Media nieoficjalnie informują o tym, że PiS zawarł sojusz polityczny z Kukiz’15. W najbliższym czasie mają zostać zaprezentowane szczegóły wspólnego programu. Od wielu miesięcy trwały zakulisowe rozmowy liderów zainteresowanych stron. Ostatnie spotkanie miało miejsce dzisiaj, podczas którego zawarto finałowe porozumienie. W przeszłości politycy wywodzący się z klubu sejmowego Kukiz’15 przechodzili do Prawa i Sprawiedliwości.

  • Po wielu miesiącach negocjacji PiS zawarł porozumienie programowe z ugrupowaniem Pawła Kukiza
  • Dzisiaj w Kancelarii Premiera omówiono finałowe szczegóły sojuszu
  • W przeszłości posłowie Kukiz’15 głosowali wielokrotnie zgodnie z partą rządzącą, a kilku z nich przechodziło do klubu sejmowego Prawa i Sprawiedliwości
  • Zobacz także: Europejscy konserwatyści grupują siły. Ważne spotkanie u Kaczyńskiego

Od zeszłego roku po nieudanych wyborach prezydenckich, gdzie Paweł Kukiz poparł kandydaturę Władysława Kosiniaka-Kamysza oraz w ramach współpracy tworzyli w Sejmie Koalicję Polską nastąpił rozłam tych dwóch liderów. Kukiz’15 postawiło, więc ostatecznie na zbliżenie z obecną partią rządzącą. Wielokrotnie w mediach pojawiały się przychylne komentarze wobec działań rządu ze strony Pawła Kukiza i jego wspólników.

Nieoficjalnie PiS zawarł sojusz z Kukizem

Według nieoficjalnych doniesień Polskiej Agencji Prasowej, dzisiaj miało dojść do ostatnich rozmów negocjacyjnych pomiędzy Jarosławem Kaczyńskim, a Pawłem Kukizem. PiS zawarł sojusz z kolejnym pomniejszym ugrupowaniem. W kilkumiesięcznych negocjacjach przejawiały się wątki związane z wprowadzeniem do polskiego porządku prawnego instytucji sędziów pokoju. Paweł Kukiz naciskał również, aby przyjąć w Sejmie ustawę antykorupcyjną oraz doprowadzić do nadania każdemu obywatelowi Polski indywidualnego, biernego prawa wyborczego. Szczegóły współpracy programowej mają zostać wkrótce zaprezentowane opinii publicznej.

Warto również zwrócić uwagę na fakt, że w przeszłości dochodziło już do niespinanej współpracy obu tych ugrupowań przy wielu ustawach przepracowywanych w polskim parlamencie. Do Prawa i Sprawiedliwości przechodziło również kilku posłów z ramienia Kukiz’15. W zależności od indywidualnego podejścia, posłowie przechodzili bezpośrednio do partii lub zawiązywali współpracę przechodząc do klubu sejmowego.

onet.pl

Strzykawka ze szczepionką.

Strzykawka ze szczepionką. / pixabay.com

Pracownicy szpitala w Houston pozywają placówkę, gdyż ta zmuszała ich do szczepienia się w celu kontynuowania pracy.

  • Medycy ze Szpitala Metodystów w Houston pozywają placówkę, ponieważ szpital zmuszał ich do szczepienia się przeciw COVID-19
  • Zdaniem pracowników, wymóg był nielegalny i łamał Kodeks Norymberski
  • Jest to kolejny już przypadek, wpisujący się w ruch przeciwników przymusu szczepień
  • Przeczytaj również: Obrzydliwe słowa Bidena! Rzucał komplementami w stronę dziewczynki

Grupa 117 pracowników ze Szpitala Metodystów w Houston postanowiła pozwać swojego pracodawcę. W pozwie stwierdzono, iż działania szpitala były nielegalne. Pracodawca nie ma bowiem prawa wymagać przyjęcia szczepionki ani stawiać jej jako warunku zatrudnienia. Pracownicy, którzy chcą uniknąć szczepienia i pozywają szpital, skierowali sprawę do sądu stanowego w Teksasie. Lekarze i pielęgniarki twierdzą, że wymóg szpitala czyni z nich “króliki doświadczalne”.

Jak informuje Washington Post, podobnych działań jest coraz więcej w całym kraju. „Pracownicy dołączają do rosnącej listy pracowników, którzy rzucają wyzwanie obowiązkowym szczepieniom w firmach, szkołach wyższych i innych miejscach pracy niezbędnych do ponownego otwarcia kraju” – czytamy. Coraz częściej obywatele wyrażają sprzeciw przeciwko segregacji sanitarnej i łamania w związku z nią praw człowieka. Pozew stwierdza, iż wymagania odnośnie zaszczepienia naruszają Kodeks Norymberski, który zakazuje przeprowadzania procedur medycznych bez zgody pacjenta. „Szpital Metodystów zmusza swoich pracowników do bycia ludzkimi “królikami doświadczalnymi” jako warunek dalszego zatrudnienia” – napisano.

Washington Post

Mecz hokeja

Mecz hokeja / Fot. pixabay

Rząd Ontario stwierdził, że nawet w pełni zaszczepieni pracownicy służby zdrowia nie mogą uczestniczyć w meczu hokeja.

  • Masowa akcja szczepień w Kanadzie stale postępuje
  • Wraz z rosnącą liczbą zaszczepionych pojawił się pomysł, by pozwolić zaszczepionym osobiście kibicować rozgrywkom hokejowym
  • Władze Ontario odrzuciły projekt, stwierdzając, że nawet w pełni zaszczepieni nie mogą przebywać na trybunach podczas meczu
  • Przeczytaj również: Obrzydliwe słowa Bidena! Rzucał komplementami w stronę dziewczynki

Wraz z postępem akcji szczepień w Kanadzie pojawiły się głosy, aby umożliwić zaszczepionym powrót do normalności. Władze Ontario odrzuciły propozycję. Zgodnie z nią, w pełni zaszczepiony personel służby zdrowia mógłby wejść na trybuny podczas meczu hokeja. Akcja miałaby nieco “ożywić” rozgrywki. „Biorąc pod uwagę fakt, że wielu naszych pracowników i pracownic służby zdrowia, którzy dali tak wiele w ciągu ostatniego roku, jest w pełni zaszczepionych, byłby to sposób na ożywienie Maple Leafs” – powiedział burmistrz Brampton Patrick Brown, pomysłodawca projektu.

W sąsiednim Quebecu władze zatwierdziły podobny pomysł. Zaszczepiony personel medyczny osobiście mógł śledzić rozgrywki w Bell Center w centrum Montrealu. Rząd Ontario nie przyjął jednak idei. Dakota Braiser z Ontario Ministry of Heritage, Tourism, Culture and Sport przekazał: „Prowincja będzie nadal postępować zgodnie z zaleceniami Głównego Lekarza ds. Zdrowia, innych ekspertów ds. Zdrowia i lokalnego zdrowia publicznego, aby określić, kiedy i czy bezpieczne jest zniesienie środków ostrożności w przypadku lockdownu”.

„Biuro Naczelnego Lekarza ds. Zdrowia przeanalizowało i zatwierdziło plan powrotu do gry NHL dla Toronto Maple Leafs i Ottawa Senators. Plan powrotu do gry obejmuje rygorystyczne protokoły dotyczące zdrowia i bezpieczeństwa opracowane w celu zapewnienia bezpieczeństwa graczy, personelu, ich rodziny i społeczność. W tej chwili żadnemu widzowi nie wolno uczestniczyć w meczach osobiście” – przekazano. Innymi słowy, nawet po przyjęciu szczepionki, nie można przyjść na mecz.

Post Millennial

LGBT, kreskówka

Kreskówka promująca LGBT / Fot. screen

Najnowszy, animowany teledysk bajki Blue’s Clues skierowany do małych dzieci wyjątkowo otwarcie promuje ideologię LGBT.

  • Z okazji “miesiąca dumy” wyemitowano odcinek bajki dla dzieci promujący ideologię LGBT
  • W bajce dla najmłodszych pojawia się drag queen, niebinarne, homoseksualne oraz transseksualne zwierzęta
  • Wszystkie postacie radośnie świętują i bawią się, biorąc udział w marszu równości
  • Przeczytaj również: Obrzydliwe słowa Bidena! Rzucał komplementami w stronę dziewczynki

Ideologia LGBT coraz częściej trafia do najmłodszych dzieci. W najnowszym teledysku z animowanej serii Blue’s Clues pojawia się drag queen, niebinarne zwierzęta, jak i pary jednopłciowe. Wszystko to okraszone jest radosną muzyką i kolorowymi obrazkami. Drag queen Nina West zachęca dzieci do uczestnictwa w marszu równości wraz z różnymi barwnymi postaciami. Uczestnicy parady – na pozór zwykłe zwierzęta – są homoseksualni, transpłciowi a nawet niebinarni.

Odcinek został wyemitowany w ramach “miesiąca dumy” LGBT. “W piosence „The Ants Go Marching” animowana drag queen zachęca młodą publiczność do chwalenia rodziców gejów, lesbijek, panseksualistów, transpłciowych, niebinarnych i biseksualnych” – zauważa Post Millennial. Sama trzyma zaś mikrofon z uniesioną pięścią, symbolem ruchu Black Lives Matter. Z tekstu dowiadujemy się, iż “rodziny maszerują, hurra!”. “Ta rodzina ma dwie mamusie, tak dumnie się kochają! Maszerują z nami w Wielkiej Paradzie!” – śpiewa postać przebrana za kobietę. W całej piosence przewijają się flagi LGBT: flagi “interseksualności”, “pandeksualności”, “genderqueer” i wiele, wiele innych. Całość przedstawiona jest w miłej atmosferze radości, miłości i akceptacji. Kreskówka stanowi tylko jeden z licznych przykładów tego, jak LGBT kieruje swe przesłania do najmłodszych dzieci.

Post Millennial

USA< Uniwersytet Princetin

Uniwersytet Princeton / Fot. princeton.edu

Uniwersytet Princeton oficjalnie eliminuje grekę i łacinę z programu studiów nad starożytną Grecją i Rzymem.

  • Władze Uniwersytetu Princeton zdecydowały się wyeliminować grekę i łacinę z procesu rekrutacji
  • Ponadto, studenci nie będą już mieli obowiązku uczęszczania na zajęcia z języków klasycznych
  • Zdaniem rektora uczelni, krok ten pomoże utworzyć “bardziej aktywną społeczność intelektualną”
  • Przeczytaj również: Obrzydliwe słowa Bidena! Rzucał komplementami w stronę dziewczynki

Studia nad starożytną Grecją i Rzymem muszą obejść się bez nauki greki i łaciny. Taką decyzję podjęły władze Uniwersytetu Princeton. Uniwersytet eliminuje grekę i łacinę, powołując się na rzekomą potrzebę “zwalczania rasizmu”. Władze uczelni ogłosiły decyzję maja 2021 roku. Studia nad historią i kulturą antyczną rzekomo „badają historię, język, literaturę i myśl starożytnej Grecji i Rzymu. Korzystamy z perspektywy wielu dyscyplin, aby zrozumieć i wyobrazić sobie różnorodność tych cywilizacji na przestrzeni prawie dwóch tysięcy lat i zastanowić się nad tym, co klasyczna przeszłość oznaczała dla późniejszych wieków i dla naszej własnej”.

Okazuje się jednak, iż “badanie języka” antycznych cywilizacji mogłoby kogoś urazić. Dotychczas uniwersytet wymagał znajomości greki lub łaciny przy rekrutacji. Ten warunek został wyeliminowany, podobnie, jak wymóg konieczność udziału w zajęciach w językach klasycznych. Uniwersytet twierdzi, że studenci są nadal zachęcani do nauki jednego z języków. Wkrótce przed ogłoszeniem zmian, uniwersytet miał podjąć decyzję o “zwalczaniu systemowego rasizmu”. „Uważamy, że nowe perspektywy w tej dziedzinie sprawią, że będzie ona lepsza” – przekazał rektor Princeton. „Biorąc pod uwagę ludzi, którzy być może nie uczyli się klasyki w liceum i nie mieli wcześniej styczności z greką i łaciną, uważamy, że obecność tych uczniów na wydziale uczyni ją bardziej aktywną społecznością intelektualną”.

Post Millennial

Plac Tiananmen, Chiny

Chiny, obchody masakry na placu Tiananmen / Fot. Hongkong Free Press/ Twitter

Chiny oficjalnie zakazały obchodów rocznicy masakry na placu Tiananmen. Za czuwanie w rocznicę tragedii, rząd Hongkongu grozi aż 5 latami więzienia.

  • Władze Hongkongu zakazały obywatelom udziału w obchodach rocznicy masakry na placu Tiananmen
  • Za udział w czuwaniu grozi kara 5 lat więzienia i 1 rok więzienia za rozpowszechnianie informacji na jego temat
  • Zakaz obchodów jest usprawiedliwiany m.in. “obawami związanymi z COVID-19”
  • Oddolne ruchy społeczne zachęcają Chińczyków, by 4 czerwca zapalili świece o 8 wieczorem, gdziekolwiek będą
  • Przeczytaj również: Naftali Bennett nowym premierem Izraela? Upadek rządów Netanjahu

Chińskie władze jasno i wyraźnie sprzeciwił się obchodom rocznicy masakry. Rząd Hongkongu nie pozostawił w tej kwestii żadnych złudzeń. Za czuwanie w rocznicę masakry na placu Tiananmen, Chiny są gotowe ukarać uczestników pięcioma latami więzienia. W roku 2020 obchody rocznicy tragedii zostały zakazane z powodu “obaw związanych z COVID-19”. Teraz ogłoszono, iż osoby uczestniczące w nich zostaną skazane na długie lata więzienia.

Chiny przygotowały surowe kary. Nawet rok więzienia grozi osobom, które zdecydują się publikować informacje na temat masakry na placu Tiananmen. Jak informuje Hong Kong Free Press, miejskie Biuro Bezpieczeństwa uznało czuwanie w dniu masakry na placu 4 czerwca i upamiętniający bieg długodystansowy za „nielegalne zgromadzenia”. Zdaniem władz, „nikt nie powinien brać w tym udziału, reklamować go ani nagłaśniać, bo inaczej może naruszyć prawo”.

Masakra na placu Tiananmen miała miejsce 4 czerwca 1989 roku. Liczba ofiar jest nieznana, ale „szacuje się, że setki, a może tysiące ludzi zginęło, gdy Armia Ludowo-Wyzwoleńcza została wysłana do rozprawienia się z demonstrantami w Pekinie”. Przywódcy Hongkong Alliance in Support of Patriotic Democratic Movements of China twierdzą, iż groźby kary nie powstrzymają obywateli. Pomimo zakazu, Chińczycy “mogą wyjść na ulicę i zapalić świeczkę”. Ruch wezwał obywateli, aby “zapalili świecę o ósmej wieczorem, gdziekolwiek będą”.

Post Millennial

Naftali Bennet nazwał nowelizację "haniebną decyzją".

Premier Izraela Naftali Bennet / fot. Twitter/ @IranIntl_En

Wszystko wskazuje na to, że wkrótce mogą zakończyć się wieloletnie rządy Benjamina Netanjahu. Radykalna prawica podjęła się współpracy z lewicą, aby obalić swojego politycznego wroga. Naftali Bennett, może wkrótce zostać nowym premierem Izraela. W przeszłości wielokrotnie wypowiadał się negatywnie wobec istnienia Strefy Gazy i jest przeciwnikiem jakiejkolwiek współpracy z Palestyńczykami. Kilkukrotnie piastował również urzędy ministerialne. Od 2019 do początku maja 2020 roku sprawował funkcję ministra obrony.

  • Przyszłość Premiera Benjamina Netanjahu jest poważnie zagrożona
  • Tworzony przez Yaira Lapida “Blok Zmian” otrzymał wsparcie w postaci lidera radykalnej prawicy
  • Naftali Bennett ogłosił w niedzielny wieczór poparcie aspiracji rządowych dla tworzącego się bloku, gdzie ma odpowiadać za tworzenie nowego rządu
  • Obecna opozycja ma już poparcie w postaci 57 posłów, a wsparcie 4 arabskich parlamentarzystów pozwoli im na usunięcie Netanjahu ze stanowiska premiera
  • Zobacz także: Antysemityzm w USA „gwałtownie rośnie”. Przyczyną „dezinformacja w mediach społecznościowych”

Po blisko łącznie 15 latach rządów Benjamin Netanjahu może pożegnać się z dotychczasowym stanowiskiem. Trwający w Izraelu od 2019 roku impas polityczny sprawił, że w tym czasie kilkukrotnie już zrywano Knesset i zwoływano nowe wybory. Pomimo tego stery rządu nadal utrzymywał prezes Likudu, który podpisał nawet specjalną umowę ws. rotacyjnego urzędowania na stanowisku premiera z Benem Gancem, lecz ostatecznie nie doszła ona do skutku, gdyż wcześniej koalicjanci rozstali się w niezgodzie powodując kolejne już wybory parlamentarne w kraju.

Naftali Bennett w egzotycznej koalicji

Dziś wieczorem na izraelskiej scenie politycznej doszło do przełomu i już wkrótce może dojść do poważnych zmian. Lider radykalnego ugrupowania prawicowego Yasmina, ogłosił dołączenie do tworzonego przez Yaira Lapida “Bloku Zmian”. Naftali Bennett otrzymał od lewicowego lidera obietnicę przewodniczenia w nowym rządzie.

Wcześniej prawdopodobnie przyszły Premier Izraela zadeklarował brak możliwości współpracy z obecnym rządem – “Nie ma możliwości utworzenia prawicowego rządu z Benjaminem Netanjahu. To kompletne kłamstwo” – dodając również, że powstanie nowy rząd z tworzącej się koalicji lub zostaną rozpisane kolejne już wybory.

Ugrupowanie Netanjahu – Likud (Unia) – w koalicji z blokiem Jahadut Ha-Tora (blok Zjednoczonego Judaizmu Tory) oraz partią Szas (Safardyjską Partią Strażników Tory) ma obecnie w 120-osobowym Knesecie zaledwie 52 posłów. To zdecydowanie za mało, aby myśleć o stworzeniu rządu, do którego potrzeba poparcia 61 parlamentarzystów.

“Blok Zmiany” ma funkcjonować także z poparciem arabskiej partii Ra’am (Zjednoczona Lista Arabska), jednak to ugrupowanie, według doniesień “The Times of Israel”, nie będzie wchodziło w skład nowego ugrupowania. “Blok Zmiany” może więc liczyć na 57 parlamentarzystów. Z czterema posłami arabskiej partii ugrupowanie osiągnie odpowiednią większość. Jednakże arabscy posłowie nie wejdą w skład koalicji rządzącej.

Przeciwnik Palestyny nowym premierem?

Naftali Bennett piastował w przeszłości kilkukrotnie rolę ministerialną w rządach Benjamina Netanjahu. Od 2013 do 2015 był ministrem odpowiedzialnym za diaspory oraz Jerozolimę, z kolei od 2015 do 2019 roku piastował urząd ministra edukacji łącząc tę funkcję z resortem ds. diaspory. Ostatecznie w latach 2019-2020 sprawował funkcje ministra obrony, którą później utracił na rzecz Bennego Ganca, który miał według podpisanej umowy sprawować w późniejszym czasie funkcję premiera.

Warto zaznaczyć, że polityk ten może stanowić dla Palestyńczyków zagrożenie oraz niewykluczone, że może on złamać obecne umowy o zawieszeniu broni ze Strefą Gazy. Zasłynął on również z bardzo kontrowersyjnych wypowiedzi, przyznając się do zabijania Arabów – “Zabijałem w życiu wielu Arabów i nie widzę tutaj nic złego” – powiedział niegdyś przyszły premier Izraela.

Problemy sądowe Benjamina Netanjahu

Obecny Premier Benjamin Netanjahu został postawiony w stan oskarżenia za wykorzystywanie swojego urzędu w zamian za korzyści polityczne. Głównym zarzutem są relacje Netanjahu z magnatem telekomunikacyjnym Szaulem Elowiczem. Prokuratura oskarża izraelskiego premiera, że w latach 2012-2017 miał wprowadzać nowe prawo, dzięki którym biznesmen zarobił ok. 500 mln dolarów. Netanjahu miał wymagać za to, by w zarządzanym przez Elowicza portalu, ukazywały się pozytywne informacje na temat rządów premiera Izraela.

Dodatkowo premier Netanjahu jest oskarżony o nadużywanie władzy. Polityk miał grozić władzom innego portalu, że w przypadku opublikowania niekorzystnych dla rządu informacji zablokuje wprowadzenie korzystnych dla firmy przepisów. W przypadku utraty tak silnego stanowiska w państwie, może to oznaczać dla lidera Likudu poważne problemy, gdyż utraci on wpływy polityczne i swoistą nietykalność.

wp.pl

Europejscy konserwatyści łączą siły w PE

Giorgia Meloni, europejscy konserwatyśc, Santiago Abascal, Mateusz Morawiecki, Matteo Salvini, Jarosław Kaczyński, Victor Orban, Parlament Europejski / fot. Twitter/@Santi_ABASCAL

Prezes Prawa i Sprawiedliwości oraz Premier intensyfikują swoje działania na polu międzynarodowym. Europejscy konserwatyści grupują siły w Parlamencie Europejskim. W piątek doszło do rozmów pomiędzy Jarosławem Kaczyńskim, a liderem hiszpańskiego VOX Santiago Abascalem oraz liderką Braci Włoch Giorgią Meloni. Wcześniej dochodziło do spotkań z liderem włoskiej Ligi Matteo Salviniego oraz z Premierem Węgier, a zarazem liderem Fideszu Victorem Orbanem.

  • W piątek doszło do spotkania Prezesa PiS z Giorgią Meloni z Braci Włoch oraz Santiago Abascalem z hiszpańskiego VOX
  • Liderzy centroprawicowych ugrupowań rozmawiali na temat wspólnej przyszłości i działań podejmowanych na polu europejskim
  • Natomiast w sobotę przybyli goście rozmawiali z Premierem Mateuszem Morawieckim przy wspólnym obiedzie
  • Wielkim orędownikiem europejskiego sojuszu jest były wicepremier Włoch Matteo Salvini z Ligi, który zaproponował na czerwiec spotkanie liderów w Warszawie lub w Rzymie
  • Zobacz także: Obostrzenia sanitarne nie dla wszystkich? Szalona zabawa polityków PiS

W Warszawie doszło w piątek do spotkania liderów centroprawicowych partii politycznych z Włoch i Hiszpanii. Giorgia Meloni z Braci Włoch oraz Santiago Abascal z hiszpańskiego Vox rozmawiali z prezesem Prawa i Sprawiedliwości o przyszłości i wspólnych działaniach na polu europejskim. W ostatnim czasie dochodzi również do intensyfikacji rozmów na temat utworzenia nowej siły centroprawicowej w Parlamencie Europejskim, jako konserwatywny front wobec siły politycznej liberalnej lewicy.

Europejscy konserwatyści łączą siły w PE

Nie ustają prace zakulisowe polityków konserwatywnych i mieniących się takimi na polu europejskim Od kilku miesięcy europejscy konserwatyści dążą do utworzenia w Parlamencie Europejskim wspólnej frakcji, która stawiłaby czoła liberalno-lewicowym siłom. Do grona czołowym reformatorów można tu zaliczyć Giorgię Meloni z Braci Włoch, która przewodniczy obecnie frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, byłego wicepremiera Włoch Matteo Salviniego z Ligi, Premiera Viktora Orbana z Fideszu, Jarosława Kaczyńskiego z Prawa i Sprawiedliwości, a także zyskujący na sile Santiago Abascal z hiszpańskiego Vox.

“Trwa ważne spotkanie Jarosława Kaczyńskiego z liderami Giorgia Meloni, Santiago Abascal na temat bieżącej aktywności grupy EKR oraz potencjalnych scenariuszy związanych ze zwiększeniem politycznej aktywności, obecności oraz roli odgrywanej w Parlamencie Europejskim” – informował Tomasz Poręba.

Warto odnotować, że w piątek liderzy zadeklarowali odnalezienie wspólnego języka i wolę szybkiego założenia międzynarodowego sojuszu konserwatystów, nie tyle pragnących opuścić Unię Europejską, lecz chcących ją zmienić na Europę Ojczyzn, która ma polegać na współpracy z poszanowanie suwerenności narodów wspólnoty.

Z kolei w niedzielę lider włoskiej Ligi Matteo Salvini zaproponował utworzenie w Parlamencie Europejskim nowej siły politycznej z przedstawicieli grup: Tożsamość i Demokracja, w której jest jego partia, Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, gdzie jest PiS, a także Europejskiej Partii Ludowej.

“Zaproponowałem następne spotkanie w czerwcu, we Włoszech albo w Polsce. Mam nadzieję, że nikt nie będzie zazdrosny ani nie będzie miał postawy blokującej, bo stawką jest Europa” – podkreślił sojusznik Giorgi Meloni – “Europa to nie Unia Europejska, to nie euro. To miliony Europejczyków. Media traktują to jako spotkanie ekstremistów, ale my tu niesiemy zasiew. Możemy być pierwszą partią z co najmniej 130 parlamentarzystami” – dodał.

Na spotkaniu swoją obecność potwierdził Premier Mateusz Morawiecki, który w ostatnim czasie spotkał się w Budapeszcie z Premierem Węgier oraz Matteo Salvinim, by omawiać dalsze wspólne działania. Jak podkreślają politycy Prawa i Sprawiedliwości Prezes Rady Ministrów podejmuje negocjacje w kwestii utworzenia wspólnego konserwatywnego bloku podczas spotkań z europejskimi prawicowymi liderami. W sobotę ugościł on na wspólnych rozmowach przybyłą w piątek delegację europejskich liderów.

tvp.info

Prezydent USA, Joe Biden

Prezydent Joe Biden / Fot. screen

Obecny Prezydent Stanów Zjednoczonych był znany z przeszłości ze swojego nagannego zachowania wobec dzieci. Tym razem obrzydliwe słowa Joe Biden skierował w stronę kilkuletniej dziewczynki jednego z żołnierzy. Stało się to podczas spotkania w amerykańskiej bazie w Joint Base Langley-Eustice w Hampton. Amerykańskiemu przywódcy spodobały się spinki we włosach, a także stwierdził, że wygląda jak licealistka. Sztab Prezydenta zbagatelizował całą sprawę powołując się na sędziwy wiek swojego szefa.

  • Amerykańskie społeczeństwo oraz władze mają w tradycji pielęgnowanie i wychwalanie weteranów wojennych poprzez specjalne uroczystości i wydarzenia, dlatego w poniedziałek obchodzono tam Dzień Pamięci
  • Z tej okazji Joe Biden wizytował w amerykańskiej bazie Joint Base Langley-Eustice w Hampton
  • W trakcie specjalnego przemówienia w kierunku 12-letniej dziewczynki wypowiedział obrzydliwe słowa, sprawiając wśród gości konsternację
  • Pochwalił dziewczynkę za ładne spinki do włosów oraz eleganckie maniery jakie zachowują dorosłe kobiety
  • Główne amerykańskie media nie nagłośniły odpowiednio tej sprawy, bagatelizując po raz kolejny dziwne zachowania lidera Demokratów
  • Zobacz także: Biden spotka się z Putinem. Miejscem debaty będzie Szwajcaria

W poniedziałek Prezydent Stanów Zjednoczonych z okazji Dnia Pamięci wizytował w jednej z amerykańskich baz wojskowych Joint Base Langley-Eustice w Hampton. W ramach podniosłych uroczystości, Joe Biden wygłosił przemówienie do weteranów wojennych oraz pozostałych żołnierzy z tego ośrodka. To właśnie podczas niej padły niewłaściwe sformułowania w kierunku jednej z małych uczestniczek wydarzenia.

Obrzydliwe słowa Bidena

Bezapelacyjnie ponownie na wierzch wyszła niepokojąca skłonność lidera Demokratów do małych dzieci. Podczas przemówienia amerykański przywódca niespodziewanie skierował w ocenie wielu komentatorów obrzydliwe słowa w kierunku kilkuletniej córki obecnej na miejscu Brittany Bean, żony weterana przebywającego obecnie w Afganistanie. W niepokojący sposób odniósł się do urody 12-letniej dziewczynki, a także skomplementował jej postawę.

“Jestem szczególnie zaszczycony, że mogę dzielić scenę z Brittany, Jaredem, Nathanem, Margaret i Catherine. Uwielbiam te spinki we włosach. Rany, spójrzcie na nią, wygląda, jakby miała 19 lat, siedząc tam jak mała dama ze skrzyżowanymi nogami” – powiedział Prezydent USA, wywołują wśród zgromadzonych konsternację.

W przeszłości zdarzało się, że w trakcie publicznych zgromadzeń Biden czule obejmował kobiety, fundował im niespodziewany „masaż” pleców, głaskał, a czasem nawet całował włosy. W trakcie ubiegłorocznej kampanii prezydenckiej kilka kobiet zaczęło opowiadać w mediach, że nie mogły się bronić, były sparaliżowane ze strachu, wciąż przeżywają traumę.

Post Millenial

Szwajcarska flaga.

Szwajcarska flaga. / Fot. Pixabay

Choć Szwajcaria nie należy do UE, to na podstawie dotychczasowych umów uczestniczyła m.in. w jednolitym rynku. To może się zmienić. Upadły negocjacje ws. nowych warunków stosunków między UE a Szwajcarią. Kraj przygotowuje się do opuszczenia wsspólnego rynku.

  • Szwajcaria zerwała negocjacje z UE na temat nowej umowy. Teraz powoli będzie wychodziła z jednolitego rynku – poinformowała “Rzeczpospolita”.
  • Nie do przyjęcia przez Szwajcarię były takie warunki, jak jurysdykcja sądu UE w sporach między UE i Szwajcarią oraz zmuszanie do uznania swobody przemieszczania się i osiedlania pracowników z UE.
  • UE chciała dostosowywania prawa szwajcarskiego do norm unijnych.
  • Zobacz także: Wilk: Wbijcie sobie do głowy ciemniaki, że opieka nad dziećmi to też praca

Według wyliczeń Fundacji Bertelsmanna zysk, jaki ma Szwajcaria z dostępu do rynku UE to 2900 euro na mieszkańca rocznie, podczas gdy średnio w UE zysk ten sięga 1000 euro. – Szwajcaria jest bardzo zadowolona z obecnego stanu rzeczy – uważa Gilbert Casasus, profesor studiów europejskich na Uniwersytecie we Fryburgu. – Ma 120 umów dwustronnych podpisywanych od 1999 r. – przypomina.

Unia Europejska chciałaby jednak zacieśnić współpracę. W związku z tym od pewnego czasu toczyły się negocjacje na temat podpisania jednej ramowej umowy o współpracy, która w sposób dynamiczny wymagałaby dostosowywania prawa szwajcarskiego do norm unijnych. Takie warunki były jednak nie do zaakceptowania przez szwajcarskich polityków i zdecydowali się zerwać rozmowy.

Szwajcaria broni swojej suwerenności

Szwajcaria zerwała negocjacje z UE na temat nowej umowy. Teraz powoli będzie wychodziła z jednolitego rynku – poinformowała “Rzeczpospolita”. Nie do przyjęcia przez Szwajcarię były takie warunki, jak jurysdykcja sądu UE w sporach między UE i Szwajcarią oraz zmuszanie do uznania swobody przemieszczania się i osiedlania pracowników z UE.

– Gdy w 1992 r. Szwajcaria odmówiła wejścia do Europejskiego Obszaru Gospodarczego, musiało minąć kilka lat, zanim biznes zobaczył swoje straty i zażądał negocjacji umowy z UE. Oczekuję, że w 2027 r., po kolejnych wyborach, przedsiębiorcy i naukowcy wymogą na politykach zbliżenie z UE – przewiduje Casasus.

rp.pl, twitter.com