Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

Jak wynika z raportu Najwyższej Izby Kontroli, ropopochodne paliwa znajdujące się we wrakach i broń chemiczna zatopione na dnie Bałtyku mogą doprowadzić do katastrofy ekologicznej na niespotykaną skalę. Jednak ministerstwo gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej uważa, że problemu nie ma.

Po raz kolejny anulowano przetarg na statek ratowniczy “neutralizujący trujące zanieczyszczenia na dnie Bałtyku”. W ten sposób Polska straciła przyznaną już dotację Unii Europejskiej w wysokości 240 milionów złotych, która miała pokryć 85 proc. kosztów jego produkcji. Pozostałe fundusze miał zapewnić budżet państwa.

Taki statek byłby użyteczny w działaniach podejmowanych na rzecz neutralizacji z Bałtyku takich zagrożeń, jak ropa ze zbiorników zatopionych wraków, czy zanieczyszczenia chemiczne pojawiające się np. w czasie katastrofy chemikaliowców. Tymczasem jak można przeczytać w opublikowanym w maju raporcie NIK “specjalistyczne statki do zwalczania zanieczyszczeń na powierzchni morza zapewniały podjęcie akcji w ciągu rekomendowanych w Konwencji Helsińskiej ośmiu godzin od odebrania zgłoszenia tylko na 59 proc. polskich obszarów morskich”. Ministerstwo nie tylko ignoruje założenia raportu, ale wręcz podważa ich zasadność.

Wśród problemów, dotyczących zanieczyszczenia Bałtyku można też wymienić kwestię wydobycia i neutralizacji zatopionej w Bałtyku amunicji i bojowych środków trujących. – Temat zatopionych jednostek i broni chemicznej na dnie Bałtyku wraca regularnie co kilka miesięcy w celu zaatakowania administracji rządowej za rzekomą “bezczynność”. Jest to temat, który ma na celu wzbudzić nieuzasadnioną panikę – uważa jednak ministerstwo gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej.

Katastrofa ekologiczna na Bałtyku?

Tymczasem, jak wynika z raportu NIK, “Bałtyk jest morzem praktycznie zamkniętym, co sprawia, że przeważająca część zanieczyszczeń na trwałe w nim pozostaje. Zdolność Bałtyku do samooczyszczania ulega stopniowemu zmniejszaniu”. Instytucja wśród przykładów konkretnych zagrożeń wymieniła zatopiony tankowiec Franken, gdzie “nadal może zalegać ok. 6 tys. ton paliw, a postępująca korozja wraku może spowodować jego zapadniecie i nagły wyciek tych substancji”. “Zatopiona w Morzu Bałtyckim broń chemiczna może mieć wpływ na wszelkie przejawy działalności człowieka na morzu” – podkreślił NIK. “Na ponad 415 wraków statków zalegających w polskich obszarach morskich zbadano zaledwie ok. 2 proc. z nich i nawet w przypadku jednostek, w których stwierdzono zagrożenie związane z wyciekiem paliw i substancji ropopochodnych, nie podjęto szybkich i skutecznych działań” – stwierdzili kontrolerzy.

Zobacz także: Mama kazała pozmywać. Oskarżył ją o przemoc, zebrał kilka tysięcy zł

Innym z konkretnych zagrożeń, wskazanym przez NIK jest wrak niemieckiego statku “Stuttgart” leżącego na głębokości 21 m na dnie Zatoki Puckiej (w odległości około 6 km od Gdyni). Instytucja przypomniała raport Instytutu Morskiego w Gdańsku z 2009 r., gdzie oceniono, że stan środowiska w rejonie wraku Stuttgart odpowiada statusowi lokalnej katastrofy ekologicznej i że stan ten pogarsza się.

infosecurity24.pl, defence24.pl

Dodano w Bez kategorii
Dr Bartosz Józwiak.

/ Fot. YouTube/MediaNarodowe

Marta Lempart jest oddelegowana albo sama się oddelegowała na odcinek walki o rząd dusz młodego pokolenia – ocenił na antenie Mediów Narodowych dr Bartosz Józwiak, były poseł, prezes Unii Polityki Realnej. Jego zdaniem rząd wprowadza “rozwolnienie obostrzeniowe”, na czym traci autorytet policji.

Prezes UPR złożył zawiadomienie do prokuratury, o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez Martę Lempart. Pisaliśmy o tym niedawno. – Pani Lempart pozwoliła sobie w sposób bardzo jawny nawoływać po pierwsze do niszczenia kościołów, niszczenia substancji zabytkowej. Po drugie do ataków na katolików, chrześcijan, osoby wierzące. To są przesłanki wskazujące, że jest to osoba nawołująca co najmniej do nienawiści na tle religijnym oraz do łamania prawa wobec poszczególnych osób, jak również własności – wyjaśnił w rozmowie z red. Agnieszką Jarczyk. – Efektem tych nawoływań były niestety realne akty profanacji czy prób profanacji, atakowania kościołów, niszczenia ich – zauważył. – Państwo Polskie w tej sytuacji wydaje się być śpiącą królewną. Musi zostać obudzone przez organizacje i partie polityczne, które będą składały doniesienia do prokuratury i wymagały od niej wreszcie stosownej reakcji – podkreślił. Jego zdaniem protesty, których liderką jest Lempart “to jakiś rodzaj anarchii, próba budowy rewolucji leninowskiej, która jest antycywilizacją”.

– Bezwzględnie pani Marta Lempart jest oddelegowana albo sama się oddelegowała na odcinek walki o rząd dusz młodego pokolenia. Przez wiele lat polska prawica absolutnie zaniedbała walkę o polską młodzież. Zajmowaliśmy się głównie gospodarką, dyskutowaliśmy o podatkach, ich zasadności, wysokości, o tym w jaki sposób powinny być nakładane. Dyskutowaliśmy o wielu innych rzeczach, które de facto można byłoby zmienić jedną ustawą w ciągu jednego tygodnia, a pewnie PiS dałoby radę w ciągu 48 godzin – stwierdził dr Józwiak. – Przez długi czas tę walkę wygrywała lewica, ale nastąpił taki moment, na początku lat dwutysięcznych, kiedy walkę o młode pokolenie, przynajmniej jego część, ale dość istotną, bardzo aktywną, zaczęły wygrywać środowiska prawicowe zupełnie innego nurtu, narodowe, wolnorynkowo-konserwatywne, czego osią był “Marsz Niepodległości”. To był element spajający, który pokazał, że jest ogromna siła witalna młodego pokolenia związana z polskim patriotyzmem. To było przerażające dla różnego rodzaju lewactwa – powiedział. W jego opinii takie wydarzenia jak “Strajk Kobiet” to próba przejęcia młodego pokolenia przez lewicę.

Józwiak: “Rozwolnienie obostrzeniowe” nadszarpuje autorytet policji

Polityk skomentował także obecną sytuację w polskiej policji. – Policja ma w tej chwili do wypicia gorzki kielich, który sobie sama zgotowała – ocenił. -Roztrwoniła swoją dobrą opinię, jaką miała w społeczeństwie, na drobne. Dzisiaj nie ma żadnego autorytetu, a rząd jej też w tym nie pomaga. Rząd wdraża zbitki różnego rodzaju obostrzeń, gdzie już nikt nie wie, jakie obecnie obostrzenia są, bo to jest tzw. rozwolnienie obostrzeniowe, które do niczego nie prowadzi, w którym nie ma ani ładu, ani celu, ani jakiejkolwiek zasady i policja musi tego bronić. To dodatkowo nadszarpuje jej autorytet – powiedział dr Bartosz Józwiak.

Dodano w Bez kategorii

Urzędnicy Ministerstwa Zdrowia oraz Rzecznik Praw Dziecka alarmują o coraz większej ilości samobójstw wśród dzieci i młodzieży. Postępujący kryzys w psychiatrii dziecięcej tworzy niebezpieczny schemat. W ciągu ostatnich kilku lat nastąpił blisko pięciokrotny wzrost liczby samobójstw u dzieci w przedziale wiekowym od 7 do 12 lat. Liczby te wzrastają niepokojąco, zwłaszcza biorąc pod uwagę samookaleczenia się nastolatków.

Już w 2017 roku rząd Prawa i Sprawiedliwości zaaranżował Narodowy Program Ochrony Zdrowia Psychicznego. W całym kraju miały powstać specjalne ośrodki, w których miały się leczyć dzieci oraz młodzież. Było to pokłosie podnoszonych przez specjalistów alarmów na temat wzrastającej liczby samobójstw wśród tej grupy społeczeństwa.

Zobacz także: Mama kazała pozmywać. Oskarżył ją o przemoc, zebrał kilka tysięcy zł

Według statystyk obecny kryzys dziecięcej psychiatrii przysparza niepohamowany wzrost samobójstw dokonywanych wśród dzieci w wieku 7-12 lat. Tylko tutaj w ciągu pięciu lat odnotowano pięciokrotny wzrost. W 2013 roku potwierdzono 9 przypadków, w 2015 – 12 przypadków, a już w 2017 i 2018 roku liczba ta wzrosła do ponad 25 samobójstw, a nieoficjalne nawet 46 przypadków.

Warto nadmienić, że powyższe dane uwzględniają zaobserwowane i potwierdzone samobójstwa. Polski system zdrowia boryka się bowiem z problemem proceduralnym. Lekarze dosyć często wpisują w przyczynach zgonu prozaiczne stwierdzenia jak “zatrzymanie akcji serca”, czy też “niewydolność krążenia”, z których ciężko określić prawdziwą przyczynę śmierci. Do oficjalnych statystyk trudno też dodać popełnione próby samobójcze, które z jakiegoś powodu nie zakończyły się śmiercią dziecka.

Kolejnym niepokojącym zjawiskiem są próby samookaleczenia się przez dzieci i młodzież – “Co szósty polski nastolatek w wieku 11–17 lat (16%) okaleczał się, a 7% badanych podjęło próbę samobójczą (pytano osoby w wieku 13–17 lat)” – podaje Rzecznik Praw Dziecka Mikołaj Pawlak.

Epidemia zagrożeniem dla zdrowia psychicznego

Należy zauważyć, że kryzys związany z epidemią oraz ścisłe restrykcje rządowe prowadzące do alienacji młodych osób, przyczynia się do autodestrukcyjnych przemyśleń, dlatego Rzecznik Praw Dziecka apeluje do Ministerstwa Zdrowia oraz Ministerstwa Rodziny i Polityki Społecznej o jak najszybsze i najbardziej kompleksowe wdrożenie poradni psychiatrycznej dla dzieci i młodzieży.

Czynników wpływających na obecną sytuację w psychiatrycznej opiece zdrowotnej nad osobami do ukończenia 18. roku życia jest dużo. Dlatego wprowadzanie rozwiązań w tym obszarze nie przyniesie efektu od razu. Znaczące efekty będą widoczne dopiero za kilka lat. W obowiązku nas wszystkich jest to, by dzieci w Polsce mogły jak najszybciej uzyskiwać pomoc w rozwiązywaniu ich problemów i przeciwdziałać sytuacjom tragicznym w skutkach” – mówił.

Przemoc domowa, sexting, prześladowanie

Dzieci i młodzież w erze cyfrowej dominacji i łatwego dostępu do sieci internetowej zdobywają się na większą brutalność wobec swoich rówieśników. Przez zachowywania pozornej anonimowości bezkarnie podchodzą do nękania z różnych powodów jak np. ze względu na orientację płciową, rasową. Rówieśnicy prześladują swoich znajomych również, ze względu na ubóstwo czy problemy rodzinne, a także nękają za pomocą sextingu. Kolejnymi przyczynami do autodestrukcyjnych zachowań jest problem z nałogiem – ten osobisty oraz u członków bliskiej rodziny.

Zdaniem raportu sporządzonego przez Akademię Przyszłości dzieci w Polsce, przez swoich rodziców czują się nie potrzebni oraz odrzuceni. Uważają, że porażka związana jest z ich małymi zdolnościami. To przyczynia się do biernej postawy w nauce.

Przy Radzie ds. Zdrowia Publicznego powołano grupę roboczą ds. rejestracji zachowań samobójczych w Polsce – “Zaplanowanie, wdrożenie i ocena efektywności działań zapobiegawczych i terapeutycznych wymaga znajomości kontekstu i skali zjawiska” – wyjaśniło Ministerstwo Zdrowia. 

cybermedium.pl/brpd.gov.pl

Dodano w Bez kategorii

/ fot. TT/@PremierRP

Podczas konferencji prasowej minister zdrowia Adam Niedzielski wraz z Michałem Dworczykiem przedstawili rządowy program szczepień. W Polsce mają powstać stacjonarne punkty, w których dostępne będą darmowe oraz dobrowolne szczepienia na COVID-19. Zdaniem szefa resortu zdrowia ozdrowieńcy nie są wyłączeni z tej procedury.

Minister Zdrowia Adam Niedzielski przedstawił założenia w walce z koronawirusem. Zaprezentowano program dotyczący masowych szczepień na COVID-19, nie wyłączając przy tym osób, które przeszły chorobę. Pierwszym etapem jest zbieranie zgłoszeń od placówek medycznych, które posłużą za stacjonarne punkty szczepień.

Zobacz także: Bosak: Zwykłych obywateli wolno pałować, psikać gazem?

“Dzisiaj rusza możliwość zgłaszania się przez podmioty lecznice, które chcą brać udział w procesie szczepień przeciwko Sars-COV-2. Do 11 grudnia zgłoszenia można składać. Po tej dacie podejmiemy decyzję, ile szpitali tymczasowych zostanie wykorzystanych jako dodatkowe punkty masowych szczepień. 15 grudnia pojawią się informacje o punktach, w których będzie można się zaszczepić. Chcemy stworzyć takie punkty w każdej gminie, szacujemy że będzie ich około 8 tys.” – zapowiedział.

Z kolei szef kancelarii Premiera, Michał Dworczyk przedstawiając rządowy program szczepień poinformował, że w pierwszej kolejności szczepionki otrzymają osoby z personelu medycznego. W każdej gminie podjeżdżać będą mobilne centra, dla osób które nie mogą dotrzeć do punktu stacjonarnego. Odpowiedzialność za kwalifikację do szczepień spada na każdego lekarza z prawem do wykonywania zawodu w Polsce.

Ozdrowieniec podatny na zakażenie

Jak informuje rządowy ekspert ds. epidemii prof. Jan Horban przebycie koronawirusa nie wyłącza takiej osoby z programu szczepień – “Jeżeli są wskazania do szczepień, to właściwie nie ma przeciwwskazań. Szczepimy każdego niezależnie od poziomu przeciwciał, poziomu przebytego zakażenia” – sprecyzował.

Przedstawiciele rządu zapowiedzieli również, iż pierwsze partie szczepionek mają dotrzeć do Polski na przełomie nowego roku. Jednocześnie proces szczepień ma odbywać się od lutego do marca.

Szczepionki trafią do Polski w ramach zamówień UE, które zostaną zrealizowane w wyniku kontraktów z producentami takimi jak: Pfizer/BioNTech, CureVac, Sanofi-GSK, Johnson & Johnson oraz AstraZeneca. Mają one zostać rozdzielone między wszystkie kraje członkowskie według kryterium liczby ludności dopiero wówczas, gdy Europejska Agencja Leków zatwierdzi samą szczepionkę.

interia

Dodano w Bez kategorii

Ostra wymiana zdań pomiędzy amerykańską senator, a chińskim korespondentem prasowym. Padły wzajemne oskarżenia o rasizm, oszustwa oraz okradanie innych narodów. Chen Weihua użył również obraźliwych określeń wobec Republikanki Marshy Blackburn. Tematem sporu stał się artykuł “China Daily” mówiący o relacjach amerykańsko-chińskich.

Wczorajszej nocy czasu polskiego rozegrał się mało dyplomatyczny spór między chińskim korespondentem prasowym, a amerykańską reprezentantką Kongresu. Powodem tak niewybrednej wymiany zdań był artykuł wydany przez “China Daily”. Mówił on bowiem o trudnych relacjach amerykańsko-chińskich, niezwykle ciężkich do naprawienia.

Zobacz także: Pozytywne informacje dla Polski. OECD przewiduje ożywienie

“Nawet jeśli następna administracja chciałaby w jakikolwiek sposób złagodzić napięcia, niektórych szkód nie da się naprawić, tak jak chciał tego urzędujący prezydent USA” – stwierdził chiński dziennik.

Wspomniano w nim również o utrudnieniach przy wydawaniu wiz dla chińskich członków Partii Komunistycznej i ich rodzin, a także zakaz sprowadzania bawełny do Stanów Zjednoczonych z regionu Sinciang to bardzo niepokojące sygnały dla Pekinu.

Ostra wymiana zdań i uszczypliwości

W związku z artykułem na chińskim portalu informacyjnym swoje zdanie w temacie relacji na linii Stany Zjednoczone-Chiny wypowiedziała Senator Marsha Blackburn z Partii Republikańskiej. Posądziła azjatyckie mocarstwo o tysiące lat grabieży i oszustw.

“Chiny mają za sobą 5000 lat oszustw i kradzieży. Pewne rzeczy się nie zmieniają” – napisała senator Blackbrun.

W odpowiedzi na te oskarżenia chiński korespondent Chen Weihua użył niedyplomatycznego słowa w określeniu na jej wpis – “To jest najbardziej rasistowska senator Stanów Zjednoczonych jaką widziałem” – napisał.

Dyplomatyczne rozluźnienie chińskiego ambasadora

Kilka godzin później chiński ambasador w Waszyngtonie, Cui Tankai w dosyć obszerny i dyplomatyczny sposób rozjaśnił sytuację dotyczącą obydwóch państw. Podkreślił jednocześnie gotowość administracji prezydenta Xi Jinpinga do naprawy międzynarodowych stosunków z Amerykanami.

“Między tymi dwoma krajami zawsze istniały różnice. Żadnego z nich nie usprawiedliwiają konfrontacje, czy też zimna i gorąca wojna. Posiadając wystarczający wzajemny szacunek i zrozumienie jesteśmy w stanie zarządzać tymi różnicami tak, aby nie zepsuły one całej relacji” – stwierdził.

rp.pl

Dodano w Bez kategorii
Abp Stanisław Gądecki.

/ fot. youtube.com

Prawo do życia jest podstawowym prawem człowieka, zawsze przysługuje mu pierwszeństwo przed prawem wyboru, gdyż żaden człowiek nie może autorytatywnie dopuszczać możliwości zabijania drugiego – napisał ks. abp Stanisław Gądecki, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski w oświadczeniu “w kontekście rezolucji Parlamentu Europejskiego ws. aborcji w Polsce”.

Szerzej o samej rezolucji pisaliśmy pod koniec listopada. W tym tygodniu odpowiedział na nią przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski. Jak wskazał abp Gądecki, przywoływana wielokrotnie w rezolucji Karta Praw Podstawowych UE, w rzeczywistości zakłada ochronę prawa do życia i godności człowieka i odcina się od praktyk eugenicznych. Duchowny przypomniał też słowa św. Jana Pawła II i papieża Franciszka w obronie życia. Przewodniczący KEP zauważył, że “w ostatnich dniach papież Franciszek kilkukrotnie podejmował temat ochrony życia”.

Zdaniem abp Gądeckiego “Unia mogłaby wiele zrobić w zakresie zwiększenia ochrony prawa do życia każdego poczętego dziecka np. poprzez promocję dobrych praktyk”. – Jednak, aby takie działania na rzecz promocji prawa do życia i zakazu praktyk eugenicznych mogły być skuteczne, konieczne jest właściwe ustawienie kilku kwestii – podkreślił.

Abp Gądecki: Nie ma “prawa do aborcji”

W ocenie przewodniczącego KEP “tytuł rezolucji jest mylący, gdyż w świetle nie tylko etyki, ale również prawa międzynarodowego nie istnieje coś takiego, jak prawo do aborcji”. – W żadnym demokratycznym porządku prawnym nie może być bowiem prawa do zabijania niewinnego człowieka – napisał.

Duchowny podkreślił również, że “w dyskusji o aborcji nie są najważniejsze prawa przeciwników ani prawa zwolenników aborcji, ale prawo dzieci i to prawo podstawowe, bo prawo do życia, które – niezależnie od okoliczności – powinno być gwarantowane każdemu dziecku i prawnie chronione”. – Prawo do życia jest podstawowym prawem człowieka, zawsze przysługuje mu pierwszeństwo przed prawem wyboru, gdyż żaden człowiek nie może autorytatywnie dopuszczać możliwości zabijania drugiego. Mówienie o tzw. kompromisie prawnym w sprawie ochrony życia jest fałszowaniem rzeczywistości, ponieważ pomija się w nim najważniejszą, trzecią stronę sporu, czyli dzieci nienarodzone oraz ich niezbywalne prawo do życia. Jakikolwiek kompromis w tej sprawie jest równoznaczny z odebraniem niektórym dzieciom podstawowego prawa do życia i wymierzaniem w brutalny sposób kary śmierci, czego – przypomnijmy – zabrania także Karta Praw Podstawowych. Dlatego nie może być w tym względzie mowy o żadnym kompromisie – podkreśla.

Dodano w Bez kategorii
Jan Maria Jackowski

Jan Maria Jackowski / Fot. Adam Kliczek, zatrzymujeczas.pl (CC-BY-SA-3.0)

Senator PiS Jan Maria Jackowski i szef klubu PiS Ryszard Terlecki prowadzą już otwartą wojnę za pośrednictwem mediów. – On jest szkodnikiem – ocenił swojego klubowego kolegę wicemarszałek Terlecki. – Pan marszałek Terlecki powinien zostać odwołany – stwierdził z kolei senator Jackowski.

Otwarty spór z władzami PiS senator Jan Maria Jackowski rozpoczął w momencie, gdy otwarcie sprzeciwił się “Piątce dla Zwierząt”. Jednak na tej sprawie nie zakończyły się krytyczne wypowiedzi polityka na temat poczynań PiS. – Nie będę się ograniczał w tym, że będę napiętnowywał te sytuacje, które są ewidentnie sprzeczne z naszym programem i deklaracjami jak np. nepotyzm, który się wkradł w nasze szeregi, nieuzasadnione wynagrodzenia dla współpracowników prezesa NBP, jak “piątka dla zwierząt”, jak wprowadzanie boczną furtką niedziel otwartych dla handlu – wszystkie te sprawy są sprzeczne z naszym programem – stwierdził senator, odnosząc się do swoich ostatnich krytycznych wobec partii rządzącej wypowiedzi.

Zobacz także: Prof. Piotrowski: Orban chciał wetować w lipcu, Morawiecki nas oszukał

Wicemarszałek Sejmu i szef klubu PiS Ryszard Terlecki nie odniósł się do zarzutu, że część działań jego formacji jest niezgodne z programem tej partii. – Jego winą jest to, że nie głosuje tak jak powinien – stwierdził. Terlecki powiedział też, że “coraz mniej widzi” miejsca dla senatora Jackowskiego w swoim klubie. – On tu naprawdę jest, co tu dużo mówić, szkodnikiem – stwierdził szef klubu PiS.

Dzisiejsza dyskusja medialna obu polityków została wywołana przez głosowanie ws. handlowej niedzieli 5. grudnia. Przeciwko rządowemu projektowi głosowało pięciu senatorów PiS: Mieczysław Golba, Andrzej Pająk, Zdzisław Pupa, Rafał Ślusarz i Jan Maria Jackowski, który także składał poprawkę do tej ustawy. Jackowski argumentował, że propozycja rządu jest sprzeczna z programem PiS i z wcześniejszymi ustaleniami z NSZZ “Solidarność”.

“Bronię wiarygodności PiS”

W odpowiedzi na krytykę ze strony wicemarszałka Terleckiego senator Jackowski zażądał jego odwołania. – Pan marszałek Terlecki powinien zostać odwołany ze stanowiska wicemarszałka Sejmu i szefa klubu. Otóż uważam, że to, że nie przeprowadził reasumpcji głosowania pod koniec października przy słynnej ustawie covidowej, dotyczącej m.in. wynagrodzeń lekarzy i personelu medycznego skompromitowało Sejm, skompromitowało rząd, a te zabiegi i kuglowanie z niepodpisywaniem ustawy ośmieszyło państwo polskie – powiedział. – Ubolewam, że pan marszałek Terlecki zamiast dobrze zarządzać klubem zajmuje się recenzowaniem i atakowaniem mojej osoby za to, że bronię wiarygodności PiS przed wyborcami i napiętnowuję te działania, które są sprzeczne z naszym programem i tym, co deklarowali nasi liderzy – stwierdził senator.

polsatnews.pl, twitter

Dodano w Bez kategorii
Budynek Parlamentu Europejskiego.

Budynek Parlamentu Europejskiego. / Fot. Pixabay

Organizator gejowskiej orgii w Brukseli(…) to doktorant uniwersytetu w Tel Awiwie i autor takich prac jak “Różne paradygmaty dyskryminacji Żydów i osób LGBTQ w państwie polskim” czy “Dyskryminacja i antysemityzm w polskich sądach” – poinformował Adam Gwiazda za pośrednictwem mediów społecznościowych. Sam zainteresowany przedstawia zupełnie inną wersję.

Dawid Manzheley sam twierdzi, że jest doktorem na Katolickim Uniwersytecie w Leuven. Nieścisłości w jego życiorysie może wyjaśniać fakt, że prawdopodobnie jest on od kilku lat poszukiwany przez polską policję za oszustwa. O tych podejrzeniach pisaliśmy dziś rano. Policja na razie weryfikuje, czy rzeczywiście Dawid Manzheley poszukiwany listem gończym to rzeczywiście ten sam, który organizuje gejowskie orgie w Brukseli.

– Imię i nazwisko się zgadza, rysopis także odpowiada tej osobie, ale stuprocentowej pewności, że to ta sama osoba, nie mamy – poinformował asp. szt. Dariusz Stelmaszuk, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Wadowicach.

Jeżeli podejrzenia się potwierdzą, Manzheley może mieć sporo kłopotów. Według prokuratury poszukiwany “miał pośredniczyć w odzyskaniu odszkodowania od szpitala, ale ostatecznie nie przeprowadził takiej sprawy. Podawał się za prawnika i wyłudził około 3 tys. zł od ustalonych osób poszkodowanych”. Z kolei portal niezalezna.pl twierdzi, że o Manzheleya upomina się także więzienie. Miał bowiem już zostać skazany za inne oszustwo.

Organizator orgii w rozmowie z Onetem przechwalał się, że na jego imprezy przychodzą politycy i dyplomaci z wielu krajów. Stwierdził, że na ostatniej, przerwanej przez policję, o czym informowaliśmy wcześniej, było ponad 30 osób. Wcześniej media podawały liczbę 25.

Portal Onet twierdzi, że dotarł do znajomych Manzheleya z Polski, którzy potwierdzają, że organizator orgii z Brukseli i oszust z Wadowic to ta sama osoba.

polsatnews.pl, onet.pl, parler.com

Dodano w Bez kategorii
Krzysztof Bosak

/ Fot. YouTube/Media Narodowe

Jak już pisaliśmy, policja przeprosiła dziennikarzy za nadużycia podczas tegorocznego Marszu Niepodległości. – Nie podoba mi się redukowanie sprawy do dziennikarzy. A co ze zwykłymi obywatelami? Ich wolno pałować, psikać gazem, kiedy są spokojni? – skomentował Krzysztof Bosak z Konfederacji na antenie Mediów Narodowych.

Zdaniem polityka agresywni funkcjonariusze powinni otrzymać kary dyscyplinarne za przekroczenie uprawnień. – Moim zdaniem po tym co się stało na Dworcu Warszawa Stadion i co się dzieje przy różnych wydarzeniach, powinien pójść sygnał, że nie ma zielonego światła dla tego, by policja biła przypadkowe osoby – ocenił poseł. – To co mi się jeszcze nie podoba to redukowanie sprawy do dziennikarzy. A co ze zwykłymi obywatelami? Ich wolno pałować, psikać gazem, kiedy są spokojni? To wygląda jak ustępstwo przed mediami, a nie dawanie sygnału do wewnątrz policji, że przypadkowych osób po prostu nie można bić – powiedział jeden z liderów Konfederacji.

Krzysztof Bosak był przesłuchiwany w sądzie ws. Marszu Niepodległości z 2013 roku. Sprawa jest związana z kosztami sprzątania po Marszu. Ówczesna prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz rozwiązała wówczas Marsz Niepodległości. – To był ten rok, kiedy spalono budkę przy ambasadzie rosyjskiej, były też jakieś zamieszki przy lewicowym squocie – wyjaśnił Krzysztof Bosak.

Miasto zdecydowało się rachunek za sprzątanie wystawić organizatorom, czyli Stowarzyszeniu Marsz Niepodległości i Witoldowi Tumanowiczowi jako ówczesnemu prezesowi Stowarzyszenia. Stowarzyszenie Marsz Niepodległości nie uznało nigdy tego rachunku wystawionego przez miasto, ponieważ nie ma żadnej podstawy prawnej – przypomniał gość Mediów Narodowych. – Przy żadnej innej okazji miasto tak nie postępowało – zauważył.

Okazuje się, że przez długi czas włade Warszawy nie podejmowały żadnych kroków w tej sprawie. – W roku 2017, a więc wiele lat później miasto zdecydowało się oddać sprawę do sądu i odtąd ona się toczy. Toczy się w tempie charakterystycznym dla wolnych sądów, czyli wolno – ujawnił Bosak.

Bosak: Uchwała nie ma związku z wetem

Polityk odniósł się również do zarzutów stawianych Konfederacji po głosowaniu w Sejmie ws. uchwały odnośnie unijnego weta. – Ta uchwała nie ma związku z wetem – stwierdził. – Wniesienie weta nie wymaga żadnej uchwały w Sejmie. Uchwała ma charakter propagandowy. Z treścią uchwały się nie zgadzamy – wyjaśnił. – Spodziewamy się, że rząd prędzej czy później to weto wycofa, że to tylko gra na prężenie muskułów przed polskim społeczeństwem – powiedział. – Gdyby to była uchwała o treści, iż “Sejm Rzeczypospolitej upoważnia rząd od wniesienia weta przeciwko ograniczającemu polską suwerenność mechanizmowi praworządności”, to byśmy przypuszczalnie zagłosowali za – zaznaczył.

Dodano w Bez kategorii

/ fot. wikimedia.org

Organizatorem gejowskiej imprezy w Brukseli, na której przyłapano polityka Fideszu Jozsefa Szajera, jest Dawid Manzheley. Pan pochodzi z Wadowic i jest poszukiwany przez policję – twierdzi Klaudiusz Slezak, dziennikarz Radia Nowy Świat.

Dziennikarz udostępnił też link do strony polskiej Policji, z której wynika, że Manzheley jest poszukiwany przez organy ścigania. Jako podstawa prawna jest wymieniany art. 286 § 1 kodeksu karnego – Oszustwo – typ podstawowy. Wg informacji Policji oszust uciekł z Wadowic

Dziennikarz o wszystkim poinformował za pośrednictwem mediów społecznościowych. Komentujący zwracają uwagę, że część danych, np. wiek, nie zgadzają się z tymi, które Manzheley zadeklarował w wywiadach, jakie udzielił mediom. Pojawiają się sugestie, że w publicznych wypowiedziach mógł zmyślić część informacji.

Organizator brukselskiej orgii, o której informowaliśmy wcześniej, twierdzi, że organizuje takie od dłuższego czasu. Deklaruje się jako gej. — Na moich imprezach pojawia się wiele osób publicznych z różnych krajów, w tym polscy politycy z Prawa i Sprawiedliwości. Mają rodziny i od początku proszą, żeby utrzymać ich udział w gejowskiej orgii w tajemnicy. Przyjeżdżają z Warszawy kilka razy do roku — powiedział w rozmowie z Onetem.

Jak poinformowało radio RMF FM, Policja z Wadowic już sprawdza, czy organizator brukselskich orgii to faktycznie poszukiwany oszust.

Twitter, Onet

Dodano w Bez kategorii