Ursula von der Leyen

Ursula von der Leyen / Fot. PAP/EPA/OLIVIER HOSLET Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

Zobacz także: Ideologia gender wpychana do szkół. Fundacja podpowiada jak temu przeciwdziałać

Rzeczywiście, do mediów przebiły się głównie słowa von der Leyen podkreślające, że Polska, czy kraje bałtyckie miały rację wobec Rosji. Tymczasem słowa przewodniczącej Komisji Europejskiej przypomniały też o pewnym mało znanym gremium.

Celem Konwentu Europejskiego było opracowanie projektu konstytucji dla UE, jednak prace w tym zakresie zakończyły się niepowodzeniem. Dygnitarze Unii cały czas wracają do koncepcji unijnej konstytucji, a teraz mówią o zmianie traktatów, co w ostateczności prowadziłoby do federalizacji Wspólnoty, odejścia od możliwości stosowania weta w kwestiach najważniejszych oraz wprowadzenia zasady większości kwalifikowanej w głosowaniach – podkreślił dr Kawęcki w audycji “Aktualności Dnia” w Radiu Maryja.

Ekspert zwrócił uwagę, że pochwała dla Polski to pustosłowie.

Ursula von der Leyen ani słowem nie wspomniała o pomocy finansowej ze strony Unii Europejskiej w związku ze wsparciem, jakiego Polska udziela obywatelom Ukrainy, którzy znaleźli się na terytorium naszej Ojczyzny. Tego typu wypowiedzi nie mają żadnego znaczenia. To jest zwyczajna gra pozorów, którą zresztą także było zaproszenie dwóch Polek, które pomagają uchodźcom z Ukrainy. To miało być symboliczne uznanie dla Polaków za zaangażowanie w pomoc dla ukraińskich uchodźców, ale dalsze trwanie w polityce odbierania Polsce należnych pieniędzy przeczy dobrym intencjom Unii Europejskiej, Komisji Europejskiej, a także Ursuli von der Leyen – wskazał.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Radio Maryja

Solidarność

Solidarność

Powstanie NSZZ „Solidarność” było konsekwencją podpisania 31 sierpnia 1980, w Stoczni Gdańskiej, przez strajkujących robotników porozumienia z władzami komunistycznymi. Pomimo usilnych prób kontrolowania Solidarności komunistycznej Służbie Bezpieczeństwa nie udało się powstrzymać powstania masowego narodowo katolickiego ruchu społecznego. Dopiero stan wojenny i siłowa rozprawa z opozycją, zakończona faktyczną deportacją na zachód ponad miliona prawdziwych działaczy Solidarności wraz z rodzinami, pozwoliła komunistom po kilku latach zawrzeć kontrakt z wyselekcjonowanymi opozycjonistami występującymi pod nienależną im banderą Solidarności.

Zobacz także: Wg prognozy ONZ w 2100 będzie 16 mln Polaków. Wiceminister: Będzie jeszcze mniej

Bankructwo gospodarki komunistycznej

Klęska gospodarcza idiotycznego komunistycznego modelu gospodarczego doprowadziła w latach osiemdziesiątych do powszechnej biedy a te do fali strajków. Coraz bardziej świadomi swojej siły robotnicy zażądali od komunistycznego okupanta prawa do zrzeszania się w niezależnych samorządnych związkach zawodowych.

W lipcu 1980 roku najliczniejsze strajki miały miejsce na Lubelszczyźnie. W sumie w całej Polsce strajkowało ponad 80.000 Polaków w 177 zakładach pracy. W sierpniu rozpoczęły się strajki na Wybrzeżu. Ich centrum miało miejsce w Stoczni Gdańskiej, gdzie protest zainicjowały Wolne Związki Zawodowe utworzone przez Andrzeja Gwiazdę, Anne Walentynowicz i Krzysztofa Wyszkowskiego.

Strajkujący z Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego wysunęli 21 postulatów:

„1. Akceptacja niezależnych od partii i pracodawców wolnych związków zawodowych wynikających z ratyfikowanych przez PRL Konwencji nr 87 Międzynarodowej Organizacji Pracy dotyczących wolności związków zawodowych.

2. Zagwarantowanie prawa do strajku oraz bezpieczeństwa strajkującym i osobom wspomagającym.

3. Przestrzegać zagwarantowanej w Konstytucji PRL wolności słowa, druku i publikacji, a tym samym nie represjonować niezależnych wydawnictw oraz udostępnić środki masowego przekazu dla przedstawicieli wszystkich wyznań.

4. Przywrócić do poprzednich praw.
a. ludzi zwolnionych z pracy po strajkach w 1970 i 1976 r., studentów wydalonych z uczelni za przekonania,
b. zwolnić wszystkich więźniów politycznych (w tym Edmunda Zadrożyńskiego, Jan Kozłowskiego, Marka Kozłowskiego),
c. znieść represję za przekonania.

5. Podać w środkach masowego przekazu informację o utworzeniu Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego oraz publikować jego żądania.

6. Podać realne działania mające na celu wyprowadzenie kraju z sytuacji kryzysowej poprzez: a. podanie do publicznej wiadomości pełnej informacji o sytuacji społeczno-gospodarczej, b. umożliwienie wszystkim środowiskom i warstwom społecznym uczestniczenie w dyskusji nad programem reform.

7. Wypłacić wszystkim pracownikom biorącym udział w strajku wynagrodzenie za okres strajku jak za urlop wypoczynkowy, z funduszu Centralnej Rady Związków Zawodowych (CRZZ).

8. Podnieść zasadnicze uposażenie każdego pracownika o 2 tys. zł na miesiąc jako rekompensatę dotychczasowego wzrostu cen.

9. Zagwarantować automatyczny wzrost płac równolegle do wzrostu cen i spadku wartości pieniądza.

10. Realizować pełne zaopatrzenie rynku wewnętrznego w artykuły żywnościowe, a eksportować tylko nadwyżki.

11. Znieść ceny komercyjne oraz sprzedaż za dewizy w tzw. eksporcie wewnętrznym.

12. Wprowadzić zasady doboru kadry kierowniczej na zasadach kwalifikacji, a nie przynależności partyjnej oraz znieść przywilejów Milicji Obywatelskiej, Służby Bezpieczeństwa i aparatu partyjnego poprzez: zrównanie zasiłków rodzinnych, zlikwidowanie specjalnych sprzedaży itp.

13. Wprowadzić na mięso i jego przetwory kartki — bony żywnościowe (do czasu opanowania sytuacji na rynku).

14. Obniżyć wiek emerytalny dla kobiet do 55 lat, dla mężczyzn do 60 lub przepracowanie w PRL 30 lat dla kobiet i 35 dla mężczyzn bez względu na wiek.

15. Zrównać renty i emerytur starego portfela do poziomu aktualnie wypłacanych.

16. Poprawić warunki pracy służby zdrowia, co zapewni pełną opiekę medyczną osobom pracującym.

17. Zapewnić odpowiednią ilość miejsc w żłobkach i przedszkolach dla dzieci kobiet pracujących.

18. Wprowadzić urlop macierzyński płatny przez okres 3 lat na wychowanie dziecka.

19. Skrócić czas oczekiwania na mieszkania.

20. Podnieść diety z 40 do 100 złotych i dodatek za rozłąkę.

21. Wprowadzić wszystkie soboty wolne od pracy. Pracownikom w ruchu ciągłym i systemie czterobrygadowym brak wolnych sobót zrekompensować zwiększonym wymiarem urlopu wypoczynkowego lub innymi płatnymi dniami wolnymi od pracy”.

16 sierpnia Lech Wałęsa, który został liderem strajkujących, bo nikt nie pchał się do władzy, usiłował przerwać strajk. Na szczęście robotnicy, w tym Anna Walentynowicz, nie pozwolili mu na to. Strajk miał być toczony do chwili, gdy władza zgodzi się na spełnienie wszystkich postulatów. Ku zgorszeniu zachodnioeuropejskiej lewicy polscy robotnicy demonstrowali swój katolicyzm i patriotyzm.

Strajk w Gdańsku zakończyło 31 sierpnia podpisanie porozumień przez wicepremiera PRL. Wcześniej podpisano porozumienie w Szczecinie. A kilka dni później w Jastrzębiu na Górnym Śląsku. Po wielu przeszkodach ze strony komunistycznej kliki Sąd Najwyższy PRL zarejestrował NSZZ „Solidarność”. Członkami związku zostało ponad 10.000.000 osób, czyli 80% pracowników przedsiębiorstw państwowych – co najlepiej pokazywało, że cały naród polski był w opozycji do okupacyjnej rządzącej kliki rosyjskich namiestników.

Wiele nurtów Solidarności

Przed stanem wojennym w Solidarności, jako ruchu społecznym, wiele ośrodków przedstawiało swoje koncepcje ekonomiczne, od władz centralnych związku po ośrodki regionalne i instytucje niezależne od związku. Nie da się przy tym ukryć, że koncepcje te często były ze sobą sprzeczne.

Niemniej, koncepcje wysuwane przez ludzi Solidarności dotyczyły bardziej rozwiązania bieżących problemów niż kształtowania ustroju ekonomicznego na lata. „Solidarnościowe postulaty z lat 1980-1981 zmierzały do zmian wewnątrzsystemowych, a nie antysystemowych”. Celem był poprawiony, przeobrażony, zdecentralizowany socjalizm.

Solidarność nie dążyła do „prawnego ograniczenia zakresu” ingerencji państwa, prymatu wolności jednostki, separacji ekonomii od polityki. Celem solidarności była demokratyczna kontrola nad procesami ekonomicznymi.

Solidarność nie dążyła do kapitalizmu, ale do spełnienia niespełnionych przez komunistów obietnic bezpieczeństwa socjalnego. Celnie w swej pracy „Polska myśl polityczna po roku 1939” Grzegorz Kucharczyk zaważył, że „Program gospodarczy (a właściwie jego brak) był największym deficytem myśli politycznej ”Solidarności” w latach 1980-1981. Zatrzymano się na hasłach, a remedium na wszelkie niedostatki tzw. realnego socjalizmu widziano w demokratycznym samorządowym socjalizmie”. Problem ten widać do dziś w środowiskach patriotycznych.

Elementy rynkowe

Środowiska lojalne wobec władzy i krytyczne wobec Solidarności starały się wynajdować w Solidarności te głosy, które bliskie były wolnemu rynkowi (by we własnym mniemaniu skompromitować Solidarność). O tendencje prokapitalistyczne oskarżana była Sieć (czyli struktura Solidarności łącząca poziomo zakłady pracy poza kontrolą władz związku). Sieć miała zdaniem publicystów lojalnych wobec władzy dążyć do likwidacji kontroli władz nad poszczególnymi zakładami, co powodowałoby, że decydować miałyby w polskiej gospodarce relacje rynkowe, a nie centralne planowanie. Zakłady miałyby wtedy kierować się zyskiem, a nie polityką władzy, osiągane zyski dzielone byłyby między pracowników zakładu. Sieć atakowana była za odchylenie wolnorynkowe nie tylko przez publicystów lojalnych wobec władzy, ale także przez opozycjonistów trockistów i związane z nimi zachodnie środowiska trockistowskie.

Sieć, radykalniejsza od władz związku, chciał ograniczenia role państwa tylko do transportu, łączności, produkcji na potrzeby wojska, handlu zagranicznego, bankowości, ubezpieczeń, infrastruktury energetycznej i społecznej. Państwo nawet w tych dziedzinach miało nie mieć monopolu, bo do aktywności miano dopuścić podmioty niepaństwowe, samorządowe, spółdzielnie i prywatne. Zdecydowanie wykluczano państwową aktywność w rolnictwie i handlu wewnętrznym. Sieć domagała się pełnej swobody zakładania i rozwoju firm prywatnych, i ograniczania zasięgu sektora państwowego. Własność prywatna miała być ograniczana koncesjami, limitowaniem rozmiarów przedsiębiorstw prywatnych i hamowaniem reprywatyzacji.

Sieć chciała, by nowymi właścicielami zakładów państwowych stali się robotnicy w nich pracujący. Celem sieci była likwidacja centralnego planowania i oparcie relacji gospodarczych na mechanizmach rynkowych. Przedsiębiorstwa miały odzyskać pełną swobodę działania, czerpać zyski, i ponosić koszty swoich działań. Przedsiębiorstwem miały zarządzać rady pracownicze powołujące i odwołujące dyrektora.

Odrzucenie socjalizmu przez Stefana Kurowskiego

Jeszcze bardziej radykalny w swojej krytyce socjalizmu, niż Sieć, był ekspert Solidarności Stefan Kurowski. Uznawał on socjalizm za całkowicie chybiony eksperyment, który „przez 30 kilka lat wpędza nas w napięcia społeczne, biedę i katastrofę gospodarczą, a jednocześnie nie daje sprawiedliwości społecznej”. Kurowski uznawał, że socjalizm ze swej natury nie jest reformowalny, i jest skazany na bankructwo. Alternatywą dla socjalizmu, był dla Kurowskiego, jednak nie kapitalizm, tylko gospodarka samorządowa. Kurowski domagał się pełnej prywatyzacji rolnictwa, twierdził, że prywatne zakłady są o wiele efektywniejsze niż państwowe. Dodatkowo Kurowski był radykalny i w dziedzinie politycznej, domagał się niepodległości Polski, pluralizmu politycznego i wolnych wyborów, czyli odebrania władzy PZPR – co powodowało, że nie był lubiany przez władze związku. Kurowski był sygnatariuszem „Deklaracji na rzecz wolnej gospodarki”, prócz niego list ten podpisał także Stefan Kisielewski i Janusz Korwin- Mikke.

Mirosław Dzielski

Znany ze swoich klasycznie liberalnych poglądów gospodarczych Mirosław Dzielski, przed zostaniem ekspertem Solidarności, domagał się prywatyzacji i kapitalizmu. Swoimi wolnorynkowymi poglądami nie epatował w czasie doradzania Komisji Robotniczej Hutników w Hucie im Lenina ani na stanowisku rzecznika prasowego Zarządu Regionu Małopolska NSZZ Solidarność. Do swojej ostrej klasycznie liberalnej retoryki powrócił po wybuchu stanu wojennego.

W stanie wojennym poglądy klasycznie liberalne, odwołujące się do Ronalda Reagana i Margaret Thatcher stawały się coraz bardziej dominujące wśród elit opozycji.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Flickr

Wieloletni pracownik czeskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych współpracował z rosyjskim wywiadem cywilnym i przekazywał tajne informacje. Służba Informacji Bezpieczeństwa (BIS) śledziła go przez lata. Mężczyzna nie został ukarany, jedynie musiał opuścić ministerstwo.

Był wysoce zweryfikowanym pracownikiem, który miał również certyfikat bezpieczeństwa na najwyższym poziomie. W ministerstwie pracował od lat 90. Oprócz centrali w Pradze, pracował także w czeskich ambasadach, w tym w jednym z krajów afrykańskich.

Do sprawy odwołał się premier kraju Petr Fiala.

Jestem poinformowany o całej sprawie i doceniam pracę służb specjalnych, w tym przypadku BIS. To dowód na to, że służby bezpieczeństwa pracują dobrze i dla dobra czeskich obywateli.

Nie poniesie prawnych konsekwencji

BIS przed laty odkrył, że rosyjska Służba Wywiadu Zagranicznego (SVR) ma w czeskim MSZ źródło wrażliwych informacji, a następnie go zidentyfikował i wyśledził.

Były pracownik MSZ nie poniesie jednak prawnych konsekwencji. Nie będzie go można oskarżyć, ponieważ dane, które ujawniał Rosjanom są tak bardzo poufne, iż służby nie chcą, by zostały przedstawione jako dowód.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Echo24.cz, Biznes alert

Trening

Poznań, 04.07.2022. Zawodnik Lecha Lubomir Satka (C) podczas treningu drużyny w Poznaniu. / Fot. PAP/Jakub Kaczmarczyk. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

Ileż to już razy łudziliśmy się, że polski klub znów zawita do bram piłkarskiego raju, zwanego Ligą Mistrzów UEFA? Ilu z nas swój wzrok kierowało w stronę szwajcarskiego Nyonu, by sprawdzić kogo wylosował mistrz Polski, w tym przypadku Lech Poznań.

Wierzyliśmy, że los przydzieli jakiegoś europejskiego średniaka, który nie będzie miał dużych możliwości transferowych, a Lech Poznań wobec powyższego przejedzie się po takiej drużynie, niczym pociąg parowy z bajki „Tomek i przyjaciele”. Niestety, gdy głos prowadzących losowanie oznajmił: „Qarabach”, miny wszystkim zrzedły.

Wiedzieliśmy, że liga azerska nie należy do europejskiej czołówki piłkarskich kampanii, jednak drużyna, z którą miał mierzyć się „Kolejorz”, uznawana była za solidną, budowaną przez lata europejską markę. Markę zarówno rozwiniętą pod względem organizacyjnym, jak i piłkarskim.

Pierwszy mecz był dla Lecha zwycięski, lecz tylko jedną bramką. Wiadomo było więc, że wyjazd do Baku będzie trudny, a przejście drużyny z Azerbejdżanu przez Lecha, nadal uznawane będzie za sprawę wręcz niewykonalną. W Baku… zabrakło Polakom paliwa, a konkretnie bramkarzowi zespołu trenera Johna van der Bromma, Arturowi Rutko, który przy trzech z pięciu goli zdobytych przez Qarabach, zachował się jak niedoświadczony junior.

Zobacz także: Niemiecka noblistka: Wszystkie ssaki mają dwie płcie, a człowiek jest ssakiem

Co to będzie?

Po rywalizacji w eliminacjach do Champions League przyszła pora powrotu do szarej ekstraklasowej rzeczywistości, w której Lech również nie radził sobie zbyt dobrze. Dawid Dobracz, dziennikarz związany z klubem z Bułgarskiej, zastanawiał się nawet na antenie kanału „Meczyki”, czy to już nie jest pora, aby Holendra zastąpić jakimś solidnym trenerem z Polski. Mówiono nawet, że w przeciwnym razie Lech będzie postrzegany jako najsłabsza drużyna, jak chodzi o piłkarską klubową Europę.

Huśtawka nastrojów

Te przewidywania się w początkowej fazie kwalifikacji do Ligi Konferencji Europy sprawdziły, gdyż poznaniacy rywalizujący z gruzińskim Dinamem Batumi, wygrali u siebie 5:0, by w Gruzji tylko zremisować 1:1, ratując punkt do rankingu w ostatnich minutach meczu.

Co najgorsze, Lech nie wyciągnął z tego marazmu żadnych wniosków i zlekceważył kolejnego rywala, tym razem islandzki Vikingor Reykjavik. W emitowanym na kanale „Meczyki” „Sportowym poranku”, komentator Viaplay Mariusz Hawryszczuk podkreślał, że na Islandii te zespoły potrafią być groźne i trzeba grać uważnie w obronie. Lech nie posłuchał tych rad, i za sprawą 19-letniego Sigurpallsona, zmuszony był do odrabiania strat w Poznaniu. Po dogrywce awansował, eliminując potem w fazie play-off luksemburski Football 1991 Dudelange.

Co tam panie w grupach?

Faza grupowa Ligi Konferencji Europy to jedyna możliwość pokazania się poznańskiego zespołu w obecnym sezonie, jak chodzi o Europę. Grupa C jest jak najbardziej do wyjścia, gdyż poza najlepszą drużyną w niej grającą, czyli hiszpańskim Villa Real CF, znajdują się w niej FK Austria Wiedeń oraz Hapoel Beer Szewa.

Heroiczna postawa

Ekipa prowadzona przez Johna van der Brooma, na początek rozgrywek grupowych, stoczyła bój właśnie przeciwko Hiszpanom. Wiadomo było, kto jest faworytem tej rywalizacji, jednak zawodnicy z miasta pierwszych Piastów pokazali, że ich forma zwyżkuje i pomimo prowadzenia gospodarzy do przerwy 1:3, lechici nie załamali się, doprowadzając do remisu. W końcówce niestety to Villareal przechylił szalę zwycięstwa na swą korzyść, wygrywając 4:3.

Zadanie wykonane

Drugi mecz był określany mianem tych, które trzeba po prostu wygrać. Mówiło się tak z dwóch powodów: po pierwsze starcie rozgrywane było w Poznaniu, po drugie FK Austria Wiedeń to nie był już tej rangi klub jak w 2008 roku, gdy Lech pokonał ją w eliminacjach do fazy grupowej Ligi Europy 4:2. Austriacy mieli problemy finansowe, organizacyjne i personalne, czego jednak wcale nie było widać w pierwszej połowie meczu. Druga część to już skuteczna gra poznaniaków i ich zwycięstwo 4:2, które przyczyniło się do zajęcia drugiego miejsca w grupie C po dwóch kolejkach.

Wprowadzić VAR

Ja rozumiem, że to tylko Liga Konferencji Europy. Rozumiem, że to jest trzecia liga międzynarodowych klubowych mistrzostw europejskiej piłki. Warto jednak, by również przebiegała w atmosferze uczciwości i nieposzlakowanej rzetelności, której przykład złamania mogliśmy mieć wczoraj. Kto bowiem tak naprawdę wiedział, czy strzelec bramki dla Austrii Wiedeń, nie był na spalonym. Mozart, Haydn i Beethoven nam tego nie powiedzą, VAR jak najbardziej. Korzystajmy więc z dobrodziejstw ery dużych możliwości i dajmy cieszyć się poznaniakom ich renesansem formy na europejskie puchary jak najdłużej.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Kreml

Kreml / Fot. Schlurcher/Wikimedia Commons

  • Niedawno Ursula von der Leyen powiedziała, że Unia Europejska nałożyła na Federację Rosyjską “najsurowsze sankcje, jakie kiedykolwiek widział świat”.
  • Według przekazów medialnych gospodarka Rosji pozostaje jednak w dobrej kondycji.
  • Ale chociaż liczby te szybko trafiły na pierwsze strony gazet, eksperci badający gospodarkę w Rosji podkreślają, że te pierwsze doniesienia mogą nie być prawdziwe.
  • Zobacz też: Pikieta pod rosyjską ambasadą już w sobotę. Bąkiewicz: Rosja jest niewątpliwie zagrożeniem

Odkąd Moskwa rozpoczęła w lutym inwazję na Ukrainę, zakazy handlowe z Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych doprowadziły do wstrzymania importu. W międzyczasie setki międzynarodowych firm uciekły z rosyjskiego rynku, zachęcane przez oburzonych klientów i niechętnych do ryzyka akcjonariuszy.

Według przekazów medialnych gospodarka Rosji pozostaje jednak w dobrej kondycji. Jej urzędnicy twierdzą, że PKB kraju skurczyło się o zaledwie 4% między kwietniem a czerwcem 2022 roku. Spadek – który doprowadził PKB Rosji do poziomu 574 mld dolarów – był znacznie mniejszy, niż oczekiwała większość ekonomistów. Później Kreml podniósł swoje prognozy gospodarcze, mówiąc dziennikarzom, że spodziewa się ponownego wzrostu PKB do 2024 roku.

Ale chociaż liczby te szybko trafiły na pierwsze strony gazet, eksperci badający gospodarkę w Rosji podkreślają, że te pierwsze doniesienia mogą nie być prawdziwe. W ciągu ostatnich sześciu miesięcy Kreml zakazał publikowania danych statystycznych, które mogłyby dać osobom postronnym wgląd w rzeczywisty stan krajowej gospodarki. Dotyczy to wszystkich danych dotyczących handlu zagranicznego, importu i eksportu, miesięcznych danych dotyczących wydobycia ropy i gazu, a nawet liczby pasażerów linii lotniczych. Zamiast tego, wybrane dane ekonomiczne są publikowane przez rosyjską agencję statystyczną Rosstat, organizację podlegającą bezpośrednio Ministerstwu Finansów Rosji.

Spadek

Jeffrey Sonnenfeld, starszy zastępca dziekana w Szkole Zarządzania w Yale, twierdzi, iż Rosja nie jest samowystarczalna.

Nastąpił 50-procentowy spadek importu z Chin. Bezrobocie gwałtownie rośnie, fabryki są zamykane. Firmy, które opuściły Rosję, mają przychody przekraczające 40% rosyjskiego PKB. Uderzenie w PKB (teraz, gdy odeszły) nie wyniosłoby 40%, ale na pewno jest większe niż 4%.

Spośród setek firm, które opuściły rynek rosyjski, wiele sztandarowych, takich jak McDonald’s czy Starbucks, sprzedało swoje franczyzy Rosjanom. Dzięki temu tysiące pracowników uniknęło szoku związanego ze zwolnieniem, a właściciele obiektów handlowych – znacznej utraty dochodów. Niektóre inne międzynarodowe firmy nie zdecydowały się na porzucenie rynku rosyjskiego, obiecując w zamian “zawieszenie” nieokreślonych “przyszłych inwestycji”.

Rosyjskie PKB jest utrzymywane na powierzchni przez eksport energii. Jednak wraz ze spadkiem cen gazu i ropy naftowej, spowodowanym odpornością energetyczną Europy i chęcią zmniejszenia importu z Rosji, nadwyżka budżetowa Moskwy w najbliższych miesiącach może wyparować. Według Banku Światowego, w 2020 roku handel stanowił 46% rosyjskiego PKB. Ropa i gaz stanowiły ponad dwie piąte tego eksportu. W 2021 roku, wraz ze wzrostem cen energii, dochody z ropy i gazu zapewniły 45% budżetu kraju.

To, w połączeniu z niższym importem, przyniosło Rosji nadwyżkę handlową w pierwszych sześciu miesiącach 2022 roku na poziomie 20 mld dolarów. W całym 2019 roku było to zaledwie 10 miliardów. Większość eksportu energii z Rosji jest obecnie wysyłana do Indii i Chin, gdzie nabywcy wykorzystali zawirowania geopolityczne Moskwy, aby uzyskać znaczne zniżki na ropę i gaz.

Kreml chętnie udzielił tych rabatów – nie tylko dlatego, że inwazja na Ukrainę i globalna niepewność doprowadziły do gwałtownego wzrostu cen energii w pierwszej połowie 2022 roku. Cena gazu w Europie wzrosła od lutego trzykrotnie, osiągając pod koniec sierpnia 336 dolarów za megawatogodzinę, podczas gdy ceny ropy osiągnęły szczyt na poziomie 120 dolarów za baryłkę.

Dane

Ministerstwo Gospodarki Rosji uważało, że dzięki rosnącym cenom dochody Rosji z eksportu energii wzrosną do 337,5 mld dolarów w 2022 roku, czyli o 38% więcej niż rok wcześniej. Teraz ceny gazu w Europie schodzą poniżej 200 dolarów za megawatogodzinę, a ceny ropy spadły poniżej 90 dolarów za baryłkę po raz pierwszy od lutego.

Rosja uniknęła natychmiastowego spowolnienia gospodarczego, ale nie może stale powstrzymywać swoich nadchodzących kłopotów finansowych. Światowe rynki pogrążają się w recesji, a spadek ten będzie jeszcze szybszy, jeśli Rosja nadal będzie zakłócać dostawy gazu do Europy Zachodniej. Oznacza to, że ceny energii prawdopodobnie również ulegną dalszemu spadkowi, co odbije się na tak potrzebnych Kremlowi przepływach pieniężnych.

Niektórzy zachodni ekonomiści mają nadzieję, że to właśnie ten powolny spadek spowoduje w końcu niezadowolenie. Uważają oni, że długoterminowe perspektywy finansowe Rosji w końcu ulegną erozji w sposób, który nie może być ignorowany przez masy, ponieważ Moskwa staje się coraz bardziej odizolowana, nie mogąc wydać pieniędzy zebranych ze sprzedaży energii ani na import, ani na techniczne know-how.

Steven Tian, dyrektor badań w Yale Chief Executive Leadership Institute, mówi:

Jeśli spojrzymy na reżimy autorytarne, to rzadko zdarza się, że implozja gospodarcza sama w sobie doprowadza do krachu. To kładzie podwaliny i fermentuje niezadowolenie, aż katalizator ostatecznie podpala to miejsce. Potrzeba będzie lat, aby obalić rosyjski przemysł naftowy. Ale już teraz widzimy pierwsze oznaki, a Rosja jest w znacznie gorszej sytuacji niż wcześniej.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

The Kyiv Independent

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Jan Bodakowski

Po ponad trzydziestu latach aktywnej obserwacji środowisk patriotycznych mam wrażenie, że jesteśmy w pewnym stopniu w tym samym miejscu co przed laty. Brakuje nam programu, nie mamy struktur, mnóstwo ludzi zamiast sensownej działalności marnuje siły, czas i środku w zaangażowanie w odjechane szkodliwe imprezy. Jednym z wielu problemów środowisk patriotycznych jest brak aktywności patriotycznej kobiet w naszym kraju.

Nie zawsze tak bywało. Jednym z tematów wydanego przez Teologię Polityczną kilka lat temu zbioru artykułów naukowych opisujących procesy społeczne na przestrzeni wieku „Bilet do nowoczesności” autorstwa Magdaleny Gawin są polskie patriotki, a także to jak ich problemy osobiste i kontrowersyjne poglądy nie przeszkadzały im w działalności patriotycznej.

Zobacz także: Wg prognozy ONZ w 2100 będzie 16 mln Polaków. Wiceminister: Będzie jeszcze mniej

Maria Skłodowska

Jedną z opisanych przez Magdalenę Gawin polskich patriotek była Maria Skłodowska, która doświadczyła, spowodowanej rosyjskimi prześladowaniami, nędzy i terroru rusyfikacji w ziemi rodzimej. Późniejsza laureatka dwóch nagród Nobla nie mogła w okupowanej przez Rosjan Polsce studiować, bo Rosjanie zakazali przyjmowania kobiet na Uniwersytet Warszawski. Skłodowska edukację, wraz z innymi Polkami, zdobywała, studiując na nielegalnym Uniwersytecie Latającym. Dopiero pomoc siostry, która zdobyła wykształcenie medyczne w Paryżu, i która ściągnęła ją do stolicy Francji, umożliwiła jej edukację (z które odmiennie od wielu kolegów emigrantów skwapliwie skorzystała). Pomimo swoich kontrowersyjnych poglądów politycznych Skłodowska wsparła wysiłek wojenny Francji i zaangażowała się w pomoc dla odradzającej się Polski.

Maria Konopnicka

Kolejną ciekawą postacią opisaną przez Magdalenę Gawin jest Maria Konopnicka. Matka ośmiorga dzieci, która porzuciła męża utracjusza i musiała się borykać z chorobą psychiczną córki, która swoimi publicznymi ekscesami i oskarżeniami uczyniła z życia matki piekło. Choć do śmierci była indyferentna religijna i krytyczna wobec kleru, to nie przeszkadzało jej to w docenieniu katolicyzmu jako fundamentu polskości.

Przedsiębiorcza realistka Maria Konopnicka doceniana była przez wszystkich Polaków, od narodowców po lewicę. Popierała rozwody (by kobiety mogły wyzwolić się z toksycznej zależności od destruktywnego małżonka), dostęp kobiet na studia, aktywizację społeczną, polityczną i gospodarczą kobiet. Przeciwstawiała się bezczynności kobiet, rewolucyjnej przemocy i anarchizmowi, swobodzie obyczajowej. Widać, że te patologie nowej lewicy, głoszącej wyzwolenie ograniczone do odrzucenia moralności, które jest indywidualnie i społecznie destruktywne, nie są wcale takie nowe i były też dolegliwe w czasach Marii Konopnickiej. Patriotyczny model emancypacji kobiet proponowany przez Marię Konopnicką okazał się dobrą drogą — niepodległa Polska jako jeden pierwszy kraj na świecie zapewnił kobietom pełne równouprawnienie.

W swej publicznej działalności Maria Konopnicka jednoznacznie odrzucała feminizm, choć popierała nadanie kobietom praw wyborczych. Konopnicka sprzeciwiała się feminizmowi, bo za istotną kwestię uważała troskę o dobro wspólne – podczas gdy feministki uznawały, że należy walczyć tylko o prawa kobiet, i ignorować inne kwestie. W 1901 roku Konopnicka zaangażowała się w nagłośnienie skandalu, jakim było skatowanie przez niemieckich nauczyciel polskich dzieci we Wrześni za to, że polskie dzieci mówiły po polsku. Co bardziej szokujące niemiecka praworządność polegała na tym, że rodzice polskich dzieci, którzy protestowali przeciwko skatowaniu dzieci, za swój protest trafili do więzienia. Podczas gdy w obronie polskich dzieci zaangażowali się Henryk Sienkiewicz i Maria Konopnicka, to feministki nie chciały bronić polskich dzieci. Kiedy Konopnicka była polską patriotką, to feministki uznawały akces kobiet do Legionów za zdradę ponadnarodowych ideałów feministycznych. Świadczy to, że patologie lewicowe, które uznajemy za problem naszych czasów, wcale nie są nowe, i obecne były również w czasach Konopnickiej.

Maria Rodziewiczówna

Kolejną aktywną na niwie społecznej i politycznej Polką opisaną przez Magdalenę Gawin była Maria Rodziewiczówna, zwolenniczka emancypacji kobiet (wraz z Elizą Orzeszkową), dostępu kobiet do wyższego wykształcenia, prawa kobiet do pracy i nauki zawodu, zmiany prawa cywilnego by kobiety miały elementarne prawa cywilne (a nie były zależne od mężów i mogły się rozwodzić z destruktywnymi mężami). Rodziewiczówna uważała, że emancypacja jest niezbędna dla odrodzenia Polski i przetrwania naszego narodu. Dyskryminacja kobiet w Polsce wynikała właśnie z narzucenia przez Rosję przepisów pozbawiających Polaków wszelkich praw – rosyjskie przepisy sprawiały, że Polski skazane były na łaskę i niełaskę swoich mężów. Apogeum rusyfikacji miało miejsce w latach 80 XIX wieku – Rosjanie zakazali Polakom na ziemiach polskich mówienia po polsku w miejscach publicznych.

Maria Rodziewiczówna lewicowy model emancypacji jako odrzucenia wszelkich norm uważała za destruktywny – podobnie demoralizacje za szkodliwą społecznie i indywidualnie uznawała Gabriela Zapolska. Rodziewiczówna „na kartach swych powieści krytykowała kobiety za brak motywacji i szacunku dla pracy”. Pisarka „umiejętność rzetelnej, dobrze wykonanej pracy” uważała za warunek „uczestnictwa kobiet we wspólnej polityce, w tym nabycia politycznych praw”.

Wyrazem społecznego zaangażowania Rodziewiczówna była jej aktywność w chadeckim Kole Ziemianek, którego celem była edukacja zawodowa kobiet na wsi, by po wyemigrowaniu do miast nie zostawały z nędzy prostytutkami. Ziemianki uczyły też kobiety na wsiach elementarnej higieny. Rodziewiczówna dla ziemianek złożyła w Warszawie świetlice, gdzie w celu wymiany doświadczeń i nawiązania współpracy mogły się spotykać patriotki z trzech zaborów. Pisarka była też inicjatorką powstania sklepu z wyrobami polskiego rzemiosła. Ziemianki odrzucały feminizm jako szkodliwy ruch propagujący skłócenie kobiet i mężczyzn. Celem ziemianek było równouprawnienie kobiet i mężczyzn w celu wspólnej z mężczyznami pracy dla Polski i Polaków.

Działalność społeczna polskich patriotek była tym bardziej istotna, że prócz terroru rosyjskiego zaborcy na ziemiach polskich pojawiła się marksistowska lewica, negując sens istnienia niepodległej Polski – zjawisko takie krytykowała Bolesław Prus w powieści „Dzieci”, Henryk Sienkiewicz w powieści „Wiry”, Maria Konopnicka, Eliza Orzeszkowa w powieści „Widma”.

Rodziewiczówna pochodziła z patriotycznej rodziny. Ojciec i matka zostali przez Rosjan wysłani na Sybir za wsparcie dla powstańców styczniowych. Przed wysłaniem na zesłanie matka powiła mała Marysie i została z nią rozdzielona. Nowo narodzoną Marysią zajęła się babka, kiedy matkę Rosjanie wywozili na Sybir. Po powrocie z zesłania, z powodu terroru rosyjskiego, rodzina Rodziewiczówny żyła w nędzy. Rosyjski okupant prześladował katolików, uznając Kościół katolicki za ostoję polskości, wzbudzał w chłopach nienawiść do polskiej szlachty, odbierał Polakom majątki.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Prof. Jan Żaryn

Prof. Jan Żaryn / Fot. Facebook

Jan Żaryn, dyrektor Instytutu Dziedzictwa Myśli Narodowej im. Romana Dmowskiego i Ignacego Jana Paderewskiego, wypowiedział się na temat filmu “Kościół katolicki w Polsce podczas II wojny światowej. Część I”.

Okres II WŚ to czas, w którym naród polski wyrasta ponad przeciętność długiego historycznego trwania za sprawą zarówno instytucji, jak i ludzi. Jedną z tych instytucji był Kościół Katolicki.

Historyk mówił:

Jest to film także dlatego ważny, że daje nam na dziś argumenty, które świadczą o tym, jak bardzo Kościół był blisko narodu, jak był z nim losami związany. W związku z tym, jeśli chcemy trwać w polskości, nie możemy odrzucać katolickiego dziedzictwa.

Reparacje i dwa totalitaryzmy

Żaryn nawiązał też do reparacji wojennych.

Mamy też bieżącą rzeczywistość. Ten film także wpisuje się w tę opowieść, dlaczego nam należy się zadośćuczynienie także w formie materialne.j Kościół stracił bardzo wielu ludzi wybitnych, ale także dorobek kultury polskiej, tej sakralnej, został zniszczony, i to w sposób barbarzyński przez okupanta niemieckiego.

Kolejna część cyklu będzie opowiadać o okupacji sowieckiej.

Można powiedzieć, że ta grabież Kościoła (…) trwała na ziemiach zabranych przez wiele kolejnych dziesięcioleci. Mamy świadomość, że te dwa totalitaryzmy – niemiecki i sowiecki, choć miały z jednej strony osobną historię, miały też narzędzia wspólne, i wspólnych wrogów, i wrogiem tym był z pewnością Kościół Katolicki.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

Choć wciąż brakuje opracowań opisujących zbrodnie na Polakach, jakie były dziełem Niemców, Rosjan, Żydów czy Ukraińców, to wiele ciekawych informacji o kolaboracji Żydów z sowietami czytelnicy znajdą w wydanej przez wydawnictwo Rebis pracy Piotra Zychowicza „Żydzi” (w wywiadzie jaki autor książki przeprowadził z profesorem Jasiewiczem).

Zobacz także: Szokujące treści internetowej „edukacji seksualnej”. „Kochaj się bezwstydnie!”

Masowa kolaboracja Żydów z Rosjanami

Pierwsza masowa kolaboracja Żydów z Rosją sowiecką miała miejsce w czasie wojny z bolszewikami w 1920 roku. „Polrewkom, czyli polski rząd kolaboracyjny, który bolszewicy zamierzali osadzić w Warszawie” prowadził swoje obrady w jidysz. Żydowskie partie polityczne działające na ziemiach polskich, nawet gdy nie były komunistyczne, to wspierały bolszewicką agresję na Polskę.

Według książki „Rzeczywistość sowiecka 1939-1941 w świadectwach polskich Żydów” autorstwa Krzysztofa Jasiewicza Żydzi, biorąc czynny udział w działaniach sowieckich organów terroru, nie porzucali swojej żydowskiej tożsamości (przykładem nie zatracania żydowskiej tożsamości przez oprawców było to, że emigrowali do Izraela, a Izrael zapewniał im bezkarność).

Dla polskich mieszkańców Kresów, którzy znaleźli się pod okupacją Rosji sowieckiej, codziennością był kontakt z Żydami wysługującymi się Rosjanom, to, że cierpienie, jakie było udziałem Polaków, było dziełem Żydów. Żydowska kolaboracja z sowiecką Rosją była powszechnym zjawiskiem. Według profesora Jasiewicza „aktywny udział w sowietyzacji wzięło co najmniej kilkanaście procent żydowskiej populacji” (zważywszy na odsetek dzieci i starców większość dorosłych Żydów). „Obojętność wobec upadku państwa polskiego była pełna i powszechna”.

Żydzi kolaborowali z Rosją sowiecka, bo zawsze chcieli mieć dobre relacje z władzami. Lojalność Żydów wobec Rosjan przejawiała się w aktywnym udziale Żydów w zbrodniach na narodzie Polskim. Pod sowiecką okupacją powszechne były donosy Żydów na Polaków, które pozwoliły Rosji sowieckiej wyłapać i wymordować polskich patriotów, a przez to uniemożliwiły powstanie sprawnej polskiej konspiracji na Kresach.

Kolaboracja Żydów z sowietami nie była wywołana strachem Żydów przed nazistami. Nazistowskie Niemcy były bowiem w 1939 roku sojusznikiem Rosji sowieckiej, a sami Żydzi próbowali się we wrześniu 1939 wkupić w łaski Niemców (Niemcy jednak inaczej niż Rosjanie, nie byli zainteresowani współpracą z Żydami).

Nadreprezentacja Żydów w NKWD

Wyrazem współdziałania Żydów i Rosjan był skład władz sowieckich. Według profesora Jasiewicza „między 1934 a 1937 aż 405 kadry centralnej i terenowej NKWD na czele z Henrykiem Jagodą stanowili Żydzi. To tak gigantyczna reprezentacja jakby personel Białego Domu w USA składał się w 90% z Polaków”.

Dziś przypominanie faktów o współdziałaniu Żydów i Rosjan, niebycie apologetami Żydów, wspominanie o cierpieniach innych nacji, kończy się dla historyków oskarżeniami o antysemityzm, dlatego historycy boją się badać okres sowieckiej okupacji na Kresach. Dodatkowo filosemicka cenzura jest powszechnie akceptowana. Zdaniem profesora Jasiewicza nie można akceptować sytuacji, gdy „każda uwaga krytyczna pod adresem Żydów jest automatycznie odbierana jako antysemicka. To dławi wolność naukową, wszelką swobodę myśli”. Taka cenzura prowadzi do frustracji i narodzin antysemityzmu.

Polityka ukrywania odpowiedzialności Żydów za zbrodnie podczas II wojny światowej jest świadomą polityką środowisk żydowskich. Profesor Jasiewicz, opisując to zjawisko, przypomniał instrukcje, jakie dawał Yehuda Bauer, który polecał innym historykom holocaustu „po pierwsze, cierpienia Żydów należy wyłączyć z losu innych narodów. Po drugie, ludzi należy podzielić na trzy kategorie: katów, patrzących obojętnie i ofiary. Kaci to <<naziści i ich kolaboranci>>, patrzący z boku to Polacy, a ofiary to oczywiście Żydzi. Na żadne niuanse nie ma miejsca”. Kierując się tymi instrukcjami, żydowscy historycy na całym świecie prezentują antypolską kłamliwą narrację historyczną.

Żydowskie zbrodnie na Polakach

Po wkroczeniu Armii Czerwonej 17 września 1939 roku na kresy wschodnie II RP Żydzi kolaborowali z sowietami i czynnie wzięli udział w sowieckiej eksterminacji Polaków. Po tym, jak sowieci zdławili polski opór, rozpoczął się okres komunistycznego terroru i wchłaniania Kresów wschodnich II RP do ZSRR. Żydzi nie mieli żadnego powodu do eksterminacji Polaków i walki z Polską, w II RP nie byli prześladowani.

Represje dotknęły między innymi 150.000 Polaków (z Białorusi Zachodniej), których deportowano w głąb ZSRR. Deportacja oznaczała dla Polaków śmierć z wycieńczenia. Żydzi tworzyli dla sowietów listy proskrypcyjne Polaków przeznaczonych do wywózki i eksterminacji. Pierwsza deportacja (wywózka) miała miejsce w nocy z 9 na 10 lutego 1949 roku. Sowieci wywieźli wraz z całymi rodzinami osadników wojskowych i cywilnych, leśników. Druga wywózka miała miejsce 13 kwietnia 1940, kiedy wywieziono żołnierzy Wojska Polskiego i policjantów. Trzecia deportacja miała miejsce 26 czerwca 1940. Z miast i miasteczek wywieziono tych, którzy chcieli przenieść się pod niemiecką okupację, w tym i część Żydów. Żydzi nie widzieli w Niemcach zagrożenia (17 września 1939 witali sowietów, bo nienawidzili Polski i wielbili ZSRR, a nie z powodu rzekomego strachu przed Niemcami). Czwartą deportację przerwał niemiecki atak na ZSRR. Pomimo to Polacy nie wykazywali entuzjazmu z niemieckiej okupacji. Niemiecka okupacja była dla Polaków ratunkiem od tortur i śmierci z rąk sowietów i ich żydowskich kolaborantów.

Terror sowiecki w pierwszych dniach agresji sowieckiej na Polskę był dziełem NKWD, Armii Czerwonej oraz miejscowej komunistycznej milicji składającej się w miasteczkach z Żydów. Miejscowa milicja aresztowała i mordowała Polaków przed i po wkroczeniu Armii Czerwonej. Żydzi zbrojnie wsparli sowiecką agresję, mordowali Polaków, zbrojnie walczyli z oddziałami Wojska Polskiego, zanim wkroczyła Armia Czerwona. Potem Polaków mordowały powołane przez sowietów: Gwardia Robotnicza, Milicja Obywatelska, Robotniczo Chłopska Milicja podległa NKWD.

Polacy nie brali udziału w sowieckim aparacie terroru, bywali tylko figurantami w dekoracyjnych „władzach lokalnych”. Młodzi Żydzi masowo garnęli się do sowieckiego aparatu terroru i sowieckiej administracji. Żydowskie milicje i czerwone gwardie weszły w skład NKWD. Żydzi aresztowali i wywieźli na pewną śmierć Polaków do ZSRR.

Nadreprezentacja Żydów w sowieckim aparacie terroru

Nadreprezentacja Żydów w sowieckim aparacie terroru i administracji była szokująca, Żydzi stanowiący 8% populacji zajęli 50% miejsc w sowieckiej administracji i 70% posad w gospodarce. Sowieci prowadzili politykę rasowej dyskryminacji Polaków — Polakom odmawiano wszelkiej pracy, karano za mówienie po polsku. Żydzi znajdowali ogromną satysfakcję w pomiataniu Polakami, profanowaniu chrześcijańskich świątyń.

Podczas gdy Polacy byli ofiarami terroru, społeczność żydowska rozkwitała. Sowieci zapewnili Żydom awans społeczny, liczba studentów Żydowskich na Uniwersytecie Lwowskim wzrosła z 15% do 85% (przy 8% Żydów w populacji Kresów).

Sowieckie represje dotknęły społeczności żydowskiej w pewien sposób. 70.000 żydowskich migrantów z terenów okupowanych przez Niemców sowieci przesiedlili w głąb ZSRR. Pomimo uprzywilejowania Żydzi szybko zniechęcili się do ZSRR, komunistyczny raj okazał się nieprzyjazny żydowskim handlarzom i rzemieślnikom.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Kacper Kita w MN

Kacper Kita w MN / Fot. You Tube/ Media Narodowe

Zobacz także: Wg prognozy ONZ w 2100 będzie 16 mln Polaków. Wiceminister: Będzie jeszcze mniej

Wyniki wyborów w Szwecji

“Różnica była niewielka. Od dłuższego czasu wszelkie sondaże i opinie ekspertów zajmujących się Szwecją były takie, że to będzie bardzo blisko. Oba bloki dostały po ponad 49%, więc tutaj było bardzo blisko i sytuacja jest skomplikowana, bo po obu stronach są aż cztery różne partie. Wobec takich wyników jedyna sensowna szansa na utworzenie rządu to wypracowanie koalicji czterech partii centroprawicowych” – mówił Kacper Kita.

Szwedzcy Demokraci

“Po ośmiu latach rządów socjaldemokratów mamy przesunięcie na prawo, a wewnątrz samej prawicy mamy ewidentne przesunięcie, bo zawsze to prawica establishmentowa była tą największą, teraz po raz pierwszy prześcignęła ich partia narodowa Szwedzkich Demokratów” – komentował gość MN.

Zmiana polityki migracyjnej

“Można spodziewać się ułatwienia deportacji. Szwedzcy Demokraci narzekali na to, że 80% obcokrajowców skazywanych za gwałt nie jest deportowanych, bo to mogłoby łamać ich prawa człowieka. Na pewno możemy spodziewać się też zaostrzenia legalnej imigracji, dużo bardziej rzadkiego przyznawania azyli, próby walki z islamskim separatyzmem, czy walki z gangami, które narosły wokół dzielnic imigranckich” – podkreślał gość MN.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Witold Tumanowicz

Witold Tumanowicz / Fot. Youtube

Zobacz także: Wg prognozy ONZ w 2100 będzie 16 mln Polaków. Wiceminister: Będzie jeszcze mniej

Przyszłość Kurskiego

“Dużo mówi się o jego przyszłości, mówiło się też przed jego odwołaniem, że Jacek Kurski planuje przyszłość polityczną, że rozważany jest na funkcję szefa sztabu wyborczego PiS. Miałby przyjąć taką rolę, bo w środowisku Prawa i Sprawiedliwości jest poczucie, że już tylko Kurski może nas uratować od klęski wyborczej. W żadnym sondażu nie mają żadnej większości. Mówiono też o tym, że planuje startować na posła. Oczywiste jest, że Jacek Kurski ma dużo większe ambicje – rozważa się go w kontekście sukcesora po Jarosławie Kaczyńskim” – mówił Witold Tumanowicz.

Kto skorzystał?

“Odwołanie w tym konkretnym momencie było zaskoczeniem dla wszystkich, dla samego Jacka Kurskiego również. On był w trakcie sprawozdań, rano pisał o oglądalności, o planach TVP na przyszłość. Nie sądzę, że tweetowałby o planach na przyszłość, gdyby nie miał ich realizować. Pytanie, dlaczego został odwołany w tym momencie, komu się to przysłużyło. Mam tu jeden trop – najbardziej na odcisk Jacek Kurski nadepnął prezydentowi. Musiał być zawarty jakiś deal z prezydentem, pytanie o co? Mówi się w kontekście tego odwołania, że jest na tapecie temat zmian w ordynacji wyborczej, której prezydent jest przeciwny” – dodawał polityk Konfederacji.

Konfederacja zatrudni Kurskiego?

“Jacek Kurski jest bardzo mocno zideologizowany w kierunku partii władzy. Żeby pracować dla innej partii musiałby czuć tę partię. Nie wydaje mi się, żeby Jacek Kurski czuł wyborców Konfederacji w taki sposób, by był dla nich wiarygodny. Jest bardzo wyrazistą postacią. Mam bardzo duży szacunek do fachowości Jacka Kurskiego, ale jednocześnie wyklucza go z jakichkolwiek dywagacji co do współpracy” – podkreślał Tumanowicz.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com