Kopalnia Turów

Kopalnia Turów / Fot. YouTube

  • Według najnowszych ustaleń portalu “money.pl” Komisja Europejska potrąca Polsce fundusze unijne
  • Ma to związek z nałożoną na nasz kraj przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej karą finansową za kopalnie w Turowie
  • Pomimo zawartego z Czechami porozumienia, Polska musi zapłacić 68 mln euro
  • Jak informuje Ministerstwo Finansów 45 mln euro zostało potrącone z Programu Operacyjnego, Wiedza, Edukacja, Rozwój
  • Kolejne 15 mln euro zostało zabrane z Regionalnego Programu Operacyjnego woj. kujawsko-pomorskiego
  • Resort podkreślił, że beneficjenci wskazanych programów nie utracą swoich środków
  • Zobacz także: Niepokojące wyniki sondażu. Polacy nie obawiają się wprowadzenia euro

We wrześniu Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej nałożył na Polskę karę 500 tys euro dziennie za niewdrożenie tymczasowego środką oraz za nie zaprzestanie wydobycia węgla brunatnego z kopalni w Turowie. Jednakże dzięki zawartemu z Czechami porozumieniu licznik ten zatrzymał się na kwocie 68 mln euro.

Pomimo tego polski rząd musi zdaniem unijnych biurokratów zapłacić grzywnę, lecz Polska konsekwentnie temu odmawia. W związku z tym Komisja Europejska postanowiła, że sama będzie odejmować kwoty od należących się nam funduszy. Zdaniem KE wykonuje ona swój prawny obowiązek poboru kar finansowych nałożonych wcześniej przez TSUE.

Unia zabiera Polsce fundusze

Procedura kompensacyjna w przypadku Turowa została przeprowadzona dla trzech 30 dniowych okresów, od 20 września do 18 grudnia. Łączny rachunek opiewa na kwotę 45 mln euro plus odsetki.

Komisja nie informuje, który przelew dla Polski został pomniejszony. Portal “money.pl” zwrócił się z pytaniem do Ministerstwa Finansów w tej sprawie.

Z odpowiedzi, którą otrzymaliśmy, wynika, że pierwsza transza wraz z odsetkami, w łącznej kwocie ponad 15 mln euro, potrącona została z Programu Operacyjnego Wiedza, Edukacja, Rozwój, ze środków Europejskiego Funduszu Społecznego

– czytamy.

Na stronie Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości czytamy, że tzw. POWER ma na celu wsparcie w obszarach zatrudnienia, włączenia społecznego, edukacji, szkolnictwa wyższego, zdrowia i dobrego rządzenia. O pomoc mogą się tutaj ubiegać m.in. przedsiębiorcy, którzy mimo niepowodzenia zdecydowali się na powrót na rynek i ponownie rozpoczęli działalność gospodarczą.

Kolejna część kary, również ponad 15 mln euro, potrącona została z Regionalnego Programu Operacyjnego województwa kujawsko-pomorskiego, ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego. W tym przypadku dofinansowanie można otrzymać m.in. na budowę dróg, rozwój przedsiębiorstw i przedsiębiorczości, dopasowanie kompetencji osób poszukujących pracy do potrzeb pracodawców czy pomoc młodym mamom w powrocie do aktywności zawodowej.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Beneficjenci nie utracą swoich środków

Jak zaznaczył resort finansów, zabierane przez KE fundusze z poszczególnych programów nie będą miały ostatecznie wpływu na dokonywane płatności dla beneficjentów w ramach danego programu. Zgodnie z procedurą, najpierw to państwo wykłada potrzebne środki z budżetu, a następnie oddaje je UE.

Łącznie więc, jak wynika z informacji Ministerstwa Finansów, Unia Europejska potrąciła Polsce już ponad 138 mln zł.

Resort podkreśla jednocześnie, że polsko-czeskie negocjacje dot. KWB Turów zakończyły się podpisaniem porozumienia, dzięki któremu zostanie zapewnione bezpieczeństwo energetyczne Polski.

Podtrzymanie wydobycia węgla brunatnego i kopalin towarzyszących ze złoża “Turów” pozwala na funkcjonowanie elektrowni, która zabezpiecza do 7 proc. zapotrzebowania na energię elektryczną. Działania polskiego rządu w tej sprawie były prowadzone zgodnie z interesem społecznym (miejsca pracy, stabilność gospodarcza regionu) oraz w celu zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego kraju

– czytamy w wyjaśnieniu MF.

Łącznie za działanie Izby Dyscyplinarnej sprawę Turowa Polska musi już zapłacić ponad 223 mln euro – 68,5 mln euro za Turów i 155‬ mln euro za IDSN. To oznacza, że według obecnego kursu euro, łączne kary za niestosowanie się przez Polskę do orzeczeń TSUE przekroczyły już miliard złotych.

money.pl

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pexels

  • Rada Polityki Pieniężnej poinformowała o podniesieniu stopy procentowej z 3,5 proc. do 4,5 proc.
  • Jest to w ostatnich miesiącach siódma decyzja o podniesieniu stopy procentowej
  • Wzrosną także stopy referencyjne Narodowego Banku Polskiego do 4,5 procent
  • Rada w swoim komunikacie wytłumaczyła, że ich decyzje związane są z rosnącą inflacją
  • Zobacz także: Henryk Kowalczyk ma złe wieści dla Polaków. Będzie chleb po 10 złotych?

Podczas kwietniowego posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej zdecydowała o podniesieniu referencyjnej stopy procentowej z 3,50 proc. do 4,50 proc. Podobnej zmianie uległy także inne stopy procentowe Narodowego Banku Polskiego.

Od jutra będą one się układać następująco: stopa referencyjna: 4,50 proc. w skali rocznej (poprzednio 3,50 proc.), stopa lombardowa: 5 proc. w skali rocznej (poprzednio 4,00 proc.), stopa depozytowa: 4 proc. w skali rocznej (poprzednio 3 proc.), stopa redyskonta weksli: 4,55 proc. w skali rocznej (poprzednio 3,55 proc.), stopa dyskontowa weksli: 4,6 proc. w skali rocznej (poprzednio 3,6 proc.).

Warto odnotować, że to już siódma z rzędu i najwyższa z dotychczasowych podwyżka stopy procentowej w Polsce. Wcześniej RPP podnosiła cenę pieniądza w październiku, w listopadzie, w grudniu, styczniu, lutym i marcu.

Wzrost stopy referencyjnej NBP do 4,5 proc. oznacza, że jest ona najwyższa od grudnia 2012 r. Jeszcze na początku października znajdowała się na historycznym minimum na poziomie 0,1 proc.

RPP tłumaczy podwyżkę stóp procentowych

Rada oceniła, że utrzymuje się ryzyko kształtowania się inflacji powyżej celu inflacyjnego NBP w horyzoncie oddziaływania polityki pieniężnej. Aby ograniczyć to ryzyko, a więc dążąc do obniżenia inflacji do celu NBP w średnim okresie, Rada postanowiła ponownie podwyższyć stopy procentowe NBP. Podwyższenie stóp procentowych NBP będzie także oddziaływać w kierunku ograniczenia oczekiwań inflacyjnych

– czytamy w komunikacie rady.

Dalsze decyzje Rady będą zależne od napływających informacji dotyczących perspektyw inflacji i aktywności gospodarczej, w tym od wpływu agresji zbrojnej Rosji przeciw Ukrainie na polską gospodarkę. NBP będzie podejmował wszelkie niezbędne działania w celu zapewnienia stabilności makroekonomicznej i finansowej, w tym przede wszystkim w celu ograniczenia ryzyka utrwalenia się podwyższonej inflacji

– wytłumaczono.

Ponownie przypomniano również o możliwości interwencji banku centralnego na rynku walutowym.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Po raz kolejny wzrosną raty kredytu

Dzisiejsza decyzja RPP po raz kolejny oznacza wzrost raty kredytów o zmiennym oprocentowaniu.

Przyjmijmy, że wzrost stopy referencyjnej przełoży się jeden do jednego na wzrost wskaźnika WIBOR 3M. Obecnie wynosi on 4,9 proc. Dla nowego kredytu 25-letniego zaciągniętego na kwotę 350 tys. zł, z 2-punktową marżą, podniesienie stawki o 1 pp. oznaczać będzie wzrost raty równej z 2451 zł do 2736 zł.

Od października, kiedy odnotowaliśmy rekordowo niski poziom wskaźnika WIBOR 3M (0,21 proc.), obciążenie kredytobiorcy wzrosłoby łącznie o 1216 zł.

Zmiana stopy referencyjnej wpłynie także na maksymalną wysokość oprocentowania kredytów i pożyczek. Limit wzrośnie z 14 proc. do 16 proc.

bankier.pl

Rosja

Żołnierz WOT / Fot. Youtube

  • W poniedziałek Żandarmeria Wojskowa zatrzymała dwóch obywateli Białorusi
  • Jak ujawnił rzecznik Prokuratury Okręgowej w Poznaniu Łukasz Wawrzyniak, są oni podejrzani o szpiegostwo
  • Mieli oni dokonywać rozpoznania obiektów wojskowych i cywilnym o krytycznym znaczeniu
  • Prokuratura ze względów bezpieczeństwa sprawy nie podała personaliów zatrzymanych
  • Zobacz także: Okupacja Iwankowa: Gwałty na nastolatkach, ostrzały kasetowe

Rzecznik prokuratury prok. Łukasz Wawrzyniak powiedział dziś, że obywatele Białorusi zostali zatrzymani w poniedziałek przez Żandarmerię Wojskową.

Usłyszeli zarzuty szpiegostwa na rzecz służb wywiadowczych Białorusi. Ustaliliśmy, że obywatele Białorusi mieli m.in. dokonywać rozpoznania obiektów wojskowych i cywilnych o krytycznym znaczeniu dla obronności RP 

– powiedział rzecznik prokuratury.

Jak dodał rzecznik, białorusini trafili do aresztu, a sprawę prowadzi wydział ds. wojskowych poznańskiej prokuratury okręgowej.

Prokuratura m.in. ze względów bezpieczeństwa nie ujawnia szerszych szczegółów na temat sprawy, nie podaje też bliższych danych dotyczących podejrzanych.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

rmf24.pl

Szef FIFA Gianni Infantino.

Szef FIFA Gianni Infantino. / Fot. PAP/EPA/MAURICIO DUENAS CASTANEDA. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

Reprezentacja Polski w piłce nożnej trafiła do grupy C w tegorocznych mistrzostwach świata. Naszymi rywalami będą: Argentyna, Meksyk i Arabia Saudyjska. Zmagania rozpoczniemy 22 listopada meczem z Meksykiem.

Od wczoraj (tj. 5.04.2020) od godziny 11:00 kibice mogą zamawiać bilety na mecze swoich drużyn. Na każde spotkanie osiem procent pojemności stadionu trafi do sprzedaży skierowanej do kibiców danej drużyny. Na mecze z Argentyna i Meksykiem do dyspozycji nasi kibice będą mieli 3200 biletów, natomiast na mecz z Arabia Saudyjska – 3628.

FIFA podała oficjalne cenniki biletów, które lekko mówiąc zwalają z nóg. Na mecze grupowe ceny wahają się od 300 zł do 900 zł. Jeśli Polska wyjdzie z grupy, to za obejrzenie spotkania w 1/8 finału trzeba zapłacić od 400 do 1150 zł. Ćwierćfinał to koszt od 870 zł do 1800 zł. Półfinał: 1500 zł do 4000 zł, a finał: od 2500 zł do 6800 zł.

“Powiem szczerze, że jestem załamany”

Mateusz Borek był obecny podczas losowania fazy grupowej w Katarze. Po powrocie do kraju podzielił się spostrzeżeniami za pośrednictwem Kanału Sportowego.

Mały kraj, pewnie dużo mniejszy niż województwo mazowieckie [powierzchnia Kataru to 11,586 km² , a województwo mazowieckie 35,558 km² – red.]. Są tam sztuczne zbiorniki, sztuczna trawa i wszędzie jest piasek, pył. W dodatku wyzysk ludzi, młoty pneumatyczne, które słyszy się o 2-3 w nocy. Stadiony są blisko siebie, a galerie otwarte od godz. 15. Brakuje też piwa. Co tam robić przez miesiąc?

– relacjonował Mateusz Borek

Komentator odniósł się również do słów przewodniczącego FIFA, który twierdzi, że będą to najlepsze mistrzostwa świata na zupełnie innym poziomie.

Gianni Infantino mówi, że będą to najlepsze mistrzostwa. On jednak mówi różne rzeczy, jak mu ktoś dobrze zapłaci. Jest też głuchy na różne apele, które pojawiają się z różnych federacji. Ja nie jestem wielkim entuzjastą tego turnieju. Wydaje mi się, że zawsze turniej rangi mistrzostw świata czy mistrzostw Europy był też czasem poznania innej kultury, kuchni, ludzi, tradycji i cieszenia się życiem. W Katarze mam dziwne przekonanie, że za chwilę ci, którzy teraz pracują na budowach, założą koszulki i zapełnią stadiony. Nie za bardzo widzę szansę, by przyjechał z Polski ojciec z synem, zapłacił 17 tysięcy złotych za dwa bilety, następne kilka tysięcy za hotel i by jeden mecz kosztował go 30 tysięcy. Ta sytuacja jest dosyć trudna.

– dodał Borek

Mistrzostwa Świata w Katarze rozpoczną się 21 listopada i potrwają aż do 22 grudnia. Tytułu Mistrzów Świata będą bronić Francuzi.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

sport.pl

Flaga Unii Europejskiej

Flaga Unii Europejskiej / Fot. YouTube

Nieco ponad połowa – 52 proc. badanych Polaków twierdzi, że w obecnej sytuacji związanej z wojną w Ukrainie czułaby się bezpieczniej, gdyby Polska była w strefie euro, wynika z badania ARC Rynek i Opinia. Ponad 2/3 respondentów – 68 proc. obawia się spadku wartości polskiej waluty, zaś co dziesiąty przyznaje, że od momentu wybuchu wojny kupił obcą walutę, głównie po to, aby ochronić swoje oszczędności.

Polacy są podzieleni w sprawie potencjalnego przystąpienia Polski do strefy euro. 52 proc. badanych przyznaje, że gdyby w Polsce obowiązywało obecnie euro – w sytuacji wojny w sąsiednim kraju – czuliby się finansowo bezpieczniej. Taki punkt widzenia zdecydowanie częściej reprezentują mężczyźni niż kobiety (57 proc. versus 47 proc.), a także osoby z najmłodszej badanej grupy wiekowej od 18 do 24 lat (61 proc.)

– czytamy w komentarzu.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Polacy nie obawiają się wprowadzenia euro

Niemal połowa badanych – 48 proc. twierdzi, że przynależność do strefy euro nie dałaby im większego poczucia spokoju w obszarze finansów. Zdecydowanie najczęściej tego zdania są kobiety (54 proc.) oraz osoby z grupy wiekowej od 35 do 44 lat – 55 proc.

19 proc. badanych deklaruje, że nie ma żadnych obaw dotyczących potencjalnego dołączenia Polski do strefy euro. Mężczyźni nieco częściej niż kobiety deklarują brak obaw.

Zdecydowanie największe obawy dotyczą wzrostu cen przy zmianie złotówki na euro. Dotyczy to wszystkich grup demograficznych, chociaż ta opinia jest wyraźniejsza wśród kobiet (61 proc.) oraz osób z grupy wiekowej od 35 do 44 lat (64 proc.)

– czytamy dalej.

Co dziesiąty Polak przyznaje, że od momentu napadu Rosji na Ukrainę kupił jakąś obcą walutę, wynika także z badania.

Główną przyczyną zakupu obcych walut była ochrona oszczędności oraz łącząca się z nią obawa przed znaczącym osłabieniem złotówki. Niemal co piąty respondent, który zakupił po wybuchu wojny obcą walutę zrobił to ze strachu przez wojną i koniecznością ucieczki do innego kraju.

Badanie zostało zrealizowane w dniach 17-23 marca 2022 r. przez ARC Rynek i Opinia metodą CAWI – ankiety online zrealizowane na epanel.pl (N=1 072). Próba reprezentatywna pod względem płci, wieku, wielkości miejscowości zamieszkania, wykształcenia oraz regionu GUS próba populacji Polaków w wieku 18-65 lat.

dorzeczy.pl

Rosja

Mapa Rosji. / Fot. Pixabay

  • W ostatnich dniach europejskie kraje postanowiły wyrzucać ze swojego terytorium grupy rosyjskich dyplomatów oskarżając ich o szpiegostwo
  • Wiceszef rosyjskiego ministerstwa spraw zagranicznych Aleksandr Gruszko zagroził, aby inne państwa nie zabierali się za Kaliningrad
  • Niedawno gen. Waldemar Skrzypczak stwierdził, że Polska powinna upomnieć o swoje dawne terytoria, które zajmuje obecnie Rosja
  • Zobacz także: Były rosyjski deputowany: Powiesimy Ławrowa na tym samym sznurze, na którym zawisł Ribbentrop

W ostatnich dniach wiele państw Unii Europejskiej, podobnie jak Polska, informuje o wydaleniu ze swojego terytorium rosyjskich dyplomatów, którzy mieli dopuszczać się działalności szpiegowskiej. Zrobili to m.in. Włosi, Niemcy i Duńczycy.

Dania wydaliła 15 oficerów rosyjskiego wywiadu, którzy pracowali pod przykrywką jako dyplomaci, poinformowało we wtorek duńskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Rosjanie dostali 14 dni na opuszczenie kraju. Z kolei Włochy nakazały opuszczenie kraju aż 30 rosyjskim dyplomatom.

Rosja ostrzega ws. Kaliningradu

Wiceszef resortu spraw zagranicznych Aleksandr Gruszko powiedział, że państwa europejskie zakłócające pracę rosyjskich dyplomatów szkodzą własnym interesom.

Gruszko ostrzegł jednocześnie przed wszelkimi potencjalnymi działaniami przeciwko rosyjskiej eksklawie Kaliningradu, położonej między Polską, a Litwą na wybrzeżu Bałtyku.

Naprawdę mam nadzieję, że zdrowy rozsądek w Europie nie pozwoli na rozpoczęcie jakichkolwiek gier wokół Kaliningradu. Myślę, że wielu rozumie, że to igranie z ogniem

– powiedział wiceszef MSZ.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Gen. Skrzypczak: “Warto upomnieć się o Kaliningrad”

Pod koniec marca emerytowany media obiegła wypowiedź gen. Waldemara Skrzypczaka, który stwierdził, że Obwód Kaliningradzki znajduje się pod okupacją rosyjską, a Polska powinna się upomnieć się o te terytoria.

Słowa te padły w programie “Super Expressu”. Wojskowy najpierw twierdził, że Obwód Kaliningradzki to teren, który jest pod okupacją rosyjską od 1945 roku. Następnie podkreślił, że to terytorium nigdy nie było rosyjskie, a historycznie należało do Prus oraz Polski.

Teraz warto byłoby się o nie upomnieć, tak jak kiedyś o Ziemie Odzyskane. Warto by się może upomnieć o ten Obwód Kaliningradzki, który moim zdaniem jest częścią terytorium Polski. Mamy prawo mieć pretensje do tego terenu, które Rosja okupuje

– stwierdził wówczas gen. Skrzypczak.

dorzeczy.pl

Zachodnia dziennikarka oburzona nazwą "Wars"

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Twitter

  • Dziennikarka Politico Una Hajdari podróżowała kilka dni temu polskimi pociągami
  • Jej uwagę przyciągnęła nazwa wagonu restauracyjnego “Wars”, a także jednego z posiłków
  • Zachodnia dziennikarka stwierdziła, że właściciele powinni pomyśleć o zmianie, gdyż tymi pociągami podróżują Ukraińcy
  • Podkreśliła, że nazwa może im się kojarzyć z wojną, gdyż “war” oznacza w j. angielskim “wojnę”
  • Polscy internauci i dziennikarze zwrócili dziennikarce uwagę, przypominając od czego pochodzi nazwa wagonu
  • Zobacz także: Janusz Korwin-Mikke: Dlaczego ja zawsze mam rację o parę lat przed innymi?

Wars to akronim słów od pełnej nazwy Wagony Restauracyjne i Sypialne, a spółka zajmuje się też obsługą wagonów sypialnianych i kuszetek. Jej głównym odbiorcą jest PKP Intercity.

Polacy od lat są przyzwyczajeni, że tak właśnie nazywa się wagon gastronomiczny w pociągach.

Może warto rozważyć zmianę nazwy tego konkretnego elementu menu

– napisała dziennikarka Politico.

W sieci zamieściła też zdjęcie broszury, gdzie oprócz informacji o śniadaniu, złożonym m.in. z jajek, boczku i pomidorów, widniało hasło „Wars”. Tymczasem w języku angielskim „war” to „wojna”. Dziennikarka uznała to więc za niestosowne.

Podkreśliła, że jest to minus globalizacji, bo nazwy marek powodują czasem zupełnie nowe skojarzenia. 

Ten pociąg ma połączenie z granicą ukraińską

– alarmowała na Twitterze Una Hajdari.

Dobrze, że polscy dziennikarze zareagowali, bo za chwilę mielibyśmy kolejny »skandal« z Polską w tle w zagranicznych mediach

– komentują polscy internauci.

Wpis dziennikarki wywołał – bardzo słusznie – spore poruszenie. 

Jaki jest problem? Wars to nazwa firmy – od Warszawy, polskiej stolicy

– tłumaczył jeden z polskich redaktorów.

Inni przekonywali, że nazwa “Wars” pochodzi od legendy o Warsie i Sawie, którzy mieszkali nad przepiękną Wisłą.

Niektórzy użytkownicy przekonywali również, że w takim przypadku samorządowcy z północno-zachodniej Polski, gdzie znajduje się miasto Police, powinni zmienić nazwę miasta. Należy tutaj przypomnieć, że w języku angielskim “police” oznacza policję.

tvp.info

Zmarł wóg Zachodu Władimir Żyrinowski

Zmarł Władimir Żyrinowski / Fot. PAP/EPA/Yuri Kochetkov.Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

Władimir Żyrinowski był deputowanym do rosyjskiej Dumy Państwowej i jej wiceprzewodniczącym, a także liderem Liberalno-Demokratycznej Partii Rosji. Ta prawicowa, nacjonalistyczna i populistyczna partia została założona przez Żyrinowskiego w 1989 r.

Był znany z anty-zachodnich, kontrowersyjnych wystąpień

LDPR była częścią tzw. systemowej opozycji wobec Władimira Putina w Dumie. Chociaż pozornie rywalizowała z obecną władzą, w praktyce popierała ją w kluczowych momentach

– przypomniała agencja Reuters.

Żyrinowski znany był z kontrowersyjnych i antyzachodnich wystąpień. Jak przypomina agencja Reutera, polityk trafił na jedynki serwisów informacyjnych między innymi z powodu gróźb dotyczących użycia broni jądrowej przeciwko różnym krajom.

Żyrinowski w swoich wystąpieniach mówił także o odzyskaniu Alaski oraz rozszerzeniu granic Rosji do punktu, w którym rosyjscy żołnierze mogliby umyć buty w ciepłych wodach Oceanu Indyjskiego.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Przewodniczący Dumy Państwowej smutny po śmierci Żyrinowskiego

Według relacji rosyjskich mediów, Żyrinowski został przyjęty do szpitala na początku 2022 r. w związku z zakażeniem koronawirusem.

O śmierci polityka poinformował przewodniczący Dumy Państwowej Wiaczesław Wołodin.

Bystry, utalentowany polityk. Człowiek, który dogłębnie rozumiał, jak działa świat i wiele przewidział. Lider frakcji LDPR w Dumie Państwowej. Zawsze był w centrum wydarzeń

– poinformował przewodniczący Dumy Państwowej.

Skala znaczenia jego osoby jest tak wielka, że trudno wyobrazić sobie bez niego historię rozwoju systemu politycznego współczesnej Rosji

– podkreślił Wołodin.

dorzeczy.pl

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Twitter

  • 12 kwietnia odbędzie się spotkanie “Mecz o pokój! Zatrzymajmy wojnę!” pomiędzy Legią Warszawa a Dynamem Kijów. Na meczu nie będzie prowadzony zorganizowany doping.
  • Kibice Legii zbojkotowali to wydarzenie z uwagi na właścicieli ukraińskiego klubu, którzy według nich prezentują postawę prorosyjską.
  • W swoim oświadczeniu zwrócili uwagę, by pieniądze zebrane przy okazji tego wydarzenia trafiły na konto sprawdzonej fundacji.
  • Zobacz także: Dominatorka! Iga Świątek deklasuje rywali

Mecz Legii i Dynama zaplanowano na 12 kwietnia br. Odbędzie się on na stadionie wojskowych przy Łazienkowskiej 3. Na nieco ponad tydzień kibice warszawskiej drużyny wyrazili swoje zdanie na temat tego spotkania. W swoim wpisie na Facebooku powiedzieli, że są oni po rozmowach z kibicami Dynama Kijów.

Wedle przedstawionych przez nich (kibiców Dynama) wiarygodnych dowodów i informacji, właściciele Dynama, bracia Surkis, prezentują od zawsze postawy prorosyjskie, współpracują z rosyjskimi politykami i lobbystami

– możemy przeczytać na początku wpisu

Z przedstawionych dalej informacji wynika, że jeden z właścicieli – Grigorij był członkiem zdelegalizowanej na Ukrainie prorosyjskiej partii politycznej. Według kibiców Dynama, po wybuchy wojny bracia Surkisowie uciekli z Ukrainy. Deklarowali pomoc dla ukraińskich szpitali i sierocińców, jednak nie ma żadnych dowodów na to, by przyczynili się oni do jakiegokolwiek wsparcia.

– Do władz Legii apelujemy zaś o przekazanie dochodu z tego meczu na konto sprawdzonej fundacji, a nie zasilanie Dynama Kijów i prorosyjskich braci Surkisów. Ludzi wybierających się na mecz prosimy, by z szacunku dla polskiej historii reagowali na każdą próbę wieszania flag w czarno-czerwonych barwach

– dodają Nieznani Sprawcy

Mecz z Legią będzie pierwszym meczem z cyklu “Meczu o pokój! Zatrzymajmy wojnę!”. Ukraiński zespół ma w późniejszych terminach zmierzyć się towarzysko z takimi potęgami jak FC Barcelona, Paris Saint-Germain czy AC Milan.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Sport.pl

Grzegorz Braun

Grzegorz Braun / Fot. flickr.com

  • Poseł Konfederacji Grzegorz Braun przypomniał podczas dzisiejszego posiedzenia Sejmu, że w gmachu nadal źle wiszą flagi Polski i Ukrainy.
  • Przypomniał, że zgodnie z protokołem na miejscu przynależnym gospodarzowi powinna wisieć polska flaga.
  • Posłowie zgromadzeni na sali skrytykowali Brauna, lecz ten kontynuował swój wywód.
  • Marszałek Sejmu Elżbieta Witek zabrała głos w tej sprawie, podkreślając, że flaga Ukrainy wisi za zgodą gospodarza, czyli parlamentu.
  • Zobacz także: Henryk Kowalczyk ma złe wieści dla Polaków. Będzie chleb po 10 złotych?

Podczas rozpoczynającego się w środę posiedzenia Sejmu, poseł Konfederacji Grzegorz Braun zgłosił wniosek formalny o odroczenie posiedzenia do czasu, aż marszałek Sejmu Elżbieta Witek podejmie decyzję o usunięciu flagi Ukrainy z miejsca przeznaczonego dla polskiej flagi.

Udekorowany został gmach Sejmu flagami. Wisi na nim – na froncie i u wejścia – flaga obcego państwa

– oświadczył poseł Grzegorz Braun.

Hańba, hańba

– krytykowali wypowiedź Brauna inni posłowie znajdujący się na sali plenarnej.

Protokół flagowy, w swoim czasie rekomendowany usilnie przez ówczesnego ministra spraw wewnętrznych, zasiadającego tutaj pana ministra Błaszczaka, polecam pani, pani marszałek lekturę tego protokołu flagowego

– zaznaczył polityk Konfederacji.

Flaga Ukrainy na gmachu Sejmu wisi w miejscu przynależnym gospodarzowi. To się nie godzi. To niewłaściwe

– przekonywał.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Marszałek przerwała wystąpienie Brauna

Wystąpienie posła Konfederacji przerwała Marszałek Sejmu Elżbieta Witek, która przypomniała, że Grzegorz Braun złożył ws. ukraińskiej flagi odpowiedni wniosek. Poinformowała jednak, że jako gospodarz Sejmu zadecydowała wraz z pozostałymi ugrupowaniami o tym, aby to jednak w takim, a nie innym miejscu wysiała ukraińska flaga.

Panie pośle, po pierwsze zgłosił pan już wniosek. A po drugie sam Pan powiedział, że ukraińska flaga wisi w miejscu “przynależnym gospodarzowi”.

– zaznaczyła Elżbieta Witek.

Gospodarz udzielił części budynku, po to, żeby solidaryzować się z Ukrainą. Właśnie gospodarz, a gospodarzem jest Wysoka Izba – powiedziała Witek.

– poinformowała Marszałek Sejmu.

Jej deklaracja wywołała aplauz wśród posłów po obu stronach sali sejmowej. 

polsatnews.pl