Robert Bąkiewicz postanowił wystartować do Sejmu z list Prawa i Sprawiedliwości z rekomendacji Suwerennej Polski, której został członkiem. Ostatnie miejsce na radomskiej liście dawało nadzieję, że może uda się wykorzystać szansę i zdobyć mandat poselski. Jednak wyborcy PiS jednoznacznie powiedzieli Bąkiewiczowi NIE. Jeszcze nie są ostatecznie zliczone głosy, ale już wiadomo, że Bąkiewicz posłem nie zostanie.

W okręgu 17 w którym Prawo i Sprawiedliwość zdecydowanie wygrywa, Bąkiewicz wśród kandydatów PiS zajmuje dopiero 10. miejsce. Z poparciem na liście nieco powyżej 1%. To z pewnością klęska Bąkiewicza. Jako były prezes Stowarzyszenia Marsz Niepodległości liczył z pewnością na więcej. Szczególnie, że do ostatniej możliwej chwili przedstawiał siebie w mediach społecznościowych jako prezesa Stowarzyszenia Marsz Niepodległości. I to pomimo tego, że od wielu miesięcy kto inny był już Prezesem SMN. Cóż, to być może drobna, ale jednak nieuczciwość. Szczególnie, że prawowity Prezes Bartosz Malewski, również brał udział w tych wyborach, startując do Senatu. Jego wynik jest znacznie lepszy, zdobył 8-9 razy więcej głosów niż uzurpujący sobie tytuł prezesa Bąkiewicz.

Robert Bąkiewicz, po kilku zaledwie latach swojej działalności, jako działacz społeczny skończył w niesławie. Jako polityk nawet nie zaistniał. Pozostaje już tylko pytanie, czy PiS nadal będzie finansował jego prywatną telewizję? Ta bowiem utrzymuje się tylko dzięki politycznemu wsparciu, ponieważ nie jest to żaden projekt biznesowy. Tak więc tylko od politycznego widzimisię PiS-u zależy czy Bąkiewicz również zakończy swoją aktywność jako przedsiębiorca.

Jak informuje Straż Graniczna zdarzenia z nielegalną migracją odnotowane zostały na Placówkach w Płaskiej, Narewce i Białowieży. 25 osób podchodziło pod zaporę, ale na widok polskich służb cudzoziemcy wycofywali się w głąb Białorusi. Do Polski wbrew przepisom próbowali dostać się między innymi obywatele Egiptu, Syrii i Iranu.

Za pomocnictwo w Bielsku Podlaskim wspierający Straż Graniczną funkcjonariusze Policji zatrzymali obywatela Turkmenistanu, który nissanem przewoził czterech obywateli Afganistanu. Cudzoziemcy nielegalnie przekroczyli polsko-białoruską granicę. 

Straż Graniczna podkreślą, że migranci za zgodą służb białoruskich poruszają się na trenach przygranicznych, szukając dogodnego miejsca do nielegalnego przekroczenia granicy. Na poniższym nagraniu widać grupę cudzoziemców z drabiną, na terenie podległym Placówce Straży Granicznej w Dubiczach Cerkiewnych, która po nieudanej próbie przedostania się do Polski cofa się w głąb Białorusi. Na filmie widać jak migranci spokojnie, niosąc aluminiową drabinę, poruszają się wzdłuż płotu postawionego na granicy polsko-białoruskiej.

Od początku 2023 r. funkcjonariusze Podlaskiego Oddziału Straży Granicznej odnotowali już ponad 21 tys. prób nielegalnego przekroczenia polsko-białoruskiej granicy.

Źródło: Straż Graniczna

Grzegorz Braun

Kiedy niektórzy tak jak Bąkiewicz ulegają perspektywie wzbogacenia się dzięki sojuszowi z władzą, Grzegorz Braun konsekwentnie realizuje marsz przez instytucje. Poseł Konfederacji w wyborach do Sejmu udzielił poparcia Dianie Ruchniewicz – kandydatce, która nie boi się mówić wprost o tym, co PiS-owcy zgotowali Polakom w czasie pandemii.

Grzegorz Braun poprosił, aby zarówno mieszkańcy Warszawy, jak i liczna Polonia za granicą postawili krzyżyk przy nazwisku Ruchniewicz. Kandydatka Konfederacji Korony Polskiej organizowała przed laty demonstracje w stolicy w ramach sprzeciwu wobec lockdownu i sanitaryzmu. Ruchniewicz nie idzie na kompromisy – uważa, że PiS-owcy powinni ponieść karę za 200 tysięcy nadmiarowych zgonów oraz destrukcję polskiej gospodarki.

– Wśród rządzących nie było osób, które chociaż starałyby się poznać nasze stanowisko. Nikt z rządu nie może się wylegitymować jakimkolwiek racjonalnym działaniem. PiS, KO, Lewica, PSL czy Hołownia 2050 prześcigały się w pomysłach na ograniczanie praw obywatelskich Polakom. Jak więc te wszystkie ugrupowania miałyby próbować rozliczyć czas covidozy? Może jest szansa na rozliczenie najbardziej spektakularnych oszustw, ale to kropla w morzu. Przypomnę, że w czasie covidozy zostały uchwalone bezprawne przepisy, a PiS dodatkowo próbował przepchnąć ustawę o braku odpowiedzialności urzędników za ich szkodliwe działania. Szansą na rozliczenie bezprawia jest wygrana Konfederacji

– mówi Diana Ruchniewicz w wywiadzie udzielonym portalowi dorzeczy.pl.

Diana Ruchniewicz: Morawiecki zachwyca się Hararim

Diana Ruchniewicz domaga się odrzucenia dyktatu Światowej Organizacji Zdrowia. Jej koronnym postulatem jest wypowiedzenie tzw. traktatu pandemicznego. W rozmowie z dorzeczy.pl Ruchniewicz wyjawia, że WHO nie jest w żadnym wypadku instytucją, którą zwykły obywatel powinien traktować poważnie.

– WHO to organizacja finansowana ze środków różnych fundacji, koncernów farmaceutycznych oraz innych firm, m.in.: GlaxoSmithKline, Novartis AG, Fundacji Gatesów czy George’a Sorosa. Ci “filantropi” nie robią tego przecież za darmo. WHO przygotowuje wytyczne, dzięki którym ich darczyńcy z nawiązką odzyskują zainwestowane środki. „Filantropi” WHO w imię szerzenia opieki zdrowotnej w ubogich krajach Afryki testowali swoje szczepionki z bardzo dużym negatywnym skutkiem dla nieświadomej ludności. Obecnie WHO oraz ponad 190 krajów jest w trakcie opracowywania tzw. traktatu pandemicznego, który przekazywałby politykę zarządzania ochroną zdrowia w trakcie pandemii w obce ręce

– tłumaczy „czwórka” Konfederacji w okręgu warszawskim.

Ruchniewicz staje także przeciwko pomysłom ograniczenia konsumpcji mięsa czy regulacjom dotyczącym… kupowania ubrań. Dostało się także Morawieckiemu, którego kandydatka Konfederacji krytykuje za pogardę do obywateli. Wiadomym jest przecież, że Morawiecki to technokrata z potężnym zapleczem oraz apetytem na grabież Polaków na skalę zbliżoną chyba tylko do tej z czasów Bieruta i Stalina.

– Ten projekt globalistów oczywiście ich by nie dotyczył. W Polsce twarzą C40 Cities jest Rafał Trzaskowski, ale nie mamy się co łudzić, że Mateusz Morawiecki, zachwycony ideami Juwala Harariego i jeszcze jako prezes banku mówiący o ograniczaniu potrzeb ludzi do miski ryżu, będzie realizował inną politykę. Podobnie jak w przypadku bezprawia w czasie kowidozy jedynie Konfederacja może zakończyć te działania i dokonać rozliczeń, jeśli doszło do nieprawidłowości. Tylko my niezmiennie przeciwstawiamy się w Sejmie wszelkim ograniczeniom praw obywatelskich

– mówi Ruchniewicz.

Grzegorz Braun wystawił konkretną kandydatkę

Wychodzi na to, że Grzegorz Braun walczy o to, by głos antyglobalistyczny wybrzmiał w Sejmie głośniej i wyraźniej niż do tej pory. Poseł Konfederacji wystosował apel do Polonii i warszawiaków, by ci dali szanse Ruchniewicz.

–  Diana Ruchniewicz do Sejmu! Czwarta na liście warszawskiej, stołecznej. Na ten okręg głosuje nie tylko Warszawa, ale i zagranica. Rodacy Polacy, Polonusi, Kresowiacy, wy których los porozrzucał w różne miejsca na globusie, ale żyjecie życiem politycznym kraju – głosujcie na Dianę Ruchniewicz. Wyślijcie ją bardzo proszę do Sejmu

– zaapelował szef Konfederacji Korony Polskiej.

Wybory odbędą się już w niedzielę. Wiele wskazuje na to, że PiS, pomimo gigantycznych nakładów na propagandę, może władzę stracić, a Konfederacja – stać się języczkiem u wagi przyszłego rządu…

Źródło: dorzeczy.pl

/ Materiały prasowe Konfederacji

Wypowiedzi Krzysztofa Bosaka Demagog podsumował w następujący sposób: W związku z tym, że Krzysztof Bosak sugeruje, że po jednym dniu osobie z Ukrainy będzie przysługiwała pełna polska minimalna emerytura, wyższa niż ta, którą otrzymałaby w swojej ojczyźnie, wypowiedź uznajemy za fałsz.

Bosak szybko odniósł się do zarzutów: Ten wpis jest wewnętrznie sprzeczny i wprowadza w błąd. Ta „różnica” między minimalną emeryturą na Ukrainie i w Polsce wynosi obecnie sporo ponad 1 tys. zł. Polska będzie dopłacać tę różnicę ukraińskim emerytom, którzy osiągnęli polski wiek emerytalny, przepracowali w Polsce choć 1 dzień i zgłoszą się po emeryturę jako mieszkańcy Polski.

Demagog dezinformuje sugerując, że Polska będzie dopłacać tylko kilka groszy. Demagog także przemilcza fakt, że ani ZUS ani SG nie ma żadnego efektywnego systemu monitorowania, którzy Ukraińcy mieszkają w Polsce, a którzy nie.

Żadna jednostka administracji nie monitoruje obecnie w ramach swej normalnej pracy miejsc zamieszkania imigrantów i ich losów. SG i ZUS mają uprawnienia kontrolne, ale to nie znaczy, że system jest szczelny, co sugeruje Demagog. Z tych powodów oceniam wpis Demagoga jako

W badaniu zleconym przez portal wPolityce.pl pracowni Social Changes zapytano badanych o to kto był zwycięzcą poniedziałkowej debaty w TVP. Z odpowiedzi wynikało, że wygranym tej debaty jest Mateusz Morawiecki. Drugie miejsce przypadło Szymonowi Hołowni (15%). Kolejne Donaldowi Tuskowi (14%). Na czwartym miejscu znalazł się, reprezentujący w tej debacie Konfederację, Krzysztof Bosak (9%).

Portal wPolityce.pl ogłosił, że premier Morawiecki “wyraźnie wygrał debatę”. Gdy jednak przyjrzeć się lepiej wynikom tego sondażu to wydaje się, że media wyraźnie sympatyzujące PiS-owi, powinny wyrazić raczej zaniepokojenie wynikiem tego sondażu, niż radość.

Sondaż był bowiem przeprowadzony wśród osób, które oglądały tą debatę. A więc głównie wśród widzów telewizji publicznej, od blisko 8 lat karmionych propagandą rządową. Tymczasem na Mateusza Morawieckiego, jako zwycięzcę debaty, wskazało 26% spośród tych, którzy tą debatę oglądali. 26%, czyli zdecydowanie mniej niż średnia notowana przez PiS w sondażach wyborczych. A więc nawet widz TVP, tak indoktrynowany i wydający się, że stanowi już twardy elektorat PiS-u nie był przekonany co do zwycięstwa w tej debacie Mateusza Morawieckiego. Wydawać by się mogło, że zwycięzca debaty powinien mieć większe wskazanie niż wskazanie w sondażu wyborczym, gdyby rzeczywiście tą debatę wygrał. A tymczasem miał znacznie mniejsze. Według ostatnich sondaży Prawo i Sprawiedliwość ma 35-37% poparcia, czyli blisko 10% więcej niż otrzymał Morawiecki jako “zwycięzca debaty”!

Źródło: wPolityce.pl

Poniżej pełna treść z nagrania Sławomira Mentzena, zamieszczona w mediach społecznościowych, pt. Nagroda za Mateusza Morawieckiego:

Wszyscy pamiętamy nagrania Mateusza Morawieckiego z restauracji “Sowa i przyjaciele”, gdzie mówił o tym, że powinniśmy pracować za miskę ryżu. Natomiast nie wszyscy wiedzą, że nagrań z udziałem Mateusza Morawieckiego było znacznie więcej. Na jednym z nich, według zeznań nagrywających go kelnerów, rozmawiał o przekrętach finansowych oraz kupowaniu nieruchomości na słupy. Niestety, te nagrania zginęły, nie wiadomo kto nimi dysponuje.

Nie wydaje Wam się dziwne i niepokojące to, że ktoś dysponuje nagraniami mogącymi skompromitować premiera rządu polskiego? Być może szantażuje go tymi nagraniami i nikogo to nie interesuje?
Czemu dziennikarze tak rzadko poruszają ten temat? Czemu polskie służby nie zrobią wszystkiego, żeby dostać te nagrania, tak żeby premier rządu polskiego przestał być szantażowany.

Przede mną leży 1 MILION ZŁOTYCH. ten milion złotych to jest nagroda dla każdego, kto dostarczy mi kopię nagrania, na którym Mateusz Morawiecki mówi o kupowaniu nieruchomości na słupy. Jeżeli dysponujesz tym nagraniem, niezależnie od tego w jaki sposób wszedłeś w jego posiadanie, skontaktuj się ze mną. Wyślij mi fragment tego nagrania na [email protected].
Jeżeli okaże się ono autentyczne, skontaktujemy się i przekażę Ci 1 milion złotych.

Po otrzymaniu tego nagrania oczywiście je opublikuję oraz przekażę policji. Jeżeli masz to nagranie to lepiej się pospiesz, ponieważ oferta obowiązuje do momentu, kiedy Mateusz Morawiecki będzie premierem. Mam nadzieję, że skończy się to jak najszybciej. Dlatego jeśli dysponujesz tym nagraniem i chcesz zarobić milion złotych ta oferta może się już nigdy więcej nie powtórzyć.
Wyślij go do mnie na maila i sprawmy razem, żebym nikt więcej nie mógł szantażować premiera rządu polskiego. Ten milion złotych czeka na ciebie.

Materiały prasowe Konfederacji

– Polska wspiera Ukrainę nie tylko świadczeniami socjalnymi, nie tylko przekazywaniem uzbrojenia, ale także paliwami na ogromną skalę. Nie mówimy o bagatelnych kwotach. Jak dowiadujemy się z danych Ośrodka Studiów Wschodnich tylko w okresie od stycznia do maja na Ukrainę pojechało 680 tys. ton gotowych paliw. 680 tys. ton to 170 pełnowymiarowych cystern jeżdżących codziennie! 170 cystern dziennie, przez 6 miesięcy, 30 dni w miesiącu, dzień w dzień – mówił Krzysztof Bosak.

Dodał również, że:
Paliwo jadące na Ukrainę, po pierwsze nie jest objęte systemem nadzoru SENT [System Elektronicznego Nadzoru Transportu – przyp. red.], który wdrożyło Ministerstwo Finansów. Jest to system śledzący ruch każdej cysterny w polskim systemie paliwowym. Natomiast paliwo jadące na Ukrainę nie jest objęte tym systemem. Nie wiem tak naprawdę gdzie to paliwo jedzie. Co się z nim dzieje. Jeżeli któraś cysterna, jadąca teoretycznie na Ukrainę, chciałaby to paliwo wylać w Polsce – w ten sposób dochodzi od przemytu paliw, do afer paliwowych – to tak naprawdę jest to nieweryfikowalne z punktu widzenia Ministerstwa Finansów. A jaka jest skala korupcji na Ukrainie doskonale wszyscy wiemy.

Zwrócił również uwagę na coś jeszcze chyba bardziej bulwersującego:
– Druga sprawa nie mniej interesująca, że mamy tu do czynienia z sytuacją typu “okazja czyni złodzieja”. To fakt, że paliwo wyjeżdżające na Ukrainę nie jest objęte ani VAT-em, ani akcyzą. Co oznacza, że Polacy płacą za paliwo ponad 6 zł to na Ukrainę ono jechało w cenie poniżej 4 złotych. To ogromna różnica. Pytanie: dlaczego Polacy muszą płacić znacznie więcej niż Ukraińcy?

Bumar.Gliwice.pl

Jednocześnie firma zapewniła, że prace remontowe na kolejnych maszynach trwają. PGZ zauważyła także, że stale poszerza współpracę w zakresie dostaw amunicji, części zamiennych i konserwacji sprzętu.

“Zaledwie w kilka dni od uruchomienia w BUMARZE ŁABĘDY hubu serwisowego czołgów rodziny Leopard używanych podczas działań wojennych na Ukrainie, do Gliwic trafiły pierwsze uszkodzone wozy. Spółka w sposób kompleksowy zajęła się sprzętem rozpoczynając od weryfikacji uszkodzeń i oceny stanu faktycznego pojazdów. Czołgi sprawnie zostały przywrócone do pełnej gotowości bojowej, przechodząc naprawy oraz ostateczne testy na zakładowym poligonie. W piątek 29 września pierwsze wyremontowane czołgi Leopard 2A4 zostały przekazane stronie ukraińskiej. Z uwagi na powagę sytuacji prace zostały wykonane w rekordowo krótkim – niespełna dwumiesięcznym okresie. Już wkrótce wozy te trafią na front. Kolejne wozy są w trakcie procesów naprawy i remontów” – czytamy w komunikacie opublikowanym na stronie spółki Bumar-Łabędy.

“Podczas gdy inni składają deklaracje odnoszące się do przyszłości, my w porozumieniu ze stroną ukraińską działamy. Pierwsze ekspresowo wyremontowane w Bumarze-Łabędy czołgi Leopard zostały odebrane przez stronę ukraińską. Nad kolejnymi wozami prace trwają. Od ponad roku, poprzez spółkę celową PGZ Sevice Orel, działamy w ramach wypracowanych ze stroną ukraińską relacji, serwisując tam na miejscu, blisko linii frontu, sprzęt ciężki. . To jasno dowodzi, że naszym priorytetem jest realna pomoc walczącym żołnierzom Ukrainy. Żołnierze ukraińscy walczą polskimi Piorunami, Grotami, Krabami, Rosomakami, które wyprodukowały zakłady PGZ. Stale rozszerzamy współpracę w zakresie dostaw amunicji, części zamiennych i serwisu sprzętu. Wspieramy Ukrainę na bieżąco, ustalając priorytety w ramach działających zespołów roboczych. Od lutego 2022 r. podpisaliśmy szereg umów bilateralnych dotyczących różnych obszarów z największymi podmiotami ukraińskiego sektora obronnego, odpowiadając na bieżące potrzeby naszych sąsiadów. Taka formuła współpracy w sytuacji trwającej wojny daje najlepszy i najszybszy efekt” – dodaje Polska Grupa Zbrojeniowa.

Źródło i zdjęcia: Bumar.Gliwice.pl

Materiały prasowe Konfederacji

Krzysztof Bosak:
– To ukoronowanie konfliktu najwyższych dowódców Wojska Polskiego z ministrem Błaszczakiem.
Zwracaliśmy uwagę na tą sytuację od samego początku. Krytykowaliśmy obwinienie dowódców przez ministra Błaszczaka za sytuację związaną z ukrywaniem spadnięcia rakiety pod Bydgoszczą i za różnego rodzaju nieprawidłowości w komunikowaniu się z opinią publiczną, z ukrywaniem tej sytuacji.
Uważamy, że minister Błaszczak, niezależnie co się wydarzyło, powinien stać za żołnierzami. Jeżeli doszło do nieprawidłowości powinno to zostać wyjaśnione. Natomiast sytuacja, w której minister obrony narodowej zwala winę na najwyższych dowódców, jest oczywiście nieakceptowalna. Przede wszystkich uniemożliwia dalszą współpracę z kadrą generalską. Wiadomo, że szacunek dla munduru musi być. Jeżeli były jakieś sprawy niewłaściwe należy wyciągnąć konsekwencje we współpracy z prezydentem, której jest zwierzchnikiem sił zbrojnych. A nie konfliktować się ze wszystkimi.

Wskazał również, że na tle polityków gen. Andrzejczak zachowywał się w sposób rozsądny:
– Muszę powiedzieć, że głos gen. Andrzejczaka wysoko cenię, ponieważ nie był to głos poprawny politycznie. Był to głos realistyczny, momentami wręcz sceptyczny co do rzeczywistego położenia i rzeczywistej sytuacji międzynarodowej w jakiej się znaleźliśmy w trakcie trwającej wojny na Ukrainie. Generał Andrzejczak nie lukrował sytuacji w odróżnieniu od polityków. I być może dlatego musiał podać się do dymisji.

Mocno skrytykował również polityczne pobudzenie i zainteresowanie wojskiem, przez rząd PiS, dopiero po 6-7 latach sprawowania władzy:
– Wdrażanie każdej zmiany w wojsku to jest ewolucja. To jest proces. To jest proces, który przede wszystkim wymaga przywództwa i zaufania. I tego dobrego przywództwa minister Błaszczak nigdy żołnierzom nie zaproponował. Tego zaufania kadry generalskiej od dłuższego czasu nie ma. Ponieważ zachował się tchórzliwie i oportunistycznie zwalając winę na generałów. Zwalając winę na generałów, nie zachowując się w sposób lojalny. Taka postawa nigdy nie będzie szanowana ani w wojsku, ani w żadnych służbach mundurowych.

– My jako Konfederacja artykułujemy to bardzo wyraźnie. Wszyscy funkcjonariusze państwowych służb i wszyscy żołnierze muszą być szanowani. To nie znaczy, że ma nie być dyscypliny, że ma być przyzwolenie na jakieś nadużycia. Przeciwnie! Natomiast pewne sprawy trzeba załatwiać tam gdzie one się wydarzyły . A nie szukać winnych i robić polowania na czarownice w świetle mediów,. Po to to żeby sobie poprawić pijar. Takiej polityki nie zaakceptujemy. I dlatego też wyrażamy solidarność ze wszystkimi żołnierzami Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej.

KO złoży projekt dot. ochrony zwierząt.

zwierzęta, pies / Fot. Pixabay

Polskie Porozumienie Kynologiczne to obecnie najprężniej rozwijająca się tego typu organizacja w Polsce. Kiedy PPK narodziło się w 2015 roku, mało kto przypuszczał, że będzie ono podejmować realną walkę o poprawienie losu bezdomnych psów. Oczy niedowiarkom otworzył szef organizacji Piotr Kłosiński.

Kłosiński niegdyś zwiazany był ze Związkiem Kynologicznym w Polsce. Obecny prezes PPK zbuntował się się przeciwko przestarzałym strukturom, słabej komunikacji i zarządzaniu rodem z głębokiej komuny.

–  Przeszkadzały mi przestarzałe struktury, które wręcz uniemożliwiały normalnym hodowcom zdrową rywalizację. Do tego dochodziło faworyzowanie wyróżniających się członków. Pozostałym wręcz przeszkadzano w pracy hodowlanej. Ja to zauważyłem głównie w oddziale warszawskim i legionowskim. I, niestety, patrząc na strukturę, uznałem, że najlepszym rozwiązaniem jest po prostu nowa organizacja, która pokaże zupełnie inną jakość

– mówi szef Polskiego Porozumienia Kynologicznego w rozmowie z magazynem napsitemat.pl.

Polskie Porozumienie Kynologiczne stawia na edukację

Niedawno, bo w połowie września, swoją premierę miała aplikacja na smartfony „Zdrowe Rasowe”. Udział w jej powstaniu ma właśnie PPK.

– To aplikacja na telefon, która ma edukować i dorosłych, i dzieci

– wyjawia Piotr Kłosiński.

Aplikacja jest zupełnie darmowa, a korzystanie z niej proste i intuicyjne. Główny cel, który przyświeca „Zdrowe Rasowe”, to ułatwienie dostępu do wiedzy i informacji na temat opieki nad zwierzętami. W aplikacji można znaleźć liczne porady poświęcone pielęgnacji, żywieniu i aktywności fizycznej zwierzaków.

– Aplikacja „Zdrowe Rasowe” powstała przede wszystkim, aby edukować. W Polsce każdego roku kupuje się coraz więcej zwierząt rasowych, niestety także z niepewnych źródeł i bez rodowodów, wspierając w ten sposób – krótko mówiąc – oszustów. Co istotne, jest to okupione potwornym cierpieniem zwierząt. Nam zależy na tym, aby ludzie decydowali się na kupno lub adopcję  zwierzaków w pełni świadomie oraz mieli miejsce, gdzie znajdą bazę dobrych hodowców – takich, którzy naprawdę dbają o psy czy koty, badają je pod kątem genetycznym oraz dysponują udokumentowanym pochodzeniem. Ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, jak łatwo można zostać oszukanym, jeżeli kupuje się z niepewnego źródła, i jakie to za sobą niesie konsekwencje. To nie jest tak, że ktoś musi kupić koniecznie od hodowcy z przedstawionej listy. Ona po prostu daje gwarancję, że mamy do czynienia z pewnym źródłem. Do bazy w aplikacji hodowcy nie mogą dodawać się samodzielnie. Są za to odpowiedzialne związki hodowlane, do których należą, co już daje pewność, że jest to całkowicie legalna hodowla

– wyjaśnia z kolei Beata Krupianik z Fundacji Karuna, która aktywnie współpracuje z PPK.

– Aplikacja nie jest portalem ogłoszeniowym. Wskazujemy jedynie dobrych, legalnych hodowców, których zwierzęta są przebadane genetycznie pod kątem chorób, mają udokumentowane pochodzenie i pełną dokumentację, w tym czip zarejestrowany w bazie, i w pełni dbają o swoje zwierzęta. W tym miejscu muszę wspomnieć o tym, że zgodnie z obowiązującym prawem, sprzedaży a tym samym zakupu zwierzęcia rasowego można dokona wyłącznie w miejscu chowu. Nie na stacji benzynowej, parkingu czy przed galerią handlową. To bardzo ważne, bo dzięki temu  kupujący ma wgląd w warunki, w jakich żył dany pies czy kot. Jeśli przy hodowcy znalezionym w wykazie widoczny jest logotyp „Kastrujemy bezdomność” oznacza to, że ten konkretny hodowca wspiera walkę z bezdomnością zwierząt. Hodowcy nie tylko chcą sprzedawać zwierzęta, ale również pragną, aby były one chciane – to też jest ważne

– dodaje ekspertka.

Nie jest jednak tajemnicą, że praca u podstaw to jedno – drugą sprawą, do której PPK nieustannie powraca, jest wywieranie nacisków na polityków. Polska ze swoją biurokratyczną specyfiką to kraj, w którym o pewne rzeczy trzeba niestety zabiegać u partii politycznych. Piotr Kłosiński nie ukrywa, że systemowa patologia sprzyja rozrostowi patologii na wielu innych płaszczyznach, także tej dotyczącej psów. Sztandarowym programem Polskiego Porozumienia Kynologicznego ma być marginalizacja zjawiska bezdomności zwierząt. Tylko jak to zrobić w sytuacji, gdy niektórym bezdomne czworonogi nabijają kabzę?

Schroniska betonem, który trzeba skruszyć

Kłosiński przyznaje, że w Polsce istnieje potężne lobby broniące schronisk jak niepodległości. Te prezes Polskiego Porozumienia Kynologicznego uważa za główną przeszkodę na drodze zwalczenia bezdomności psów czy kotów.

– Boksujemy się bardzo mocno z lobby, które pompuje sobie rocznie 250-280 mln zł. To są olbrzymie pieniądze. Ludzie myślą, że schronisko chroni. Nie, nie, absolutnie, schronisko jest miejscem, gdzie tylko przetrzymuje się zwierzęta. Jakie jest rozwiązanie? Napisanie nowej ustawy. Tego się wszyscy politycy boją, i ci z prawej, i ci z lewej

– proponuje lider PPK.

Zdaniem Piotra Kłosińskiego władza powinna wprowadzić obowiązkową kastrację i sterylizację zwierząt. Jeżeli właściciel tego nie zrobi – zapłaci karę finansową.

– Jeżeli je wysterylizujemy i wykastrujemy, one się po prostu na nowo nie rozmnożą. To tak proste, nie wiem, kto tego nie mógł zrozumieć. Myślę, że w części tych organizacji po prostu ktoś nie chce tego zrozumieć. Jak to się mówi, sztuką jest gonić króliczka, a nie go złapać. Ale jeśli mówimy o pewnych rozwiązaniach, to uważam, że jednak trzeba go złapać. I to był następny pomysł: stworzenie funduszu do walki z bezdomnością zwierząt, na który łożyliby hodowcy psów i kotów. W grę wchodziłyby drobne sumy, ale przy tak dużej populacji zwierząt te drobne sumy naprawdę mogłyby zrobić kawał dobrej roboty. Te pieniądze zostałyby przeznaczone tylko i wyłącznie na czipowanie, sterylizację i kastrację, a nie np. na wybudowanie schroniska, bo nam następne schroniska są niepotrzebne. Proste i genialne

– wskazuje szef Polskiego Porozumienia Kynologicznego.

Wiadomo już, że polityków trzeba przycisnąć. W końcu od tego są – od słuchania obywateli. Tylko czy w ferworze brutalnej kampanii wyborczej znajdzie się czas na kwestię bezdomności psów? Problem jest palący, a Polska nadal tkwi na tej płaszczyźnie w głębokim XX wieku.

– Przez obligatoryjną kastrację i sterylizację pozbyto się problemu bezdomności zwierząt w wielu krajach. U nas też tak może być

– postuluje Piotr Kłosiński.

Źródło: napsitemat.pl