jabłka

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. pixabay.com

Polscy sadownicy alarmują, że sytuacja na rynku jest dramatyczna, a jabłka nie mają swoich zagranicznych odbiorców, głównie przez problemy logistyczne wywołane epidemią koronawirusa. Większość państwa obcina swoje wydatki na produkty rolne, które są w stanie wyprodukować u siebie i zapewnić odpowiedni poziom zapotrzebowania.

W marcu, podobnie jak w poprzednich miesiącach, wyjechało z Polski mniej jabłek w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Według danych Państwowej Inspekcji Ochrony Roślin i Nasiennictwa eksport w marcu ub. roku wyniósł prawie 49 991,653 ton, a w marcu br. 37 592,253 ton.

Głównymi kierunkami eksportu w marcu 2022 r. były takie kraje jak: Egipt, Kazachstan Indie, Mongolia, Jordania, Uzbekistan, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Królestwo Arabii Saudyjskiej.

Wiceprezes Związku Sadowników RP, zwraca uwagę na to, że spada spożycie jabłek nie tylko w naszym kraju.

Jabłek jedzą miej także Niemcy, czy Francuzi. Trend jest niestety europejski, a nawet światowy. Zwłaszcza teraz w obliczu wojny w Ukrainie jabłko jest towarem drugiej, a nawet trzeciej potrzeby

– zwrócił uwagę na rosnące koszty produkcji Krzysztof Cybulak.

Wszystko poszło w górę nawozy, paliwo, gaz i prąd

– wyliczył wiceprezes związku sadowników.

Zbigniew Chołyk, prezes Zrzeszenia Producentów Owoców “Stryjno-Sad” w Kawęczynie przyznaje, że z jego perspektywy sytuacja nie jest najgorsza, lecz zauważył, że większość jabłek sprzedaje w kraju niż zagranicą. Zaznaczył, żę sytuacja w branży nie powiewa optymizmem na najbliższy czas.

Na Białoruś wyjeżdżało od 100 do 300 tys. ton jabłek z Polski. Najwięcej w okresie styczeń-marzec. Teraz tego nie ma. Granica zarówno z Rosją jak i Białorusią jest uszczelniona. Jabłka zostały i wiele grup producentów rzeczywiście ma problem. Odmiany takie jak chociażby Jonagold, Gloster, Idared były przede wszystkim kierowane na wschodnie rynki, poza nimi nigdzie się ich nie sprzeda

– podkreślił producent.

Czytaj więcej: Polaków czekają podwyżki rachunków? Rosja wstrzymała dostawy gazu

Sadownicy upatrują nadzieję w skupie interwencyjnym

Pomóc ma ogłoszony w poniedziałek skup interwencyjny polegający na wycofaniu jabłek deserowych do przetwórstwa.

Zakłady przetwórcze zainteresowane zakupem jabłek w ramach tego mechanizmu muszą złożyć zgłoszenie do centrali ARiMR

– tłumaczy Krzysztof Gałaszkiewicz, dyrektor Lubelskiego Oddziału Regionalnego Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa.

Lista zgłoszonych zakładów ma zostać opublikowana w internecie w piątek 29 kwietnia. Na pomoc finansową – stawka wynosi 30 gr za kg dostarczonych jabłek mogą liczyć producenci tych owoców lub organizacje producentów.

Nabór wniosków o udzielenie pomocy będą prowadzić odziały regionalne ARiMR do 30 czerwca

– zapowiedział Gałaszkiewicz.

Sadownicy pozytywnie oceniają próby ratowania ich ciężkiej pracy, stwierdzają, że do przetwórni muszą trafiać jabłka deserowe, a przetwórnie rzeczywiście nie obniżą ceny, która obecnie wynosi około 70 groszy za kilogram.

Skup będzie skuteczny, o ile do przetwórni trafią rzeczywiście jabłka deserowe i o ile przetwórnie nie obniżą ceny, która obecnie wynosi 60, 70 gr/ kg i te dodatkowe 30 groszy za kg trafi rzeczywiście do sadowników

– zauważył Zbigniew Chołyk

Dyrektor operacyjny spółki Sokpol-Koncentraty z miejscowości Zagłoba Sławomir Malarczyk poinformował o dużym zainteresowaniu ich produktami za Zachodzie. Jest to spowodowane ograniczeniem dostaw do Chin.

Jest zainteresowanie koncentratem jabłkowym na zachodnich rynkach jak też w Stanach Zjednoczonych, ze względu na problemy logistyczne, które ograniczyły dostawy z Chin.

– podkreślił.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

dziennikwschodni.pl

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

Spółka zajmująca się dystrybucją paliwa w Polsce PERN poinformowało, że z Arabii Saudyjskiej dotarło rekordowe 46 tys. m sześciennych paliwa. Surowiec został zmagazynowany w bazie w Dębogórzu.

Baza w Dębogórzu niedawno powiększyła się o dwa nowe zbiorniki na olej napędowy o pojemności 32 tys. m3 każdy. W tym roku do eksploatacji trafi kolejny – podobnej wielkości zbiornik. Całkowita pojemność bazy to dziś 260 tys. m3

– oświadczyło PERN.

Inwestycje PERN w Dębogórzu do 2024 roku wyniosą 150 mln zł. Poza parkiem zbiornikowym, PERN rozwija tu i modernizuje także front załadunkowy cystern kolejowych, oraz powiększa bocznicę kolejową. W efekcie liczba załadowanych cystern kolejowych zwiększy się o połowę. Wzmocni to stabilność krajowego i międzynarodowego rynku logistyki produktów naftowych. Rozbudowa infrastruktury pozwoli również podnieść jakość świadczonych obecnie usług.

Czytaj więcej: Prezydent Duda o wstrzymaniu dostaw przez Gazprom: “Poradzimy sobie bez rosyjskiego gazu”

Rośnie zapotrzebowanie na magazynowanie paliwa w Dębogórzu

O potrzebie inwestycji w tym obszarze świadczy fakt, że już teraz jednostka notuje rekordowe załadunki na kolej z tej bazy. W 2021 roku wzrost w porównaniu z rekordowym 2019 rokiem wyniósł aż jedną piątą

– czytamy.

Jak podkreśla PERN, dzięki współpracy z Zarządem Morskiego Portu Gdynia, każdego roku realizowane są modernizacje Stanowiska Przeładunku Paliw Płynnych zlokalizowanego w porcie gdyńskim.

W tym roku zostanie rozpoczęte pogłębienie podejścia do Stanowiska, dzięki czemu możliwa będzie obsługa tankowców o zanurzeniu do 15 m. To istotnie zwiększy bezpieczeństwo ciągłości pracy instalacji przeładunkowej oraz umożliwi obsługę znacznie większych jednostek

– podkreślono w komunikacie.

PERN to krajowy lider logistyki naftowej i wiodący podmiot w zakresie magazynowania ropy naftowej i paliw płynnych oraz transportu rurociągowego ropy naftowej i paliw.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

dorzeczy.pl

Szefowa KE Ursula von der Leyen

Szefowa KE Ursula von der Leyen / Fot. Twitter

  • Szefowa Komisji Europejskie Ursula von der Leyen odniosła się do wstrzymania dostaw rosyjskiego gazu do Polski i Bułgarii
  • Podkreśliła, że Unia Europejska nie pozwoli się zaszantażować Gazpromowi i nie ulegnie nakazowi Władimira Putina
  • Zapewniła ona swoją solidarność z państwami dotkniętymi rosyjskimi działaniami
  • Oświadczyła, że KE doprowadzi do tego, aby konsumenci odczuwali w jak najmniejszym stopniu skutki wczorajszej decyzji Gazpromu
  • Zobacz także: Gazprom wstrzymuje dostawy gazu do Polski. Inne kraje wyłamują się z sankcji

Zapowiedź Gazpromu to nowa próba podjęta przez Rosję, aby zaszantażować nas za pomocą gazu. Jesteśmy przygotowani na taki scenariusz. Przygotowujemy skoordynowaną odpowiedź Europy. Europejczycy mogą być pewni, że jesteśmy zjednoczeni i solidarni z państwami członkowskimi, które zostały dotknięte” posunięciem Rosji

– oświadczyła szefowa Komisji Europejskiej.

UE podejmie wszelkie wysiłki, aby decyzja Gazpromu o odcięciu dostaw gazu do Polski i Bułgarii miała jak najmniejszy wpływ na konsumentów

– zapewniła Ursula von der Leyen.

Środki, jakie podjęła Rosja wpływają na samą Rosję. Kreml szkodzi w ten sposób rosyjskiej gospodarce, ponieważ pozbawia ją ważnych dochodów

– podkreśliła.

Von der Leyen stwierdziła, że Władimir Putin usiłował posłużyć się szantażem gazowym wobec Unii Europejskiej, ale po raz kolejny mu się to nie udało, a Europa jest zdeterminowana, by doprowadzić do tego, że we Wspólnocie nadejdzie jak najszybciej koniec ery rosyjskich surowców kopalnych.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

rmf24.pl

Wołodymyr Zełenski

Wołodymyr Zełenski / Fot. Facebook

  • Minister obrony Turcji Hulusi Akara stwierdził niedawno, że w najbliższym czasie ma dojść do spotkania prezydentów Wołodymyra Zełeńskiego i Władimira Putina
  • Jednakże doradca ukraińskiego przywódcy Mychajło Podolak dementuje turecki komentarz
  • Wskazał on, że nie ustalono jeszcze ani daty, ani kontekstu takiego spotkania
  • Podolak wyraził również wdzięczność za starania prezydenta Recepa Erdogana, lecz na razie negocjacje nie zostały zakończone sukcesem
  • Zobacz także: Bucza: Nowe nagranie z drona obala kłamstwa Rosji w sprawie masakry cywilów

Nie ustalono jeszcze czasu ani kontekstu spotkania prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełeńskiego z jego rosyjskim odpowiednikiem Władimirem Putinem

– oświadczył doradca prezydenta Wołodymyra Zełeńskiego.

Skomentował w ten sposób oświadczenie tureckiego ministra obrony Hulusi Akara, który stwierdził, że do spotkania Władimira Putina z Wołodymyrem Zełeńskim może dojść w najbliższych dniach dzięki staraniom prezydenta Turcji Recepa Erdogana.

Z pewnością Turcja, zdając sobie sprawę, jak niszczycielskie konsekwencje dla regionu Morza Czarnego ma wojna rozpętana przez Rosję przeciwko Ukrainie, stara się przyspieszyć rozwiązanie konfliktu. Jednak nie ma jeszcze decyzji co do terminu i kontekstu spotkania prezydentów obu krajów

– stwierdził Mychajło Podolak.

Podkreślił, że na wschodzie Ukrainy następuje pewna intensyfikacja działań wojennych i że Rosjanie cały czas dożą do całkowitego zniszczenia Mariupola. Wyjaśnił, że konsultacje ukraińsko-rosyjskie toczą się na poziomie grup roboczych i jak tylko pojawią się jakieś konkrety, zostaną podane do publicznej wiadomości.

Turcja uważa, że robi wszystko, co koniecznie, aby sytuacja na Ukrainie nie uległa pogorszeniu i aby jak najszybciej doszło do zawieszenia broni. Ankara regularnie wyraża chęć zorganizowania spotkania Putina z Zełeńskim, ale Moskwa wielokrotnie odpowiadała na takie propozycje, tłumacząc, że Putin nigdy nie odmówił spotkania z Zełeńskim, ale najpierw negocjatorzy muszą przygotować tekst dokumentu o Ukrainie.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

dorzeczy.pl

Białoruski prezydent, Aleksander Łukaszenka

Aleksander Łukaszenka / Fot. YouTube/ screen

  • Białoruscy parlamentarzyści chcą przeforsować w najbliższym czasie nowelizację ws. kary śmierci
  • Według projektu ustawy karę śmierci będzie można zastosować w przypadku aktów terroryzmu
  • Euroradio podaje, że przewodniczący Izby Reprezentantów Uładzimir Andrejczenka miał wskazać, że taką karą zostaną objęci partyzanci na kolei
  • Warto przypomnieć, że część białoruskich kolejarzy odmówiło transportu rosyjskiego sprzętu wojskowego na Ukrainę
  • Białoruskie władze miała już ich aresztować, a teraz oczekują na dalsze procesy
  • Zobacz także: Armia ukraińska przeprowadziła kontratak na Wyspie Węży

Izba Reprezentantów powiadomiła, że projekt ustawy ma na celu powstrzymywanie działalności elementów destrukcyjnych oraz zademonstrowanie zdecydowanej walki państwa z działalnością terrorystyczną. Szczegółów planowanych zmian nie opublikowano.

Niezależna Nasza Niwa zwraca uwagę, że na Białorusi zarzuty związane tak czy inaczej z terroryzmem ma wielu więźniów politycznych.

Z kolei Euroradio zwraca uwagę, że przewodniczący Izby Reprezentantów Uładzimir Andrejczanka, komentując nowelizację kodeksu karnego, wspomniał o partyzantach na kolei. Chodzi o ludzi, którzy dokonywali aktów dywersji, np. niszcząc szafy sterownicze, by utrudnić transport rosyjskiego sprzętu wojskowego, używanego w agresji na Ukrainę. Część z tych osób została zatrzymana.

Można z tego wyciągnąć wniosek, że nowa ustawa jest przyjmowana m.in. po to, by bardziej surowo ukarać tych ludzi

– oceniło Euroradio.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Jedyny kraj w Europie z karą śmierci

Białoruś jest jedynym krajem w Europie i Wspólnocie Niepodległych Państw, gdzie nadal stosuje się karę śmierci. Nie można na nią skazać kobiet oraz mężczyzn powyżej 65 i poniżej 18 roku życia. Wyrok jest wykonywany przez rozstrzelanie.

Według szacunków obrońców praw człowieka od powstania niezależnej Białorusi wykonano około 400 egzekucji.

rmf24.pl

Andrzej Duda

Prezydent Rzeczypospolitej Polski, Andrzej Duda. / Fot. PAP/Łukasz Gągulski Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030.

  • Dzisiaj w stolicy Czech prezydent Andrzej Duda spotkał się z prezydentem Miloszem Zemanem.
  • Przywódcy rozmawiali m.in. na temat wojny na Ukrainie i pomocy dla uchodźców.
  • Andrzej Duda skomentował również, wstrzymanie dostaw gazu do Polski.
  • Polski przywódca przekazał, że firmy podejmą odpowiednie kroki prawne za zerwanie przez Gazprom warunków umowy.
  • Zapewnił on również, że Polska jest przygotowana do porzucenia rosyjskiego gazu.
  • Zobacz także: Gazprom wstrzymuje dostawy gazu do Polski. Inne kraje wyłamują się z sankcji

W środę w Pradze prezydent spotkał się z prezydentem Czech Miloszem Zemanem. W wystąpieniu po rozmowach Duda odniósł się do kwestii wstrzymania dostaw gazu z Rosji do Polski i uniezależniania państw europejskich od rosyjskich surowców energetycznych.

Jak zaznaczył, polskie firmy, które miały umowy na dostawy rosyjskiego gazu podejmą odpowiednie kroki prawne wobec zerwanej umowy.

Wierzę głęboko, że wyegzekwują odszkodowania od strony rosyjskiej, od Gazpromu, za naruszenie zasad umowy, na normalnych zasadach, jakie funkcjonują w międzynarodowym prawie gospodarczym. Nie mam żadnych wątpliwości, że odpowiednie kroki prawne zostaną podjęte

– podkreślił polski prezydent.

Faktem jest, że Rosja przestaje przesyłać gaz do naszego kraju. Przyjęliśmy informację ze spokojem – przyznam, że spodziewałem się, że to może nastąpić, po tym jak kiedyś widzieliśmy szantaż gazowy wobec Ukrainy

– stwierdził Andrzej Duda.

Zaznaczył, że już kilka miesięcy temu pełnomocnik rządu ds. infrastruktury energetycznej Piotr Naimski zapewniał go, że Polska ma odpowiednie możliwości, że indywidualni odbiorcy w ogóle nie odczują takiej sytuacji.

Prezydent zapewnił też, że na pewno nie będzie takiej sytuacji, że odbiorcom indywidualnym zostanie odcięty gaz.

Poradzimy sobie z tym problemem, także w ramach współpracy wewnątrzeuropejskiej – są już działające interkonektory – i zapewniam, że damy radę

– zapewnił polski przywódca.

Duda poinformował również, że tematem rozmów z Zemanem była kwestia stworzenia wodnego połączenia Polski z Czechami, Odry z Dunajem, które pozwoliłoby na rozwój kontaktów gospodarczych między Polską, Czechami i innymi krajami w dorzeczu Dunaju. Zaznaczył, że Polska to zadanie realizuje od kilku lat, modernizując szlaki wodne na Odrze.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

tvp.info

MSZ Kanady Melanie Joly / Fot. Twitter

  • Jak poinformowała minister spraw zagranicznych Kanady Melanie Joly, rząd poszukuje rozwiązań , aby zablokować prywatne rosyjskie aktywa
  • Wskazała, że konfiskata majątków rosyjskich oligarchów i podmiotów objętych sankcjami umożliwi kompensatę dla ofiar
  • Projekt ma być rozpatrywany w z ustawą budżetową, a rządzący mają poparcie dla sprawy od ugrupowań opozycyjnych
  • Zobacz także: Komisja Europejska uruchomiła w środę mechanizm warunkowości wobec Węgier

Dziś poszukujemy możliwości nie tylko zajmowania, ale także konfiskaty aktywów osób i podmiotów, na które nałożono sankcje i umożliwienia kompensaty dla ofiar z tych środków

– poinformowała kanadyjska szefowa dyplomacji Melanie Joly.

Dodała, że byłoby to pierwsze takie rozwiązanie prawne w krajach grupy G7. Rząd mógłby przeprowadzić konfiskatę, nie tylko rosyjskich majątków, w przypadkach naruszenia międzynarodowego pokoju i bezpieczeństwa, w przypadkach znaczącej korupcji czy systematycznych naruszeń praw człowieka.

Projekt będzie rozpatrywany razem z ustawą budżetową, rządzący liberałowie mają gwarancje poparcia opozycyjnej Nowej Partii Demokratycznej.

Równolegle kanadyjski Senat jest w trakcie trzeciego czytania projektu o zmianie przeznaczenia zamrożonych aktywów, wniesionego przez senator Ratnę Omidvar i, jak komentują kanadyjskie media, ustawa ma duże szanse przyjęcia przez Senat.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Kanadyjskie sankcje uderzają w rodzinę Putina

Ambasada Ukrainy w Kanadzie napisała we wtorek na Twitterze, że wierzy, że to sprawiedliwe, by rosyjska własność państwowa lub uzyskane z naruszeniem prawa aktywa rosyjskich oligarchów stały się częścią reparacji od państwa-agresora.

Od rosyjskiej inwazji na Ukrainę Kanada objęła sankcjami oznaczającymi m.in. zamrożenie aktywów ponad 750 osób i podmiotów. Ostatnio na liście objętych sankcjami znalazły się dwie dorosłe córki prezydenta Rosji.

onet.pl

Droga synodalna pod naporem LGBT

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Unsplash

  • Ks. prof Paweł Bortkiewcz odniósł się w wywiadzie dla Radia Maryja do problemu osób homoseksualnych i transeksualnych w Kościele Katolickim.
  • Wskazał, że osoby wierzące powinny walczyć ze swoimi słabościami, lecz Kościół nie potępia osób o skłonnościach dewiacyjnych.
  • Duchowny wskazał, że sprawa zatrudnienia jako nauczyciela osoby homoseksualnej jest bardzo kontrowersyjna.
  • Stwierdził również, że swoją drogą synodalną Kościół w Niemczech odchodzi od wspólnoty katolickiej.
  • Zobacz także: Katedra Wawelska bez Mszy Świętej w rycie trydenckim. Zapadła decyzja

W archidiecezji we Fryburgu w Niemczech, zatrudniono jako nauczyciela religii osobę transseksualną. Ks. prof. Paweł Bortkiewicz odniósł się do tego, jak takie osoby są postrzegane przez Kościół.

Kościół bardzo precyzyjnie rozróżnia “problem” od osoby. Chociaż te zjawiska są ze sobą powiązane, ale o ile Kościół np. odrzuca w sposób jednoznaczny homoseksualizm i transseksualizm jako pewne zjawiska kulturowo-społeczne, które mają też zarazem charakter ideologiczny, o tyle oczywiście zwraca uwagę, że każdy człowiek, który dotknięty jest jakąś niedoskonałością, patologią swojego życia, a dotyczy to każdego człowieka, musi odpowiednio zmagać się z tą swoją niedoskonałością np. poprzez życie w czystości

– powiedział ks. Paweł Bortkiewicz.

Duchowny podkreślił, że taki człowiek nigdy nie jest potępiony przez Kościół.

Kościół zwraca uwagę na to, że przyczyny dezorientacji seksualnej są bardzo różne i wynikają z różnych czynników, ale zawsze to jest wezwanie to życia zgodnego z Bożymi przykazaniami. Oznacza to – mówiąc bardzo konkretnie – że to, co jest dysfunkcją, dezorientacją, patologią nie może być wydobywane na zewnątrz, nie może być manifestowane, nie może być przedstawiane np. jako wyraz swojej postawy, którą dzielę się z innymi 

– podkreślił duchowny.

Czytaj więcej: Moderniści chcą zmienić Kościół Katolicki. Biskup z Hongkongu chce kobiet przy ołtarzu

“Kościół w Niemczech przestał być Kościołem Katolickim”

Kodeks prawa kanonicznego bardzo jasno mówi w kanonie 804 § 2  , że Kościół katolicki zobowiązuje ordynariusza miejsca, by troszczył się o to, żeby osoby wyznaczone do nauczania religii, także w szkołach niekatolickich, odznaczały się zdrową nauką i świadectwem życia chrześcijańskiego. Ks. prof. Paweł Bortkiewicz odnosząc się do tych zapisów, wskazał z niepokojem, że Kościół w Niemczech poprzez wejście na tzw. drogę synodalną, zszedł na manowce.

Mimo nominalnej, formalnej przynależności do powszechnego Kościoła katolickiego Kościół katolicki w Niemczech – w moim przekonaniu, ale nie tylko – przestał de facto być Kościołem katolickim, stał się wspólnotą wyznaniową

– ocenił.

Ks. kard. George Pell bardzo jasno wypowiada się na temat poczynań tzw. niemieckiej drogi synodalnej. Wyraził też nadzieję, że stanowcze działania podejmie papież Franciszek. Do tych wypowiedzi odniósł się ks. prof. Paweł Bortkiewicz.

Papież Franciszek wystosował jakiś czas temu kilkunastostronicowy list do ludu Bożego w Niemczech, ale taki list, który dla „skrzydła liberalnego” Kościoła w Niemczech stanowił potwierdzenie tego, że powinni nadal podążać drogą synodalną. Dla nielicznych biskupów niemieckich (…) był to sygnał, że Papież wzywał do zatrzymania się na tej drodze synodalnej. List był na tyle ogólny, że nie wstrząsnął sumieniami wszystkich hierarchów Kościoła w Niemczech

– wskazał ks. Bortkiewicz.

Dodał także, że o wiele bardziej zdecydowane stanowisko w tej kwestii na zasadzie braterskiego upomnienia wystosował przewodniczący Komisji Episkopatu Polski ks. abp Stanisław Gądecki. 

Był to list bardzo mocny, który natychmiast spotkał się z krytyką niektórych niemieckich środowisk oskarżających ks. abp. Gądeckiego o antymodernistyczne, powierzchowne spojrzenie

– przypomniał duchowny list abp Stanisława Gądeckiego.

Jak wskazał bioetyk, na podobny krok jak ks. abp. Stanisław Gądecki zdecydowali się biskupi skandynawscy. Dodał także, że na obecnym etapie listy to stanowczo za mało.

Potrzebne jest – w moim przekonaniu – zawezwanie niemieckich biskupów do ad limina apostolorum, po prostu sprowadzenie ich do Rzymu i w dłuższej, szczerej i zarazem bardzo konkretnej rozmowie wykazanie tego, że droga, którą podążają jest drogą na manowce, na bezdroża i że na tę drogę ci pasterze prowadzili powierzonych sobie ludzi, co jest bardzo poważnym i postępującym zagrożeniem dla wspólnoty Kościoła w Niemczech

– podsumował.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

radiomaryja.pl

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pexels

  • Podczas dzisiejszej konferencji prasowej Konfederacja wezwała polski rząd oraz parlament do wdrożenia drastycznych obniżek podatkowych
  • Według informacji Eurostatu i Forum Obywatelskiego Rozwoju, aż 72% deficytu państwowego jest poza demokratyczną kontrolą parlamentu
  • Poseł Artur Dziambor stwierdził wprost, że dalsze zadłużanie wprowadzi Polskę w kilkunastoprocentową inflację na długi czas
  • Na obecną chwilę Polska zadłużona jest na 1 bln 148,2 mld złotych
  • Zobacz także: Kapitał opiekuńczy dla Ukraińców. Ogromne pieniądze dla dzieci uchodźców

Członek zarządu Ruchu Narodowego Paweł Usiądek, podczas konferencji prasowej stwierdził, że rząd Prawa i Sprawiedliwości ukrywa przed parlamentarzystami olbrzymią część deficytu budżetowego. Ukrywanie tego faktu nazwał skandalem, a zadłużenie nazwał najgorszą formą ubóstwa.

Usiądek przytoczył dane resortu finansów, a także Eurostatu oraz analizy Forum Obywatelskiego Rozwoju, z których ma wynikać, że 72 proc. deficytu państwa polskiego jest poza demokratyczną kontrolą parlamentu. Oznacza to według niego, że finanse publiczne są kadłubkowe, a budżet państwa jest kreatywną księgowością.

Polityk powiedział, że na koniec 2021 roku pozabudżetowa część zadłużenia państwa urosła do 260 mld zł, z 55 mld zł dwa lata wcześniej, natomiast na koniec 2022 może osiągnąć 350 mld zł.

Konfederacja wzywa do drastycznych obniżek

Do radykalnej obniżki podatków oraz oszczędności budżetowych wzywał w imieniu Konfederacji poseł Artur Dziambor.

Każdy z nas chciałby, żeby ludzie więcej zarabiali, ale drogą do tego nie jest dodrukowywanie pieniędzy, czy ustawowe ustalanie żałosnej podwyżki dla nauczycieli o jakieś 4 proc., czyli 120-130 zł na rękę

– powiedział poseł Konfederacji.

Dziambor ocenił, że kontynuowanie obecnej polityki jest drogą do co najmniej killkunastoprocentowej inflacji na stałe oraz do tego, żebyśmy w pewnym momencie upadli jako państwo.

Mecenas Jacek Wilk zwrócił uwagę, że zadłużanie państwa to życie na koszt przyszłych pokoleń, co spowodowało, że każde dziecko w Polsce rodzi się z ujemnym becikowym na kilkadziesiąt tysięcy złotych.

Budżet państwa musi być zrównoważony, nigdy państwo nie może wydawać więcej, niż zarabia, i trzeba obcinać wszystkie niepotrzebne wydatki. Tymczasem Polska jest wielkim imperium marnotrawstwa

– oświadczył Wilk.

Czytaj więcej: Konfederacja składa interpelacje ws. lokat. “Większość Polaków nie ma obecnie jak oszczędzać”

Niewyobrażalna skala polskiego zadłużenia

Według ministerstwa finansów, zadłużenie Skarbu Państwa w marcu br. zwiększyło się o 3,3 mld zł, a łączny dług SP wzrósł do 1 bln 148,2 mld zł. Tymczasem dług sektora instytucji rządowych i samorządowych, który obejmuje także zobowiązania zaciągnięte m.in. przez Bank Gospodarstwa Krajowego i Polski Fundusz Rozwoju, wyniósł na koniec 2021 r. 1 bln 410 mld zł, o 5 proc. więcej niż w 2020 r.

Według przyjętego w grudniu ub.r. przez Sejm budżetu na 2022 rok wynika, że – jak czytamy na stronach Ministerstwa Finansów – dochody wyniosą 491,9 mld zł, wydatki 521,8 mld zł, a deficyt nie więcej niż 29,9 mld zł.

Z danych ministerstwa finansów i eurostatu na koniec września ub. r. wynika, że polski dług w stosunku do PKB wynosił 56,5 proc., czyli poniżej poziomu 60 proc., który jest zapisany w Konstytucji RP jako próg ostrożnościowy; po jego przekroczeniu konieczne jest wprowadzenie programu sanacji finansów publicznych.

W Unii Europejskiej, we wrześniu ub. roku, najmniej zadłużone w porównaniu do PKB były Estonia (19,6 proc.), Bułgaria (24,2 proc.) i Szwecja (25,3 proc.), a najbardziej Grecja (200,7 proc.), Włochy (155,3 proc.) i Portugalia (130,5 proc.). Średnia dla 19 krajów unijnych była wtedy na poziomie 97,7 proc. EDP do PKB.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

wnp.pl

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. YouTube

  • Wczoraj wieczorem Polskę obiegła informacja o zapowiedzi rosyjskiego Gazpromu ws. wstrzymania dostaw gazu
  • Dzisiaj od godz. 8 rosyjski producent odciął nasz kraj od bieżących dostaw
  • Podobną decyzję Moskwa podjęła wobec m.in. Bułgarii i Litwy
  • Polski rząd już wcześniej zapowiedział, że nie zamierza płacić za gaz w rublach
  • Natomiast jak podaje agencja Bloomberg, czterech europejskich odbiorców spełniło warunki postawione przez Władimira Putina
  • Ponadto 10 europejskich firm utworzyło rachunki w Gazprombanku, aby móc płacić za gaz w rublach
  • Zobacz także: Polaków czekają podwyżki rachunków? Rosja wstrzymała dostawy gazu

W środę od godziny 8 czasu polskiego Gazprom całkowicie wstrzymał dostawy gazu do Polski w ramach kontraktu jamalskiego. Rosyjska spółka poinformowała, że powodem jest odrzucenie przez Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo płatności za gaz w rublach. Podobną decyzję Moskwa podjęła wobec Bułgarii.

Jak poinformowała agencja Bloomberg osoba zbliżona do Gazpromu miała przekazać, że czterech europejskich nabywców gazu zapłaciło w rublach za bieżące dostawy gazu. Dodatkowo, aż dziesięć europejskich firm miało otworzyć w Gazprombanku rachunki potrzebne do spełniania żądań Władimira Putina.

Rosyjski szantaż gazowy

Agencja wyjaśnia, że jeśli pozostali odbiorcy gazu odrzucą warunki Kremla, to kolejnych odcięć od rosyjskiego gazu można się spodziewać nie wcześniej niż w drugiej połowie maja, kiedy to przypadają kolejne płatności.

Przypomnijmy, że po tym, jak UE nałożyła na Rosję sankcje za inwazję na Ukrainę, Moskwa zażądała, by za dostawy gazu od 1 kwietnia płacono jej w rublach. Unia poinformowała jednak państwa członkowskie, że zaproponowany przez Kreml mechanizm, który polega na otwarciu kont w euro i rublach w kontrolowanym przez państwo Gazprombanku, naruszałby sankcje.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Gazprom wstrzymał dostawy gazu do Polski

We wtorek wieczorem PGNiG podał w komunikacie giełdowym, że Gazprom poinformował o wstrzymaniu od środy dostaw gazu do Polski. Poinformowano, że spółka odmówiła Gazpromowi zapłaty w rublach za gaz z kontraktu jamalskiego.

W ocenie PGNiG, wstrzymanie dostaw gazu stanowi naruszenie kontraktu jamalskiego. Spółka zapowiada, że podejmie stosowne działania zmierzające do przywrócenia realizacji dostaw gazu ziemnego w ramach kontraktu, oraz zastrzega sobie prawo do skorzystania z wszelkich przysługujących jej uprawnień kontraktowych.

money.pl