Prezydent USA, Joe Biden

Prezydent Joe Biden / Fot. screen

Wstrząsy polityczne i przygotowania do kampanii

Doświadczamy coraz to nowych medialnych eksplozji „ściśle tajnych” dokumentów, która to zorganizowana afera miała rozłożyć wyborcze szanse Trumpa, choć mogła też być próbą przykrycia skandalu odnajdywanych w wielu miejscach tychże dokumentów w posiadłościach Bidena. Ówczesny wiceprezydent Biden po ukończeniu kadencji w styczniu 2017 r. zabrał ze sobą 1,850 pudeł dokumentów i 415 gigabajtów dokumentów w formie elektronicznej. Jest podejrzenie, że dostęp do tych niefrasobliwie przechowywanych dokumentów (niektóre „ściśle tajne” rzucone w garażu!) mieli przedstawiciele innych krajów (np. Chiny, Ukraina) odwdzięczając się rozmaitymi darowiznami i kontraktami dla klanu Bidenów, co znajduje potwierdzenie w niesławnym laptopie Huntera Bidena. Więc można przyjąć, że głośny medialny najazd FBI na posiadłość Trumpa z sierpnia ub. roku był przygotowaniem przykrywki do spodziewanego skandalu wokół „handlowego” traktowania tajnych państwowych dokumentów przez Bidena. Więcej brudu w tej sprawie wyjdzie podczas nadchodzących przesłuchań komisji w Kongresie.

Trump odwiedzający w ub. weekend dwa ważne w procesie wyborczym stany (New Hampshire i South Carolina) zaznaczył, że ewentualny start w wyborach gubernatora Florydy Rona De Santisa (jako konkurenta) byłby wobec niego aktem braku lojalności. Przypomniał, że to on pomógł De Santisowi w 2018 r. wygrać fotel gubernatora. De Santis jest pod wielką presją ze strony RINO Republikanów i mainstreamowych mediów, aby zgłosił swoją kandydaturę i osłabił tym samym pozycję Trumpa. W cieniach przedsionków kampanii czekają jeszcze inni potencjalni konkurenci jak były wiceprezydent Mike Pence i była gubernator South Carolina, którą Trump wydelegował jako ambasadora do ONZ, „himalajska” Nikki Haley, czy były dyr. CIA i sekretarz stanu Mike Pompeyo. Nikki Haley w 2021 r. zapowiedziała, że nie wystartuje, jeśli o prezydenturę będzie się ponownie ubiegał Trump. Ostatnio zmieniła zdanie i prawdopodobnie 15 lutego może zgłosić swoją kandydaturę, dlatego podczas wiecu w „swoim” stanie nie była u boku Trumpa. Teraz uważa, że na scenie powinni się pojawić młodzi ludzie, aby naprawić cały system dodając:

„Nie myślę, że musisz mieć 80 lat, aby być liderem w Waszyngtonie”.

Oczywiście 51 letnia Nikki, której (Sikhowie) rodzice emigrowali z hinduskiego Punjabu podkreśla tu, że jej ewentualny konkurent Trump ma już 76 lat, a Biden 80.

Zobacz także: Blokada Mediów Narodowych. Prezes Ordo Iuris: “Konieczność ustawowej ingerencji”

Trump vs. De Santis vs. Biden

Popularność Trumpa mierzą sondażownie, ostatnio (Premise) ogłosił, że 59% Republikanów chciałoby aby ich kandydatem na prezydenta był Trump, a 24% popiera De Santisa. Inna sondażownia (Emerson College) ogłosiła, że Trump prowadzi z 55%, a za nim jest De Santis z 29%. Sondaż Harvard-Harris wykazał, że Trump bije De Santisa o 20% i prezydenta Bidena o 5%, a De Santis bije Bidena o 3%. Trump sugeruje, że De Santis, który był kongresmenem przez 3 kadencje (6 lat), jest ostatnią deską ratunku RINO i establishmentu Deep State. Prawdą jest, że 44-letni Ron De Santis jest dziś najlepszym gubernatorem w USA, a Floryda jest ostoją zdrowego rozsądku tak w aspekcie braku kowidowych mandatów (twoje ciało, twój wybór: szczepionki, maseczki), jak i w walce z genderową inwazją w szkołach, czy też innych marksistowskich programów jak roszczeniowy, rasowy „Projekt 1619”. W sumie De Santis to trumpizm bez Trumpa, którego lewica nienawidzi…

W swoich ostatnich wypowiedziach Trump podkreśla, że jest wściekły, kiedy patrzy na niszczenie Ameryki przez obecną administrację skorumpowanego prezydenta Bidena. Wylicza tu wtargnięcie przez południową granicę ok. 7 mln nachodźców pod opieką meksykańskich karteli narkotycznych i stale wzrastającą przestępczość i napływ fentanylu (chińskie składniki w rękach meksykańskich karteli narkotycznych), rocznie powodującego śmierć około 110,000 Amerykanów! Trump odsłania też proces niszczenia Ameryki przez globalistów takich jak Soros (fundator Fundacji Otwartego Społeczeństwa), który finansuje wybory marksistowskich prokuratorów. Ci z kolei odmawiają ukarania zadymiarzy z lewackiej Antify, czy BLM którzy demolują i podpalają amerykańskie miasta (ostatnio Atlanta) i walczą z policją. Były prezydent podkreśla, że Soros w ostatnich latach wydał $40 mln na wybranie 75 radykalnych prokuratorów w USA.

Nadużycia BIG PHARMY

W USA rozgorzała debata o nadużyciach BIG PHARMY w pchaniu niesprawdzonych i jak się okazuje niebezpiecznych szczepionek, które miały blokować COVID, w kolejnych wersjach chronić przed zarażeniem, zapewnić łagodniejsze przejście choroby, dalej chronić przed śmiercią. W rzeczywistości na światło dzienne, pomimo cenzury wielkich mediów dotowanych przez przemysł farmaceutyczny, wypływa rzeka dowodów na szkodliwość szczepień, kolejne urazy i niestety tysiące niepotrzebnych śmierci, również z powodu ówczesnej blokady szpitali. Media do tego stopnia ogłupiły ludzi, że nawet po przejściu choroby i nabyciu najlepszej możliwej naturalnej odporności, często normalni, wykształceni ludzie biegli się szczepić (!) dając wiarę propagandzie BIG PHARMA i osłabiając swój system odpornościowy. Głośnym przykładem jest sam słynny Elon Musk, który przyznał się do zaszczepienia i nawet do bustera, po którym bezpośrednio niemal nie umarł.

Konserwatyści wiedzą, że Trump podczas masowej psychozy pandemicznej został użyty do pośpiesznego „zorganizowania” szczepionki („Operation Warp Speed”), czym później jeszcze się chwalił. Choć wcześniej wycofał USA z globalistycznej Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), jednak niestety perfekcyjnie zainscenizowany atak pandemią rozłożył go na łopatki. Dziś zarzuca się Trumpowi, że choć głosił konieczność odblokowania gospodarki to mimo napływania niepokojących informacji nie przeciwstawił się polityce mandatów w przeciwieństwie do swojego potencjalnego rywala De Santisa. Gubernator Florydy na początku również poddał się psychozie, ale szybko przeciwstawił się przymusowym mandatom i jego administracja podkreślała brak efektywności szczepionek, jednocześnie odradzając przyjmowania szczepionek przez młodych mężczyzn, a nawet podejmując postępowanie sądowe przeciwko producentom szczepionek (!). Poza tym De Santis ciągle daje odparcie bezczelnej kulturowej inwazji lewicy wypychając ją ze szkół, czy walcząc z pomysłami lewackich programów Disney.

W swojej kampanii prezydenckiej Trump mógłby wyjść z tego zamieszania obronną ręką, jeśli obiecałby prezydenckim dekretem zablokowanie wszelkiego przymusu szczepień i wszelkich mandatów i lockdown’ów. Konserwatyści postulują dochodzenie przez komisję Kongresu całej afery kowidowo-szczepionkowej i przyjrzenie się ogromnym dochodom BIG PHARMY i korupcji świata medycznego.

Biden kukiełką Obamy

Prawdopodobnie dla obydwu stron będzie korzystne pozostawienie osłabionego Bidena na pozycji prezydenta, jeśli on sam wytrzyma jeszcze 2 lata. Cóż, jak wiemy Trump zdecydowanie oczekuje zakończenia bezsensownej wojny na Ukrainie, oskarżając Bidena, że to on zachęcił Putina do ataku (pisałem o tym wcześniej). Trzeba przyznać, że za prezydencji Obamy przez 8 lat Biden był mocno „zamoczony” w korupcyjnych interesach na Ukrainie, którą politycy traktowali jako dochodową pralnię pieniędzy. Z powodu możliwych dochodzeń w Kongresie potrzebujący amerykańskiego wsparcia finansowego i militarnego prezydent Żeleński zabrał się dość pokazowo za czyszczenie ukraińskiej stajni Augiasza. Już samo pośpieszne wycofanie Amerykanów z Afganistanu mogło być sygnałem o skracaniu frontów i przewidywaniu wojny na Ukrainie. Politycy na całym świecie są podobni, kiedy wstępują na „urzędy” są biedni, kiedy odchodzą opływają w luksusy.

Zwykli ludzie boją się ewentualnego wybuchu wojny atomowej, czołowi amerykańscy politycy boją się uwolnieniu wysoce toksycznych informacji zawartych na porzuconym słynnym laptopie Huntera Bidena. Te w porę niezablokowane informacje mogą doprowadzić do ogromnego spustoszenia całej klasy politycznej ukazując jej potwornie skorumpowaną twarz. Oczywiście Biden jest tylko puppetem Obamy i Deep State i to oni teraz sprawują trzecią kadencję Obamy. Być może to oni zdecydują, że nadszedł czas na następne dwie kadencje z prezydentem Michelle Obama. Kto wie co nas czeka, niestety stopień zbiorowej ludzkiej naiwności i głupoty nie raz jeszcze nas zaskoczy…

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Sejm RP

Sala plenarna Sejmu. / Fot. Szczebrzeszynski Wikimedia Commons

Zobacz także: Franciszek w Kongo: “Bądźcie świadkami miłosierdzia i pojednania”

Misja stworzenia rządu

PiS jesienią stanie przed historyczną szansą zdobycia władzy trzeci raz z rzędu. Do tej pory, w historii politycznej III RP ta sztuka nie udała się nikomu. Nie będzie łatwo, bo choć sondażowa tendencja daje zwycięstwo Zjednoczonej Prawicy, to arytmetyka jest nieubłagana – stworzyć rząd samodzielnie będzie niezwykle trudno – o ile w ogóle będzie to możliwe.

Polityczne małżeństwo

Na Nowogrodzkiej rozpoczyna się układanie strategii, pozwalającej marzyć o utrzymaniu władzy. Zdolności koalicyjne PiS są niewielkie i choć nikt tego oficjalnie nie przyzna – partia rządząca skazana jest na znalezienie partnera. Z kim stworzy zaaranżowane małżeństwo polityczne, biorąc w posagu potrzebne do większości szable? Najpewniej z Konfederacją, ale pod warunkami, które mogą okazać się niemożliwymi do spełnienia dla obu stron.

Niczego nie można wykluczyć

Konfederacja mająca być w swoim micie założycielskim alternatywą dla prawicowego wyborcy, stała się partią, której nie można traktować poważnie. Na ten obraz złożyło się wiele czynników, a najbardziej jaskrawym jest działalność posła Grzegorza Brauna. Prorosyjskie wypowiedzi, nazywanie ministrów rządu bandytami, grożenie wieszaniem na szubienicy, to tylko pierwsze z brzegu aktywności lidera tego środowiska. W Konfederacji narasta przeświadczenie, a być może istniało ono zawsze – lecz dopiero teraz się uwypukla, że z Braunem poważnej polityki prowadzić nie sposób. Jest on przeszkodą do zawarcia koalicji z PiS, która kiedyś odległa i nie do zaakceptowania przez Konfederację, dziś staje się zupełnie realnym scenariuszem. Już wiele miesięcy temu prezes Jarosław Kaczyński pytany o koalicję z Konfederacją, odpowiadał – “Z Braunem i Korwin – Mikke na pewno nie. Z tymi prorosyjskimi na pewno nie”. W ostatnim tygodniu do tematu sojuszu odniósł się Robert Winnicki, który dopytywany, wskazywał – “Nic nigdy nie można wykluczyć”.

Gra o dużą stawkę

Konfederacja musi więc pozbyć się Brauna i Korwin – Mikke, to jasne. Czy jest na to gotowa? Od jednego z posłów Konfederacji usłyszałem, że Braun zostanie “odpalony” w ostatnim momencie. Ten ostatni moment to oczywiście rejestracja list, a więc okres letni. Pytanie, co z Korwin – Mikke. W polityce funkcjonuje stare porzekadło – pożyjemy, zobaczymy. Gra toczy się o naprawdę dużą stawkę, tak dla PiS-u, jak i Konfederacji. Wizja utrzymania władzy i możliwość realnego wpływu na kreowanie polityki jest dla obu stron niezwykle pociągająca.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Youtube//MediaNarodoweInfo

Zobacz także: Papież Franciszek o niemieckiej drodze synodalnej: Ideologia pokonuje Ducha Świętego

Fundacja Pro-Prawo do Życia już w momencie ogłoszenia przez Trybunał Konstytucyjny w 2021 roku niezgodności tzw. przesłanki eugenicznej do aborcji z Konstytucją RP ostrzegała, że polskie prawo nadal jest wadliwe i zawiera luki, które będą wykorzystywane, aby dalej legalnie dokonywać aborcji na dzieciach podejrzanych o chorobę. Teraz Fundacja zwraca uwagę na wywiad, jakiego Gizela Jagielska, wicedyrektor szpitala w Oleśnicy, udzieliła niedawno portalowi Polityka.

Jak powiedziała Jagielska, gdy do szpitala zgłasza się kobieta z podejrzeniem zespołu Downa u swojego dziecka, to: „my nie jesteśmy w stanie powiedzieć, jak będzie się rozwijać dziecko z trisomią [zespołem Downa], co pozostawia kobietę w dużej niepewności i nie wszystkie z nich są gotowe ten ciężar unieść.”

W związku z tym, taka kobieta może otrzymać zaświadczenie od psychiatry, że podejrzenie zespołu Downa u dziecka zagraża jej zdrowiu psychicznemu. Na podstawie tego zaświadczenia w szpitalu można dokonać aborcji. Jak zauważa Fundacja Pro-Prawo do Życia, taka aborcja formalnie jest wykonywana z powodu „zagrożenia zdrowia psychicznego matki”, w praktyce jednak jest to aborcja eugeniczna, czyli z powodu podejrzenia choroby u dziecka.

„Jeśli kobieta nie może znieść niepewności, czy jej dziecko będzie chore czy zdrowe, to lepiej dokonać aborcji i mieć pewność, że dziecko będzie martwe – właśnie takie rozwiązanie problemu podejrzenia choroby u dziecka proponują Polkom aborcjoniści” – mówi Mariusz Dzierżawski, członek zarządu Fundacji Pro-Prawo do Życia. „Od momentu wydania przez Trybunał Konstytucyjny orzeczenia uznającego aborcję eugeniczną za niezgodną z Konstytucją RP, rozwija się w Polsce proceder wystawiania kobietom chcącym dokonać aborcji zaświadczeń o tym, że ciąża rzekomo zagraża ich zdrowiu psychicznego. Z licznych wypowiedzi medialnych możemy wywnioskować, że powiązani z lobby aborcyjnym psychiatrzy wystawiają tego typu zaświadczenia każdej chętnej kobiecie, która się do nich zgłosi. W praktyce legalna jest obecnie w Polsce szpitalna aborcja na życzenie, na każdym etapie ciąży. Wystarczy tylko załatwić sobie zaświadczenie od odpowiedniego psychiatry. Kontakt do takich osób organizacje aborcyjne reklamują w internecie” – tłumaczy Mariusz Dzierżawski.

Fundacja Pro-Prawo do Życia dotarła do statystyk dotyczących liczby aborcji dokonywanych w ostatnim czasie w szpitalu w Oleśnicy. W samym 2021 roku przeprowadzono tam 9 aborcji z powodu zagrożenia zdrowia psychicznego matki, a od stycznia do kwietnia 2022 roku już 14 takich aborcji. Wcześniej, w latach 2016-2020 w Oleśnicy wykonywano średnio 24 aborcje rocznie, w zdecydowanej większości eugeniczne, ale nigdy nie wykonano aborcji z powodu zagrożenia zdrowia psychicznego.

„Nie mamy jeszcze danych za drugą połowę roku 2022, ale jeśli rosnąca ilość ciąż rzekomo zagrażających zdrowiu psychicznemu kobiet utrzyma się, to w Oleśnicy może paść rekord liczby aborcji, pomimo tego, że aborcja eugeniczna od ponad roku nie jest już legalna” – zauważa Mariusz Dzierżawski.

Fundacja zwraca również uwagę na to, że wicedyrektor Jagielska publicznie przyznała w mediach, że jest możliwe, iż w jej placówce dokonuje się obecnie najwięcej legalnych aborcji w Polsce.

„Po wydaniu przez Trybunał orzeczenia w wielu polskich środowiskach pro-life zapanowała euforia. Wiele osób stwierdziło, że oto teraz mamy bardzo dobre prawo, jedno z najlepszych na świecie, chroniące życie dzieci, w związku z czym dalsze działania na rzecz zmiany prawa aborcyjnego w Polsce są niepotrzebne. Tymczasem nasze prawo jest dziurawe i zawiera poważne luki, które skutecznie wykorzystują aborcjoniści. Aktualnie de facto legalna jest w Polsce aborcja na życzenie, wystarczy tylko przejść przez odpowiednią procedurę administracyjną” – mówi Mariusz Dzierżawski. „Równolegle dynamicznie rozwija się w Polsce przestępczość aborcyjna. W ciągu ostatniego roku dokonano w Polsce kilkudziesięciu tysięcy aborcji za pomocą nielegalnych pigułek poronnych, które sprzedają zorganizowane grupy przestępcze. Wiarygodne szacunki mówią o ok. 30 000 takich aborcji rocznie. Obecnie polskie prawo nie pozwala na skuteczną walkę z tym procederem, co konsekwentnie wykorzystują aborcyjni przestępcy do reklamowania nielegalnych tabletek poronnych, głównie wśród młodych dziewcząt i kobiet w trudnej sytuacji życiowej” – dodaje Dzierżawski.

Zdaniem Fundacji Pro-Prawo do Życia, niezbędne i pilne są ogólnopolskie kampanie społeczne, za pomocą których należy wywierać wpływ na zmianę prawa w Polsce oraz kształtowanie świadomości Polaków na temat aborcji.

Fundacja Pro-Prawo do Życia

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Furgonetka Fundacji Pro - Prawo do życia.

Furgonetka Fundacji Pro - Prawo do życia. / Fot. YouTube/wPolsce

Zobacz także: Konflikt we wRealu24. Redakcja cenzuruje za krytykę Konfederacji? “Nie tak powinno wyglądać niezależne dziennikarstwo”

26 stycznia 2023 r. w Sądzie Rejonowym Szczecin-Centrum zapadł wyrok na Jana Bieniasa, kierowcę furgonetki Fundacji Pro-Prawo do Życia. Fundacja prowadzi w całej Polsce mobilne kampanie informacyjne, w ramach których pokazuje skutki tzw. „edukacji seksualnej” LGBT i aborcji. Sprawa dotyczyła akcji z września 2019 roku, kiedy po Szczecinie jeździła furgonetka Fundacji wyposażona w plandekę z napisem:

„Czego lobby LGBT chce uczyć dzieci?

4-latki: masturbacji
6-latki: wyrażania zgody na seks
9-latki: pierwszych doświadczeń seksualnych i orgazmu”

Oprócz tego na plandece znajdowało się logo akcji oraz jej nazwa: „Stop pedofilii”, adres strony internetowej, a także informacja, że te wytyczne dla każdego wieku „edukacji” pochodzą bezpośrednio ze Standardów Edukacji Seksualnej, opracowanej przez WHO i niemiecką instytucję rządową. W ramach swoich akcji społecznych Fundacja Pro-Prawo do Życia informuje, że edukacja seksualna oparta o Standardy WHO prowadzona jest także w Polsce.

Akt oskarżenia przeciwko Bieniasowi złożył do sądu aktywista LGBT ze Szczecina. Zarzucił on działaczowi Fundacji, że treść plakatu na furgonetce Fundacji zniesławia go. Sprawa trwała ponad 2 lata, a sąd przyznał rację oskarżycielowi, skazując Jana Bieniasa na karę blisko 30 000 zł grzywny, nawiązki i opłat administracyjnych.

„Z wyroku dowiedziałem się, że zestawienie na jednym plakacie wyrażeń „Czego lobby LGBT chce uczyć dzieci?” oraz nazwy naszej akcji „Stop pedofilii” stanowi przestępstwo zniesławienia aktywisty, którego nie znam i którego nigdy wcześniej nie widziałem na oczy” – mówi Jan Bienias.

Jak stwierdził sąd: Jan Bienias „kierując furgonetką i przemieszczając się po ulicach Szczecina eksponował umieszczone na plandece tego auta na jednej płaszczyźnie napisy o treści: „Czego lobby LGBT chce uczyć dzieci” oraz „stop pedofilii” wskazujące na to, iż osoby związane z ruchem LGBT mają być utożsamiane z pedofilią, tj. popełnienia czynu z art. 212 § 2 kk [zniesławienie]”.

„Innymi słowy, zdaniem sądu i aktywistów LGBT ciężkim przestępstwem jest samo sugerowanie, że osoby związane z ruchem LGBT mogą mieć coś wspólnego z pedofilią” – komentuje wyrok Jan Bienias.

Fundacja Pro-Prawo do Życia zwraca uwagę na to, iż miesiąc temu na światło dzienne wyszła informacja o tym, że jeden z liderów środowiska LGBT w Szczecinie trafił do więzienia za pedofilię. Krzysztof F., bo o nim mowa, prowadził razem ze swoim homoseksualnym partnerem restaurację w centrum Szczecina, w której organizował „randki LGBT”. Był współzałożycielem Stowarzyszenia Równość na Fali, które najpierw działało pod nazwą Kampania Przeciw Homofobii Szczecin. W sierpniu 2020 roku Krzysztof F. wykorzystał seksualnie 13 letniego chłopca. Przed gwałtem usiłował podać dziecku narkotyki.

Co więcej, Fundacja wskazuje na to, że w 2018 roku pedofil Krzysztof F. startował w wyborach samorządowych z listy Koalicji Obywatelskiej w Szczecinie. W tych samych wyborach, również z list Koalicji Obywatelskiej, startował szczeciński aktywista LGBT, który złożył do sądu akt oskarżenia przeciwko Janowi Bieniasowi twierdząc, że sugerowanie powiązań między osobami związanymi z ruchem LGBT a pedofilią to przestępstwo zniesławienia.

„Sąd w Szczecinie przyznał oskarżającemu mnie aktywiście rację w sytuacji, gdy wcześniej inny sąd w Szczecinie skazał lidera szczecińskiego środowiska LGBT i polityka KO za wykorzystanie seksualne dziecka. Jest to nic innego jak zwykła cenzura prewencyjna, a działanie sądu przypomina proces pokazowy z czasów komunistycznych. Wyrok, który na mnie zapadł, oraz wyroki zapadające bez przerwy na innych wolontariuszy naszej Fundacji, to forma prześladowań sądowych, które mają na celu zmuszenie nas do zaprzestania działalności” – podsumowuje Jan Bienias.

Wyrok przeciwko kierowcy furgonetki nie jest prawomocny. Fundacja zapowiada apelację oraz organizację kolejnych, mobilnych kampanii informacyjnych z użyciem pojazdów.

Fundacja Pro-Prawo do Życia 

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Antony Blinken

Antony Blinken / Fot. YouTube

  • Sekretarz stanu USA Antony Blinken odłożył swoją zapowiedzianą podróż do Chin.
  • Podróż miała być kontynuacją rozmów chińsko-amerykańskich.
  • Na drodzę stanął chiński balon, który pojawił się nad terytorium Stanów Zjednoczonych.
  • Zobacz także: Cenzura YT. Media Narodowe usunięte z platformy!

Podróż szefa dyplomacji Stanów Zjednoczonych Antony Blinkena do stolicy Chin miała być kontynuacją spotkania prezydenta Joe Bidena z Xi Jinpingiem, które miało miejsce na Bali pod koniec ubiegłego roku w ramach szczytu G20.

Jeśli chodzi o Chiny to prezydenci Biden i Xi odbyli odbyli bardzo otwartą, szczerą rozmowę podczas ostatniego szczytu G20 na Bali. Wtedy rozmawiano także o mojej wizycie

– powiedział w styczniu Sekretarz Stanu.

Te linie komunikacji, począwszy od prezydentów, ale także wielu z nas, są niezwykle ważne

– dodał Antony Blinken.

Urzędnicy Białego Domu uważali, że stosunki amerykańsko-chińskie poprawiły się po listopadowym spotkaniu Bidena z chińskim prezydentem Xi Jinpingiem. Wyjazd Blinkena miał być zwieńczeniem rozmów między Waszyngtonem a Pekinem odbytych w ciągu dwóch miesięcy od szczytu na Bali.

Czytaj więcej: Zmiana na stanowisku Dowódcy Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych

Incydent nad USA

Chińskie ministerstwo spraw zagranicznych stwierdziło w piątek, że balon obserwacyjny lecący na dużej wysokości nad terytorium Stanów Zjednoczonych jest cywilnym statkiem powietrznym używanym głównie do badań pogody, który zboczył z zaplanowanego kursu. Oświadczenie rzecznika chińskiego ministerstwa jest pierwszym komunikatem Pekinu, w którym przyznano, że obiekt pochodzi z Chin, odkąd Pentagon ujawnił, że śledzi balon od czwartku.

Amerykański urzędnik wojskowy powiedział, że incydent z chińskim balonem jest zdecydowanie poważny ze względu na zuchwałość chińskiego rządu, a nie na jakiekolwiek zyski wywiadowcze.

Podczas gdy istniejące satelity są w stanie zebrać podobne ilości informacji, czas lotu balonu szpiegowskiego oraz fakt, że znajduje się on dokładnie nad kontynentalną częścią Stanów Zjednoczonych, przyczyniają się do powagi tej chwili

– stwierdził amerykański urzędnik w rozmowie z CNN.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

dorzeczy.pl, cnn.com

Papież Franciszek

Papież Franciszek / Fot. Wikipedia

  • Ojciec Święty Franciszek zakończył wizytę apostolską w Demokratycznej Republice Konga i udał się do Sudanu Południowego.
  • Spotkał się również z biskupami w siedzibie Krajowej Konferencji Biskupiej Konga.
  • Franciszek wezwał kongijskich biskupów do pielęgnowania bliskości z Panem, aby być Jego wiarygodnymi świadkami.
  • Zobacz także: Masakra w Sudanie Południowym. 20 ofiar śmiertelnych

W swoim przemówieniu Papież Franciszek wezwał kongijskich biskupów do pielęgnowania bliskości z Panem, aby być Jego wiarygodnymi świadkami i rzecznikami Jego miłości wobec ludzi.

Najmilsi, nie lękajcie się być prorokami nadziei dla ludu, zgodnymi głosami pociechy od Pana, radosnymi świadkami i głosicielami Ewangelii, Apostołami sprawiedliwości i solidarności. Bądźcie świadkami miłosierdzia i pojednania pośród przemocy rozpętanej przez eksploatację zasobów oraz konflikty etniczne i plemienne, ale także i przede wszystkim przez mroczną siłę złego nieprzyjaciela Boga i człowieka

– powiedział Franciszek do kongijskich biskupów..

Ojciec Święty podziękował też księżom biskupom za ich posługę.

Dziękuję, bo jesteście płucami, które dają oddech Kościołowi powszechnemu

– dodał Ojciec Święty.

Papieskiej wizycie do Demokratycznej Republice Konga towarzyszyły słowa “Wszyscy pojednani w Chrystusie”. Poszczególne punkty pielgrzymki do Afryki transmitują Radio Maryja i TV Trwam.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

radiomaryja.pl

Prezes Instytutu na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris, Jerzy Kwaśniewski

Prezes Instytutu na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris, Jerzy Kwaśniewski / Fot. Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris.

  • Prezes Ordo Iuris Jerzy Kwaśniewski podkreślił, że piątkowa decyzja platformy Youtube uderza w wolność debaty publicznej.
  • Zaznaczył on również, że MN od wielu lat proponowały widzom pluralizm i narodową perspektywę.
  • Prawnik wyjaśnił również, że usunięcie kanału pokazuje pilną potrzebę ustawowej kontroli zagranicznych platform.
  • Zobacz także: Cenzura YT. Media Narodowe usunięte z platformy!

Prezes Ordo Iuris Jerzy Kwaśniewski napisał na Twitterze, że piątkowa decyzja platformy Youtube uderza w wolność debaty publicznej. Zaznaczył on również, że Media Narodowe od wielu lat proponowały widzom pluralizm.

Kolejny krok w ograniczaniu demokracji, która nie istnieje bez wolnej debaty publicznej. Media Narodowe od kilku lat wnoszą pluralizm i perspektywę interesu narodowego w polskiej debacie publicznej

Prawnik wyjaśnił również, że usunięcie kanału pokazuje pilną potrzebę ustawowej kontroli zagranicznych platform.

Usunięcie kanału dowodzi konieczności ustawowej ingerencji w działalność Youtube

Czytaj więcej: Sykulski inspiruje się grafikami z rosyjskich portali? Trop prowadzi jednak do Tallina

YT usunął kanał Mediów Narodowych

Po kilku latach wytężonej pracy i codziennych wywiadach ze znakomitymi gośćmi kanał Mediów Narodowych na platformie Youtube został usunięty. Redakcja wystosowała specjalne oświadczenie potępiające metody cenzorskie Google’a.

Nie wszystkim podoba się fakt, że Media Narodowe od początku wojny stanęły po stronie Ukrainy. Na platformie Youtube cały czas dostępne są treści znanych prorosyjskich ekspertów, dziennikarzy i publicystów, którzy przekonują, że wojna na Ukrainie nie jest naszą wojną

– podano w oświadczeniu Mediów Narodowych.

Mówimy wprost: To jest nasza wojna i dlatego Youtube usunął nas dziś ze swojej platformy. Mówimy stanowcze nie putinowskim metodom Google’a

– czytamy dalej.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

twitter.com, medianarodowe.com

Red. Michał Jelonek.

Red. Michał Jelonek. / Fot. Media Narodowe

  • Po kilku latach wytężonej pracy i codziennych wywiadach ze znakomitymi gośćmi kanał Mediów Narodowych na platformie Youtube został usunięty.
  • W specjalnym oświadczeniu redakcja MN mówi wprost, że na tej platformie nadal widnieją prorosyjskie materiały.
  • MN stanowczo potępiają putinowskie metody kierownictwa Google.
  • Zobacz także: Strefa Gazy. Izraelskie myśliwce przeprowadziły atak

Po kilku latach wytężonej pracy i codziennych wywiadach ze znakomitymi gośćmi kanał Mediów Narodowych na platformie Youtube został usunięty. Redakcja wystosowała specjalne oświadczenie potępiające metody cenzorskie Google’a.

Nie wszystkim podoba się fakt, że Media Narodowe od początku wojny stanęły po stronie Ukrainy. Na platformie Youtube cały czas dostępne są treści znanych prorosyjskich ekspertów, dziennikarzy i publicystów, którzy przekonują, że wojna na Ukrainie nie jest naszą wojną

– czytamy w oświadczeniu.

Mówimy wprost: To jest nasza wojna i dlatego Youtube usunął nas dziś ze swojej platformy. Mówimy stanowcze nie putinowskim metodom Google’a

– podkreśliła redakcja.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

twitter.com, medianarodowe.com

Andrzej Duda po spotkaniu RBN

Prezydent Andrzej Duda / Fot. PAP/Piotr Nowak. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

  • Biuro Bezpieczeństwa Narodowego wskazuje, że przyczyną zmian na stanowiskach dowódczych Wojska Polskiego jest upływ kadencji generała Jarosława Miki.
  • Kończący kadencję na stanowisku Dowódcy Generalnego RSZ generał Mika pełnił tę funkcję od 2017 roku.
  • Czytaj więcej: Niepokojące dane. Rośnie zadłużenie u polskich rolników

Prezydent Andrzej Duda mianuje gen. Wiesława Kukułę Dowódcą Generalnym Rodzajów Sił Zbrojnych. Generał zastąpi dotychczasowego głównodowodzącego generała Jarosława Mikę.

Nowym dowódcą Wojsk Obrony Terytorialnej prezydent Duda mianuje natomiast generała brygady Macieja Klisza, który obecnie jest p.o. dowódcy tej formacji. Uroczystość wręczenia nominacji odbędzie się w poniedziałek 6 lutego w Pałacu Prezydenckim.

Biuro Bezpieczeństwa Narodowego wskazuje, że przyczyną zmian na stanowiskach dowódczych Wojska Polskiego jest upływ kadencji generała Jarosława Miki na stanowisku Dowódcy Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych oraz generała broni Wiesława Kukuły na stanowisku Dowódcy Wojsk Obrony Terytorialnej. Kadencja tego drugiego zakończyła się 31 grudnia 2022 roku. Od nowego roku obowiązki dowódcy pełni gen. Klisz.

Generał Kukuła został dowódcą WOT w 2016 roku. W przeszłości służył m.in. w Polskim Kontyngencie Wojskowym w Iraku, był także dowódcą Jednostki Wojskowej Komandosów.

Czytaj więcej: Chiny kontra USA. Narasta rywalizacja o półprzewodniki

Koniec kadencji Dowódcy Generalnego

Generał Klisz był zastępcą dowódcy WOT od 2020 r., wcześniej sprawował funkcję szefa sztabu formacji. Pracował też m.in. w Dowództwie Wojsk Specjalnych oraz kierował sztabem Jednostki Wojskowej Komandosów. Uczestniczył w działaniach wojskowych w Bośni i Hercegowinie, a także Afganistanie.

Kończący kadencję na stanowisku Dowódcy Generalnego RSZ generał Mika pełnił tę funkcję od 2017 roku. Wcześniej m.in. dowodził 11. Lubuską Dywizją Kawalerii Pancernej, był szefem sztabu 12. Szczecińskiej Dywizji Zmechanizowanej. Był w Iraku i w Afganistanie.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

dorzeczy.pl, polsatnews.pl

Leszek Sykulski

Leszek Sykulski / fot. You Tube / Media Narodowe

  • Portal “wirtualnemedia.pl” ustalił, że zdjęcie użyte przez Leszka Sykulskiego do grafiki ilustrującej kampanię “To nie nasza wojna” pochodzi z rosyjskiego serwisu “Freelance.Ru”.
  • Jednakże jak ustalił jeden z Internautów, zdjęcie choć pochodzi z rosyjskich portali to nie przedstawia tamtejszego centrum handlowego.
  • W rzeczywistości grafika przedstawia krajobraz Tallina.
  • Zobacz także: Kotły gazowe. Komisja Europejska chce je zlikwidować

Portal “wirtualnemedia.pl” ustalił, że zdjęcie użyte przez Leszka Sykulskiego do grafiki ilustrującej kampanię “To nie nasza wojna” pochodzi z rosyjskiego serwisu “Freelance.Ru”. W oryginale przedstawiać miał billboard rosyjskiego centrum handlowego.

A więc raczej jasne, skąd pochodzi “grafik-wolontariusz”, i czyja to tak naprawdę wojna… Kurde, ależ to są – poza wszystkim – patałachy

– stwierdził użytkownik o nazwie Witold Sokała.

Czytaj więcej: Katargate. PE za uchyleniem mandatów. Tarabella i Cozzolino w tarapatach

Zdjęcie z… generatora

Po zaciągnięciu opinii swojego kolegi, pan Witold podkreślił, że zdjęcie może być rzeczywiście zrobione w specjalnym generatorze, sama panorama na zdjęciu przedstawia Tallin w Estonii.

Zdjęcie rzeczywiście pojawiło się na rosyjskim portalu, ale nie on jest źródłem fotografii. Pochodzi ono z generatora. W zasadzie każdy może tu wstawić dowolne zdjęcie. Na stronie uczciwie napisali, że wykonano je w Tallinie, ale nie ma co odszczekiwać. Bo akurat dość znamienny jest fakt, że ten generator występuje w rosyjskich źródłach i polskim antywojennym

– czytamy dalej.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

facebook.com, twitter.com