Napięcia na osiedlu przy ulicy Miasteczko Młodego Robotnika w Mielcu trwają od początku czerwca. Właśnie wówczas w rejonie Parku Leśnego „Górka Cyranowska”, szesnastoletni polski chłopak został pobity przez rok młodszego Cygana. Sprawa trafiła do sądu rodzinnego, a Polak stracił dwa zęby. Niedługo potem w rejonie wspomnianego osiedla pojawiły się napisy krytyczne wobec cygańskiej społeczności.
W niedzielę pojawiła się natomiast na nim grupa Polaków, najprawdopodobniej znajomych pobitego chłopaka, którzy zamierzali odpowiedzieć na pobicie swojego kolegi. Co prawda w wyniku starć nikt nie odniósł poważniejszych obrażeń, tym niemniej policja opanowywała sytuację przez kilka godzin. Funkcjonariusze przybyli zresztą na miejsce także z okolicznych miejscowości znajdujących się w województwie podkarpackim.
Chciał przejechać Polaków autem
Policjanci chwalą się, że ich działania „zapobiegły naruszeniu porządku publicznego i doprowadziły do uspokojenia osób biorących udział w zbiegowisku”. Nie wszyscy jednak okazali się spokojni, bo jeden z Cyganów próbował przejechać grupkę Polaków samochodem. Został on już zresztą zatrzymany i przesłuchany, tłumacząc swoje postępowanie poczuciem zagrożenia ze strony Polaków.
Do próby przejechania samochodem grupy Polaków nie odniósł się Roman Kwiatkowski ze Stowarzyszenia Romów w Polsce. W rozmowach z mediami wyraził on natomiast zaniepokojenie możliwością wybuchu kolejnych zamieszek, które nawiązywałyby do wydarzeń mających miejsce w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Wówczas w Mławie, Oświęcimiu i Koninie również doszło do starć będących odpowiedzią na cygańską przestępczość.
Chciał nas po prostu przejechać samochodem, ale odskoczyliśmy
Minister zdrowia Adam Niedzielski pytany w Radiu Plus czy rząd rozważa wprowadzenie obowiązkowych szczepień na covid-19, mówi: „Rozmawiamy na ten temat. Decyzje nie zostały jeszcze podjęte. Niedawno ukazały się badania CBOS, które pokazują, że chętnych bądź zaszczepionych jest sumarycznie w społeczeństwie 70% i ta wielkość przestała się zwiększać. Niestety mam wrażenie, że dochodzimy do szklanego sufitu, trudno jest przekonać nieprzekonanych, bo wszystkie argumenty i działania zostały już podjęte”.
– Jacek Prusinowski: Kiedy i na jakim poziomie zostanie podjęta decyzja, przed czwartą falą?
– Adam Niedzielski: Rozmawiamy o takich scenariuszach, żeby w pierwszej kolejności obowiązkowym szczepieniem objąć te grupy, które są najbardziej narażone na ciężkie konsekwencje przechorowania. Czyli mówimy o seniorach, ale tez w pierwszej kolejności o medykach. Zaszczepienie tej grupy pokazuje jak bardzo zmniejszyła się liczba zakażeń wśród personelu, a to było krytyczne zagadnienia szczególnie w II fali. To nawet postulat wysuwany przez to środowisko.
Czwarta fala pandemii w połowie sierpnia. Maseczki pozostaną także po wakacjach.
Adam Niedzielski mówił też o perspektywie czwartej fali pandemii w Polsce:
„W tej chwili w Wielkiej Brytanii jest powyżej 20 tysięcy zakażeń, odnosząc to do skali Polski oznacza to, że mielibyśmy pod 15 tysięcy zakażeń, to już oczywiście dużo. Taka liczba będzie wywoływała konieczność reakcji. Może być przyrost zakażeń, ale on będzie w zdecydowanie mniejszym stopniu obciążał infrastrukturę szpitalną (…) Musimy się przyzwyczajać, że covid jest w naszym otoczeniu. Tak jak w systemie opieki zdrowotnej będziemy go coraz bardziej traktowali jako zwykłą chorobę, tak samo będzie z restrykcjami, one prawdopodobnie będą mniejsze, bo to nie będzie już tak zaburzało życia społecznego, o ile liczba zachorowań nie wymknie się spod kontroli.
Teraz mamy apogeum zakażenia w Wielkiej Brytanii. U nas ewentualność pojawienia się tej czwartej fali to jest prawdopodobnie druga połowa sierpnia. Pod tym względem, jeśli ten przejściowy wzrost zachorowań miałby miejsce we wrześniu, to siłą rzeczy maseczki pozostaną nadal tym obostrzeniem.”
Jak ustaliła “Rzeczpospolita”, pracodawcy chcą wejść w posiadanie wiedzy na temat statusu zaszczepienia swoich pracowników.
Prośbę motywują troską o przeciwdziałanie kolejnej fali COVID-19.
W tej chwili korzystać z rejestru osób zaszczepionych mogą już restauratorzy i organizatorzy imprez, którzy nie muszą wliczać osób zaszczepionych do limitów określonych w ustawie antycovidowej.
Postępująca ingerencja w życie prywatne oraz zdrowie obywateli trwa. Urzeczywistnieniem kolejnego kroku w kierunku inwigilacji obywateli jest apel przedsiębiorców do rządu. Ich postulatem jest dostęp do danych zawierających informacje o statusie zaszczepienia pracowników. Również w Polsce, sieć kin Helios wprowadza podział w sprzedaży biletów na wejściówki dla zaszczepionych i niezaszczepionych.
Apel przedsiębiorców do rządu
Według informacji gazety, pracodawcy chcą wiedzieć którzy pracownicy są zaszczepieni przeciw COVID-19. Swoją prośbę motywują chęcią przeciwdziałania nadchodzącej fali koronawirusa.
Urząd Ochrony Danych Osobowych (UODO) opublikował w ubiegłym tygodniu komunikat w tej sprawie. Wynika z niego, że z takich informacji już teraz mogą korzystać np. restauratorzy czy organizatorzy imprez, którzy na tej podstawie mogą wpuszczać zaszczepionych i ozdrowieńców poza limitami określonymi w przepisach antycovidowych.
Jak przyznaje przedstawiciel Konfederacji Lewiatan, apel przedsiębiorców do rządu wcale go nie zdziwił. Robert Lisicki w rozmowie z gazetą podkreśla, że “dostęp do informacji o szczepieniu to jeden z najczęściej powtarzających się w ostatnich dniach postulatów płynących od przedsiębiorców”.
Zdaniem Ministerstwa Zdrowia istnieje możliwość weryfikowania statusu zdrowotnego pracowników za pomocą systemu Unijnych Certyfikatów Covid, ale tylko i wyłącznie na podstawie dobrowolnie wyrażonej zgody osoby, której dane dotyczą. Z kolei UODO ma wątpliwości, czy zgoda pracownika może stanowić podstawę legalizującą przetwarzanie danych dotyczących zdrowia w relacji pracodawców z pracownikami
– pisze dziennik.
“Wszystko wskazuje więc na to, że do udostępnienia przedsiębiorcom informacji niezbędna jest nowelizacja przepisów”
– konkluduje gazeta.
Segregacja sanitarna staje się faktem?
W Polsce zaobserwować można postępującą segregację sanitarną. Do sieci wyciekło zdjęcie biletu sieci kin Helios. W sposób jawny i bezpośredni kategoryzuje ona sprzedawane wejściówki na te dla zaszczepionych i niezaszczepionych. Warunkiem nabycia biletu dla tej pierwszej grupy może być okazanie certyfikatu szczepienia.
Sieć kin Helios, powołując się na nielegalne rozporządzenie rządu, wprowadza obrzydliwą segregację ludzi. Od teraz bilety dzielą widzów na zaszczepionych i niezaszczepionych. Najgorsze skojarzenia przychodzą na myśl. pic.twitter.com/jjj433qP34
Kino podkreśla, że wprowadzenie podziału biletów ma służyć umożliwieniu uczestniczenia w seansie większej liczby widzów. Przypomnijmy, że zgodnie z decyzją rządu, osoby zaszczepione nie są wliczanie do limitów obowiązujących właśnie m.in. w kinach, teatrach czy na weselach.
“Ponieważ liczba widzów mogących jednocześnie oglądać seans w sali kinowej jest ograniczona (75% miejsc + osoby w pełni zaszczepione), realizując prawny obowiązek i dbając o Twoje bezpieczeństwo oraz komfort, wprowadziliśmy do sprzedaży bilety z dopiskami: zaszczepiona/, niezaszczepiona/y, do 13. roku życia. Jeżeli jesteś w pełni zaszczepiona/y i możesz okazać potwierdzenie szczepienia – poinformuj o tym kasjera przed zakupem biletów. Dzięki temu więcej osób będzie mogło uczestniczyć w seansie”
– wskazuje Helios.
“Status osoby zaszczepionej można potwierdzić korzystając z kodu QR, który po zalogowaniu się widoczny jest w aplikacji mObywatel. Certyfikat szczepienia dostępny jest także w Internetowym Koncie Pacjenta (www.pacjent.gov.pl). Fakt pełnego zaszczepienia można potwierdzić również poprzez okazanie zaświadczenia otrzymanego w punkcie szczepień. W przypadku odmowy okazania potwierdzenia, kasjer będzie mógł sprzedać wyłącznie bilet z dopiskiem niezaszczepiona/y. Decydując się na zakup online biletów z dopiskiem zaszczepiona/y, obsługa kina może poprosić Cię oraz osoby towarzyszące o okazanie dokumentu potwierdzającego pełne szczepienie”
– podaje kino.
W Polsce wykonano dotąd ponad 28,4 mln szczepień przeciw COVID-19. Dwiema dawkami zaszczepiło się już ponad 12,7 mln osób.
Biden - Riwlin / Fot. Mark Neyman
Wikimedia Commons
Prezydenci Izraela i Stanów Zjednoczonych spotkali się w Waszyngtonie. Tematem rozmów była przede wszystkim kwestia Iranu i pozycji Izraela na arenie międzynarodowej.
Prezydent Joe Biden złożył “żelazne” zobowiązanie do ochrony interesów swojego sojusznika i wyraził nadzieję na spotkanie z nowym premierem Naftalim Bennettem w niedalekiej przyszłości.
Prezydent Rauwen Riwlin wyraził swoje zadowolenie z rozmów w Białym Domu i podkreślił, że stosunki z USA są “absolutnie doskonałe”
Polityka nowej administracji Białego Domu i chęć powrotu do porozumienia jądrowego z Iranem od początku wywoływała niepokoje w Izraelu, który był przeciwny układowi. Nastroje w Izraelu zmieniły się jednak po wizycie prezydenta Rauwena Riwlina w Waszyngtonie. Prezydent Izraela w Białym Domu spotkał się z Joe Bidenem. Spotkanie miało miejsce w poniedziałek 28 czerwca.
Prezydent Izraela w Białym Domu
Iran był jednym z głównych tematów rozmów obu przywódców. Biden przypomniał, że dzień wcześniej USA przeprowadziły serię uderzeń na proirańskie milicje w Syrii i Iraku. W wyniku odwetu Stanów Zjednoczonych, po stronie przeciwnika zginęło co najmniej 5 osób.
Wśród tematów poruszanych w poniedziałek były też konsekwencje niedawnego konfliktu zbrojnego między Izraelem i Hamasem w Strefie Gazy.
Amerykański przywódca stwierdził w rozmowie z prezydentem Izraela, że jego zobowiązanie chronienia interesów Izraela w regionie Bliskiego Wschodu jest “żelazne”i wyraził przy tym poparcie dla starań Tel Awiwu o normalizację stosunków z państwa arabskimi, takimi jak: Zjednoczone Emiraty Arabskie i Katar.
“To, co mogę wam powiedzieć, to że Iran nigdy nie zdobędzie broni jądrowej na mojej wachcie”
– zapewniał Biden
Biden dodał również, że ma nadzieję na spotkanie z nowym premierem Izraela Naftalim Bennettem. Prezydent Izraela w Białym Domu wyraził zgodność z Bidenem i potwierdził sojusz ze Stanami Zjednoczonymi.
Riwlin nie krył swojego zadowolenia i satysfakcji z odbytych rozmów. Ocenił, że relacje z USA są “absolutnie doskonałe”.
Przed samym spotkaniem w Białym Domu, Rauwen Riwlin spotkał się także z ambasadorem Zjednoczonych Emiratów Arabskich w Waszyngtonie.
Wizyta Riwlina w Waszyngtonie to ostatnia zagraniczna wizyta obecnego prezydenta Izraela. Jego siedmioletnia kadencja wygasa w lipcu.
Najnowszy sondażjednoznacznie wskazuje walkę pomiędzy czołowymi ugrupowaniami politycznymi w Polsce. Na czele pozostaje PiS z poparciem rzędu 33,5 proc. obywateli. Walka o drugie miejsce odbywa się między Polską 2050 Szymona Hołowni, a Koalicją Obywatelską. Ruch Hołowni może liczyć na 17,9 proc. głosów, natomiast KO na 16,1 proc. “SE” zwraca uwagę, że jeśli Donald Tusk wróci do polskiej polityki to musi dogadać się z Szymonem Hołownią.
Najnowszy sondaż okazał się nieco mniej przychylny dla Konfederacji, która uzyskała w nim 9,3 proc. głosów. Dalej jest Lewica z wynikiem 8,3 proc. Najniższy wynik w stawce uzyskało PSL, które odnotowało 5,4 proc. poparcia. Duża grupa wyborców jeszcze nie wie, na kogo oddałaby głos. W tym sondażu niezdecydowanych jest 9,5 proc. badanych.
Swój udział w wyborach zadeklarowało zaledwie 44,2 proc. potencjalnych wyborców (w tym 30,3 proc. było pewnych, że udałoby się do urn wyborczych, a 13,9 proc. odpowiedziało, że “raczej” odwiedziłoby lokale wyborcze).
Politolog dr hab. Bartłomiej Biskup komentując wynik sondażu podkreślił, że ugrupowanie Szymona Hołowni “jest chyba najbardziej tajemniczą partią w Polsce.” “Jeżeli chodzi o koalicję, to wykluczyli tylko z PiS-em” – dodał.
Najnowszy sondaż partyjny został przygotowany na zlecenie Onet.pl przez Instytut Badań Rynkowych i Społecznych IBRiS 31 maja.
Porównując wyniki najnowszego sondażu z obrazem badania opinii wyborców wykonanym 21 czerwca można stwierdzić, że obóz Zjednoczonej Prawicy utracił część głosów na rzecz Koalicji Obywatelskiej. Widoczny spadek poparcia odnotowuje Polska 2050, której słupki sondażowe spały o 2,2 proc. Straciły również Konfederacja oraz Lewica, lecz są to liczby oscylujące w bliższych granicach błędu statystycznego.
Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Daniel Allgyer/Pixabay
rysunek: Jan Bodakowski
Niektórym wszystko kojarzy się z seksem, innym z Żydami. Polacy starają się dostosować do zwariowanej rzeczywistości stworzonej przez polityków. W ramach walki z ”pandemią” politycy od lat dręczący Polaków, solidarnie, ręka w rękę ci rządu i ci z opozycji (nie licząc kilku wyjątków), zafundowali Polakom kneblowanie niczym z jakiś perwersyjnych praktyk. Polakom nakazano nosić maseczki.
Niedotlenienie mózgu skutkuje trudnościami w myśleniu – ten mechanizm, by zniewalać adeptów, stosują sekty destrukcyjne (obok niskobiałkowej diety promowanej przez wegan). Takie niedotlenienie jest zresztą wygodne dla polityków – niedotlenieni wyborcy, nie dostrzegający, że są wykorzystywani to dla polityków ideał.
Naturalny zdrowy instynkt przetrwania zmusza jednak Polaków do udrożniania dróg oddechowych, by umożliwić dopływ niezbędnego dla życia tlenu. Realizm nakazuje, by robić to tak, by nie przyczepiła się władza. Skutkuje to noszeniem maseczek pod nosem czy na brodzie. Niektórym maseczki dyndają na uchu, co kojarzy się (tym, którym wszystko kojarzy się z Żydami) z pejsami.
Kacper Kita był gościem poniedziałkowego Raportu Geopolitycznego w Mediach Narodowych. Ocenił ingerencję USA oraz Izraela w polską legislację i analizował przyszłość stosunków międzynarodowych w tej dziedzinie.
Zdaniem Kity, Izrael realizuje swoją politykę rękoma ambasady amerykańskiej.
Ekspert uważa, że ingerencja Izraela w polską legislację świadczy o słabości stosunków Polska-Izrael. Jedynym wyjściem zdaniem eksperta jest prowadzenie podmiotowej polityki. Bez oglądania się na zdanie innych państw.
Redaktor Nowego Ładu powołał się również na sytuację na Bliskim Wschodzie, gdzie Izrael wciąż grabi mienie Palestyńczyków.
Kita twierdzi, że relacje Polska-Izrael nie będą nigdy na satysfakcjonującym poziomie ze względu na brak spoiw kulturowych oraz skrajny antypolonizm Izraela.
Rozmowa przeprowadzona została cztery dni po głosowaniu Sejmu w sprawie Kodeksu postępowania administracyjnego. Kacper Kita ocenił ingerencję Izraela w polską legislację oraz analizował przyszłość stosunków międzynarodowych w tej dziedzinie. Kita ocenia relacje Polska-Izrael jako niemożliwe do poprawy ze względu na brak spoiw łączących oba narody i skrajny antypolonizm w Izraelu.
Izrael ingeruje w sprawy polskie za pomocą dyplomacji USA
Na początku programu gość Jana Hernika został zapytany o list amerykańskiego charge d’affiares w Warszawie do Elżbiety Witek. Zawierał on krytykę polskiego procesu legislacyjnego i opracowywanej przez polski parlament nowelizacji Kodeksu postępowania administracyjnego. Kita jednoznacznie ocenia pismo amerykańskiego dyplomaty jako element nacisku na Polskę władz amerykańskich, które reprezentują interesy Izraela.
“Jest to po prostu jednoznaczny nacisk ze strony Stanów Zjednoczonych, które dają do zrozumienia, że zamierzają naciskać coraz bardziej na polski rząd, żeby wyegzekwować te roszczenia. (…) Polski rząd nie ma zupełnie co liczyć na taryfę ulgową.”
– powiedział na początku programu gość.
Wspomniał również o wypowiedzi amerykańskiego Sekretarza Stanu Anthonego Blinkena, który posiadając korzenie polskie publicznie szkaluje Polaków oraz zakłamuje historię związaną z rzekomymi prześladowaniami mniejszości żydowskiej na terenach polskich przed II wojną światową.
“Możemy spodziewać się regularnych nacisków na Polskę, polski rząd ze strony Aliu, wszelkich innych dyplomatów amerykańskich. Są to ludzie, którzy autentycznie uważają, że Polacy historycznie mają na sumieniu winy wobec Żydów.”
– dodał.
Gość programu wskazał na nową politykę Stanów Zjednoczonych, która zakłada walkę z antysemityzmem na równi z walką z homofobią,czy rasizmem.
Ingerencja Izraela w proces legislacyjny, a relacje Polska-Izrael
W następnej części programu proszony został wątek reakcji ambasady Izraela oraz MSZ na legislację polskiego parlamentu. Chodzi o nowelizację Kodeksu postępowania administracyjnego. Nowe przepisy zakładają, że po upływie 30 lat od wydania decyzji administracyjnej niemożliwe będzie postępowanie w celu jej zakwestionowania. Uchwalenie takiego okresu przedawnienia w wymiarze 30 lat uniemożliwiałoby dochodzenia roszczeń wobec decyzji wywłaszczeniowych władz komunistycznych.
Dotychczas w przypadku stwierdzenia sprzeczności takiej decyzji z porządkiem prawnym dawny właściciel lub jego spadkobierca mógł ubiegać się o zwrot mienia lub odszkodowanie. Nowelizacja Kodeksu Postępowania Administracyjnego jest więc metodą polskiego rządu na uniknięcie wielomiliardowych, bezpodstawnych roszczeń wysuwanych za pośrednictwem amerykańskim przez Żydów.
Kacper Kita podkreślił, że ingerencja władz Izraela w nowelizację jest zagrożeniem polskiej suwerenności. Dodał, że należy budować pewien konsensus, lecz zawsze oparty na podmiotowości Polski. Najlepszym sposobem do pokazania suwerenności jest zdaniem eksperta jednogłośne przegłosowanie i przeprowadzenie ustawy przez parlament. Redaktor Nowego Ładu został zapytany o to, w jakim stopniu ustawa reprywatyzacyjna będzie skuteczna w zwalczaniu roszczeń żydowskich. Gość powiedział, czy ma ona szansę w ogólne przejść proces legislacyjny.
“Myślę, że ustawa przejdzie. Nawet jeżeli Senat będzie przeciwko, to PiS z mniejszymi ugrupowaniami utworzy większość w ewentualnym odrzuceniu weta Senatu. (…) Jesteśmy w sytuacji, w której polski rząd próbował przeprowadzić uderzenie wyprzedzające.”
– powiedział gość.
Zdaniem Kacpra Kity, PiS przeprowadzając przez Sejm nowelizację Kodeksu postępowania administracyjnego dotyczącą tzw. “dzikiej reprywatyzacji” próbuje w sposób zakamuflowany wejść do walki przeciwko roszczeniom żydowskim, które przez wiele lat były przez obóz władzy bagatelizowane.
“Nie powiedzą, że to się wprost nazywa ustawa przeciwko roszczeniom żydowskim, czy przeciw “447”, tylko oczywiście o to chodzi. Wszyscy wiedzą, że o to chodzi. Jest to chęć trwania w pewnej iluzji.”
– podsumował Kita.
Izrael ma moralne prawo domagać się cudzej własności?
Kita został zapytany o moralne prawo Izraela względem roszczeń do cudzej własności. Ekspert Mediów Narodowych powołał się na historię Izraela i sytuacje między Żydami, a Arabami. Gość przyznał, że Izraelczycy zagrabiają własność Palestyńczyków oraz blokują ich roszczenia do odzyskania własnej. Ekspert powołał się na Human Rights Watch, które wprost przyznaje, że Izrael jest państwem apartheidowym.
“W 67′ roku Izrael odbił całość Jerozolimy. Od tego momentu, tylko ci Żydzi, którzy zostali wysiedleni ze swoich domów po wschodniej części Jerozolimy mają prawo domagać się powrotu do swoich domów. Palestyńczycy nie.”
– poinformował gość.
Relacje Polska-Izrael skazane na porażkę?
Zdaniem Kacpra Kity odpowiedź polskiego MSZ, tak jak ogólny poziom rozmów między administracjami obu państw nie zmieni wiele w relacjach miedzy Polską, a Izraelem. Zdaniem eksperta zawsze może być gorzej w tej materii, ale najważniejsze dla strony Polskiej jest podjęcie decyzji politycznej. Ekspert uważa, że Polska nie może ulec presji ze strony Stanów Zjednoczonych i Izraela.
“Teraz naszym zadaniem, opinii publicznej jest naciskać na polską władzę, aby nie uległa presji”
– powiedział.
“Trzeba się pozbyć wszelkich złudzeń”
– podsumował.
Według eksperta naprawa stosunków dyplomatycznych jest niemożliwa, bo nie ma w Izraelu środowisk politycznych przychylnych Polsce. Relacje Polska-Izrael skazane są zdaniem Kity skazane na toporny kształt ze względu na brak wspólnych wartości pomiędzy tymi krajami. Zwrócił też uwagę na skrajny antypolonizm w Izraelu, który od lat występuje od szkół po szczyty władzy państwowej.
W dalszej części programu, Kacper Kita wyraził swoją prognozę na dalszy rozwój stosunków Warszawa-Tel Awiw oraz Warszawa- Waszyngton. Całość programu jest dostępna na kanale You Tube Media Narodowe.
Gościem “Tematu Dnia” był Janusz Kowalski, poseł klubu PiS i polityk Solidarnej Polski.
Karol Plewa rozmawiał z nim m.in. o reformie oświatowej ministra Czarnka.
Kowalski ma nadzieję, że lewicowa ideologia zniknie ze szkół i uczelni w Polsce.
Kowalski o LGBT i reformie Czarnka
Jestem zwolennikiem absolutnej konfrontacji z aktywistami LGBT, również po to aby chronić godność osób, które nie są heteroseksualistami
– powiedział Kowalski.
Myślę, że jesteśmy wychowani w takiej kulturze, w której w ogóle epatowanie seksualnością, no ma swoje granice, ze względu przede wszystkim na wrażliwość innych osób
Po oczach bije dramatycznie niska frekwencja – spadek o ponad 33%. Podczas poprzednich wyborów regionalnych w 2015 do urn poszła połowa Francuzów, teraz ledwie jedna trzecia. Pokazuje to wyraźne zniechęcenie Francuzów do polityki. Ludzie mają coraz bardziej dość status quo i rządów demoliberalnego establishmentu. Wciąż te same twarze prowadzących tę samą politykę centroprawicy wymieniającej się na centrolewicę wymieniającej się na centrowych liberałów od dawna nie wywołują entuzjazmu. Kolejni prezydenci tracą urząd po jednej kadencji, odchodząc w polityczny niebyt. Napięcie spowodowane masową imigracją ludności muzułmańskiej i nieeuropejskiej rośnie. Państwo traci kontrolę nad coraz większą częścią terytorium, a zdesperowani generałowie grożą rządowi zamachem stanu, jeśli nie przeciwstawi się postępom islamu i gangów. Francuzi na dziś reagują jednak zobojętnieniem i absencją, a nie poparciem partii narodowo-populistycznych, takich jak Zjednoczenie Narodowe Marine Le Pen.
Sytuację dobrze pokazują wyniki wyborów w Prowansji. To tu Zjednoczenie Narodowe liczyło na przełamanie szklanego sufitu i zdobycie po raz pierwszy władzy na poziomie regionu. W 2015 w II turze między establishmentową centroprawicą a lepenistami było 55%:45% przy frekwencji 60%. Sondaże dawały kandydatowi RN (Rassemblement National, partii Le Pen) realne szanse na zwycięstwo. Skończyło się na minimalnie wyższej jeszcze porażce 43%:57% – a frekwencja spadła aż do 37%. Tym samym status quo zostało utrzymane, choć poparcie dlań wyraziło ⅓ Francuzów mniej. Oczywiście w wielu okręgach partie establishmentu jednoczyły się przeciwko Le Pen, a kandydaci establishmentowej centroprawicy otrzymywali nawet poparcie Francuskiej Partii Komunistycznej. Wszystko, byle nie demoniczna “skrajna prawica”. Młodzi Francuzi wydają się w większości zrezygnowani i obrażeni na politykę, podczas gdy do urn chodzą emeryci dobrze odnajdujący się w status quo, niezdolni do nazwania błędami katastrofalnych decyzji swoich pokoleń.
Czy Marine Le Pen jest za miękka?
Dlaczego po raz kolejny Le Pen miała lepsze wyniki w sondażach niż w prawdziwych wyborach? Dlaczego po raz kolejny nie zmobilizowała elektoratu? Wielu przeciwników jej linii “dediabolizacji” uważa, że wina leży po stronie Marine, która jest za mało wyrazista i zwyczajnie miałka. Od przejęcia partii z rąk ojca w styczniu 2011 Le Pen sukcesywnie “deradykalizuje” swój przekaz. Odcina się od dziedzictwa Jean Marie, którego wyrzuciła nawet z partii. Przedstawia się jako zwykła matka niepokojąca się o przyszłość swoich dzieci, a nie bojowniczka w apokaliptycznym starciu o przetrwanie cywilizacji zachodu. Ociepla swój wizerunek pokazując się jako kociara zamiast odwoływać się do klasyków kontrrewolucji. Nie uważa się za przedstawicielkę “skrajnej prawicy”, odrzucając pojęcia prawicy i lewicy. Zamiast tego mówi o “patriotach i globalistach”. Zaznacza, że nie jest wrogiem islamu jako takiego, ale “ideologii islamizmu”. Wycofała się z postulatów wyjścia z UE i strefy euro. Nie poparła marszów w obronie małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny. Często ucieka z tematów tożsamościowych w neutralne, takich jak ochrona środowiska.
Marine Le Pen miała bardzo dobre pierwsze pół roku 2021. Kolejne sondaże dawały jej coraz lepsze wyniki w prawdopodobnej II turze z Macronem – między 45 a 48%. List generałów przypomniał o dramatycznej sytuacji, w jakiej znajduje się Francja. Kolejni komentatorzy przekonywali, że tym razem Le Pen wydaje się naprawdę być na fali wznoszącej. Wyniki wyborów regionalnych stanowią jednak zimny prysznic dla liczących na jej sukces w wyborach prezydenckich w kwietniu przyszłego roku.
Na czele krytyków Le Pen stoi publicysta Éric Zemmour, którego sylwetkę przybliżałem Państwu w zeszłym roku. Już wtedy zapowiadałem, że Zemmour może wystartować na prezydenta w 2022. Dziś jest już to wysoce prawdopodobne, a porażka Le Pen w wyborach regionalnych zwiększyła tylko na to szansę. Zemmour będzie chciał zostać francuskim Trumpem, używając prowokacyjnie ostrego języka i przekonując Francuzów, że “teraz albo nigdy”. Albo wreszcie wstaną z kanapy i wezmą sprawy w swoje ręce, albo “Francja po prostu umrze”.
Niestety niewykluczone jednak, że Zemmour reprezentuje myślenie życzeniowe. Wielu Francuzów o radykalnie nawet narodowych poglądach, krytycznie patrzących na Marine i jej umiarkowaną linię, wątpi w powodzenie alternatywnego projektu oraz możliwość mobilizacji wyborczej Francuzów. Znajomy były działacz kilku francuskich organizacji narodowych napisał mi dziś rano, że “naród francuski jest kobiecy”, a wobec politycznych elit zachowuje się jak “zdradzona nastolatka, która nie odbiera telefonów od niewiernego kochanka i liczy, że w ten sposób go odzyska”. Nie chodzą na wybory licząc, że establishment się zmieni.
Mi natomiast współcześni mieszkańcy Europy Zachodniej coraz częściej wydają się przypominać szczury z eksperymentu Calhouna. Są w stanie wygodnie żyć (tak jak szczury, które dostawały pożywienie za darmo, nie musząc się o nie starać). Wielu stać na przeprowadzenie się do dzielnic czy osiedli, gdzie jest stosunkowo bezpiecznie i nadal nie ma wielu muzułmanów. Nie muszą podejmować wielkich wysiłków zbiorowych ze względu na ogromne bogactwo, które zgromadziły poprzednie pokolenia Europejczyków. Dostrzegają problemy związane z islamem, degeneracją cywilizacji zachodniej i rozpadem tradycyjnych struktur społecznych. Ankieterowi są gotowi powiedzieć, że “Tak, nie powinno być więcej muzułmanów”, Macron jest zły, a nawet zadeklarować głos na Le Pen. Koniec końców wśród bardzo wielu zwycięża jednak konsumpcja, egoizm, myślenie krótkoterminowe i niskie przyjemności. Tak jak u Calhounowskich szczurów, które mając jedzenie za darmo przeszły przez etap seksualnej rozpusty, potem ograniczyły swoje aktywności do jednostkowego jedzenia, picia i spania, a wreszcie po prostu wymarły.
Jak będzie z Europejczykami? Przyszłość pokaże. Wybory prezydenckie będą już naprawdę bliskie apokaliptycznemu starciu o przyszłość Francji, zwłaszcza jeśli wystartują w nich i Marine i Zemmour.
-Nie oddajmy sto procent wartości, ale dziesięć procent wartości nieruchomości czy ziemi. Cały naród polski poniósł ogromny ciężar odbudowy państwa po wojnie. Nie ma moralnej podstawy by biedni Polacy płacili potomkom bogatych Polaków – powiedział na antenie Polsat News Jan Śpiewak.
Odpowiedział mu skarbik Konfederacji:
– Dziesięć procent to jest jakaś propozycja, którą możemy dyskutować, z której możemy wyjść. Całą istotą sprawy jest to żeby zamknąć wreszcie tą sprawę w jakiś kompleksowy sposób i przede wszystkim żeby nie pozwalać żeby tu nadal było prawo silniejszego.
Wypowiedź Wawra wzbudziła kontrowersje. Działacz Komitetu Obywatelskiego “STOP 447” Tomasz Kalinowski skomentował:
Mam nadzieję, że to przejęzyczenie Michała Wawra i Konfederacja nie rozważa oddania Żydom 10% wartości bezpodstawnych i bandyckich roszczeń. Nie jesteśmy nic nikomu winni. W dodatku jakakolwiek uległość będzie jednoznaczna z fałszywa narracją Polak=morderca
– napisał na twitterze Kalinowski.
Mam nadzieję, że to przejęzyczenie @MichalWawer i @KONFEDERACJA_ nie rozważa oddania Żydom 10% wartości bezpodstawnych i bandyckich roszczeń. Nie jesteśmy nic nikomu winni. W dodatku jakakolwiek uległość będzie jednoznaczna z fałszywa narracją Polak=morderca #NieDlaRoszczeńpic.twitter.com/bfIZGUexge
Oczywiście, że tego nie rozważamy. Sprawa reprywatyzacji wymaga kompleksowego załatwienia w sposób uwzględniający interesy wszystkich stron – ale wyłącznie w zakresie dot. uzasadnionych praw legalnych spadkobierców ludzi pozbawionych majątków przez komunistów.
– napisał Wawer.
Oczywiście, że tego nie rozważamy.
Sprawa reprywatyzacji wymaga kompleksowego załatwienia w sposób uwzględniający interesy wszystkich stron – ale wyłącznie w zakresie dot. uzasadnionych praw legalnych spadkobierców ludzi pozbawionych majątków przez komunistów.