Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

  • Jak pokazują najświeższe wyniki badań CBOS, aż 40 proc. gospodarstw domowych nie posiada wystarczających zapasów węgla.
  • Niestety 79 proc. domostw ogrzewających się tym surowcem ma problemy z jego zaopatrzeniem.
  • Warto zwrócić uwagę, że większość z nich bo, aż 77 proc. domostw pochodzi z wiejskich terenów.
  • Zobacz także: Zawisza: Polska stawia na energetykę jądrową [NASZ WYWIAD]

W środę Centrum Badania Opinii Społecznej opublikowało wyniki sierpniowego sondażu “Polacy wobec kryzysu energetycznego” przeprowadzonego w ramach cyklu “Aktualne problemy i wydarzenia”, w którym co miesiąc badane jest inne zagadnienie.

Zgodnie z danymi CBOS 46 proc. Polaków ogrzewa swoje mieszkania lub domy przede wszystkim przy wykorzystaniu własnych pieców lub kotłów węglowych, 28 proc. korzysta z miejskiej lub lokalnej sieci ciepłowniczej, a 22 proc. z własnego ogrzewania gazowego, olejowego lub elektrycznego. Osoby deklarujące inny rodzaj ogrzewania to 4 proc., wykorzystują drewno, pellet, rzadziej – pompy ciepła.

W ciągu ostatniego półtora roku o 4 punkty procentowe zmniejszyły się odsetki badanych deklarujących ogrzewanie domów przy użyciu pieców, kotłów węglowych  oraz przy wykorzystaniu własnego ogrzewania gazowego, olejowego bądź elektrycznego. Wzrosła zaś liczba korzystających z miejskiej lub lokalnej sieci ciepłowniczej

– czytamy w badaniu CBOS.

Eksperci zwrócili uwagę, że w porównaniu z rokiem 2018 wyraźnie zmniejszył się odsetek osób deklarujących wykorzystywanie pieców i kotłów węglowych z 59 procent do 46 procent.

Z pieców lub kotłów węglowych korzysta 77 proc. mieszkańców wsi, popularność tego rozwiązania maleje wraz ze wzrostem wielkości miejsca zamieszkania. Mieszkający w większych miejscowościach częściej ogrzewają swoje mieszkania lub domy z wykorzystaniem miejskiej lub lokalnej sieci ciepłowniczej – takiej odpowiedzi udzieliło 58 proc. mieszkańców dużych i 65 proc. respondentów z największych miast.

Czytaj więcej: Kaczyński zapowiedział brak możliwości brania premii przez kierujących spółkami Skarbu Państwa

Niskie zapasy węgla wśród gospodarstw domowych

CBOS poinformował, że spośród badanych, którzy ogrzewają domy lub mieszkania za pomocą węgla, 35 proc. ma tylko niewielkie zapasy tego surowca na nadchodzący sezon grzewczy, a 40 proc. zadeklarowało zupełny brak zapasów. Jedynie co jedenasty deklaruje, iż wystarczy mu węgla na cały sezon grzewczy, a co siódmy, że ma spore zapasy, ale niewystarczające na cały sezon.

Wielkość zapasów jest skorelowana z dochodem per capita.

Wśród ankietowanych o dochodach na osobę do 1499 zł jedynie 16 proc. ma wystarczające lub spore zapasy tego surowca, a w grupie respondentów o dochodach per capita 3000 zł i więcej odsetek ten jest dwukrotnie większy

– podał ośrodek badawczy.

Jak zaznaczono, 70 proc. gospodarstw o najwyższych dochodach deklaruje, że ma niewielkie zapasy albo nie ma ich w ogóle.

Czytaj więcej: Putin zmienił plan wobec Ukrainy. Wojna mogła się skończyć już w lutym

Problemy z zaopatrzeniem

79 proc. ogrzewających węglem oceniło, że ich gospodarstwa domowe będą miały problemy z zaopatrzeniem w ten surowiec w nadchodzącym sezonie grzewczym.

Najczęściej obawy te dotyczą zarówno braku węgla na rynku, jak i zbyt wysokich jego cen, rzadziej jedynie zbyt wysokich cen bądź też jedynie deficytu tego surowca na rynku

– wyjaśniła sondażownia.

W sierpniowym sondażu badano również stosunek Polaków do działań rządu mających na celu ograniczenie wzrostu kosztów prądu i ogrzewania. 60 proc. badanych oceniło tę politykę negatywnie, a zadowolenie wyraziło 28 proc. Stosunek ten kształtuje się inaczej w rozbiciu na poszczególne grupy.

Częściej pozytywnie działania rządu oceniają starsi, mieszkający na wsi i w miastach do 100 tys. mieszkańców, z wykształceniem podstawowym/gimnazjalnym, o dochodach per capita od 1500 zł do 2999 złotych.  Z kolei negatywnie na temat prac gabinetu Mateusza Morawieckiego, w zakresie ograniczenia wzrostu kosztów prądu i ogrzewania ponadprzeciętnie, często wypowiadają się ankietowani w wieku 25–44 lata, mieszkańcy największych miast, absolwenci wyższych uczelni oraz badani o dochodach per capita wynoszących co najmniej 4000 złotych 

– czytamy.

Opinie na temat polityki rządu znajdują odzwierciedlenie w grupach wyborców poszczególnych partii. Działania rządu źle ocenia 28 proc. elektoratu PiS, 80 proc. wyborców Lewicy, 79 proc. wyborców Polski 2050, 76 proc. elektoratu Konfederacji i 84 proc. głosujących na KO. W grupie niezdecydowanych, na kogo głosować działania rządu negatywnie oceniło 62 proc. respondentów; podobnie odpowiedziało grono osób, które w ogóle nie zamierzają głosować.

Badanie “Aktualne problemy i wydarzenia” przeprowadzono w ramach procedury mixed-mode na reprezentatywnej imiennej próbie pełnoletnich mieszkańców Polski, wylosowanej z rejestru PESEL. Badanie zrealizowano w dniach od 14-25 sierpnia 2022 roku na próbie liczącej 1043 osoby.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

radiomaryja.pl

PSL proponuje komisję ds. reparacji wojennych

Konferencja prasowa PSL / Fot. Twitrer

  • Podczas środowej konferencji prasowej, politycy Polskiego Stronnictwa Ludowego skomentowali uchwałę ws. reparacji wojennych.
  • Zaproponowali oni również powołanie nadzwyczajnej komisji, która pilnowała by prac rządu nad tymi sprawami.
  • Zdaniem polityków tego ugrupowania Prawo i Sprawiedliwość nie powinno obawiać się przejrzystości.
  • Zobacz także: Branży transportowej grozi paraliż. Wchodzi nowy taryfikator

Politycy Polskiego Stronnictwa Ludowego zaproponowali, aby powstała nadzwyczajna komisja sejmowa ds. kontrolowania przebiegu prac nad reparacjami wojennymi. Zdaniem przedstawicieli tego ugrupowania, jeżeli Prawu i Sprawiedliwości zależy na uczciwości, powinni poprzeć ten wniosek.

Przedstawiamy projekt powołania w Sejmie komisji, która będzie nadzorowała działania rządzących w sprawie uzyskania zadośćuczynienia od strony niemieckiej. Jeśli PiS traktuje sprawę reparacji poważnie, to poprze nasz wniosek

– powiedział na konferencji senator Kazimierz Ujazdowski.

Dochodzenie do zadośćuczynienia od Niemiec jest słuszne. Musi być jednak prawdziwe, a nie pod publiczkę. Jeśli PiS chce odszkodowań, mówimy sprawdzam. Niech przedstawią harmonogram działań dyplomatycznych i poprą nasz wniosek o powołanie Nadzwyczajnej Komisji w tej sprawie

– podkreślił prezes Polskiego Stronnictwa Ludowego Władysław Kosiniak-Kamysz.

Uchwała ws. niemieckich reparacji to zrozumiały krok. Rząd chce mieć poparcie innych sił politycznych. Przed tym jednak powinien przedstawić Sejmowi ekspertyzy prawne, że zadośćuczynienie jest możliwe i ścieżkę działań do jego uzyskania.

– wyjaśnił senator Jan Krzysztof Libicki.

Komisja Spraw Zagranicznych przyjęła w środę projekt uchwały ws. reparacji wojennych od Niemiec. Komisja procedowała trzy projekty zgłoszone przez: PiS, PO i PSL. Finalnie jako projekt wiodący przyjęto projekt PiS, którym w środę zajmuje się Sejm. Komisja przyjęła szereg poprawek, zaproponowanych zarówno przez posłów jak i Biuro Legislacyjne. Najważniejszą zaproponował Arkadiusz Mularczyk (PiS) i dotyczyła ona dodania do projektu zapisu, że Polska nie otrzymała stosownej rekompensaty finansowej i reparacji wojennych za straty poniesione podczas II wojny światowej w wyniku agresji ZSRR.

Za projektem ws. reparacji opowiedziało się 15 posłów, nikt nie był przeciwko, 10 osób wstrzymało się od głosu. Za głosowali posłowie partii rządzącej, a od głosu wstrzymała się opozycja.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

twitter.com, gazetaprawna.pl

Sąd Rejonowy

Sąd Rejonowy / Fot. PAP/Marcin Gadomski. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

  • W środę krakowski sąd okręgowy skazał na karę dożywocia Roberta J.
  • Mężczyzna został oskarżony o brutalne zabójstwo Katarzyny Z., którego dokonał 25 lat temu.
  • Służby schwytały mężczyznę zaledwie 5 lat temu i do czasu wyroku przesiadywał w areszcie.
  • Warto podkreślić, że skazany brutalnie zamordował kobietę, zadając jej liczne rany i złamania.
  • Po zabójstwie obdarł ofiarę ze skóry i poćwiartował jej ciało, które następnie wrzucił do Wisły.
  • Przez cały proces mężczyzna nie wyraził skruchy oraz nie przyznawał się do winy.
  • Zobacz także: Putin zmienił plan wobec Ukrainy. Wojna mogła się skończyć już w lutym

Sąd okręgowy w Krakowie skazał na karę dożywocia Roberta J. za zabójstwo Katarzyny Z. przed 25 laty. Mężczyzna w latach 90. brutalnie zamordował kobietę, a następnie obdarł ją ze skóry i poćwiartował. Fragmenty ciała wrzucił on do Wisły, które ostatecznie wyłowiono. Skazany był długo poszukiwany, gdyż został schwytany zaledwie pięć lat temu. Do czasu wyroku mężczyzna przebywał w areszcie.

Śledczy ustalili, że skazany popełnił zbrodnię z powodu zaburzeń preferencji seksualnych o cechach sadystycznych i fetyszystycznych. Mężczyzna miał stosować przemoc, pozbawić ofiarę wolności, podawać określone związki chemiczne, m.in. leki przeciwpsychotyczne i przeciwlękowe. Młodą kobietę więził, maltretował fizycznie i psychicznie; kopał ją, bił twardym narzędziem i używał noża, powodując u niej liczne złamania, a także rany kłute i szarpane. Zwłoki rozkawałkował i wrzucił do rzeki. Tożsamość ofiary ustalono dzięki badaniom genetycznym.

Robert J., który podczas pierwszej sądowej rozprawy, na której tylko częściowo obecni mogli być przedstawiciele mediów nie przyznał się do zarzucanych mu czynów. Jego proces rozpoczął się początkiem 2020 r. i toczył się za zamkniętymi drzwiami. Jego rozpoczęcie stanowiło zaś finał wielowątkowego śledztwa prowadzonego m.in. przez policjantów z tzw. Archiwum X. W poszukiwanie zabójcy zaangażowanych było wielu polskich i zagranicznych ekspertów.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

magnapolonia.org

Patryk Jaki

Patryk Jaki na forum Parlamentu Europejskiego / fot. Twitter/Patryk Jaki

  • Europoseł Solidarnej Polski Patryk Jaki wystąpił dzisiaj w Parlamencie Europejskim.
  • Skrytykował on opóźnione działania Europy wobec Rosji.
  • Przypomniał również o nakładaniu na Polskę, czy Węgry różnych mechanizmów, które utrudniają naszemu państwu rozwój.
  • Wskazał tutaj na blokadę środków Krajowego Planu Odbudowy.
  • Podkreślił, że tchórzostwo ma dzisiaj twarz Niemiec, które opóźniały działania w czasie wojny na Ukrainie.
  • Zobacz także: Von der Leyen przyznaje: Trzeba było słuchać Polski

Mamy ogromną inflację w Europie, a wy znów chcecie sankcji na Węgry, na Polskę. W sumie nałożyliście ich więcej niż na Rosję. Mówicie, że to dla obrony praworządności i demokracji. No, ale czym jest demokracja? Demokracja to prawo do wyboru władzy takiej jaką chcą. Jeżeli jednak wybór wam się nie podoba to te niedemokratyczne władze nakładają sankcje na ludzi tak długo, aż ludzie wybiorą “właściwie”

– powiedział europarlamentarzysta z ramienia Prawa i Sprawiedliwości

Przypomniał również o zablokowaniu Polsce funduszu w ramach Krajowego Planu Odbudowy, powołując się przez Brukselę na rzekomą praworządność. Zaznaczył, że za pięknymi hasłami o demokracji i praworządności kryje się pogarda i dyktatura europejskich elit.

Przewodnicząca Komisji europejskiej przed chwilą tutaj mówiła, że odwaga ma swoją twarz – to twarz Ukrainy. Problem polega na tym, że tchórzostwo też ma swoją twarz – to twarz Niemiec, których przywództwo w Europie doprowadziło nas do tych wszystkich problemów. A jaką wy macie receptę na te problemy? Mówicie: Więcej przywództwa Niemiec jak kanclerz Scholz

– podkreślił Patryk Jaki.

Nie tylko kiedyś – tak jak dzisiaj przyznawaliście – trzeba było słuchać Polski, kolegów również, ale również dzisiaj trzeba słuchać Polski, po to właśnie żeby wiedzieć czym jest prawdziwa demokracja

– dodał polityk Solidarnej Polski.

Czytaj więcej: Autorka waginy à la Matka Boska wykłada na ASP i promuje kurs plastyczny dla dzieci

Ursula von der Leyen przyznaje się do błędu

Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen podczas dzisiejszego wystąpienia w Parlamencie Europejskim przyznała, że Europa powinna była posłuchać wcześniej Polski i opozycji z Rosji i Białorusi.

Mamy nauczkę z tej wojny; trzeba było wsłuchać się w głosy wewnątrz UE, w Polsce, krajach bałtyckich, w całej Europie Środkowo-Wschodniej; oni od lat nam mówili, że Putin się nie zatrzyma

– przyznała Ursula von der Leyen.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

tysol.pl

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Twitter

We wtorek ukraińska armia poinformowała, że po raz pierwszy najprawdopodobniej zestrzeliła w okolicach Kupiańska w obwodzie charkowskim drona bojowego Shahed-136 wyprodukowanego w Iranie i używanego przez rosyjskie wojsko na Ukrainie.

W najnowszej aktualizacji wywiadowczej brytyjskie ministerstwo obrony oceniło, że Rosja najpewniej po raz pierwszy wykorzystała takie maszyny w trwającej wojnie.

Shahed-136 to bojowe drony o zasięgu 2,5 tys. kilometrów. Podobna broń była prawdopodobnie wykorzystywana w atakach na Bliskim Wschodzie, w tym w uderzeniu na tankowiec MT Mercer Street w 2021 roku.

Rosja prawie na pewno w coraz większym stopniu pozyskuje uzbrojenie z innych silnie obłożonych sankcjami państw, jak Iran czy Korea Północna, podczas gdy jej własne zapasy topnieją

– czytamy w raporcie brytyjskiego resortu obrony.

Strata drona Shahed-136 w pobliżu linii frontu sugeruje, że istnieje realistyczna możliwość, iż Rosja próbuje używać tego systemu do prowadzenia taktycznych uderzeń, a nie ataków na bardziej strategiczne cele głębiej na ukraińskim terytorium

– dodano.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

wgospodarce.pl

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Archiwum

  • Sejmowa komisja spraw zagranicznych przyjęła uchwałę Prawa i Sprawiedliwości ws. reparacji wojennych od Niemiec.
  • Autor projektu uchwały poseł Arkadiusz Mularczyk, zaznaczył, że jest do historyczna chwila.
  • Niewykluczone jednak, że Polska będzie się domagać reparacji nie tylko od Niemiec, ale również od Rosjan.
  • Zobacz także: Operacja INTERFLEX. Wielka Brytania szkoliła ukraińską armię

Z trzech projektów zgłoszonych przez Prawo i Sprawiedliwość, Platformę Obywatelską oraz Polskie Stronnictwo Ludowe wybrano projekt partii rządzącej.

To historyczny dzień z punktu widzenia państwa polskiego, bo ta uchwała przywraca naturalny porządek, jaki powinien funkcjonować w relacjach międzynarodowych, ponieważ uchwała wzywa rząd Niemiec do tego, by przyjął odpowiedzialność prawną, polityczną, moralną, etyczną, także ekonomiczną za skutki II wojny światowej

– powiedział poseł prawa i sprawiedliwości

Jego zdaniem sprawa reparacji nigdy nie została uregulowana.

Nie zawarto żadnej umowy, która regulowałaby kwestie rozliczenia się z II wojny światowej

– zaznaczył Arkadiusz Mularczyk.

Czytaj więcej: 4 na 5 “uchodźców” mieszkających w Szwecji spędziło wakacje w krajach, z których wyjechali

Reparacje od Rosji?

Mularczyk zaznaczył, że politykom PiS zależało na tym, aby w uchwale wyraźnie zaznaczyć, że Rzeczpospolita Polska nigdy nie otrzymała żadnego zadośćuczynienia także za straty poniesione w wyniku agresji rosyjskiej. Zdaniem polityka PiS straty te wymagają jeszcze oszacowania i obliczenia przez zespół ekspercki, który rozpocznie pracę, jeśli uchwała zostanie przyjęta. Poseł zapowiedział również, że być może w przyszłości taki raport zostanie zaprojektowany.

Sejm Rzeczypospolitej Polskiej oświadcza, że należycie reprezentowane Państwo Polskie nigdy nie zrzekło się roszczeń wobec Państwa Niemieckiego. Twierdzenie, że roszczenia te zostały prawomocnie wycofane lub przedawnione nie ma żadnych podstaw, ani moralnych ani prawnych. Krzywda milionów Polaków krzyczeć będzie dopóki nie zostanie sprawiedliwie naprawiona

– czytamy w projekcie.

Autorzy projektu poinformowali, że nawiązują do uchwały Sejmu z 10 września 2004 r. traktującej o tym, że Polska nie otrzymała dotychczas należnej rekompensaty finansowej i reparacji wojennych za olbrzymie zniszczenia oraz straty materialne i niematerialne wywołane przez niemiecką agresję, okupację, ludobójstwo i utratę niepodległości przez Polskę.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

dorzeczy.pl, tvp.info

Łukaszenka rąbie drewno i opowiada o polskich przywódcach

Prezydent Białorusi Aleksandr Łukaszenka / Fot. Twitter

  • Prezydent Białorusi Aleksandr Łukaszenka wziął udział w kuriozalnym nagraniu propagandowym.
  • Na załączonym nagraniu widać jak białoruski przywódca rąbie drewno.
  • Opowiada on mężczyźnie o tym jak Białoruś pomoże Europie przetrwać zimę.
  • Skrytykował również polskie władze za zaniedbanie Polaków.
  • Zobacz także: Dyrektor rosyjskiej korporacji “wypadł z łodzi” ze skutkiem śmiertelnym

W mediach społecznościowych pojawiło się kuriozalne nagranie Aleksandra Łukaszenki. Białoruski przywódca przekonuje, że nie pozwoli zamarznąć Europie.

Pomożemy naszym braciom, może oni kiedyś pomogą nam

– podkreślił Aleksandr Łukaszenka.

Czytaj więcej: NIK zbadała konkurs “Po pierwsze rodzina!”: Korupcjogenne kryteria

Mówi o polskich politykach 

Na nagraniu mówi, że Europa nie musi wybierać drewna opałowego, bo najważniejsze jest, żeby było ciepło.

Najważniejsze, że w Polsce Duda i Morawiecki nie zamarzają, to nasi sąsiedzi, może się opamiętają

– dodał białoruski przywódca, krytykując polskie władze.

Z powodu wojny w Ukrainie, którą wspiera białoruski dyktator – UE ma do czynienia z astronomicznymi cenami energii elektrycznej dla gospodarstw domowych i firm oraz ogromną zmiennością rynku.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

tysol.pl, o2.pl

Władimir Putin

Władimir Putin / Fot. PAP/EPA/MIKHAIL METZEL / SPUTNIK / KREMLIN POOL Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

Na początku rosyjskiej inwazji na Ukrainę Putinowi oferowano umowę, która spełniłaby żądanie Moskwy i utrzymała Ukrainę poza NATO, ale on ją odrzucił i kontynuował zbrojną kampanię

– podała agencja Reutera.

Dmitrij Kozak, wysłannik Władimira Putina na Ukrainę, poinformował go, że zawarł w tej sprawie wstępne porozumienie z rządem w Kijowie. Oceniał wówczas, że dzięki tej umowie okupacja dużej części Ukrainy przestała być dla Rosji konieczna.

Reuters przypomina w tym kontekście, że przed inwazją na Ukrainę Putin wielokrotnie twierdził, że NATO rozszerza się na wschód, co rzekomo zagraża bezpieczeństwu Rosji i zmusza Kreml do reakcji.

Według dwóch z trzech źródeł Putinowi przedstawiono wstępną umowę krótko po rozpoczęciu inwazji 24 lutego. Kozak miał twierdzić, że Ukraina zgodziła się na główne żądania Rosji i zalecał Putinowi podpisanie porozumienia.

Zobacz także: Technika deepfake potrafi zadziwić. Justin Trudeau jak żywy

Putin w międzyczasie zmienił zdanie

Po 24 lutego Kozak dostał carte blanche: dali mu zielone światło. Zawarł umowę. Przywiózł ją z powrotem i powiedzieli mu, że ma się wynosić. Wszystko zostało odwołane. Putin po prostu po drodze zmienił plan

– przekazał informator agencji Reuters.

Natomiast trzecie źródło, które dowiedziało się o tych wydarzeniach od ludzi znających kulisy rozmów Putina z Kozakiem, twierdzi, że prezydent Rosji odrzucił umowę krótko przed inwazją.

Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow zaprzeczył doniesieniom Reutera, a Kozak nie odpowiedział na prośbę o komentarz przekazaną za pośrednictwem Kremla.

Z kolei doradca prezydenta Ukrainy Mychajło Podolak ocenił, że Rosja używała negocjacji jako zasłony dymnej, by przygotować się do inwazji. Nie odpowiedział na pytania dotyczące treści tych rozmów i nie potwierdził zawarcia wstępnego porozumienia.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

dorzeczy.pl

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Flickr

  • Jak podają ukraińskie siły, w Wielkiej Brytanii zakończono operację INTERFLEX polegającą na szkoleniu żołnierzy.
  • W ćwiczeniach wzięło udział 5 tysięcy osób z ukraińskiej armii.
  • Po sukcesie Ukrainy w dokonanej w ostatnim czasie kontrofensywy, Kreml zaczął się uginać.
  • Wysłano do Kijowa zapytanie, z prośbą o wznowienie wcześniejszych negocjacji pokojowych.
  • Zobacz także: Chiny odkryły nowy minerał na księżycu. Ma potencjał jako źródło energii termojądrowej

W Wielkiej Brytanii szkolenie ukończyło z sukcesem prawie pięć tysięcy żołnierzy ukraińskich. Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy poinformował o tym w środę na Facebooku.

Obecnie, przy udziale instruktorów z Kanady, Holandii, Nowej Zelandii, Ukrainy i de facto Wielkiej Brytanii, prawie pięć tysięcy naszych żołnierzy zakończyło z sukcesem szkolenie

– czytamy w komunikacie ukraińskiego dowództwa.

Jak poinformował Sztab Generalny, żołnierze zdobyli podstawową wiedzę i umiejętności z zakresu taktyki, medycyny, inżynierii, prowadzenia ognia, szkolenia psychologicznego, a także z zakresu prowadzenia działań ofensywnych i defensywnych na terenach zurbanizowanych.

W Wielkiej Brytanii trwają szkolenia w ramach programu uruchomionego przez brytyjski rząd. Noszą nazwę “Operacja INTERFLEX”

Operacja INTERFLEX jest jednym z najjaśniejszych przykładów międzynarodowego wsparcia dla naszego państwa i przekonującym dowodem na to, że Ukraina nie jest osamotniona w walce z rosyjską agresją

– podkreślono.

W najbliższym czasie planowane jest rozszerzenie operacji, w szczególności uruchomienie szkolenia dla młodszych dowódców jednostek wojskowych.

Czytaj więcej: Kazimiera Szczuka, czy jabłko daleko pada od jabłoni – jej ojciec był patriotą i prawicowcem

Kreml chce wznowić negocjacje

W ukraińskich mediach pojawiły się informacje o propozycjach pokojowych ze strony Rosji.

Rosyjscy urzędnicy zwrócili się do Ukrainy z propozycją wznowienia negocjacji. Na ten moment Kijów nie wyraził na to zgody

– podaje portal “Hromadske”, cytując słowa wicepremier Ukrainy Olgi Stefaniszyny.

Polityk miała oznajmić, że wobec udanego wyzwolenia niemal całego obwodu charkowskiego, Ukraina ma większą siłę przebicia. W związku z tym rozpocznie negocjacje z Rosją dopiero po osiągnięciu celów wojskowych. Stefaniszyna oceniła, że strona rosyjska proponuje negocjacje w momencie, w którym została zepchnięta do defensywy, usiłując w ten sposób zatrzymać postęp ukraińskich sił zbrojnych.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

dorzeczy.pl, facebook.com

Pomoc humanitarna

Rządowa Agencja Rezerw Strategicznych wysłała transport z pomocą humanitarną / Fot. PAP/Artur Reszko

  • Od 17 września zacznie obowiązywać nowy taryfikator punktów karnych.
  • Kierowcy z branży transportowej nie ukrywają swojego przerażenia.
  • Przedstawiciele tej gałęzi gospodarki zauważają, że kierowcy za łagodne przewinienia mogą stracić prawo jazdy.
  • Już teraz firmy transportowe cierpią z powodu braku wykwalifikowanych kierowców.
  • Zobacz także: Dyrektor rosyjskiej korporacji “wypadł z łodzi” ze skutkiem śmiertelnym

Za kilka dni zacznie obowiązywać nowy taryfikator punktów karnych. Wzrośnie nie tylko liczba punktów za część wykroczeń, a maksymalna stawka poszybuje do 15 punktów, ale nowe przepisy przedłużą czas obciążania punktami kierowcy – okres wydłużono do dwóch lat. To oznacza, że w najgorszym przypadku wystarczą tylko dwa przewinienia w ciągu dwóch lat, żeby stracić prawo jazdy.

Prezes organizacji Transport i Logistyka Polska Maciej Wroński, zrzeszającej największe firmy transportowe w kraju zauważył, zę wystarczy kilka przewinień, aby stracić prawo jazdy. Jego zdaniem, takie przepisy zniechęcą chętnych do rozpoczęcia pracy w branży transportowej.

Przyznał, też że braki w kadrze szczególnie odczuwalne mogą być w przewozach krajowych. Tu nie tylko problemem będzie wyższe ryzyko utraty prawa jazdy, ale także wysokie stawki mandatów, które po 17 września będą mogły być także podwojone. W opinii prezesa TLP stawki mandatu są tak wysokie, że będą mogły pochłonąć miesięczne wynagrodzenia kierowcy. 

Wroński twierdzi, że na ryzyko utraty prawa jazdy, narażeni będą także kierowcy na co dzień jeżdżący przepisowo, ale którzy nieintencjonalnie popełnią 2-3 wykroczenia w ciągu dwóch lat. 

Jak słusznie zauważa serwis 40ton.net, prezesowi TLP mogło też chodzić o dość problematyczny dla przewoźników zapis dotyczący przekroczenia dopuszczalnej wagi. Od 17 września kierowca prowadzący przeładowane auto ciężarowe dostanie maksymalny wymiar kary, czyli 15 punktów karnych. Co za tym idzie dwie wpadki na kontroli ITD wystarczą do utraty prawa jazdy i tym samym źródła dochodów. 

Czytaj więcej: Von der Leyen przyznaje: Trzeba było słuchać Polski

Problem z wagą transportu

Niestety, problem przekraczania dopuszczalnych wag jest powszechny. Problem w tym, że kierowca często nie ma tu wiele z tym wspólnego, bo to właściciel firmy przyjmuje zlecenie. Dodatkowo kierowcy w końcu będą musieli przestrzegać zakaz, który do tej pory nagminnie łamią, czyli wyprzedzanie na autostradowych zakazach. Tu także nowy taryfikator przewiduje 15 punktów karnych.  

Jednym słowem kierowcy zawodowi będą musieli mocno się pilnować, bo nigdy dotąd nie było tak łatwo utracić prawa jazdy za punkty, a dla nich ta kara jest wyjątkowo bolesna. Przypomnijmy, przekroczenie limitu dopuszczalnych punktów karnych (24 dla kierowców posiadających prawo jazdy dłużej niż rok) oznacza ponowne podejście do egzaminów teoretycznych i praktycznych dla każdej z posiadanych kategorii prawa jazdy. Co więcej od 17 września skończy się także możliwość zredukowania części punktów karnych na szkoleniach prowadzonych przez Wojewódzkie Ośrodki Ruchu Drogowego. 

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

40ton.net, moto.pl

Największy tor kartingowy w Warszawie