Komórka wirusa

Komórka wirusa / Fot. YouTube

  • Od lat Ukraina jest tuż po Rosji największym “dostawcą” AIDS w Europie.
  • Polskie Ministerstwo Zdrowia sfinansowało z podatków plakaty na temat HIV/AIDS w dwóch językach – polskim i ukraińskim.
  • Na konferencji “Wirusologia 2022 – najnowsze doniesienia” specjaliści ostrzegali, że z powodu imigracji do Polski Ukraińców “można się spodziewać” w naszym kraju wzrostu liczby zakażeń HIV.
  • Zobacz też: Media Narodowe oferują pracę realizatora wizji. Zgłoś się i dołącz do zespołu

Z danych wynika, że Ukraina jest tuż po Rosji największym “dostawcą” AIDS w Europie. Jak ilustruje mapka z 2014 roku, nie jest to żadna nowość. Warto tu może zwrócić uwagę na fakt, że aktualny prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski opowiada się za legalnością prostytucji (jak i mordowania nienarodzonych).

Bardziej szczegółowe dane liczbowe z roku 2021 można zobaczyć tutaj.

Ostrzeżenia ekspertów

Wszak nie bez przyczyny polskie Ministerstwo Zdrowia sfinansowało z podatków plakaty na temat HIV/AIDS w dwóch językach – polskim i ukraińskim.

Nie bez przyczyny w kwietniu tego roku Puls Medycyny napisał na ten temat artykuł. W końcu nie bez powodu na konferencji “Wirusologia 2022 – najnowsze doniesienia” specjaliści ostrzegali:

Na skutek wojny w Ukrainie i przemieszczania się ludności do naszego kraju możemy się spodziewać wzrostu różnego rodzaju zakażeń, nawet takich jak HIV.

Z informacji zaprezentowanych na konferencji wynika, iż na Ukrainie przed wybuchem wojny z wirusem HIV żyło co najmniej 250 tys. osób, spośród których lekami antyretrowirusowymi leczonych było 156 tys. pacjentów. W Polsce od 1985 r. do początku 2022 r. w sumie stwierdzono 15 196 zakażeń HIV (0,04 proc. populacji). Leczonych jest 14,5 tys. pacjentów, w tym 94 dzieci.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Puls Medycyny, Twitter

Bancel dokonujący porównania

Bancel dokonujący porównania / Fot. Twitter

Dyrektor generalny Moderny, Stéphane Bancel, w wywiadzie dla CNN zapowiedział, że firma planuje wprowadzić nowe szczepienia. Jeden roczny zastrzyk będzie w sobie łączył szczepionki przeciw COVID-19, grypie i RSV.

Uważamy, że możemy umieścić w jednym produkcie wiele mRNA, dbając o wszystkie te wirusy. I to raz w roku. Powinieneś być w stanie otrzymać coroczną dawkę przypominającą, pojedynczą dawkę, która zawiera w fiolce wszystkie te mRNA dla wszystkich tych [wirusów], które są oczywiście przystosowane do szczepu sezonu, jak grypa, jak szczep Covid, i tak dalej.

Nietypowe porównanie

Bancel dokonał w swej wypowiedzi nietypowego porównania – powiedział, że podobnie jak iPhone poprawia się nieznacznie z każdym nowym modelem, producenci zastrzyków będą również aktualizować swoje wstrzyknięcia mRNA.

Pomysł jest trochę podobny do iPhone’a, podczas gdy, wiesz, wielu z nas kupuje nowego iPhone’a we wrześniu.

Zapytany, jakie są ramy czasowe na wydanie wstrzyknięcia typu “wszystko w jednym”, Bancel powiedział, że niektóre kraje mogą rozpocząć wprowadzanie tej technologii już w przyszłym roku.

Dostajesz nowe aplikacje i otrzymujesz odświeżone aplikacje. Dlatego zrobiłem analogię do iPhone’a, która polega na tym, że nie dostajesz niesamowitego aparatu… niesamowitego wszystkiego za pierwszym razem, gdy dostajesz iPhone’a, ale już dostajesz wiele rzeczy. Ale myślę, że w ciągu trzech do pięciu lat, w którym każdego roku otrzymasz lepszy produkt od Moderny, który ochroni Cię przed wszystkimi krążącymi rzeczami i coraz większym zasięgiem różnych wirusów.

W marcu Bancel skarżył się Światowemu Forum Ekonomicznemu, że jego firma musiała “wyrzucić” 30 milionów dawek szczepionek przeciw COVID-19, ponieważ ludzie nie chcieli ich przyjmować.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

NewsWars

Przyjęcie posiłku od zakonnicy rosyjskiej narodowości może kosztować głodnego Ukraińca pobyt w więzieniu

Przyjęcie posiłku od zakonnicy rosyjskiej narodowości może kosztować głodnego Ukraińca pobyt w więzieniu / Fot. Facebook

  • Od 16 sierpnia głodny Ukrainiec, który przyjmie bułkę od Rosjanina, będzie mógł zostać aresztowany.
  • Mało tego, może mu grozić do 15 lat więzienia.
  • Dlaczego? Ponieważ rząd uznał przyjmowanie pomocy humanitarnej od Rosjan za kolaborację.
  • Tym samym zrównano przyjęcie takiej pomocy ze zdradą ojczyzny.
  • Zobacz też: Pierwszy krok do odbudowy Pałacu Saskiego. Budowlańcy stawiają opłotowanie

Ukraiński rząd wprowadził 16 sierpnia kontrowersyjne prawo. Od tej pory mieszkańcy Ukrainy, którzy na “okupowanych terytoriach” skorzystają z pomocy humanitarnej z rąk rosyjskich, zostaną aresztowani. Powód? Rząd stwierdził, że przyjmowanie i dystrybucję rosyjskiej pomocy humanitarnej na terytoriach okupowanych należy uznać za kolaborację.

Według rzeczniczki MSW Aliony Matwiejewej, za nakłanianie do wspierania rosyjskiego wojska, przyjmowanie lub rozprowadzanie rosyjskiej pomocy humanitarnej lub przekazywanie Rosji informacji o ukraińskim wojsku można zostać skazanym. O ile zakazywanie militarnego wspierania rosyjskiego wojska bądź dostarczania przeciwnikowi informacji o wojsku ukraińskim jest zrozumiałe, o tyle aresztowanie kogoś za przyjęcie pomocy, w tym niezbędnej do przeżycia, jest po prostu skandaliczne.

Przyjmowanie i dystrybucja rosyjskiej pomocy humanitarnej na terytoriach okupowanych jest uważane za kolaborację. Ustawa o kolaboracji weszła w życie 16 sierpnia. Zgodnie z nią akty kolaboracji będą karane do 15 lat więzienia.

Jeśli głodny Ukrainiec przyjmie bułkę od Rosjanina, zostanie aresztowany

Jednocześnie Matwiejewa powiedziała, że kary za przyjęcie pomocy od Rosjanina będą ustalane indywidualnie.

Na przykład, jeśli osoba wezwana do wsparcia wojska Federacji Rosyjskiej przekazała jakieś informacje, wzięła pomoc humanitarną [od Rosjan], i ją rozprowadziła – za to będzie jedna kara.

Jeden z internautów napisał:

Więc ludzie powinni głodować? Jak rząd ukraiński oczekuje, że ludzie przeżyją, jeśli nie przyjmą rosyjskiej pomocy?

Inny skomentował:

Jeśli ktoś umiera z głodu lub pragnienia, musi przyjąć pomoc humanitarną. Nie różni się to od jeńca, który spożywa jedzenie i napoje oferowane im w niewoli. To straszny dekret.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Twitter, News Punch

Premier Mateusz Morawiecki

Premier Mateusz Morawiecki / Fot. PAP/Radek Pietruszka. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

  • W ostatnich dniach zarówno Grupy Azoty oraz Anwil informowały o problemach z produkcją nawozów.
  • Jest to spowodowane m.in. wysokimi na rynku cenami za gaz.
  • Premier Mateusz Morawiecki poinformował we wtorek, że poprosił ministra rolnictwa Henryka Kowalczyka oraz ministra aktywów państwowych Jacka Sasina o wypracowanie odpowiedniego mechanizmu.
  • Ma on pomóc w odpowiedniej interwencji na rynku nawozów, przede wszystkim na przyszły rok.
  • Zobacz także: Grupa Azoty wstrzymuje część produkcji. Powodem wysokie ceny gazu

Premier Mateusz Morawiecki poinformował, że zwrócił się o wypracowanie odpowiedniego mechanizmu podażowo-popytowego i cenowego, by móc dokonać interwencji na rynku nawozów. Chodzi o to, by ceny nawozów nie przekładały się na ceny żywności. Mechanizm ten mają wypracować wspólnie wicepremier, minister rolnictwa i rozwoju wsi Henryk Kowalczyk oraz wicepremier i minister aktywów państwowych Jacek Sasin.

Poprosiłem pana premiera Kowalczyka i pana premiera Sasina o wypracowanie w możliwie krótkim czasie odpowiedniego mechanizmu podażowego – popytowego i cenowego, tak żeby znowu móc dokonać odpowiedniej interwencji na rynku nawozów po to, aby już nie tylko w tym roku, bo mówimy przede wszystkim o przyszłym roku wysokie ceny nawozów nie przekładały się na wysokie ceny żywności

– przekazał premier Mateusz Morawiecki.

Premier zapowiedział, że mechanizm ten ma zostać przedstawiony na najbliższym bądź na kolejnym posiedzeniu Rady Ministrów.

Czytaj więcej: Ekologia po niemiecku. Zachodni sąsiedzi otwierają kolejną elektrownie węglową

Kłopoty z nawozami

Grupa Azoty poinformowała w poniedziałek wieczorem, że w konsekwencji rekordowo wysokich cen gazu ziemnego czasowo zatrzymuje instalacje do produkcji nawozów azotowych, kaprolaktamu oraz poliamidu 6. Spółka kontynuuje produkcję katalizatorów, osłonek poliamidowych, kwasów humusowych, skrobi termoplastycznej oraz kwasu azotowego stężonego. O tymczasowym wstrzymaniu produkcji nawozów azotowych w związku z rekordowym wzrostem cen gazu ziemnego w Europie zdecydował także Anwil.

Spółka podała, że w trakcie ogłoszonego postoju instalacji produkcyjnych realizowane będą procesy inwestycyjne oraz remontowe, w tym planowany wcześniej, główny remont instalacji poliamidów. Zarząd spółki wskazuje, że aktualna sytuacja na rynku gazu ziemnego, determinująca rentowność prowadzonej produkcji, jest niezwykła, całkowicie niezależna od spółki, i nie było można jej przewidzieć.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

dorzeczy.pl

Minister klimatu i środowiska Anna Moskwa

Minister klimatu i środowiska Anna Moskwa / Fot. PAP/EPA/Rafał Gruz. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

  • Minister klimatu i środowiska poinformowała we wtorek o 14 tys. małych i nielegalnych zrzutach odpadów do rzek.
  • Przedsiębiorstwa powinny składać wnioski o pozwolenie legalnego zrzutu, a decyzję w tej sprawie podejmuje Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej.
  • Zapewniła, że takie zrzuty są ciągle kontrolowane przez odpowiednie służby.
  • Zobacz także: Ekologia po niemiecku. Zachodni sąsiedzi otwierają kolejną elektrownie węglową

Minister klimatu i środowiska Anna Moskwa została zapytana na konferencji prasowej po posiedzeniu rządu o ewentualne nielegalne zrzuty do Odry. Wyjaśniła także, że pytania w tej sprawie należy kierować do ministra infrastruktury oraz instytucji zajmującej się gospodarką wodną, gdyż to oni są odpowiedzialni za ich kontrolowanie.

Wody Polskie prowadzą w ubiegłym roku i w tym roku, razem z Inspekcją Ochrony Środowiska, regularne kontrole tego, co dzieje się na rzece, zwłaszcza w szuwarach i miejscach trudno dostępnych. Zidentyfikowały na początku 14 tysięcy bardzo małych, drobnych miejsc nielegalnych zrzutów do rzeki. W ich opinii wtedy nielegalnych. Po sprawdzeniu pozwoleń okazało się, że miejsc legalnych zrzutów jest 280, a wszystkie te miejsca są zgłoszone do postępowań prowadzonych przez policję 

– poinformowała Anna Moskwa.

Przestrzegałabym przed łączeniem wprost tego zjawiska z wydarzeniami na Odrze. Niestety, w całej Europie mamy do czynienia z takimi jednorazowymi zrzutami 

– wyjaśniła minister klimatu i środowiska.

Czytaj więcej: Skażenie Odry. Rząd przedstawi specjalną ustawę rewitalizacyjną

Nielegalne zrzuty ścieków do rzek

Minister Moskwa wyjaśniła, że kary za tego rodzaju przestępczość środowiskową jak nielegalne zrzuty, zostały wzmocnione niedawno wprowadzoną ustawą. Podkreśliła, że wykrywalność sprawców rośnie, ale wykrywanie takich przypadków to jest nieprzerwane wyzwanie.

Wyjaśniła również, że przedsiębiorca lub dany podmiot powinni występować o pozwolenie wodno-prawne na legalny zrzut odpadów. Takie pozwolenie takie określa parametry zrzutu – co można zrzucać, przy jakich stanach wód, określa też ilość dopuszczalnych zrzutów. Decyzję wydaje Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej.

Jak wyjaśniła minister klimatu kontrolę realizacji tych decyzji wykonuje Inspekcja Ochrony Środowiska i Regionalne Zarządy Gospodarki Wodnej.

Te zrzuty są na bieżąco kontrolowane. To wynika nie z naszych krajowych zapisów, ale z zaleceń i zapisów dyrektywy wodnej, która w 2018 roku została w Polsce w pełni wdrożona. Oczywiście, jeśli mamy do czynienia ze zrzutami nielegalnymi, mamy do czynienia z policją i innymi służbami 

– wytłumaczyła minister.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

rmf24.pl

Nowy kardynał popiera heretycką drogę synodalną Niemiec

Abp. Leonardo Urlich Steiner / Fot Twitter

  • Kardynał-nominat abp. Leonardo Urlich Steiner bardzo ciepło wypowiedział się na temat niemieckiej drogi synodalnej.
  • Jego zdaniem jest ona “szansą” dla Kościoła Katolickiego.
  • Wyznał, że nie należy obawiać się otwartej i twardej debaty na synodzie.
  • W przeszłości apelował o zniesienie obowiązkowego celibatu kapłańskiego w Amazonii.
  • Zobacz także: Sezon pieszych pielgrzymek na Jasną Górę, które w PRL komuniści zwalczali

Arcybiskup Manaus w Brazylii, nowo nominowany kard. Leonardo Urlich Steiner jeszcze niedawno proponował zniesienie obowiązkowego celibatu kapłańskiego w Amazonii. Obecnie świeżo nominowany kardynał wypowiedział się bardzo pozytywnie od niemieckiego drodze synodalnej, która niekiedy zahacza o herezję. Przedstawił ją jako szansę dla Kościoła Katolickiego.

Leonardo Ulrich Steiner urodził się w 1950 roku w Forquilhinha w Brazylii jako 13. spośród 16. dzieci rodziny imigrantów z Niemiec. Jest spokrewniony ze zmarłym kilka lat temu kardynałem Paulo Evaristo Arnsem, byłym arcybiskupem Sao Paulo. Należy również do zgromadzenia zakonnego ojców franciszkanów.

Hierarcha w rozmowie z mediami Caritas w Oldenburgu w Niemczech, gdzie obecnie przebywa, mówił o Drodze Synodalnej.

Oczywiście, wiąże się ona z napięciami. Nie należy się tego jednak obawiać. Nawet jeżeli pojawiają się agresywne poglądy, to nie ma czego się bać

– stwierdził abp. Leonardo Urlich Steiner.

Powiedział, że najważniejsze jest zaufać Bogu, który wyprowadzi Kościół z kryzysów. Wezwał też do prowadzenia otwartej debaty.

Sądzę, że kryzys jest szansą na ponowne odkrycie prawdy. Kiedy jest się otwartym i niczego nie zamiata się pod dywan, to jest to możliwość dla Kościoła, by odzyskać żywotność 

– dodał kardynał-nominat, podkreślając, że obecny kryzys stanowi szansę dla niemieckiego Kościoła.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

katholisch.de, pch24.pl

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

  • W tym roku polscy rolnicy otrzymają większe zaliczki na poczet płatności bezpośrednich.
  • Ma to zdaniem rządu odciążyć finansowo rolników, którzy mają problem ze sprzedażą zboża.
  • Szef komisji rolnictwa i rozwoju wsi poseł Robert Telus, wyjaśnił że pomogą one przetrwać kryzys gospodarczy związany z wojną na Ukrainie.
  • Zobacz także: Supernowoczesny i ekologiczny biurowiec. Ambitne plany CD Projekt

Z projektu rozporządzenia opublikowanego przez ministerstwo rolnictwa wynika, że wzrost zaliczek na poczet płatności bezpośrednich ma poziom dopuszczalny przez przepisy Unii Europejskiej. Podwyżka ma pomóc gospodarstwom na terenie kraju.

Resort rolnictwa podał w uzasadnieniu, że polskie gospodarstwa doświadczają trudności finansowych, które źle wpływają na zdolność realizacji zobowiązań. Wśród nich wskazano m.in. na suszę i wojnę na Ukrainie.

Przewodniczący sejmowej komisji rolnictwa i rozwoju wsi, poseł Robert Telus, podkreślał, że większe zaliczki będą dużą pomocą dla polskich rolników.

Kiedy możemy dać większe zaliczki, to staramy się to robić, dlatego że w tej chwili ludzie potrzebują środków, ponieważ żyjemy w dobie wojny militarnej, ale również wojny ekonomicznej i gospodarczej. Rząd stara się, aby w takich momentach być z rolnikami i próbować im pomóc. Z tych środków można kupić nawozy, ale nie należy sprzedawać ziarna, ponieważ wszystko wskazuje na to, że będzie ono droższe, będzie go brakować w Europie i Afryce. Staramy się pomagać w tej trudnej sytuacji rolnikom 

– wskazał poseł Robert Telus.

Zgodnie z projektem wypłaty zaliczek mają ruszyć 17 października. Ich całkowita wartość wynosi blisko 2,5 mld euro. Z Oceny Skutków Regulacji wynika, że z płatności może skorzystać ponad milion osób.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

radiomaryja.pl

policja

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

  • Policjanci z Pragi-Północ zostali wezwani do interwencji wynikającej ze sprzeczki rowerzysty z kierowcą dostawczego mercedesa.
  • Według relacji kierowcy, 40-letni mężczyzna blokował drogę wyjazdową.
  • Z kolei rowerzysta usiłował wmówić mundurowym, że został on potrącony przez samochód.
  • Jak się okazało, policjanci nie wykryli na ciele śladów świadczących o potrąceniu.
  • Postanowili przewieźć na komendę w celu dalszych wyjaśnień, jednakże mężczyzna zachowywał się agresywnie.
  • Na komendzie został zbadany alkomatem, który wykazał, że jest on pod wpływem.
  • Po wytrzeźwieniu przedstawiono mu odpowiednie zarzuty, za które grozi mu nawet do 3 lat więzienia.
  • Zobacz także: Korporacje kasują prawicowe konta. Dziambor: “Wolność słowa ginie w rytm oklasków lewicowych cenzorów”

Policjanci z Wydziału Wywiadowczo – Patrolowego komendy na Pradze Północ interweniowali w związku z awanturą, do jakiej doszło pomiędzy rowerzystą a kierowcą. Na miejscu mundurowi zastali obu mężczyzn. Rowerzysta opierał się o rower i blokował wyjazd samochodu dostawczego. Jego kierowca wyjaśnił mundurowym, że mężczyzna jadący rowerem zajechał mu drogę i wmawiając, że go potrącił, zażądał od niego 200 złotych zadośćuczynienia. Dodał, że gdy ten nie zapłaci, zadzwoni na Policję. Dostawca jednak odmówił zapłaty i sam poprosił o przyjazd patrolu.

Policjanci dokładnie obejrzeli mercedesa, nie nosił on żadnych śladów uszkodzeń. Rowerzysta nie posiadał również żadnych świeżych obrażeń, które mogłyby świadczyć o tym, że został potrącony. 40-latek był za to bardzo pobudzony, wulgarny, czuć było od niego silny zapach alkoholu. Przyznał się mundurowym, że jechał na rowerze. Parę razy zmieniał swoje wyjaśnienia co do tego, czy został potrącony.

Policjanci przeanalizowali całą sytuację i poinformowali rowerzystę, że dopuścił się dwóch wykroczeń. Podjęli decyzję o przewiezieniu 40-latka do komendy. Mężczyzna nie wykonywał jednak poleceń policjantów, stawiał bierny, a potem czynny opór. W radiowozie kopał w wyposażenie pojazdu, obrzucał policjantów wyzwiskami, groził im.

Czytaj więcej: Skażenie Odry. Rząd przedstawi specjalną ustawę rewitalizacyjną

Agresywny rowerzysta odpowie za swoje czyny

Na komendzie policjanci sprawdzili stan jego trzeźwości. Alkomat wykazał u niego prawie 2,5 promila alkoholu. Mężczyzna był bardzo agresywny, kopał w kraty, próbował uderzać w nie głową, dwukrotnie kopnął policjanta. Doszło to tego, zę policjanci założyli mężczyźnie kask ochronny, aby ten nie zrobił sobie krzywdy. Zatrzymany 40-latek trzeźwiał w policyjnej izbie zatrzymań.

Następnego dnia dochodzeniowiec przedstawił mu zarzuty za znieważenie i naruszenie nietykalności cielesnej interweniujących policjantów. Grozi mu za to do 3 lat pozbawienia wolności. Nadzór nad tym postępowaniem prowadzi Prokuratura Rejonowa Warszawa Praga-Północ.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

zyciestolicy.com.pl

Siedziba TVN

Siedziba TVN / Fot. Wikimedia Commons

  • W katolickim liceum im. Ojca Pio w Tomaszowie Mazowieckim, żaden z uczniów nie zdał egzaminu maturalnego.
  • Sprawą zainteresowała się stacja TVN, która przed poprawkowym egzamin oddelegowała na miejsce dziennikarkę.
  • Niestety kobieta usiłowała przeprowadzić wywiady z maturzystami i nauczycielami przed samym testem.
  • Rzecznik praw dziecka Mikołaj Pawlak skrytywał skandaliczne zachowanie reporterki.
  • Złożył on skargę do Krajowej Rady Radiofononii i Telewizji na stację TVN.
  • Zobacz także: Podolak: Nie jesteśmy państwem przestępczym

To się działo około godziny 8:40, czyli chwilę przed rozpoczęciem matury. Przygotowywałam niezbędne dokumenty, potem czekaliśmy z młodzieżą na egzamin. Rozmawialiśmy o ich przygotowaniach i emocjach. Nagle weszła do sekretariatu jakaś pani

– poinformowała Sylwia Leszczuk z katolickiego liceum w Tomaszowie Mazowieckim.

Wicedyrektor placówki wskazała, że dziennikarka chciała przeprowadzić wywiad z kimś z dyrekcji. Sylwia Leszczuk wytłumaczyła jednak reporterce TVN’u, że nie jest to odpowiednia pora, gdyż za kilkanaście minut miał rozpocząć się egzamin maturalny.

Pytała o kogoś z dyrekcji i mówiła, że chce przeprowadzić wywiad dla TVN. Powiedziałam, że jestem wicedyrektorem i teraz nie jest ani czas, ani miejsce na udzielanie wywiadów. Jest to czas szczególny, w którym zdający uczniowie powinni mieć ciszę, spokój oraz pełną koncentrację

– dodała wicedyrektor.

Czytaj więcej: Duda w Kijowie. Ma rozmawiać z Zełenskim m.in. o zakazie podróżowania dla Rosjan

Jest reakcja Rzecznika Praw Dziecka

Sytuację z katolickiego liceum w Tomaszowie Mazowieckim postanowił skomentować Rzecznik Praw Dziecka Mikołaj Pawlak. Skrytykował on zachowanie dziennikarki TVN, która wdarła się do budynku szkolnego, aby chwilę przed poprawkowym egzaminem maturalnym wymusić na nauczycielach i uczniach wywiad.

Skandaliczne zachowanie pracowniczki TVN. Bez zgody dyrekcji wtargnęła do liceum Katolickiego Stowarzyszenia Oświatowego im. św. Ojca Pio w Tomaszowie Maz. tuż przed poprawką matury. Żądała od uczniów wypowiedzi, stresując ich i strasząc. Składam skargę do KRRiT na przemoc TVN

– skomentował sytuację rzecznik praw dziecka Mikołaj Pawlak.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

tysol.pl

Pożar bloku 2 elektrowni w Jaworznie

Elektrownia w Jaworznie / Fot. Twitter

Po ograniczeniu dostaw gazu z Rosji, Niemcy oszczędzają błękitne paliwo, a do łask wraca węgiel. W związku z tym zapadła od najbliższego poniedziałku do sieci ponownie podłączona zostanie elektrownia węglowa Heyden 4 w Nadrenii Północnej-Westfalii. Władze spółki energetycznej Uniper elektrownia wskazują, że elektrownia ma pracować końca kwietnia 2023.

Jak podaje Uniper Heyden 4 o mocy 875 megawatów jest jedną z największych elektrowni węglowych w kraju. Od połowy 2021 roku pozostaje elektrownią rezerwową, co oznacza, że produkuje energię elektryczną wyłącznie tymczasowo dla stabilności sieci.

Na początku sierpnia do sieci wróciła już elektrownia węglowa Mehrum w Dolnej Saksonii, należąca do czeskiej grupy energetycznej EPH. Również koncern STEAG z siedzibą w Essen w Nadrenii Północnej-Westfalii poinformował, że zamierza uruchomić swoje rezerwowe elektrownie węglowe.

Czytaj więcej: Coraz bliżej porozumienia nuklearnego. Iran łagodzi swoje żądania

Tymczasowe otwarcie elektrowni węglowej

Przypomnijmy, że w połowie lipca władze w Berlinie zdecydowały, że w ramach oszczędności gazu ziemnego jednak zezwolą na ponowne uruchomienie elektrowni rezerwowych, które pracują na węglu kamiennym bądź ropie naftowej.

Jeśli nie zostanie przedłużone, rozporządzenie będzie obowiązywać do końca kwietnia 2023 r. Według Federalnej Agencji Sieci gaz miał w lipcu br. 9,8 proc. udziału w produkcji energii elektrycznej.

Dla operatorów elektrowni węglowych ich ponowne uruchomienie na kilka miesięcy jest opłacalne ze względu na wysokie ceny energii elektrycznej. Zwłaszcza, że na światowym rynku węgla kamiennego jest pod dostatkiem

– wskazują media.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

dorzeczy.pl