Podpisanie układu w Rapallo. kanclerz Rzeszy Joseph Wirth, Walther Rathenau oraz delegacja sowiecka: Leonid Krasin, Gieorgij Cziczerin oraz Adolf Joffe. / Fot. Wikipedia, Wikimedia Commons. Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Germany. Bundesarchiv, Bild 183-R14433 / CC-BY-SA 3.0.

Zobacz także: Zwyczaje ludowe Triduum Paschalnego i Wielkiej Nocy

Piotr Motyka: Dziś, 16 kwietnia RP 2022, przypada setna rocznica układu w Rapallo. Co oznaczał on dla Polski?

Piotr Boroń: Zwykło uważać się pakt Ribbentrop-Mołotow z 23 sierpnia 1939 roku za symbol przymierza niemiecko-sowieckiego, które legło u podstaw wybuchu II wojny światowej, a w pierwszym rzędzie właśnie nam, Polakom, przyniosło tragedię września i w konsekwencji największe nieszczęścia XX wieku. Pamiętam, gdy pakt Ribbentrop-Mołotow był w PRL faktycznie ukrywany przed opinią publiczną, gdy nie uczono o nim w szkołach, a następnie tłumaczono jako sowiecką konieczność i ukochanie pokoju przez Stalina, mówiąc, że był to układ o nieagresji. Dziś – przynajmniej w tym wątku historycznym – stanęliśmy w prawdzie i mało kto (za wyjątkiem historyków postsowieckich) ośmiela się kłamać, że układ Ribbentrop-Mołotow można jakkolwiek usprawiedliwiać.

Ale to właśnie dziś – 16 kwietnia 2022 roku – przypada rocznica, którą należy koniecznie przywrócić do dyskursu historycznego i politycznego. To rocznica strasznego przymierza pomiędzy Niemcami i Rosyjską Republiką Radziecką (ZSRR powstał oficjalnie 31 XII 1922 roku), które uważam za fundament spisku niemiecko-sowieckiego przeciw reszcie świata.

Piotr Motyka: Czy znaczenie tego paktu było ważniejsze niż pakt Ribbentrop-Mołotow?

Piotr Boroń: Nie dla licytacji, ale uświadomienia, że 23 sierpnia 1939 roku Hitler ze Stalinem postawili już tylko kropkę nad „i”. Jeżeli zaś chcemy uczyć się z historii, to jedna z podstawowych mądrości, z niej wynikających mówi, że trzeba szukać korzeni zła, a nie podniecać się bodźcami, które dawkuje nam jakakolwiek propaganda na użytek doraźnych reakcji. Głupotą jest lekceważenie logiki długiego trwania i odreagowywanie na bieżące bodźce – bo tak postępując, przypominamy zwierzątko w laboratorium, którym manipuluje eksperymentator. Patrzę z przerażeniem, jak powoli – przez dziesiątki lat – docierają do świadomości zbiorowej prawdy, które pojedyncze osoby potrafią zrozumieć w kilka minut. To znaczy, że kreowana umiejętnie przez ośrodki władzy polityka historyczna blokuje zrozumienie prawdziwych treści i położenie właściwych akcentów, które mogłyby dać ludziom wolność myślenia.

Układ w Rapallo jest wciąż mało znany, a szkoda, bo to on świadczy o wieloletnich intencjach potworów politycznych, do których dołączyli ci, którym przypisuje się wszelkie zło. Hitler i Stalin stali się nie tylko symbolami wszelkiego zła w II wojnie światowej, ale manipulatorom historycznym udało się nawet skoncentrować właśnie na tych dwóch politykach odpowiedzialność za całe zło. Tymczasem dzięki zrozumieniu i docenieniu układu w Rapallo widzimy, że Hitler i Stalin tylko wpisali się w machinę polityczną swoich państw. Nie umniejsza to oskarżeń wobec obu przywódców, ale już chociażby nie pozwala zdjąć odpowiedzialności z wielu innych.

Piotr Motyka: Co zatem stało się dokładnie w 1922 roku?

Piotr Boroń: Z pierwszej wojny światowej Niemcy wyszły jako państwo przegrane, ale i jako główny winowajca wojenny, którego osądzono surowo na konferencji paryskiej. To znamienne, że delegacja niemiecka nie została tam dopuszczona nawet do obrad, a postanowienia pokoju wersalskiego były wręcz hańbiące dla narodu niemieckiego. Zwycięzcy mogli kontrolować nie tylko niebo nad Niemcami, ale nawet główne rzeki, które stały się eksterytorialne. Niemcom nie wolno było szkolić młodzieży do walki, aby uniemożliwić im mobilizację na wypadek wojny. Zakazano im posiadania zaawansowanej technicznie broni. Nie zapraszano Niemców demonstracyjnie do żadnych organizacji międzynarodowych.

Leninowska Rosja zdradziła sojuszników w wielkiej wojnie bo zawarła rozejm z państwami centralnymi, wyłączając się z działań i podpisała z nimi separatystyczny pokój w Brześciu. Priorytetem Lenina na pierwszym etapie rządów w Piotrogrodzie było zwycięstwo w wojnie domowej. Dla walczących przeciw Niemcom mogło to oznaczać jeszcze długie lata wyniszczających działań albo i przegraną. Po drugie, bolszewicy zarekwirowali pod swym panowaniem wszystkie majątki zachodnich posiadaczy. Wręcz jednym dekretem skonfiskowali obcy kapitał. Zdrada bolszewików w wojnie i rabunek własności prywatnej sprowadziły na nią interwencję zbrojną wielu wojsk, ale Lenin zdołał obronić się, a Piłsudski nie zdecydował się zadać bolszewikom śmiertelnego ciosu nawet po zwycięstwie 1920 roku.

W sumie tak Niemcy jak bolszewicka Rosja przetrwały na mapie, ale były traktowane przez świat jako dwa potwory. Wypisywano o nich i wygadywano wiele złego, ale po kilku latach – to zjawisko powtarza się w dziejach świata zawsze – w końcu uznano, że „w imię dobra ludzkości” należy zasiąść do wspólnego stołu i pogadać. Zaproszono obie delegacje na konferencję do Genui, która zaczęła się 10 kwietnia i trzymano początkowo na dystans, aby dziecinnie zademonstrować, że delegacje niemiecka i sowiecka są mniej ważne i muszą jeszcze nieco odpokutować. Naiwni politycy zachodni nie wiedzieli, że sprytny dyplomata niemiecki Adolf Georg von Maltzan już od pewnego czasu projektuje układ z Rosją. W niedzielę wielkanocną w miejscowości kurortowej Rapallo na wybrzeżu liguryjskim, niedaleko Genui spotkali się zatem dyplomaci niemieccy z sowieckimi i porozumieli się co do żywotnych dla obu państw kwestii.

Piotr Motyka: Którzy dyplomaci przygotowali ten układ?

Piotr Boroń: Hitler – chociaż już przywódca Niemieckiej Partii Pracy – dopiero zaczynał swą karierę i przypatrywał się wytrawnym dyplomatom, a sam raczej walczył o rozgłos przez uliczne awantury, lądując za to okazjonalnie w więzieniu. Stalin był traktowany przez Lenina jako brutalny rewolucjonista, którego można użyć do tłumienia sprzeciwów w Rosji, ale którym nie można pochwalić się przed światem. Lenin, wbrew pozorom, dbał o wizerunek cywilizowanego przywódcy, więc reprezentowanie swego państwa na zewnątrz powierzał ludziom błyskotliwym i zarazem o dużej ogładzie.

Dyplomacją kierował „białoręki” arystokrata Gieorgij Cziczerin, który znał język francuski jeszcze z dzieciństwa w pałacu rodziców, a po niemiecku mówił piękniej niż niejeden szwab, bo w latach 1905-7 obracał się w Berlinie w wysokich kręgach. Dzięki kontaktom z wpływowymi ludźmi mógł nawet pomóc Leninowi w dogadaniu się z Niemcami, by uzyskać od nich pomoc w przygotowywaniu przewrotu politycznego. Za to, nota bene, Lenin obdarzył później Cziczerina zaufaniem, robiąc z niego tzw. Komisarza Spraw Zagranicznych, czyli ministra. To Cziczerin zbudował doskonałą dyplomację sowiecką, która – w przeciwieństwie do naszego o niej wyobrażenia – wiedziała, jak jada się nożem i widelcem. W 1930 roku Cziczerina wygryzł jego zastępca Maksym Litwinow, który skutecznie oskarżył swego szefa przed Stalinem o pederastię. W Rapallo był ze strony sowieckiej jeszcze Adolf Joffe – przed rewolucją bardzo bogaty kupiec. Jak więc widać, stereotyp prymitywnego bolszewika musi ustąpić w Rapallo wizerunkowi eleganckich i bystrych dyplomatów w rodzaju Talleyranda czy Metternicha.

Niemców reprezentowali przede wszystkim: ówczesny kanclerz Karl Joseph Wirth oraz minister Walther Rathenau – potężny berliński przemysłowiec, opierający swoje produkcje o patenty Edisona.

Piotr Motyka: Czy oprócz tego, że Niemcy i Rosja były w podobnej sytuacji, czy jeszcze coś je łączyło?

Piotr Boroń: Sprawę zaszłości historycznych załatwiono w Rapallo – jak określano przez tysiąclecia – formułą „status quo ante bellum”, a współczesne lingwistyki komputeropochodne nazywają „resetem”. Niemcy miały technologie, a brakowało im surowców, ale za to Rosja miała obfite złoża wszystkiego, co wyczytamy z tablicy Mendelejewa. Niemcom nie wolno było modernizować sektora zbrojeniowego, a próby ćwiczeń wojskowych były nie do ukrycia przed Francuzami. Za to Rosja służyła przepastnymi poligonami, o których Zachód w ogóle nie wiedział. Wkrótce po Rapallo wzbogacono układ z 16 kwietnia o protokoły dotyczące wojskowości i wtedy przygotowania do wojny zaczęły się na dobre. Lub raczej należałoby powiedzieć: na złe!

Piotr Motyka: Co to oznaczało dla delegacji zgromadzonych na konferencji w Genui?

Piotr Boroń: Reprezentacje w Genui były zaskoczone całkowicie. Polacy dość jasno zrozumieli, że to początek tragedii, ale sytuacja przypominała szachownicę, na której widać postępujące figury, ale nie można wymyśleć skutecznego ruchu przeciw pogarszającemu się układowi.

Piotr Motyka: Czy ten układ, choć zmodyfikowany,  trwa do dziś?

Piotr Boroń: Sojusz niemiecko-rosyjski jest dla nas zawsze zagrożeniem. Że przypomnę choćby XVIII-wieczne ich porozumienia, kończące się zniszczeniem Rzeczpospolitej. Dziś Niemcy zajmują dwuznaczną postawę międzynarodową (i to już znamienne), ale – co gorsza – pozwalają sobie na militaryzację, a to był zawsze kolejny krok w ich cyklach powstawania z upadków, jakimi kończyły się dotychczasowe ich próby podbojów. Świat ma dość innych problemów i bagatelizuje militaryzację Niemiec, ale to zły rozwój wypadków.

Piotr Motyka: Serdecznie dziękuję za ciekawy wywiad, Bóg zapłać. Łask od Zmartwychwstałego Chrystusa i wszystkiego dobrego, z okazji Świąt Wielkanocnych.

Piotr Boroń: Serdecznie dziękuję, Bóg zapłać i wzajemnie. 

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Konferencja aborcjonistek.

Konferencja aborcjonistek. / Fot. Facebook/aborcyjnydreamteam

Zobacz także: Tysiące paczek świątecznych trafiło do Polaków na Ukrainie. Ofiarna praca Fundacji Dziedzictwo Kresowe

Justyna W. to jedna z wielu aborcjonistek, które od lat działają w Polsce w ramach grup oferujących kobietom dostęp do aborcji. Wyspecjalizowały się w obchodzeniu polskich przepisów i bez skrępowania promują swoją działalność przy każdej możliwej okazji. Justyna W. udostępniła tabletki mające zabić dziecko, tymczasem jego ojciec powiadomił o tym Policję. To zaledwie wierzchołek góry jaką jest system organizowania aborcji – rozbudowany i działający jawnie, bez przeszkód.

Przekładem bezczelności i bezkarności aborcjonistów jest wpis przestępczej organizacji “Aborcyjny Dream Team”, która poinformowała wszem i wobec, że oskarżona nadal odbiera infolinię, za pomocą której kontynuuje proceder pomocnictwa w aborcji:

Sprawa Justyny W. pokazuje, jak wiele przestrzeni do działania mają wciąż aborcjoniści w Polsce. To jasny przekaz dla strony pro-life, normalnie i zdrowo myślących ludzi – czas, by zacząć skutecznie rozliczać aborcjonistów z ich zbrodni oraz zablokować możliwość promowania ich morderczych usług. Bo dziś przed sądem stoi jedna W., ale zamordowanych dzieci jest rocznie nawet 35 tysięcy. Należy jak najszybciej uszczelnić prawo i doprecyzować przepisy chroniące życie.

Naprzeciw temu problemowi wyszła niedawno Fundacja Życie i Rodzina, zgłaszając obywatelski projekt ustawy “Aborcja to zabójstwo”. Ma on uszczelnić prawo i ukrócić praktyki takie, jak te, które podejmuje “Aborcyjny Dream Team”.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

zycieirodzina.pl

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

Zobacz także: Tysiące paczek świątecznych trafiło do Polaków na Ukrainie. Ofiarna praca Fundacji Dziedzictwo Kresowe

“Musimy zrobić wszystko”

Zdaniem unijnych decydentów należy odgórnie zwiększyć zakres wkładu mężczyzn w takie zajęcia rodzinne jak opieka nad dziećmi.

Musimy zrobić wszystko, by mężczyźni angażowali się częściej w opiekę nad dziećmi, tak aby można było mówić o bardziej sprawiedliwym podziale pracy niewynagradzanej – podkreśliła komisarz Dalli.

Unijna polityk nie poprzestała na pustych słowach i przedstawiła konkrety. Jednym z nich jest dyrektywa work-life balance.

To najbardziej jaskrawy przykład wtrącania się w życie rodzinne! Unijny dokument narzuca m.in. dwumiesięczne urlopy rodzicielskie wyłącznie dla ojców bez możliwości przekazania go matkom – oburza się Konfederacja Kobiet RP.

“Nie potrzebujemy przymusowych regulacji”

Zdaniem organizacji, takie podejście jest “wysoko krzywdzące wobec kobiet”.

Przedstawia je z założenia jako ofiary swoich decyzji, systemu rodzinnego, światopoglądu czy tradycyjnych ról społecznych. Czy my – kobiety, matki – nie umiemy podejmować samodzielnych decyzji? (…) Musimy powiedzieć dość takiemu podejściu do kobiety, mężczyzny i rodziny. Polskie matki i żony nie są bezwolnymi, niemymi istotami, które nie potrafią dogadać się z własnym mężem w sprawie funkcjonowania ich rodziny. Nie potrzebujemy przymusowych regulacji mających rzekomo naprawić nasze życie rodzinne! – stwierdza stanowczo Konfederacja Kobiet RP.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Konfederacja Kobiet RP

Jan Bodakowski

Jan Bodakowski / Fot. Archiwum Jana Bodakowskiego

Zobacz także: Te słowa wyciskają łzy! O. Buczyński o hospicjach perinatalnych: „Dziecko miało umrzeć, a żyje do dziś” [NASZ WYWIAD]

Internauta sądził, że takie postępowanie może nie spodobać się red. Bodakowskiemu, albo wywołać niemiłe wobec niego konsekwencje. I tu został zaskoczony.

Zachęcam wszystkich do rozsyłania moich artykułów po całym świecie. Tych o Wołyniu do Ukraińców, tych o Rosji do Rosji, tych o Żydach do Żydów, tych islamistach do islamistów, itd. Proszę tylko pamiętać o przetłumaczeniu ich wiernie – napisał Jan Bodakowski.

Nawiązując do apelu red. Jana Bodakowskiego, zachęcamy do udostępniania linków do artykułów Mediów Narodowych, nie tylko do osób, dla których przytaczane w nich fakty mogłyby być miłe. Prawdy nie należy chować. Złym też podejściem byłoby zamykanie się tylko w gronie tzw. grupy wzajemnej adoracji. Nie boimy się krytyki, bo potrafimy swoje tezy merytorycznie uargumentować.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Twitter

Tradycyjne pisanki wielkanocne

Tradycyjne pisanki wielkanocne / Fot. Pixabay

Najstarsze pisanki pochodzą z terenów sumeryjskiej Mezopotamii. Zwyczaj malowania jajek znany był w czasach cesarstwa rzymskiego. W tradycji chrześcijańskiej zdobione jajka symbolizują zmartwychwstanie Chrystusa. Jajko jest zwycięstwem życia nad śmiercią. Skorupka symbolizowała to co stare, żółtko zaś to, co nowe. Do wielkanocnego koszyczka jajko trafia także jako znak zwycięstwa Chrystusa nad śmiercią i odrodzenie się wiernych w jego osobie.

Pierwsze jajko wielkanocne

Pierwsze jajko wielkanocne w pracowni Fabergé powstało w 1884 na zlecenie Aleksandra III, jako prezent dla żony cara Marii. Po śmierci Aleksandra III jego syn, Mikołaj II, kontynuował tradycję zamawiania jednego jajka na Wielkanoc.

Jak powstaje pisanka

Pisanki mają różnobarwne desenie. Powstają przez rysowanie (dawniej: pisanie) na skorupce gorącym roztopionym woskiem, a następnie zanurzenie jajka w barwniku. Jako narzędzi do pisania używano szpilek, igieł, kozików, szydeł, słomek i drewienek. Najprostszym sposobem na zrobienie pisanek są tzw. kraszanki. Kraszanki, to jajka zabarwione na jeden kolor. Do garnka wkładamy jajka i dodajemy gotowy barwnik lub gotujemy np. w łupinach cebuli. Po zabarwieniu jajka na jednolity kolor zeskrobuje się kolor miejscowo, mocniej lub słabiej, tworząc cieniowane wzory. W ten sposób powstają drapanki.

Naturalne sposoby na barwienie pisanek

Aby uzyskać pisanki farbowane w sposób naturalny można ugotować jajka w soku z buraków z dodatkiem soli i octu. Nasycenie koloru będzie zależało od intensywności soku, dlatego dowolnie możemy ustalać barwę: od jasnoróżowej po ciemnoczerwoną. Kolor czerwony, bordowy da również wywar z hibiskusa oraz żurawiny. Aby uzyskać kolor brązowy, używamy do barwienia kawy mielonej, herbaty. Nie zapominajmy, że wywar musi być mocny, aby jako się zabarwiło. Barwę żółty uzyskamy z kurkumy, rumianku, curry. Pomarańczowy z dyni i marchewki. Kolor zielony zapewni nam szpinak, pokrzywa, szczypior, trawa i kora brzozy. Czarny, szyszki olchy. Olej lub odrobina masła pięknie nabłyszczyć skorupkę ufarbowanych jajek.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Wikipedia.org

Całun Turyński w 2018 roku.

Całun Turyński w 2018 roku. / Fot. PAP/EPA/ALESSANDRO DI MARCO. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

Nakładem wydawnictwa Fronda ukazała się praca emerytowanego profesora chemii Uniwersytetu Warszawskiego Jana Jaworskiego „Prawdziwe oblicze. Tajemnice Całunu Turyńskiego w świetle najnowszych badań naukowych” opisująca w naukowy sposób kulisy badań tej katolickiej relikwii, „które miały miejsce po 2010 roku i […] dotyczą głównie badań metodami fizykochemicznymi”.

Zobacz także: Te słowa wyciskają łzy! O. Buczyński o hospicjach perinatalnych: „Dziecko miało umrzeć, a żyje do dziś” [NASZ WYWIAD]

Całun Turyński – historia

Całun Turyński (noszący nazwę turyńskiego od miejsca obecnego przechowywania) to lniana tkanina, wielkości 4,4 m na 1,1 m, z utrwalonym (nie wiadomo do dziś w jaki sposób) wizerunkiem zmarłego mężczyzny ze śladami tortur opisanych w tekście o męce Jezusa w Ewangelii. Płótno od 1578 roku znajduje się w Turynie. W latach 1353-1355 wystawiane było w Lirey we Francji. Widoczne jest na obrazie Giovanniego Battisty della Rovere – wizerunek znajduje się w Galleria Sabauda w Turynie.

Jeszcze starszym świadectwem istnienia Całunu Turyńskiego jest ilustracja z Kodeksu Praya (1192-1195) ukazująca owijanie Jezusa w całun. Ciało Jezusa ukazane jest sprzecznie z tradycyjną ikonografią, ale zgodnie z całunem (np. kciuk Jezusa jak na całunie jest niewidoczny). Co najbardziej zaskakujące na ilustracji widać, że całun jest utkany splotem jodełkowym (splotem skośnym zygzakowatym).

Splot ten jest odmienny od powszechnego sposobu tkania lnu. Nitki lnu naturalnie skręcają się w kierunku przeciwnym do kierunku wskazówek zegara – i tak zazwyczaj len jest tkany. Całun Turyński i całun na ilustracji w Kodeksie Praya z 1192-1195 roku utkany jest splotem jodełkowym, czyli nietypowo w kierunku zgodnym z ruchem wskazówek zegara. Splot ten stosowany był tylko w Palmirze i na Pustyni Judzkiej (ale nie np. w Egipcie).

Datowanie radiowęglowe

Z dowodami z Kodeksu Praya z 1192-1195 świadczącymi, że całun istniał już w XII wieku, sprzeczne są wyniki radiowęglowego datowania. Ta metoda służyć ma ustalaniu wieku materiałów pochodzenia roślinnego i zwierzęcego. Węgiel występuje w nich w postaci trzech izotopów, różniących się składem jąder atomu i liczbą neutronów. Stałe są izotopy 12C i 13C. Nietrwały jest izotop 14C, który ulega rozpadowi promieniotwórczemu. Rośliny i zwierzęta za życia przyswajają izotop 14C, który po ustaniu funkcji życiowych się rozpada. Poprzez mierzenie stosunku 14C do 13C naukowcy starają się ustalić wiek badanej próbki. Za życia rośliny lub zwierzęcia stosunek 14C do 13C jest taki jak w powietrzu. Po ustaniu procesów życiowych się rozpada i po określeniu jak jest go mniej, naukowcy starają się ustalić wiek próbki.

Wyliczenia te zakłóca to, że poziom 14C nie jest zawsze stały w atmosferze. Zależy między innymi od: zmian pola magnetycznego Ziemi (osłaniającego Ziemię od promieniowania kosmicznego), wybuchów wulkanów (uwalniających 12C i 13C do atmosfery, prób nuklearnych (zwiększających ilość 14C), uwalniania węgla z paliw kopalnych. Dodatkowo wyniki 14C zakłócane są zanieczyszczeniami – bardzo trudno jest oczyścić próbkę z takich zanieczyszczeń. Są też różne metod radiodatowania.

W nauce „znane są ekstremalne przypadki błędów oznaczania wieku za pośrednictwem tą metodą sięgające kilkuset i więcej lat”. Między innymi w wypadku peruwiańskiej tkaniny z 1200 roku błąd wynosił 1000 lat.

Za pomocą radiodatowania naukowcy stwierdzili, że całun pochodzi z lat między 1260 a 1390 (XIV wiekiem). Była to średnia wieku z kilku różnych wyników z kilku różnych laboratoriów. Ta rozbieżności między wynikami badań próbek Całunu z różnych laboratoriów były dziwne, bo wyniki badań próbek kontrolnych z innych tkanin dawały identyczne wyniki we wszystkich laboratoriach. „W badaniach próbek Całunu rozkład zawartego węgla jest nienaturalny, zatem na ich podstawie nie można wyciągać żadnych pewnych wniosków dotyczących wieku całego całunu”.

Mandylion z Konstantynopola, chusta z Oviedo

Wszystko świadczy też o tym, że Całunem był też opisywany w średniowiecznych relacjach Mandylion z Konstantynopola, który do stolicy cesarstwa wschodniego trafił z Edessy w 944, czyli trzy wieki przed czasem rzekomego powstania Całunu wynikającym z radiodatowania.

Do śladów na Całunie pasują też ślady na Chuście z Oviedo (Sudarium z Oviedo), która, którą z Jerozolimy w 614 roku (czyli siedem wieków przed czasem wynikającym z radiodatowania) przywieziono do Sewilli, i która przez Toledo trafiła do Oviedo (w Asturii). Chustą tą owinięto głowę ukrzyżowanego Jezusa po jego śmierci. Na chuście i całunie jest ta sama grupa krwi. Wiek chusty określono radiodatowaniem na lata 642-869 co jest sprzeczne z relacjami 614 roku.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Zdjęcie ilustracyjne

Koszyczek wielkanocny / Fot. Pixabay

Zwyczaj Święcenia pokarmów ma wczesnośredniowieczną tradycję, korzeniami sięgającą prawdopodobnie czasów pogańskich. Błogosławieństwo żywności zgodnie z tradycją sięga VII wieku, z chlebem i jajkami odnotowane od XII wieku. Obrzęd ten znany był w rycie mediolańskim, rzymskim i starohiszpańskim.

Z początku koszyki wielkanocne nie były tak popularne jak w czasach współczesnych, ludziom było one po prostu nie potrzebne. To ksiądz przychodził do domów i święcił pokarmy rozstawione na stołach nakrytych białymi obrusami. Ludzie nieśli pokarmy zazwyczaj do najbogatszych sąsiadów w wiosce, którzy posiadali obszerne świetlice. Jadło święcono również na dworskich dziedzińcach, gankach, pod krzyżami, kapliczkami oraz placach wiejskich, gdzie ustawiono kosze i donice z żywnościom.

Pokarmy pobłogosławione przez Boga

Na przełomie XVIII i XIX wieku wierzono, że podczas tak podniosłego święta jakim jest Wielkanoc, godzi się jeść tylko pokarmy pobłogosławione przez Boga. Święcenie pokarmów miało chronić przed łakomstwem i jego skutkami.

Do XX wieku do kosza wkładano wszystko, co trafiało na wielkanocny stół. Zawartość samego kosza zależała wyłącznie od zamożności. W niektórych częściach Polski, do koszyka wkładano jajka obrane ze skorupek. Chodziło o to, by woda święcona dotknęła pokarmu bezpośrednio.

Obecnie tradycją jest zanoszenie koszyczków z pokarmami do kościoła, gdzie pod koniec mszy kapłan święci zawartość koszyczka. Święconkę pozostawia się do Wielkiej Niedzieli. Podczas wielkanocnego śniadania dzielimy się święconym jakiem z bliskimi.

Jajko symbolem życia

Jajko zawsze kojarzyło się urodzajem, radością. Według etnologów to niejako symbol uniwersalny, dla większości kultur było symbolem nowego życia, potencjału. Następnie jajko znalazło wyjątkowe miejsce w kulturze prasłowiańskiej, czyli cywilizacji naszych przodków. Dla nich z jednej strony było ono symbolem urodzaju i dobrobytu, z drugiej, elementem niejako magicznym, chroniło przed złem, nieczystymi mocami: jajko noszono nawet przy sobie, aby zapewnić sobie szczęście i powodzenie. Wierzono, że jako ma moc uzdrawiającą. należało trzymać jajko w dłoniach i intensywnie się w nie wpatrywać. W kulturze Słowian, jajko było symbolem życia, związane było z kultem boga słońca, co ciekawe, nie pozwalano na spożywanie jaj, zwłaszcza po otrzymaniu chrztu przez Polskę. Jajko wiązało się bowiem z obrzędami pogańskimi, kościół nie pochwalał więc spożywania jaj, nakazywał je świecić i dopiero wtedy jeść, co przetrwało do dzisiaj. Dawniej jednak świecono jedynie jajka pomalowane na czerwono. Czerwień była kolorem zarówno krwi Chrystusa, jak i kolorem zwycięstwa, miłości.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

czasdzieci.pl

Zdjęcie ilustracyjne

Wigilia Paschalna / Fot. Wikipedia

Wielka Sobota, to ostatni dzień Wielkiego Tygodnia poprzedzający Święto Zmartwychwstania. Tego dnia w Kościele katolickim przez cały dzień trwa święcenie pokarmów i adoracja Chrystusa złożonego do grobu. Zgodnie z polskim obyczajem przy symbolicznym grobie czuwa warta – ministranci, harcerze, niekiedy strażacy w galowych mundurach.

Wigilia Paschalna

Wielka Sobota jest dniem wyciszenia i oczekiwania na przyjście Chrystusa. W tym dniu święci się pokarmy. Liturgia Wigilii Paschalnej została podzielona na pięć części: Liturgię Światła, Liturgię Słowa Bożego, Liturgię Chrzcielną, Liturgię Eucharystyczną i Procesję rezurekcyjną.

Wigilia Paschalna, liturgia sprawowana w noc Zmartwychwstania Pańskiego. Stanowi integralną i najważniejszą część Triduum Paschalnego, dorocznej uroczystości, w czasie której celebruje się misterium paschalne.

Orędzie Paschalne, Liturgia Słowa – składa się z dziewięciu czytań, których celem jest przedstawienie całej historii zbawienia, poczynając od stworzenia świata, przez wyjście Izraelitów z niewoli egipskiej, proroctwa zapowiadające Mesjasza aż do Ewangelii o Zmartwychwstaniu Jezusa.

Po śmierci krzyżowej i złożeniu do grobu wspomina się zstąpienie Jezusa do otchłani.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Wikipedia.org

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / fot. TT/@@100club__

Zobacz także: Te słowa wyciskają łzy! O. Buczyński o hospicjach perinatalnych: „Dziecko miało umrzeć, a żyje do dziś” [NASZ WYWIAD]

Wigilia Paschalna to celebracja przejścia (paschy) ze śmierci do nowego życia przez zmartwychwstanie. Odprawiana powinna być przed północą, tj. w sobotę późnym wieczorem i należy już do Niedzieli Zmartwychwstania. Nabożeństwo składa się z pięciu zasadniczych części:

1. Obrzęd światła, na który składają się: poświęcenie ogniska, zapalenie paschału i uroczyste wniesienia go do świątyni z trzykrotnym oznajmieniem: ŚWIATŁO CHRYSTUSA .

Na koniec tej części śpiewa się Exultet – przepiękną pieśń na cześć światła, którym jest Chrystus.

2. Liturgia Słowa – szczególnie bogata w tym dniu (8 czytań) – ma nam przypomnieć najważniejsze momenty z historii zbawienia, zwłaszcza przejście ludu Izraela przez Morze Czerwone (Wj 14-15). Ewangelia opowiada o odkryciu w wielkanocny poranek przez niewiasty pustego grobu Chrystusa.

3. Po homilii następuje poświęcenie wody chrzcielnej, które kończy się odnowieniem przyrzeczeń sakramentu chrztu św. W niektórych parafiach w tym momencie udziela się chrztu św., zwłaszcza osobom dorosłym.

4. Liturgia Eucharystyczna tej nocy jest wielkim dziękczynieniem za wydarzenia paschalne, do Komunii św. winni przystąpić wszyscy.

5. Po Mszy św. wyrusza procesja rezurekcyjna, która jest uroczystą proklamacją zmartwychwstania Chrystusa i wezwaniem całego stworzenia do wielbienia Go za wszystko, co dla nas uczynił.

EWANGELIA WEDŁUG ŚWIĘTEGO ŁUKASZA (24, 1-12)

W pierwszy dzień tygodnia niewiasty poszły skoro świt do grobu, niosąc przygotowane wonności. Kamień od grobu został odsunięty. A skoro weszły, nie znalazły ciała Pana Jezusa. Gdy wobec tego były bezradne, nagle stanęło przed nimi dwóch mężczyzn w lśniących szatach. Przestraszone, pochyliły twarze ku ziemi, lecz tamci rzekli do nich: „Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał. Przypomnijcie sobie, jak wam mówił, będąc jeszcze w Galilei: «Syn Człowieczy musi być wydany w ręce grzeszników i ukrzyżowany, lecz trzeciego dnia zmartwychwstanie»”. Wtedy przypomniały sobie Jego słowa i wróciły od grobu, oznajmiły to wszystko Jedenastu i wszystkim pozostałym. A były to: Maria Magdalena, Joanna i Maria, matka Jakuba; i inne z nimi opowiadały to Apostołom. Lecz słowa te wydały im się czczą gadaniną i nie dali im wiary. Jednakże Piotr wybrał się i pobiegł do grobu; schyliwszy się, ujrzał same tylko płótna. I wrócił do siebie, dziwiąc się temu, co się stało.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

niedziela.pl

Michał Elwiro Andriolli, "Śmigus dyngus"

Michał Elwiro Andriolli, "Śmigus dyngus" / Fot. Wikipedia

Wielki Czwartek

W Wielki Czwartek młodzież ciągała po ulicach kukłę Judasza, by utopić ją w rzece. O zmroku dziewczęta w celu zapewnienia sobie urody kąpały się w lodowatym nurcie rzeki.

Wielki Czwartek uważany był za dzień zaduszny. We wschodniej Małopolsce pieczono specjalne baby „perepiczki”, które zanoszono na cmentarz z garncem wody. W ten i inne dni zaduszne w XVIII i XIX wieku zakazane było przędzenie i szycie. Domy nawiedzały „ubożęta” duszki opiekujące się chatą i obejściem. Zostawiano im na piecu czy stole okruchy potraw i soli by się posiliły. Nie pieczono też chleba, by nie skrzywdzić „ubożąt” i innych dusz zamieszkujących w piecu. W razie rozpalenia pieca trzeba było dać na mszę, by nie cierpieć głodu przez cały rok. Na rozstajach dróg w pobliżu krzyży i kapliczek ku pamięci zmarłych palono ogniska. W tym też dniu i w takim ognisku można było spalić zmurszały krzyż, który został zastąpiony nowym.

Zobacz także: Te słowa wyciskają łzy! O. Buczyński o hospicjach perinatalnych: „Dziecko miało umrzeć, a żyje do dziś” [NASZ WYWIAD]

Wielki Piątek

Dekoracje Grobu Pańskiego to typowa polska tradycja. U grobu straż wystawiali żołnierze, strażacy, rzemieślnicy. W XVIII wieku bogata scenografia grobu przedstawiały sceny z męki i życia Jezusa, sceny ze Starego Testamentu. Groby odwiedzała elita społeczna i uczniowie. Przy grobach kwestowały na rzecz biednych urodziwe panny (zwykły zbierały więcej zebrać od mniej urodziwych kwestarek). Dodatkowo przy grobach czuwali duchowni z relikwiami, które wierni mogli ucałować. Na kobiercu leżał krzyż do ucałowania. Przy krzyżu i relikwiach zbierano datki. Nawiedzanie grobów trwało za dnia i nocą, za dnia groby nawiedzali państwo, nocą służba.

Na wsiach wierzono, że w Wielki Piątek czarownice mają moc wywoływania chorób u dzieci i pomoru trzody. Należało także jedzeniem i pieniędzmi wspomagać żebraków.

Dorośli w Wielki Piątek nic nie jedli. Dzieci dostawały tylko pajdę chleba. Postnym jedzeniem były praczliczki z mąki i wody oraz w bogatych domach plaskury placki z dodatkiem szafranu.
Na znak żałoby po Chrystusie zasłaniano lustra, zakazane było zabijanie zwierząt i pieczenie chleba. Rodzice uderzali dzieci rózgą, a mistrzowie swoich czeladników, na pamiątkę męki Chrystusa.

Woda rzek i strumieni w Wielki Piątek miała nabierać mocy uzdrawiania. Prowadzono więc nad rzeki chorych i pomagano im obmyć ciało. Wieczorem lub rano młode dziewczęta nad rzeką obmywały twarz, co miało zapewnić im urodę. Rosa lub deszcz w Wielki Piątek zapowiadały urodzaj.

Wielka Sobota

W Wielką Sobotę pieczono baby drożdżowe. Prócz bab gospodynie wypiekały „paskę” z różnych rodzajów mąki.

Świąteczne kraszanki były symbolem życia. Zanurzano gotowane jaja, by zabarwić je na kolorowo w wywarach z łupin cebuli, młodego żyta, kory dębowej. Kolorowe jajka dziewczęta pokrywały wzorami robionymi za pomocą roztopionego wosku i powtórnie zanurzały w barwniku o innym kolorze. Proces ten powtarzano, dodając nowe wzory. Na koniec jaja nacierano tłuszczem by miały połysk. Kilka kraszanek barwiono na czarno i biało (gdy w ciągu roku ktoś z domowników umarł, taka kraszanka wkładana była do jego trumny).

Chłopcy urządzali pogrzeb żury – zupy postnej jedzonej od czterdziestu dni. Do resztek zupy siusiali, pluli, dokładali gnoju. Ohydną substancją mazali drzwi domostw, gdzie mieszkały dorastające panny. Na koniec żur był grzebany pod płotem. Z zemsty dziewczęta żurem oblewały wyrostków. Młodzież wieszała też śledzia na drzewach z zemsty za to, że przez okres postu wyparł ze stołów inne potrawy.

Święconka niosła ze sobą apokryficzny przekaz. W Betlejem Żydzi mieli schwytać Maryję i torturować ją by wydała swojego Synka. Malutki Jezus schronił się w chacie ubogiej kobiety, która ukryła Jezusa w przekrojonym chlebie. Potem Jezus, szukając kolejnej kryjówki, wybiegł go na podwórko, kury, aby Go ratować, zagrzebały Jezusa w trocinach i zakryły swoimi skrzydłami. Na koniec wieprzki wyryły Jezusowi norę w ziemi, by mógł się w niej skryć. By uczcić te wydarzenia, w święconce jest chleb, jaja i słonina.

Wielkanocna Niedziela

W XVIII procesja rezurekcyjna miała miejsce w miastach po północy z soboty na niedzielę. Na wsiach w niedziele rano. Procesji towarzyszyły wystrzały.

Po rezurekcji znajomi witali się słowami „Chrystus zmartwychwstał”, na co odpowiadano „Prawdziwie zmartwychwstał”. Gospodarze po powrocie do domu skrapiali całą zagrodę wodą święconą. Po mszy jedzono uroczyste śniadanie, podczas którego dzielono się święconką. Skorupkę święconki rozkruszano i rozsypywano po domu, by chroniła przed myszami i szczurami oraz po roli, by zapewnić urodzaj i w kurniku by kury się niosły. Kości ze święconki dostawały psy i koty, by nie zaraziły się wścieklizną.

Po południu dziewczęta przygotowywały pęk zielonych gałązek albo drzewko ustrojone wstążkami i kwiatami z bibułki zwane „nowym latkiem” lub „gaikiem”. Procesja dziewcząt z „gaikiem” przemierzała, śpiewając, całą wieś i zatrzymując się przed każdym domem. Równocześnie wieś przemierzał procesja chłopców z „Kurakiem”. Chłopcy szczególnie natarczywie dobijali się do chałup gdzie były panny na wydaniu i śpiewali im przyśpiewki, za co dostawali kraszanki.

Wielkanocy Poniedziałek

W wielkanocny poniedziałek wraz z brzaskiem oblewano dziewczęta wodą. Najatrakcyjniejsze dziewczęta były najbardziej oblewane. Wstydem było bycie nie oblaną, w związku z czym brzydkie stare panny same się oblewały. Ofiarami wody były tylko dziewczęta, oblewane wiadrami, wrzucane do rzek i stawów, czy wpychane do koryt. Gospodynie były oblewane przez gospodarzy.

W Krakowie odbywała się zabawa ludowa zwana „Emaus” na pamiątkę drogi apostołów do tego miasta. Podczas „Emaus” odbywał się odpust, jarmark, chłopcy podrywali dziewczęta, smagając je gałązkami wierzby czy popisując się walką na kije. Odbywała się procesja bractw religijnych.

Wtorek wielkanocny

W wielkanocny wtorek dziewczęta oblewały chłopców wodą. W Krakowie majętni mieszczanie obdarowywali jadłem żaków i biedotę.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Bibliografia

Ewa Ferenc Szydłowska „Rok kościelny a polskie tradycje ludowe” Księgarnia św Wojciecha Poznań 1988
Ewa Kurek „Poza granicą solidarności. Stosunki polsko – żydowskie 1939 – 1940” Wyższa Szkoła Umiejętności Kielce 2006