Spór ws. Odry w czasie posiedzenia komisji sejmowej

Posiedzenie komisji sejmowej / Fot. PAP/Paweł Supernak. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

  • Od kilku tygodni trwa walka o przywrócenie Odry do stanu używalności.
  • Posłowie opozycji obwiniają rząd Prawa i Sprawiedliwości o niewystarczające zarządzanie kryzysem ekologicznym.
  • Poseł Marta Golbik wskazała, że od marca alarmowała o zatruwaniu rzek.
  • Z kolei wiceminister infrastruktury Marek Gróbarczyk poinformował o 18,6 mld zł, które zostaną przeznaczone na rewitalizację Odry.
  • Zobacz także: Tajemniczy pył nad Polską. Mieszkańcom zalecono unikanie spacerów

Posłowie opozycji, przedstawiając wnioski pokontrolne w sprawie katastrofy ekologicznej na Odrze, winą za sytuacje obarczali rząd. Poseł Marta Golbik, przedstawiła informacje z Gliwic, gdzie w marcu pojawiły się pierwsze śnięte ryby.

Fakt, że nie zbadano tych ryb, czyli nie wysłano do zbadania ryb już w marcu, co mogłoby dać dużo wcześniejsze informacje o tym, co tam się dzieje niepokojącego. Nie otrzymaliśmy dokumentów, które nas najbardziej interesują, czyli dokumentów dot. pozwoleń wodno-prawnych oraz zrzutów i obawiamy się, iż możemy ich nie uzyskać. Czekamy na nie i liczę na to, że one do nas dotrą

– zauważyła poseł Platformy Obywatelskiej Marta Golbik.

Zdaniem posła Koalicji Obywatelskiej Dariusza Jońskiego katastrofy można było uniknąć, gdyby prawidłowo zadziałał odpowiedni system, którego obecnie nie ma.

Rząd Prawa i Sprawiedliwości miał czas powołać największą instytucję, czyli Wody Polskie, która zatrudnia w tej chwili prawie 6 tys. osób, działa już prawie 4,5 roku i pobiera opłaty m.in. za wprowadzenie do wód ścieków i ziem i z tych pieniędzy – zamiast kupić system monitorowania jakości wód – zatrudniała osoby, kupowała samochody (ponad 300 aut) i słynne mundury

– stwierdził poseł PO Dariusz Joński.

Oficjalnie nikt nie zna jeszcze przyczyny śnięcia ryb w rzece lecz badania Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska wykazały duże zasolenie w Odrze. To spowodowało kwitnięcie tzw. złotych alg oraz wydzielanie się toksyn szkodliwych dla ryb. Inspektorat zlecił badania porównawcze w Czechach, Holandii i Anglii. Wyniki badań z czeskiego laboratorium są porównywalne z polskimi.

Czytaj więcej: Litwa chce przepytywać Rosjan na granicy. “Do kogo należy Krym?”

Ogromne środki na rewitalizację Odry

Obecny w Sejmie wiceminister infrastruktury, Marek Gróbarczyk, wskazał na środki, jakie zostaną przeznaczone na poprawę sytuacji.

Obecnie w zasobach związanych z polityką i gospodarką ściekową już mamy przygotowane 18.6 mld zł, które mogą być skierowane właśnie na realizację naszych zadań. Oczywiście dotyczy to całego kraju. Jednak w pierwszej kolejności ruszamy przede wszystkim z Odrą i zabezpieczeniem na przyszłość, tak aby nie stała się ponownie rzecz, jaka miała miejsce

– poinformował wiceminister infrastruktury Marek Gróbarczyk.

Poza tym przedsiębiorcy, którzy zostali poszkodowani w związku z sytuacją ekologiczną na rzece Odrze, będą mogli liczyć na wypłatę jednorazowego świadczenia w wysokości 3010 zł na pracownika.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

radiomaryja.pl

Krzysztof Bosak (L) i członek partii KORWiN Witold Stoch (P) podczas konferencji prasowej.

Poseł Konfederacji Krzysztof Bosak (L) i członek partii KORWiN Witold Stoch (P) podczas konferencji prasowej. / Fot. PAP/Mateusz Marek Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

  • Poseł Konfederacji Krzysztof Bosak w rozmowie z portalem “DoRzeczy” ostrzegał przed zakusami eurokratów ws. wprowadzenia do Polski unijnej waluty.
  • Jego zdaniem należy podjąć walkę z inflacją, aby zwiększyć wiarę Polaków w złotówkę.
  • Zaznaczył, że eurokraci wykorzystają każdą możliwość, a przy woli politycznej nagną wymagane kryteria.
  • Stwierdził również, że Polska nie powinna wchodzić do programu zadłużania Next Generation EU.
  • Zobacz także: Japonia zmieniła zdanie. Premier Kishida planuje budowę nowych reaktorów jądrowych

Poseł Konfederacji Krzysztof Bosak w wywiadzie dla portalu “dorzeczy.pl” przestrzegał przed wprowadzeniem w Polsce waluty euro. Zaznaczył, że wystarczy silniejsza wola polityczna, aby wszelkie formalne przeszkody zostały przez eurokratów pominięte.

Od czasu kryzysu finansowego w strefie euro, większość za wejściem do tego systemu stopniała. Wiara Polaków w to, że eurokraci mają lepsze zrozumienie polityki monetarnej, niż władze krajów, narodowe, mocno stopniała. Dziś widzimy nowe ryzyko, co daje okazję do nowej eurokratów

– zauważył wiceprezes Ruchu Narodowego.

Wskazał, że wysoka inflacja może wpłynąć na opinię Polaków wobec własnej waluty. Zaznaczył, zę w interesie państwa należy stłumić skutki inflacji i wysokich stóp procentowych.

Dlatego w naszym interesie jest stłumienie inflacji, aby utrzymać wysokie poparcie dla waluty narodowej. Następnie trzeba obniżyć stopy procentowe

– podkreślił Krzysztof Bosak.

Widać wyraźnie, że pandemia i obecna recesja gospodarcza, czy wojna na Ukrainie, są pretekstem dla eurokratów, żeby forsować kolejną mobilizację w zakresie centralizacji UE i przekształcania jej w federalny organizm

– dodał.

Czytaj więcej: Co z węglem z importu? Przedsiębiorcy boją się jego sprzedaży

Zakusy eurokratów ws. wprowadzenia euro

Bosak zgodził się z twierdzeniem rozmówcy, że obecnie Polska nie spełnia odpowiednich warunków do wprowadzenia unijnej waluty, lecz zaznaczył, że to nie jest ogromną przeszkodą dla eurokratów.

To prawda, że Polska w tej chwili nie spełnia kryteriów konwergencji, natomiast tam, gdzie jest wola polityczna, tam można naginać zasady. Dodatkowo fakt, że teraz nie spełniamy kryteriów, nie oznacza, że tak będzie w przyszłości. Myślę, że motywacja polityczna jest znacznie silniejsza, niż kryteria merytoryczne, więc takie ryzyko należy traktować poważnie

– podkreślił polityk.

Zdaniem Bosaka Polska od początku nie powinna wchodzić do programu unijnego zadłużania w ramach Next Generetion EU, które finansuje Krajowy Plan Odbudowy.

Od samego początku mówiłem, że Polska nie powinna wchodzić w program Next Generation EU, co jest właściwą nazwą programu zadłużenia Unii Europejskiej i dystrybucji środków na nowych zasadach

– wytłumaczył wiceprezes RN.

Nie jest nam ten program potrzebny, natomiast zobowiązania polityczne, które idą za nim, są niekorzystne dla naszego kraju. Uważam, że droga dyplomatyczna musi prowadzić do osiągnięcia realistycznych celów, a nie jest możliwe przeprowadzenie tysiąca obwarowań, co może doprowadzić do zburzenia całej UE. Warunki sformułowane przez UE są po prostu szkodliwe, dlatego nie należy próbować ich realizować.

– zaznaczył.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

dorzeczy.pl

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

  • We wtorek nad wschodnią Polskę dotarł tajemniczy i gęsty pył, który podrażnia drogi oddechowe oraz oczy.
  • Mieszkańcy m.in. Chełmna otrzymali już alert RCB o tym, aby unikać przez jakiś czas spacerów.
  • Według szacunków ekspertów stężenie pyłu PM10 zwiększyło się siedmiokrotnie przekraczając o 300 proc. zalecane normy.
  • Zdaniem ekspertów pył ma pochodzić ze stepów w Azji, który zmieszał się z dymem po pożarach w Rosji i na Ukrainie.
  • Zobacz także: Co z węglem z importu? Przedsiębiorcy boją się jego sprzedaży

Olbrzymie ilości tajemniczego pyłu dotarły do wschodniej Polski we wtorek rano. W ciągu paru godzin normy jakości powietrza zostały wielokrotnie przekroczone – w Chełmie, pomiędzy porankiem, a południem stężenie pyłu PM10 zwiększyło się aż siedmiokrotnie, przekraczając normę o 300 proc. Portal “twojapogoda.pl” informował, że w powietrzu dało się wyczuć drażniącą oczy, nos i gardło spaleniznę, a widoczność znacząco się zmniejszyła.

Mieszkańcy Chełma otrzymali alert RCB, który polecał zrezygnowanie ze spacerów na świeżym powietrzu, uprawiania sportów na zewnątrz, a także zalecał ograniczenie wietrzenia pomieszczeń.

Czytaj więcej: Niemcy: Miał być afrykański festiwal, a była bitwa na kamienie i noże. 30 rannych

Tajemniczy pył znad Kazachstanu

Wszystko wskazuje na to, że pył dotarł aż ze stepów Kazachstanu, Uzbekistanu i Turkmenistanu oraz rejonu Morza Kaspijskiego, gdzie szalały masywne zamiecie pyłowe, wcześniej docierające też z Półwyspu Arabskiego. Taki wniosek wysnuto po analizie zdjęć satelitarnych z ostatnich dni – informuje twojapogoda.pl. Podano, że pył niestety połączył się z dymem wydobywającym się z licznych pożarów obszarów rolniczych na południu Rosji i na Ukrainie, gdzie o tej porze roku oczyszcza się glebę z chwastów i szkodników. 

Ten prymitywny i degradujący glebę proceder jest tam praktykowany od pokoleń

– informuje portal “twojapogoda.pl”.

Niestety, w najbliższych dniach pył dalej będzie uprzykrzał życie mieszkańcom Polski. Z czasem na szczęście będzie go coraz mniej – opadnie na ziemię wraz z opadami deszczu, a także zacznie się rozwiewać.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

tysol.pl

ZUS

ZUS / Fot. Michał Ryniak

  • Prezes Zakładu Ubezpieczeń Społecznych prof. Gertruda Uścińska z ogromnym rozczarowaniem wskazuje na problem niskich emerytur.
  • Według zasady z 1999 r. jedna składka otwiera prawo do pobierania emerytury, co staje się problematyczne z punktu widzenia obsługi.
  • Obecnie najniższa miesięczna emerytura wynosi zaledwie 10 gr, a koszt jej obsługi waha się między 100 a 150 zł na miesiąc.
  • Szefowa ZUS zaapelowała, aby wprowadzić rozwiązanie, które usunęłoby tak groszowe emerytury jak np. minimalny okres zatrudnienia.
  • W przypadku niespełnienia tego minimalnego okresu emerytura byłaby wypłacana raz do roku.
  • Podkreśliła, że obecnie istnieją różne inne świadczenia m.in. zdrowotne, które jej zdanie daje pewne poczucie bezpieczeństwa.
  • Zobacz także: Zachęta do powrotu. Karta Polaka zostanie rozszerzona

Zdaniem prezes Zakładu Ubezpieczeń Społecznych prof. Gertrudy Uścińskiej wypłacanie tzw. groszowych emerytur jest sprzeczne z ideą, czym jest świadczenie emerytalne.

Moje stanowisko się nie zmieniło. Badam od wielu lat systemy emerytalne nie tylko na poziomie krajowym, ale też europejskim, międzynarodowym i zasada, że jedna składka otwiera prawo do emerytury, a taką zasadę mamy od stycznia 1999 r., jest nieprzystosowana i nie realizuje idei, czym jest świadczenie emerytalne

– powiedziała prezes Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.

Poinformowała, że najniższa emerytura wypłacana przez ZUS wynosi 10 groszy.

Koszt obsługi, wypłaty takiego świadczenia może wynosić od 100 do 150 zł

– wskazała prof. Gertruda Uścińska.

Dlatego postulujemy, że powinien być co najmniej minimalny okres zatrudnienia. W większości państw to jest 10-15 lat, może być 5 lat, które w ogóle otwiera prawo do emerytury przy wieku emerytalnym. Może być jakiś kapitał, który daje tę emeryturę na jakimś poziomie. Najprostszym rozwiązaniem jest wprowadzenie zasady, by te groszowe emerytury nie były wypłacane co miesiąc, tylko na przykład raz na rok, bo i tak zachowane jest prawo do opieki zdrowotnej czy do innych świadczeń 

– wyjaśniła.

Ponadto zwróciła uwagę, że w Polsce systematycznie przybywa osób pobierających emerytury z systemu powszechnego. Obecnie jest ich ponad 6 mln.

Czytaj więcej: Węgry przeciwne zakazowi wiz dla Rosjan. Szijjarto: “Nie planujemy żadnych ograniczeń”

Obecny system spełnia wymogi wyzwań demograficznych

Prezes ZUS zaznaczyła, że obecny system emerytalny jest dobrze uporządkowany z punktu widzenia wyzwań demograficznych.

Dalsze trwanie życia będzie się przedłużało, jeśli będziemy dbać o warunki życia i zdrowia. Z tego punktu widzenia nasz system emerytalny, który funkcjonuje od stycznia 1999 r., jest oparty na zdefiniowanej składce i on jest bezpieczniejszy dla jego utrzymania w perspektywie kilkudziesięciu lat, ponieważ on oparty jest na jasnej formule: twoja emerytura jest wprost proporcjonalna do tego, jak długo pracowałeś i kiedy przechodzisz na emeryturę

– wyjaśniła prof. Uścińska.

Dodała, że system emerytalny wymaga polityki, która jest oparta na dobrych warunkach zatrudnienia.

To jest ogromne zadanie dla polityki rynku pracy, dlatego że zmieniają się warunki w globalnym świecie. Trzeba stosować instrumenty, które będą powodowały, że poziom aktywności zawodowej będzie wyższy. Dotyczy to kobiet, osób z niepełnosprawnościami 

– wskazała szefowa ZUS.

Podkreśliła, że system emerytalny jest powiązany z polityką gospodarczą państwa, a w sposób szczególny z rynkiem pracy. Pytana, czy ten system wytrzyma, odparła, że jest on bardziej odporny niż stary system.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

pch24.pl

Michał Dworczyk

Bucza, Ukraina, 24.06.2022. Szef KPRM Michał Dworczyk podczas wizyty, 24 bm. w Buczy w miasteczku modułowym dla osób dotkniętych przez skutki rosyjskiej wojny na Ukrainie. Trwa inwazja Rosji na Ukrainę. (aldg) PAP/Danil Pavlov / fot. PAP/Danil Pavlov Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

  • Od zeszłego roku w mediach społecznościowych pokazywane są rzekome zrzuty ekranu z maili pochodzących z prywatnej skrzynki Michała Dworczyka.
  • Teraz sam szef kancelarii premiera przyznaje wprost, że część z nich jest prawdziwa.
  • Zaznaczył jednak, że większość wiadomości jest zmanipulowana lub zwyczajnie sfałszowana.
  • Poinformował on również, że wycieki mailów oraz ich fabrykacja jest częścią działalności służb z Białorusi i Rosji.
  • Zobacz także: Niemcy: Miał być afrykański festiwal, a była bitwa na kamienie i noże. 30 rannych

Od czerwca zeszłego roku do internetu i mediów społecznościowych wyciekają rzekome zrzuty ekranów wiadomości z prywatnej skrzynki pocztowej szefa kancelarii premiera Michała Dworczyka oraz innych polityków powiązanych z Prawem i Sprawiedliwością. Do tej pory obóz rządzący nie przedstawił jasnych dowodów, że publikowane materiały są sfabrykowane.

W wywiadzie dla Polsatu News minister Dworczyk postanowił odnieść się do afery mailowej. Jego zdaniem dziennikarze z łatwością ulegają narracji przedstawianej przez służby białoruskie i rosyjskie. Wschodnią agenturę potwierdzają m.in. amerykańskie firmy.

Zdaniem szefa kancelarii premiera Mateusza Morawieckiego celem tego projektu jest destabilizacja sytuacji w Polsce.

My nie chcemy wpisywać się w ten scenariusz, dlatego od początku całej tej operacji, która jest prowadzona, powtarzamy, że nie będziemy komentować tych treści, które są publikowane w internecie w różnych miejscach. Część jest prawdziwa, część jest zmanipulowana, część jest całkowicie fałszywa

– podkreślił szef kancelarii premiera.

Każdy z nas polityków w rządzie, czy w parlamencie skupiony jest na swojej pracy i stara się ją wykonywać jak najlepiej potrafi

– stwierdził Michał Dworczyk.

Dworczyk powiedział, że nie czyta tych e-maili.

Nie chcę tracić czasu na wpisywanie się w tę operację

– dodał polityk Prawa i Sprawiedliwości.

Czytaj więcej: Niemcy: 65-letnia kobieta atakowała szablą przechodniów

Głośna afera mailowa

Od początku czerwca ub. r. w internecie pojawiają się zrzuty ekranu mające pochodzić z prywatnej skrzynki pocztowej Michała Dworczyka, a także innych polityków czy działaczy związanych z obozem władzy. 9 czerwca 2021 r. szef kancelarii premiera oświadczył na Twitterze, że w związku z doniesieniami dotyczącymi włamania na jego skrzynkę e-mail i skrzynkę jego żony, a także na ich konta w mediach społecznościowych, poinformowane zostały stosowne służby państwowe.

Od tego czasu w sieci pojawiają się nowe wiadomości z konta e-mail Michała Dworczyka. Wśród nich znalazły się prawdopodobnie poufne informacje dotyczące uzbrojenia polskiej armii, zdradzające szczegóły negocjacji z innymi państwami w zakresie obronności, a także wewnętrzne konwersacje najbliższego otoczenia Mateusza Morawieckiego, w tym te z udziałem jego samego.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

onet.pl

Rosjanie grożą Japonii za nowe sankcje

Premier Japonii Fumio Kishida / Fot. PAP/EPA/Sean Gallup. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

  • Premier Japonii Fumio Kishida poinformował o reaktywacji starych reaktorów jądrowych.
  • Problemy energetyczne zmuszają kraj Kwitnącej Wiśni do odejścia od swojej dotychczasowej polityki.
  • W 2011 r. po katastrofie w Fukushimie, Japonia zdecydowała się podjąć radykalne kroki ws. wygaszania elektrowni atomowych.
  • Teraz Kishida planuje nawet budowę nowych elektrowni z nowoczesna technologią i zabezpieczeniami.
  • Zobacz także: Stop pigułkom śmierci. Poradnik dla prokuratorów w sprawie ścigania aborcji farmakologicznej

Premier Japonii Fumio Kishida poinformował w środę, że jego rząd rozważy budowę reaktorów jądrowych nowej generacji. W tej kwestii poinstruował już podległych mu urzędników, aby do końca roku opracowali plan działania.

Decyzja Kishidy jest znaczącą zmianą dla Japonii, która od jedenastu lat sukcesywnie zmniejszała wykorzystanie energii jądrowej w gospodarce. Rezygnacja z energii jądrowej to efekt katastrofy z marca 2011 roku, kiedy tsunami wywołane przez potężne trzęsienie ziemi spowodowało, że woda uderzyła w elektrownię Fukushima Daiichi, prowadząc do najgorszej katastrofy nuklearnej na świecie od czasów Czarnobyla w 1986.

Od tego czasu japońska opinia publiczna jest sceptycznie nastawiona do energii jądrowej, a rząd tego kraju wprowadził rygorystyczne przepisy dotyczące bezpieczeństwa w elektrowniach w całym kraju. W ostatnich latach Japonia importowała również większe ilości gazu ziemnego i węgla, aby zaspokoić swoje potrzeby energetyczne.

Czytaj więcej: Polska służba zdrowia za słaba dla Ukraińców? “Wspólnie podjęliśmy decyzję o powrocie”

Japonia wraca do energetyki jądrowej

Ale w ostatnich tygodniach premier Kishida ponownie wezwał kraj do zmniejszenia swojej zależności od paliw kopalnych i podczas szczytu Cop 26 w zeszłym roku przedstawił plany osiągnięcia przez Japonię neutralności węglowej w 2050 roku.

Ostatni wzrost cen paliw, częściowo spowodowany niesprowokowaną inwazją Rosji na Ukrainę, skłonił rząd do ogłoszenia dalszych działań na rzecz oszczędności energii. Pod koniec czerwca japońskie Ministerstwo Gospodarki, Handlu i Przemysłu wezwało mieszkańców kraju do oszczędzania energii elektrycznej.

Według Agencji ds. Zasobów Naturalnych i Energii na dzień 26 lipca Japonia miała siedem działających reaktorów jądrowych, a trzy inne były wyłączone z powodu konserwacji.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

dorzeczy.pl

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

  • Polska przez unijne sankcje na Rosję, skupiła się na imporcie węgla m.in. z Kolumbii, RPA i Australii.
  • Pojawiają się jednak informacje, że jakość wspomnianego węgla stoi pod dużym znakiem zapytania.
  • Sprzedawcy szacują, że po jego przesianiu tylko kilkanaście procent będzie się nadawało do sprzedaży indywidualnej.
  • Ich zdaniem taki węgiel nie będzie w odpowiedni sposób dogrzewał domów, a klienci będą go więcej zużywać.
  • Obawiają się również reakcji klientów na słabej jakości węgiel, którego nie będzie wystarczająco pomimo posiadania jego większej ilości niż zazwyczaj.
  • Zobacz także: Zabijanie chorych i dzieci powodem do dumy? Prof. Helwich martwi się coraz wyższą umieralnością

W wyniku wojny z Ukrainie wprowadzono sankcje uderzające w rosyjski węgiel, w związku z czym Europa, w tym Polska, sprowadzają surowiec z innych krajów, m.in. Kolumbii, RPA czy Australii. Są jednak spore zastrzeżenia wobec m.in. jakości importowanego węgla.

Sprzedawcy szacują, że z każdej tony po przesianiu zostaje tylko kilkanaście procent produktu, który nadaje się do sprzedaży odbiorcom indywidualnym jako wartościowy opał. Ministerstwo klimatu zapewniało, że będzie to 20-40 proc.

Uśredniając gatunki sprowadzonego do naszego kraju węgla, z jednej tony takiego surowca można uzyskać na opał ok. 15-20 procent

– powiedział “Rzeczpospolitej” Łukasz Horbacz, prezes Izby Gospodarczej Sprzedawców Polskiego Węgla..

Sprzedawcy uważają, że rzeczywistość jest jeszcze gorsza. Obawiają się oni ostrej reakcji swoich klientów.

Nie sprzedam klientom tak drogiego węgla, ponieważ klient spali tonę, a ciepła wytworzy jak z 700-800 kg węgla krajowego czy rosyjskiego

– przekazał jeden ze sprzedawców z Podkarpacia.

Wróci do mnie i będzie chciał zwrotu pieniędzy

– dodał.

Czytaj więcej: Intel Polska dopuszcza się dyskryminacji na tle narodowościowym

Państwowe spółki zapewniają o dobrej jakości węgla

PGE Paliwa zapewnia, że importowany przez spółkę węgiel nadaje się dla odbiorców indywidualnych. Sprzedawcy mówią, że najbliższy polskim standardom jest węgiel z Kolumbii, aczkolwiek trudno jest go dostać.

“Rzeczpospolita” wskazuje, że jeśli kaloryczność sprowadzanego węgla będzie faktycznie tak niska, jak mówią sprzedawcy, to surowca może zwyczajnie zabraknąć.

Politycy lata temu zapewniali, że Polska ma zapasy węgla “na 200 lat”. Wydobycie jednak spadało, co wiązało się m.in. wysokimi kosztami w związku z trudnymi warunkami geologicznymi. Polski surowiec jest też mniej energetyczny od np. węgla z Australii czy Rosji.

Od 17 sierpnia można składać wnioski o wypłatę dodatku węglowego. Polacy mogą otrzymać wsparcie w wysokości 3 tys. zł.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

rmf24.pl

Rząd szykuje ogromne rozdawnictwo na Ukrainie

Szef kancelarii premiera Michał Dworczyk / Fot. PAP/Darek Delmanowicz. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

  • Szef kancelarii premiera Michał Dworczyk w rozmowie z “Polskim Radiem” podziękował Polakom za okazane wsparcie przy przyjmowaniu ukraińskich uchodźców.
  • Według niektórych szacunków Polacy wydali indywidualnie 10 mld zł na dary dla Ukraińców.
  • Przyznał, że polscy politycy otrzymują w trakcie odwiedzin Ukrainy podziękowania od władz i mieszkańców.
  • Nie ujawnił on jednak kwoty jaki polski rząd przeznaczył na pomoc socjalną.
  • Zobacz także: Dziwne wpisy na Facebooku. Znamy powód

Po rosyjskiej inwazji na Ukrainę do Polski zaczęły napływać setki tysięcy uchodźców zza wschodniej granicy. Polskie społeczeństwo pokazało niezwykłą solidarność w trudnym dla Ukraińców momencie, otwierając przed nimi drzwi swoich domów, dając im pracę, a także wspomagając walczących na froncie ukraińskich mężczyzn.

W rozmowie z Polskim Radiem szef kancelarii premiera Michał Dworczyk został zapytany o przypuszczalną wartość pomocy Ukrainie.

Polskie społeczeństwo solidarnie wspiera Ukrainę, przyjmując uchodźców w Polsce i wysyłając dary. Czytałem analizy, które mówią, że indywidualne osoby wsparły Ukrainę kwotą ponad 10 mld zł. Politycy polscy wszędzie na Ukrainie otrzymują słowa podziękowania za wsparcie

– powiedział szef kancelarii premiera Michał Dworczyk.

Jak dodał, rząd przekazał także sporą pulę pieniędzy na pomoc socjalną dla Ukraińców, którzy przyjechali do Polski. Dziennik “Fakt” podkreślił jednak, że zapytano ministerstwo spraw wewnętrznych i administracji, o jaką dokładnie sumę chodzi, lecz na ten moment nie otrzymano jeszcze odpowiedzi.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

fakt.pl, tysol.pl

Litwa zamierza przepytywać Rosjan

Minister spraw zagranicznych Litwy Gabrielius Landsbergis / Fot. Twitter

  • Jak poinformował szef litewskiej dyplomacji Gabrielius Landsbergis jego rząd zamierza przeprowadzać Rosjanom ankietę na granicy,
  • Rosyjscy obywatele będą przepytywani o ocenę rosyjskiej napaści na Ukrainę, a także kwestię przynależności Krymu.
  • W ten sposób chcą ograniczyć przepływ Rosjan popierających zbrodniczą politykę Kremla.
  • Zobacz także: Coraz bliżej porozumienia nuklearnego. Iran łagodzi swoje żądania

Ministerstwa spraw zagranicznych Litwy Gabrielius Landsbergis zabrał głos w sprawie wydawania wiz Rosjanom, którzy chcą dostać się na teren Unii Europejskiej.

Jak tłumaczy litewski polityk, funkcjonariusze Straży Granicznej powinni być uprawieni do pytania ubiegających się o zgodę na wjazd Rosjan o ich stanowisko względem rosyjskiej inwazji na Ukrainę.

Landsbergis proponuje, aby służby pytały podróżnych o ich ocenę rosyjskiej agresji na Ukrainę oraz kwestię przynależności Krymu.

Na podstawie odpowiedzi, jeśli dana osoba przekraczające granicę Estonii, Łotwy, Litwy, Finlandii czy Polski będzie twierdzić, że Krym nie jest okupowany, można będzie przyjąć, że jej wjazd nie jest w interesie bezpieczeństwa narodowego

– powiedział minister spraw zagranicznych Litwy Gabrielius Landsbergis.

Czytaj więcej: Turbiny wiatrowe emitują szkodliwy gaz, a Niemcy są najwięcej zanieczyszczającym powietrze krajem w Europie?

Koniec wiz dla Rosjan

Pod koniec lipca ministerstwo spraw zagranicznych Estonii zaproponowało, aby znieść unijne wizy turystyczne dla obywateli Rosji. Kwestia ta omawiana jest obecnie przez poszczególne państwa Unii Europejskiej.

Pomysł uderzenia w turystów z Rosji przedstawił minister spraw zagranicznych Estonii Urmas Reinsalu. Polityk zdradził w programie telewizyjnym “Ringvaade”, że jego resort pracuje już nad rozwiązaniami prawnymi, aby odpowiednie zapisy mogły zostać przedstawione w Brukseli. Uniemożliwienie Rosjanom swobodnego podróżowania po państwach UE miałoby bowiem znaleźć się w kolejnym pakiecie sankcji wymierzonych przeciw Rosji.

Już zgłosiłem tę kwestię ministrom spraw zagranicznych Finlandii i Łotwy i oczywiście jesteśmy w trakcie konsultacji z rządami naszego regionu, aby znaleźć szerokie poparcie dla tej inicjatywy

– oświadczył szef estońskiej dyplomacji Urmas Reinsalu.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

dorzeczy.pl

W Polsce trwa dyskusja wokół podręcznika „Historia i teraźniejszość”, autorstwa prof. Wojciecha Roszkowskiego. W przestrzeni publicznej pojawiają się głosy nawołujące do prewencyjnego ocenzurowania publikacji. Wojciech Kozłowski, radca prawny z międzynarodowej kancelarii korporacyjnej Dentons, zapowiedział złożenie pozwu wobec prof. Roszkowskiego. Instytut Ordo Iuris przygotował petycję w obronie autora podręcznika, mającą na celu wyrażenie sprzeciwu wobec działań cenzorskich.

PODPISZ PETYCJĘ – LINK

Podręcznik ,,Historia i teraźniejszość” koncentruje się na wskazaniu problemów jakie dotykają ludzkość w naszej epoce. Autor pochyla się nad problematyką powstawania i funkcjonowania różnych szkodliwych ideologii, od nazizmu, aż po ideologię gender. Krytykuje także wizję zaprezentowaną w powieści „Nowy Wspaniały Świat” Aldousa Huxleya, według której dzieci produkuje się w laboratoriach, w oderwaniu od matki i ojca, od rodziny. Za te twierdzenia, na prof. Roszkowskiego spadły liczne ataki, fałszywie zarzucające mu deprecjonowanie dzieci poczętych metodą in vitro i ich rodzin.

Zarzuty wobec historyka skierował również Wojciech Kozłowski, radca prawny z międzynarodowej kancelarii korporacyjnej Dentons. W rozmowie z Wirtualną Polską ogłosił, że zamierza pozwać polskiego naukowca w związku z napisanym przez niego podręcznikiem. Jak stwierdził, możliwe jest także pozwanie wydawnictwa Biały Kruk, które wydało publikację.

Wcześniej Wojciech Kozłowski w podobny sposób zaatakował Kaję Godek, jedną z liderek ruchu pro-life. Grupa aktywistów LGBT. przy wsparciu kancelarii Dentons, wytoczyła przeciwko działaczce powództwo, ponieważ ta, wyrażając swoje poglądy na temat homoseksualizmu, miała rzekomo naruszyć dobra osobiste powodów. Choć Kaja Godek wygrała w pierwszej instancji, to Sąd Apelacyjny w Warszawie skierował sprawę do ponownego rozpatrzenia, tworząc niebezpieczny dla wartości wolności słowa precedens, który oznacza odejście od zasady, w myśl której nie można naruszyć dóbr osobistych konkretnej osoby wyrażając generalne poglądy. Sam Wojciech Kozłowski twierdzi, że chce ten precedens „wykorzystać teraz w sprawie przeciwko panu profesorowi Roszkowskiemu”.

W związku z tym, Instytut Ordo Iuris skierował apel do klientów kancelarii Dentons o stanięcie w obronie wolności nauki, wolności słowa i sprzeciwienie się cenzurze prewencyjnej. Petycję można podpisywać na stronie bronmyprofesora.pl.