Prof. Jan Żaryn

Prof. Jan Żaryn / Fot. Media Narodowe/YouTube.

Polityka historyczna Niemiec

“To jest wypowiedź, która wpisuje się w politykę historyczną Niemiec. Polityka historyczną tego państwa nie jest tylko udziałem oficjalnych instytucji, MSZ czy jakiejkolwiek innej, także dziennikarze biorą w tym udział a Die Welt jest niewątpliwie ważnym medium, które nie sądzę by tworzyło wypowiedzi, niemieszczące się w pewnym schemacie pożądanym przez władze niemieckie i trzeba to widzieć w takim kontekście” – wskazywał prof. Żaryn.

Pomoc Żydom

“Pomoc udzielana Żydom przez Polaków miała charakter zarówno zorganizowany, jak i niezorganizowany. To był jedyny przypadek w okresie II wojny światowej, że istniejące władze polskie – rząd RP na uchodźstwie, prezydent, premier, ministrowie, struktury Delegata Rządu na Kraj, Polskie Państwo Polskie przyjęły od 1942 roku ratowanie Żydów jako jeden z celów wojny. On był realizowany poprzez specjalne decyzje budżetowe, stworzenie specjalnych instytucji – najważniejsza to oczywiście Żegota, które były bezpośrednio realizujące ten cel wojny” – mówił gość MN.

Nieidentyfikowalni naziści

“Można domniemywać, że punktem docelowym polityki historycznej, uprawianej przez Niemców jest zrzucenie odpowiedzialności za holokaust na nieidentyfikowalnych nazistów i narody europejskie, szczególnie Polskę, bo terytorium Polski było okupowane przez Niemców i znacząca część holokaustu została tutaj wykonana” – dodawał Żaryn.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

W 2021 r. "Łucznik" dostarczył kilkanaście tysięcy karabinków MSBS GROT dla polskiego wojska

W 2021 r. "Łucznik" dostarczył kilkanaście tysięcy karabinków MSBS GROT dla polskiego wojska / Fot. TT/@terytorialsi

“To są dobre karabiny, sprawdzone. To są karabiny, które cieszą się uznaniem ze strony Wojska Polskiego, ale także żołnierzy wojsk ukraińskich. Mimo tego, że ten produkt był atakowany, to sprawdził się w boju. To jest najważniejszy egzamin, który karabinek GROT zdał” – mówił podczas konferencji prasowej szef MON Mariusz Błaszczak.

Stronnicze testy Grota?

25 stycznia 2021 na portalu Onet.pl ukazał się artykuł „Szokujący raport o karabinku Grot. Jest tak zły, że zagraża żołnierzom”. Jak twierdzą eksperci Onetu „Flagowy polski karabinek Grot rdzewieje, przegrzewa się, zapiaszczony zacina się, kolba pęka przy uderzeniu, niektóre usterki uniemożliwiają strzelanie”

„Nawiązując do testów, które były robione przez to środowisko i tych ludzi odbiły się one szerokim echem w środowisku strzeleckim. Miłośnicy broni palnej, którzy strzelają z różnych typów broni, bardzo ostro skrytykowały metodykę prowadzenia tych testów. Nie chce dyskutować na temat intencji, bo to zupełnie oddzielna kwestia. To, że mamy od kilku lat Grota używanego w Wojskach Operacyjnych, Wojskach Obrony Terytorialnej to jest bardzo dobry ruch. Wcześniejsze zakupy były niezbędne po to, żeby wprowadzić i użytkować tego typu karabinki” – mówił Jarosław Walczuk.

Szukałem informacji o tym, ile jest Grotów na Ukrainie. Między 9 a 10 tys. zostało przekazanych w ramach naszego wsparcia. Są to wersje Grot C16A2 i A1 z magazynkami, bagnetem. Przygotowując się do tej rozmowy, zrobiłem swój własny research o tym jak sprawuje się Grot. Informacje, które do nas docierają są bardzo pochlebne – przyznał rozmówca red. Pochwata.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

„Kontrrewolucja. Eseje i szkice” autorstwa Pawła Lisickiego

„Kontrrewolucja. Eseje i szkice” autorstwa Pawła Lisickiego / Fot. Wydawca

By poznać bezmiar klęski i jej znaczenie warto zapoznać się z 665 stronicową, wydaną przez wydawnictwo Fronda pracą „Kontrrewolucja. Eseje i szkice” autorstwa Pawła Lisickiego, o którym Czesław Miłosz pisał, że jest eseistą czującym „głęboko wymiar teologiczny literatury i sztuki”, będącego „wielkim dla naszego piśmiennictwa darem”.

Praca „Kontrrewolucja. Eseje i szkice” to zbiór 90% twórczości eseistyczno-szkicowej redaktora naczelnego tygodnika “Do Rzeczy pisanych od 1990 roku, a do tej pory dostępnych jedynie w internecie, albo w postaci wstępów do książek czy artykułów w czasopismach. Teksty zebrane w tomie wydanym przez Frondę dotyczyły, zdawałoby się niezmiennych tematów, takich jak „relacji człowieka z Bogiem, religii, miejsca Kościoła w państwie i społeczeństwie”.

Protest przeciwko neomarksizmowi

Zdaniem Pawła Lisickiego teksty zawarte w tomie „Kontrrewolucja” pokazują „związki pomiędzy m.in. literaturą, teologią i religią. Są żywym protestem przeciwko tym wszystkim zmianom w mentalności religijnej, która już wtedy zaczynała nas otaczać. Czyli przeciwko takiemu pseudouczłowieczeniu Boga, przeciwko temu antropocentryzmowi, antropomorfizmowi. Również przeciwko przekonaniu, że w zasadzie to Bóg ma służyć człowiekowi, a człowiek jest wyniesiony na piedestał. Godność człowieka jest tym słońcem wokół, którego krąży Pan Bóg, próbując mu nadskakiwać i przekonywać, że wszyscy zostaną zbawieni. Odnajdywałem to w teksach, z którymi polemizowałem u myślicieli czy autorów, których opisywałem, natomiast nie zdawałem sobie wtedy sprawy z tego, że ten sposób myślenia przeniknie również do samego Kościoła”.

Rozmawiając o swojej książce na antenie Polskiego Radia 24 Paweł Lisicki autor “Kontrrewolucja. Eseje i szkice”, stwierdził, że „Bolszewicki komunizm faktycznie umarł, ale na naszych oczach coraz wyraźniej widać neomarksizm lub tęczowy komunizm. W pewien sposób Zachód ze Wschodem zamieniły się miejscami. Zanika to, co wydało nam się największym zwycięstwem Zachodu. Coraz częściej pojawia się to, przed czym Polacy zawsze uciekali, czyli tyrania”.

Społeczeństwo demokratyczne potrzebuje bezwarunkowych etycznych zasad

W eseju „Skarb Tradycji” opublikowanym na łamach pracy ”Kontrrewolucja. Eseje i szkice” Paweł Lisicki stwierdził, że „Społeczeństwo demokratyczne potrzebuje bezwarunkowych etycznych zasad. Te zasady nie są dla wszystkich oczywiste, nie są też tworzone przez samo państwo. Pochodzą z zewnątrz, ale wyznaczają sferze politycznej granice i stanowią jej miarę. I dlatego właśnie ortodoksyjna religijnie postawa powinna być szczególnie ceniona z punktu widzenia demokratycznego państwa. Uczy ona bowiem takich cnót jak łagodność w obcowaniu z inaczej myślącymi, szacunek wobec prawa i odwagi. Uczy zachowywać i przestrzegać niewzruszonych nakazów, bez których musiałby się rozpaść nawet najbardziej liberalny porządek”.

Paweł Lisicki był w PRL na Uniwersytecie Warszawskim (gdzie studiował prawo) działaczem nielegalnego patriotycznego Niezależnego Zrzeszenia Studentów. Po transformacji ustrojowej publikował w „Życiu Warszawy”, „Znaku”, „Rzeczpospolitej”, kierował „Uważam Rze”, jest wydawcą i naczelnym „Do Rzeczy”. Swoimi książkami wkurzył wielu pseudo katolickich postsoborowców.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Okładka książki „Wojna. Reportaż z Ukrainy”

Okładka książki „Wojna. Reportaż z Ukrainy” / Fot. Wydawca

Podobnie nie mamy na tyle obelżywych słów pod adresem indywiduów z naszego kraju, niemających prawa nazywać się Polakami, którzy w obliczu tej wstrząsającej tragedii powielają rosyjską agresję. W Polsce wulgaryzmy stały się znakiem firmowym lewicy i pseudo liberałów – wstyd więc schodzić na ich kloaczny poziom używając słownictwa motłochu wobec prorosyjskich renegatów.

Reportaż z Ukrainy

Wydawnictwo Biały Kruk opublikowało zbiór reportaży „Wojna. Reportaż z Ukrainy” autorstwa reportera wojennego i publicysty „Sieci” Jakuba Maciejewskiego, który nie mógł uwierzyć w to, co zobaczył na Ukrainie, w realia wojny za miedzą – wojny, która dotknęła ofiary podobne do nas.

Z kart pracy „Wojna. Reportaż z Ukrainy” czytelnicy dowiedzą się o zaskoczeniu Ukraińców wojną, ewakuacji kobiet i dzieci z Ukrainy, strachu matek o swoje potomstwo, odebranym przez Rosjan ukraińskim dzieciom dzieciństwie. Praca Jakuba Maciejewskiego doskonale wskazuje, jak azjatycka dzicz z Rosji skrzywdzili cały ukraiński naród.

Z pracy „Wojna. Reportaż z Ukrainy” można się dowiedzieć o ogromnej sympatii Ukraińców dla Polski i Polaków, dobrej znajomości przez Ukraińców polskiego kontekstu kulturowego. Dla walczących kobiet i mężczyzn ogromną ulgą jest to, że ich rodziny są bezpieczne w Polsce.

Praca Jakuba Maciejewskiego uświadamia czytelnikom, że nie było paniki wśród Ukraińców – Rosjanom nie udało się zdemoralizować Ukraińców. Dzięki odwadze ochotników nie udały się akcje rosyjskich dywersantów, którzy funkcjonowali w ukraińskich miastach pod legendą imigrantów z Azji Środkowej.

Opis wydarzeń

Praca „Wojna. Reportaż z Ukrainy” zawiera opisy: oblężonego miasta i obrońców Kijowa, powstania masowej armii ochotniczej na Ukrainie (w tym i rozdanie cywilom przez władze karabinów), oporu bezbronnych ukraińskich cywilów wobec rosyjskiego agresora, zaskoczenie Ukraińców rosyjskim atakiem.

Jakub Maciejewski w swej pracy opisał: rosyjskich agresorów (będących często dzikusami z Azji), rosyjski terror wobec ukraińskich cywilów (tygodniami więzionych w przepełnionych celach, w brudzie i smrodzie, duszących się w zamknięciu z braku świeżego powietrza, skoncentrowanych w prowizorycznych celach, trzymanych w ścisku razem z trupami zmarłych), los więzionych przez Rosjan ukraińskich dzieci (będących żywymi traczami dla rosyjskiego agresora). Zbrodnie rosyjskie na Ukraińcach uświadamiają, że rosyjskie władze specjalnie zezwalały na bestialstwo wobec cywilów, by zastraszyć Ukraińców.

W pracy „Wojna. Reportaż z Ukrainy” znajdują się opisy masowych grobów ofiar rosyjskich zbrodni zakopanych w płytkich grobach, niewyobrażalnego fetoru rozkładających się licznych zwłok, który nie przeszkadzał rosyjskim żołnierzom mającym swoją bazę obok dołów śmierci.

Szczery, daleki od politycznej poprawności

Czytelników reportaży wydanych przez wydawnictwo Biały Kruk zapewne zaskoczy szczerość autora, który pisze drastycznie odmiennych postawach mieszkańców Ukrainy. Z jednej strony o setkach tysięcy dekowników i zdemoralizowanych homo sovieticus ze wschodniej Ukrainy, a z drugiej o tysiącach ukraińskich patriotów, którzy porzucili wygodne życie i wyruszyli na front.

Nie da się ukryć, że bolesnym doświadczeniem dla autora reportaży wydanych w wydawnictwie Biały Kruk było zetknięcie z mieszkańcami wschodniej Ukrainy. Zbyt wielu z nich okazało się rosyjskimi agentami, popierającymi rosyjską inwazję przedstawicielami homo sovieticus (ludzi kulturowo zdemoralizowanych i upośledzonych latami sowieckich rządów Rosjan w ZSRR), zwolennikami separatyzmu obecnego na tych terenach od czasów rozpadu ZSRR. Autor pracy „Wojna. Reportaż z Ukrainy” w swej książce opisał prawosławnych popów wspierających rosyjską agresję na Ukrainę, specyficzną mentalność mieszkańców wschodniej Ukrainy (zdemoralizowanych, zdehumanizowanych, wyniszczonych alkoholizmem, pogrążonych w patologi dziedziczonych z pokolenia na pokolenie).

Szokująca szczerość

Książka „Wojna. Reportaż z Ukrainy” to też opis: nawróceń wśród obrońców Ukrainy (na froncie nie ma ateistów), wsparcia ze strony zagranicznych ochotniczych medyków dla rannych na froncie, szokujących i irracjonalnych zbrodni dokonywanych przez rosyjskich oprawców (zbrodni znanych z czasów II wojny światowej – masowych sadystycznych mordów, wywózek, obozów koncentracyjnych), zdziczenia i braku obycia z cywilizacją rosyjskich żołdaków, irracjonalnego poparcia Rosjan dla agresji na Ukrainę, patologi wynikających z wojny (handlu ludźmi, homoseksualnej prostytucji chłopców).

Prace Jakuba Maciejewskiego kończy historia relacji Ukraińców z Polakami, opis dzisiejszej pomocy Polaków dla Ukrainy, sympatii Ukraińców dla Polski i Polaków, związków rosyjskiego imperializmu z nazizmem, współpracy Rosji i Niemiec, historii rosyjskiej agresji na Ukrainę od 2014 roku, fałszywej legendy banderowców wśród Ukraińców, demoralizacji rosyjskich żołdaków niedbających o pochówek swoich kolegów poległych w walce.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Okładka książki „Dopaść Morawieckiego. Życie doczesne i wieczne Kornela buntownika”

Okładka książki „Dopaść Morawieckiego. Życie doczesne i wieczne Kornela buntownika” / Fot. Wydawca

Zdaniem wydawcy „Rymanowskiego zawsze interesowali bohaterowie działający na przekór otoczeniu, posiadający jakąś tajemnicę. Dziennikarz lubi wykładać kawę na ławę, stawia najtrudniejsze pytania, nie stawiając jednak kropki nad „i”. Tym razem z dziesiątków rozmów, wspomnień i dokumentów kreśli portret Kornela Morawieckiego, ojca Mateusza, który w wielu wymiarach dokonywał innych wyborów niż jego sławny syn. Przez jednych uważany za odważnego polskiego patriotę, przez innych za szaleńca, który mógł zgotować Polsce powstańczą rzeź. Lech Wałęsa nazwał go zdrajcą, Jerzy Urban oskarżał o terroryzm, a władze PRL deportowały z kraju tuż przed obradami Okrągłego Stołu. Z jednej strony wojownik, marzyciel i współczesny brat Albert pochylający się nad każdym człowiekiem. Z drugiej strony pięknoduch, abnegat i ktoś, kto w tych czasach nie nadawał się na polityka. Utalentowany fizyk, z wizjami technicznej rewolucji na miarę Tesli i Muska, który mógł zostać wybitnym naukowcem. Książka Rymanowskiego nie jest hagiografią ojca premiera. To pełnowymiarowa biografia lidera Solidarności Walczącej. Bez zamiatania pod dywan niewygodnych faktów. Bez tematów tabu. Bez tworzenia nieprawdziwej legendy. Wciągająca opowieść o człowieku z krwi i kości”.

Historycy chwalą biografię

Michał Szukała w artykule „Premier Mateusz Morawiecki: najważniejszy był dla ojca człowiek i świat ducha” na łamach portalu „Dzieje pl” stwierdził, że „biografia twórcy Solidarności Walczącej autorstwa dziennikarza Bogdana Rymanowskiego jest najobszerniejszą dotychczas wydaną pracą poświęconą działalności zmarłego w 2019 r. Kornela Morawieckiego”.

Z relacji publicysty „Dziejów pl” można się dowiedzieć, że „szczególną rolę w powstaniu książki odegrali przyjaciele Morawieckiego, którzy zgodzili się na opublikowanie fragmentów swoich wspomnień. Autor zauważył, że ich wspólną cechą jest podkreślanie, że twórca „SW” dążył do zasypywania podziałów i szukania porozumień mimo dzielących ich różnic programowych i biograficznych”.

Rymanowski dla antyPiS niekoszer, bo rozmawiał z przeciwniczką covidowego faszyzmu

Biografia Kornela Morawieckiego bardzo zirytowała media związane z antyPiS. Opisując prace Rymanowskiego, portal „Wirtualne Media pl” przypomniał, że Tomasz Lis, jeszcze jak był redaktorem naczelnym tygodnika „Newsweek”, określił Rymanowskiego jako „siewcę głupoty”, bo ten, zamiast przestrzegać politycznie poprawnej covidowej cenzury, śmiał zaprosić do swojego programy „Gość Wydarzeń” psychiatrę dr Katarzynę Ratkowską, która śmiała nie przestrzegać covidowej politycznej poprawności.

Portal Agnieszka Miastowska w artykule „Rymanowski zbierze plusy u władzy. Napisał książkę o “liderze Solidarności”” na antyPiSowskim portalu „Na temat” stwierdziła, że „Bogdan Rymanowski jest znany ze swoich prawicowych poglądów. Zarzuca mu się, że – mimo pozornego obiektywizmu – łagodniejszy w rozmowach na żywo jest dla bardziej konserwatywnych gości. Jakiś czas temu informowaliśmy w naTemat.pl, że do swojego programu Rymanowski zaprosił także m.in. przeciwniczkę szczepień. Dr Katarzyna Ratkowska, bo o niej mowa, już nieraz dała się poznać jako zwolenniczka leczenia COVID-19 amantadyną i jest sceptyczna wobec uznanych przez naukowców z całego świata szczepień. I nic dziwnego, że na antenie Polsat News padło wiele dziwnych teorii. Dr Ratkowska straszyła m.in. rzekomymi wieloma powikłaniami. “Cały Rymanowski” – krótko skwitował wtedy zachowanie byłego kolegi z TVN24 Jarosław Kuźniar. Na Bogdana Rymanowskiego ze wszystkich stron sypały się także gromy za stronniczość”.

Krytyka za łamanie tabu politycznej poprawności, za rozmowę z przeciwniczką covidowego faszyzmu, płynąca z mediów antyPiSu, to najlepsza rekomendacja dla biografii Kornela Morawieckiego.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Okładka książki „Ostatni dzień Hanaczowa” autorstwa Damiana Markowskiego

Okładka książki „Ostatni dzień Hanaczowa” autorstwa Damiana Markowskiego / Fot. Wydawca

Razem przeciwko banderowcom

Jak informuje wydawca pracy „Hanaczów, kresowa wieś w powiecie przemyślańskim (przed wojną w województwie tarnopolskim II RP), w latach 1943-1944 stała się schronieniem dla około 3 tys. Polaków i Żydów, ratujących się przed niemieckim terrorem i napaściami ukraińskich nacjonalistów. Byli wśród nich uciekinierzy z Wołynia, gdzie UPA dokonywała krwawych rzezi. Wieś ochraniał miejscowy oddział AK oraz grupa żydowskich partyzantów. Odparli oni dwa napady oddziałów UPA wspieranych przez ukraińską policję pomocniczą. W kwietniu 1944 roku część mieszkańców ewakuowała się Przemyślan. Ci, którzy pozostali, 2 maja padli ofiarą niemieckiej pacyfikacji. Hanaczów przestał istnieć”.

Autor wydanej przez Bellonę pracy „Damian K. Markowski, opierając się na relacjach świadków, stworzył przejmującą opowieść o wsi i jej bohaterskich mieszkańcach, którzy próbowali za wszelką cenę przetrwać krwawą pożogę. To także historia ratowania Żydów przed Holokaustem i polsko-żydowskiego braterstwa broni w obronie Hanaczowa”.

Polacy i Żydzi kontra Ukraińcy

Jak można się dowiedzieć z Wikipedii „2 lutego 1944 r. około godz. 21 wieś została zaatakowana z kilku stron przez duże siły (według różnych meldunków od 300 do 1000 osób) UPA i około 20 policjantów ukraińskich. Część napastników była w mundurach niemieckich. Napastnicy ominęli znajdujące się na skraju wsi przysiółki i uderzyli na centrum wsi. Udało im się jednak opanować tylko pierwsze domy. Mieszkańcy wraz z samoobroną stawili rozpaczliwy opór. Walczyły nawet kobiety – jedna z nich, Magdalena Nieckarzowa, w obronie własnej zabiła siekierą jednego z Ukraińców, by po chwili zginąć od kul. Schwytani Polacy byli mordowani bez względu na wiek i płeć, a domy palone. Kluczowym miejscem obrony była plebania, naprędce przekształcona w bastion. Tu obroną dowodził brat zakonny Damian (Franciszek Bratkowski). Na odsiecz wsi pospieszył żydowski oddział partyzancki Abrama Bauma oraz akowcy z Przemyślan pod dowództwem Tadeusza Nowego „Granata”. […] Zginęło 58–85 Polaków, w tym 20 kobiet i 13 dzieci. Około 100 osób było rannych. Spalonych było 70 gospodarstw. Po przeciwnej stronie zdaniem Jerzego Węgierskiego było około 30 zabitych i rannych. Według raportu UPA atak był przeprowadzony przez oddział „Siromanci”, który nie poniósł strat własnych, zabijając ponad 180 Polaków i raniąc około 200”.

9 kwietnia „po ostrzale wsi z ckm-ów i pocisków zapalających, od których zapłonęła wieś, banderowcy ruszyli do ataku z kilku stron. Główny atak prowadzony był od strony wschodniej. Polacy pozwolili na bliskie podejście przeciwnika, po czym otworzyli zmasowany ogień z rkm-ów. Ta taktyka spowodowała duże straty w szeregach UPA i załamanie się ataku, zwłaszcza po śmierci dowódcy”. Kolejne ataki banderowców miały miejsce 10 kwietnia i w dniach, kiedy Polacy ewakuowali się ze wsi.

Walka z Niemcami

Po tym, jak banderowcy kłamliwie „donieśli Niemcom, że w Hanaczowie znajduje się dywersyjny oddział rosyjski i Żydzi” […] 2 maja 1944 r. wieś została otoczona przez 2 kompanie SS, żandarmerię i Gestapo z 3 czołgami, działami szturmowymi i granatnikami. Niemcy rozpoczęli ostrzał umocnionych budynków – kościoła i klasztoru. Polskie oddziały rozdzieliły się i próbowały wydostać się z okrążenia. Udało się to jedynie największej grupie kpt. „Janka”, która przedostała się do lasu, tracąc jednak swojego dowódcę. W lesie doszło jeszcze do potyczki z upowcami. Pozostałe grupy zdziesiątkowane, wycofały się do wsi i ukryły w zamaskowanych bunkrach. Niemcy po zajęciu miejscowości, rozjuszeni faktem, że nie mogą znaleźć partyzantów, zaczęli niszczyć Hanaczów czołgami, wysadzali i podpalali budynki. Ludność cywilna, która nie skryła się, została zebrana pod kościołem. Niemcy dokonali egzekucji Żydów i części Polaków, resztę osób zabrali ze sobą do Lwowa. W sumie straty polskie wyniosły 16 zabitych żołnierzy i 30 zamordowanych cywilów. Po odejściu wroga z ukrycia wyszli partyzanci i około 60 cywilnych Polaków i Żydów. Wkrótce też do wsi zaczęły zbliżać się grupy Ukraińców, ale naprędce zorganizowana obrona pod dowództwem Antoniego Wojtowicza „Darlinga” odstraszyła ich ogniem karabinowym. Hanaczów przestał istnieć. Wieś opuścili ostatni obrońcy, w tym o. Wiktor, który zabrał ze sobą Najświętszy Sakrament z kościoła”.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Kasyno internetowe Mr Bet w 2023 roku

Kasyno Mr Bet istnieje na polskim rynku już od dłuższego czasu, jednak w wielu kwestiach pozostaje niezmienne od samego początku działalności. Wraz z rokiem 2023 nie nadeszło wiele zmian, co może jednak cieszyć. Gracze nadal mogą operować intuicyjnym, przejrzystym interfejsem, korzystać z ciekawych bonusów i promocji, a także bawić się przy setkach gier hazardowych.

Jedną z niewielu zmian, które miały miejsce w ostatnim czasie, zobaczyć można na stronie głównej Mr Bet casino pl.  Teraz znajduje się tam przegląd nowych i topowych gier, a także krótka lista najpopularniejszych tytułów z wybranej kategorii. Zdecydowanie usprawni to eksplorację wśród ulubionych rozrywek hazardowych.

Najnowsze gry z oferty Mr Bet

Z miesiąca na miesiąc oferta gier tego kasyna rozrasta się. W ostatnim czasie do oferty Mr Bet dodano niemal 20 slotów, wśród których znaleźć można między innymi:

  • Book Of Rampage 2 (Spinomenal)
  • Mötley Crüe (Play’n GO)
  • La Fiesta de Muertos (Mascot Gaming)
  • Wild Falls 2 (Play’n GO)
  • The Legend of Musashi (Yggdrasil)

Są to naprawdę zróżnicowane tytuły i na pewno każdy z graczy znajdzie coś dla siebie. Przykładowo, produkcja studia Mascot Gaming to przepełniona kolorami i bonusami gra, w której do zgarnięcia są naprawdę lukratywne nagrody. Mötley Crüe jest z kolei zupełnym przeciwieństwem La Fiesta de Muertos – choć również znaleźć tam można ogrom bonusów i nieszablonową rozgrywkę, oprawa audiowizualna ma przywodzić na myśl mroczny wizerunek zespołów metalowych.

Na ofertę nowych gier i częstotliwość ich dodawania z pewnością nie można narzekać. Każdego miesiąca pojawia się od kilkunastu do kilkudziesięciu nowych tytułów, które dodatkowo wyszczególnione są w osobnej kategorii. Należy się za to duży plus!

Nowy rok – nowe turnieje z nagrodami!

Wraz z rozpoczęciem 2023 roku, Mr Bet nie przestaje raczyć swoich graczy cyklicznymi turniejami. By wziąć w nich udział wystarczy być zalogowanym użytkownikiem tego kasyna. Za każdym razem do zdobycia są nagrody gotówkowe lub free spiny na wybranych automatach.

Turnieje od Mr Bet to ciekawa inicjatywa, która łączy w sobie wiele zalet. Po pierwsze, gracze mają okazję zgarnąć dodatkowe środki na grę. Po drugie – do nieco monotonnego kręcenia bębnami dodany został aspekt rywalizacji, mocno ożywiający całe slotowe przedsięwzięcie.

Pełna oferta na aktywności hazardowe

Jak przystało na porządne kasyno, omawiany portal posiada w swojej kolekcji nie tylko najnowsze sloty, ale również szereg innych gier, które raczą fanów hazardu. Graczom oddano ponad tysiąc różnych aplikacji, na które, poza automatami, składają się:

  • zdrapki
  • kasyno na żywo
  • gry stołowe

Wszystkie gry z powyższych gatunków posegregowane zostały na grupy. Znajdziesz je tuż nad paskiem wyszukiwania. Wybierając konkretną kategorię, w mgnieniu oka wyświetlona zostanie pełna lista dostępnych aktualnie tytułów.

Możesz również skorzystać z sortowania według konkretnych deweloperów, które dostępne jest tuż obok. Działa to naprawdę dobrze, choć czasem zdarzają się drobne błędy w wyświetlaniu. Wszystko mija jednak po odświeżeniu strony.

Krótkie oprowadzenie po interfejsie portalu

Mr Bet to naprawdę przejrzyste kasyno internetowe, które idealnie wpasowuje się w trend minimalizmu. Kolory oraz rozkład interfejsu nie pozwalają się zagubić mniej doświadczonym graczom. Co więcej, zarówno strona WWW, jak i dedykowana aplikacja mobilna, podzielone zostały na kilka sekcji, w których podjąć można określone działania.

Główną sekcją jest ta środkowa, na białym tle. To tam można znaleźć i uruchomić konkretne gry. Po lewej stronie, na ciemnym tle, umieszczono panel ustawień – to tam sprawdzisz stan depozytu, uzupełnisz go, zlecisz wypłatę czy przejdziesz do sekcji zmiany opcji profilu. To również miejsce, w którym eksponowany jest aktualny turniej z cyklu „Bitwa Spinów”. Ostatnią sekcją jest ta na samej dole, nieco przygaszona. Znajdują się tam różnego rodzaju regulaminy, skróty do konkretnych podstron portalu, a także numer licencji kasyna.

Ogólnie rzecz biorąc, trudno pod tym względem zarzucić cokolwiek Mr Bet. Całość interfejsu jest estetyczna oraz doskonale zgrywa się z całą identyfikacją wizualną firmy. Jednym z niewielu minusów, jeśli chodzi o design strony WWW, może być wygląd sekcji zakładów bukmacherskich – jego mało kontrastowe kolory nie pasują do tego, co widzimy na stronie głównej, a także są mało przejrzyste.

Podsumowanie – czy najnowsze wieści ze świata Mr Bet zachęcają do odwiedzin?

Omawiane kasyno w rok 2023 weszło z przytupem. Od pierwszych dni nowego roku do dyspozycji graczy oddano kolejne produkcje najlepszych deweloperów, a środki na ich przetestowanie można zgarnąć w kolejnej już edycji cyklicznego turnieju rankingowego.

Jeśli jeszcze nigdy nie korzystałeś z usług kasyna online, Mr Bet może być dobrym startem w przygodę z internetowym hazardem. Poza dużą ofertą gier, portal ten jest naprawdę dobrze wykonany i wolny od błędów. Co jednak najważniejsze, Mr Bet jest legalnie działającym podmiotem na terenie Polski – nie musisz zatem obawiać się o żadne problemy prawne czy skarbowe, wynikające z zabawy u tego właśnie operatora kasynowego.

Przemysław Czarnek

Przemysław Czarnek / Fot. YouTube

  • Minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek odniósł się do obaw Związku Nauczycielstwa Polskiego.
  • W swojej wypowiedzi dla Radio Maryja podkreślił, że nie ma zamiaru przeprowadzać zwolnień.
  • Zapowiedział, że resort będzie badał obecnie opcję przywrócenia tzw. emerytury nauczycielskiej, którą zniesiono w 2009 r.
  • Zobacz także: Autonomiczne taksówki w Chinach. Epidemia przyspieszyła rozwój usługi

Wypowiedzi ministra edukacji i nauki Przemysława Czarnka nt. niżu demograficznego zostały źle odebrane w środowisku nauczycielskim. Pojawiły się również obawy i oskarżenia ze strony Związku Nauczycielstwa Polskiego.

Zapowiadane przez ministra edukacji zwolnienia zostały źle odebrane w środowisku oświatowym

– oświadczył Związek Nauczycielstwa Polskiego.

Jednakże minister podkreślił w swojej wypowiedzi dla Radia Maryja, że nie ma w planach przeprowadzać zwolnień wśród nauczycieli.

Rozpoczynamy dyskusję nad przywróceniem emerytury nauczycielskiej, która została zabrana nauczycielom w 2009 r., kiedy rządziła Platforma Obywatelska, a ministrem edukacji była Katarzyna Hall. Gdybyśmy nie robili tych ruchów, które robimy dzisiaj, rzeczywiście do zwolnień mogłoby dojść, od kilkudziesięciu do nawet 100 tys., w zależności od tego, jak zachowałyby się organy prowadzące i dyrekcje. To nie minister zatrudnia i zwalnia, tylko dyrektor szkoły w porozumieniu z organem prowadzącym 

– podkreślił Przemysław Czarnek.

Czytaj więcej: Ambitne plany polskiej marki samochodów. Przedstawiono koncept Poloneza

Czarnek tłumaczy ostatnie działania resortu

Jak tłumaczył szef resortu edukacji, te ruchy są też ważne, patrząc na perspektywę zmniejszenia się liczby uczniów w szkołach.

W perspektywie najbliższych czterech lat – i to jest fakt – ubędzie w systemie oświaty następne kilkaset tysięcy dzieci. Jeśli odejdą dzieci z Ukrainy – a mamy nadzieję, że tak będzie, że wojna się zakończy – to będzie nawet pół miliona dzieci mniej w systemie oświaty. Jeśli z systemu oświaty znika pół miliona dzieci i nic nie zrobimy, to wówczas zwolnienia mogłyby być

– wyjaśnił minister edukacji i nauki.

Szef resortu edukacji w “Aktualnościach dniach” w Radio Maryja odniósł się również do kwestii podwyżek dla nauczycieli.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

radiomaryja.pl

Niebezpieczna awaria samolotu An-26

Awaria rosyjskiego samolotu / Fot. Twitter

  • W Rosji doszło w poniedziałek do niebezpiecznego zdarzenia z udziałem samolotu An-26.
  • Maszyna wystartowała po godz. 12 czasu polskiego z lotniska w Magan z 31 osobami na pokładzie.
  • W trakcie lotu, na wysokości kilku kilometrów otworzyła się część bagażnika.
  • Pilot natychmiast podjął decyzję o awaryjnym lądowaniu na lotnisku Magan.
  • Na szczęście nikt nie ucierpiał w tym zdarzeniu.
  • Zobacz także: Nowy gazociąg do Chin. Moskwa zacieśnia współpracę z Pekinem

Około godziny 12 czasu polskiego z lotniska w rosyjskim mieście Magan w Jakucji wystartował mały samolot An-26, który docelowo miał dotrzeć do leżącego nad Morzem Czarnym Magadanu. Na pokładzie maszyny było 25 pasażerów i 6 członków załogi. 

Gdy samolot był w powietrzu doszło do awarii zamków w luku bagażowym. W jej wyniku drzwi ładowni otworzyły się, a część bagaży wyleciała z maszyny. Jak podaje agencja Interfax, doszło też do dekompresji w kabinie.

Po awarii pilot podjął decyzję o powrocie na lotnisko w Magan. Lądowanie przebiegło pomyślnie, a załoga i pasażerowie wyszli z sytuacji bez obrażeń.

Czytaj więcej: Ambitne plany polskiej marki samochodów. Przedstawiono koncept Poloneza

Wstrząsające nagranie ze środka samolotu

W mediach społecznościowych pojawiło się nagranie, wykonane najprawdopodobniej przez jednego z pasażerów An-26. Widać na nim, mężczyznę, a za nim częściowo otwartą rampę załadunkową. 

Nic niezwykłego: w Rosji drzwi samolotu otworzyły się podczas lotu na wysokości kilku kilometrów

– poinformował jeden z użytkowników Twittera.

Wydział Śledczy Wschodniosyberyjskiej Komisji ds. Transportu, który bada sprawę awarii przekazał, że prowadzone jest postępowanie wyjaśniające. Funkcjonariusze przesłuchali  już załogę, wykonali też oględziny samolotu.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

polsatnews.pl, twitter.com

Autonomiczne taksówki w Chinach

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Twitter

  • Dwa chińskie przedsiębiorstwa Baidu i Pony.ai zapowiedziały, że rozpoczną testy 10 pojazdów bez kierowcy.
  • Ma to pozwolić w przyszłości na rozwój komercyjnych usług autonomicznych taksówek w Chinach.
  • Usługa Apollo Go działa już w Wuhan i Chongqing, realizując do końca 3 kwartału 2022 r. 1,4 mln przejazdów.
  • Zobacz także: Europa zagrożona blackoutami? Austriacka minister ostrzega

Dwa chińskie przedsiębiorstwa Baidu i Pony.ai zapowiedziały, że rozpoczną testy 10 pojazdów bez kierowcy. Testy odbędą się w parku technologicznym w stolicy. Decyzja stanowi krok w kierunku rozwoju komercyjnych usług autonomicznych taksówek w Chinach bez obecności człowieka w pojeździe.

Obecnie Baidu generuje większość swoich przychodów z wyszukiwarki internetowej. Na przestrzeni ostatnich pięciu lat firma ewoluowała w kierunku technologiach pojazdów autonomicznych, w celu dywersyfikacji dochodów.

W 2022 roku zaczęła pobierać opłaty za swoją usługę Apollo Go. Szacuję się, że za usługi autonomicznych taksówek klienci zapłacą około połowę mniej niż za jazdę samochodem z kierowcą. Firma zadeklarowała, że w jeszcze tym roku wprowadzi kolejne 200 taksówek do swojej sieci w Chinach.

Kierownictwo Baidu przypomniało, że usługa Apollo Go działa już w Wuhan i Chongqing. Do końca trzeciego kwartału ubiegłego roku zrealizowała w sumie 1,4 mln przejazdów bez kierowcy.

Czytaj więcej: Polska przekaże Ukrainie Leopardy 2? Szrot: “Wyłącznie w ramach szerokiego porozumienia”

Autonomiczne pojazdy poza Chinami

Z kolei konkurencyjna Pony.ai prowadzi działalność w Państwie Środka, ale także w Stanach Zjednoczonych. Firma Testuje autonomiczne systemy napędowe w Kantonie, gdzie obsługuje usługi taksówkarskie. W USA natomiast auta są przez nią testowane na terenie Arizony i Kalifornii, jednak dla ostrożności, jeszcze z udziałem kierowców.

Podczas, gdy chińskie firmy dążą do wprowadzenia tzw. autonomicznych samochodów bez kierowców bezpieczeństwa, producenci autonomicznych pojazdów spoza Chin (m.in. Tesla, Cruise, General Motors, Ford czy Volkswagen) wycofały się z ambitnego harmonogramu ich wdrażania do użytku, co planowały kilka lat temu. Wynika to z wadliwości aut oraz zaostrzone kontroli amerykańskich organów regulacyjnych w tym zakresie.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

fpg24.pl, dorzeczy.pl, twitter.com