Kryzys związany z epidemią koronawirusa SARS-CoV-2 unaocznił wiele trudności, z jakimi borykają się współczesne społeczeństwa. Pokazał także problemy związane z działalnością Światowej Organizacji Zdrowia. WHO zwlekała bowiem z podawaniem informacji na temat koronawirusa oraz z dokonaniem jednoznacznej oceny zagrożenia, co poskutkowało szybszym rozprzestrzenianiem się choroby. Organizacja, która od lat, oprócz ochrony zdrowia, zajmuje się także realizowaniem radykalnych postulatów ideologicznych, nie zrezygnowała z tego w czasie pandemii. Do priorytetów WHO wciąż należy dbanie o „prawa reprodukcyjne i seksualne”, w tym o dostęp do aborcji. Instytut Ordo Iuris przygotował analizę na temat działań Światowej Organizacji Zdrowia.

PRZECZYTAJ ANALIZĘ – LINK

PODPISZ PETYCJĘ Z APELEM O SPRZECIW WOBEC DZIAŁAŃ WHO – LINK

Obecna pandemia podważyła zaufanie wielu ludzi do międzynarodowych gremiów, w tym do WHO. Organizacja ta popełniła bowiem liczne błędy, takie jak opóźnienia w informowaniu o zagrożeniach związanych z koronawirusem. Początkowo, Organizacja podawała nawet, że SARS-CoV-2 nie może się przenosić z człowieka na człowieka. Uniemożliwiło to odpowiednio wczesne wstrzymanie połączeń z Chinami, a co za tym idzie, ograniczenie rozprzestrzeniania się wirusa.

Światowa Organizacja Zdrowia ma w swojej historii wiele pozytywnych działań. Odnosiła sukcesy w walce z niezwykle groźnymi chorobami zakaźnymi, jak gruźlica czy cholera, a także doprowadziła do całkowitego zwalczenia ospy prawdziwej. Jednak wiele przejawów aktywności WHO, podejmowanej w ostatnich latach, ma głębokie podłoże ideologiczne. Organizacja podejmuje działania takie jak nieuprawnione łączenie zdrowia z szerszą kategorią tzw. „praw reprodukcyjnych i seksualnych”, do których zalicza się aborcję. WHO forsuje również niezwykle kontrowersyjne i wulgarne standardy edukacji seksualnej. Sytuacja związana z pandemią COVID-19 może to zjawisko jeszcze pogłębić – szczególnie w kontekście wydawanych przez to gremium decyzji, zgodnie z którymi jednym z priorytetów w walce z tym kryzysem i jego skutkami jest ochrona „praw reprodukcyjnych i seksualnych”, w tym dostępu do aborcji.

Funkcjonowanie WHO wymaga daleko idącej reformy, tak by jej działania odpowiadały na rzeczywiste potrzeby ludności państw, które odprowadzają składki do budżetu tej agendy. Odpowiedzią na wspomniane problemy mogłoby być zwiększenie kontroli krajów członkowskich nad celowością ponoszonych przez WHO wydatków. Istotne znaczenie miałoby również wycofanie programów godzących w ustalenia podjęte na forum międzynarodowym oraz w fundamentalne prawa człowieka. W przeciwnym razie, do Stanów Zjednoczonych, które zapowiedziały obcięcie funduszy przekazywanych Światowej Organizacji Zdrowia, dołączyć mogą inne kraje, co może utrudnić skuteczne realizowanie również tej niekwestionowanie pozytywnej, skoncentrowanej na zwalczaniu chorób, misji WHO.

„Historia Światowej Organizacji Zdrowia pokazuje, że działania podejmowane przez tę instytucję mogły być powszechne i skuteczne jedynie wtedy, kiedy respektowały interesy i poglądy wszystkich uczestniczących stron – szanowały interesy gospodarcze i kulturę krajów członkowskich. W chwili obecnej, aby WHO mogło uporać się z kryzysem zaufania, kluczowe dla tej instytucji wydaje się umożliwienie większej kontroli państw członkowskich w wymiarze realizacji celów i sposobu wydatkowania funduszy oraz poprawa komunikacji z ich społeczeństwami” – komentuje Filip Furman, Dyrektor Centrum Nauk Społecznych i Bioetyki Instytutu Ordo Iuris.

„Zaniepokojenie budzi zwłaszcza forsowanie przez WHO skrajnie ideologicznych postulatów. Chodzi o promowanie konceptu tzw. praw reprodukcyjnych i seksualnych, w czym mieści się postulat obniżenia standardu ludzkiego życia i zwiększenie dostępności aborcji. W tym względzie, intencje WHO są zupełnie jasne, a współpraca ze znaną amerykańską siecią klinik aborcyjnych współfinansującą działania WHO jedynie to potwierdza. Kolejnym problemem są wytyczne WHO dotyczące agresywnej i wulgarnej edukacji seksualnej dzieci” – podkreśla mec. Bartosz Zalewski z Centrum Analiz Legislacyjnych Ordo Iuris.

INFORMACJA PRASOWA / ORDO IURIS

Dodano w Bez kategorii
Prof. Mirosław Piotrowski

/ Fot. YuuTube/Media Narodowe

Red. Agnieszka Jarczyk, w czwartkowym wydaniu Komentarza Politycznego Mediów Narodowych, gościła prof. Mirosława Piotrowskiego, jednego z kandydatów ubiegających się o stanowisko prezydenta Polski. Rozmowa dotyczyła debaty, jaka miała miejsce w siedzibie TVP w środę wieczorem, oraz aktualnej sytuacji dotyczącej przeprowadzenia wyborów.

Debata trwała 70 minut, łącznie każdy kandydat mógł się wypowiedzieć 6 minut w podziale na 6 odcinków. Był to, moim zdaniem, duży wyczyn, że Telewizja Polska, nie wiedzieć czemu nazywana publiczną – chyba tylko dlatego, że zabiera nam pieniądze – taką debatę zorganizowała. Byłem pytany nawet przez jedną z dziennikarek TVP, kiedy ostatni raz u nich gościłem, to nie potrafiłem sobie przypomnieć. Tak mniej więcej 8 lat temu. Kiedy w poprzedniej kadencji byłem europosłem to nie zaproszono mnie ani razu. Samo to o sobie świadczy. Po debacie ludzie do mnie dzwonili i pisali zdziwieni, że kandyduję, bo nic o tym wcześniej nie wiedzieli – mówił Piotrowski.

Jak kandydat Ruchu Prawdziwa Europa ocenia działania dwóch szeregowych posłów, Jarosława Kaczyńskiego i Jarosława Gowina? Profesor stwierdził, że to z pozoru szeregowi posłowie. – Znamy z historii takich szarych towarzyszy, którzy wszystkim dyrygowali i za nic mieli instytucje państwowe. W tej chwili musimy się zacząć do tego przyzwyczajać – ocenił. – Mamy do czynienia ze zmierzchem normalnej demokracji.

Gość wskazywał także na rolę prezydenta. – On powinien pytać, interesować się sytuacją, a przede wszystkim stać na straży Konstytucji. Tymczasem śpi.

Wybory oficjalnie wyznaczone są na dzień 10 maja, jednak wiadomo już, że się nie odbędą. Czym to będzie skutkować? – Jest w tej chwili wielki chaos, a to się może naprawdę źle skończyć. Nasza demokratyczna konstrukcja chwieje się w posadach, za chwilę będziemy mieli w Polsce wielki pożar – ostrzegał prof. Piotrowski wskazując na pewne paradoksy dotyczące unieważnienia wyborów pytając, jak można unieważnić coś, czego faktycznie nie będzie.

Gość Komentarza Politycznego odpowiadał także na pytania widzów dotyczące m.in. zbieżności programowej z Konfederacją, mediów katolickich czy dymisji czołowych polityków partii rządzącej.

Więcej w programie:

Dodano w Bez kategorii

To dość niszowy temat. Nie o polityce, a… edukacji w nietypowej formie. Gość Rozmowy Mediów Narodowych, Rafał Gaze, opowiadał o niecodziennym przedsięwzięciu dotyczącym nauki najmłodszych. – Chciałem, aby było to z pożytkiem dla dzieci i aby pomóc nauczycielom, opiekunom oraz rodzicom – mówił.

Pogotowie Rozrywkowe powstało 8 lat temu. Ludzie, którzy tworzą to dzieło, to muzycy, graficy, pedagodzy, psycholodzy. – Od 2016 roku zaczęliśmy  tworzyć widowiska dla dzieci w przedszkolach. Przedstawiamy w nich określoną tematykę danego miesiąca, święta itp. Profesjonalni animatorzy spędzają w ten sposób czas z najmłodszymi, ale zarazem integrują całe rodziny – mówił Gaze. – W tych widowiskach bowiem biorą udział także nauczyciele, rodzice. Zamysłem Pogotowia było dotarcie do każdego i to się nam udało zrobić.

Pogotowie Rozrywkowe opiera się w swojej działalności na opiniach psychologicznych i pedagogicznych. – Nie jest to w naszym przypadku wymagane, jednak chcemy, aby animatorzy byli świadomi tego, że to, co przekazują, jest dobre. Widzę po ich zaangażowaniu, że chcą utożsamiać się z naszym Pogotowiem nie tylko dla pomysłu, ale również z tego względu, że to jest po prostu właściwe – stwierdził gość Rozmowy Mediów Narodowych.

W jaki sposób zespół trafia do placówek? Przede wszystkim ich dyrektorzy czy nauczyciele polecają go sobie nawzajem. – Te widowiska są cykliczne, więc mniej więcej co miesiąc powracamy z nowym repertuarem. Cieszy nas to, że dzieci nas rozpoznają, angażują się, a przez uczą się poprzez zabawę – oceniał Gaze.

Obecny czas kryzysu postawił przed Pogotowiem Rozrywkowym trudne zadanie. Widowisk nie można teraz organizować, pozostaje więc sprzedaż nagranych płyt ze specjalnymi utworami dla dzieci. „Przygody Nutka” jest najnowszą, którą można nabyć. W sierpniu planowane jest nagranie kolejnej jej części, wszystko jednak będzie zależało od sytuacji panującej w Polsce.

Więcej w programie:

Dodano w Bez kategorii

Dzisiaj trwają obchody zakończenia II wojny światowej w wyniku, której Polska straciła faktyczną suwerenność na rzecz marionetkowego rządu ustawionego przez komunistów z Moskwy. Z tej okazji okolicznościowy wpis zamieściła amerykańska ambasador Georgetta Mosbacher. Jednakże znany historyk oraz członek IPN trafnie odpowiedział, mówiąc o zdradzie Amerykanów.

Trwa dzisiaj 75. rocznica zakończenia II wojny światowej, gdzie 7. maja Niemcy podpisali w Reims akt bezwarunkowej kapitulacji, który wchodził w życie dzień później. Z tej okazji prowadzi się szereg upamiętnień takie jak te w Moskwie połączone z Defiladą Zwycięstwa, która odbędzie się jutro pomimo epidemii koronawirusa.

Zobacz także: „Kto zdradził rtm. Pileckiego?” Jedyna taka książka na rynku

Amerykańska ambasador w Polsce, Georgetta Mosbacher postanowiła zamieścić specjalny wpis na Twitterze w którym napisała o polskich bohaterach wojennych – “W 75. rocznicę zakończenia II Wojny Światowej wspominamy niestrudzonych Polskich bohaterów, którzy walczyli na wielu frontach i oddali życie za ojczyznę. Ameryka na zawsze pozostanie wdzięczna za ich poświęcenie i walkę o wolność”.

Na ten wpis postanowiła zareagować znany historyk oraz członek Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej, Sławomir Cenckiewicz – “Ameryka nas zdradziła i to już w 1943 ostatecznie, ale za wdzięczność po 75 latach dziękujemy” – ironizował.

Przytoczył on datę konferencji teherańskiej odbywającej się na przełomie listopada i grudnia podczas, której trzech światowych liderów jak Winston Churchill – premier Wielkiej Brytanii, Franklin Roosvelt – prezydent USA oraz Józef Stalin – komunistyczny przywódca Rosji, postanowiła rozpocząć wspólne działania. Ustalono m.in. nową wschodnią granicę Polski tzw. linia Curzona oraz nadano bieg tworzeniu się Organizacji Narodów Zjednoczonych.

Twitter

Dodano w Bez kategorii

Duchowni oraz świeccy katolicy wystosowali publiczny apel do Kościoła i świata. Biskupi proszą o przeciwstawienie się antykatolickiej tyranii, próbującej zawładnąć światem. Obawiają się oni, że obecna panika spowodowana koronawirusem może być preludium do stworzenia światowego rządu.

Szerokie gremium kardynałów, biskupów oraz kapłanów wraz z lekarzami, naukowcami i organizacjami katolickimi wystosowało wspólny apel do ludzi Kościoła Katolickiego oraz całego świata. W liście przedstawili oni swoje obawy związane z epidemią oraz wykorzystaniem powszechnej paniki przez antykatolickich wpływowych ludzi do stworzenia światowego rządu.

“Fakty wykazały, że pod pretekstem epidemii COVID-19 w wielu przypadkach zostały naruszone niezbywalne prawa obywateli przez ograniczanie w sposób nieproporcjonalny i nieuzasadniony ich podstawowej wolności, w tym również korzystania z wolności kultu, wypowiedzi i przemieszczania się. Zdrowie publiczne nie powinno i nie może stać się usprawiedliwieniem dla deptania praw milionów osób na całym świecie, nie mówiąc już o zwolnieniu władz cywilnych z obowiązku podejmowania działań dyktowanych mądrością i mających na celu wspólne dobro; jest to tym prawdziwsze, im większe są wątpliwości rodzące się u wielu w odniesieniu do rzeczywistego ryzyka zakażenia, niebezpieczeństwa i odporności wirusa. Wiele światowej sławy autorytetów z dziedziny nauki i medycyny potwierdza, że alarm podniesiony przez media w związku z COVID-19 nie wydaje się w pełni uzasadniony” – czytamy w komunikacie duchownych i świeckich.

Zobacz także: Absurd nad absurdy! W sobotę cisza wyborcza, przed wyborami, które się nie odbędą

Dalej czytamy w apelu obawy związane z faktem epidemicznym, który może zostać wykorzystany przez wpływowe osoby na świecie – “Na podstawie oficjalnych danych dotyczących wpływu epidemii na liczbę zgonów mamy powody, by sądzić, że istnieją siły, które mają interes w wywoływaniu paniki wśród ludności wyłącznie celem trwałego narzucenia niedopuszczalnych form ograniczania wolności, kontroli osób i śledzenia ich ruchów. Te nieliberalne tryby narzucania są niepokojącym preludium do powstania Rządu Światowego wymykającego się spod wszelkiej kontroli”.

Wymieniono również szkody jakie wyrządza powszechna panika na świecie w tym gospodarcze, społeczne i polityczne. Wskazują izolację jako czynnik szkodliwy dla społeczeństwa oraz jego podstawowej komórki jaką jest rodzina. Takie działania mają na celu łatwą kontrolę i dominację nad obywatelami.

W liście potępiono również przymus szczepionek, które są nieskuteczne lecz gwarantują firmom farmaceutycznym znacznie większe zyski – “Przypominamy też, jako Duszpasterze, że przyjmowanie przez katolików szczepionek, w których stosowany jest materiał pochodzący z usuniętych płodów, jest niedopuszczalne z moralnego punktu widzenia” – przypominają duchowni.

“Walka z COVID-19, jakkolwiek poważna, nie może być pretekstem do tego, by wtórować niejasnym intencjom podmiotów ponadnarodowych, które mają w tym projekcie potężny interes handlowy i polityczny. W szczególności obywatelom należy zapewnić możliwość odrzucenia takich ograniczeń wolności osobistej, bez nakładania jakichkolwiek kar na osoby, które nie zamierzają skorzystać ze szczepionek, metod śledzenia i wszelkich innych środków o analogicznym charakterze” – ostrzegają.

W apelu do mediów duchowni i świeccy proszą o rzetelne przekazywanie informacji na temat COVID-19. Przestrzegano przed instrumentalnym wykorzystaniem swoich wpływów do siania paniki wśród społeczeństwa, pomagając wpływowym ludziom osiągnąć swój skryty cel.

“Módlmy się z wiarą do Pana, aby chronił Kościół i świat. Niech Najświętsza Dziewica, Wspomożycielka Chrześcijan, zmiażdży głowę starodawnego Węża i zniweczy plany dzieci żyjących w ciemności” – zakończyli modlitwą swój apel do katolików i całego świata jego twórcy

Pod treścią tego listu podpisali się tacy duchowni jak bp. Carlo Maria Vigano, kard. Gerhard Muller – były Prefekt Kongregacji Nauki i Wiary, kard. Joseph Zen Ze-kiun, metropolita Astany abp. Tomasz Peta, abp. Jan Paweł Lenga i inni wraz z grupą szanowanych naukowców i lekarzy.

Cała treść apelu dostępna tutaj.

pch24

Dodano w Bez kategorii

/ facebook

Oczekująca na przystanku autobusowym Corso Lucci w Neapolu pielęgniarka została zgwałcona przez imigranta. Broniąc się, chciała mu oddać wszystkie kosztowności i pieniądze. Jednakże, napastnik nie zamierzał dokonywać rabunku wyznając, że ma dość pieniędzy. Kobieta pracuje w lokalnym szpitalu zakaźnym, gdzie opiekuje się pacjentami chorymi na COVID-19.

Pomimo panującej we Włoszech epidemii koronawirusa, wciąż dochodzi do przestępstw. W Neapolu na przystanku autobusowym Corso Lucci została zgwałcona przez imigranta kobieta pracująca jako pielęgniarka w lokalnym szpitalu zakaźnym. Opiekuje się ona chorymi na COVID-19.

Zobacz także: [OPINIA] Maliński: Który zabór był najgorszy i dlaczego austriacki?

48-letnia Francesca (imię zmyślone na potrzeby ochrony personaliów – red.) przeżywała w trakcie napadu straszny koszmar z myślą, że może tego nie przeżyć – “Pozwól mi zrobić co chcę, inaczej cię zabije” – mężczyzna rozkazał jej również milczeć – “Nie był mężczyzną, lecz był przez 45 min bestią. Był dwukrotnie potężniejszy ode mnie. Opierał się przez cały czas na moich plecach. Rozzłościł się, gdyż nie mógł zdjąć moich jeansowych spodni. Przez czterdzieści pięć minut, wciąż myślałam, że mogę umrzeć” – opisuje przerażające sceny gwałtu.

https://twitter.com/delestoile/status/1258530577306673152?fbclid=IwAR1OPE29Kte0vMQTHiXMSsb604U9G67hN3JGHd4zuYbX11B7A_P54qsq66Q

Gwałciciel w pewnym momencie zaczął swoją ofiarę dusić co było powodem strachu przed śmiercią – “Okropność zgwałcenia została przezwyciężona przez duszenie. Mężczyzna chwycił mnie od tyłu za szyję i dusiłam się” – opowiadała zgwałcona pielęgniarka.

Imigrant wykorzystał puste od ludzi ulice

Kobieta opowiadała dla włoskiej prasy, iż pracuje jako pielęgniarka w placówce publicznej, gdzie opiekuje się chorymi na COVID-19 weteranami. Mówiła, iż w niedzielę po pracy około godziny 14 w oczekiwaniu na autobus usiadła na ławce. Ze względu na wprowadzone restrykcje, autobusy przyjeżdżają co godzinę.

Ofiara mówiła, iż potężnie zbudowany mężczyzna przeskoczył przez płot, chwycił ją mocno za ramię. Ona myśląc, że to napad chciała mu oddaćswoją torebkę z pieniędzmi. Ku jej zaskoczeniu agresywny napastnik, wyznał że nie potrzebuje pieniędzy – “Szarpnął i rzucił mnie na ziemię. Widziałam jak mój telefon wyleciał z kieszeni daleko, przy nagłym zerwaniu ze mnie kurtki przez napastnika” – lokalna policja zweryfikowała mężczyznę jako senegalskiego imigranta.

Ogarnięty amokiem napastnik, w brutalny sposób przy użyciu siły wykorzystywał kobietę mówiąc przy tym dziwne słowa jakby religijne – “Zabiję cię, muszę cię oczyścić. Usuwam ogień, który masz w środku” – opowiada przerażona i będąca w ciąży ofiara. Podczas całej sytuacji miała nadzieję, że uratuje ją autobus, który podjedzie na przystanek.

W trakcie gwałtu obok przystanku przechodziła kobieta w wieku około 40 lat – “Błagałam ją, aby wezwała policję, ale ona bez mrugnięcia okiem odeszła” – prawdopodobnie kobieta będąca świadkiem wydarzeń zostanie ujęta przez policję, gdyż całe zajście zostało wychwycone przez uliczne kamery.

Francesca ma ogromne pretensje do zarządzających policją. Ma żal, że drony wyłapują ludzi udających się np. na plażę, a nie są wykorzystywane do zapobieganiom przestępstw w pustym mieście, gdzie brakuje ostatnio regularnych patroli.

Po czterdziestu pięciu minutach katorgi, w końcu na przystanek podjechał autobus, gdzie kierowca natychmiast przystąpił do obrony kobiety. W tym samym czasie podjechały cztery auta policyjne. Przybyli również żołnierze, którzy natychmiast odciągnęli napastnika na bok. Zabrano ją do szpitala na badania – “Obrzydzeni gwałtem policjanci ostrzegali mojego męża. Chciałam również podziękować kuratorowi Francesco Fava za słowa otuchy” – mówiła kobieta.

Po całej tragedii nie wróciła już do pracy. Przechodzi ona teraz wielką traumę. Nie jest już w stanie opiekować się chorymi z uśmiechem na twarzy, który tak bardzo potrzebują weterani. Jej mąż obarcza się bezsilnością tak samo jak cała jej rodzina.

napoli.repubblica.it

Dodano w Bez kategorii

Przedsiębiorcy z wielu rejonów Polski przyjechali do Warszawy, by protestować przeciwko ciągłemu „zamrażaniu gospodarki” z powodu koronawirusa. Forma protestu nie spodobała się policji – zatrzymano 37 osób, a wobec 150 skierowano wnioski do sanepidu o surowe ukaranie.

Protest rozpoczął się w stolicy w okolicach Ronda Dmowskiego. Przedsiębiorcy, wzorem poprzednich strajków w innych polskich miastach, jeździli samochodami po ścisłym centrum Warszawy. Następnie przeszli Alejami Ujazdowskimi i zatrzymali się najpierw przed Sejmem, a później przed Kancelarią Prezesa Rady Ministrów.

Policja w oficjalnym komunikacie poinformowała, że wobec 150 osób skieruje wnioski o ukaranie do inspekcji sanitarnej. Chodzi przede wszystkim o nieprzestrzeganie reżimu sanitarnego. Skontrolowano także 54 pojazdy. Wystawiono 10 mandatów i zarekwirowano 7 dowodów rejestracyjnych.

Przedsiębiorcy zapowiedzieli, że będą protestować do południa w piątek. W nocy z czwartku na piątek policja rozpoczęła likwidację „miasteczka” pod pretekstem łamania zasad bezpieczeństwa, tj. nieprzestrzegania obostrzeń związanych z epidemią.

Frustracja przedsiębiorców

„Funkcjonariusze prewencyjnie zatrzymali 37 osób, które zostały przewiezione do jednostek na terenie garnizonu stołecznego, gdzie sporządzona zostanie dokumentacja niezbędna do skierowania wniosków o ukaranie do sądu” – poinformowała policja.

W sumie podobnych wniosków policja skieruje do sądu 129. Na początku protestu zatrzymano też jedną osobę za naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariusza.

Podobne metody – prewencyjnych kontroli, wystawiania mandatów i kierowana wniosków do sądu – policja stosowała podczas strajku przedsiębiorców w Katowicach.

Protest przedsiębiorców zarejestrował jeden z działaczy społecznych Michał Kołodziejczak na swojej stronie na Facebooku.

DORZECZY

Czytaj także: RPO pyta się o zasadność postępowania dyscyplinarnego wobec prokurator Wrzosek

Dodano w Bez kategorii

Prezes Porozumienia Jarosław Gowin wyjaśnił, że wspólnie z szefem PiS Jarosławem Kaczyńskim przewidują potencjalne zachowanie Sądu Najwyższego. Jego zdaniem wybory odbędą się między końcem czerwca, a połową lipca.

Były wicepremier Jarosław Gowin podzielił się opinią w sprawie wyborów prezydenckich, gdzie w środę we wspólnym oświadczeniu z prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim stwierdzili, że nie jest możliwe ich przeprowadzenie 10. maja. Szef Porozumienia wyjaśnił, że przewiduje zachowanie Sądu Najwyższego.

“Tak zakładamy z Jarosławem Kaczyńskim. Niczego nie przesądzamy. Uważamy za zdroworozsądkowe, że tak się stanie, jeśli wybory 2020 się nie odbędą. To nie tylko akt głosowania, ale również cały proces. Nie jest to decyzja polityków, ale konsekwencja kataklizmu pandemii koronawirusa” – powiedział.

Zobacz także: Wykluczenia z partii, nowy klub w parlamencie. Co dalej z frakcją Gowina?

Stwierdził również, że nie widzi logicznych przesłanek za ponownym zbieraniem podpisów pod kandydaturami na Prezydenta RP – “To byłoby niepotrzebne narażanie Polaków na wzrost zachorowań” – jednocześnie wskazuje na brak jednomyślności co do ponownego uruchamiania procesu wyborczego – “Nie znam sprawy, w której prawnicy mówiliby jednym głosem” – przekonywał Gowin.

Odniósł się również w sprawie potencjalnej dacie wyborów – “W zależności od tempa pracy SN zakładam, że wybory prezydenckie 2020 odbędą się między 20 czerwca a połową lipca” – mówiąc także, że jego ugrupowanie wraz z Kaczyńskim przegoni czarne chmury zebrane w ostatnim czasie nad Zjednoczoną Prawicą. Informował również, iż nie zamierza wracać do rządu.

Super Express

Dodano w Bez kategorii

W czwartek RPO Adam Bodnar zwrócił się do prokuratora krajowego Bogdana Święczkowskiego o wyjaśnienie przyczyn wszczęcia postępowania dyscyplinarnego wobec prok. Ewy Wrzosek. Na początku kwietnia rozpoczęła ona śledztwo wyjaśniające przeprowadzenia wyborów w trakcie epidemii koronawirusa.

Adam Bodnar żąda wyjaśnień od prokuratora krajowego Bogdana Święczkowskiego w sprawie wszczętego postępowania dyscyplinarnego wobec prok. Ewy Wrzosek. RPO oczekuje rzetelnych i wyczerpujących uzasadnień prawnych tej podjętej decyzji.

Prokurator rejonowa Warszawa-Mokotów na początku kwietnia rozpoczęła śledztwo w sprawie działań mających na celu przeprowadzenie wyborów prezydenckich w okresie trwającej epidemii SARS-COV-2. Jej zdaniem mogło to wyczerpać znamiona przestępstwa sprowadzanie na ludzi niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia wielu osób poprzez zagrożenie epidemiologiczne i szerzenie się choroby zakaźnej.

Zobacz także: Co za buta! Ile kosztowały zbędne karty do głosowania? Sasin: „Nie mogę powiedzieć”

23. kwietnia o tym fakcie poinformowała w swoim artykule “Gazeta Wyborcza” i na podstawie tej informacji, wieczorem tego samego dnia warszawska prokuratura okręgowa w postaci Mirosławy Chyr podała do informacji publicznej wiadomość o umorzeniu śledztwa – “Podstawą prawną umorzenia było stwierdzenie, że czynu nie popełniono” – mówiła wówczas prokurator.

Natomiast następnego dnia prokurator krajowy polecił wszcząć postępowanie dyscyplinarne wobec prok. Ewy Wrzosek podając w uzasadnieniu, że podjęła ona śledztwo w sposób nieuzasadniony oraz naruszając kodeks postępowania karnego, nie przeprowadzając prawidłowo czynności sprawdzających.

“Prokuratorzy muszą być apolityczni i niezależni. Mają obowiązek bronić praw i wolności obywateli, a nie angażować się w spory polityczne i partyjne. Te fundamentalne dla niezależnej prokuratury zasady pani prokurator Ewa Wrzosek narusza w sposób rażący” – można było wyczytać w komunikacie Prokuratury Krajowej.

RPO broni decyzji prok. Wrzosek

W ocenie Rzecznika Praw Obywatelskich cała sprawa budzi wiele wątpliwości negatywnie oceniając podjęte wobec prok. Ewy Wrzosek kroki dyscyplinarne. Rzecznik nie ma wątpliwości, iż podjęte przygotowywania do wyborów stanowiły realne zagrożenie dla zdrowia i życia obywateli.

Przy tym w oświadczeniu powoływano się na liczne komunikaty specjalistów ze środowisk naukowych i medycznych – “Wynika z niego m.in., że obecnie ze względu na szczególną sytuację spowodowaną epidemią, która nie występowała w Polsce w chwili zarządzenia wyborów przez marszałka Sejmu (…), dla zgodnego z konstytucją ich przeprowadzenia (…) konieczna może okazać się zmiana postanowienia marszałka w celu przesunięcia terminu wyborów”.

interia/pap

Dodano w Bez kategorii

/ fot. Wikimedia Commons

Rtm. Witold Pilecki urodził się 13 maja 1901 roku,  dziś coraz więcej mówi się o nim jako o ,,ochotniku do Auschwitz” jednak przez wiele lat jego historia była w Polsce zupełnie nieznana. Dopiero  w połowie lat dziewięćdziesiątych wydano pierwsze znaczące biografie Witolda Pileckiego, a   kilka lat temu udało się spopularyzować tę niezwykłą postać. Przyczyniły się do tego liczne biegi i marsze przypominające o rtm. Pileckim, które od kilku lat odbywają się głównie w maju oraz w marcu. W Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów politycznych PRL w rocznicę śmierci rtm. Pileckiego co roku odbywały się wydarzenia upamiętniające naszego bohatera, kończące się złożeniem hołdu  pod ścianą śmierci. W tym roku z powodu restrykcji związanych z pandemią koronawirusa wszystkie tego typu wydarzenia zostały odwołane. Jest to jednak okazja by sięgnąć po lekturę i dowiedzieć się czegoś więcej o naszym bohaterze. 

Dopiero w 2019 roku ukazała się książka, która w całości skupia się na  historii  antykomunistycznej  działalności Witolda Pileckiego po wojnie. Jej autorka, dr Anna Mandrela polemizuje z autorami poprzednich biografii rotmistrza. Dokumenty, do których dotarła wskazują, że ani Leszek Kuchciński ani Wacław Alchimowicz nie są odpowiedzialni za aresztowanie grupy Witolda Pileckiego. Autorka przytacza natomiast konkretne dokumenty oraz agenturalne, które pokazują w jaki sposób bezpieka rozpracowywała grupę Witolda Pileckiego. Jeden z agentów już w grudniu 1946 roku podał informacje o tym, że jak wygląda Witold Pilecki oraz, że ma obrączkę na palcu. Po raz pierwszy opublikowano też w całości wiele raportów, które grupa rtm. Pileckiego wysyłała po wojnie na Zachód. Książka została w całości została sfinansowana ze zbiórki publicznej na portalu zrzutka.pl zorganizowanej przez Stowarzyszenie Marsz Niepodległości.

Książkę można nabyć – TUTAJ

Dodano w Bez kategorii