Tomasz Rzymkowski

Tomasz Rzymkowski / Fot. YouTube/MediaNarodowe

Zaskakujące słowa padły we wtorek na antenie Mediów Narodowych w programie “Temat Dnia”. – Konfederacja ma bliżej do ministra Ziobro niż ja – w ten sposób poseł PiS Tomasz Rzymkowski odpowiedział na pytanie, czemu zmiany w sądach, których miał dokonać PiS, idą tak opornie. – Chwalicie ministra Ziobro, tak aktywnie działa na arenie międzynarodowej, a coś słabo idzie reforma wymiaru sprawiedliwości – dodał polityk partii rządzącej.

Politycy komentowali również słowa rzeczniczki PiS Anity Czerwińskiej, która powiedziała we wtorek, że “stanowisko Polski w sprawie negocjacji budżetowych w UE jest niezmienne: Polska zabiega, by to UE stosowała zasadę praworządności i żeby ta zasada dotyczyła wszystkich członków UE”. Jednocześnie zapewniła, że “polexitu nie będzie”.

– Takiego tematu (polexit – przyp. red.) nie ma na agendzie – zaznaczył poseł Rzymkowski. Z kolei Dobromir Sośnierz przekonywał, że skoro UE próbuje ograniczać suwerenność państw członkowskich, “to może lepiej z niej wyjść”.

Zobacz także: Prof. Piotrowski: Orban chciał wetować w lipcu, Morawiecki nas oszukał

Rzymkowski zarzucił Sośnierzowi, że Konfederacja głosując przeciwko negocjacjom PiS ws. unijnego budżetu, ustawiła się w jednym szeregu z totalną opozycją. – Mówi Pan nieprawdę – odpowiedział polityk Konfederacji.

W ocenie Dobromira Sośnierza w UE nie ma sojuszników, są tylko interesy. Tomasz Rzymkowski przekonywał jednak, że rząd PiS może liczyć na wsparcie wielu państw w Europie.

Dodano w Bez kategorii

Po Michale Sz., zwanym “Margot”, kolejny przedstawiciel środowiska LGBT zasłynął swoim zachowaniem. Chodzi o Semira Raisa, zwanego “Violet Lune”, który oskarżył swoją matkę o stosowanie przemocy, wyprowadził się z domu i rozpoczął zbiórkę pieniędzy na utrzymanie. Okazuje się, że wszystko przez brudne naczynia.

“Kochani, wydarzyło się coś strasznego! Nasza działaczka, Violet Lune, doświadczyła okropnej przemocy w rodzinnym domu. Musiała uciec, by móc uwolnić się od znęcającej się nad nią matki” – podała Młoda Lewica w mediach społecznościowych. Nowe światło na sprawę rzucił brat Semira – Adel. Wyjaśnił on okoliczności, w jakich “Violet Lune” wyprowadził się z domu. – Sytuacja wyglądała następująco, matka zdenerwowała się na nas za coś tak prostego i błahego jak nieumyte naczynia w zlewie, głównie zostawione tam przez Violet. Zaczęła krzyczeć, a w odpowiedzi Violet zrobiła to samo. Darli się na siebie nawzajem, jak podczas kłótni. Doszło do momentu w którym padła decyzja o przeprowadzce Violet do swojej dziewczyny – zrelacjonował. Tymczasem Semir Rais poinformował, że matka rzekomo stosuje wobec niego przemoc i rozpoczął zbiórkę publiczną. Sprawę nagłośniły lewicowe organizacje. Jak wyjaśnił Adel Rais, nie chciał on ujawniać spraw rodzinnych publicznie, ale gdy i tak stały się publicznie uważał, że musi sprostować.

Adel Rais przestrzegł przed wpłacaniem pieniędzy na zbiórkę założoną przez swojego brata. – Wiem, że nie wyda tych pieniędzy odpowiedzialnie – ocenił. – Violet większość czasu poświęca na granie i przyjemności – wyjaśnił. Podkreślił, że jego matkę spotykają nieprzyjemności, z powodu nagłośnienia oszczerczej historii stworzonej przez Semira Raisa.

Zobacz także: Argentyna: parytety zatrudnienia dla transwestytów

Adel Rais ujawnił też, że jego brat mógłby pójść do pracy. Jak stwierdził, Semir w wakacje przepracował jeden dzień w sklepie “Żabka”, ale zrezygnował, bo jak sam powiedział, “nie wytrzymał presji”.

Kto się boi prawdy o Semirze Raisie/”Violet Lune”?

Co ciekawe wczoraj, po ujawnieniu przez brata “Violet Lune” wspomnianych w artykule faktów, ktoś włamał się na jego konto w Facebooku. – Dosłownie kilka minut temu ktoś włamał mi się na konto i zdjął post wyjaśniający sytuacje dobrze znana zainteresowanym. W tym momencie nie ma co publikować tego drugi raz bo wypowiedź ta krąży w wielu miejscach w postaci ss. Co do osoby która się włamała nie dopuszczę żeby coś takiego mnie zastraszyło i najprawdopodobniej zgłoszę to – napisał (pisownia oryginalna).

Twitter, Facebook

Dodano w Bez kategorii

/ Fot. YouTube/Media Narodowe

Grupy, które nawołują wprost do możliwości mordowania swoich dzieci, zachęcają kobiety do kontaktu w celu umożliwienia im zabicia własnych dzieci, działają zupełnie publicznie. Niewiele się na ten moment z tym dzieje – mówiła na antenie Mediów Narodowych Anna Trutowska z Fundacji Pro – Prawo do życia. Chodzi m.in. o “Aborcyjny Dream Team”.

Legalnych aborcji dotychczas wykonywało się w Polsce ponad tysiąc rocznie. Natomiast według szacunków, jakie mamy, tych nielegalnych było nawet 30 tys. To są ostrożne szacunki, mogło być ich więcej – podkreśliła Trutowska. Jak wyjaśniła, nielegalny proceder odbywa się w oparciu o dystrybucję “pigułek poronnych”. Mówił o tym niedawno na antenie Mediów Narodowych także prof. Bogdan Chazan, ginekolog.

To skandaliczne, że taka sytuacja ma miejsce. Grupy, które nawołują wprost do możliwości mordowania swoich dzieci, zachęcają kobiety do kontaktu w celu umożliwienia im zabicia własnych dzieci, działają zupełnie publicznie. Niewiele się na ten moment z tym dzieje – oceniła. – My jako fundacja składaliśmy zawiadomienia w tej sprawie – zauważyła.

Te organizacje, jak np. “Aborcyjny Dream Team”, którą nazywamy “Aborcyjnym Killing Teamem”, wprost na swojej stronie pisze o tym, w jaki sposób zabić swoje dziecko w domu, co potem można zrobić z tym dzieckiem, że jego ciałko można spuścić w toalecie, zakopać, wrzucić do śmieci. To są przerażające historie – powiedziała Anna Trutowska.

Sam fakt, że ma to miejsce, jest czymś skandalicznym. Polskie prawo przewiduje karę za pomocnictwo w aborcji, natomiast jej dokonanie przez samą kobietę, przez matkę jest niekarane – zwróciła uwagę.

Trutowska: Jeżeli nie ma sankcji to prawo jest martwe

Przedstawicielka Fundacji Pro – Prawo do życia odniosła się również do zapisów obywatelskiego projektu ustawy “Stop Aborcji”, złożonego przez fundację kilka lat temu. Wśród zapisów projektu było wprowadzenie odpowiedzialności karnej matek. Taka propozycja podzieliła nawet środowiska pro-life w Polsce. – Rzeczywiście w 2016 roku był taki zapis. Trzeba podkreślić, że jego celem jest zrównanie prawnej ochrony dzieci nienarodzonych z tą, którą mają dzieci już narodzone – wyjaśniła. – Przepis, który jest dzisiaj to pozostałość z okresu stalinowskiego, z 1956 roku, gdzie prokurator Helena Wolińska mówiła wprost, że jeżeli uchylimy prawną ochronę życia dziecka nienarodzonego to de facto wyjmujemy te dzieci zupełnie spod ochrony prawa. Tak rzeczywistość się ma, jeżeli wprowadzamy przepis, któremu nie towarzyszą sankcje. De facto jest to prawo martwe – stwierdziła.

Wśród aspektów, które poruszyła działaczka pro-life w rozmowie z red. Agnieszką Jarczyk była też kwestia syndromu postaborcyjnego. – Skutki aborcji dotyczą każdej ze sfer, zarówno biologicznej, jak i emocjonalnej, duchowej. To się nazywa syndromem postaborcyjnym – podkreśliła Trutowska.

Dodano w Bez kategorii

Zdaniem Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju Polskę czekają pozytywne zmiany w gospodarce, dzięki czemu staniemy się jednym z liderów po epidemii koronawirusa. Najwięcej zyska Chińska Republika ludowa z blisko 15 procentowym wzrostem PKB osiągniętym w latach 2019-2022. Z kolei dla Europy Zachodniej przyszłość gospodarcza nie przysparza pozytywów.

Według światowych ekspertów od spraw ekonomicznych Polska może odnotować znaczące ożywienie gospodarcze po trwającej epidemii koronawirusa. Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju przewiduje 3,1 procentowy wzrost PKB na okres 2019-2022.

Zobacz także: Rząd szybko zmienia przepis o maseczkach w miejscu pracy

Pozytywne informacje ominą jednak resztę świata. Według OECD światowe PKB w 2021 roku zwiększy się o 4,2 procenta, natomiast w 2022 roku wzrośnie o 3,7 procent. Poprzednie prognozy paryskiej organizacji wskazywały, iż za bieżący rok światowe PKB spadnie o 4,5 procenta, a w 2021 roku podskoczy o 5 procent.

Pozytywne zmiany w Chinach

Największym beneficjentem zdaniem ekspertów będą Chiny ze swoim 15,4 procentowym wzrostem PKB. Na drugim miejscu plasuje się inny z azjatyckich tygrysów. Indonezja w ciągu trzech lat odniesie 6,6 procentowy wzrost. Paryska organizacja przewiduje złe wiadomości dla krajów Europy Zachodniej, która bardzo ucierpi na zamknięciu gospodarki z powodu epidemii.

Nieco lepszymi wynikami od Polski pochwalić się mogą jedynie kraje skandynawskie oraz Litwa. Warto zaznaczyć, że jeszcze w czerwcu przewidywano spadek nawet o 9,5 procenta PKB tylko za 2019 rok.

rp.pl

Dodano w Bez kategorii

/ fot. TT/@rdcpolskieradio

Po ponad miesiącu od wydarzeń na tegorocznym Marszu Niepodległości warszawska policja przeprasza dziennikarzy za swoją agresję. Rzecznik stołecznej policji miał na myśli m.in. niestosowne użycie środków prewencji na Stacji Stadion. Wspomniał on również o nadużyciach funkcjonariuszy w trakcie “Strajku Kobiet”.

Rzecznik stołecznej policji nadkom. Sylwester Marczak poinformował o zakończonych czynnościach prowadzonych przez Wydział Kontroli KSP. Grupa ta analizowała w ostatnim czasie wydarzenia z listopadowego Marszu Niepodległości oraz “Strajku Kobiet”. Wydział zbierał informacje na temat zachowań funkcjonariuszy policji oraz podejmowanych przez nią działań podczas tych wydarzeń.

Zobacz także: Bojówkarze Antify szkolą się ze skutecznego zadawania bólu

“Czynności realizowane przez Wydział Kontroli KSP zakończyły się skierowaniem wniosków do właściwych przełożonych w sprawach osobowych. Do ich oceny należeć będzie sprawdzenie zasadności użycia środków przymusu bezpośredniego w postaci pałki służbowej, granatów hukowych, jak również gazu” – powiedział podczas konferencji prasowej.

Warszawska policja powiadamia również o podjętych środkach mających wyjaśnić działania funkcjonariuszy trakcie manifestacji m.in. domagających się powszechnej aborcji oraz złamania legitymacji poselskiej, a także sytuacji związanej z wicemarszałkiem Sejmu. Podobne postępowanie wyjaśniające prowadzone jest wobec użycia broni gładkolufowej podczas Marszu Niepodległości.

Policja przeprasza za agresywne zachowanie

Po ponad miesiącu od listopadowych wydarzeń, warszawska policja przeprasza ustami swojego rzecznika za nadużycia w trakcie trwania Marszu Niepodległości oraz “Strajku Kobiet”. – “Przepraszamy za sytuacje, które były niepotrzebne – to przypadki użycia pałek służbowych oraz granatu hukowego wobec dziennikarzy na PKP Warszawa Stadion”.

Sylwester Marczak podkreślił jednak, że 11. listopada stołeczna policja spotkała się z agresywnym przypadkami. Miał on tu na myśli starcia na Rondzie gen. Chrlesa de Gaulle’a i warszawskiej stacji kolejowej oraz na błoniach Stadionu Narodowego.

Apel o zachowywanie bezpieczeństwa przez reporterów

Nadkomisarz podziękował fotoreporterom za relację ostatnich wydarzeń. Dzięki materiałom wideo oraz fotografiom policja pozyskuje duże ilości materiałów dowodowych na ewentualne wykroczenia. Sylwester Marczak zaapelował również do dziennikarzy o zachowywanie szczególnej ostrożności w trakcie dynamicznych wydarzeń ulicznych.

“Dla policjanta w pododdziale zwartym liczy się bezpieczeństwo każdego z kolegów. Przy tego typu działaniu każdy, kto biegnie w kierunku policjantów, biorąc pod uwagę dynamikę zdarzeń, uznany jest za potencjalnego agresora. Dlatego używajcie jak najwięcej widocznych oznaczeń. I pamiętajcie, aby przy policjantach nie wykonywać ruchów dynamicznych, które mogą być odebrane jako atak. Wiele nagrań pokazuje, jak jest to ważne” – tłumaczył.

Po epidemii koronawirusa mają zostać przeprowadzone specjalne szkolenia z zakresu podejmowanych czynności wobec reprezentacji medialnej w trakcie publicznych wydarzeń. Na nie mają również zostać zaproszeni fotoreporterowie, którzy mają zwrócić uwagę na pewne aspekty ich pracy.

interia

Dodano w Bez kategorii

/ Fot. Wikimedia Commons

W niedzielnym konkursie skoków narciarskich nie wystąpili skoczkowie z Czech. Wszystko przez dodatni wynik testu na koronawirusa przez jednego z zawodników z tego kraju. Teraz okazuje się, że nie jest chory, chorobę przebył latem.

W niedzielę rano podano, że czeski skoczek Filip Sakala jest zakażony koronawirusem. Niedługo później okazało się, że w związku z tym cała narodowa reprezentacja została poddana kwarantannie. – W razie wątpliwości, pozytywnie przetestowani sportowcy i drużyny są natychmiast izolowani, aby zapewnić bezpieczeństwo całej grupie – wyjaśnił Sandro Pertile, dyrektor Pucharu Świata w skokach narciarskich.

Jednak po kilku dniach okazało się, że wynik sportowca był dodatni przez to, że przebył chorobę latem, a obecnie jest zdrowy. W związku z tym czeska reprezentacja została zwolniona z izolacji i przygotowuje się do startu w kolejnych zawodach. Jak się okazało, odebrano im możliwość udziału w sportowej rywalizacji zupełnie niesłusznie. Być może czescy skoczkowie nie zdobyliby zbyt dobrych wyników, bo na początku sezonu prezentują bardzo słabą formę, ale to inna kwestia.

Zobacz także: Rząd szybko zmienia przepis o maseczkach w miejscu pracy

Koronawirus miesza w świecie sportu przez cały obecny rok. Lista sportowców, którzy odnotowali dodatni wynik testu jest z dnia na dzień coraz dłuższa. Ostatnio dołączył do tej grupy też aktualny mistrz świata Formuły 1 Brytyjczyk Lewis Hamilton. – W poniedziałek rano Lewis poczuł się jednak gorzej, miał objawy choroby. Niedługo później otrzymał wyniki testów przeprowadzony w niedzielę po południu. Dały one wynik pozytywny – poinformował jego zespół. Kierowcę w najbliższym wyścigu w bolidzie Mercedesa ma zastąpić jego rodak George Russell. Z kolei jego, w bolidzie Williamsa zastąpi jeszcze inny Brytyjczyk – Jack Aitken.

skijumping.pl

Dodano w Bez kategorii

/ Fot. Pixabay

Przez zaniedbania separatystów w Donbasie w zakresie zabezpieczania nieczynnych kopalni, do rzek Ukrainy i Rosji przedostaje się zanieczyszczona woda. Eksperci alarmują, że może dojść do katastrofy ekologicznej.

Jak poinformował Dmytro Awerin, ekspert z OBWE, obecnie na terenach kontrolowanych przez separatystów w Donbasie jest co najmniej 39 nieczynnych, zatopionych kopalń. Awerin wyjaśnił, że w przypadku zatapiania kopalni wody stopniowo kierują się na powierzchnię, a tym samym wypychany jest metan, który gromadzi się w piwnicach. W budynkach może później dochodzić do wybuchów. Kopalniana woda, która trafia do rzek zanieczyszcza źródła wody pitnej. Wysokozmineralizowana woda powoduje zasolenie gruntów. Ekspert ocenił, że skutki takiego procesu będą “katastroficzne”.

Zdaniem Jewhenija Jakowlewa, specjalisty z dziedziny hydrogeologii z Narodowej Akademii Nauk Ukrainy, zachodzące zmiany mogą doprowadzić do wzrostu aktywności sejsmicznej w regionie.

Zobacz także: Poznań: Bojówkarze Antify szkolą się ze skutecznego zadawania bólu

Wśród nieaktywnych kopalni znajdujących się na terenach kontrolowanych przez separatystów znajduje się także kopalnia Jukom. W 1979 roku przeprowadzono tam próbę jądrową ładunku o mocy 0,3 kilotony. Pozostałością po tym zdarzeniu jest radioaktywna kapsuła. W przeszłości wypompowywano wodę, żeby uniknąć jej skażenia. Jednak separatyści, po przejęciu tych terytoriów, nie robią tego. – Według naszych informacji dwa lata temu okupacyjna administracja przestała wypompowywać wodę z tej kopalni i w danej chwili radioaktywna woda już kieruje się do poziomów wody pitnej – poinformował w październiku ukraiński wicepremier ds. reintegracji tymczasowo okupowanych terytoriów Ołeksij Reznikow.

Wodę przestano wypompowywać też z kopalni Ołeksandr-Zachid w Gorłówce, gdzie w latach 80. doszło do awarii, w ramach której do kopalni dostały się toksyczne substancje (mononitrochlorbenzol). Ma to już wpływ na zamieszkane przez kilkadziesiąt tysięcy ludzi miasto Toreck i jego okolice w obwodzie donieckim. Według ostatnio prowadzonych badań, woda w tym mieście jest zanieczyszczona, nie nadaje się do picia.

interia.pl

Dodano w Bez kategorii
Człowiek w maseczce

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

Wczoraj rząd premiera Mateusza Morawieckiego wprowadził poprawkę do ustawy covidowej zmieniającej przepis o obowiązku noszenia maseczki. Teraz decyzję o ich stosowaniu w miejscu pracy przez pracowników decyduje właściciel przedsiębiorstwa. Wcześniej prawo zobowiązywało do ich ciągłego noszenia, również w trakcie wykonywania czynności fizycznych.

Obowiązująca do wczoraj ustawa covidowa zawierała sprzeczne ze sobą przepisy o zakrywania ust w miejscu pracy. Bowiem pracowników jeszcze wczoraj obowiązywały przepisy o bezustannym noszeniu maseczek w trakcie wykonywania czynności służbowych.

Zobacz także: Zamek w Stobnicy powstaje bez większych przeszkód administracyjnych

Jeden z widocznych przypadków błędnej decyzji większości parlamentarnej unaocznił polityk Konfederacji, Sławomir Mentzen. Do biura jego kancelarii podatkowej wkroczyli policjanci. Spisali oni dane kierownika odpowiedzialnego za biuro. Po upewnieniu się, iż każdy nosi maseczkę opuścili miejsce interwencji.

“Jestem zbulwersowany tym, że policja, zamiast zajmować się tym, czym powinna, zajmuje się kontrolowaniem firm polityków opozycji. To dziwne, że dwa dni wcześniej krytykowałem te przepisy, a dziś mam wizytę policji. Na szczęście wydałem wczoraj instrukcję pracownikom, żeby każdy miał przy sobie coś na twarz na wypadek wizyty mundurowych” – powiedział Mentzen, nie obarczając winą za tą sytuację samych funkcjonariuszy.

Natomiast rząd Prawa i Sprawiedliwości wczoraj wieczorem umieścił stosowną poprawkę ulepszającą wprowadzone pospiesznie przepisy. Od dzisiaj w gestii pracodawcy jest decyzja o zakrywaniu ust, jeżeli w pomieszczeniu lub w hali produkcyjnej znajduję się więcej niż jedna osoba.

Te same przepisy dotyczą osób przebywających w budynkach użyteczności publicznej przeznaczonych na potrzeby: administracji publicznej, wymiaru sprawiedliwości, kultury, kultu religijnego, oświaty, szkolnictwa wyższego, nauki, wychowania, opieki zdrowotnej, społecznej lub socjalnej, obsługi bankowej, handlu, gastronomii, usług, w tym usług pocztowych lub telekomunikacyjnych, turystyki, sportu, obsługi pasażerów w transporcie kolejowym, drogowym, lotniczym, morskim lub wodnym śródlądowym.

gazetaprawna.pl

Dodano w Bez kategorii
Prof. Mirosław Piotrowski

/ Fot. YuuTube/Media Narodowe

– Premier Viktor Orban był zdecydowany wetować wówczas te konkluzje Rady, ale ze względu na nacisk premiera Polski Morawieckiego nie zawetował – powiedział prof. Mirosław Piotrowski na antenie Mediów Narodowych, powołując się na źródła z kierownictwa Solidarnej Polski. Chodzi o lipcowe konkluzje Rady Europejskiej.

– Pan premier nas oszukał co do dokumentów, które podpisał – ocenił prezes partii Ruch Prawdziwa Europa – Europa Christi i niedawny kandydat na Prezydenta RP. Jego zdaniem “premier oszczędnie gospodaruje prawdą”. Prof. Piotrowski stwierdził, że premier Morawiecki “w tej chwili wetuje, gdyż wynika to z konfliktu w łonie koalicji tzw. Zjednoczonej Prawicy”. Jak dodał, już w lipcu, “gdy pan premier podpisywał, godził się na konkluzje RE też ze środowiska Solidarnej Polski, jej kierownictwa wiem, że wówczas Solidarna Polska bardzo się burzyła”. Według byłego europosła “Zbigniew Ziobro był bardzo niezadowolony, że ten dokument pan Morawiecki podpisał”. – Też stamtąd dowiedziałem się, że premier Viktor Orban był zdecydowany wetować wówczas te konkluzje Rady, ale ze względu na nacisk premiera Polski Morawieckiego nie zawetował – dodał prof. Mirosław Piotrowski.

Zobacz także: Facebook blokuje katolicką fundację. „Bo jesteśmy za życiem”

Gość Mediów Narodowych przypomniał też lipcowe konkluzje Rady Europejskiej. W punkcie 22. “Rada Europejska podkreśla znaczenie ochrony interesów finansowych Unii. Rada Europejska podkreśla znaczenie poszanowania praworządności”. Punkt 23. brzmi: “Na tej podstawie zostanie wprowadzony system warunkowości w celu ochrony budżetu i instrumentu Next Generation EU. W tym kontekście Komisja zaproponuje środki w przypadku naruszeń przyjmowane przez Radę większością kwalifikowaną”. – Czy tutaj można kogoś oszukać? Wprowadzono mechanizm warunkowości, pod tym podpisał się nasz premier – stwierdził prof. Piotrowski.

“Morawiecki co innego podpisuje, co innego mówi w Polsce”

Prawicowy polityk wielokrotnie podkreślał, że premier Mateusz Morawiecki w lipcu zgodził się na wprowadzenie tzw. mechanizmu praworządności. – Premier Morawiecki się na to zgodził w lipcu, na tej podstawie Komisja Europejska to przedstawiła i w tej chwili, kiedy pan premier mówi, że zawetuje cały budżet, to pani Von der Leyen odsyła go do tego co sam podpisał – ocenił lider Ruchu Prawdziwa Europa.

Prof. Mirosław Piotrowski wyjaśnił, skąd wynikają rozbieżności w informacjach po lipcowym szczycie. – Cały problem wynika z tego, że pan premier Morawiecki co innego obiecuje i podpisuje w Brukseli, a inny przekaz formułuje do nas, do obywateli. To samo było z węglem. Kiedy wrócił ze szczytu Rady Europejskiej stwierdził, że wynegocjował osobną ścieżkę, że nie będziemy musieli do 2050 roku pozbywać się węgla. Po czym po wyborach okazało się, że zgodził się na wszystko – powiedział.

Morawiecki i Orban blokują budżet. “Najwięcej tracą Niemcy”

Były europoseł ujawnił też inne bulwersujące szczegóły unijnych ustaleń. – Premier zgodził się, żeby Polska podwyższyła swoją składkę o 40% – stwierdził. Jak dodał, wprowadzono za to obniżkę składki dla kilku państw, z czego największą dla naszego zachodniego sąsiada. – Niemcy nie zapłacą 26 mld euro – zauważył. – My wszyscy sfinansujemy tę obniżkę dla Niemiec, ale też Danii czy Niderlandów – podkreślił. Jak ocenił, “w chwili, kiedy Morawiecki i Orban blokują budżet, najwięcej na tym tracą Niemcy”. Ma to wynikać właśnie z tej dużej obniżki składki, jaką wynegocjowała Angela Merkel, a która nie wejdzie w życie w przypadku zawetowania budżetu.

Dodano w Bez kategorii
Donald Trump

Prokurator generalny USA William Barr, główny sojusznik prezydenta Trumpa, powiedział, że Departament Sprawiedliwości nie znalazł żadnych dowodów oszustwa w wyborach w 2020 roku.

„Do tej pory nie widzieliśmy oszustw na skalę, które mogłyby wpłynąć na inny wynik wyborów” – powiedział czołowy amerykański organ ścigania.

Od głosowania 3 listopada Trump wielokrotnie wysuwał bezpodstawne twierdzenia o powszechnych oszustwach wyborczych, a członkowie jego zespołu obrony prawnej wspominali o rzekomym międzynarodowym spisku mającym na celu zapewnienie Bidenowi zwycięstwa. „Było jedno twierdzenie, które byłoby oszustwem systemowym i byłoby to twierdzenie, że maszyny zostały zaprogramowane zasadniczo w celu wypaczenia wyników wyborów” – powiedział we wtorek prokurator, odnosząc się do twierdzenia, że maszyny do głosowania zostały zhakowane, aby Joe Biden zyskał więcej głosów.

Prokurator generalny zaznaczył, że Departament Sprawiedliwości (DOJ) i Departament Bezpieczeństwa Wewnętrznego zbadały to twierdzenie.

„Rośnie tendencja do wykorzystywania wymiaru sprawiedliwości w sprawach karnych jako domyślnego rozwiązania, a ludziom nie podoba się coś, co chcą, aby Departament Sprawiedliwości wszedł i„ zbadał ”- dodał.

Reagując na jego komentarze, prawnicy kampanii Trumpa Rudy Giuliani i Jenna Ellis określili we wspólnym oświadczeniu: „Z największym szacunkiem dla Prokuratora Generalnego, jego opinia wydaje się być pozbawiona wiedzy i zbadania istotnych nieprawidłowości i dowodów systemowych oszustw”.

Źródło: bbc.com

Dodano w Bez kategorii