Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pexels

  • W tym roku rząd przeprowadzi podwójną podwyżkę płacy minimalnej.
  • Warto również przypomnieć, że w tym roku odbędą się także wybory parlamentarne.
  • Zdaniem anonimowych informatorów Prawo i Sprawiedliwość wykorzystuje ten fakt do wzmocnienia pozycji i poparcia.
  • Zobacz także: Prezydent Meksyku dziękuje Bidenowi za poluzowanie ochrony granicznej

Portal “money.pl” poinformował, że kierownictwo Prawa i Sprawiedliwości wprowadzi w tym roku podwójny wzrost najniższego wynagrodzenia.

Jest duża szansa, że znów czeka nas podwójny wzrost najniższej pensji ze względu na inflację przekraczającą 5 proc.

– czytamy na portalu “money.pl”.

Portal powołuje się na anonimowe źródło z kręgów rządowych, które twierdzi, że Prawo i Sprawiedliwość przed zbliżającymi się wyborami będzie chciało zrekompensować Polakom wysoką inflację i podnieść płacę minimalną do 4 tys. zł brutto.

Czytaj więcej: Zerowy podatek VAT. Tylko na świadczenia związane z pomocą Ukrainie

Spora podwyżka płacy minimalnej

Według “money.pl” rząd będzie chciał, by opieka nad najmniej zarabiającymi była wiodącym tematem w zbliżającej się wielkimi krokami kampanii wyborczej.

Obecnie NBP spodziewa się, że inflacja w przyszłym roku wyniesie ok. 6 proc. Zobaczymy, jak szybko będzie hamować wzrost cen po wiośnie, ale jeśli będzie to umiarkowany spadek, a takiego się teraz spodziewamy, to w budżecie zapiszemy podobną wartość, jaką teraz szacuje bank centralny (…) Będziemy chcieli zrekompensować Polakom wzrost cen za ten rok, tak jak 20-proc. podwyżka była po części rekompensatą za 2022 r. Minimalna powinna podnieść się o ok. 13-15 proc., ale wzrost może być jeszcze wyższy

– stwierdził jeden z anonimowych informatorów skupiony w rękach rządu.

Jak dodaje, lepiej zadowolić pod tym względem związki zawodowe, niż schlebiać przedsiębiorcom, którzy i tak nie są elektoratem PiS.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

money.pl, tysol.pl

Janusz Kowalski

Janusz Kowalski / Fot. PAP/Zbigniew Meissner Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

Wiceminister rolnictwa i rozwoju wsi Janusz Kowalski poinformował, że 30 stycznia b.r. na forum europejskim Polska zaproponuje przywrócenie ceł na kukurydzę z Ukrainy. Obecnie nasze władze mają budować koalicję w tej sprawie.

Ponadto w okresie od stycznia do października 2022 r. import kukurydzy z Ukrainy wyniósł 1,4 mln ton. W tym czasie polski eksport kukurydzy wyniósł 3 mln ton, dwa razy więcej niż w tym samym okresie 2021 roku.

To wskazuje, że większa część kukurydzy z Ukrainy jest dalej eksportowana, ale problem jest

– stwierdził wiceminister rolnictwa i rozwoju wsi.

Wiceminister przypomniał, że na mocy rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady Europejskiej, do 5 czerwca 2023 handel produktami rolnymi z Ukrainą został zliberalizowany. Rozporządzenie to wprowadza zerowe stawki celne na określone produkty z Ukrainy.

Po zakończeniu okresu liberalizacji handlu z Ukrainą czeka nas bardzo twarda decyzja co dalej. Jako ministerstwo rolnictwa będziemy dążyli do tego, aby z liberalizacji wyłączyć część produktów, chronić polskie drobiarstwo, polskie jabłka i branżę przetwórstwa soków

– podkreślił Janusz Kowalski.

Czytaj więcej: USA: Demokraci i Republikanie wzajemnie oskarżają siebie o “ekstremalne” poglądy ws. aborcji

Resort rolnictwa pracuje już nad rozwiązaniem

Polityk poinformował, że w tej kwestii trwają prace wewnątrz resortu rolnictwa oraz przypomniał, że w obowiązującym rozporządzeniu jest klauzula ochronna, która daje możliwość Polsce wystąpienia w wnioskiem do Komisji Europejskiej o wszczęcie formalnego postępowania wyjaśniającego, jeśli zachodzą przesłanki naruszenia interesów polskich rolników.

Z tej możliwości chcemy skorzystać i będę przekonywał cały polski rząd, aby z takim wnioskiem wystąpić po to, by twardo chronić interesy polskich rolników i żądać od UE np. finansowania infrastruktury magazynowej czy rekompensat dla rolników, którzy z powodów geopolitycznych ponoszą straty

– oświadczył wiceminister.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

radiomaryja.pl

Rzeczniczka MSZ Rosji Maria Zacharowa

Rzeczniczka MSZ Rosji Maria Zacharowa / Fot. Twitter

  • Rzecznik rosyjskiego ministerstwa spraw zagranicznych Maria Zacharowa, skrytykowała działania Szwecji.
  • Jej zdaniem odmowa współudziału w śledztwie nt. Nord Stream 2 jest dla niej niezrozumiała.
  • Władze w Sztokholmie tłumaczą swoją decyzję tym, że spełnienie rosyjskiego żądania zagrozi bezpieczeństwu Szwecji.
  • Zobacz także: Kumoch kończy współpracę z prezydentem.

Odmowa udzielenia przez stronę szwedzką merytorycznej odpowiedzi na kolejny wniosek Prokuratury Generalnej Rosji o pomoc prawną w sprawie dotyczącej uszkodzenia gazociągów Nord Stream 1 i Nord Stream 2 jest szczerze zdumiewająca

– stwierdziła rzecznik rosyjskiego ministerstwa spraw zagranicznych.

Władze w Sztokholmie tłumaczą swoją decyzję tym, że spełnienie rosyjskiego żądania zagrozi bezpieczeństwu Szwecji. Jednocześnie Moskwa została poinformowana, że szwedzka prokuratura nie jest zainteresowana powołaniem wspólnego zespołu śledczego do zbadania uszkodzeń gazociągów.

Czytaj więcej: Putin żąda pieniędzy. Chce odbudować ukraińskie miasta

Szwecja nie podaje powodu swojej odmowy

Maria Zacharowa stwierdziła, że Szwecja nie podaje powodu braku zainteresowania, chociaż eksplozje na gazociągach stanowiły oczywiste zagrożenie dla Szwecji i innych państw nadbałtyckich. Jak tłumaczyła, Rosja uważa się za stronę, która poniosła straty materialne.

Działanie przeciwko infrastrukturze tworzonej przez wiele lat, w tym przez stronę rosyjską, to kolosalne szkody i straty. Mamy prawo otrzymywać odpowiednie informacje, mamy prawo zadawać pytania i domagać się na nie odpowiedzi. Musimy dopilnować, aby to się nie powtórzyło w przyszłości

– podkreśliła Maria Zacharowa.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

dorzeczy.pl

Kanclerz Niemiec Olaf Scholz

Kanclerz Niemiec Olaf Scholz / Fot. PAP/EPA/STEPHANIE LECOCQ Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

  • Zdaniem serwisu “Politico” rząd kanclerza Olafa Scholza nie jest przychylnie nastawiony na przekazanie Ukrainie ciężkiego sprzętu.
  • W tym momencie Berlin czeka na dalsze instrukcje ze Stanów Zjednoczonych.
  • Sprawy nie ułatwia również decyzja Wielkiej Brytanii o przekazaniu Kijowowi czołgów Challenger 2.
  • Zobacz także: Litwa zmienia prawo, żeby lepiej walczyć z kryzysem migracyjnym

Berlin ma być sceptycznie nastawiony do planów przekazania ciężkiego sprzętu na Ukrainę. W dodatku Niemcy czekają na ruch w tej sprawie ze strony Stanów Zjednoczonych.

Działania Wielkiej Brytanii zmierzające do zaopatrzenia Ukrainy w czołgi Challenger 2 przyprawiają Olafa Scholza o ból głowy

– podaje serwis “Politico”.

Na dodatek rzecznik kanclerza Niemiec Olafa Scholza poinformował w środę, że plany Londynu dotyczące dostarczenia na Ukrainę brytyjskich czołgów Challenger 2, nie zmienią stanowiska niemieckich władz.

Obecnie sytuacja nie uległa zmianie z powodu kroku, który ogłosił rząd brytyjski

– przekazał rzecznik kanclerza Niemiec Steffen Hebestreit.

Czytaj więcej: USA. Odkryto tajne dokumenty w biurze Bidena

Niemcy czekają na rozkaz USA

Dwaj niemieccy urzędnicy przekazali anonimowo portalowi Politico, że stanowisko Scholza w dużej mierze zależy od prezydenta USA Joe Bidena.

Niedawno sam Olaf Scholz podkreślił, że sprawy dotyczące przekazania czołgów na Ukrainę muszą być wcześniej omówione wraz z przyjaciółmi i sojusznikami, a zwłaszcza z partnerem transatlantyckim, ze Stanami Zjednoczonymi.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

tysol.pl, dorzeczy.pl

Władimir Putin

Władimir Putin / fot. PAP/EPA/ANDREY GORSHKOV / KREMLIN POOL/SPUTNIK Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

  • Prezydent Rosji Władimir Putin odbył wideokonferencję ze swoimi ministrami, których wypytywał o postępy realizacji jego poleceń.
  • Minister przemysłu i handlu Denis Manturow wytłumaczył, że obecne możliwości produkcyjne uniemożliwiają wypełnienie założeń.
  • Jednakże rosyjski przywódca nie przyjmował tłumaczeń, naciskając na wicepremiera, aby ten przyspieszył produkcję militarnych komponentów.
  • Zobacz także: Pachnik: Ktoś chce nam zafundować chaos prawny [NASZ WYWIAD]

Prezydent Rosji Władimir Putin spotkał się podczas wideokonferencji z członkami rządu. Rosyjski przywódca przepytywał zebranych ministrów z bieżących prac oraz postępu realizacji poleceń Putina.

Wicepremier, minister przemysłu i handlu Denis Manturow, miał doprowadzić do szybszej produkcji sprzętu lotniczego. Jednak jak tłumaczył, z uwagi na możliwości produkcyjne, a także ograniczoną dostępność silników do samolotów, sprawa ta nie została jeszcze całkowicie załatwiona. Manturow zapewnił, że dokłada wszelkich starań, aby przyspieszyć produkcję.

Czytaj więcej: Karcher ukarany przez UOKiK. Niemiecka spółka namawiała do zmowy cenowej

Putin naciska na swoich podwładnych

Władimir Putin nie wykazał się wyrozumiałością. Podkreślił, że rosyjscy przedsiębiorcy nie rozumieją zamiarów ministerstwa obrony. Prezydent Rosji chce, by jasno powiedziano im, że muszą zatrudnić kolejnych ludzi i zwiększyć moce produkcyjne. By to zrobić jednak, muszą wiedzieć, ile sprzętu zamówi od nich resort obrony.

Denis Manturow odparł, że liczba zamówień na 2023 rok została już wszędzie potwierdzona.

Ponadto, jak wspominałem, przedsiębiorstwa zaciągnęły kredyty. Mowa tu przede wszystkim o śmigłowcach. Mamy więc rozpisane wszystkie moce produkcyjne zarówno na rok bieżący, jak i przyszły

– tłumaczył się wicepremier Rosji.

To zdenerwowało Putina. Nie przyjął on do wiadomości tłumaczeń wicepremiera Manturowa, żądając od niego realizacji danych projektów.

Dopóki nie mają umów, nie wiedzą co i w jaki sposób będą robić. Proszę o przyspieszenie tej pracy. Przedsiębiorstwa nie mają kontraktów na 2023 rok. Denisie, przygotowałeś projekt, ale nie ma umów. Mówię ci. Skończmy już spotkanie. O czym mamy tu z tobą rozmawiać? Wiem, że w przedsiębiorstwach nie ma umów, mówili mi to dyrektorzy. Dlaczego udajesz głupca? Kiedy będą kontrakty?

– stwierdził Władimir Putin.

Prezydent nie odpuszczał podwładnemu. Zażądał, by Manturow rozwiązał tę kwestię w ciągu miesiąca. Wicepremier zapewniał, że postara się zrobić wszystko, co w jego mocy.

Nie, nie staraj się dawać z siebie wszystkiego, ale zrób to w ciągu miesiąca

– podkreślił prezydent Rosji wysuwając swoje żądania.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

dorzeczy.pl, gazeta.pl

Jakub Kumoch

Jakub Kumoch, szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej / Fot. YouTube

  • Jakub Kumoch poinformował, że w czwartek złożył dymisję z urzędu szefa Biura Polityki Międzynarodowej.
  • W oświadczeniu poinformował, że o swoich planach powiadomił prezydenta Andrzeja Dudę już w październiku 2022 r.
  • W lipcu 2021 r. Kumoch zastąpił na tym stanowisku Krzysztofa Szczerskiego.
  • Zobacz także: Jackowski: Rząd nie ma ani honoru, ani pieniędzy [NASZ WYWIAD]

Wizyta we Lwowie była zaplanowana jako mój ostatni projekt w służbie dla Pana Prezydenta. Dziś na własną prośbę, za zgodą Szefa i zgodnie z naszymi ustaleniami sprzed paru miesięcy po półtora roku bardzo intensywnej pracy kończę sprawowanie funkcji Sekretarza Stanu i Szefa Biura Polityki Międzynarodowej

– poinformował Jakub Kumoch.

Czytaj więcej: Warszawa. NIK przeprowadziło kontrolę ws. obwodnicy

Kumoch ogłosił prezydentowi swoje plany już wcześniej

W opublikowanym oświadczeniu wyjaśnił, że w październiku zwrócił się do prezydenta Andrzeja Dudy o pozwolenie na powrót do służby zagranicznej.

Wspieranie Rzeczypospolitej w pierwszych miesiącach wojny i udział w kształtowaniu relacji polsko-ukraińskich były dla mnie zaszczytem. Niestety sytuacja rodzinna i permanentna rozłąka z najbliższymi, okazały się dla mnie i moich dzieci sprawą nie do przezwyciężenia. Nie udało mi się jej rozwiązać i musiałem dokonać wyboru między obecnym obowiązkiem wobec Państwa oraz byciem ojcem

– podkreślił były szef Biura Polityki Międzynarodowej.

Były współpracownik prezydenta nie poinformował, gdzie zostanie zatrudniony. 

Kumoch w lipcu 2021 roku został szefem prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej. Zastąpił na tym stanowisku Krzysztofa Szczerskiego, który objął funkcję ambasadora – Stałego Przedstawiciela Rzeczypospolitej Polskiej przy ONZ w Nowym Jorku.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

rp.pl, facebook.com

Prezydent USA Joe Biden

Prezydent USA Joe Biden / Fot. Twitter

Biden spotkał się we wtorek w Mexico City z lewicowym przywódcą Meksyku Andresem Manuelem Lópezem Obradorem i premierem Kanady Justinem Trudeau na szczycie przywódców Ameryki Północnej. Tematem, który zdominował szczyt było to, co Biden nazwał “największą migracją w historii ludzkości”.

Stojąc obok Bidena i Trudeau, Obrador zauważył: “Prezydencie Biden, jest pan pierwszym od bardzo dawna prezydentem Stanów Zjednoczonych, który nie zbudował nawet jednego metra muru i (…) dziękujemy panu za to”.

Meksykański prezydent zauważył, że “niektórym może się nie podobać” odmowa Bidena w sprawie zabezpieczenia granicy, zwłaszcza “konserwatystom”.

Biden powiedział: “Nie może być już żadnych wątpliwości, żadnych, w dzisiejszym połączonym świecie. Nie możemy odgrodzić się murem od wspólnych problemów”, dodając: “Staramy się ułatwić ludziom dotarcie tutaj”.

To nie wystarczyło meksykańskiemu prezydentowi.

Obrador nalegał “w sposób pełen szacunku”, aby Biden naciskał na “Kongres USA, aby uregulować sytuacje migracyjne milionów Meksykanów, którzy przebywali w Stanach pracując, mieszkając i przyczyniając się do rozwoju tego wielkiego narodu.”

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

theblaze.com

Kongres USA

Kongres USA / Fot. Pxhere

Ustawa Born-Alive Abortion Survivors Protection Act mówi, że każde niemowlę urodzone żywe po próbie aborcji lub które przeżyło aborcję jest “osobą prawną pod każdym względem zgodnie z prawem Stanów Zjednoczonych.”

Lekarze i pracownicy służby zdrowia musieliby utrzymywać dziecko przy życiu, tak jak “rozsądnie staranny i sumienny pracownik służby zdrowia zapewniłby to każdemu innemu dziecku, które urodziło się żywe.” W przypadku dziecka urodzonego w klinice aborcyjnej, która nie posiada odpowiedniego zaplecza opiekuńczego, za transport dziecka do szpitala odpowiadałby lekarz.

Prawie każdy Demokrata w Izbie Reprezentantów głosował w środę przeciwko ustawie, która przeszła 220-210.

Demokraci: Republikanie głoszą ekstremalne poglądy

“Demokraci zawsze będą bronić wolności reprodukcyjnych przed skrajnymi republikanami, którzy nie szanują prawa kobiety do wyboru wielkości i czasu założenia rodziny” – powiedziała Nancy Pelosi. I: “To są poważne, osobiste decyzje, które muszą być podejmowane przez kobiety kierujące się wiarą, lekarzem i rodziną – nie przez polityków.”

Izba kontrolowana przez MAGA Republikanów wystawia na pokaz swoje ekstremalne poglądy na temat zdrowia kobiet z ustawodawstwem, które nie ma nawet poparcia Amerykanów – napisał z kolei senator Demokratów Chuck Schumer.

Głos w sprawie zabrała również m.in. wiceprezydent USA Kamala Harris.

“Republikanie z Izby uchwalili dziś ekstremalną ustawę, która jeszcze bardziej zagrozi prawu do opieki nad zdrowiem reprodukcyjnym w naszym kraju” – napisała na Twitterze Harris. “To kolejna próba republikańskich ustawodawców, aby kontrolować ciała kobiet”.

Republikanie: Demokraci głoszą ekstremalne poglądy

Zupełnie przeciwne głosy padły ze strony Republikanów.

Stanowisko Demokratów w sprawie aborcji jest tak ekstremalne, że 209 członków głosowało ZA odrzuceniem rezolucji Izby potępiającej ostatnie ataki na placówki, grupy i kościoły pro-life. Hańba – napisał Republikanin Byron Donalds z Izby Reprezentantów.

Dziś wieczorem głosowaliśmy nad Born Alive Act. Jest ona całkowicie niekontrowersyjna dla każdego normalnego człowieka, ale twarde NIE od prawie każdego Demokraty w Kongresie. To szaleństwo – skomentował z kolei parlamentarzysta z Teksasu, Dan Crenshaw.

“Demokraci są zdecydowanie zbyt ekstremalni w tej kwestii i NIE są zgodni z narodem amerykańskim. W ogóle” – stwierdził również. “Born Alive Act chroni dzieci urodzone żywcem po próbie aborcji”.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

FOX NEWS

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

Strażnicy graniczni zawracali nielegalnych migrantów na granicy litewsko-białoruskiej na mocy dekretu ministra spraw wewnętrznych podpisanego w sierpniu 2021 roku, ale rząd chce wprowadzić ustawodawstwo w celu wzmocnienia tej praktyki.

Projekt zmian w istniejącym ustawodawstwie imigracyjnym kraju ma być natychmiast wysłany do parlamentu, a jeśli zostanie zatwierdzony, praktyka formalnie wejdzie w życie 1 czerwca.

Według niektórych doniesień strażnicy na granicy z Białorusią nie tylko odmawiają wstępu osobom próbującym przedostać się na Litwę, ale wręcz wypychają tych, którzy wjechali na teren kraju, z powrotem na Białoruś.

Minister Spraw Wewnętrznych Agnė Bilotaitė w środowym komunikacie prasowym ostro zaatakowała Brukselę, oskarżając Unię Europejską o zbyt wolne tempo pracy nad rozwiązywaniem najpilniejszych problemów, z jakimi borykają się takie kraje jak Litwa i Polska, które mają wspólną granicę lądową z sojusznikiem Rosji – Białorusią.

“Prawo UE pozostaje w tyle za rozwojem sytuacji” – powiedziała Bilotaitė.

“Dlatego musimy mieć krajowe środki, aby bronić się przed hybrydowymi atakami i instrumentalizacją migracji, a środki te muszą być zapisane w prawie” – dodała.

Litewska minister spraw wewnętrznych ujawniła również, że zarówno Estonia, jak i Finlandia, które graniczą z Rosją, przygotowują podobne przepisy.

Przyjmuje się, że praktyka ta zostanie wprowadzona dopiero po ogłoszeniu stanu wyjątkowego, który obecnie obowiązuje wzdłuż białoruskiej granicy kraju.

Litwa poszła drogą Polski i Węgier, budując mur graniczny w celu ochrony swojego terytorium przed napływem masowej migracji.

Zarówno Litwa, jak i Polska postawiły płoty wzdłuż granicy z Białorusią w związku z obawami, że zarówno Moskwa, jak i Mińsk stosują podstępną taktykę prowadzenia wojny migracyjnej w Europie Wschodniej, pozwalając karawanom migrantów przechodzić przez swoje terytoria, by naruszyć zewnętrzną granicę Unii Europejskiej.

Węgry natomiast wzmocniły ostatnio swoje ogrodzenie na południowej granicy z Serbią w związku z rosnącą presją migracyjną.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Flaga Ukrainy

Flaga Ukrainy / Fot. YouTube

W ubiegłym tygodniu amerykański dziennik „The Wall Street Journal” powołując się na szefa Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (PISM) Sławomira Dębskiego, poinformował, że Polska rozważa przekazanie Ukrainie produkowanych w Niemczech czołgów Leopard. Informację potwierdził również czeski urzędnik ściśle zaangażowany w pomoc w przekazywaniu zachodniej broni Ukrainie.

Zagmatwana kwestia

Szef Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych Sławomir Dębski mówił, że nasz kraj posiada 240 takich czołgów i planuje pozbyć się ich wszystkich.

„Polska planuje pozbycie się wszystkich z nich, jednak tempo ich darowania zależy od tempa dostaw czołgów kupowanych przez Polskę z Korei Południowej i USA” – mówił Sławomir Dębski.

Szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Jakub Kumoch pytany Radiu Zet, czy czołgi Leopard z Polski pojadą na Ukrainę, starał się dementować pojawiające się w przestrzeni publicznej informacje.

– Mówienie o tym, że Polska odda kilkadziesiąt czy kilkaset sztuk Leopardów to jest absurd. To jest tworzenie rzeczywistości alternatywnej. Ukraina jest zainteresowana tym, aby państwa Zachodu w grupie przekazały im pewną ograniczoną liczbę tego typu czołgów — stwierdził Jakub Kumoch.

Lech Jaworski – czołgi dla Ukrainy

Polska rozważa przekazanie Ukrainie około 10 czołgów Leopard. Politycy liczą jednak na to, że Niemcy stworzą koalicję użytkowników tych maszyn, aby w większej liczbie mogły one wzmocnić Siły Zbrojne Ukrainy. W Europie 14 państw posiada łącznie 2 642 takie czołgi.

Przekazanie czołgów Ukrainie nie jest zdecydowanie ani wykluczone, ani nie jest powiedziane, że trafią. Tak, jak Pan powiedział, ta kwestia jest bardzo złożona. Z jednej strony mamy do czynienia z sytuacją, w której trzeba wspierać Ukrainę w walce z Rosją, bo to też jest w dobrze pojętym polskim interesie. Druga kwestia to kwestia zamiany sprzętu gorszej generacji, gorszego typu na lepszy. Trzecia kwestia to zachowanie spokoju w tych kwestiach i niedoprowadzanie do sytuacji, w której nagle się rozbroimy. To są dobre czołgi, to jest duża ilość i moim zdaniem zdecydowanym nadużyciem byłoby stwierdzenie, że Polska przekaże teraz gro swoich sił pancernych zza wschodnią granicę, niezależnie od tego, jakie temu cele przyświecają. To taka trochę mało rozsądna decyzja – stwierdził Lech Jaworski.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com