Paulo Sousa

Paulo Sousa: "Polska to projekt, który już się skończył" / fot. You Tube/ TVP Sport

  • Rosyjskie media nazywają selekcjonera polskiej kadry oszustem. Portal Soccer.ru uważa, że trener z takim doświadczeniem zawodowym nie powinien podejmować pracy jako selekcjoner kadry narodowej.
  • Według portalu winę za słaby wynik polskiej kadry na Euro ponosi głownie trener, który nie potrafił wykorzystać potencjału polskich zawodników.
  • Sousa jak trener polskiej reprezentacji zarabia 3,8 mln zł rocznie.
  • Zobacz także: Wiśniewski: Dołączenie Ukrainy do NATO to mrzonka [NASZ WYWIAD]

Rosyjskie media mówią o Paulo Sousie – “to oszust.” Portal Soccer.ru uważa, że trener oszukał Polski Związek Piłki Nożnej przedstawiając nierealne wizje występu Biało-czerwonych na mistrzostwach Europy. Rosyjska strona podaje, że trener pracujący do tej pory z trzeciorzędnymi drużynami nie powinien obejmować tak ważnego stanowiska.

Rosyjskie media o Paulo Sousie

“Trudno stwierdzić z jakich względów Sousa – który wcześniej nie wyróżnił się niczym szczególnym w szkoleniowej karierze – dostał możliwość pracy z dość interesującą reprezentacją Polski. Absurdu tej nominacji dodaje fakt, że zaufano fachowcowi, który przez całą karierę pracował w trzeciorzędnych klubach. Postawa Polaków na Euro 2020 potwierdziła wszystkie najgorsze obawy” – analizuje portal.

Rosyjskie media mówią ostro o Paulo Sousie, jednak żaden z kibiców nie odmówi im choćby odrobiny racji.

„Skład personalny zespołu z pewnością nie był gorszy od tego, którym dysponują Czesi lub Duńczycy, ale wystarczy spojrzeć gdzie teraz na tle tych zespołów jest Polska, która zaufała portugalskiemu oszustowi. Porażka z nieliczącą się w światowym futbolu Słowacją i taktyczna klęska w decydującym meczu ze Szwecją – za to wszystko odpowiedzialność ponosi Sousa. To jeden z tych trenerów, którzy po Euro 2020 powinni podać się do dymisji” – puentuje portal Sport.ru.

Nic jednak nie wskazuje na to, że Sousa zostanie zwolniony. Kontrakt trenera z Polskim Związkiem Piłki Nożnej (PZPN) dobiegnie końca 31 grudnia 2021 roku.

Zarobki selekcjonera

Portal “Sportowe Fakty”, powołując się na dziennikarza sportowego Romana Kołtonia wyliczył zarobki Paulo Sousy. Wyliczenia obejmują okres od początku rozpoczęcia pracy w roli selekcjonera reprezentacji Polski. Portugalczyk otrzymuje od PZPN-u 70 tys. euro miesięcznie (ok. 315 tys. zł), a z całym sztabem koszt utrzymania wzrasta do 150 tys. euro (675 tys. zł). Z obliczeń wynika, że od stycznia cały sztab biało-czerwonych zarobił niemal cztery miliony złotych.

Paulo Sousa może liczyć na pensję na poziomie 840 tys. euro rocznie (około 3,8 mln zł). Dla porównania, jak dotąd największą pensję miesięcznie mieli Jerzy Brzęczek oraz Waldemar Fornalik. Otrzymywali od polskiej federacji 160 tys. zł. Adam Nawałka na początku zarabiał 80 tys. zł (pod koniec pracy z kadrą pensja wzrosła do 120 tys. zł).

Jesienią Portugalczyka czekają decydujące mecze eliminacji mistrzostw świata, od których zależy awans Biało-Czerwonych do kolejnego wielkiego turnieju.

tvp.info sport.pl

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

  • Na projekt zareagowała sprzeciwem organizacja zrzeszająca pracowników służby zdrowia w Wielkiej Brytanii. Wystosowali list do szkockiego ministra zdrowia Humzy Yousafa.
  • Lekarze: My, niżej podpisani, nie będziemy odbierać życia pacjentom – nawet jeśli nas o to poproszą.
  • Rzecznik Towarzystwa Ochrony Dzieci Nienarodzonych: Wspomagane samobójstwo nie jest lekarstwem, ale odwróceniem się od życia w kierunku śmierci.
  • Zobacz także: Mężczyzna zmarł 4 godziny po szczepieniu. Pfizer wydał stanowisko. “Konieczne zbadanie okoliczności”

W Szkocji jest już projekt ustawy legalizującej wspomagane samobójstwo. Lekarze swój sprzeciw deklarują w liście. – My, niżej podpisani, nie będziemy odbierać życia pacjentom – nawet jeśli nas o to poproszą – zaznaczają.

– Ustawodawstwo pozwoliłoby na wspomagane umieranie dorosłych, którzy są zarówno nieuleczalnie chorzy, jak i psychicznie zdrowi

– podaje strona Scottish Legal News.

Na projekt zareagowała organizacja zrzeszająca pracowników służby zdrowia w Wielkiej Brytanii. Sprzeciwiają się oni celowemu zabijaniu pacjentów poprzez wspomagane samobójstwo lub eutanazję (ODOC). Organizacja wystosowała więc list do szkockiego ministra zdrowia Humzy Yousafa.

„Każdy ma prawo do życia”

175 lekarzy podpisało list, w którym wyrażają wielki niepokój wobec projektu ustawy legalizującej wspomagane samobójstwo w Szkocji.

– Każdy ma prawo do życia na podstawie art. 1 ustawy o prawach człowieka z 1998 r., tak że nikt nie powinien być celowo pozbawiony tego życia. Jako pracownicy służby zdrowia mamy prawny obowiązek dbania o bezpieczeństwo i dobre samopoczucie naszych pacjentów. My, niżej podpisani, nie będziemy odbierać życia pacjentom – nawet jeśli nas o to poproszą. Ze względu na nas wszystkich prosimy, aby prawo pozostało niezmienione

– piszą lekarze.

„Wspomagane samobójstwo nie jest lekarstwem”

Głębokie zadowolenie z protestu lekarzy odnośnie ustawy legalizującej wspomagane samobójstwo wyraziła dr Gillian Wright, zajmująca się poprzednio medycyną paliatywną, a obecnie etyką lekarską.

– Cieszymy się, że zwykli lekarze i pielęgniarki z całej Szkocji połączyli siły, aby wysłać definitywną wiadomość do Ministra Zdrowia. Rozumiemy, że pod koniec życia jest cierpienie, ale powinno to skłonić nas jako społeczeństwo, aby nie zapewniać wspomaganego samobójstwa, ale zamiast tego dobrze finansowaną, dostępną i wysokiej jakości opiekę paliatywną dla wszystkich

– zaznaczyła dr Wright.

– Wspomagane samobójstwo nie jest lekarstwem, ale odwróceniem się od życia w kierunku śmierci (…), jak słusznie twierdzi tych 175 lekarzy. SPUC stoi za nimi

– zapewnił też rzecznik Towarzystwa Ochrony Dzieci Nienarodzonych (SPUC).

pch24.pl

Andrzej Duda podczas wizyty w Watykanie

Andrzej Duda podczas wizyty w Watykanie / Fot. You Tube/Prezydent.pl

  • Prezydent Andrzej Duda napisał list do Papieża Franciszka. Powodem korespondencji był zabieg operacyjny Ojca Świętego.
  • Prezydent w liście zapewnił o modlitwie za Franciszka i w imieniu całego narodu skierował do niego serdeczne myśli i życzenia.
  • Papież znajduje się w szpitalu od niedzieli, kiedy przeszedł zabieg. Jego kuracja ma potrwać tydzień.
  • Zobacz także: Wiceminister finansów szokuje: Klasa średnia zaczyna się od 4 tys. zł brutto

Duda napisał list do papieża, w którym przekazuje serdeczne myśli i życzenia powrotu do zdrowia dla Ojca Świętego. Korespondencja jest wyrazem szczególnej sympatii prezydenta i symbolem troski polskich wiernych o stan zdrowia papieża.

Duda napisał list do papieża Franciszka

“Wasza Świątobliwość, Czcigodny Ojcze Święty, w imieniu własnym i moich Rodaków pragnę skierować do Waszej Świątobliwości serdeczne myśli i życzenia jak najszybszego powrotu do zdrowia”

– napisał do papieża prezydent.

“W chwilach trudnego doświadczenia związanego z operacją i pobytem w szpitalu” Andrzej Duda zapewnił Ojca świętego o modlitewnym wsparciu.

“Naszym modlitwom towarzyszy ufność, że Wasza Świątobliwość już wkrótce podejmie swoje obowiązki, aby nadal prowadzić Kościół Katolicki i Państwo Watykan oraz wspierać przesłaniem miłości i nadziei całą światową społeczność, która tak bardzo potrzebuje duchowego wsparcia płynącego od papieża Franciszka w tych trudnych czasach”

– zakończyła głowa państwa.

Duda napisał list do papieża, gdyż operacja była pierwszą tak poważną interwencją medyczną w zdrowie Franciszka odkąd objął urząd w Stolicy Piotrowej. Według informacji przekazanej przez rzecznika Watykanu, papież potrzebował leczenia „objawowego zwężenia uchyłkowego” okrężnicy, części jelita grubego. Choroba uchyłkowa to stan, w którym występują wybrzuszenia w ścianie jelita grubego. Może to prowadzić do zwężenia okrężnicy. Objawy obejmują wzdęcia, nawracający ból brzucha i zmiany w wypróżnianiu.

Papież w czasie wizyty w szpitalu uniwersyteckim Gemelli zajął salę pokój na dziesiątym piętrze. Kilkukrotnie hospitalizowany był w nim papież Jan Paweł II. Wiadomo, że zabieg Ojca Świętego był przeprowadzony w znieczuleniu ogólnym przez profesora Sergio Alfieriego. Asystowali mu profesor Luigi Sofo, doktor Antonio Tortorelli i doktor Roberta Menghi. Na sali operacyjnej obecny był osobisty lekarz Ojca świętego.

dorzeczy.pl

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Flickr

  • Atak nożem na lotnisku w Duesseldorfie spowodowany wcześniejszą kłótnią dwóch bezdomnych mężczyzn.
  • Poszkodowany mężczyzna otrzymał wsparcie medyczne, a jego rany zostały skutecznie zatamowane w pobliskim szpitalu.
  • Kamery monitoringu wychwyciły moment pchnięcia nożem i szybkiej ucieczki napastnika z miejsca zdarzenia.
  • Policja z Nadrenii-Północnej Westfalii powiadomiła o rozpoczęciu poszukiwania nożownika.
  • Zobacz także: Gruzini nie chcieli dopuścić do homoparady. Zablokowali miasto. Polski gej-aktywista w szpitalu

Około godziny 12 kamery monitorujące lotnisko w Duesseldorfie zarejestrowały atak nożownika, na jedną z osób. Na nagraniach widać jak dwóch mężczyzn szli w kierunku parkingu ulokowanego przy terminalu lotniczym. W pewnym momencie napastnik wyjął i pchnął w swojego rozmówcę. Poszkodowany otrzymał stosowną pomoc medyczną. Jego rany okazały się być niezagrażające życiu.

Do ataku doszło o godz. 12.16. Kamery monitoringu uchwyciły dwóch mężczyzn, kierujących się w stronę parkingu przy terminalu lotniska. Jeden z nich zaatakował nożem drugiego, po czym zbiegł

– przekazała niemiecka policja

Jak dowiedział się portal tygodnika Focus, zarówno sprawca, jak i poszkodowany to osoby bezdomne. Do ataku nożem doszło po kłótni mężczyzn, lecz przyczyny zbrodni nie są do końca jasne. Sprawę wyjaśnia policja z Nadrenii-Północnej Westfalii.

Policja Nadrenii Północnej-Westfalii, w której leży Duesseldorf, dodała, że zarówno sprawca, jak i ofiara najprawdopodobniej są bezdomnymi, a do zdarzenia doszło najpewniej podczas prowadzonej przez mężczyzn kłótni. Okoliczności ataku i jego motyw pozostają niejasne 

– podaje portal Focus.

Zdarzenie nie zakłóciło działalności portu lotniczego w Duesseldrofie i nie spowodowało utrudnień dla pasażerów.

tvp.info

Senator Marek Martynowski

Senator Marek Martynowski / Fot. Facebook/pisplock

Senator Marek Martynowski, który dzisiaj zrezygnował, przewodniczył grupie senackiej klubu PiS od 2015 roku. Zapewnił, że nie zamierza opuszczać klubu PiS. Co ciekawe, Krzysztof Sobolewski dotychczas pełnił funkcję przewodniczącego Komitetu Wykonawczego PiS, która na ostatnim kongresie partii została przekształcona w stanowisko sekretarza generalnego.

„Walka” z nepotyzmem w naszych szeregach (patrz: niedzielny wybór sekretarza generalnego) skutkuje moją rezygnacją z funkcji szefa klubu PiS w Senacie i wiceprzewodniczącego KP PiS. Jednocześnie oświadczam, że nie będę więcej komentował mojej decyzji, z którą zaznajomiłem szczegółowo szefa klubu PiS, Pana Prof. Ryszarda Terleckiego, licząc na refleksję ze strony kierownictwa naszej formacji

– napisał senator w mediach społecznościowych.

W komentarzach pod swoim wpisem senator został zapytany, czy odejdzie też z partii PiS. Co ciekawe, porównał swoją formację polityczną do Kościoła.

Oczywiście że nie. Jeżeli nie podoba mi się dany ksiądz czy też jego decyzja to z kościoła nie odchodzę. Jeżeli już to próbuję go zmieniać. Trzymam się określonych wartości i zasad

– podkreślił Martynowski.

Zobacz także: Niezadowolenie zagranicznego inwestora. Norweski fundusz interweniował u polskiego giganta naftowego

rmf24.pl, facebook.com

Jan Pospieszalski / Warto Rozmawiać

Jan Pospieszalski / Fot. Warto Rozmawiać

  • Polacy chcą przywrócenia programu „Warto Rozmawiać” Jana Pospieszalskiego w telewizji publicznej. Pod petycją podpisało się już 30 tys. osób.
  • Widzowie chcą, aby TVP prezentowała różne poglądy i przywróciła możliwość prowadzenia w Polsce rzetelnej i otwartej debaty publicznej.
  • Internauci do prezesa TVP: Tego typu praktyki przypominają cenzurę stosowaną w Rosji czy Korei Północnej.
  • Zobacz także: Zakaz zgromadzeń niezgodny z prawem! SN zadecydował

Pod petycją w sprawie przywrócenia programu „Warto Rozmawiać” Jana Pospieszalskiego na TVP podpisało się już 30 tys. osób. Widzowie żądają prezentowania różnych poglądów w telewizji publicznej.

Widzowie wspierają Jana Pospieszalskiego i chcą przywrócenia programu „Warto rozmawiać” na antenę publiczną. Ten głos wsparcia dla dziennikarza, to także żądanie przywrócenia możliwości prowadzenia w Polsce rzetelnej i otwartej debaty publicznej, także na te niewygodne tematy.

Krytyka działań rządu

Program „Warto Rozmawiać” Jana Pospieszalskiego zdjęto z anteny TVP po odcinku z krytyką działań rządu. Zdaniem zaproszonych do programu niezależnych ekspertów władze nie radzą sobie z tzw. pandemią koronawirusa. Redaktor Jan Pospieszalski oraz pozostali uczestnicy programu głośno punktowali straszącego Polaków Ministra Zdrowia Adama Niedzielskiego. Mówili również o nieskutecznym i bezprawnym lockdownie, spowodowaną tym zapaść systemu ochrony zdrowia i efekt w postaci ponad 100 tysięcy nadmiarowych zgonów. Goście krytykowali także Narodowy Program Szczepień, który nie zatrzymał choroby.

Polacy chcą przywrócenia Pospieszalskiego

Po zatrzymaniu emisji powstała specjalna petycja do prezesa TVP Jacka Kurskiego, w której Polacy, regularnie przecież płacący abonament, domagają się przywrócenia programu Pospieszalskiego.

Gorzka prawda na temat nieudolnej polityki rządu oburzyła Joannę Lichocką, posłankę PiS. W efekcie jej donosu na Pospieszalskiego, tydzień później zablokowano emisję nowego odcinka. Komisja Etyki TVP wydała natomiast absurdalny komunikat, iż w programie „naruszono zasady etyki dziennikarskiej obowiązujące w Telewizji Polskiej”.

– Tego typu praktyki narażają Telewizję Publiczną na śmieszność i przypominają cenzurę stosowaną w Rosji czy Korei Północnej, czego zapewne wolałby Pan uniknąć

– piszą internauci do Jacka Kurskiego.

Przywołują też cenzurę znaną z czasów PRL-u i blokowanie pluralizmu w mediach, a zwłaszcza w telewizji publicznej, opłacanej przez wszystkich podatników. 

Zobacz także: To nie żart! W Australii wykryto wariant Lambda COVID-19. Kiedy zabraknie alfabetu?

Powstała więc petycja, w której Polacy chcą przywrócenia Pospieszalskiego w TVP. Widzowie apelują jednocześnie do prezesa TVP, by ten zadbał o możliwość prezentowania różnych poglądów w telewizji publicznej.

pch24.pl

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

Premier Mateusz Morawiecki przyznał specjalne renty osieroconym dzieciom, których rodzice zginęli w wypadku samochodowym pod Stalową Wolą spowodowanego przez pijanego kierowcę. Jak zaznaczył, takie wypadki zdarzają się coraz częściej na polskich drogach. Wyraził również ubolewanie nad stratą bliskich w tak młodym wieku oraz poinformował o trwających pracach legislacyjnych gwarantujących osieroconym dzieciom prawo do bezpieczeństwa finansowego.

Dzisiaj rano zakończyłem proces przyznawania rent specjalnych dla dzieci, które zostały osierocone. Przystąpimy bardzo szybko do prac legislacyjnych, które będą jasno określały odpowiedzialność prowadzących pojazd pod wpływem alkoholu 

– poinformował w Stalowej Woli, premier Mateusz Morawiecki.

Ustawa penalizująca pijanych zabójców

Zapowiadana ustawa, będzie w taki sposób skonstruowana, aby specjalne alimenty wypłacały osoby, które spowodowały śmierć rodziców osieroconych dzieci. Premier dał do zrozumienia, że prowadzenie pod wpływem upojenia alkoholowego prowadzi do tragedii.

Chodzi o to, żeby wszyscy Polacy mieli jasność, że osoba, która pod wpływem alkoholu wsiada za kółko, to potencjalnie ktoś, kto może doprowadzić do zabicia innych osób

– pouczył premier swoich rodaków do wzięcia odpowiedzialności za swoje czyny.

Do tragicznego wypadku doszło na drodze woj. nr 871 w Stalowej Woli. 37-letni mężczyzna kierujący audi S7 prawdopodobnie w trakcie wyprzedzania zderzył się z jadącym z przeciwka audi A4.

Podróżowały nim trzy osoby: 37-letnia kobieta, jej 39-letni mąż i ich trzyletni syn. Nie udało się uratować małżeństwa; dziecko i kierowca z audi S7 trafili do szpitala. Małżeństwo, które zginęło w wypadku, osierociło trójkę dzieci w wieku 3, 9 i 10 lat.

tvp.pl

Siedziba agencji Polska Press Grupa

Siedziba agencji Polska Press Grupa / fot. Twitter/Onet

  • Przedstawiciel norweskiego Funduszu Naftowego odpowiedział na pytania PEN Clubu w sprawie działań PKN Orlen na rynku prasowym.
  • Niezadowolenie zagranicznego inwestora wynika przede wszystkim z podjętych przez prezesa Daniela Obajtka inwestycji, przejęcia w zeszłym roku koncernu Polska Press.
  • Norweski bank narodowy oraz rada etyczna przy norweskim resorcie finansów podejmują stałą ocenę podejmowanych ruchów przez spółki inwestowane przez Fundusz Naftowy.
  • Zobacz także: Wiceminister finansów szokuje: Klasa średnia zaczyna się od 4 tys. zł brutto

W odpowiedzi na pytanie portalu PRESS, przedstawiciel Norges Bank Investment Management poinformował o interwencji norweskiego funduszu państwowego w polskiej spółce państwowej PKN Orlen. Niezadowolenie obcego inwestora w polskiej spółce naftowej wynika z przejęcia wydawnictwa Polska Press.

Istnieje wyraźne oczekiwanie, że spółki przestrzegają podstawowych praw człowieka, w tym wolności wypowiedzi (…). Przekazaliśmy nasze oczekiwania Orlenowi

– napisał w liście, Sigurd Brekke.

Poruszenie ze strony norweskiego inwestora wynika bezpośrednio z listu Komitetu Wolności Prasy z norweskiego PEN Clubu, w którym wezwano Fundusz Naftowy do wykorzystania swoich uprawnień jako inwestor w polskiej spółce naftowej. Dziennikarze i członkowie klubu domagali się ochrony praw człowieka oraz wolności prasy i swobody wypowiedzi.

Przejęcie Polska Press wywołało silne konflikty polityczne i prawne (…). Opozycja, dziennikarze i redaktorzy wskazują, że transakcja jest próbą zwiększenia kontroli nad mediami w Polsce przez rządzący PiS

– czytamy na stronie press.pl.

Norweska organizacja dziennikarska zasugerowała również Funduszowi Naftowego wycofanie swoich udziałów z PKN Orlen, jeśli polski koncern nie okaże szacunku dla funkcjonowania niezależnych mediów w ramach demokratycznych standardów.

Zobacz także: Dziambor: Nie będziemy rozdawać Polakom pieniędzy [NASZ WYWIAD]

Przedstawiciel norweskiego Funduszu Naftowego wyjaśnił także, że Rada Etyczna przy norweskim Ministerstwie Finansów, ocenia inwestycje funduszu pod względem naruszeń praw jednostek w sytuacjach wojennych lub konfliktów i może wydać wytyczne w sprawie udziału w nieetycznych przedsięwzięciach.

Możemy sprzedawać akcje firm, w których istnieje duże ryzyko, że model biznesowy nie jest zrównoważony w dłuższej perspektywie. To są decyzje inwestycyjne, dlatego nie ujawniamy nazw takich spółek i nie podajemy publicznie naszych ocen

– podkreślił Brekke.

press.pl

Zdjęcie ilustracyjne.

Zdjęcie ilustracyjne. / Fot. Pixabay

  • Według Global Propery Guide ceny mieszkań nominalnie wzrosły najbardziej w tureckim Istambule (89.08%), Colombo (Sri Lanka, 79.04%) i nowozelandzkim Auckland (66.93%).
  • Z kolei najmocniej spadły w katarskiej Dosze (-28.82%), Dubaju (Zjednoczone Emiraty Arabskie, -22.43%) i ukraińskim Kijowie (-7.91%).
  • W stolicy Polski – Warszawie – ceny mieszkań nominalnie wzrosły przez ostatnie pięć lat o 36.33%.
  • Zobacz także: Polskie drużyny rozpoczynają walkę o europejskie puchary. Kiedy mecze, gdzie transmisje?

Miastem, gdzie mieszkania nominalnie drożały w największej skali jest turecki Istambuł. W ciągu ostatnich pięciu lat wzrost wyniósł 89.08%. Kolejne miejsca zajęły: Colombo (Sri Lanka, 79.04%), nowozelandzkie Auckland (66.93%) i stolica Niemiec – Berlin (58.30%). Na kolejnych pozycjach znalazły się stolice Czech (Praga, 56.83%), Słowacji (Bratysława, 53.30%), Portugalii (Lizbona, 50.38%) i Słowenii (Ljubjana, 46.08%). W Warszawie ceny mieszkań nominalnie wzrosły w tym okresie o 36.33%. Stolicę Polski wyprzedził jeszcze Hong Kong (43.07%), kanadyjskie Toronto (40.96%), jak również chorwacki Zagrzeb (37.20%).

Z kolei miejscami, gdzie w ostatnich pięciu latach ceny mieszkań nominalnie spadły, była stolica Włoch – Rzym – choć tam spadek był minimalny (-0.89%), szwajcarska Genewa (-2.09%), czy ukraiński Kijów (-7.91%). Znacznie większe spadki cen zaobserwowano w tym okresie w Dubaju (Zjednoczone Emiraty Arabskie, -22.43%) i katarskiej Dosze (-28.82%).

Zobacz także: Zwolennik aborcji, Targowicy i Sierowa. Kim jest Aleksander Jabłonowski? [ANALIZA]

twitter.com, globalpropertyguide.com

Anna Maria Siarkowska

Anna Maria Siarkowska / Fot. Rafał Zambrzycki / flickr.com CC BY 2.0

  • Konfederacja złożyła projekt przeciw „segregacji sanitarnej”. Swoimi podpisami projekt wsparło też 11 posłów klubu PiS.
  • Poseł Krzysztof Bosak z Konfederacji: Nie podajemy nazwisk, bo nie chcemy robić tym posłom problemu.
  • Sanitaryzm, z którym walczą posłowie PiS, został wprowadzony przez ich własny rząd. Do limitów m.in. w hotelach nie wlicza się osób zaszczepionych.
  • Zobacz także: Delta jednak nie groźna? Rząd zmienia radykalnie zdanie. Chodzi o przymusową kwarantannę

Konfederacja złożyła projekt ustawy „STOP segregacji sanitarnej”. Podpisy pod projektem przeciw przywilejom dla zaszczepionych złożyło również 11 posłów PiS – podaje „Rzeczpospolita”.

Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym ze względu na zaszczepienie lub niezaszczepienie się przeciwko Covid-19

– brzmi pierwszy przepis projektu ustawy „STOP segregacji sanitarnej”, który złożyła Konfederacja.

Zakazuje się wprowadzania wymogu ujawniania informacji o zaszczepieniu (…) w celu udziału w wydarzeniach kulturalnych, sportowych, edukacyjnych itp., a także uzyskania możliwości wejścia do budynków użyteczności publicznej lub zakupu usług

– głosi kolejny przepis.

11 posłów PiS przeciw segregacji sanitarnej

Do wniesienia projektu potrzeba 15 posłów, a Konfederacja ma ich 11. Okazuje się, że projekt przeciw segregacji sanitarnej wsparło swoimi podpisami też 11 posłów klubu PiS.

Ich lista nie jest jednak jawna.

Nie podajemy nazwisk, bo nie chcemy robić tym posłom problemu

– mówi Krzysztof Bosak z Konfederacji.

Podania podpisów odmawia też Centrum Informacyjne Sejmu.

Projekt znajduje się na etapie opiniowania przez ekspertów Kancelarii Sejmu. Po nadaniu mu numeru druku zostanie on, wraz z listą posłów, którzy wnieśli projekt, udostępniony na stronie internetowej Sejmu

– wyjaśnia CIS.

„Rzeczpospolita” ustaliła, że wśród podpisanych jest Janusz Kowalski z Solidarnej Polski, do niedawna wiceminister aktywów państwowych. A także Anna Maria Siarkowska, która w klubie PiS jest inicjatorką walki z tzw. sanitaryzmem. Termin ten ma oznaczać chęć wyeliminowania Covid-19 za wszelką cenę.

Siarkowska w maju założyła Parlamentarny Zespół ds. Sanitaryzmu. O swoich wątpliwościach odnośnie do strategii walki z Covid-19 posłanka często mówi też w mediach.

Sanitaryzm wprowadzony przez PiS

Jednak sanitaryzm, z którym walczą posłowie PiS, został wprowadzony przez ich własny rząd. Zgodnie z obowiązującym prawem do limitów w hotelach, kinach i na koncertach nie wlicza się osób zaszczepionych. W dodatku rząd mocno stara się zachęcać ludzi do szczepień, m.in. uruchomiając loterię.

Janusz Kowalski zaznacza, że chociaż sam się zaszczepił, jest przeciw segregacji sanitarnej.

Projekt ustawy komentuje też opozycja.

Pojawienie się takiego projektu ustawy może spowodować, że osoby, które wahają się odnośnie do szczepienia, nie zdecydują się na to. To niebezpieczne w obliczu dużego spadku dynamiki szczepień i rosnącego ryzyka czwartej fali

– uważa Dariusz Joński z KO.

rp.pl