Wręczenie nagród podczas finału Klubowych Mistrzostw Świata w 2021 roku.

/ Fot. Twitter

Według brytyjskiego “Guardiana” co najmniej 6500 robotników zginęło podczas budowy obiektów na piłkarskie Mistrzostwa Świata, które odbędą się w przyszłym roku w Katarze. Wśród zmarłych mają być pracownicy z Indii, Nepalu, Pakistanu, Bangladeszu, Kenii, Filipin i Sri Lanki. Kilka norweskich klubów wezwało do bojkotu imprezy.

  • Według brytyjskiego “Guardiana” co najmniej 6500 robotników zginęło podczas budowy obiektów na piłkarskie Mistrzostwa Świata, które odbędą się w przyszłym roku w Katarze.
  • Według pojawiających się informacji, przy budowie infrastruktury na MŚ 2022 w Katarze panują skandaliczne warunki dla robotników.
  • System stosowany w Katarze nazywany jest współczesnym niewolnictwem – stwierdzili w wydanym oświadczeniu działacze norweskiego klubu Tromsø IL. Wezwali oni do bojkotu imprezy. Pomysł popierają kolejne norweskie kluby.
  • Zobacz także: Mobbing w TVN? Były pracownik oskarża. „Orwellowska rzeczywistość”

– Oficjalnym danym nie można wierzyć, ponieważ gospodarze wszelkie zgony starają się klasyfikować jako „śmierć naturalną”. Niewykluczone więc, że powierzenie Katarowi praw do zorganizowania mundialu w 2022 roku pochłonęło jeszcze więcej istnień – wskazuje sportowy portal weszlo.com. Według pojawiających się informacji, przy budowie infrastruktury na MŚ 2022 w Katarze panują skandaliczne warunki dla robotników.

– 6,5 tysiąca rodzinnych dramatów, płaczących matek i ojców. Dziesiątki tysięcy dzieci, które już nigdy nie zobaczą swoich tatusiów, bo ci umarli z wycieńczenia lub odwodnienia. Porażeni prądem, z połamanymi kręgosłupami. Wpędzeni w obłęd. I to wszystko po to, by skonstruować od zera lub zmodernizować kilka stadionów, na których na przełomie listopada i grudnia 2022 roku pogra się przez chwilę w piłeczkę, a które później będzie zapewne można w większości zamknąć na cztery spusty lub wyburzyć, bo przecież Katarowi taka liczba supernowoczesnych obiektów nie będzie już do niczego potrzebna – podkreśla redakcja weszlo.com.

Kolejne kluby wzywają do bojkotu

– System stosowany w Katarze nazywany jest współczesnym niewolnictwem. Aktualnie przyjęta strategia polega na dialogu i krytykowaniu Kataru. Norweska federacja piłkarska także przyjęła tego typu strategię. My też w nią wierzyliśmy, ale krytyka i dialog niczego nie zmieniły. (…) Czas na kolejny krok: bojkot – stwierdzili w wydanym oświadczeniu działacze norweskiego klubu Tromsø IL. – Kochamy futbol, tak jak miliony ludzi. Rozumiemy, że pieniądze stały się jego częścią. Ale to nie oznacza, że należy akceptować korupcję. Pracę z narażeniem życia. Nie można odwracać głowy, gdy dzieją się okrucieństwa. Tromsø IL wierzy, że futbol musi się zatrzymać i wykonać kilka kroków wstecz. Musimy raz jeszcze przemyśleć ideę naszego sportu i przypomnieć sobie o prawdziwych powodach, dla których tak wielu ludzi pokochało piłkę – podkreślili.

Pomysł bojkotu oficjalnie poparł już klub Strømsgodset. Na taką samą decyzję naciskają z kolei kibice Rosenborga. – 11 marca, na najbliższym walnym zgromadzeniu, podejmiemy decyzję odnośnie naszego stanowiska w sprawie bojkotu mistrzostw świata w Katarze. Przedstawiciele naszego związku muszą otrzymać jasne poparcie od wszystkich klubów, by mieć odpowiednią legitymację do zbojkotowania mundialu – poinformował z kolei dyrektor mistrza Norwegii, klubu Bodø/Glimt, Frode Thomassen.

weszlo.com

Dodano w Bez kategorii

Obrona Wałęsy zdumiewa swoim uporem i zupełnym nieliczeniem się z faktami. Dla jego obrońców, jest on bohaterem i autorytetem na przekór wszystkim obciążającym go faktom. Cóż chciałoby się powiedzieć, że każdy ma taki autorytet na jaki zasłużył i machnąć ręką na te prymitywne wygibasy propagandowe. Ale w tej obronie donosicielstwa jest coś więcej, niż tylko upadek moralny jego autorów. Otóż mamy w Polsce do czynienia z głębokim kryzysem polskości i polskiego patriotyzmu. To spadek po totalitarnym komunizmie, w którym wychowało się wiele pokoleń naszego narodu. Byliśmy w nim poddani totalnej presji ideologicznej w wyniku której doszło do uwstecznienia procesów narodowotwórczych. Nie w tym sensie, że Polacy przestali się czuć Polakami, ale w tym, że z faktu bycia Polakiem przestało cokolwiek wynikać.

Polskość przestała być moralnym zobowiązaniem, przestała być wartością z której jesteśmy dumni i która mobilizuje nas do wspólnego działania na rzecz dobra wspólnego. Co więcej, straty wojenne i komunizm doprowadził praktycznie do zaniku elit narodowych formujących zarówno kulturę narodową, jak i definiującą krótko- i dalekofalowe interesy naszego narodu. Miejsce tradycyjnych elit, częściowo wymordowanych w czasie wojny, zajeli nominaci komunistyczni na uniwersytetach, w mediach i życiu publicznym, blokując tym samym odtwarzanie elit polskich. W efekcie indoktrynacji polskiego społeczeństwa i komunistycznych, a później postkomunistycznych “elit”, polskie społeczeństwo odzyskując wolność, miało trudności w przezwyciężeniu komunistycznego dziedzictwa mentalnego. Tym bardziej, że postkapepowskie “elity” dominujące także w opozycji podjęły trud, nie odbudowy polskiej wspólnoty narodowej, ale jej dekonstrukcji. Pedagogika wstydu propagowana przez Gazetę Wyborczą i media jej pochodne, ograniczanie nauki historii, czy literatury polskiej w szkołach, antypolskie filmy, a przede wszystkim definiowanie obcych ekonomicznie i politycznie interesów, jako interesów narodowych prowadziło, nie tylko do neokolonialnego charakteru polskiej gospodarki, ale utrudniało odbudowę polskiej wspólnoty narodowej i odrodzenie polskości.

Zobacz także: [OPINIA] Daniel Marek: Damy‌ ‌i‌ ‌rycerze,‌ ‌czyli‌ ‌jak‌ ‌chrystianizować‌ ‌za‌ ‌pomocą‌ ‌romansów‌

Niemniej, po czasie postkomunistycznej dekadencji, w Polsce mamy do czynienia z odradzaniem się patriotyzmu i próbą definiowania polityki polskiej w oparciu o paradygmat narodowy. To odradzanie patriotyzmu jest jeszcze na wstępnym etapie. Ma ono bardziej charakter emocjonalny i tożsamościowy. To czego mu jeszcze brakuje, to formacji kulturowej i politycznej. Nie mniej wydaje się że tego procesu nie da się już zatrzymać. To oznacza że partie zagranicy, działające w interesie utrzymania postkolonialnego charakteru naszego państwa, są w dłuższej perspektywie skazane na polityczną i kulturową marginalizację. Ta marginalizacja jest warunkiem odzyskania narodowej podmiotowości zarówno w kulturze, gospodarce, jak i w polityce, zwłaszcza w polityce zagranicznej i obronnej. Jest to tym bardziej konieczne, ze bez odrodzenia patriotyzmu nie jest możliwe uformowanie takiego przywództwa narodowego, które będzie w stanie prowadzić nasz naród w zbliżającym się okresie niestabilności geopolitycznej i rysujących się zagrożeń, także naszej niepodległości. Te zagrożenia wymagają przede wszystkim niezależności i narodowej podmiotowości.

W tej sytuacji odradzającego się patriotyzmu, obrona zachowania Wałęsy, jego donosicielstwa, to obrona nie tylko kompradorskiego i postkomunistycznego charakteru III Rzeczpospolitej, ale także próba zdekonstrułowania samej moralnej podstawy polskiej niepodległości. Dla tych środowisk, jest ona koniecznym warunkiem przetrwania na polskiej scenie publicznej. Otóż próbują oni tak jak to wcześniej robili postkomuniści, na jednej płaszczyźnie postawić zarówno poświęcenie dla narodu, jak też działania zdradzieckie, jawnie szkodzące jego wolności. Oznacza to próbę zanegowania moralnej wartości zarówno polskości, jak i samego patriotyzmu. Dla obrońców donosicielstwa, taka postawa jest uprawnionym zachowaniem, tak samo wartościowym, a może jeszcze bardziej niż poświęcenie dla Ojczyzny. Co więcej poświęcenie dla Ojczyzny w świetle obrony donosicielstwa i narodowej zdrady jest postawą znacznie mniej wartościową, bo jest wyrazem swego rodzaju naiwności politycznej, niezrozumienia swoistej, heglowskiej “mądrości etapu”. W ten sposób rehabilituje się nie tylko najbardziej podłe zachowania, ale czyni się zdradę własnej Ojczyzny postawą preferowaną i chwalebną. To fundamentalne zakwestionowanie rozróżnienia pomiędzy dobrem, a złem, także w wymiarze narodowym.

Wspólnota, która nie jest w stanie rozróżnić pomiędzy dobrem a złem nie jest w stanie istnieć. Nie ma bowiem moralnych podstaw do istnienia. Naród jest przede wszystkim wspólnotą moralną. Zakwestionowanie rozróżnienia dobra i zła w wymiarze narodowym oznacza zakwestionowanie potrzeby samego istnienia naszego narodu. To próba jego unieważnienia w świadomości społecznej. Dlatego, tak koniecznym była lustracja i dekomunizacja, bo tego wymagała przede wszystkim sprawiedliwość wobec naszego narodu i napiętnowanie moralnego zła. Przeciwstawienie się lustracji i dekomunizacji, to była próba uznania za nieważne samo istnienie naszego narodu. Bowiem zło czynione naszemu narodowi nie miało żadnej negatywnej wartości w przekonaniu przeciwników dekomunizacji. To czynili wrogowie naszego narodu, jego odrodzenia i rozwoju. Bo żaden naród nie jest w stanie istnieć bez moralnych wartości i moralnego kręgosłupa. To one wyznaczają jego sens istnienia.

I dziś mamy do czynienia z tym samym zjawiskiem, z ponowną próbą uprawomocnienia moralnego łajdactwa w życiu naszego narodu. Naród który nie jest w stanie uporać się z taką patologią, przynajmniej w kategoriach moralnych potępić donosicielstwa, czy narodowej zdrady nie jest w stanie istnieć w dłuższej perspektywie czasowej. Swoją przyszłość może budować tylko na jasnych moralnych kryteriach. Bez odrzucenia i potępienia komunistycznego dziedzictwa nie jest w stanie normalnie się rozwijać, nie jest w stanie budować swojej przyszłości. W życiu publicznym nie może być miejsca dla uznania dla zjawisk patologicznych , takich jak istnienie partii postkomunistycznych, partii zagranicy, czy uznania dla donosicielstwa. Dlatego też ta obrona zachowania Wałęsy, to kontynuacja tej samej polityki, którą prowadzili nasi wrogowie propagując pedagogikę wstydu i dekonstruując samo pojęcie polskości. Dziś próbą dekonstrukcji moralnej polskości i polskiego patriotyzmu jest obrona donosicielstwa jako uprawnionej postawy w życiu publicznym. Nie ma na to zgody i nigdy nie będzie.

Marian Piłka

Dodano w Bez kategorii

/ fot. TT/rafalhubert

Wczoraj w nocy na stacji paliw marki Orlen w Rymaniu doszło do interwencji policji. Obsługa zawiadomiła stróżów prawa o dziwnym zachowaniu jednej z klientek. Kobieta za kierownicą samochodu BMW spowodowała niebezpieczne dla otoczenia działania. Wjechała najpierw autem do środka budynku. Następnie policjanci oddali strzały w opony, gdy ta próbowała odjechać.

Wczoraj w nocy do stacji paliw marki Orlen w Rymanowie wezwano jednostkę policji. Obsługa była zaniepokojona dziwnym zachowaniem klientki. Kilka chwil później, po przyjeździe funkcjonariuszy doszło do groźnych wydarzeń.

Niebezpieczne działanie kobiety

Niebezpieczne oraz irracjonalne zachowanie kobiety za kierownicą w pojeździe marki BWM na stacji paliw w Rymanowie, zostało uwiecznione na nagraniu. Widać na nim dokładnie jak 37-latka na stacji Orlen najpierw cofa do tyłu, by następnie z impetem wjechać przez drzwi do środka budynku powodując zagrożenie zdrowia i życia znajdujących się tam pracowników i klientów.

Kobieta, która kilka chwil wcześniej wjechała do budynku Orlenu, chciała uciec z miejsca zdarzenia. Jednakże policjanci podjęli się ryzyka strzelając w opony samochodu. Było to o tyle niebezpieczne, gdyż kila metrów obok znajdował się dystrybutor paliwa.

“Około północy policjanci w Rymaniu mieli trudną interwencję. Trwa wyjaśnianie przyczyn zachowania 37-letniej kobiety, która tam właśnie zdemolowała siedzibę stacji stwarzając tym samym zagrożenie dla osób tam przebywających. W trakcie interwencji policjanci oddali kilka strzałów z broni palnej w kierunku uciekającej samochodem kobiety. Mimo to kobieta odjechała ze stacji paliw. Została zatrzymana później” – skomentowała zdarzenie podinspektor Alicja Śledziona z Biura Prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Szczecinie.

W policyjnym komunikacie oświadczono, iż 37-letnia kobieta po przebadaniu próbki krwi, nie była wówczas pod wpływem alkoholu oraz innych substancji psychoaktywnych. Trwa również śledztwo w tej sprawie, mających na celu wyjaśnić przyczyny irracjonalnego zachowania zatrzymanej.

miastokolobrzeg.pl/radioszczecin.pl

Dodano w Bez kategorii
Kasa fiskalna leżąca na stole.

/ fot. @Twitter

– Wiceminister Patkowski apelował o przebranżowienie, no to się przebranżowiłam – powiedziała właścicielka jednej z wrocławskich restauracji. Oficjalnie prowadzi teraz firmę wynajmującą przestrzeń do pracy.

  • Dziennikarze portalu money.pl postanowili sprawdzić, jak radzą sobie przedsiębiorcy wobec obostrzeń związanych z koronawirusem.
  • Jedna z wrocławskich restauracji działa formalnie jako firma wynajmująca przestrzeń do pracy.
  • Oczywiście tak się przypadkiem składa, że jednocześnie przy pracy można zgłodnieć, więc restauracja pozwala na zamówienie posiłków i napojów – dodali dziennikarze.
  • Niech po prostu pozwolą pracować – powiedziała właścicielka lokalu.
  • Zobacz także: Holandia: Prostytutki wyjdą na ulice. Żądają luzowania obostrzeń

Dziennikarze portalu money.pl postanowili sprawdzić, jak działa “restauracyjne podziemie”. – Wybraliśmy się do jednej z włoskich knajp we wrocławskiej dzielnicy Krzyki – zrelacjonowali. – Już przed wejściem czekała na nas kelnerka z dwustronicową umową najmu. Zamiast posiłków, knajpa oferuje bowiem “przestrzeń do pracy” – stwierdzili. Właścicielka lokalu stwierdziła, że inspiracją takich działań był wiceminister Patkowski, który apelował o przebranżowienie.

– Oczywiście tak się przypadkiem składa, że jednocześnie przy pracy można zgłodnieć, więc restauracja pozwala na zamówienie posiłków i napojów – dodali dziennikarze portalu money.pl. – Po wejściu do sali rzucają się w oczy zasłonięte okna. Zapytana o to kelnerka uśmiecha się, dając do zrozumienia, że to nie przypadek. Lokal znajduje się bowiem przy dość ruchliwej ulicy – zwrócili uwagę.

– Pierwszy raz od pół roku jemy poza domem z talerza, a nie plastikowego lub papierowego pojemnika. W ręku trzymamy srebrne sztućce, a nie jednorazówki z tworzywa sztucznego – podkreślili. – Bezpieczne odległości zostały zachowane, a personel bardzo skrupulatnie kontrolował przestrzeganie zasad. Z punktu widzenia epidemicznego niewiele można restauracji zarzucić – zaznaczyli.

– Motywatorem do takiej decyzji był wywiad z wiceministrem Patkowskim. Skoro apelował o przebranżowienie, to się przebranżowiłam – wyjaśniła właścicielka restauracji. Jej firma w tej chwili formalnie działa jako podmiot wynajmujący przestrzeń do pracy. – Do każdego paragonu doliczamy opłatę za wynajem czy opakowanie na wynos – stwierdziła. Jak podkreśliła, nie skorzystała z pomocy państwa. – Nawet ZUS opłaciłam w terminie, choć mogłam go odroczyć. Nic od nich nie chcę. Niech po prostu pozwolą pracować – powiedziała.

money.pl

Dodano w Bez kategorii
Joanna Senyszyn

/ Fot. screen TVP INFO

Mężczyzna z Kielc w ciągu około 3 lat już dwukrotnie musiał zmieniać telewizory. Wszystko przez nałogowe oglądanie stacji TVP INFO. Urządzenia długo tego nie wytrzymywały.

W grudniu 2017 roku mężczyzna kupił telewizor Sony OLED za ponad 10 tys. złotych. Po półtora roku oglądania, w dużej mierze TVP INFO, pojawiła się jednak uciążliwa usterka. – Na panelu pojawiły się zielone pasy, co było strasznie irytujące w trakcie oglądania. Zgłosiłem usterkę w ramach gwarancji. Reklamację uznano. W połowie lipca 2019 roku otrzymałem nowy telewizor o porównywalnych parametrach, ponieważ poprzedni model wycofano z produkcji – zrelacjonował mieszkaniec Kielc.

Kolejny telewizor wytrzymał z TVP INFO podobny okres czasu. Tym razem producent już nie był wyrozumiały. – Ponownie zgłosiłem usterkę, ale tym razem odmówiono mi naprawy gwarancyjnej. Dlaczego? Bo zdaniem centrum serwisowego użytkowanie telewizora Sony następowało niezgodnie z wytycznymi przedstawionymi w instrukcji obsługi, a diagnoza odbiornika wykazała utrwalenie na ekranie OLED tak zwanego zjawiska retencji w związku z niewłaściwą eksploatacją odbiornika – napisał mężczyzna.

Według statystyk telewizora, był on uruchomiony średnio przez 11 godzin dziennie, głównie na stacji TVP INFO. Źródłem problemów okazały się statyczne paski z informacjami. Wyświetlanie statycznych obrazów przez zbyt długi czas jest dla ekranów OLED zabójcze. – Pierwsza wymiana telewizora byłą wyłącznie dobrą wolą firmy Sony. Tzw. retencja obrazu powodowana zbyt długim oglądaniem statycznych obrazów. Nie mieści się to w ramach standardowego użytkowania, więc takiej usterki gwarancja nie obejmuje – podano.

nczas.com

Dodano w Bez kategorii
Michał Wójcik, polityk Solidarnej Polski.

/ Fot. Facebook.com/MichalMarekWojcik/

– Solidarna Polska jest wierna programowi, na realizację którego się umówiliśmy – powiedział polityk Solidarnej Polski, minister Michał Wójcik. Zarzucił, że premier Morawiecki podjął sprzeczne z programem obozu rządzącego decyzje.

– Od pięciu lat wspólnie tworzymy rząd. Wygraliśmy osiem razy z rzędu wybory, ponieważ zawsze byliśmy wierni naszemu programowi i patrzyliśmy na reformy oczami naszych wyborców. W 99.9 proc. głosujemy w ten sam sposób jak Prawo i Sprawiedliwość. Można wręcz powiedzieć, że jesteśmy niezwykle lojalnym partnerem w koalicji – podkreślił Wójcik. – Nie oznacza to jednak, że nie pojawiają się między nami żadne różnice zdań. Wynikają one jednak nie ze zmiany stanowiska Solidarnej Polski – zaznaczył.

– Kiedy Donald Tusk zgodził się na ograniczenie emisji dwutlenku węgla o 20 proc. obiecaliśmy w programie, że będziemy renegocjowali skrajnie niekorzystny dla Polski pakiet klimatyczno- energetyczny, podpisany w 2008 r. Otóż pan premier Mateusz Morawiecki zgodził się na nowy cel redukcji wynoszący 55 proc.! – zauważył. – Nie konsultował z nami tej decyzji, podjął ją samodzielnie – zaznaczył. – Solidarna Polska jest wierna programowi, na realizację którego się umówiliśmy. Premier Morawiecki bez naszej zgody zaakceptował także rozporządzenie w sprawie praworządności, które prowadzi do możliwości ingerencji Komisji Europejskiej w sprawy Polski – stwierdził.

– Po grudniowym szczycie, mimo że premier Morawiecki podjął decyzję sprzeczną z programem Zjednoczonej Prawicy, w imię wyższych racji, przede wszystkim odpowiedzialności za losy naszego kraju, zdecydowaliśmy się kontynuować koalicję – przypomniał.

Polityk Solidarnej Polski ocenił, że poparte przez premiera Morawieckiego rozwiązania mogą doprowadzić do federalizacji UE. – Przypomnę jak powstawały Stany Zjednoczone. Najpierw doprowadzono do uwspólnotowienia długu stanów, a potem wspólnych podatków. Taki sam mechanizm wprowadza w tej chwili Unia Europejska. Na to nie możemy się zgodzić jako Solidarna Polska – stwierdził.

dorzeczy.pl

Dodano w Bez kategorii
Rondo Praw Kobiet, Biała Podlaska, Lubelszczyzna, PiS, Koalicja Obywatelska, Biała Samorządowa,

/ Fot. Grzegorz W. Tężycki/Wikimedia Commons

Radni z Białej Podlaskiej (Lubelszczyzna) zdecydowali o nadaniu nazw dwóm nowym rondom w tym mieście. Wśród propozycji pojawiło się m.in. “Rondo Praw Kobiet”. Ostatecznie samorząd podjął decyzję o wybraniu nazw: Unii Europejskiej oraz Stanisława Różyczki de Rosenwertha.

O nadanie jednemu z rond nazwy Unii Europejskiej wnioskowali radni z Koalicji Obywatelskiej oraz klubu Biała Samorządowa. Taka propozycja została przyjęta, choć nie bez sprzeciwów. – Unia wymusza na Polsce przyjmowanie złego, „genderowego” prawa. Miliony Polaków wyjechało za chlebem, co spowodowało masę rozwodów. A unijne fundusze pozbawiły wiele państw racjonalnej polityki gospodarczej – argumentował radny Sławomir Potocki z PiS. Jako jedyny głosował przeciw takiej nazwie. Wymaganego poparcia nie zdobył natomiast pomysł stworzenia Ronda Praw Kobiet.

Pomysł uhonorowania praw kobiet zgłosili radni Białej Samorządowej. – Zamiast nazywać rondo, po prostu przestrzegajmy tych praw. A poza tym, taka nazwa jest nieco dyskryminująca. Bo sugeruje, że kobiety mają inne prawa. A przecież mamy takie same jak mężczyźni i oczekujemy przestrzegania ich wszystkich – podkreśliła radna Koalicji Obywatelskiej Marta Cybulska-Demczuk.

Nazwa drugiego z rond została wybrana już z mniejszymi kontrowersjami. Otrzymało imię Stanisława Różyczki de Rosenwertha. To współzałożyciel Podlaskiej Wytwórni Samolotów, a także właściciel majątku w Cieleśnicy. – Taki gest wydaje się tym bardziej uzasadniony ze względu na małą rozpoznawalność wśród mieszkańców Białej Podlaskiej i znikomą wiedzę na temat jego zasług – tłumaczyli wnioskujący o to radni z PiS w projekcie uchwały. Miasto pozyskało na budowę dwóch rond ponad 4 mln zł z funduszy transgranicznych. W sumie inwestycja kosztowała ponad 9 mln zł.

dziennikwschodni.pl

Dodano w Bez kategorii

/ fot. @Twitter

Nowe regulacje wprowadzone w Indiach nakładają na m.in. Facebook, YouTube i Twitter odpowiedzialność za treści na tych platformach. Media społecznościowe muszą ujawnić władzom w ciągu 72 godzin dane osób, które rozpowszechniają dezinformację lub godzą w suwerenność państwa.

  • Indie wprowadziły nowe regulacje, nakładające na m.in. Facebook, YouTube i Twitter odpowiedzialność za treści na tych platformach.
  • Nowelizacja jest następstwem wydarzeń z początku tego roku.
  • Jeśli jest atak na Kapitol, wtedy media społecznościowe popierają akcję policji – podkreślił hinduski minister sprawiedliwości i technologii informacyjnych Ravi Shankar Prasad. – Ale jeśli mamy do czynienia z agresywnym atakiem na Czerwony Fort, symbol wolności Indii, gdzie premier wciąga flagę państwową na maszt, to mamy podwójne standardy. Nie ma na to zgody – stwierdził.
  • Zobacz także: Polska prawicowa stacja zablokowana przez YouTube. „Bo mówimy prawdę o COVID”

Zgodnie z nowymi przepisami, jeśli serwisy społecznościowe pozwolą na umieszczanie na swoich platformach treści budzących zastrzeżenia i nie usuną ich nawet po otrzymaniu nakazu sądowego lub rządowego, będzie to oznaczać, że nie zachowują należytej staranności. Za takie materiały przedstawiciele firm z branży mediów społecznościowych będą mogli być pociągnięci do odpowiedzialności karnej. Kary określone w ustawie obejmują pozbawienie wolności na trzy lata w przypadku większości przestępstw, natomiast w przypadku niektórych, takich jak cyberterroryzm, karę dożywotniego pozbawienia wolności, a także grzywny w różnej wysokości.

Nowelizacja jest następstwem wydarzeń z początku tego roku. 26 stycznia, kiedy przypadał w Indiach Dzień Republiki, grupa protestujących od listopada 2020 roku rolników wdarła się do Czerwonego Portu. Doszło do starć z policją. Poparcie dla rolników wyraziły w mediach społecznościowych m.in. piosenkarka Rihanna i aktywistka klimatyczna Greta Thunberg. Indyjskie MSZ w oficjalnym piśmie skrytykowało gwiazdę pop i działaczkę.

– Nie powinno być podwójnych standardów. Jeśli jest atak na Kapitol, wtedy media społecznościowe popierają akcję policji – podkreślił hinduski minister sprawiedliwości i technologii informacyjnych Ravi Shankar Prasad. – Ale jeśli mamy do czynienia z agresywnym atakiem na Czerwony Fort, symbol wolności Indii, gdzie premier wciąga flagę państwową na maszt, to mamy podwójne standardy. Nie ma na to zgody – stwierdził.

opindia.com, wnp.pl

Dodano w Bez kategorii
Plansza TVN.

Plansza emitowana w stacji TVN. / Fot. zrzut ekranu

– Stawaliśmy się ofiarami mobbingu, współczesnego niewolnictwa, wykluczenia zawodowego, szantażu, odwetu. Byliśmy zmuszani przez pracodawcę do pracy po 16-17 godzin dziennie, w wyniku czego traciliśmy zdrowie. Orwellowska rzeczywistość stała się faktem w TVN SA – stwierdził Kamil Różalski, który od 1997 roku pracował dla TVN.

  • Były pracownik TVN oskarża stację. – Nepotyzm, łapówki, łamanie prawa pracy, szantaż, poniżanie, łamanie RODO i inne patologie stały się chlebem powszednim – napisał we wpisie w mediach społecznościowych.
  • Nieprawdopodobnym jest to, że telewizja ta ma czelność pouczać innych w aspekcie etyki, sama nie przestrzegając u siebie podstawowych standardów i przepisów prawa – stwierdził.
  • Swój wpis opublikował w językach: polskim i angielskim. Zapowiedział, że wraz z innymi byłymi pracownikami będą publikować kolejne wpisy o nieprawidłowościach w TVN i Discovery.
  • Zobacz także: Polska prawicowa stacja zablokowana przez YouTube. „Bo mówimy prawdę o COVID”

– O łamaniu prawa, wprowadzaniu w błąd inwestorów, unikaniu płacenia podatków w Polsce, hipokryzji, podwójnych standardach stosowanych przez Discovery Inc. oraz TVN SA będziemy konsekwentnie informować prasę, tak by opinia publiczna w Stanach Zjednoczonych, Polsce i niektórych krajach UE została rzetelnie poinformowana – zapowiedział we wpisie w mediach społecznościowych. Tekst opublikował w dwóch językach: polskim i angielskim.

– Z TVN byłem związany zawodowo od września 1997 roku, czyli od powstania stacji. Pracowałem przy największych produkcjach, przez lata przyczyniając się do jej rozwoju oraz obecnej pozycji na rynku. Szantażem (tak jak wszyscy w dziale realizacji) zostałem zmuszony przez dyrektora do rozwiązania umowy za porozumieniem stron i od 1.01.2013 roku z pracownika stałem się współpracownikiem. Od tego momentu ja, moje koleżanki i koledzy byliśmy traktowani jak ludzie drugiej kategorii – zrelacjonował.

“Nepotyzm, łapówki, łamanie prawa pracy, szantaż, poniżanie, łamanie RODO i inne patologie stały się chlebem powszednim”

– Stawaliśmy się ofiarami mobbingu, współczesnego niewolnictwa, wykluczenia zawodowego, szantażu, odwetu. Byliśmy zmuszani przez pracodawcę do pracy po 16-17 godzin dziennie, w wyniku czego traciliśmy zdrowie. Orwellowska rzeczywistość stała się faktem w TVN SA. Nepotyzm, łapówki, łamanie prawa pracy, szantaż, poniżanie, łamanie RODO i inne patologie stały się chlebem powszednim – stwierdził.

– Nieprawdopodobnym jest to, że telewizja ta ma czelność pouczać innych w aspekcie etyki, sama nie przestrzegając u siebie podstawowych standardów i przepisów prawa. Jeszcze niedawno w TVN SA zatrudnionych było niezgodnie z prawem pracy około 1800 osób. To ludzie bez prawa do emerytury, urlopu, ubezpieczenia zdrowotnego. To też ogromne pieniądze w nieodprowadzonych składkach do ZUS – napisał Różalski.

TVN S.A./DISCOVERY Inc. – ŁAMANIE PRAWA I PATOLOGIE Z TVN byłem związany zawodowo od września 1997 roku, czyli od…

Opublikowany przez Kamila Różalskiego Piątek, 26 lutego 2021

wpolityce.pl, twitter, facebook

Dodano w Bez kategorii
Amsterdam, Holandia.

/ Fot. Pixabay

Holenderskie prostytutki są oburzone, że rząd Marka Rutte pominął “najstarszy zawód świata” w ramach ostatniego luzowania obostrzeń. – Prostytutki będą musiały jednak jeszcze trochę poczekać – poinformował premier.

  • Holenderski rząd poinformował o luzowaniu obostrzeń.
  • Od 3 marca do pracy mogą wrócić fryzjerzy, kosmetyczki, instruktorzy nauki jazdy i masażyści, czyli tak zwane zawody “kontaktowe”. Na liście nie znalazł się “najstarszy zawód świata”. Wywołało to niezadowolenie prostytutek i zapowiedź protestu przed holenderskim parlamentem.
  • Prostytutki w Holandii działają legalnie. Ich zajęcie jest traktowane w świetle prawa jako prywatna działalność zarobkowa.
  • Zobacz także: Wesprzyj Niezależne Media. Przekaż 1% na rozwój Mediów Narodowych

“Najstarszy zawód świata” w Holandii jest w pełni legalny. Prostytucja jest traktowana w świetle prawa jako prywatna działalność zarobkowa. Kobiety te płacą podatki, odprowadzają składki na ubezpieczenie społeczne, posiadają również własne organizacje oraz związki zawodowe. Dziennik “De Telagraaf” zwrócił uwagę, że holenderskie prostytutki od roku nie mogą pracować, ale nie otrzymują również żadnej pomocy finansowej od rządu.

W Holandii od 3 marca do pracy mogą wrócić fryzjerzy, kosmetyczki, instruktorzy nauki jazdy i masażyści, czyli tak zwane zawody “kontaktowe”. Na liście nie znalazły się prostytutki, co wywołało ich niezadowolenie i zapowiedź protestu przed holenderskim parlamentem.

Jak wielokrotnie informowały holenderskie media, prostytutki są często zniewolone, gwałcone, zmuszane do aborcji, a nawet przymusowych operacji plastycznych. Zdarza się, że zamiast wypłaty dostają tylko pieniądze na jedzenie.

interia.pl

Dodano w Bez kategorii