REKLAMA

Katastrofa ekologiczna na Bałtyku? Ministerstwo ignoruje problem

Jak wynika z raportu Najwyższej Izby Kontroli, ropopochodne paliwa znajdujące się we wrakach i broń chemiczna zatopione na dnie Bałtyku mogą doprowadzić do katastrofy ekologicznej na niespotykaną skalę. Jednak ministerstwo gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej uważa, że problemu nie ma.

Po raz kolejny anulowano przetarg na statek ratowniczy „neutralizujący trujące zanieczyszczenia na dnie Bałtyku”. W ten sposób Polska straciła przyznaną już dotację Unii Europejskiej w wysokości 240 milionów złotych, która miała pokryć 85 proc. kosztów jego produkcji. Pozostałe fundusze miał zapewnić budżet państwa.

Taki statek byłby użyteczny w działaniach podejmowanych na rzecz neutralizacji z Bałtyku takich zagrożeń, jak ropa ze zbiorników zatopionych wraków, czy zanieczyszczenia chemiczne pojawiające się np. w czasie katastrofy chemikaliowców. Tymczasem jak można przeczytać w opublikowanym w maju raporcie NIK „specjalistyczne statki do zwalczania zanieczyszczeń na powierzchni morza zapewniały podjęcie akcji w ciągu rekomendowanych w Konwencji Helsińskiej ośmiu godzin od odebrania zgłoszenia tylko na 59 proc. polskich obszarów morskich”. Ministerstwo nie tylko ignoruje założenia raportu, ale wręcz podważa ich zasadność.

Wśród problemów, dotyczących zanieczyszczenia Bałtyku można też wymienić kwestię wydobycia i neutralizacji zatopionej w Bałtyku amunicji i bojowych środków trujących. – Temat zatopionych jednostek i broni chemicznej na dnie Bałtyku wraca regularnie co kilka miesięcy w celu zaatakowania administracji rządowej za rzekomą „bezczynność”. Jest to temat, który ma na celu wzbudzić nieuzasadnioną panikę – uważa jednak ministerstwo gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej.

Katastrofa ekologiczna na Bałtyku?

Tymczasem, jak wynika z raportu NIK, „Bałtyk jest morzem praktycznie zamkniętym, co sprawia, że przeważająca część zanieczyszczeń na trwałe w nim pozostaje. Zdolność Bałtyku do samooczyszczania ulega stopniowemu zmniejszaniu”. Instytucja wśród przykładów konkretnych zagrożeń wymieniła zatopiony tankowiec Franken, gdzie „nadal może zalegać ok. 6 tys. ton paliw, a postępująca korozja wraku może spowodować jego zapadniecie i nagły wyciek tych substancji”. „Zatopiona w Morzu Bałtyckim broń chemiczna może mieć wpływ na wszelkie przejawy działalności człowieka na morzu” – podkreślił NIK. „Na ponad 415 wraków statków zalegających w polskich obszarach morskich zbadano zaledwie ok. 2 proc. z nich i nawet w przypadku jednostek, w których stwierdzono zagrożenie związane z wyciekiem paliw i substancji ropopochodnych, nie podjęto szybkich i skutecznych działań” – stwierdzili kontrolerzy.

Zobacz także: Mama kazała pozmywać. Oskarżył ją o przemoc, zebrał kilka tysięcy zł

Innym z konkretnych zagrożeń, wskazanym przez NIK jest wrak niemieckiego statku „Stuttgart” leżącego na głębokości 21 m na dnie Zatoki Puckiej (w odległości około 6 km od Gdyni). Instytucja przypomniała raport Instytutu Morskiego w Gdańsku z 2009 r., gdzie oceniono, że stan środowiska w rejonie wraku Stuttgart odpowiada statusowi lokalnej katastrofy ekologicznej i że stan ten pogarsza się.

infosecurity24.pl, defence24.pl

REKLAMA

Komentarze