Niemcy, jako najbogatszy kraj w Europie i jeden z największych eksporterów broni na świecie, mogą zrobić znacznie więcej w obronie europejskich wartości – powiedział polski premier Mateusz Morawiecki w wywiadzie dla niemieckiej gazety Bild i polskiego dziennika Fakt. Morawiecki powiedział, że kraje wschodniej flanki NATO są najbardziej wiarygodne we wspieraniu Ukrainy. Powodem według niego jest to, że “czują one” bezpośrednie zagrożenie ze strony Putina, ergo świadome są niebezpieczeństwa.

Odnoszę wrażenie, że niektórzy przywódcy UE woleliby, by znowu było wszystko po staremu. W myśl idei, że wojnę można zakończyć również przegraną Ukrainy.

Premier porównał działanie prezydenta Putina do dilera narkotykowego, bowiem rozprowadzał tani gaz.

Wielu krajom trudno się bez niego obejść.

Morawiecki skomentował też przeprosiny prezydenta Niemiec Franka-Waltera Steinmeiera wobec Polski i krajów Europy Wschodniej za zignorowanie przez Zachód ich ostrzeżeń przed Rosją.

Lepiej późno niż wcale.

Premier Morawiecki powiedział również:

W ciągu zaledwie ostatnich dwóch tygodni na ukraińskie miasta spadło 360 rakiet i dronów. Rosjanie celowo niszczą elektrownie i systemy grzewcze, chcą, by Ukraińcy zimą marzli i głodowali. Dlatego pomoc jest potrzebna teraz. Ukraina potrzebuje pieniędzy i broni, a nie “planów”.

Konferencja

Według niemieckich mediów berlińska konferencja w sprawie odbudowy Ukrainy nie jest “konferencją donatorów”, lecz debatą ekspertów na temat sposobów pomocy Ukrainie w powojennej odbudowie. Uczestnicy konferencji zarysowali ideę “planu Marshalla” dla Ukrainy. Na przykład według kanclerza Niemiec Olafa Scholza plan odbudowy powinien powstać jak najszybciej, i to jeszcze przed zakończeniem wojny. Szef Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen powiedziała, że UE jest gotowa koordynować działania na rzecz odbudowy.

Nie mamy czasu do stracenia, skala zniszczeń jest ogromna. Bank Światowy szacuje ten koszt na 350 mld euro.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Echo24, Rp

Thierry Breton

Thierry Breton / Fot. PAP/EPA/Olivier Matthys. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

Z okazji zakupienia Twittera, jego nowy właściciel Elon Musk napisał na nim:

ptak jest uwolniony

Wśród różnych wyzwań, przed którymi stoi Elon Musk jako nowy właściciel Twittera mogą być przepisy państw uległych Unii Europejskiej. Po ogłoszeniu przez Muska, że “ptak jest wolny”, komisarz UE Thierry Breton napisał:

W Europie ptak będzie latał według naszych [unijnych] zasad.

“Z powrotem do klatki?”

Breton dodał hasztag “DSA”, odnosząc się do unijnej ustawy o usługach cyfrowych, która jest aktem szerokim, ale jeden z podstawowych elementów ustawy ma na celu regulację i ograniczenie mowy w sieci, “by zwalczać mowę nienawiści”. Dziennikarz John Cody pisze:

W istocie DSA daje UE szerokie uprawnienia do cenzurowania dysydentów politycznych i wypowiedzi politycznych, które uzna za zagrożenie dla władzy lewicowo-liberalnego establishmentu.

Nie jest jasne, co będzie stanowić “mowę nienawiści” lub “dezinformację”, ani kto będzie arbitrem tych oznaczeń, ale na przykład zdecydowana większość “fact-checkerów” pracujących dla Facebooka w Europie Środkowej i Wschodniej jest finansowana przez miliardera oligarchę George’a Sorosa, którego pieniądze przepłynęły przez niemal każdą większą lewicowo-liberalną organizację pozarządową.

Rada Europejska oznajmia:

DSA kieruje się zasadą, że to, co jest nielegalne offline, musi być również nielegalne online.

Na liście “interesariuszy” DSA znajduje się wiele organizacji, które są wspierane przez miliardera oligarchę George’a Sorosa i jego Open Society Foundation, w tym Avaaz i Amnesty International. Thierry Breton jest również udziałowcem, wraz z czołowymi firmami technologicznymi, takimi jak Google, IBM, Facebook i Twitter, wraz z aktywistycznymi organizacjami pozarządowymi, takimi jak HateAid.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

RMX News

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne. / Fot. Canva

  • Inflacja w strefie euro wzrosła w październiku do rekordowego poziomu 10,7 procent.
  • Dane te, opublikowane przez Eurostat w poniedziałek, wykazały wzrost o 0,8 punktu procentowego w porównaniu z 9,9 procent we wrześniu.
  • W trzecim kwartale gospodarka strefy euro ledwo uniknęła recesji.
  • Zobacz też: Rosja zawiesza udział w umowie zbożowej. Jest komentarz Erdogana

Inflacja w strefie euro wzrosła w październiku do rekordowego poziomu 10,7 procent, gdy ludność nadal zmaga się z trwającym kryzysem kosztów utrzymania. Dane te, opublikowane przez Eurostat w poniedziałek, wykazały wzrost o 0,8 punktu procentowego w porównaniu z 9,9 procent we wrześniu. Ekonomiści przewidywali skromniejszy wzrost do 10,2 lub 10,3 procent.

Do wzrostu kosztów życia na całym kontynencie przyczynił się wzrost kosztów energii z 40,7 proc. do 41,9 proc. we wrześniu oraz wzrost cen żywności, alkoholu i tytoniu z 11,8 proc. do 13,1 proc. Wzrosła także inflacja towarów i usług przemysłowych, odpowiednio do 6 proc. i 4,4 proc.

W trzecim kwartale gospodarka strefy euro ledwo uniknęła recesji, odnotowując wzrost o 0,2 procent, co oznacza spadek w stosunku do 0,8 procent w drugim kwartale. Połączenie stłumionego wzrostu i rosnących cen to znaki ostrzegawcze przed zimą.

PKB poszczególnych krajów

Według wstępnych szacunków PKB Francji i Hiszpanii wzrósł w tym kwartale o 0,2 procent, podczas gdy PKB Niemiec wzrósł o 0,3 procent, a gospodarki Włoch o 0,5 procent. Na tym samym poziomie wzrost utrzymały Czechy.

Tymczasem PKB Belgii i Austrii skurczył się o 0,1 procent, a gospodarka Łotwy cofnęła się o 1,7 procent. Kolejne szacunki za trzeci kwartał mają zostać opublikowane 15 listopada.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

RMX News

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. ctrl.blog

  • System ma na celu rejestrację gości z krajów spoza UE, takich jak USA i Wielka Brytania.
  • W USA podobny program funkcjonuje od 2004 roku, zbierając informacje biometryczne o zagranicznych turystach.
  • Po jego wprowadzeniu w życie, odwiedzający będą mieli dodane daty wjazdu do wspólnej bazy danych.
  • Zobacz też: Warszawa. Eksplozja baterii od hulajnogi elektrycznej

Od maja 2023 r. aby wjechać do każdego kraju będącego członkiem Unii Europejskiej lub krajów należących do strefy Schengen, osoby odwiedzające będą musiały oddać odciski palców i mieć sfotografowaną twarz.

Nowy system, nazwany systemem wjazdu i wyjazdu (EES), zastąpi obecny system stemplowania paszportów. System ma na celu rejestrację gości z krajów spoza UE, takich jak USA i Wielka Brytania. W USA podobny program funkcjonuje od 2004 roku, zbierając informacje biometryczne o zagranicznych turystach.

“Inteligentne granice”

Po jego wprowadzeniu w życie, odwiedzający będą mieli dodane daty wjazdu do wspólnej bazy danych. UE pozwala odwiedzającym na pobyt tylko przez 90 dni na każdy 180-dniowy okres. System stemplowania paszportów został opisany jako niewiarygodny i czasochłonny w walce z nadmiernym przedłużaniem pobytu. UE uważa, że system EES zniechęci do nadmiernego przedłużania pobytu.

Przy pierwszej podróży do krajów wchodzących w skład UE odwiedzający będą musieli podać swoje odciski palców i zrobić zdjęcie twarzy. Może to zniechęcić osoby bardzo dbające o prywatność. System EES będzie również wymagał podania imienia i nazwiska oraz dokumentu, którym posługujemy się w podróży.

Próby systemu EES rozpoczęły się w strefie Schengen. Na lotnisku w Pradze zainstalowano wiele “łatwych kiosków”, w których podróżni mogą się zarejestrować. Średni czas rejestracji w systemie EES na lotnisku w Pradze wynosi 89 sekund. Niektórzy sugerują jednak, że gdy system EES stanie się obowiązkowy, może spowodować opóźnienia w punktach wjazdu. Władze portu w Dover, najbardziej ruchliwego punktu wejścia między UE a Wielką Brytanią, ostrzegły o chaotycznym lecie 2023 r.

ESZ nie zastępuje ETIAS (Europejskiego Systemu Informacji i Autoryzacji Podróży), który jest wymagany do wjazdu do strefy Schengen.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Reclaim the net

Prezydent Bułgarii Rumen Radew

Prezydent Bułgarii Rumen Radew / fot. Wikipedia

  • Rekordowa sprzedaż broni w Bułgarii jest uznawana za sukces gospodarczy.
  • Bułgarski biznes zbrojeniowy zawsze dobrze zarabiał na konfliktach w rejonach, gdzie używano sowieckich systemów broni.
  • Obecnie bułgarscy producenci i handlarze bronią sprzedają swoje produkty głównie w Polsce i Rumunii, skąd broń jest następnie reeksportowana na Ukrainę.
  • Zobacz też: Warszawa. Eksplozja baterii od hulajnogi elektrycznej

Bułgaria, obok Węgier, jest krajem NATO i UE, który oficjalnie odmawia wysłania pomocy wojskowej dla Ukrainy. Okazuje się jednak, że Bułgaria jest jednym z największych pośrednich dostawców do rozdartego wojną kraju. Sprzedała tam rekordową liczbę broni od początku wojny, a eksperci szacują, że Bułgaria do tej pory dostarczyła Kijowowi przez pośredników broń i amunicję o wartości co najmniej miliarda euro.

Bułgarski biznes zbrojeniowy zawsze dobrze zarabiał na konfliktach w rejonach, gdzie używano sowieckich systemów broni. Firmy zbrojeniowe w bałkańskim kraju produkują amunicję do sowieckiej broni i inne produkty pochodne, które w większości przypadków są wysokiej jakości i sprzedają się po wyższych cenach na rynkach międzynarodowych.

Bułgarski przemysł zbrojeniowy wyłania się obecnie jako jedno z największych źródeł amunicji o sowieckim standardzie dla armii ukraińskiej.

W obecnym parlamencie są trzy siły, które sprzeciwiają się wysyłaniu przez Bułgarię broni na Ukrainę: Bułgarska Partia Socjalistyczna (BSP), Odrodzenie oraz w mniejszym stopniu partia Stefana Janewa. W 240-osobowym parlamencie BSP ma 25 posłów, Odrodzenie 27, a Bulgarian Rise 12.

Fabryki broni

Z drugiej strony na ogromnym wzroście sprzedaży korzystają wielkie państwowe fabryki broni, na przykład w miastach Sopot, Karłowo i Kazanłyk, oraz zatrudnieni tam ludzie. Tegoroczną rekordową sprzedaż za granicę potwierdza Aleksander Michajłow, były szef państwowej firmy Kinteks, przez którą przechodzi broń przeznaczona na eksport. Jako przykład podaje bułgarski eksport broni w 2016 i 2017 roku, kiedy to toczyły się regionalne konflikty zbrojne w Syrii, Libii i Jemenie.

Gdy dochodzi do międzynarodowego konfliktu zbrojnego, zawsze następuje wzrost wykorzystania produktów przemysłu obronnego

– mówi, dodając, że pozwolenia na eksport broni wydane przez państwo w tym okresie wyniosły łącznie od 1,1 do 1,3 mld euro. Dla porównania Michajłow podaje, że od początku wojny na Ukrainie do chwili obecnej suma wartości broni z pozwoleniem na eksport wynosi ponad dwa miliardy euro

Tak więc do tej pory odnotowaliśmy 100-procentowy wzrost w stosunku do najbardziej udanych dla tego handlu lat. Ten rok może zakończyć się wzrostem o 150, a nawet 200 procent (…), co generuje ważne dochody dla bułgarskiej gospodarki i budżetu państwa w czasach kryzysu.

Rekordowa sprzedaż broni w Bułgarii jest uznawana za sukces gospodarczy. Prezydent kraju Rumen Radew, który obecnie rządzi krajem poprzez rząd tymczasowy, określił tych, którzy chcą wysłać broń na Ukrainę, jako “podżegaczy wojennych”.

Prowadzi to do paradoksu, gdy amerykańscy ochotnicy walczący w ramach Legii Cudzoziemskiej na Ukrainie chwalą się, jak to znakomite bułgarskie granatniki przeciwpancerne unieszkodliwiły rosyjskie pojazdy opancerzone, podczas gdy większość bułgarskich przywódców politycznych zaprzecza, że coś takiego było możliwe.

Na początku tego roku bułgarski parlament uznał, że jedyną dopuszczalną pomocą wojskową dla Ukrainy jest naprawa ukraińskich czołgów w Bułgarii. Nie należy się spodziewać, że Kijów z tego skorzysta.

Obecnie bułgarscy producenci i handlarze bronią sprzedają swoje produkty głównie w Polsce i Rumunii, skąd broń jest następnie reeksportowana na Ukrainę.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Echo24

Jacek Saryusz-Wolski

Jacek Saryusz-Wolski / Fot. Flickr

  • Poseł PiS Jacek Saryusz-Wolski stwierdził, że Polska wciąż ma opcje, by odblokować dziesiątki miliardów euro od Unii Europejskiej.
  • Wymienił siedem “asów w rękawie”.
  • Stwierdził on, że tak długo, jak Polska będzie gotowa odwrócić się od Brukseli, tak jak to robiła w przeszłości Hiszpania, tak długo będzie mogła dopiąć swego.
  • Zobacz też: Warszawa. Eksplozja baterii od hulajnogi elektrycznej

Polska wciąż ma opcje, by odblokować dziesiątki miliardów euro, które wciąż są wstrzymywane, powiedział poseł PiS Jacek Saryusz-Wolski w wywiadzie dla tygodnika Sieci. Stwierdził on, że tak długo, jak Polska będzie gotowa odwrócić się od Brukseli, tak jak to robiła w przeszłości Hiszpania, tak długo będzie mogła dopiąć swego.

Saryusz-Wolski poradził polskiemu rządowi, by skupił się na siedmiu broniach, które ma do dyspozycji.

7 “asów w rękawie”

Po pierwsze, powinien pozwać Komisję Europejską do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości (ETS) za bezprawne blokowanie dostępu Polski do unijnego funduszu naprawczego. Polska nie powinna mieć złudzeń, że ETS orzeknie na korzyść Polski, ale takie posunięcie jest uzasadnione, aby zdemaskować złośliwe zachowanie Komisji i poprawić swoją pozycję negocjacyjną. Pomogłoby to przenieść Polskę z obrony do ataku.

Po drugie, Polska powinna faktycznie pożyczyć pieniądze na rynkach na projekty, których rzeczywiście potrzebuje, a nie na zielone inwestycje. Jeśli Bruksela nie chce finansować zielonej gospodarki, to Polska musi ruszyć z innymi projektami.

Po trzecie, Polska powinna zakwestionować cały unijny fundusz naprawczy, ponieważ został on utworzony na podstawie porozumienia, które zostało zerwane. Można to zrobić na poziomie dyplomatycznym i legislacyjnym.

Czwartym środkiem proponowanym przez Saryusza-Wolskiego jest zablokowanie inicjatywy “Fit for 55”.

Po piąte, Polska powinna zawetować płatności EU ETS i CBAM, które są podatkami od śladów węglowych i podatkiem od międzynarodowych korporacji.

Po szóste, Polska powinna przygotować się do wyjścia z systemu ETS i polityki klimatycznej UE.

Wreszcie siódmym asem byłoby rozpisanie referendum na temat tego, czy Polska powinna realizować cele klimatyczne UE w dobie kryzysu energetycznego i wojny na Ukrainie. Polski europoseł przekonuje, że ostatni ruch byłby politycznie wybuchowy, gdyż łatwo mógłby wywołać szerokie protesty w innych krajach członkowskich przeciwko ideologii klimatycznej.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Tysol

Jacek Sasin

Wicepremier, minister aktywów państwowych Jacek Sasin / Fot. PAP/Marcin Obara. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

  • Pierwszą elektrownię jądrową w Polsce wybudują Amerykanie na Pomorzu.
  • Drugą Koreańczycy w Pątnowie w województwie łódzkim.
  • Sasin powiedział, że przygotowanie niezbędnej dokumentacji przed rozpoczęciem budowy elektrowni w Pątnowie zajmie cztery do pięciu lat.
  • Zobacz też: Rosyjska rakieta spadła na Mołdawię. MSW: “Nikt nie ucierpiał”

Polskie Ministerstwo Aktywów Państwowych podpisało w poniedziałek z Ministerstwem Handlu, Przemysłu i Energii Korei Południowej umowę. Chodzi o elektrownię jądrową, o współpracę i wsparcie jej budowy w Polsce.

Koreańczycy wybudują drugą elektrownię jądrową w Polsce

Polska planuje budowę elektrowni jądrowej z wykorzystaniem koreańskiej technologii w Pątnowie w województwie łódzkim. Umowę podpisali w Seulu Minister Aktywów Państwowych Polski Jacek Sasin i koreański minister energetyki Lee Chang-Yang.

Również w poniedziałek polska firma energetyczna PGE i należący do Zygmunta Solorza-Żaka (założyciela m.in. Polsatu) producent energii elektrycznej ZE PAK podpisały w Seulu list intencyjny z Korea Hydro and Nuclear Power w sprawie stworzenia planu budowy elektrowni w miejscowości Pątnów z wykorzystaniem koreańskiej technologii reaktora APR 1400.

Plany

Drugą elektrownię jądrową w Polsce, którą wybudują Koreańczycy, obejmują plany ze wstępną analizą oddziaływania na środowisko, budżetem i modelem finansowania, a także harmonogramem realizacji projektu. Wstępny plan rozwoju ma zostać zakończony w 2022 roku.

Oba ministerstwa powiedziały w swoim porozumieniu, że podejmą się określenia zakresu współpracy i harmonogramu projektu, a później przygotują zaktualizowaną wersję porozumienia. Porozumienie nie tworzy żadnych zobowiązań w świetle prawa międzynarodowego ani nie wiąże stron w żaden sposób.

Sasin powiedział, że przygotowanie niezbędnej dokumentacji przed rozpoczęciem budowy elektrowni w Pątnowie zajmie cztery do pięciu lat. Dodał, że w projekt zaangażowany będzie kapitał koreański.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

The first news, Rp

Najwyższy Czas o MN

Najwyższy Czas o MN / Fot. Jan Bodakowski

W ostatnim numerze, przez dekady czytanego i cenionego przez moją osobę, adresowanego do wyborców Konfederacji, dwutygodnika „Najwyższy Czas”, którego wydawcą i redaktorem naczelnym jest Tomasz Sommer, ukazał się krytyczny wobec Marszu Niepodległości i Roberta Bąkiewicza artykuł „XX Marsz Niepodległości pod wspólną banderą” autorstwa Jerzego Kopanka.

Zobacz także: Mołdawia wydala rosyjskiego dyplomatę. Odpowiedź na wybuch rosyjskiego pocisku

Odraza do PO ma być przejawem kolaboracji z PiS

Zdaniem autora tego tekstu „prezes Stowarzyszenia Marsz Niepodległości Robert Bąkiewicz i jego najbliższe otoczenie kolaboruje z władzą”. Przykładem tej kolaboracji miało być poparcie w drugiej turze wyborów prezydenckich dla kandydatury Andrzeja Dudy i wzięcie pieniędzy z Funduszu Patriotycznego, w którym o środki na działalność patriotyczną można było aplikować.

Niedorzeczny jest nie tylko zarzut publicysty dwutygodnika zakładający, że kolaboracją z PiS było niedopuszczenie do wybrania na prezydenta Rafała Trzaskowskiego – nie da się ukryć, że choć PiS jest złą partią, to jeszcze gorszą jest PO i rządy PO byłyby bardziej szkodliwe od rządów PiS (szczególnie w kwestii covidowego faszyzmu, uzależnienia od Unii Europejskiej, akceptacji rosyjskiego imperializmu czy najazdu islamskich imigrantów – co jasno deklarowała PO).

Mentalność Kalego jak my brać to dobre jak MN to złe

Przejawem hipokryzji albo schizofrenii jest zarzut o zaprzedanie się PiS-owi za pieniądze z Funduszu Patriotycznego. Środowisko Ruchu Narodowego i Młodzieży Wszechpolskiej (tworzące Konfederacje) skorzystało z takich funduszy i zakupiło za nie swoją wartą kilka milionów złotych siedzibę w centrum Warszawy.

Według doniesień medialnych z funduszy takich skorzystał też nie kto inny jak sam wydawca i redaktor naczelny Najwyższego Czasu Tomasz Sommer. Z artykułu „Miliony dla Kościoła oraz ludzi z kręgów Morawieckiego i Ziobry. To ich dotuje Fundusz Patriotyczny” autorstwa Sebastiana Klauzińskiego i Daniela Flisa (opublikowanego na pseudo liberalnym portalu Oko Press) wynika, że z Funduszu Patriotycznego „82,65 tys. zł trafi do spółki Sdm Pictures, na projekt »Jedwabne – historia prawdziwa«. Prezesem i współwłaścicielem spółki jest Tomasz Sommer, wieloletni współpracownik Janusza Korwin-Mikkego i redaktor naczelny <<Najwyższego Czasu>>”.

Ukrofobiczna obsesja – banderowiec czyha w lodówce

Kompromitacją publicysty Najwyższego Czasu jest wypominanie Robertowi Bąkiewiczowi, że udostępnił grafikę promującą Marsz Niepodległości z kombatantem z żółto-niebieską wstążką. Autor tego tekstu nie był łaskawy napisać, że grafika ta to współczesne zdjęcie kombatanta – żołnierza Związku Jaszczurczego Leszka Zabłockiego w mundurze Wojska Polskiego z żółto-granatowymi patkami (układ barw jest inny – żółty jest u góry, a nie na dole jak na fladze Ukrainy, odcień granatowy różni się też od niebieskiego). Kapitan Zabłocki miał takie barwy na mundurze, bo był oficerem piechoty, a są to barwy piechoty, kolorystyką nawiązują do barw XVIII i XIX wiecznych polskich oddziałów.

Powielanie fejkowych bredni

Wstrętną manipulacją publicysty Najwyższego Czasu jest wykorzystanie w tekście sprawy treści z konta podszywającego się pod Roberta Bąkiewicza. Tekst jest ilustrowany zdjęciem tego wpisu, a autor rozpisuje się o nim – i to nie w tekście o fajkowych kontach, tylko w tekście atakującym Bąkiewicza – wiadomo, że mechanizm zapamiętywania jest taki, że ludzie z czasem zapomną, że konto było fejkowe, ale utrwalą sobie kłamliwą treść, że rzekom Bąkiewicz napisał kompromitującego posta. Przekonanie ludzi o tym, że wpis był prawdziwy będzie tym większe, że zapamiętają, że tekst z Najwyższego Czasu był ilustrowany zdjęciem posta.

Powielanie narracji Winnickiego

W dalszej części tekstu powielona jest hucpiarska narracja środowiska Winnickiego głoszącego, że należy ratować Marsz rzekomo niszczony przez Bąkiewicza. Kuriozum są twierdzenia autora tekstu głoszące, że „w ostatnich grafikach stowarzyszenia pojawiły się hasła »gotowi do obrony niepodległej«, co […] zbiega się z prowojennymi hasłami, aby Polacy nie dość, że finansują nie swoją wojnę, to jeszcze szli i ginęli za Ukrainę”. Publicysta Najwyższego Czasu nie mniej ni więcej tylko głosi, że standardowe patriotyczne hasła mają na celu biologiczne zniszczenie Polaków – takich bredni można było się spodziewać po wszelakich lewakach, a nie po tygodniku prawicowym.

Rusofilia publicysty NC

Konstatacja artykułu w Najwyższym Czasie jest tak, że w związku z rusofobią „środowisko obecnych władz MN straciło wiarygodność w społeczeństwie”. To bardzo dziwna konstatacja. Trudno zrozumieć jak rusofobia miałaby zniechęcać do Bąkiewicza i Marszu Polaków, którzy przez wieki cierpieli z rąk Rosjan. Rusofobia Bąkiewicza mogłaby co najwyżej zniechęcić do Bąkiewicza potomków tego marginesu (lumpenproletariatu, Żydów, świrniętych lewaków), którzy uzyskali awans społeczny i władzę nad Polakami dzięki powojennej okupacji Polski przez rosyjską Armię Czerwoną.

Międlar nadzieją przydupasów Putina?

Publicysta Najwyższego Czasu twierdzi, że „alternatywą dla MN może być marsz organizowany we Wrocławiu przez Jacka Międlara”, który „nie zaprzedał duszy PiS-owi” i jest „nadzieją antysystemowych narodowców”. Nie śledzę publicystyki Jacka Międlara czy jego portalu, nie wiem więc, czy Jacek jest sympatykiem Rosji, czy może rusofilia jest mu przypisywana – bycie krytykiem ukraińskiego nazizmu nie musi od razu oznaczać bycie przydupasem Putina. Historia zbrodni wołyńskiej nie musi przesłaniać (zgodnie z instrukcjami z Moskwy) historii kilku wieków dużo większych i równie sadystycznych zbrodni rosyjskich na Polakach.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

Imigranci

W artykule Wyborczej cytowany jest wiceminister Kraska, który stwierdził, że „napływ dużej liczby uchodźców wojennych z Ukrainy” może „spowodować wzrost liczny zakażeń”. Wyborcza cytuje też Magdalenę Ankiersztejn-Bartczak, która stwierdziła, że „problem HIV w naszym kraju może narastać razem z napływem uchodźców. Dane sprzed wojny mówią o 250 tysiącach zakażonych HIV w Ukrainie, ale szacuje się, że jest ich dużo więcej, tylko wielu o swoim zakażeniu nie wie. W Ukrainie jest też dużo więcej zakażonych kobiet – u nas to około 30%, w Ukrainie ponad 47%”.

Moim zdaniem warto byłoby się zastanowić nad innymi przyczynami wzrostu zachorowań na chorobę AIDS wywoływaną przez wirusa HIV w naszym kraju. AIDS to Zespół Nabytego Niedoboru Odporności/Zespół Nabytego Upośledzenia Odporności (Acquired ImmunoDeficiency Syndrome/Acquired Immune Deficiency Syndrome).

Poszczepienny spadek odporności

Każde szczepienie osłabia naszą odporność, dlatego (według norm sprzed covid) nie szczepiło się osób chorych i starych, oraz nie wykonywało się szczepień, gdy nie były one konieczne. Niepotrzebne wielokrotne szczepienia mogą więc prowadzić do osłabienia odporności.

Preparat — zwany (sprzecznie z faktami) szczepionką na covid (a niebędący szczepionką, tylko dotychczas niestosowanym preparatem, który miał skłonić nasze komórki do produkcji białka wirusa, by wywołać reakcję immunologiczną, gdy w szczepionce unieszkodliwiony materiał wirusa wywołuje naturalną reakcję immunologiczną) – nie był przebadany (według standardów sprzed covid). Nie wiadomo więc jakie ma skutki. Wielu naukowców obawiało się, że może on osłabiać odporność, co może prowadzić do nabytego braku odporności, a przez to zarażenia się chorobami, na której by się nie zachorowało, gdyby odporność nowatorskim preparatem nie była trwale obniżona.

Warto więc się zastanowić, czy wzrost zachorowań na AIDS nie jest spowodowany sztucznym obniżeniem odporności w wyniku wielokrotnego przyjęcia preparatu obniżającego wbrew zapowiedziom odporność. Dodatkowo powinniśmy się zastanowić, czy takie obniżanie odporności milionów osób było przypadkiem, konsekwencją niechlujstwa, czy może zamierzoną akcją globalnej depopulacji.

Demoralizacja

Inną przyczyną wzrostu zachorowań na AIDS może być realizowana przez lewicę i pseudoliberałów tęczowa rewolucja i szerzej demoralizacja seksualna. Z badań naukowych wiadomo, że ryzyko zakażenia się chorobami przenoszonymi drogą płciową jest dużo większe w wypadku seksu analnego (penetracji odbytu penisem) niż w wypadku seksu genitalnego (penetracji penisem pochwy). Seks analny jest formą praktyk seksualnych wśród gejów i za pośrednictwem porno jest propagowany wśród heteroseksualistów – w wyniku seksualizacji dzieci (przez pop kulturę, seks edukację i powszechne korzystanie przez porno przez nieletnich) ofiarami takiej szkodliwej propagandy padają i dzieci. Im więcej gejów, im ludzie bardziej zdemoralizowani, tym więcej zakażeń chorobami przenoszonymi drogą płciową, w tym i AIDS.

Lewica i pseudoliberałowie jednak nie będą wspominać o innych powodach wzrostu zachorowań na AIDS, bo wolą zwalać na Ukrainki, niż przyznać, że odporność jest obniżona po wstrzykiwaniu preparatu na covid (bo to narusza interesy globalnych korporacji będących sojusznikami lewicy i pseudo liberałów), albo, że to wina demoralizacji i tęczowej rewolucji (bo te są elementem oferty programowej lewicy i pseudo liberałów).

Mówiąc o zagrożeniu ze strony chorób przenoszonych drogą płciową, warto przypomnieć, że postępowanie zgodnie z nauczaniem Kościoła katolickiego, zdecydowanie redukuje zagrożenie zakażenia się takimi schorzeniami. Między innymi dlatego walka lewicy i pseudoliberałów z Kościołem katolickim jest tak szkodliwa społecznie.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Watykan

Watykan / Fot. Pxhere

  • Papież Franciszek jest gotowy do mediacji w konflikcie na Ukrainie.
  • Jeśli do tego dojdzie, nie będzie to pierwszy przypadek pełnienia roli mediatora przez Watykan.
  • W latach 70-80 Stolica Apostolska pełniła rolę mediatora w konflikcie dwóch krajów Ameryki Płd.
  • Zobacz też: PKN Orlen rozszerza działalność na Słowacji

Jak informowaliśmy, Ojciec Święty Franciszek zaproponował, że będzie gospodarzem rozmów między prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim a prezydentem Rosji Władimirem Putinem. Rozmowy miałyby formę dyskusji przy okrągłym stole między Papieżem Franciszkiem, Zełenskim i Putinem, moderowanych przez Głowę Kościoła.

Jeśli do tego dojdzie, nie będzie to pierwsza taka sytuacja.

Watykan mediatorem w konflikcie

Minęły dwa miesiące, odkąd kardynał Karol Wojtyła został papieżem Janem Pawłem II. Spór między Argentyną Videla a Chile Pinocheta o niewielkie wyspy o strategicznym znaczeniu eskalował. Próby dojścia do porozumienia obu katolickich krajów Ameryki Łacińskiej spełzały na niczym. Nowy Papież postanowił wysłać włoskiego kardynała Antonio Samorè w roli negocjatora.

Misja dyplomatyczna kardynała przyniosła owoc po dwóch tygodniach. 8 stycznia 1979 roku w Urugwaju doszło do podpisania porozumienia. Oba kraje Ameryki Południowej oświadczyły o wstrzymaniu działań zbrojnych i rozwiązaniu sporu drogą pokojową. Mało tego, oficjalnie poproszono Stolicę Apostolską o odgrywanie roli mediatora w tej sprawie.

Porozumienie, do którego podpisania doszło w urugwajskim Montevideo, nie jeden raz odwołuje się do działań Papieża Jana Pawła II, mających na celu powstrzymanie wybuchu wojny.

W końcu 29 listopada 1984 roku podpisano w Watykanie Traktat o Pokoju i Przyjaźni między Chile i Argentyną.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

JP2 Online, RMX News