Gubernator Florydy Ron DeSantis

Gubernator Florydy Ron DeSantis / Fot. Twitter

Zobacz także: Hiszpanie mają ogromny problem demograficzny. Imigranci zmieniają oblicze kraju

Stanowa agencja ds. opieki zdrowotnej w swojej instrukcji dla aptekarzy odniosła się do decyzji instytucji federalnych.

„W świetle niedawnej decyzji amerykańskiej FDA zezwalającej aptekom detalicznym na wydawanie Mifepristonu, Agencja wydaje niniejsze ostrzeżenie, aby przypomnieć dostawcom, że muszą nadal przestrzegać praw Florydy regulujących przeprowadzanie aborcji” – wskazano.

Administracja stanu Floryda, kierowana przez gubernatora Rona DeSantisa wskazała, że sprzedaż pigułek poronnych to „kryminalna działalność”, za którą będą groziły „sankcje karne”.

„Agencja zwróci się do lokalnych organów ścigania o dostarczenie wszelkich dowodów działalności kryminalnej, które odkryje w danych na temat dostawców. Świadome naruszenie tych przepisów może skutkować sankcjami karnymi” – podkreśliła stanowa agencja ds. opieki zdrowotnej.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

nczas.com

Wołodymyr Zełenski

Wołodymyr Zełenski / Fot. Facebook

“Mówi się o prywatyzacji ponad 3 tysięcy ukraińskich przedsiębiorstw”

Dr Kawęcki w swoim artykule na łamach “Naszego Dziennika” przybliża szczegóły planów prywatyzacji, jakie mają zostać dokonane na Ukrainie.

Mówi się o prywatyzacji ponad 3 tysięcy ukraińskich przedsiębiorstw. Taką skalę określił wpływowy amerykański think tank RAND Corporation. Wyprzedaż majątku narodowego to warunek Międzynarodowego Funduszu Walutowego, od którego uzależnia on udzielanie dalszej pomocy finansowej – wskazał.

Jak wskazał, już od kilkunastu miesięcy trwają prace nad przygotowaniem planu odbudowy Ukrainy po wojnie.

Od kilkunastu miesięcy kancelaria prezydenta Wołodymyra Zełenskiego i rząd Ukrainy współpracują z różnymi ośrodkami międzynarodowymi przy tworzeniu planu odbudowy kraju pod nazwą United24. Opublikowane przez brytyjskie Centrum Badań Polityki Gospodarczej (CEPR) wytyczne zalecają realizację modelu zrównoważonego rozwoju, budowę tzw. gospodarki bezemisyjnej i szybki rozwój „zielonych inwestycji” – zrelacjonował.

Ukraina będzie polem doświadczeń w realizacji unijnej polityki „Zielonego ładu”?

Ukraińskie ambicje sięgają zostania liderem Europy Środkowo-Wschodniej.

Prezydent Zełenski oznajmia, że najważniejsze jest nie to, kiedy Ukraina zostanie przyjęta do UE, ale jaki uzyska status. Wyraża przy tym przekonanie, że zdobędzie pozycję silnego gracza. W wystąpieniu na ubiegłorocznym Światowym Forum Ekonomicznym w Davos powiedział, że celem Ukrainy jest stać się liderem Europy Wschodniej i Środkowej. Wypełnianie strategicznych celów Berlina i Brukseli może raczej oznaczać, że Ukraina będzie polem doświadczeń w realizacji unijnej polityki „Zielonego ładu” – podkreślił dr Kawęcki.

Dotacje i pożyczki będą przyznawane warunkowo

Ukraina pójdzie pod młotek?

(Prezydent Zełeński – przyp. red.) Zapowiedział liberalizację sprzedaży ziemi rolnej i wyprzedaż setek strategicznych spółek państwowych – napisał dr Kawęcki.

UE stawia konkretne oczekiwania przed naszym wschodnim sąsiadem.

Dotacje i pożyczki będą przyznawane warunkowo. Kijów będzie realizował politykę zgodnie z zaleceniami unijnymi, które są już określone szczegółowo: prywatyzacja dwóch największych banków, ułatwienie dostępu zagranicznym inwestorom do zasobów naturalnych oraz postulat nieodbudowywania zniszczonych kopalń w Donbasie – podkreślił ekspert.

Ukrainie ma doradzać powiązany z Klubem Bilderberg koncern BlackRock.

Po spotkaniu prezydenta Zełenskiego z Larrym Finkiem, najlepiej opłacanym finansistą w USA i
dyrektorem generalnym BlackRock, koncern ten podpisał z ukraińskim ministerstwem gospodarki porozumienie o współpracy. BlackRock będzie doradzał rządowi ukraińskiemu w zakresie
utworzenia i określenia struktury funduszu odbudowy gospodarki, procesu inwestycyjnego, zarządzania i wykorzystania wpływów do funduszu – zwrócił uwagę dr Kawęcki.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Nasz Dziennik

Zbigniew Ziobro

Zbigniew Ziobro / Fot. Piotr Drabig/Flickr

  • Minister sprawiedliwości przypomniał genezę jego aktualnego sporu z PiS.
  • Wyjaśnił, że “mimo różnic w koalicji, które są obiektywnie widziane, wiele jest spraw, na które patrzymy tak samo albo podobnie, i to jest powód, że współpracujemy z PiS”.
  • Wskazał jednak, iż póki co nie ma żadnego porozumienia pomiędzy Solidarną Polską a PiS dotyczącego wspólnego startu w kolejnych wyborach, jak to było przy okazji poprzednich elekcji.
  • Zobacz także: Nitras znów grozi. “KUL zapłaci za akceptowanie Czarnka”

“KE nas szantażuje”

Minister sprawiedliwości przypomniał genezę jego aktualnego sporu z PiS.

Sięga ona roku 2020, kiedy niemiecka prezydencja w UE zaproponowała nowe rozwiązania władcze dla Komisji Europejskiej, przed którymi przestrzegaliśmy, i dziś są tego rezultaty, gdyż KE nas szantażuje – podkreślił.

Nie ma umowy

Wyjaśnił, że “mimo różnic w koalicji, które są obiektywnie widziane, wiele jest spraw, na które patrzymy tak samo albo podobnie, i to jest powód, że współpracujemy z PiS”. Wskazał jednak, iż póki co nie ma żadnego porozumienia pomiędzy Solidarną Polską a PiS dotyczącego wspólnego startu w kolejnych wyborach, jak to było przy okazji poprzednich elekcji.

Przygotowujemy się też do wariantu, który w polityce zawsze trzeba brać pod uwagę jako pierwszy, czyli samodzielnego startu. Jesteśmy gotowi do koalicji, ale nie za cenę rezygnacji z naszych przekonań i wartości – powiedział.

KPO “to tak naprawdę ukryty kredyt”

Zbigniew Ziobro przekonuje, że KPO “to tak naprawdę ukryty kredyt”. Jego zdaniem “w krótkiej perspektywie czasu rzecz jasna, każda gotówka, która nagle wpłynie, jest korzystna, natomiast musimy patrzeć na to, że ten pieniądz będzie Polaków dużo kosztował”. Podkreślił również, że “wszelkie zmiany pod dyktando i presją KE są naruszeniem elementarnych wartości polskiej konstytucji, naruszeniem naszej suwerenności”. Jego zdaniem jednak Solidarna Polska w tej sprawie nie toczy sporu z PiS, ale z KE i opozycją.

Toczymy spór z KE i z opozycją, która przedstawia KPO jako mannę z nieba i chce szantażować tymi pieniędzmi, które Polska w mojej ocenie i tak nie otrzyma – stwierdził minister sprawiedliwości.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Do Rzeczy

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

Zobacz także: Spięcie po prawyborach Nowej Nadziei w Krakowie. Żółtek oczekuje unieważnienia zjazdu

Ekoterroryzm w szatach świętoszków

Ekoterroryzm wiąże się często z szantażem oraz przemocą względem swoich ideowych oponentów. Ze względu na postępującą urbanizację i brak zrozumienia specyfiki wsi ten właśnie światopogląd zaczyna być coraz bardziej popularny, zaczyna przybierać coraz bardziej radykalne formy. W ekoterroryzmie i ekologizmie podmiotem jest dobro planety, a w ekologii podmiotem jest dobro człowieka.

I tak mamy klasyczne dzieła sztuki w muzeum. Nagle ktoś oblewa zupą pomidorową gablotę, po czym wygłasza deklarację o złych paliwach kopalnych. Jest to perfidne zachowanie, gdyż popełniamy czyn moralnie naganny, jednak stroimy się przy okazji w piórka świętoszka. To tak jak ci, co biją innych, ale krzyczą przy tym głośno „Rasista!”, no bo według postępowej logiki rasistę bić akurat można. Albo złodziej krzyczący, że należy łapać złodzieja, że swoim aktem chce tylko przyczynić się do potępienia kradzieży. Nie można legitymizować niecnych zachowań za pomocą ckliwych deklaracji, gdyż takie akty są fałszem i obłudą. Ekolog segreguje odpady i bierze udział w akcjach zbierania śmieci, wymyśla nowe, czyste technologie. A ekologista bardziej pragnie sławy niż zmiany świata na lepsze. Możemy i powinniśmy rozmawiać o ochronie klimatu, jednak bez głupich happeningów, które tylko ośmieszają ich twórców.

We Francji pod Marsylią dokonano ataku na instalację cementowni, gdyż ta zatruwa środowisko. I teraz pytanie: to gdzie mamy żyć? W ziemiankach? W chatach ze słomy krytych strzechą? Z gliny będziemy lepić chatki? Zresztą sami zwolennicy ekologizmu żyją raczej w stolicy, a nie głębokiej prowincji niczym religijna wspólnota amiszów. Innymi słowy, wszyscy bez wyjątku czerpiemy z dorobku współczesnej gospodarki oraz nauki. Współczesne dobrodziejstwa związane są często z tym, że nasz system produkcji nie jest neutralny klimatycznie. Teraźniejsze gospodarstwo domowe posiada na swoim stanie dziesiątki sprzętów elektronicznych, a i wiele z nich powstało w warunkach będących na bakier z przyrodą. Odpowiedzialność za zniszczenie środowiska spoczywa jednak zarówno na producentach, jak i konsumentach.

Cenne siedliska przyrodnicze utraciliśmy na dziesiątki lat

W USA radykalni działacze dokonywali włamań na fermy, by wypuścić norki amerykańskie z klatek. A przecież takie działania również są zaburzeniem lokalnej flory i fauny. Na Podkarpaciu Kolektyw „Wilczyce” zorganizował dzikie obozowisko. Ich celem była rzekoma ochrona lasu przed wycinką. Gdy policja likwidowała ten obóz znaleziono w nim: narkotyki, broń gazową i kusze. Całość tego koczowiska wyglądała niczym mały chlewik. Idąc dalej, gdy w Puszczy Białowieskiej szalał kornik drukarz, pseudoekolodzy przypinali się łańcuchami do drzew. Ostatecznie dopięli swego – donieśli niczym najgorsi konfidenci na swój kraj do UE. W efekcie setki hektarów lasów zostało zniszczonych, cenne siedliska przyrodnicze utraciliśmy na dziesiątki lat.

Gdybyśmy mieli do czynienia znowu z sytuacją jak podczas czasu rewolucji przemysłowej, gdzie wycinano wszystko bez opamiętania celem budowy przemysłu, istnieją wtedy podstawy do wyrażania oburzenia, do protestu. Jednak statystyki pokazują, iż w Polsce z roku na rok wzrasta lesistość i gęstość zalesienia. W tym momencie około 1/3 kraju pokryta jest lasem. No i teraz pytanie: czy ktoś faktycznie perfidnie manipuluje tymi statystykami na złość ekoterrorystom? Raczej negatywnie trzeba odpowiedzieć na to zagadnienie. Czyli ta masowa wycinka jest mitem. Nie ma żadnej szabrowniczej eksploatacji zasobów. Prowadzimy zwyczajną gospodarkę leśną, a nie gospodarkę rabunkową. Wycinamy drzewa chore i stare, a na ich miejsce leśnicy nasadzają nowe. Nie ma tutaj żadnych nieprawidłowości, nie ma tutaj nic zdrożnego. Człowiek powinien być gospodarzem swojej ziemi. A potrzebujemy przecież mebli czy opału.

Obłęd

Zwolennicy zniszczenia tradycji stosują również inne zagrywki: blokują tiry jadące do zakładów mięsnych, stroją się na pseudoinspektorów i dokonują włamań do gospodarstw rolnych, podejmują próby tarasowania dojścia do sklepów mięsnych i restauracji, wylewają na podłogę mleko w supermarketach (dojenie krów to, ich zdaniem, gwałt na krowie). Odpowiedzią na takie zachowania powinno być niezwykle surowe prawo: wysokie grzywny, baty na gołe plecy, broń w każdym domu i możliwość samoobrony przed niechcianym intruzem. Trzeba zdecydowanie porzucić rozwiązania, w których to policja przychodzi, legitymuje, a następnie nic nie robi. Należy zakazać pseudoinspektorom wchodzenia na cudzą posesję.

Brukselskie elity zafascynowane ekologizmem z roku na rok narzucają coraz surowsze ustawodawstwo, które zdecydowanie utrudnia życie zwykłym ludziom. Oczywiście prawo chroniące środowisko samo w sobie nie jest niczym złym, ale obłęd w tej materii już tak. Zdaniem tych ekowariatów: kominki indywidualne są złe, piece na pizze opalane drewnem są złe, piece gazowe są złe, samochody spalinowe są złe. Najlepiej niczym nie palić, żyć w chłodzie, a wszystkie potencjalne aktywności wpisać do rejestru. Chcesz zbudować dom? Pozyskaj najpierw supercertyfikat ekologiczny, że twoja nieruchomość będzie neutralna dla klimatu i zapłać za niego krocie. Masz jednoosobowy warsztat samochodowy? Naucz się skomplikowanej obsługi Bazy Danych Odpadów. Czekamy z niecierpliwością aż europeiści pójdą w swoim obłędzie o krok dalej, tym samym potępiając oddychanie i ogniska z pieczeniem kiełbasy. Człowiek nie może już żyć naturalnie, tak jak żył od wieków wedle pewnych zasad, tylko musi mieć przeświadczenie, że nie popełnił grzechu przeciw matce naturze. Opiszmy to dobitniej: nie jest ważny grzech przeciw prawu boskiemu, lecz ważny jest grzech przeciw matce naturze.

Bambinizm

Ekoterroryzm łączy się często z bambinizmem, czyli wyidealizowanym i naiwnym postrzeganiem świata przyrody, a zwłaszcza zwierząt, w sposób ukształtowany przez filmy rysunkowe dla dzieci i inne przekazy z dziedziny kultury masowej. Bambiniści humanizują zwierzęta, patrzą na zwierzęta niczym na ludzi, a wręcz często bardziej cenią zwierzęta niż ludzi. Aborcja nie budzi u nich odrazy, ale znęcanie się nad zwierzętami już tak. Oczywiście nie wszystkie istoty są równe w hierarchii bytów. Największymi względami cieszą się te samiczki i samce, które są fotogeniczne: głównie kotki, koniki, pieski i króliczki. Muchy i komary (przynajmniej nadal) można zabijać w ujęciu progresywistów. Brzydkie stworzenia nie cieszą się już takim względami.

Przykładów bambinizmu możemy podać aż nadto. I tak mieszkańcy Podkarpacia cierpią przez wilki. Zwykły człowiek wstaje rano i widzi smutne szczątki swojego „Reksia”, z którego została tylko plama krwi i łańcuch. Rolnicy często tracą swoje bydło. Raz zostały zaatakowane dzieci, a innym razem pilarze. Nie możemy jednak patrzeć na wilka jak na bezwzględnego drapieżnika, który dziennie zjada od 2 do 6 kg mięsa – zamiast tego media serwują nam obraz potulnego i dostojnego sierściucha. Oderwane od rzeczywistości gwiazdy Hollywood z lubością podpisują petycje dotyczące ochrony wilków w różnych zakątkach świata. A w tej sytuacji trzeba wydać jasną dyspozycję myśliwym: musimy zredukować populację agresywnych zwierząt. Strzelać, aż lufy będą czerwone z gorąca!

Zgodnie z teologią chrześcijańska zwierzęta posiadają wyłącznie duszę zmysłową, za to człowiek duszę nieśmiertelną. W związku z czym istnieje pewna hierarchia bytów – różnej maści egalitarystom, emacynpatorom i zrównywaczom jest to nie w smak. No bo w końcu na publikowaniu ckliwych zdjęć oraz organizowaniu zbiórek w Internecie można doskonale żyć. Pseudoekolodzy piszą: zróbmy zbiórkę na konika Henryka, by nie trafił do rzeźni! Zapewnijmy suczce Helenie godną emeryturę! Naiwniacy – chętnie płacą. Zauważmy, że bambiniści stosują wobec zwierząt określenia zarezerwowane dla ludzi. Ich chwyty retoryczne są proste: dokonajmy humanizacji zwierząt, nadajmy im ludzkie imiona, powiedzmy, że „umierają”, a nie zdychają, pies ma buzię, a nie kufę, cielę z krową to „matka i córka”. Odstrzał sanitarny to rzeź zwierząt.

Więcej wolności!

Z tych samych medialnych względów progresywiści próbują przepchnąć zakaz hodowli zwierząt futerkowych. Zwróćmy uwagę: te fermy utylizują odpady z zakładów rybnych i rzeźni, przez co cena mięsa jest niższa. Gdy zlikwidujemy tę formę działalności, trzeba będzie płacić (najczęściej niemieckim) firmom utylizacyjnym. Na wolnym rynku rolnik powinien mieć nieskrępowaną możliwość uprawy i hodowli każdego zwierzęcia i rośliny, w zależności od tego, co uzna za opłacalne. Nie może być tak, że jacyś miastowi lubią króliczki, więc chcą zakazu, ale na chlewnie to może popatrzą z politowaniem, bo coś musi się znaleźć na talerzu. Przepisy powinny być konsekwentne w tej materii: albo zakazujemy wszystkiego, albo dopuszczamy wszystko.

Podejrzane instytucje walczą również ze sprzedawcami żywych karpi na ulicach. A to nie podoba im się brak ogłuszania, a to nie podoba im się domowej roboty gilotynka do obcinania głowy ryby. Niedobre typki natychmiast donoszą na tych handlarzy do organów państwa. Zacznijmy od tego, że bycie konfidentem według europejskich standardów honorowych jest etycznie obrzydliwe. Ponadto nikt nie powinien naruszać wolnorynkowej i dobrowolnej transakcji dwóch stron. Zresztą w uboju sakralnym ogłuszanie zwierzęcia nie jest obowiązkiem. Innymi słowy, jeżeli w ramach uboju rytualnego istnieje prawna możliwość zabicia byka bez ogłuszenia, to tak samo powinna istnieć prawna możliwość zabicia karpia bez ogłuszenia.

Duża część terenów naszej planety nadaje się tylko pod wypas. Wiąże się to ze słabą klasą bonitacyjną gleby. Jeżeli zlikwidujemy chów bydła, określone rasy zwierzęce staną się niepotrzebne, w związku z czym wymrą. Podobnie dzisiaj nikt nie hoduje słoninowych ras świń ze względu na nieopłacalność. Likwidacja ferm zwierząt futerkowych będzie mieć prosty skutek: niektóre rasy królika zobaczymy już tylko w zoo.

Na potępienie zasługuje zwalczanie uboju religijnego. Niektórym wydaje się, iż wprowadzenie takiego zakazu zrobi na złość Żydom i muzułmanom. Takie postrzeganie sprawy można uznać za naiwność i krótkowzroczność, gdyż chodzi o walkę z pozostałościami świata tradycji. Prawda jest taka, iż jest to tylko mały krok rewolucji w kierunku delegalizacji spożywania mięsa ze zwierząt. Światowej koncerny pragną, aby każdy z nas na półce sklepowej miał wyłącznie do dyspozycji sztuczne mięso z laboratorium. Podobnie jak i preludium legalnych małżeństw sodomitów jest wprowadzenie związków partnerskich, tak samo i walka z ubojem religijnym jest przygotowywaniem gruntu pod usunięcie z masowej konsumpcji klasycznego mięsa. Innymi słowy, chrześcijanie popierający pomysły ekologistów mogą oberwać rykoszetem od salwy globalistów.

Współcześnie z coraz większym potępieniem spotyka się wykorzystanie benzyny, ropy czy nawet nawozów. Autor niniejszych rozważań nie kwestionuje problemu globalnego ocieplenia klimatu. Aktywiści działający w tej materii zdają się jednak nie dostrzegać, że duża część populacji globu bez przemysłowego zastosowania paliw zwyczajnie umarłaby z głodu. Masowa produkcja żywności odbywa się dzięki nawozom, co związane jest z procesem technologicznym, który wymaga spalania ogromnej ilości gazu. Natychmiastowe odebranie masom paliw kopalnych oznacza skazanie dużej części ludzkości na śmierć, głód i nędzę.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

  • Unia Europejska oraz jej przepisy znoszące cła na towary z Ukrainy przyczyniają się znacząco do zdestabilizowania polskiego rynku przez zboże ukraińskie
  • Głos w sprawie zabrał były prezes państwowej spółki Elewarr dr Daniel Alain Korona
  • Ekspert odbył niedawno spotkanie w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi, gdzie przedstawił propozycje, które umożliwiłyby polskim producentom wyjść z narastającego kryzysu

Unia Europejska ponosi pełnię winy? Niekoniecznie

Unia Europejska na mocy układu stowarzyszeniowego z Ukrainą zwolniła z opłat celnych zboża, kukurydzę i rzepak.

– Prawdopodobnie dopiero od 4 czerwca w świetle rozporządzenia unijnego zostaną przywrócone cła, ale tylko na pszenicę, gdyż zgodnie z układem stowarzyszeniowym pomiędzy Unią Europejską a Ukrainą kukurydza i rzepak będą nadal zwolnione. Przepisy unijne znacznie nas ograniczają i ubezwłasnowolniają w zakresie ochrony naszego rynku. To przewrotna część naszej przynależności do UE, o której zazwyczaj media rządowe czy opozycyjne nie wspominają. Widać tylko pieniądze, które niby otrzymujemy, ale nie pokazuje się co w zamian – wskazuje dr Daniel Alain Korona w rozmowie z portalem propolski.pl.

Dr Daniel Alain Korona zauważa, że zboże ukraińskie, choć napływa do Polski lawinowo i nie podlega opłatom granicznym, nie jest głównym sprawcą kryzysu, przez który rolnicy zamierzają protestować. W grudniu manifestacje krajowych producentów miały miejsce w Grajewie, Nagłowicach i w Hrubieszowie, natomiast kolejne protesty organizacje rolnicze zapowiedziały na 17 stycznia.

– Zboże ukraińskie obwinia się o spadek cen i niemożność sprzedaży. Problemem jest wysoka nadpodaż zbóż, która wynika z rekordowych tegorocznych zbiorów ponad 35 mln ton. Z kolei zapasów ubiegłorocznych – jak wynika z ostatniego pisma Ministra Rolnictwa z 10 stycznia br. do ZZR KORONA – jest ponad 7 mln ton. Import od 1 lipca do 1 stycznia według danych celnych wyniósł ponad 1,823 mln ton, w tym sporo z Ukrainy. A zatem zboże ukraińskie jest tylko jednym z elementów tej nadpodaży, ale elementem, który pogłębia dramat – tłumaczy były szef spółki Elewarr.

Choć rząd i minister rolnictwa Henryk Kowalczyk przekonywali, że niekontrolowany napływ zboża z Ukrainy ustał, sprawa jest dużo bardziej „skomplikowana”. Były szef Elewarru, a obecnie reprezentant Związku Zawodowego Rolnictwa „Korona”, stwierdza, że resort zrzuca z siebie odpowiedzialność, a Kowalczyk nie mówi całej prawdy.

– Mówił o tzw. zbożu technicznym. Jak nas poinformowało 30 grudnia Ministerstwo Rolnictwa, nie ma kontroli fitosanitarnej zboża importowego przeznaczanego na cele konsumpcyjne czy paszowe. Kontroli podlega jedynie to przeznaczone na siew. Ministerstwo powołuje się na przepisy unijne, ale z całym szacunkiem – chodzi o zdrowie naszych obywateli, a zatem nieważne, co mówi Unia. Mamy prawo wprowadzać kontrole importowanego zboża na granicy, co by opóźniało, a tym samym zmniejszyło import. Ale być może mamy do czynienia z pewnymi nieporozumieniami, w związku z faktem, że różne zboża podlegają kontroli różnych instytucji – wyjaśnia ekspert.

Henryk Kowalczyk „pomylił się”?

W czerwcu ubiegłego roku Kowalczyk uspokajał, że ceny zbóż wzrosną. Dzisiaj rolnicy nie są w stanie sprzedać swoich plonów za godziwą wartość ze względu na konkurencyjne zboże ukraińskie i rosyjskie, które odebrało nam możliwość eksportu na Zachodzie i na świecie.

– Kowalczyk niestety w czerwcu prognozował wzrost cen. Pomylił się, ale nie on jeden, także analitycy bankowi Credit Agricole czy Prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych (odnośnie rzepaku). Gdy byłem prezesem Elewarru i dziennikarze pytali mnie o prognozy cenowe, zawsze się zastrzegałem, że rynek jest nieprzewidywalny i że moja prognoza może okazać się błędna. Ponadto nie da się nie zauważyć, ze jest problem z cenami podawanymi przez resort rolnictwa – ocenia dr Daniel Alain Korona.

Czy Ministerstwo zechce słuchać?

Przed kilkoma dniami ekspert wraz ZZR „Korona” wizytowali Ministerstwo Rolnictwa. Były prezes Elewarru przedstawił swoje pomysły, jak pomóc polskim producentom zbóż. Te, którymi dotychczas mamił niezadowolonych rolników rząd.

– Na spotkaniu 29 grudnia w resorcie rolnictwa zaproponowałem inne rozwiązania. Po pierwsze, zwiększenie rezerw strategicznych zbóż. Rezerwy strategiczne są na wyższym poziomie niż w czasach rządów PSL, ale wciąż pozostają niskie. RARS mógłby zwiększyć poziom, kupując zboże od Elewarru, a ten z kolei miałby środki na skup od rolników. Po drugie, tzw. dopłaty eksportowe do zbóż, z tym że eksportem musiałyby się zająć firmy państwowe, takie jak Elewarr, po to aby przypadkowo nie finansować eksportu ukraińskiego zboża. To zdynamizowałoby rynek, stworzyłoby stosowny popyt i podtrzymałoby ceny skupowe – wyjaśnia pokrótce dr Korona.

Były prezes Elewarru kładzie akcent na potrzebę dobrej woli ze strony wicepremiera Kowalczyka i całego resortu. Ekspert wyznaje, że minister zaaprobował propozycje Korony, lecz zaoferowane rozwiązania nie zostały podniesione na jakiejkolwiek konferencji prasowej.

– Niestety w oficjalnych wystąpieniach już pominięto te propozycje, a zatem nie wiemy, czy zobowiązania zostaną dotrzymane. Na razie czekamy na oficjalną odpowiedź ws. zgłoszonych postulatów przez ZZR KORONA. Mam nadzieję, że tym razem będzie to odpowiedź merytoryczna, a nie kilkunastostronicowe odpowiedzi o wszystkim – czyli rozmywające temat – z których nic nie wynika, jak to ministerstwo ma w swoim zwyczaju – odnotowuje dr Daniel Alain Korona w rozmowie z portalem propolski.pl.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Łukasz Warzecha

Łukasz Warzecha / Fot. YT/Media Narodowe

Jak informuje RMF FM. „Policja dostała licencje do nowych, specjalistycznych narzędzi, które pozwolą sprawdzać zasoby urządzeń telefonów i tabletów, także te szyfrowane i usunięte-Chodzi m.in. o listę połączeń, wiadomości tekstowe, aktywność w Internecie oraz dane lokalizacyjne”.

W skład zakupionego zestawu wchodzi system do pobierania i odzyskiwania danych z urządzeń, takich jak smartfony, tablety, drony czy nawigacje GPS. Informacje, do których będą mieli policjanci, to m.in.: historia połączeń, wszystkie wiadomości również te komunikatorów, historia aktywności internetowej, dane lokalizacyjne.

Policja uzyskała również dostęp do narzędzia pozwalającego na poznanie haseł i kluczy dostępu, odzyskiwanie skasowanych danych z komunikatorów czy uzyskanie informacji o pobranych plikach i usuniętych kontach. Za dostęp do wszystkich wspomnianych usług Komenda Główna Policji zapłaciła na początku grudnia ponad 6,5 mln zł.

Komenda Główna Policji planuje również zakup oprogramowania do informatyki śledczej, które wykorzystuje m.in. sztuczną inteligencję. Ma ono wykorzystywać uczenie maszynowe do wyszukiwania różnych obrazów w urządzeniach. Mowa przede wszystkim o zdjęciach obrazujących nagość, narkotyki czy broń.

KGP zaznacza, że głównym celem pozyskania narzędzi, jest zapobieganie, zwalczanie i wykrywanie przestępstw dokonywanych na naszą szkodę. Rzecznik prasowy KGP Mariusz Ciarka zapewnił, że policja będzie wykorzystywać systemy i wykonywać czynności tylko i wyłącznie na podstawie przepisów.

Policja stała się pośmiewiskiem

W ostatnim czasie policja w Polsce nie ma dobrej passy. 14 grudnia w pomieszczeniu sąsiadującym z gabinetem Komendanta Głównego Policji generała Jarosława Szymczyka doszło do eksplozji. Jak wynika z informacji na komendzie został odpalony granatnik przywieziony przez komendanta w tracie jego wizyty na Ukrainie. W Dawidach Bankowych koło Pruszkowa na Mazowszu doszło do wypadku radiowozu z dwiema nastolatkami w środku. W dzień miesięcznicy smoleńskiej do mieszkania wynajętego przez działaczy Lotnej Brygady Opozycji, korzystając ze strażackiego wysięgnika, zajrzeli policjanci.

Jak weżnie się pod uwagę, jaka jest jakość policyjnych działań, jakość kadry policyjnej, jak policja dba o poszanowanie praw obywatelskich, to włosy na głowie się jeżą – powiedział Łukasz Warzecha.

O ile można było odnieść wrażenie, że przez 5 lat rządów Prawa i Sprawiedliwości coś drgnęło, jeżeli chodzi o wizerunek policji. Od 2022 r. od zaangażowania policji do egzekwowania absurdalnych i bezprawnych ograniczeń covidowych mamy radykalny zjazd wizerunku policji, który w tej chwili leży na dnie. Wydawałoby się, że nie da się go wbić głębiej, a jednak komendant strzela z granatnika. To właśnie robi, wbija wizerunek policji jeszcze głębiej w dno, metr głęboko w muł – stwierdził.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Witold Gadowski

Witold Gadowski / Fot. Youtube/Witold Gadowski

Podczas spotkania prezydenta Andrzeja Dudy z Wołodymyrem Zełenskim poinformowano o przekazaniu Ukrainie kompanii czołgów Leopard. W trakcie wizyty doszło również do spontanicznego spotkania mieszkańcami miasta. W mediach społecznościowych pojawiły się nagrania z tego zdarzenia, gdzie tłum Ukraińców pozdrawia i wita polskiego prezydenta.

„To była owacja dla Polaków, nie dla mnie” – stwierdził Andrzej Duda.

Jak zakomunikowała Kancelaria Prezydenta RP, Andrzej Duda i Wołodymyr Zełenski odwiedzili w środę lwowski Cmentarz Łyczakowski, na którym pochowane są między innymi Orlęta Lwowskie.

„Na tym cmentarzu pogrzebani są obrońcy Rzeczypospolitej, obrońcy Lwowa przed sowiecką agresją, Orlęta Lwowskie” – mówił Andrzej Duda na konferencji prasowej po powrocie do kraju.

„Razem oddaliśmy hołd poległym polskim żołnierzom, oddaliśmy także hołd żołnierzom ukraińskim, którzy zginęli w obronie Ukrainy od 2014 roku i tym którzy także i wcześniej, ramię w ramię z polskimi żołnierzami, bronili Rzeczpospolitej”. – powiedział prezydent.

„Wiemy, jak często trudne są relacje pomiędzy naszymi narodami. To wszystko, co dzieje się w ostatnim czasie, to wielkie serce, które Polacy dali i dają, oferując wsparcie naszym ukraińskim sąsiadom, są wzmocnione jeszcze takimi gestami przyjaźni” – zaznaczył.

Witold Gadowski – Andrzej Duda na Ukrainie

We Lwowie na Cmentarzu Łyczakowskim prezydenci Polski i Ukrainy i oddali hołd Orlętom Lwowskim.
Jak oznajmił na Twitterze Jakub Kumoch, szef Biura Polityki Międzynarodowej przy Kancelarii Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej: “Na Cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie prezydenci Polski i Ukrainy oddali wspólnie hołd Orlętom Lwowskim. Upamiętnili również Ukraińców poległych w walkach o Lwów 1918 roku, odwiedzili też część cmentarza, gdzie spoczywają ukraińscy żołnierze polegli w wojnie z Rosją”.

Myślę, że Pan prezydent otrzymuje rozmaite głosy z Polski i pod naciskiem różnych środowisk, które dbają o pamięć historyczną, modyfikuje swoją postawę. To jest taka wersja optymistyczna – stwierdził Witold Gadowski.

Niestety ekshumację polskich ofiar nie są kontynuowane, ale zarówno we Lwowie, jak i Żytomierzu trwa festiwal banderyzmu. Przypomnę, że w Żytomierzu mamy stadion piłkarski im. Romana Suchewycza. Stoją tam pomniki Stepana Bandery, a więc czci się zbrodniarzy wojennych. Trwa to w momencie, kiedy Polska udziela najwięcej pomocy walczącej Ukrainie. Więc wypadałoby liczyć na uwzględnianie polskiej wrażliwości, a przede wszystkim faktów – dodał.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Okładka albumu „Pomniki historii” autorstwa Moniki Karolczuk

Okładka albumu „Pomniki historii” autorstwa Moniki Karolczuk / Fot. Wydawca

W przywracaniu tożsamości może pomóc nadanie kulturowego, historycznego, patriotycznego i religijnego znaczenia przestrzeni, która nas otacza, aby budynki, zabytki, przyroda, budziły w nas skojarzenia z naszą historią, by przestały być dla nas anonimowe – by szeptały do nas opowieści o naszych przodkach, naszej tożsamości i zobowiązaniach.

Brak czasu, pieniędzy i sił sprawia, że często nie mamy jak podróżować po Polsce śladem naszej historii. Remedium na te ograniczenia są książki opisujące piękno zabytków w naszym kraju. Jedną z takich publikacji jest wydany przez markę Aromat Słowa album „Pomniki historii” autorstwa Moniki Karolczuk (autorki wielu albumów o miejscach związanych z katolicyzmem i patriotyzmem w naszym kraju).

Pomniki historii

Na kartach albumu czytelnicy znajdą, ilustrowane pięknymi fotografiami, rozdziały poświęcone zabytkom i kompleksom architektonicznym (oraz ich historii) takim jak: Kanał Augustowski, kościół św. Rocha w Białymstoku, Biskupin, Kopalnia Soli w Bochni, meczety i mizary w Bohonikach i Kruszanach, najstarsza na świecie kopalna ropy naftowej w Bóbrkach, zamek piastów w Brzegu, Chełmno, Ciechocinek, Czerwińsk nad Wisłą, Częstochowa, Dobrzyca, młyn papierniczy w Dusznikach-Zdroju, Kanał Elbląski, Frombork, Gdańsk, Gdynia, Gliwice, Gniezno, klasztor w Gostyniu, klasztor w Gościkowo Paradyżu, Góra Świętej Anny, Grudziądz, Grunwald, stadnina w Janowie Podlaskim, zbór w Jaworowie, Kotlina Jeleniogórska, Kalwaria Zebrzydowska, katedra w Kamieniu Pomorskim, Katowice, Kazimierz Dolny, Kielce, kościół w Klępsku, pałace w Kołbaczu, Koszutach, Kozłówce, Kórniku, Kraków, zamek w Krasiczynie, neolityczne kopalnie z Krzemionki, opactwo w Krzeszowie, zamek w Kwidzynie, opactwo w Lądzie, klasztorów na Legnickich Polach, Leżajsku, zamek w Lidzbarku Warmińskim, klasztor w Lubinie, Lublin, Łańcut, park w Łęknicy, katedra w Łowiczu, Łódź, Malbork, Nieborów, Nowy Wiśnicz, kościół w Nysie, Oblęgorek, kościoły w Oleśnie, Orawce, Ostrów Lednicki, most w Ozimku, Paczków, Pelplin, Płock, Poznań, Przemyśl, Pszczyna, Puławy, kościół w Pułtusku, Racławice, klasztor w Radomiu, cerkwie w Radruży, pałac w Rogalinie, Rydzyna, klasztor w Rytwianach, Sandomierz, warownia w Srebrnych Górach, opactwo w Staniątkach, Starogard, Stary Sącz, kościół w Strzegomiu, klasztor w Strzelnie, opactwo w Sulejowie, Sulejówek, kościół w Szalowej, Świdnica, Święta Lipka, Święty Krzyż, kopalnie w Tarnowskich Górach, Toruń, opactwo w Trzebicy, archikatedra w Tumie, Tykocin, zamek Krzyżtopór, Warszawa, opactwo w Wąchocku, Wieliczka, Wiślica, katedra we Włocławku, Wrocław, Zabrze, Zamość, klasztor w Żaganiu, Żyrardów.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Kosma Złotowski

Kosma Złotowski / Fot. YouTube/MediaNarodowe

Afera w PE

“To dopiero początek. Ta afera świadczy o tym, że skoro można było sobie kupić opinię dotyczącą Kataru, to znaczy, że można było sobie kupić opinię na każdy inny temat, a może nie tylko opinię, a być może poprawki – do tego, czy innego aktu prawnego. Innymi słowy, świadczy to o tym, że Parlament Europejski jest instytucją całkowicie niewiarygodną, a zwłaszcza ta jego socjalistyczna część, bo ta afera dotyczy przede wszystkim posłów z frakcji Socjalistów i Demokratów” – mówił Złotowski.

Kolosalne pieniądze

“Do tej pory takich zarzutów posłom nie stawiano. Były afery korupcyjne, ale to były afery w postaci prowokacji dziennikarskiej, gdzie posłowie zgodzili się poprzeć jakieś poprawki. To wskazywało, że coś takiego może się wydarzyć no i teraz się wydarzyło. Jeżeli prawdą jest to, o czym mówi pan poseł Dominik Tarczyński, o tych kolosalnych pieniądzach, to jeżeli to miałoby się sprawdzić to znaczy, że tu chodzi o grubsze interesy niż tylko o pozytywną opinię na temat praw pracowniczych w Katarze” – dodawał europoseł PiS.

Pieniądze z Panamy

“Wydaje mi się, że najpierw musi wyjaśnić na co i skąd były te pieniądze przysyłane z Panamy, bo to jest bardzo ważne. Oczywiście na tych rezolucjach przeciwko Polsce i zrobieniu Polsce jak najgorszej opinii, Na podstawie faktów, których nie było, na podstawie kłamstw – bo na tym się te rezolucje opierały, to komuś mogło na tym zależeć. Z całą pewnością zależało na tym Rosji. Ciekawe kto był właścicielem kont, z których te pieniądze były wysyłane” – wskazywał gość MN.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Paweł Kubala

Paweł Kubala / Fot. Archiwum Pawła Kubali

Procesy pokazowe

“Ta sprawa pokazuje stosunek białoruskich władz do Polaków. Mamy do czynienia z procesami pokazowymi polskich działaczy, bo działo się to do szeregu polskich działaczy, np. Annę Paniszewą, która teraz uczestniczy w różnych spotkaniach i opowiada o sytuacji Polaków na Białorusi. Dąży się tam do rozbicia polskiej mniejszości, a docelowo do pełnego zniszczenia, bo jest to czynnik, który przeszkadza białoruskim władzom. Na pewno jest to wykorzystywane w stosunkach międzynarodowych. Przy takim rozwoju działań, gdzie Białoruś jest sojusznikiem prowadzącej wojnę Rosji, to trudno oczekiwać, żeby nagle się układać” – mówił Kubala.

Wyrok dla Poczobuta

“Raczej należy się spodziewać wysokiego wyroku, że z reguły nie ma żadnych zaskoczeń. Udał się zrobić zdjęcie Andrzejowi Poczobutowi podczas rozpoczynającego się procesu. To widok poruszający – bardzo wychudzonego Andrzeja Poczobuta. Pojawiły się informacje, że jest chory, podano mu podstawowe leki, odmówiono mu specjalistycznej pomocy” – wskazywał politolog.

Skazywani za polskość

“Przyszła mi taka refleksja do głowy, że wracamy do najczarniejszych czasów zaborów, kiedy działacze polskich organizacji byli skazywani za polskość. Duża część została uwięziona, znacznie pogorszył się ich stan zdrowia. Podobnie było wcześniej z Andżeliką Borys – nie dopuszczano do niej pomocy. Władze białoruskie liczą na to, że polscy działacze będą umierać w więzieniach” – podkreślał gość MN.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com