maszynie na lotnisku w Mińsku, fałszywie informując o bombie na pokładzie
  • Tamtejsze służby szybko zidentyfikowały wśród pasażerów białoruskiego aktywistę Ramana Pratasiewicz, który był poszukiwany przez władze Aleksandra Łukaszenki
  • Zobacz także: Białoruś: Myśliwce sprowadziły na ziemię samolot Ryanair. Pasażer wyciągnięty z pokładu

Między Polską i Białorusią doszło po raz kolejny do pogorszenia stosunków międzynarodowych. Przyczyną takiej sytuacji jest wczorajsze porwanie samolotu należącego do linii lotniczych Ryanair, który leciał w kierunku Wilna. Jednakże tuż przed granicą, będąc jeszcze w białoruskiej przestrzeni powietrznej, napotkał przeszkodę w postaci wojskowych myśliwców. Kontrola lotu przekazała pilotom maszyny, że na ich pokładzie znajduje się bomba. Samolot wylądował awaryjnie na płycie lotniska w Mińsku, a tam służby sprawdzając pasażerów zatrzymali poszukiwanego przez tamtejszy rząd białoruskiego opozycjonistę Ramana Pratasiewicza.

Wraz z nim zatrzymano również jego partnerkę oraz cztery inne podejrzane o działanie na szkodę Białorusi osób. Po kilkugodzinnej inspekcji samolot wraz z pozostałymi pasażerami mógł w końcu wyruszyć w stronę Wilna, gdzie po kolejnych godzinach ostatecznie wylądował.

Prokurator Generalny wszczął śledztwo

Minister Sprawiedliwości Zbigniew Ziobro jako Prokurator Generalny wszczął śledztwo w sprawie wczorajszego porwania samolotu należącego do Ryanair. Śledztwo dotyczy naruszenia dwóch artykułów kodeksu karnego. Pierwszy mówi o użyciu podstępu lub groźby bezpośredniego użycia przemocy w celu przejęcia kontroli nad statkiem powietrznym. Jest to jasne nawiązanie do rzekomej bomby na pokładzie samolotu. Fałszywa informacja spowodowała agresywne działania białoruskiego wojska i służb.

Drugim powodem wszczęcia sprawy było bezprawne pozbawienie wolności i mowa tutaj o zatrzymaniu przez białoruskie władze Ramana Pratasiewicza i jego partnerki, a także czterech innych pasażerów. Doliczonu tutaj również kilkugodzinne przetrzymywanie reszty pasażerów oraz załogi irlandzkiej maszyny lotniczej zarejestrowanej w Polsce. Za przedstawione zarzuty grozi od 2 do 12 lat pozbawienia wolności.

Warto również podkreślić, że niektóre linie lotnicze po wczorajszym incydencie na Białorusi postanowiły omijać na swojej trasie ten kraj. Jednakże jak zauważył dziennikarz “RMF FM” Krzysztof Berenda, maszyny należące do Ryanair wcale nie wyciągnęły wniosków i nadal latają nad Białorusią. Dla porównania, samolot należący do WizzAir lecący z Kijowa do Tallina ominął na swojej drodze Białoruś.

W listopadzie ubiegłego roku białoruski Komitet Śledczy uznał założyciela Nexty Sciapana Puciła i współredaktora Ramana Pratasiewicza za osoby zaangażowane w organizację antyrządowych akcji i podżeganie do nienawiści. Obaj znaleźli się także na liście osób zaangażowanych w działalność terrorystyczną.Puciła od lat mieszka w Polsce. Pratasiewicz przeniósł się tu pod koniec 2019 roku w obawie przez represjami. Jesienią ubiegłego roku przeprowadził się na Litwę. 

rmf24.pl

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit. Donec sagittis mattis justo non scelerisque. Integer in lacus tortor. Vivamus tellus lacus, cursus non lectus ac, efficitur congue dui. Quisque dolor purus, dignissim eget erat nec, viverra pharetra odio. Fusce et congue lectus. Cras at ornare felis. Nunc lectus massa, semper imperdiet vestibulum ut, convallis non ipsum. Quisque quis ex ut justo facilisis tristique. Sed eros justo, hendrerit non varius ac, finibus nec metus. Vivamus ac libero venenatis, tempor massa at, placerat diam. Proin tempor congue sollicitudin. Nam vel orci condimentum, laoreet erat at, laoreet massa.

Pellentesque habitant morbi tristique senectus et netus et malesuada fames ac turpis egestas. Nulla porta a dolor sit amet laoreet. Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit. Morbi cursus a orci nec malesuada. Mauris a eleifend odio. Aliquam blandit varius nunc id tempus. Donec odio ante, hendrerit in nunc et, eleifend molestie odio. Nulla pulvinar nulla vel lacus tristique maximus.

Mauris dictum, ante sed lobortis maximus, libero augue condimentum nisi, nec porttitor magna tellus quis justo. Sed at finibus neque. Proin sagittis lacinia semper. Morbi ac tellus tellus. Sed venenatis, massa id volutpat pulvinar, dolor nulla tincidunt dui, vel interdum risus sem id metus. Etiam eu dignissim nisi. Pellentesque viverra nulla neque, sed pharetra orci imperdiet vitae. Quisque nec sodales arcu, eget ultrices magna. Quisque in libero non nisi rutrum porttitor. Nulla facilisi. Curabitur sed purus sed orci placerat mollis eu id nunc. Quisque commodo quis urna non rutrum.

Nam laoreet bibendum augue, eget lacinia nulla hendrerit feugiat. Mauris velit nisi, aliquet vel enim volutpat, consequat sodales est. Phasellus a erat aliquam odio elementum consequat. Praesent hendrerit ante sed dapibus dictum. Pellentesque lacinia consequat neque vitae cursus. Vestibulum vulputate ornare lacus, non ornare justo dapibus a. Ut suscipit sagittis urna, in venenatis ex eleifend a. Aliquam id lorem elementum nulla dapibus convallis. Aenean elementum sem sed quam consectetur scelerisque vitae sit amet nisl. Pellentesque malesuada ultrices velit, sed faucibus erat fermentum quis. Nulla quis risus ornare, gravida turpis ut, suscipit lectus. Sed venenatis et nisl vel venenatis. Quisque congue commodo dui, eget vestibulum urna. Nunc interdum, neque nec convallis pretium, justo elit feugiat justo, et sollicitudin tortor orci blandit nunc. Class aptent taciti sociosqu ad litora torquent per conubia nostra, per inceptos himenaeos.

Współzałożycielka BLM

Współzałożycielka BLM, Patrisse Khan-Cullors / Fot. YouTube/ screen

Do sieci trafiło nagranie z 2015 roku, na którym współzałożycielka BLM nazwała policję “organizacją terrorystyczną” i przyznała, że celem jej życia jest “walka z policją”.

  • Współzałożycielka BLM okrzyknęła policję “organizacją terrorystyczną” N
  • agranie jeszcze z 2015 roku pokazuje, jak przez lata ruch kształtował swoje ideały
  • Cullors podkreśliła, iż od początku swej działalności w BLM jej celem była “walka z policją”

W sieci pojawiło się nagranie jeszcze z 2015 roku, ukazujące, jak przed laty brzmiały ideały Black Lives Matter. Współzałożycielka BLM, Patrisse Cullors potępiała policję podczas swojego wykładu, nazywając ją organizacją terrorystyczną. Jej przemówienie miało miejsce w londyńskim King’s College. Cullors stwierdziła, że celem jej życia jest “walka z policją”.

„Dołączyłam do organizacji, gdy miałam 17 lat i pamiętam, że pierwszą rzeczą, o jaką spytałam, było: “Czy walczycie z policją?”. To właśnie chciałam robić. Zawsze wiedziałam, że chcę walczyć z policją. To jedyna w swoim rodzaju organizacja terrorystyczna w moim życiu i chciałam wiedzieć, jak z nimi walczyć. Zaczęłam więc pracować, gdy miałam 17 lat. Pracować przeciwko policji” – mówiła. Następnie czarnoskóra z dumą przytoczyła swoje historie z “protestów” BLM.

„Jedną z najważniejszych rzeczy, których nauczyłem się, jest to, że zablokowanie czegoś nie wymaga 2000 osób. Pięć osób może zamknąć autostradę. Zrobiliśmy to w Los Angeles. 10 osób może zamknąć Walmart. Zrobiliśmy to w Ferguson” – podkreślała. „Blokujemy gówno od 9 sierpnia. Nadal zamykamy te rzeczy. Na przykład w Los Angeles okupowaliśmy siedzibę policji w Los Angeles przez 18 dni” – rzuciła. Współzałożycielka BLM nie pierwszy raz ujawniła swoje skrajne poglądy. W 2010 roku podczas przemówienia porównywała swoje teksty do słów Mao Zedonga.

Post Millennial

Black Lives Matter grafika

Black Lives Matter grafika / Fot. BlackLivesMatter.com

Policja w Minnesocie odkryła, kto stał za gnębieniem uczniów. Okazało się, że rasistowskie wiadomości na Instagramie wysyłała kolegom czarnoskóra uczennica.

  • Uczniowie z liceum w Minnesocie skarżyli się na rasistowskie, wulgarne komentarze otrzymywane na Instagramie
  • Okazało się, że za rasistowskie wiadomości odpowiada ich czarnoskóra koleżanka
  • Dziewczyna początkowo nie chciała się przyznać, lecz w końcu wyznała policji, że założyła specjalne konto do gnębienia znajomych
  • Przeczytaj również: Oficjalny, animowany film o żołnierzach LGBT+! Armia USA wyłącza komentarze [WIDEO]

Rasistowskie wiadomości do czarnoskórych uczniów z White Bear Lake High School wysyłała czarnoskóra uczennica. Policja badała sprawę kolejnej “mistyfikacji nienawiści”. Okazało się, że to czarnoskóra uczennica utworzyła konto, z którego inni uczniowie otrzymywali wiadomości. Według The College Fix wiadomości były zjadliwie groźne i miały rasistowski charakter i zawierały między innymi takie zwroty jak „die, ni ** er”. Jedna z nich brzmiała: “Wracaj do Afryki ze swoim plemieniem”. Inna z kolei groziła śmiercią, gdy tylko uczeń pojawi się w szkole.

Czarnoskóra dziewczyna została zidentyfikowana jako członek Black Excellence Club. Policja nie ujawnia jej danych osobowych, gdyż jej przyjaciele “nie są głupi” i szybko domyślili by się prawdy. Z tego powodu „nie była pewna, czy powinna nam powiedzieć, kto jeszcze był z nią i wysyłał wiadomości z konta” – czytamy w raporcie policji. Następnie stwierdziła, że ​​„była tylko jedna osoba zaangażowana i nie chciała powiedzieć, jak nazywa się ta osoba”. Dziewczyna początkowo wypierała się założenia konta. Dopiero w obliczu niezbitych dowodów przyznała, że stała za akcją grożenia znajomym.

The College Fix

Szczepionki na koronawirusa.

Szczepionki na koronawirusa. / Fot. Pixabay

Senator Rand Paul odmawia przyjęcia szczepionki na COVID-19, powołując się na fakt, że przeżył koronawirusa i ma wykształconą naturalną odporność.

Senator Kentucky, Rand Paul, ogłosił w niedzielę że nie przyjmie szczepionki na COVID-19. Polityk nie zaszczepi się, dopóki nie zobaczy dowodów, że szczepionka zapewnia lepszą ochronę niż fakt, że przeżył koronawirusa. Paul uzyskał pozytywny wynik testu na obecność COVID-19 w marcu 2020 roku. Uważa zatem, iż przeszedł chorobę i posiada na nią “naturalną odporność”. Twierdzi, że szczepionka nie jest mu do niczego potrzebna.

„Dopóki nie pokażą mi dowodów na to, że ludzie, którzy już przeszli infekcję, umierają w dużych ilościach, są hospitalizowani lub bardzo chorują, po prostu podjąłem własną osobistą decyzję, że nie będę się szczepić, ponieważ miałem już tę chorobę i mam naturalną odporność” – przekazał w wywiadzie. Amerykańskie CDC zaleca jednak, aby na COVID-19 szczepili się nawet ozdrowieńcy. Powszechnie głosi się, iż jedynie szczepionka zapewnia pełną ochronę, choć stwierdzenie to nie zostało naukowo udowodnione.

Senator Paul już wcześniej nie zgadzał się z reżimem sanitarnym w USA. Głosił, iż każdy Amerykanin powinien sam podejmować decyzje odnośnie szczepień. „W wolnym kraju można by pomyśleć, że ludzie uszanowaliby pomysł, że każda osoba mogłaby podjąć decyzję medyczną, że nie byłby to starszy brat przyjeżdżający, aby powiedzieć mi, co mam zrobić” – mówił. “Czy też powiedzą mi, że nie mogę zjeść cheeseburgera na lunch? Czy powiedzą mi, że muszę jeść tylko marchewki i ograniczać kalorie? To wszystko prawdopodobnie byłoby dla mnie dobre, ale nie sądzę, aby starszy brat powinien mi to kazać” – skwitował senator.

Post Millennial

John Staddon, amerykański profesor psychologii

Amerykański profesor psychologii / Fot. PM

Amerykański naukowiec został wyrzucony z grupy dyskusyjnej po tym, jak stwierdził że “istnieją tylko dwie płcie”.

Grupa dyskusyjna prowadzona przez Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne postanowiła wyrzec się jednego ze swych członków. John Staddon jest emerytowanym profesorem psychologii i neuronauki na Duke University i uznanym akademikiem w dziedzinie nauk behawioralnych. Jest autorem książki The New Behaviorism. Naukowiec został wydalony z grupy po stwierdzeniu, że istnieją tylko dwie płcie.

Paradoksalnie, jeszcze w 2018 roku Staddon był chwalony za swój nieoceniony wkład w rozwój nauki. Amerykańskie Stowarzyszenie Psychologów wydawało się być nim zachwycone. „Gratulacje dla Johna Staddona z P&N za zdobycie nagrody APA za wybitny wkład w analizę podstawowych zachowań!” – napisano. Najwyraźniej, uczony przekroczył linię, której nie wolno mu było naruszyć. Jego ostatni wpis na forum brzmiał: “Hmm… Binarny pogląd na płeć jest fałszywy? Jakie są dowody? Czy istnieje chromosom Z?”. Niewinny wpis stał się powodem otrzymania maila od administratora grupy dyskusyjnej. Okazało się, że Staddon nie w niej jest dłużej mile widziany.

Stwierdzenie “niezgodne z Kodeksem grupy”

„Komitet wykonawczy postrzega korzystanie z działu listerv jako przywilej i głosował za usunięciem Cię z serwera list. Piszę, aby poinformować Cię, że Twój adres e-mail został usunięty z serwera list” – przekazano. W mailu powołano się na zapiski Kodeksu grupy. „Traktuj wszystkich z szacunkiem i rozwagą. W organizacji naukowej i na spotkaniach naukowych dopuszczalne jest, aby członkowie mieli wyraźne różnice opinii lub różne teoretyczne spojrzenia na aspekty nauk psychologicznych. Jednak te różnice i nieporozumienia mogą być wyrażane w sposób, który to czyni. nie sprawiać, by inni ludzie czuli się zagrożeni, poniżeni, dyskryminowani lub prześladowani”. Innymi słowy, krótki komentarz profesora został odebrany jako poniżający i niedopuszczalny.

„Ten incydent tylko ilustruje obecną niezdolność niektórych społeczności naukowych do tolerowania sprzeciwu w kwestiach związanych z płcią i rasą. Psychologia i socjologia wydają się być szczególnie wadliwe w tym względzie” – skomentował naukowiec, który nie zamierza odwołać stwierdzenia, iż istnieją tylko dwie płcie.

Post Millennial

Amerykańska reklama armii

Amerykańska reklama armii / Fot. YouTube

Armia USA zdecydowała się wyłączyć komentarze pod nowym spotem reklamowym o żołnierzach ze środowiska LGBT+. Ruch ma na celu “zapewnienie bezpieczeństwa i dobrego samopoczucia” wojskowym.

  • Armia USA wyłączyła komentarze pod spotem reklamującym wojsko, opowiadającym historię dziewczynki z dwoma matkami
  • Powodem decyzji miały być “nieprzychylne komentarze” i chęć “zapewnienia bezpieczeństwa i dobrego samopoczucia” żołnierzy
  • Amerykański, kolorowy film został wyśmiany i porównany do rosyjskiej produkcji, stawiającej na męskie wzorce, dyscyplinę i bezwzględny trening

Całkikem niedawno na YouTube pojawił się “postępowy” film rekrutacyjny. Krótka animacja miała zapewne na celu zachęcenie młodych ludzi, by wstępowali do armii. Kontrowersyjna reklama wywołała spore zamieszanie w Internecie. Ostatecznie, armia USA “była zmuszona” wyłączyć komentarze pod filmem w związku z “bezpieczeństwem i dobrym samopoczuciem żołnierzy”.

Reklama zatytułowana Emma opowiada o doświadczeniach dziewczynki wychowywanej przez dwie matki. Historia ma odzwierciedlać przeżycia kapral Emmy Malonelord. kobieta dorastała w Kalifornii, od dziecka wspierając ruch LGBT+ i uczęszczając na parady równości. Jest to jedna z pięciu historii wybranych do serii spotów rekrutacyjnych pod tytułem The Calling. Film uzyskał około 1,2 miliona wyświetleń na YouTube. Komentarze pod nim najwyraźniej nie były szczególnie przychylne idei, która przyświecała twórcom. “Postępowe” nagranie uzyskało około 4 tysięcy pozytywnych ocen i około 77 tysięcy negatywnych. Głosy sprzeciwu wobec propagandy szybko zwróciły uwagę armii USA.

Słowa krytyki “niezgodne z wartościami armii”

„Od 12 maja zaczęliśmy zauważać znaczny wzrost ilości negatywnych komentarzy” – powiedziała “Army Times” Laura DeFrancisco, szefowa ds. publicznych w biurze marketingu przedsiębiorstw armii. „Komentarze naruszały naszą politykę mediów społecznościowych i nie były zgodne z wartościami armii. Z szacunku dla bezpieczeństwa i dobrego samopoczucia naszych żołnierzy i ich rodzin wyłączyliśmy komentarze”. W komunikacie prasowym dotyczącym żołnierzy w reklamach napisano, iż historie zostały “starannie dobrane”. „Armia przeprowadziła na całym świecie poszukiwanie historii żołnierzy w celu wsparcia kampanii, otrzymując prawie sto inspirujących wpisów” – czytamy. „Po ustaleniu na krótkiej liście potencjalnych kandydatów, historie zostały przejrzane. Ostateczny wybór zawiera bogaty zbiór historii, które przedstawiają różnorodne wychowanie i doświadczenia życiowe, które składają się na dzisiejszą armię” – zapewnia armia USA.

Amerykańska produkcja szybko została porównana z rosyjską. Film reklamujący armię Rosji zwraca uwagę na męskie wzorce, dyscyplinę oraz bezwzględny trening i determinację. Tymczasem kolorowa, pastelowa animacja z USA wydaje się być bajką skierowaną do najmłodszych. Nic zatem dziwnego, że Amerykanie głośno wyrazili swoją dezaprobatę w mediach społecznościowych. “Jesteśmy zgubieni” – stwierdzono na Twitterze pod filmem armii. Najwyraźniej jednak, zamiast zastanowić się nad przyczyną klęski nagrania, armia USA wolała wyłączyć komentarze.

Post Millennial

Flaga LGBT

/ Fot. Twitter/Sylwia Spurek

Po poparciu listu ws. LGBT, Serbia odwołała ambasadora w Polsce. Nikola Zurovac poparł inicjatywę bez wcześniejszego uzgodnienia swoich działań z belgradzkim rządem. Z powodu kryzysu dyplomatycznego, nie odbyła się w mijającym tygodniu wizyta serbskiego szefa MSZ Nikoli Selakovica w Warszawie. Rząd Any Brnabić zabiega, aby nasz kraj zablokował wejście Kosowa do światowej organizacji UNESCO.

  • Za działania wbrew woli serbskiego rządu odwołano ambasadora Nikolę Zurovaca
  • Serbski dyplomata wsparł list ws. LGBT, który był skierowany do polskiego rządu
  • Z powodu kryzysu dyplomatycznego Warszawa anulowała wizytę belgradzkiego szefa MSZ
  • Rząd Any Brnabić dąży do poparcia swoich działań międzynarodowych ws. Kosowa
  • Zobacz także: Ambasador Danii ubolewa nad losem LGBT w Polsce

W poniedziałek 17 maja z okazji Dnia Przeciwko Homofobii i Transfobii ponad 40 dyplomatów pracujących w Polsce podpisało list wspierający działania ruchu LGBT w naszym kraju. Napisano w nim m.in. o poparciu na rzecz zwiększenia praw osób homoseksualnych, chwalono także inicjatywy poszczególnych polskich miast przy organizacji tzw. parad równości.

Rokrocznie od 2012 r. członkowie społeczności dyplomatycznej w Polsce podpisują list otwarty udzielający poparcia dla działań na rzecz podnoszenia świadomości społecznej w kwestiach problemów, które dotykają społeczność LGBT+ oraz inne mniejszości w Polsce, które stoją przed podobnymi wyzwaniami” – stwierdził wówczas koordynator tegorocznej akcji dyplomatycznej, duński ambasador Ole Toft.

Serbia odwołała ambasadora za wywołanie kryzysu

Jednym z sygnatariuszy listu poparcia LGBT w Polsce był serbski dyplomata, Nikola Zurovac. Swoją decyzją wywołał kryzys dyplomatyczny na linii Warszawa-Belgrad. Również z tego powodu, zaplanowana na ten tydzień wizyta tamtejszego szefa MSZ, Nikoli Selakovica, została anulowana przez polski rząd. Serbia odwołała ambasadora w czwartek podczas posiedzenia rządu Any Brnabić.

“Belgrad odwołał w mijającym tygodniu swojego ambasadora w Warszawie Nikolę Zurovaca, który podpisał bez uzgodnienia w serbskim MSZ list poparcia społeczności LGBT w Polsce” – podają serbskie media.

Belgrad określił wprost działania swojego byłego ambasadora w Polsce za bardzo szkodliwe oraz za rażące naruszenie zasad protokołu dyplomatycznego. Portal “Kurir” dodaje również, że był on od lat blisko związany ze środowiskiem byłego prezydenta Serbii, Tomislava Nikolica.

“Ambasador nikogo o tym nie informował. Nie mówimy o temacie listu i jego treści. Aby uniknąć wszelkich insynuacji, nie chodzi o treść listu, ale o podpisanie dokumentu przez ambasadora bez poinformowania osoby odpowiedzialnej za jego pracę, A wszystko, co ambasador podpisuje, może mieć wpływ na relacje z danym krajem i to jest dla nas problem” – wyjaśnił minister Selaković.

Z kolei inny serbski portal informacyjny “Bilic” informuje, że tamtejsze Ministerstwo Spraw Zagranicznych przypomniało swoim pracownikom dyplomatycznym o konieczności zawiadamiania centrali o wszelkich zbiorowych inicjatywach. Ponaglono także, aby nie podpisywano żadnych listów intencyjnych bez uprzedniej zgody Belgradu.

Nie jest tajemnicą, że rząd Any Brnabić dąży do zbliżenia z Warszawą, aby polski rząd poparł ich działania mające na celu zablokowanie wejścia Kosowa do podlegającej pod ONZ organizacji UNESCO zajmującej się ochroną ośrodków kultury na całym świecie.

wnp.pl/onet.pl