Miejsce zabicia dziecka w Atlancie

Miejsce zabicia dziecka w Atlancie / Fot. Twitter

W Atlancie w USA doszło do strzelaniny w sklepie spożywczym na Anderson Avenue. W wyniku wymiany ognia przypadkową ofiarą stało się sześciomiesięczne dziecko. Według władz dziecko znalazło się w ogniu krzyżowym i nie było zamierzonym celem. 

Te dzieci ponoszą ciężar i ból dorosłych, którzy decydują się używać broni do rozwiązywania sporów. Dzieci dźwigają ten ciężar swoim życiem, a ja jestem tutaj, aby prosić i żądać, aby to się teraz skończyło

– powiedział burmistrz Andre Dickens.

To jest bolesne. To boli dla… 6-miesięcznego dziecka, które jedzie ulicą i staje się ofiarą przemocy z użyciem broni między dwojgiem ludzi, którzy nie mogą rozwiązać prostego problemu

– powiedział szef policji Rodney Bryant.

Postrzelone dziecko trafiło do szpitala, gdzie niestety zmarło. Rodzice zapowiadają, że nie odpuszczą i będą walczyć o ukaranie sprawców.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

FoxNews

Wiceprzewodniczący Platformy Obywatelskiej Tomasz Siemoniak

Wiceprzewodniczący Platformy Obywatelskiej Tomasz Siemoniak / Fot. YouTube

  • Wiceszef PO skrytykował niemieckie projekty gazociągu Nord Stream.
  • W wywiadzie dla Radia Plus odniósł się również do zagrożenia ze wschodu.
  • Poparł wsparcie dla zagrożonej wojną z Rosją Ukrainy.
  • Zobacz także: Mazowieckie: Policja zatrzymała handlarza narkotyków

Tomasz Siemoniak zapytany w Radio Plus o niemiecką postawę wobec zagrożenia ze wschodu, odpowiedział: „Uważam, że nikogo nie należy, zwłaszcza z Warszawy, pouczać”. Stwierdził również, że jego partia PO jest “absolutnie krytycznie” nastawiona wobec Nord Stream i Nord Stream 2.

Natomiast z wczorajszego spotkania na szczycie płynie przekaz jedności Zachodu, a był tam też nowy kanclerz Niemiec. W tej sytuacji nie trzeba szukać różnic, tylko patrzeć do przodu. Niemcy oczywiście popełniły ogromny błąd z tym Nord Streamem, historyczny błąd, ale liczy się tu i teraz. Wsparcie dla Ukrainy i doprowadzenie do tego, żeby nie doszło do agresji

– wypowiada opinię Siemoniak.

Nigdy nie miałem żadnych wątpliwości, że nasze bezpieczeństwo zależy od gwarancji USA. W odróżnieniu od tego kryzysu z 2014 roku tu rola Stanów Zjednoczonych jest bardzo duża

– dodał polityk.

Wskazywaliśmy, że takie posiedzenie jest potrzebne. Prezydent Andrzej Duda nie szafował dotąd zwoływaniem RBN. Zaproszenie formalne jeszcze nie dotarło. Nasz przedstawiciel będzie brał udział. To rzeczy, w których podziały odkładamy na bok, bo są pewne rzeczy, jak bezpieczeństwo Polski, absolutnie najważniejsze, fundamentalne

– powiedział w odniesieniu do zwołania przez prezydenta Rady Bezpieczeństwa Narodowego.

Zarówno Nord Stream jak i Nord Stream 2, są projektami pasującymi Rosji gospodarczo. Natomiast Nord Stream 2, choć powstał, jest wstrzymywane przez UE. Druga nitka gazociągu ma zapewnić Rosji większe zarobki z dostarczania surowca do Niemiec, tym samym wzmocni państwo Putina. Na tego typu działania nie zgadzają się USA, Polska, Ukraina i wiele innych krajów, które widzą w tym zagrożenie uzależnienia europy od rosyjskiego gazu.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

DoRzeczy.pl

Łukasz Bernaciński. / Fot. Ordo Iuris.

Zobacz także: Dr Wnętrzak o grożącej wojnie: Polska “first to fight”, ale nie tym razem

Piotr Motyka: Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris opublikował monografię „Funkcjonowanie rynku medialnego w Polsce i innych wybranych państwach europejskich. Przeciwdziałanie koncentracji kapitału i ochrona pluralizmu mediów.” Jakie znaczenie ma dekoncentracja kapitału medialnego w Polsce?

Łukasz Bernaciński: Dekoncentracja kapitałowa w polskim systemie medialnym ma niebagatelne znaczenie z punktu widzenia obronności kraju, suwerenności prowadzenia polityki wewnętrznej, a także ochrony wolności pozyskiwania i przekazywania informacji czy szeroko pojętej wolności słowa. Przeciwdziałanie nadmiernej koncentracji kapitałowej mediów jest integralnym elementem demokratycznego państwa prawnego. Działania te służą ochronie pluralizmu przekazu treści oraz zapewniają nieskrępowany dostęp do informacji i możliwość ich rozpowszechniania. Niezależność podmiotów medialnych pozwala także zachować publiczne forum wymiany myśli i poglądów, przez co możliwe jest świadome kształtowanie własnych przekonań przez odbiorców treści przekazywanych za pośrednictwem mediów. 

Piotr Motyka: Jak wyglądają tego typu rozwiązania w innych krajach?

Łukasz Bernaciński: W naszej monografii prezentujemy analizę rynku medialnego i rozwiązań prawnych w siedmiu państwach. W badanych państwach europejskich zaobserwować można bardziej rozwinięte ustawodawstwo związane z zapobieganiem koncentracji kapitału i ochroną pluralizmu. Przykładowo ustawodawcy niemiecki, francuski, brytyjski i węgierski istotną rolę przypisali sektorowi medialnemu, zaznaczając jego kluczowe znaczenie dla zapewnienia bezpieczeństwa w państwie oraz nakładając szczególne restrykcje na obecność podmiotów zagranicznych w środkach masowego przekazu. W efekcie na rynku medialnym tych państw znaczącą pozycję posiadają koncerny medialne z rodzimym kapitałem. Z drugiej strony na polskim i chorwackim rynku medialnym znaczącą pozycję posiadają kapitałowo obce, międzynarodowe korporacje medialne.

Piotr Motyka: Jaki skuteczny model dekoncentracji kapitału medialnego można wdrożyć w Polsce, który mógłby zostać zaakceptowany przez parlament i prezydenta?

Łukasz Bernaciński: W omawianej publikacji postulujemy pewne rozwiązania zbliżające regulacje polskie do zachodnioeuropejskich. Kluczowe jest wyraźne uznanie w prawie polskim sektora medialnego za sektor strategiczny dla funkcjonowania państwa. Ponadto jednolicie należy traktować rynek odbiorców programów medialnych. Udział w rynku jednego podmiotu, który dociera z przekazem tej samej informacji za pośrednictwem różnych mediów powinien być obliczany na podstawie łącznej liczby odbiorców informacji. Co więcej udział jednego podmiotu w jednolitym rynku nie powinien przekraczać 30%, a po przekroczeniu tej wartości podmiot byłby zobowiązany do zaprzestania działalności w wymiarze, który doprowadzi do spadku udziału w rynku albo (co nawet lepsze) do wprowadzenia do ramówki programów wewnętrznie pluralistycznych, tj. przewidujących zaproszenie do programu także reprezentantów np. NGOs lub związków wyznaniowych o różnym spojrzeniu na daną tematykę. Ponadto postulujemy wprowadzenie pewnych ograniczeń w zakresie właścicielskim, szczególnie w przypadku podmiotów spoza Europejskiego Obszaru Gospodarczego. 

Piotr Motyka: Serdecznie dziękuję za ciekawy wywiad, Bóg zapłać!

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com  

Marian Banaś

Prezes Najwyższej Izby Kontroli Marian Banaś / Fot. PAP/Rafał Guz. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

Wiceprezes NIK Tadeusz Dziuba uzasadnia swoje oskarżenia:

Uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa, które miało polegać na przekroczeniu uprawnień i niedopełnieniu obowiązków „w związku obsadzaniem stanowisk dyrektorskich w departamentach i delegaturach wbrew przepisom ustawy” oraz angażowaniu kontrolerów „w wykonywanie obowiązków niewynikających z ustawy”, „nienależnej wypłaty odpraw emerytalnych, jak również ujawnienia tajemnicy prawnie chronionej”

– wylicza błędy Tadeusz Dziuba.

Aktualnie prokuratura analizuje treść zawiadomienia w ramach postępowania sprawdzającego

– przekazała rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Warszawie Aleksandra Skrzyniarz.

Wiceszef NIK Tadeusz Dziuba, poinformował organy śledcze o niewłaściwych, jego zdaniem, działaniach Mariana Banasia. Chodzi o powołanie doradców społecznych, którzy otrzymali dostęp do informacji objętych tajemnicą kontrolerską, wśród nich jest syn Bansia. Dziuba wspomniał również o niejasnych, w jego opinii, powołaniach na wysokie stanowiska dyrektorów i wicedyrektorów, którzy nie mają odpowiednich kwalifikacji oraz stażu. Wspomniał o nieprzeprowadzaniu konkursów na stanowiska kierownicze oraz możliwych wypłacanych nienależnych świadczeniach przez szefa NIK.

https://twitter.com/tylko_prawda_/status/1485966339219075072

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

tvp.info

Paweł Kukiz

Paweł Kukiz / Fot. YouTube

Ustawa weryfikująca pracowników

Paweł Kukiz skomentował nową propozycję ustawy członów PIS-u, w wywiadzie dla WP. Skrytykował ją i jasno zadeklarował “Nie poprę tej ustawy”. Dotyczy ona przepisów dzięki, którym pracodawca miałby wgląd w zdrowie pracownika. Konkretniej w to, czy został on zaczepiony przeciw COVID-19 lub czy jest ozdrowieńcem. Miałoby to zdaniem rządzących zapobiec ewentualnym kolejnym zakażeniom.

Na pewno nie zagłosuję za ustawą, której ogólne założenia są znane w przestrzeni publicznej. Na dziś wstrzymałbym się przy takiej ustawie, chociaż sam szczepiłem się trzykrotnie i jeśli będzie czwarta lub piąta dawka, również się zaszczepię.

– skomentował Kukiz dla WP pomysł ustawy.

Kukiz skomentował również sprawę odebrania immunitetu Banasiowi:

O ile do niedawna byłem przekonany, że w interesie Polski jest pozostawienie panu Marianowi Banasiowi immunitetu, to w tej chwili jestem na pozycji: wstrzymam się. Gdyby dzisiaj doszło do głosowania w tej sprawie, to bym się wstrzymał. Być może po informacjach z komisji ws. delegacji NIK na Białoruś zmienię zdanie

– dodał Paweł Kukiz.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

DoRzeczy

Dr Grzegorz Wnętrzak. / Fot. arch. Piotr Motyka.

Zobacz także: 5 rocznica odejścia śp. Helenki. Teresa Kmieć: Jestem wdzięczna Bogu za taką siostrę [NASZ WYWIAD]

Piotr Motyka: Jak się Pan zapatruje na wydarzenia za naszą wschodnią granicą w kontekście historii wzajemnych relacji?

Dr Grzegorz Wnętrzak: Kiedyś Rzeczpospolita Obojga Narodów rozciągała się na ziemie ukraińskie, potem w wyniku upadku Polski ziemie te przejęła Rosja. To czysta geopolityka. Jedne mocarstwa upadają, drugie się rodzą. Tak więc nie będę oryginalny, jeśli powiem, że obecny konflikt spowodowany jest zmieniającymi się uwarunkowaniami geopolitycznymi. Rosja uważała Ukrainę, jak i zresztą cały dawny blok wschodni za swą strefę wpływów i dlatego działania zmierzające do zbliżania Ukrainy do obozu zachodniego są traktowane jako powód do wojny. Rosjanie czują, że Amerykanie słabną i wiedzą, że dziś jest dobra okazja, by tę sprawę rozstrzygnąć na lata na swą korzyść. Póki w Stanach Zjednoczonych jest słaby prezydent i póki Chiny realnie zagrażają przywództwu amerykańskiemu na świecie.

Piotr Motyka: Czy uważa Pan, że na przestrzeni ostatnich stu lat zmieniły się relacje między Polakami, Ukraińcami, Białorusinami i Rosjanami?

Dr Grzegorz Wnętrzak: Pytanie, czy mówimy o narodach jako takich czy państwach? Jeśli o tych drugich, to Rosję zawsze traktowano w Polsce nie bez słuszności jako państwo delikatnie rzecz biorąc mało przyjazne. W przypadku Ukrainy dziwi mnie ta nachalnie okazywana jej z naszej strony przyjaźń. Ukraina prowadzi własną politykę mało wobec Polski przyjazną, zarówno w sferze gospodarczej, jak i kulturowej czy polityki historycznej, tymczasem my wieszamy się jej na szyi prosząc o wzajemność. To naiwność, która dla nas nie może skończyć się dobrze. Należy pamiętać, że niezależnie od tego, na ile niepodległa Ukraina jest potrzebna Polsce jako bufor przed agresją ze wschodu, nie powinno to prowadzić do bezkrytycznego akceptowania działań Ukrainy w sprawach istotnych dla Polski i dla Polaków.

Tymczasem nasze władze zachowują się dokładnie odwrotnie. Myślę, że w Kijowie są świadomi tego, że Polska prowadzi bezalternatywną politykę i sama zablokowała sobie możliwości ruchu, dlatego mogą wobec Polski postępować jak chcą np. blokować ekshumacje na Wołyniu czy ostatnio ruch kolejowy do Polski, a polskie władze i tak będą zapewniać ją o dozgonnej i bezwarunkowej miłości. Po co zatem mają się zdobywać na jakikolwiek gest wobec Polski, skoro za darmo mają to, czego chcą?

Piotr Motyka: Jaki wpływ na relacje między Rosją a Ukrainą mają wydarzenia historyczne?

Dr Grzegorz Wnętrzak: Rosja, podobnie zresztą jak Ukraina uważa się za spadkobiercą Rusi Kijowskiej. Przypomnijmy, że stolicą Rusi średniowiecznej był Kijów. Potem w wyniku rozbicia dzielnicowego (podobnego jak u nas tylko że dokonanego niemal sto lat wcześniej) to wielkie państwo rozpadło się na dzielnice i dostało pod panowanie Tatarów, a później w znacznej mierze Litwy i Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Ruś odrodziła się jako Wielkie Księstwo Moskiewskie, traktujące pozostałe ziemie dawnej Rusi Kijowskiej jako pozostające pod okupacją wrogów czyli Rzeczypospolitej, stąd chciano je “odzyskać” dla Moskwy w ramach tzw. zbierania ziem ruskich. Stąd m.in. słynne wojny polsko-moskiewskie. W XVII wieku Moskwa zdobyła Kijów, a w wyniku rozbiorów niemal całą już dzisiejszą Ukrainę (bez terenów należących wówczas do monarchii habsburskiej czyli Galicji, północnej Bukowiny czy Zakarpacia). Upadek carskiej Rosji oznaczał także odbudowę Polski, która w międzywojniu sięgnęła po Wołyń i Galicję Wschodnią, ale także nieudaną próbę budowy państwowości ukraińskiej.

W wyniku II wojny światowej i klęski Polski, Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich zdobył Wołyń i Galicję Wschodnią, a nawet kosztem Rumunii północną Bukowinę, a kosztem Węgier Zakarpacie. W ten sposób wszystkie ziemie dzisiejszej Ukrainy znalazł się pod władzą Moskwy. Rozpad ZSRR i powstanie niepodległej Ukrainy zostało więc uznane przez Rosjan za katastrofę i powrót do czasów Wielkiego Księstwa Moskiewskiego, którego granice na zachodzie przebiegają niedaleko od Moskwy. Putin uznał, że należy to zmienić i jest dogodny czas po temu właśnie teraz. Historia dla Rosjan jest ważnym elementem kształtowania ideologicznego uzasadnienia własnej polityki mocarstwowej. Tyle, że Rosja nie jest tu żadnym wyjątkiem. Podobnie czynią także inne kraje, mające własne ambicje jak np. nieodległa Turcja, która buduje swą strefę wpływów np. na Bałkanach, czyli dawnych obszarach imperium osmańskiego.

Piotr Motyka: Czego w kontekście tych wydarzeń uczy nas historia?

Grzegorz Wnętrzak: Myślę, że prostej rzeczy. Są w historii pewne rzeczy niezmienne, jak dążenie do budowy imperiów i swoich stref wpływów. Polacy po 1989 roku naiwnie wierzyli, że historia się skończyła i odtąd będziemy żyć w wiecznej szczęśliwości, zwłaszcza gdy zostaliśmy przyjęci do NATO i UE. Tymczasem w historii zmieniają się tylko technikalia: inaczej wojny prowadzono w czasach starożytnych, inaczej w czasach średniowiecza, czy w XIX wieku, inaczej w XX wieku, ale ciągle się je prowadzi. Kiedyś mieczem i na koniu, dziś używając nowoczesnych broni uruchamianych zdalnie. Ważne jest to, by Polska w w tej walce umiała kierować się nie sentymentami, nie naiwnością, tylko własną racją stanu. A ta racja stanu w moim odczuciu mówi, że trzeba robić maksymalnie wszystko, by wojen unikać, a jeśli się nie da, to wchodzić do nich jak najpóźniej. Popularne hasło odnoszące się do naszego udziału w II wojnie światowej, które napawa nas dumą: „first to fight” moim zdaniem nie powinno mieć tu zastosowania.

Piotr Motyka: Polecajmy Bogu sprawę pokoju w świecie. Serdecznie dziękuję za ciekawy wywiad, Bóg zapłać!

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com  

Klasa szkolna

Klasa szkolna / Fot. pixnio.com

Jednak nauczanie zdalne

Nauczanie zdalne będzie obowiązywać w klasach 5-8 i szkół ponadpodstawowych.

Od czwartku nadal w szkołach naukę stacjonarną będą kontynuować uczniowie z klas 1-4 oraz uczniowie zerówek, do przedszkoli będą chodzić dzieci w wieku przedszkolnym – dodał minister.

W konferencji prasowej na temat wprowadzenia nauczania zdalnego, obok ministra edukacji i nauki Przemysława Czarnka, wziął udział także Główny Inspektor Sanitarny Krzysztof Saczka. Warto zauważyć, że jeszcze do niedawna minister edukacji dementował plany, aby wprowadzić nauczanie zdalne.

Na ten moment, bo sytuacja może zmienić się z godziny na godzinę i z dnia na dzień, nie podejmujemy żadnych innych decyzji odnośnie szkół – mówił Przemysław Czarnek w ubiegłym tygodniu.

Młodsi uczniowie stacjonarnie

Uczniowie klas 5-8 i szkół ponadpodstawowych pozostaną na nauczaniu zdalnym do końca ferii zimowych, tj. do 27 lutego. Szef resortu edukacji wyjaśnił, dlaczego inna decyzja zapadła w odniesieniu do pozostałych klas.

Im młodsze roczniki, tym trudniejsza i mniej efektywna nauka zdalna. Staraliśmy się zatrzymać w szkole najwięcej roczników, jak to tylko możliwe – wyjaśnił minister.

Jak dodał Czarnek, rektorzy uczelni wyższych samodzielnie podejmą decyzje o ewentualnym przejściu na naukę zdalną. 

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

wprost.pl, radiomaryja.pl, twitter.com, rmf24.pl

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Wikimedia Commons

Zapraszam do przeczytania mojego artykułu. Dotyczy bezpośrednio tematu tzw. Żołnierzy Wyklętych, ale tak naprawdę chodzi w nim o głębszą refleksję nad tym, co się wokół nas dzieje.

Zobacz także: [NASZ NEWS] Facebook zbanował znanego działacza pro-life. “Narusza nasze standardy społeczności”

Na sam początek chciałbym Państwa zaprosić do krótkiej zabawy, do rozwiązania zagadki. Proszę nie czytać jeszcze dalszej części tekstu, tylko spojrzeć na zamieszczony obrazek pokazujący wyniki pewnego głosowania w sejmie z 2011 roku i spróbować zgadnąć, wyobrazić sobie, czego ono mogło dotyczyć? Co to była za jednoznaczna sprawa, że głosowanie było aż tak niemal całkowicie jednomyślne – od prawicy do lewicy?

Może być zdjęciem przedstawiającym tekst „Głosowało 417 Za-406 Przeciw- Wstrzymało się Klub/Koło Liczebność Nie głosowało 43 Głosowało PO PiS 204 147 196 Przeciw SLD 131 44 191 131 5 PSL 35 Wstrzymało Nie się głosowało 8 16 - 31 PJN 31 26 18 1 SDPL 26 16 3 4 16 9 4 niez. 4 3 9 5 2 2 2 7 5 2 1 2”

Podejrzewam że nikt z Państwa by nie zgadł, a ja sam też byłem zaskoczony, gdy natknąłem się na te informacje. Otóż jest to wynik głosowania dokładnie z dnia 3 lutego 2011 nad przyjęciem ustawy, której projekt został przedstawiony przez Prezydenta RP (Bronisława Komorowskiego) o ustanowieniu Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Czy wyobrażacie sobie Państwo, że dziś takie wspólne przyjęcie podobnej ustawy byłoby możliwe? Obawiam się, że nie… Ale dlaczego, co się takiego stało przez te 10 lat? Dlaczego propaganda stworzona i uruchomiona przez komunistów przeciwko patriotom, zamiast słabnąć w miarę upływu lat od wybicia się Polski na niepodległość, nie słabnie, a jest wręcz podsycana? A co gorsza, znajduje chętnych słuchaczy?

To chyba już powszechna świadomość, że tocząca się od ponad 10 lat, tak zwana przez niektórych „wojna polsko-polska” doprowadziła do podzielenia dużej części z nas na dwa wrogie obozy. Z tą polaryzacją poglądów można się spotkać na każdym kroku, w każdej kwestii i dziedzinie życia i jest to coraz smutniejsze, coraz bardziej męczące i budzące niepokój. Najbardziej gorzkie jest to, że ofiarą tej dwubiegunowości padły sprawy i idee wydawałoby się uniwersalne i już niepodważalne. Takie, które powinny łączyć wszystkich Polaków bez względu na sympatie polityczne czy ogólne poglądy na życie i które jeszcze tak niedawno takimi już w dużym stopniu były. Jedną z takich spraw wyższych jest pozytywna pamięć o tzw. Żołnierzach Wyklętych, czyli żołnierzach partyzantki antykomunistycznej, inaczej II-ej konspiracji. Tych, którzy wcześniej – jako żołnierze AK, NSZ, czy innych organizacji, najpierw walczyli z niemieckim okupantem, a potem zostali zmuszeni (tak, to nie był ich wybór czy fantazja) do dalszej walki z komunistami i wspierającymi ich Sowietami. Tych, którzy za swój bunt padli ofiarą strasznej zemsty komunistów – fizycznej i moralnej. Wielu z nich, wspaniałych Polaków, żołnierzy i wybitnych oficerów zostało zamordowanych czy też w najlepszym razie było więzionych i prześladowanych przez wiele lat. Tak zresztą czerwony reżim postępował nie tylko z tymi, którzy kontynuowali walkę zbrojną po 1945 – z założenia przecież wszyscy Akowcy, także Powstańcy Warszawscy, byli uważani za bandytów, faszystów i zdrajców. Z przyrodzoną sobie okrutną finezją komuniści na wszelkie sposoby starali się zszargać wielki autorytet i estymę wśród Polaków, jakimi cieszyła się Armia Krajowa, a szczególnie nienawidzili (bo się ich bali po prostu) tych partyzantów, którzy im się zbrojnie przeciwstawili, nie składając broni po zmianie okupanta niemieckiego na komunistycznego.

Walka o dobre imię “Wyklętych”

Po 1989 roku wielu ludzi zabiegało o to, aby dobra pamięć o żołnierzach drugiej konspiracji zaczęła się dynamicznie budować. W latach 90-tych do sądów wpłynęło szereg wniosków o rewizję bezprawnych wyroków komunistycznych skazujących na śmierć wielkich Polaków – wrogów komunistów, w tym majora Hieronima Dekutowskiego ps. „Zapora”.

23 maja 1994 Sąd Wojewódzki w Warszawie, unieważniając wyroki śmierci jego i jego towarzyszy, w uzasadnieniu napisał m.in.: „żołnierze AK, działający później w organizacji WiN byli zmuszeni do przeciwstawienia się zbrojnej masowej eksterminacji, poprzez walkę zarówno z oddziałami NKWD, jak i wspierającymi je formacjami polskimi, tj. milicją, UB i tzw. Wojskami Wewnętrznymi. Była to walka potrzebna i celowa, polegająca na odbijaniu jeńców lub zapobieganiu morderstwom i aresztowaniom. Sąd Najwyższy określa to obecnie w swoim orzecznictwie jako »prawo do zbiorowej obrony koniecznej«. Nie ulega wątpliwości, że właśnie taki charakter miały działania zbrojne oddziału »Zapory«.”

To orzeczenie sądu jest wiążące, nikt go prawnie nie podważył, major Dekutowski w świetle prawa jest absolutnie niewinny, jest bohaterem. Mówienie więc o nim inaczej jest po prostu niezgodne z faktycznym stanem prawnym, nie ma żadnego prawnego uzasadnienia.Z kolei w 2001 roku Sejm podjął uchwałę, w której stwierdził: „Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, uznając zasługi organizacji i grup niepodległościowych, które po zakończeniu II Wojny Światowej zdecydowały się na podjęcie nierównej walki o suwerenność i niepodległość Polski — stwierdza, że organizacja »Wolność i Niezawisłość«, kontynuatorka tradycji walki Armii Krajowej — dobrze zasłużyła się Ojczyźnie.” Było to pierwsze tej rangi uhonorowanie żołnierzy zbrojnego podziemia antykomunistycznego.

Dzień Pamięci o Żołnierzach Wyklętych

Przełomowym wydarzeniem stało się wspomniane już ustanowienie w 2011 roku Dnia Pamięci o Żołnierzach Wyklętych. Od początku poparcie dla inicjatywy zadeklarowały kluby parlamentarne Platformy Obywatelskiej i Prawa i Sprawiedliwości.

Pismem z dnia 8 czerwca 2010 roku Rada Ministrów (premierem koalicyjnego rządu PO/PSL był wtedy Donald Tusk) pozytywnie zaopiniowała przedstawiony jej projekt, wskazując, że uzupełnia on katalog świąt i dni pamięci, upowszechniających tradycje walk o Wolną Polskę. W opinii zauważono także, że„żołnierze tzw. drugiej konspiracji, którzy jako pierwsi walczyli o Wolną Polskę z okupantem sowieckim i zainstalowanym przez niego reżimem komunistycznym, zapłacili za wierność swoim ideałom niejednokrotnie cenę najwyższą – cenę swego życia. Nawet jeśli udało Im się przeżyć, przez kolejne 45 lat żyli z piętnem – jak to określała komunistyczna propaganda – »bandytów« i »faszystów«.”

Ustawę w głosowaniu poparły niemal jednogłośnie (97%) wszystkie parlamentarne kluby poselskie. Za przyjęciem ustawy głosowało 406 spośród 417 obecnych posłów. Senat przyjął ustawę bez poprawek. Prezydent Bronisław Komorowski podpisał ustawę w dniu 9 lutego 2011 roku.

Ekshumacje

Kolejnym historycznym krokiem było podjęcie przez IPN w 2012 roku (za rządów Donalda Tuska) prac ekshumacyjnych na „Łączce” na Powązkach Wojskowych, gdzie komuniści potajemnie chowali pomordowanych bohaterów. Ukoronowaniem tych prac była budowa Panteonu – Mauzoleum Wyklętych-Niezłomnych – znajdującego się na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie.

Panteon został odsłonięty 27 września 2015 roku, uroczystość była połączona z pogrzebem odnalezionych na Łączce i już zidentyfikowanych szczątków 35 bohaterów walczących o wolną Polskę, a zamordowanych przez władze komunistyczne w mokotowskim więzieniu. Między nimi byli major Dekutowski „Zapora” oraz jego towarzysze. W uroczystościach wzięli udział m.in.: premier Ewa Kopacz, wicepremier i minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak, minister kultury Małgorzata Omilanowska, wiceprezydent Warszawy Jarosław Jóźwiak.

Premier Ewa Kopacz powiedziała m.in.: „Żołnierze Wyklęci walczyli samotnie, by dać świadectwo niezbywalnych praw do samostanowienia Polski. Był to heroizm najwyższej próby. Żołnierze Niezłomni, Wyklęci zapłacili za służbę Rzeczpospolitej cenę życia. Jesteśmy świadomi, że mamy wobec nich wielki dług wdzięczności. Wiemy też, że bez ich ofiary nie moglibyśmy się cieszyć wolnością, którą odzyskaliśmy przed ćwierćwieczem.”

Podzieleni na dwa obozy

Dwa miesiące później, w listopadzie 2015 roku PiS przejął rządy i w sposób jeszcze bardziej zdecydowany niż poprzednicy opowiedział się po stronie “Żołnierzy Wyklętych”, można wręcz powiedzieć, że wziął ich na swoje sztandary.

I to niestety… obróciło się przeciw Niezłomnym. Stali się obiektem narastającej negatywnej kampanii prowadzonej przez drugą stronę sceny politycznej i sprzyjające im media. Z roku na rok jest tych ataków coraz więcej, coraz więcej oszczerstw. “Wyklęci” to znowu bandyci, gwałciciele, mordercy bezbronnych dzieci i kobiet. Historia zatoczyła koło. Czarna propaganda komunistów znów odżyła, a jej twórcy triumfują zza grobu. Nawet jeśli ktoś czuje opory, aby wprost rzucić: „bandyta” czy „zbrodniarz”, to stwierdzi: „kontrowersyjny”. To straszne moim zdaniem słowo pojawia się coraz częściej. Tak więc na przykład „Zapora” jest „kontrowersyjny”, bo ktoś gdzieś powiedział czy napisał, że coś było z nim nie tak, że coś ma chyba na sumieniu. A co zrobił złego? Kogo dokładnie zabił? Kogo zgwałcił czy kazał zgwałcić? „Aaa, to nie wiadomo, ja szczegółów nie znam”. Więc nieważne, że nikt nigdy nie udowodnił mu żadnej realnej winy, że nie ma prawomocnego wyroku. Że to był człowiek z krwi i kości, że żyje jego rodzina, że są ludzie dla których jest wzorem i ideałem. „Kontrowersyjny” i już. Okrutne. Jak morderstwo w białych rękawiczkach. Gorsze chyba jeszcze od zarzutów wprost o morderstwa i inne przestępstwa. Ale wygodne, bo można nie wykonawszy większego wysiłku, aby poznać szczegóły historyczne, „pływając” po powierzchni obecnej brudnej walki medialnej, dać wyraz niechęci do postaci, która jest bohaterem dla znienawidzonym przeciwników politycznych. A powinna być przecież pozytywnym wzorem dla wszystkich patriotów, z obu stron sceny politycznej. Już samo to, że komuniści go tak nienawidzili, świadczy o nim bardzo dobrze i jest gwarantem jego przyzwoitości. Bo komuniści po zajęciu Polski przez Armię Czerwoną w 1944/45 roku naprawdę mieli duże, uzasadnione obawy, że nie będą w stanie stworzyć nawet pozorów samodzielnej władzy. Większość Polaków, krótko mówiąc, nie kochała ich, nie kochała też i absolutnie nie ufała ich wschodnim mocodawcom. To, że partyzantka niepodległościowa mogła tak długo funkcjonować w sytuacji ogromnej, wręcz niewyobrażalnej przewagi militarnej przeciwnika, wynikało z tego, że była autorytetem i nadzieją dla dużej części społeczeństwa, szczególnie tej na wsi. I ludzie ją wspierali jak mogli, dopóki skala represji i terroru komunistycznego nie była tak wielka, że stało się to niemożliwe. I zwykła chęć życia, troska o swoje rodziny, sprawiała, że “Wyklęci” byli coraz bardziej izolowani przez społeczeństwo, a wręcz zdradzani i wydawani oprawcom. Byli jednak dalej czymś bardzo groźnym, niebezpieczeństwo dla komunistów nie wynikało z ich siły fizycznej, militarnej, bo była ich tak naprawdę zaledwie garstka. Jednak byli oni zarzewiem buntu, kolejnym dowodem i wzorem w historii Polaków, że ich nie da się złamać, że można walczyć nawet na pozycji pozornie straconej. Podkopywali wizerunek komunistów u czerwonych rosyjskich towarzyszy, a jak wiadomo za nieskuteczność ze wschodu przychodziła surowa kara – odsunięcie od władzy, a nawet śmierć. Dlatego komuniści stawali na głowie, by fizycznie po prostu wytępić “Żołnierzy Wyklętych”, ale chyba jeszcze bardziej zależało im, aby wokół nich nie powstał kult, nie powstała legenda o ludziach walczących o naprawdę niepodległą Polskę. Dlatego też sztab specjalistów pracował nad tym, jak najlepiej oczernić i zohydzić partyzantów, jak zwykłych ludzi przekonać, że nie warto ich popierać i kochać. Sytuację mieli ułatwioną o tyle, że po wojnie w terenie wręcz szalało zwykłe bandyctwo. Szabrownicy, złodzieje, pospolici złoczyńcy, wyposażeni w powszechnie jeszcze dostępną broń, rozzuchwaleni brakiem mocnych struktur państwowych w terenie. Komuniści postanowili więc, że wszystkie przestępstwa, zbrodnie, gdzie nie było świadków, nie udało się ustalić sprawcy, będą przypisywane „zaplutym karłom reakcji” takim jak „Zapora” czy dowódcy innych oddziałów konspiracyjnych. Ale to było jeszcze za mało, komuniści zaczęli więc organizować na terenach szczególnie sprzyjających wyklętym (którzy z zasady chronili ludność przez bandytami i represjami ze strony komunistów) specjalne grupy operacyjne, które podszywały się pod partyzantów i na ich konto dokonywały rozmaitych przestępstw, podając się za pododdziały poszczególnych dowódców partyzanckich.

Ta wiedza jest powszechnie dostępna, jest mnóstwo opracowań, dokumentów, wspomnień z tamtych czasów. Szczególnie cenne są wewnętrzne dokumenty aparatu bezpieczeństwa, które dowodzą w jaki bezlitosny i pozbawiony jakichkolwiek skrupułów sposób czerwoni zwalczali i oczerniali swoich przeciwników. By dowiedzieć się jak było, trzeba jednak wykonać pewien wysiłek, trzeba dobrej woli i trochę chęci. Jasne, że nie wszyscy muszą je mieć, ale taka zwykła ludzka przyzwoitość nakazywałaby, aby jeśli nie chce się poznać prawdy, nie powinno się, nie mając odpowiedniej wiedzy ani konkretnych argumentów rzucać na nikogo bezpodstawnych oskarżeń tak dużego kalibru. I tylko dlatego, że podsuwają je nam ludzie chcący w ten sposób „dokopać” swoim współczesnym przeciwnikom politycznym. To po prostu okrutne i niegodne. „Oni” nie mogą się przed tym sami obronić, potrzebują do tego nas. I Was, byście przynajmniej nie mówili o nich „kontrowersyjni”, jeśli już nawet nie chcecie bliżej poznać ich, ich historii, historii tamtych strasznych czasów. Nie dajmy się tak stale manipulować, wpychać nieustannie za jedną lub drugą, przeciwstawną barykadę. Pomiędzy nimi jest mnóstwo miejsca, także na sprawy uniwersalne – nie róbmy tam ziemi spalonej, na której niedługo już naprawdę nic nie zostanie.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

policja

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

18 stycznia około godz. 22 przypadkowe osoby zauważyły na jednej z ulic w Sokołowie Podlaskim ciało kobiety. Natychmiast o tym fakcie powiadomiono policjantów, którzy na miejscu wykonali m.in. oględziny i zabezpieczyli ślady. Wszystkie czynności wykonywano pod nadzorem prokuratora z Prokuratury Rejonowej w Sokołowie Podlaskim. Na ciele 49-letniej kobiety ujawnione zostały obrażenia, które mogły wskazywać, że do jej śmierci przyczyniły się osoby trzecie.

Prokuratura Rejonowa w Sokołowie Podlaskim wszczęła śledztwo w kierunku zabójstwa. Z kolei funkcjonariusze z Komendy Powiatowej Policji w Sokołowie Podlaskim działali intensywnie i bardzo szybko ustalili, że w tym dramatycznym zdarzeniu mógł brać udział 23-letni mieszkaniec powiatu sokołowskiego, który został zatrzymany już następnego dnia. Śledczy zgromadzili materiał dowodowy, który pozwolił na przedstawienie w piątek przez prokuratora zarzutu zabójstwa, za co mężczyźnie grozi nawet dożywocie. Jeszcze tego samego dnia Sad Rejonowy w Sokołowie Podlaskim aresztował mężczyznę na 3 miesiące.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

warszawawpigulce.pl

Mokotów odremontował historyczne ulice

Odremontowana ul. Goszczyńskiego na Mokotowie / Fot. Facebook

  • W ostatnim czasie Urząd Dzielnicy Mokotów przeprowadził w Warszawie kilka prac remontowych przywracając historyczny wygląd ulic.
  • Między innymi ul. Goszczyńskiego została wyłożona pierwotną kostką kamienną.
  • Prace były przeprowadzone zgodnie z zaleceniami Mazowieckiego i Stołecznego Konserwatora Zabytków.
  • Zobacz także: Płock: Zastrzyk gotówki na rozwój transportu miejskiego

Historyczna nawierzchnia ul. Goszczyńskiego odtworzona

– czytamy na stronie Urzędu Dzielnicy Mokotów.

Prace obejmowały wykonanie nawierzchni jezdni z klinkieru drogowego, zjazdów z kostki kamiennej oraz chodników z płyt betonowych na odcinku od skrzyżowania z al. Niepodległości do skrzyżowania z ul. Kazimierzowską oraz odcinek od skrzyżowania z ul. Kazimierzowską do ul. Tynieckiej.

Z uwagi na restrykcyjne zapisy miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego nakazującego zachowanie historycznych nawierzchni ulicy przeprowadzone prace remontowe były prowadzone zgodnie z zaleceniami Wojewódzkiego Mazowieckiego Konserwatora Zabytków i Stołecznego Konserwatora Zabytków. Pozwoliło to na odtworzenie pierwotnego charakteru ulicy.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

warszawawpigulce.pl