Elektrownia jądrowa Brokdorf kończy pracę po 35 latach działania

Elektrownia jądrowa Brokdorf kończy pracę po 35 latach działania / Foto:Christian Charisius/picture alliance/dpa

  • Niemiecki dziennik “Frankfurter Allgemeine Zeitung” donosi, że cztery niemieckie kraje związkowe domagają się wstrzymania polskich planów budowy elektrowni jądrowych.
  • Podano wyniki sondażu, które wykazują duży wzrost zwolenników budowy elektrowni atomowej.
  • Zdaniem niemieckich urzędników nawet niewielkie ilości substancji radioaktywnych mogą mieć poważne konsekwencje.
  • Zobacz także: Via Carpatia. Polska i Słowacja podpisały porozumienie

Niemiecki dziennik “Frankfurter Allgemeine Zeitung” informuje, że najbardziej zaawansowane plany budowy polskiej elektrowni jądrowej dot. Choczewa koło Gdańska. Podano wyniki sondażu, które wykazują duży wzrost zwolenników budowy elektrowni atomowej. W roku 2021 było to 39 proc., dziś jest to aż 75 proc.

W Niemczech istnieje opór zwłaszcza wobec projektu w Choczewie. Cztery kraje związkowe – graniczące z Polską Meklemburgia-Pomorze Przednie, Brandenburgia i Saksonia oraz Berlin, domagają się wstrzymania budowy. Władze powołują się m.in. na awarie jądrowe w Czarnobylu i Fukushimie

– czytamy w artykule niemieckiej gazety “Frankfurter Allgemeine Zeitung”.

Niemcy pytają o standardy bezpieczeństwa, skażenie radioaktywne i wpływ na środowisko.

Warszawa już wcześniej deklarowała, że „transgraniczne (radiologiczne) oddziaływanie polskiej elektrowni jądrowej będzie zupełnie nieistotne”. O ile dane te są poprawne, nie można z nich wywnioskować bezpośredniego radiologicznego zagrożenia zdrowia dla mieszkańców Saksonii

– podaje z kolei niemieckie ministerstwo środowiska.

Zdaniem niemieckich urzędników nawet niewielkie ilości substancji radioaktywnych mogą mieć poważne konsekwencje psychiczne, ekonomiczne i społeczne, jak również dla rolnictwa, hotelarstwa i turystyki.

Dalej niemieccy urzędnicy twierdzą, że trudne i kosztowne składowanie odpadów promieniotwórczych stawia pod znakiem zapytania opłacalność energii jądrowej.

Czytaj więcej: Zielony ład. Radykalne regulacje UE zagrażają polskiemu budownictwu

Polska zyskuje poparcie w Europie, a nawet w Niemczech

W publikacji czytamy jednak, że Polska nie jest osamotniona w swoich planach dot. rozwijania energetyki jądrowej, a nawet sam premier Saksonii Michael Kretschmer z CDU wypowiada się pozytywnie na ten temat. Energetykę jądrową rozwijają niektóre kraje europejskie, m.in. Szwecja czy Finlandia. 

Tam dziwią się krytyce ze strony Niemiec, zwracając uwagę, że produkcja energii elektrycznej z węgla jest znacznie bardziej szkodliwa dla środowiska. W Niemczech ok. 50 procent całej energii elektrycznej wytwarza się z węgla

– podkreślił dziennik.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

dw.com, tysol.pl

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Flickr

  • Całkowita liczba odwiertów w Rosji wzrosła w ubiegłym roku o 7 proc. do ponad 7800, a większość kluczowych firm naftowych osiągnęła lepsze wyniki niż w 2021 r.
  • Zachodnie sankcję na firmy serwisowe mają niewielki wpływ na funkcjonowanie rosyjskiego segmentu wydobywaczego.
  • Problem braku dostępu do zaawansowanej technologii z Zachodu jest przez Rosję rozwiązywany m.in. poprzez import z zaprzyjaźnionych państw.
  • Zobacz także: Hutek: “Nie potrafimy wykorzystać własnych złóż, boimy się Unii Europejskiej”

Całkowita liczba odwiertów w Rosji wzrosła w ubiegłym roku o 7 proc. do ponad 7800, a większość kluczowych firm naftowych osiągnęła lepsze wyniki niż w 2021 r.

Analitycy agencji zidentyfikowali trzy główne czynniki, które pomogły Rosji w zwiększeniu wydobycia, pomimo sankcji nałożonych na nią za agresję na Ukrainę, która trwa już prawie rok.

Po pierwsze, duże zagraniczne firmy świadczące usługi naftowe w 2021 r. stanowiły zaledwie 15 proc. segmentu usług naftowych w Rosji. Główną część tego rynku zajmują firmy rosyjskie, w szczególności Rosnieft, Surgutnieftiegaz i Gazprom, więc wycofanie się z Rosji kilku zachodnich firm serwisujących pola naftowe nie miało krytycznego wpływu na wolumen wydobycia.

Po drugie, kilku głównych zachodnich dostawców usług naftowych nadal działa w Rosji. Wśród nich są koncern SLB i Weatherford International

– podaje agencja Bloomberg.

Dyrektor SLB Olivier Le Peche powiedział w lipcu, że struktura korporacyjna jego firmy zapewnia elastyczność świadczenia usług w Rosji, przy jednoczesnym pełnym przestrzeganiu sankcji UE i USA. Z kolei w najnowszym raporcie Weatherford International Rosja nadal figuruje jako jeden z regionów, w których działa ta amerykańsko-irlandzka spółka.

Po trzecie, dwie duże firmy świadczące usługi związane z polami naftowymi, Halliburton i Baker Hughes, sprzedały rosyjskie aktywa lokalnemu kierownictwu, co zdaniem analityków agencji pozwoliło im zatrzymać personel i doświadczenie. Według Bloomberga, problem braku dostępu do zaawansowanej technologii z Zachodu jest przez Rosję rozwiązywany m.in. poprzez import z zaprzyjaźnionych państw.

Czytaj więcej: Kolejny kraj wzywa swoich obywateli z Białorusi. Francja odradza wyjazd na Białoruś

Zachód nakłada pułapy cenowe

Na początku lutego Rada Unii Europejskiej zatwierdziła maksymalne ceny produktów naftowych wytwarzanych w Rosji lub stamtąd eksportowanych. Kraje członkowskie zdecydowały o wprowadzeniu dwóch pułapów cenowych – 100 dolarów za baryłkę produktów droższych od ropy naftowej, takich jak olej napędowy, i 45 dolarów za baryłkę tzw. produktów przecenionych, takich jak olej opałowy.

Przewidziany został 55-dniowy okres przejściowy dla statków przewożących rosyjskie produkty ropopochodne, które zostały zakupione i załadowane do 5 lutego i zostaną rozładowane przed 1 kwietnia 2023 r.

Rada UE poinformowała, że w połowie marca powróci do przeglądu mechanizmu pułapu cen ropy naftowej, a przegląd będzie odbywał się regularnie co dwa miesiące.

Unijne embargo na import rosyjskich paliw gotowych obowiązuje równolegle z wprowadzonym 5 grudnia ub.r. zakazem dostaw rosyjskiej ropy drogą morską do krajów Unii Europejskiej oraz limitem cenowym na rosyjską ropę wynoszącym 60 dolarów za baryłkę.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

bloomberg.com, dorzeczy.pl

Banknoty PLN

Banknoty PLN / fot. pixabay.com

  • Komisja Nadzoru Finansowego opublikowała raport, w którym omówione zostały zarobki banków w naszym kraju.
  • Na koniec grudnia 2022 r. odnotowało 12,5 mld zł zysku netto.
  • To o blisko połowę więcej niż w 2021 r., gdy odnotowano 6,5 mld zł zysku.
  • Zobacz także: Nikaragua: Prezydent wydalił przeciwników politycznych z kraju

Wynik finansowy netto na koniec grudnia 2022 r. wyniósł 12,5 mld zł, co w stosunku do poprzedniego miesiąca stanowiło obniżenie o 0,6 mld zł (-4,3 proc. m/m). Wynik ten był wyższy o 6,5 mld zł (+108,8 proc. r/r) od wyniku osiągniętego na koniec grudnia 2021 r.

– poinformowała Komisja Nadzoru Finansowego.

Na koniec grudnia 2022 r. 11 banków komercyjnych wykazało łączną stratę w wysokości 4,8 mld zł. Banki te miały ok. 16,3 proc. udziału w aktywach sektora. Pozostałe banki w sektorze* wykazały łącznie zysk w wysokości 18,5 mld zł

– czytamy dalej.

W okresie dwunastu miesięcy 2022 r. wynik z odsetek wyniósł 76,03 mld zł (+63,1 proc. r/r), zaś wynik z prowizji sięgnął 18,46 mld zł (+7,6 proc. r/r). Koszty działania wyniosły 45,25 mld zł (+27,6 proc. r/r). Odpisy wyniosły 8,94 mld zł (+25,1 proc. r/r) wobec 7,35 mld zł miesiąc wcześniej.

Wskaźnik ROE sektora bankowego na koniec listopada wyniósł 7 proc. (+3,85 pkt proc. r/r, + 2,58 pkt proc. m/m), a ROA sięgnął 0,47 proc. (+0,23 pkt proc. r/r, +0,17 pkt proc. m/m), podano też w prezentacji.

Wskaźniki adekwatności kapitałowej sektora były na poziomie 18,21 proc. (TCR) i 16,35 proc. (T1) na koniec września 2022 r.

– podano w raporcie.

Na koniec grudnia 2022 r. działalność prowadziło: 30 banków komercyjnych, 496 banków spółdzielczych, 34 oddziały instytucji kredytowych i banków zagranicznych.

Czytaj więcej: Via Carpatia. Polska i Słowacja podpisały porozumienie

GUS podał dane o PKB za IV kwartał

Według GUS PKB Polski w IV kwartale 2022 roku urósł o 2 proc. rok do roku, wobec wzrostu o 8,5 proc. w analogicznym okresie 2021 r. Jednak biorąc pod uwagę wyniki kwartalne, polska gospodarka skurczyła się o 2,4 proc. Na przełomie I i II kw. PKB Polski zmalało o -2,1 proc. Część ekspertów mówi już otwarcie o recesji polskiej gospodarki.

GUS podkreśla, że dane mają charakter wstępny i mogą podlegać zmianie. Ostateczne dane o PKB w IV kwartale ubiegłego roku poznamy 28 lutego.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

isbnews.pl, dorzeczy.pl

św. Walenty patron obłąkanych

Wizerunek św. Walentego / Fot. Twitter

  • 14 lutego obchodzony jest dzień św. Walentego, który żył w III w.
  • W czasie prześladowań rzymskich za Klaudiusza II Gota, wraz ze św. Mariuszem i krewnymi, asystował męczennikom w czasie ich procesów i egzekucji.
  • Został on później ścięty, czyli 14 lutego 269 r.
  • Zobacz także: Obchody 42. rocznicy Porozumień Rzeszowsko-Ustrzyckich

14 lutego obchodzony jest dzień św. Walentego, który żył w III w., był biskupem Terni w Umbrii. Wiadomości o nim są dość skąpe i niejednoznaczne.

W czasie prześladowań rzymskich za Klaudiusza II Gota, wraz ze św. Mariuszem i krewnymi, asystował męczennikom w czasie ich procesów i egzekucji. Wkrótce sam został pojmany i doprowadzony do prefekta Rzymu, który przeprowadził rutynowy proces polegający na wymuszaniu odstępstwa od Chrystusa. W tym celu kazał użyć kijów. Ponieważ nie przyniosło to oczekiwanego skutku, kazał ściąć Walentego. Stało się to 14 lutego 269 roku.

Pochowano go w Rzymie przy via Flaminia. Mimo braku bliższych wiadomości o nim, przekonanie o świętości i kult jego osoby zaczął się szybko rozwijać. Jego grób już w IV w. otoczony był szczególną czcią. Nad grobem papież Juliusz I wystawił bazylikę pod wezwaniem św. Walentego. Odnowił ją później papież Teodor I. Świątynia wraz z grobem św. Walentego stała się autentycznym sanktuarium i jednym z pierwszych miejsc pielgrzymkowych. W średniowieczu kult Walentego objął całą niemal Europę.

Czytaj więcej: Antifa zaatakowała przypadkowych przechodniów. Policja zatrzymała sprawców

Walentynki – geneza święta

Celebracja walentynek wiążę się przede wszystkim z obchodami antycznego święta. A także ze zwyczajem, że w dniu św. Walentego los przeznaczał dla siebie pary młodych ludzi. Po wzajemnej wymianie darów pozostawali  przez rok narzeczonymi, a następnie zawierali małżeństwo. Jedna z legend głosi, że św. Walenty miał zwyczaj ofiarowywać kwiat ze swego ogrodu w Terni młodym ludziom, którzy go odwiedzali. Przynosiło to ponoć szczęście w małżeństwie. Chcąc wyjść naprzeciw licznym prośbom o udzielenie ślubu, biskup wyznaczył jeden dzień w roku, w którym zbiorowo błogosławił sakrament małżeństwa. Dzień ten obchodzony jest teraz jako walentynki.

Św. Walenty jest również patronem miasta Bieruń Stary. W wigilię wspomnienia świętego, abp Adrian Galbas przewodniczył mszy św. w sanktuarium jemu poświęconym. W homilii zwrócił uwagę na przesłanie życia św. Walentego.

Walenty umarł z powodu miłości. A dokładniej z powodu wierności miłości. Wiele z tego, co wiemy o jego historii brzmi bardzo romantycznie, wzruszająco i pięknie. Nic dziwnego, że kult Świętego jest tak dziś popularny

– powiedział abp Adrian Galbas.

Hierarcha przestrzegał także przed nadmierną komercjalizacją święta, zachęcając do pogłębienia jego wymiaru duchowego.

Niech sobie będą kartki i serduszka, wierszyki i liściki. Niech będą dziś i jutro niespodzianki i wianki, kolacje i atrakcje. Przecież to jest miłe, ważne i potrzebne. (…). Dla nas, chrześcijan, ludzi wiary, ten dzień jest także okazją do rachunku sumienia z zakochania i do modlitwy o zakochanie. O trwanie w zakochaniu

– dodał duchowny.

Od Średniowiecza Walenty, którego łacińskie imię znaczy “silny” i “zdrowy”, był czczony jako patron chorych na padaczkę, w tamtych czasach zwaną “chorobą świętego Walentego”, ale również orędownikiem cierpiących na inne choroby psychiczne. To zatem ważny patron w czasach, w których obserwujemy m.in. plagę depresji. Według ostatnich danych na depresję zapada 350 mln ludzi na świecie, w Polsce choruje ponad 1, 5 mln ludzi. Do 2030 roku depresja będzie najczęstszą chorobą na świecie.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

marsz.info

Flaga Nikaragui.

Flaga Nikaragui. / Fot. Flickr

Zobacz także: Bąkiewicz o Konfederacji: “Stała się platformą dla prorosyjskiej propagandy”

Analitycy, eksperci prawni i grupy praw człowieka nazywają to polityczną sztuczką, ale także naruszeniem prawa międzynarodowego. Wydalenie następuje w ramach szerszych starań rządu Ortegi, aby stłumić polityczną dysydencję sięgającą czasów antyrządowych protestów ulicznych z 2018 roku, które spotkały się z brutalną odpowiedzią nikaraguańskich sił bezpieczeństwa.

Ortega nazwał swoich uwięzionych przeciwników “zdrajcami” i utrzymuje, że stali oni za protestami, które, jak twierdzi, były finansowanym z zagranicy spiskiem mającym na celu obalenie go. Dziesiątki tysięcy Nikaraguańczyków uciekło przed rządową represją.

Uwięzienie przeciwników rządu stało się punktem spornym na arenie międzynarodowej, szczególnie dla administracji prezydenta USA Joe Bidena, który wykorzystał ich przetrzymywanie do uzasadnienia sankcji nałożonych na ten środkowoamerykański kraj.

Uwolnienie więźniów było po części taktyką mającą na celu “zminimalizowanie kosztów publicznych jego represji”, szczególnie w oczach społeczności międzynarodowej, stwierdził Ivan Briscoe z International Crisis Group, grupy badawczej non-profit skupiającej się na rozwiązywaniu konfliktów na całym świecie.

Hiszpania zaoferowała 222 wygnańcom swoje obywatelstwo, natomiast USA przyznały Nikaraguańczykom dwuletnią tymczasową ochronę. Eksperci są szczególnie zaniepokojeni sytuacją rzymskokatolickiego biskupa Rolando Álvareza, zagorzałego krytyka Ortegi, który odmówił wejścia na pokład samolotu do USA wraz z innymi więźniami. Powiedział bliskim, że jeśli wsiądzie do samolotu, to będzie to jak przyznanie się do przestępstwa, którego nigdy nie popełnił. Wkrótce potem Álvarez został skazany na 26 lat więzienia – słynącego ze złych warunków – i pozbawiony obywatelstwa Nikaragui, co ostro potępili urzędnicy Departamentu Stanu USA.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

usnews.com

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Jan Bodakowski

Zobacz także: KE naciska na Polskę. Nowe ultimatum Brukseli

Węgierska policja aresztowała sześciu sprawców zamieszanych w ataki gangów, do których doszło w weekend w Budapeszcie – poinformował w poniedziałek na konferencji prasowej podpułkownik policji Béla Nyerges. Według policji lewicowi napastnicy wydawali się działać pod wpływem błędnego założenia, że biją neonazistów.

Od początku XXI wieku, głównie niemieckie grupy prawicowe i niektóre skrajnie prawicowe osoby upamiętniają próbę przełamania 11 lutego przez oddziały SS i Wehrmachtu sowieckiej blokady wokół Budapesztu, w której zginęło około 20 000 prawie wyłącznie niemieckich żołnierzy.

Węgierska policja powiedziała, że napastnicy celowali głównie w niewinnych przechodniów – niektórzy z nich to zagraniczni turyści, a inni miejscowi – raniąc co najmniej siedmiu z nich, niektórzy ciężko. Policja i służby wywiadowcze wciąż poszukują kilku z 15 domniemanych napastników, ale aresztowały już sześciu z nich. Jak dotąd tylko jeden aresztowany jest Węgrem, jeden Włochem, a reszta to obywatele Niemiec.

Policja twierdzi, że grupa przemieszczała się po Budapeszcie w ciągu trzech dni przeprowadzając niezwykle brutalne ataki. Po pierwszym ataku Komenda Główna Policji w Budapeszcie (BRFK) powołała specjalny zespół śledczy składający się z 24 osób, który później został rozszerzony do 45 osób.

W jednym z ataków siedmiu lub ośmiu sprawców zaatakowało grupę trzech obywateli polskich, którzy właśnie opuścili swoje samochody i udawali się na zwiedzanie miasta. Podczas ataku dwóch Polaków doznało poważnych obrażeń w postaci złamań, podczas gdy ich trzeci towarzysz uciekł z siniakami na kończynach i raną na skórze głowy.

W innym przypadku 40-letni kierowca ciężarówki zmierzał do sklepu tytoniowego w Gazdagrét, kiedy ośmiu członków Antify pobiło ofiarę do nieprzytomności. Gdy leżał na ziemi, spryskali go pieprzem w twarz. Według policji ofiara nie miała nic wspólnego z prawicową polityką, ale była celem ataku, ponieważ nosiła ubranie w stylu wojskowym. W innym ataku, Zoltán T., mieszkaniec Budapesztu został zaatakowany podczas powrotu do domu z pracy.

Policja twierdzi, że ofiary stały się celem ataku, ponieważ miały na sobie czarne buty, czarne kurtki lub inne ubrania, które wyglądały jak te noszone przez prawicowych demonstrantów, takie jak zielone kurtki wojskowe, które są również powszechnie noszone przez osoby, które nie są aktywne w kręgach politycznych. Żadna z ofiar nie brała udziału w demonstracji, donosi policja.

W trzecim ataku węgierska para, László Dudog i jego partnerka, zostali pobici podczas powrotu do domu z koncertu; ofiarami czwartego ataku była niemiecka para również wychodząca z koncertu.

Policja zaznaczyła, że uważa, iż ataki były motywowane politycznie, a grupa lewicowych ekstremistów działała z założeniem, że ich ofiary uczestniczyły w prawicowym proteście.

Policja opublikowała materiał filmowy z dokonanych aresztowań związanych z atakiem, gdzie ujawniła różnorodną broń znalezioną przy podejrzanych, w tym młotki, ołowiane rękawice, żelazne rury i gaz pieprzowy.

Podczas gdy węgierska policja ujawniła jedynie liczbę aresztowanych napastników, niemiecki dziennik “Bild” zidentyfikował ich jako Clarę W. (22), Annę M. (26), Emilie D. (20), Moritza S. (20), Tobiasa E. (29) z Niemiec oraz Ilarię S. (38) z Włoch. Wszyscy związani są z lewicowymi ugrupowaniami ekstremistycznymi. Niemcy urodzili się w Saksonii, Turyngii, Nadrenii Północnej-Westfalii, Szlezwiku-Holsztynie i Dolnej Saksonii.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

rmx.news

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Twitter

Zobacz także: Premier Finlandi na wylocie. “Marin zadłuża nasz kraj”

Projekt Via Carpatia zakłada budowę autostrady biegnącej przez Litwę, Polskę, Słowację, Węgry, Rumunię i Grecję. Polska część Via Carpatia liczy 700 kilometrów od Białegostoku w północno-wschodniej Polsce do granicy ze Słowacją na południu. Obecnie użytkowanych jest 260 kilometrów tej drogi, 280 kilometrów jest w budowie, a pozostałe są w większości w fazie projektowania.

10 lutego Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) oraz słowacka Národná Diaľničná Spoločnosť (NDS) podpisały umowę dotyczącą budowy łącznie około 78 kilometrów drogi. Porozumienie związane jest z GDDKiA, która otrzymała na inwestycje 326 mln euro z funduszy unijnych.

Stronę słowacką reprezentował dyrektor generalny NDS Vladimír Jacko, który przyznał, że Polska wyprzedza Słowację, jeśli chodzi o budowę Via Carpatia. Zgodnie z harmonogramem Polska zakończy swoją część Via Carpatia do 2030 roku.

“Fakt, że rok temu rozpoczęliśmy budowę obwodnicy Koszyc, pokazuje, że poważnie traktujemy budowę Via Carpatia. Podejmiemy wszelkie niezbędne kroki, aby Via Carpatia mogła powstać jak najszybciej” – powiedział Jacko.

Rzeczniczka polskiej GDDKiA Joanna Rarus powiedziała, że prace budowlane po polskiej stronie granicy, w rejonie Rzeszowa, rozpoczną się w przyszłym roku.

Trasa między Duklą a Barwinkiem w południowo-wschodniej Polsce, granicząca ze Słowacją, jest jednym z najtrudniejszych do wybudowania odcinków drogi ekspresowej S19 ze względu na warunki geologiczne i środowiskowe.

“Wybudowanych zostanie piętnaście wiaduktów. Najdłuższy z nich będzie miał ok. 1,1 km długości, rozciągając się w poprzek doliny wykorzystując 35-metrowe filary” – powiedziała rzeczniczka.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

rmx.news

Meczet

Meczet / Fot. pxfuel.com

Zobacz także: Handel ludźmi. Brytyjski dziennikarz nazywa dziecko “bagażem podręcznym”

Propozycja zakłada wyburzenie budynku komunalnego, który od prawie trzech dekad zajmowany jest przez Autonomiczne Centrum, w celu wybudowania meczetu za 30 milionów euro w zaniedbanej dzielnicy zachodniego miasta.

Oprócz islamskiego centrum modlitwy administracja miejska chce wybudować także centrum opieki nad dziećmi, centrum dla seniorów oraz mieszkanie dla studentów. Projekt rady jest realizowany we współpracy z Turecko-Islamską Unią do Spraw Religii (DITIB), kontrowersyjną organizacją islamską powiązaną z tureckim rządem, a protestujący uważają, że posunięcie to sprawi, że DITIB uzyska zbyt duże wpływy w lokalnej społeczności.

DITIB finansuje ponad 900 meczetów w całych Niemczech i przypuszcza się, że prowadziła rozmowy na temat zarządzania nowym meczetem i dodatkowymi domami kultury.

Osoby związane z lewicową grupą aktywistów uważają, że meczet będzie nie tylko miejscem modlitwy, ale także miejscem faszystowskiej propagandy i indoktrynacji tureckich nacjonalistów. Twierdzą oni, że stowarzyszenie islamskie próbuje wysuwać “roszczenia terytorialne” i ostrzegają przed “DITIB-izacją” lokalnego obszaru.

DITIB od wielu lat wzbudza kontrowersje w całych Niemczech i choć kiedyś otrzymywała rządowe dofinansowanie, fundusze zostały obcięte po tym, jak organizacja odmówiła udziału w marszach antyterrorystycznych i nie uporządkowała często antyzachodniej i antysemickiej retoryki publikowanej przez niektóre lokalne oddziały.

Mieszkańcy Wuppertalu całkiem niedawno opublikowali list otwarty do rady dzielnicy w sprawie charakteru wykładów prowadzonych w istniejącym w mieście meczecie, oskarżając historyka Mehmeta Işıka o regularne bagatelizowanie tureckiego ludobójstwa Ormian i szerzenie antysemickich teorii spiskowych.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

rmx.news

Przemarsz w ramach 41. rocznicy porozumień ustrzycko-rzeszowskich.

Przemarsz w ramach 41. rocznicy porozumień ustrzycko-rzeszowskich. / Fot. Facebook/StanislawKruczekPL

Zobacz także: Rosyjski generał popełnił samobójstwo. “Był w głębokiej depresji”

W ramach Porozumień Rzeszowsko-Ustrzyckich władze PRL zobowiązały się zagwarantować nienaruszalność chłopskiej własności wraz z prawem do dziedziczenia oraz zrównanie w prawach rolników indywidualnych z rolnictwem państwowym. Zgodzono się również nie blokować budowy kościołów oraz zapewnić dostęp do praktyk religijnych na koloniach dla dzieci, w więzieniach i w wojsku. Jeden z punktów porozumienia dotyczył także zmniejszenia sprzedaży alkoholu na wsi.

Podnosimy postulaty w postaci konstytucji polskiej wsi. Jest to program, który kontynuuje „Ojcowizna”, a który wywodzi się ze strajków i Porozumień Rzeszowsko- -Ustrzyckich, które nie do końca zostały zrealizowane, a minęło już ponad czterdzieści lat – podkreśla w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Wieńczysław Nowacki, przewodniczący Stronnictwa Ludowego „Ojcowizna” RP, głównego organizatora uroczystości.

Uroczystości rocznicowe rozpoczną się o godz.11.00 Mszą św. sprawowaną w kościele farnym w Rzeszowie (pl. Farny 5) w intencji polskich rolników i suwerennej Ojczyzny. W świątyni do dziś znajduje się krzyż strajkowy złożony jako wotum. Na godz. 12:30 zaplanowano przemarsz przed pomnik Tadeusza Kościuszki na Rynku i tablicę upamiętniającą Porozumienia Rzeszowsko-Ustrzyckie w miejscu strajku (pl. Ofiar Getta 5). Pół godziny później ma się rozpocząć konferencja „Konstytucja polskiej wsi”.

Lider Powszechnego Samorządu Gospodarczego dr Dariusz Grabowski w wykładzie „Wspólnota wsi oraz małej i średniej przedsiębiorczości szansą dla polskiej gospodarki” zaprezentuje metody wyjścia z polskiej trudnej sytuacji gospodarczej. O rolnictwie ekologicznym będzie mówił prof. Jerzy Szymona w referacie „Trzy pętle zniewolenia współczesnego rolnictwa”. Z kolei prof. Romuald Niżnikowski, kontynuator działań prof. Jana Szyszko w zakresie zrównoważonego rozwoju, przedstawi wykład „Aspekty zrównoważonej produkcji rolnictwa i łowiectwa”. Konferencję zakończy przyjęcie dokumentów podsumowujących. Potem nastąpi wręczenie odznaczeń państwowych i okolicznościowych „W obronie polskiej ziemi”.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Nasz Dziennik

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

Zobacz także: Ekspert: Zabiegi tranzycji płci u małoletnich powinny być zakazane

Kto powinien decydować o tym, jakie środki powinny być przepisywane pacjentom? Najwyraźniej zdaniem NFZ nie powinien być to lekarz. Przekonała się o tym pediatra, Jolanta Tyczyńska.

To jest jedyne mleko, które jest jedynym ratunkiem dla nich. To nie jest moja fanaberia, tych rodziców czy dzieci. To jest po prostu walka o życie, o przetrwanie – wyjaśniła lekarka powód przepisywania specjalnego mleka swoim dziecięcym pacjentom.

Mają bardzo ciężką alergię po wprowadzeniu kolejnego mleka lub innych produktów – warzyw czy też mięsa. Okazuje się, że te dzieci mają sączące rany na ciele, zaburzenia z przewodu pokarmowego, wymioty, biegunki, nie przybierają na wadze, hamuje się ich rozwój zarówno psychiczny, jak i fizyczny – podkreśliła.

Tyczyńska nie zamierza płacić kary.

To byłoby przyznanie się do winy, której ja nie popełniłam – podkreśliła. – Moi pacjenci proponowali mi, żeby założyć zbiórkę, że natychmiast uzbierają te pieniądze. I co wtedy? – powiedziała.

Oceniła, że powinny zajść zmiany systemowe.

Myślę, że to jest czas na zmianę całej refundacji. Lekarz nie powinien w ogóle tej refundacji ogarniać, nie powinien jej pilnować. My i tak mamy ogromną ilość pracy. Listy refundacyjne zmieniają się co trzy miesiące – stwierdziła.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

RMF24