Federalna Służba Nadzoru Łączności, Technologii Informacyjnych i Komunikacji Masowej, znana również jako Roskomnadzor, ogłosiła, że spowolniła prędkość Twittera. Według instytucji to reakcja na nieusunięcie ponad 2,5 tys. materiałów wzywających nieletnich do popełniania samobójstw, 450 wpisów z pornografią dziecięcą i 149 treści związanych z narkotykami.

  • Roskomnadzor poinformował, że wystąpił do Twittera o usunięcie linków i publikacji ponad 28 tys. razy w okresie od 2017 r. do marca 2021 r. Chodzi o ponad 2,5 tys. materiałów wzywających nieletnich do popełniania samobójstw, 450 wpisów z pornografią dziecięcą i 149 treści związanych z narkotykami.
  • Z tymi zarzutami nie zgodził się rzecznik Twittera. – Mamy politykę zerowej tolerancji w odniesieniu do wykorzystywania seksualnego dzieci, jest to sprzeczne z zasadami Twittera – stwierdził.
  • Rosyjskie władze oczekują, że Twitter usunie niezgodne z prawem treści. W przeciwnym wypadku serwis może nawet zostać zablokowany na terenie Federacji Rosyjskiej.
  • Zobacz także: UE ogłoszona Strefą Wolności LGBTIQ. Kłamstwa i manipulacje w rezolucji

Roskomnadzor oskarżył Twittera o nieusunięcie treści, które zachęcają nieletnich do popełnienia samobójstwa, a także pornografii dziecięcej i używania narkotyków. Regulator poinformował, że wystąpił do Twittera o usunięcie linków i publikacji ponad 28 tys. razy w okresie od 2017 r. do marca 2021 r. Stwierdził, że inne sieci społecznościowe były bardziej skłonne do współpracy niż Twitter w zakresie usuwania treści.

Z tymi zarzutami nie zgodził się rzecznik Twittera. – Mamy politykę zerowej tolerancji w odniesieniu do wykorzystywania seksualnego dzieci, jest to sprzeczne z zasadami Twittera, aby promować, gloryfikować lub zachęcać do samobójstwa i samookaleczenia, i nie zezwalamy na korzystanie z Twittera do jakichkolwiek bezprawnych zachowań lub do dalszej nielegalnej działalności, w tym kupowania i sprzedawania narkotyków – podkreślił. – Pozostajemy zaangażowani w popieranie Otwartego Internetu na całym świecie i jesteśmy głęboko zaniepokojeni coraz częstszymi próbami blokowania i dławienia publicznej konwersacji online – stwierdził.

Twitter zostanie zablokowany w Rosji?

Rosyjskie władze oczekują, że Twitter usunie niezgodne z prawem treści. W przeciwnym wypadku serwis może nawet zostać zablokowany na terenie Federacji Rosyjskiej. Według informacji mediów w ostatnim czasie ostrzeżenia na temat wprowadzenia możliwych obostrzeń ze strony władz w Moskwie miały otrzymać także inne serwisy, wśród których są Facebook, Instagram, TikTok, YouTube czy Telegram. Pojawiają się komentarze, że oficjalnie przedstawione powody są tylko pretekstem, a w rzeczywistości chodzi o to, że media społecznościowe są używane do krytyki rządów Putina i organizowanie protestów.

wirtualnemedia.pl, cnbc.com, twitter.com

Paweł Lisicki

Paweł Lisicki / Fot. YouTube/Media Narodowe

– To stan narastającej psychozy albo histerii – stwierdził Paweł Lisicki, redaktor naczelny „Do Rzeczy”, komentując na antenie Mediów Narodowych działania państwa wobec koronawirusa. – Wprowadzone przez rząd rozwiązania nie przynoszą oczekiwanych efektów – podkreślił.

  • Zdaniem redaktora naczelnego „Do Rzeczy” „większość państw demokratycznych dostała się w pewną pułapkę psychozy”, jeżeli chodzi o koronawirusa.
  • Lockdown jest przedłużony, liczba przypadków tzw. zakażonych osób nie tylko, że nie spada, ale nawet rośnie. Należałoby uznać, że wprowadzone przez rząd rozwiązania nie przynoszą oczekiwanych efektów – podkreślił.
  • Zobacz także: UE ogłoszona Strefą Wolności LGBTIQ. Kłamstwa i manipulacje w rezolucji

– Po roku tej histerii jesteśmy w dokładnie takim samym punkcie – stwierdził Lisicki. – Gdybyśmy mieli się posługiwać rozumem, to powinniśmy sprawdzić, czy wcześniejsze decyzje podjęte przez rząd, np. o zamknięciu województwa warmińsko-mazurskiego do czegoś pozytywnego doprowadziły. Lockdown jest przedłużony, liczba przypadków tzw. zakażonych osób nie tylko, że nie spada, ale nawet rośnie. Należałoby uznać, że wprowadzone przez rząd rozwiązania nie przynoszą oczekiwanych efektów – podkreślił.

„Po roku tej histerii jesteśmy w tym samym punkcie”

– Większość państw demokratycznych dostała się w pewną pułapkę psychozy – powiedział. – Zamiast zareagować tak jak się powinno, tzn. powiedzieć, że mamy do czynienia z pewną groźną chorobą, ale takich chorób jest oczywiście ileś w dziejach ludzkości, trzeba zachować zdrowy rozsądek, zachowywać się w sposób racjonalny, tzn. myć ręce, uważać na spotkania z innymi ludźmi, zachowywać jakąś formę dystansu społecznego i przede wszystkim dużo przebywać na powietrzu, dbać o odporność. Tak się powinniśmy zachować, w sposób racjonalny i oczywiście zapewnić też zabezpieczenie odpowiedniej ilości respiratorów i miejsc w szpitalach. Większość państw zachowuje się w sposób dokładnie inny, tzn. walczy z czymś, co rozprzestrzenia się tak jak ta epidemia, stosując najostrzejszy możliwy polityczne metody, ograniczając ludzką wolność, właściwie w niektórych państwach całkowicie niszcząc i po roku tej histerii jesteśmy w dokładnie takim samym punkcie – zauważył.

– Po roku pandemii liczba osób, które już koronawirusa przechorowały, jest coraz większa. Coraz większa jest liczba osób, które poddały się szczepionkom różnych firm, a jak widać liczba osób zakażonych nie spada. Należałoby z tego wyciągnąć wniosek, że dotychczasowe metody walki, polegające na lockdownie, zakazach, ostrych nakazach itd. są nieskuteczne i od tego odstąpić. Dzieje się dokładnie odwrotnie – zwrócił uwagę.

Ks. Roman Kneblewski

fot. medianarodowe.com / fot. medianarodowe.com

– Mocom ciemności chodzi o to, żebyśmy odeszli od Kościoła, od Pana Boga, żebyśmy po prostu poszli drogą zatracenia, żebyśmy się nie zbawili. O to cały czas się toczy walka. Nam nie wolno się poddać, nam nie wolno ulec, nam nie wolno skapitulować. Musimy walczyć, bo Kościół jest Kościołem Walczącym – Ecclesia Militans i powinniśmy być wiernymi aż do końca – powiedział ks. Roman Kneblewski na antenie Mediów Narodowych.

  • Ks. Roman Kneblewski na antenie Mediów Narodowych ocenił kondycję Kościoła katolickiego. Przypomniał, że wedle obietnicy Chrystusa, dotrwa on do końca czasów. Co nie znaczy, że przetrwa w każdym kraju.
  • Kapłan krytycznie się odniósł do powszechnie obowiązującego podejścia do koronawirusa. Ocenił, że jeżeli ktoś jest „chory bezobjawowo”, to znaczy, że jest zdrowy.
  • W sprawach świętej liturgii kościoła państwo nie powinno mieć nic do powiedzenia – podkreślił ks. Kneblewski.
  • Zobacz także: Konserwatyści dyskryminowani na uniwersytetach. Naukowiec przedstawił badania

– Kościół dotrwa do końca czasów. Mamy obietnicę Pańską. Także o Kościół jestem spokojny – podkreślił kapłan. – Niepokoję się o moją Ojczyznę i o Europę. Kościół może przetrwać w Afryce np., są takie zwiastuny. Nie jest wcale powiedziane, że Polska pozostanie katolicką. A jak nie będzie katolicką to nie będzie Polski – stwierdził.

Ks. Kneblewski krytycznie się odniósł do powszechnie obowiązującego podejścia do koronawirusa. – Mówienie o chorobie koronawirusowej bezobjawowej jest śmiechu warte. Co to znaczy choroba bezobjawowa? To znaczy, że jestem zdrowy po prostu. Przestańmy słuchać ściemy – zaapelował.

– Państwo absolutnie nie powinno się wtrącać do spraw kościelnych. W sprawach świętej liturgii kościoła państwo nie powinno mieć nic do powiedzenia. O tym wyraźnie mówi konkordat, niech sobie poczytają, niech się dokształcą. Łapy precz od naszej świętej liturgii! – powiedział.

Robert Bąkiewicz

Robert Bąkiewicz / Fot. Media Narodowe/YouTube

– Rozpoczynamy za chwilę akcję „Uwolnić Wielkanoc”. Zachęcamy wszystkich do współpracy. Będziemy apelowali do polityków o to, żeby pozwolili najważniejsze dla nas, z punktu widzenia wiary święta Zmartwychwstania Pana Jezusa nam świętować. Nikt nie ma prawa nam tego zabraniać – poinformował Robert Bąkiewicz na antenie Mediów Narodowych.

  • Robert Bąkiewicz poinformował, że wkrótce ruszy akcja „Uwolnić Wielkanoc”. Ma ona na celu doprowadzenie do możliwości normalnego przeżywania świąt Zmartwychwstania Pańskiego przez wiernych w Polsce.
  • 19 marca o godzinie 19:00 z placu Zamkowego w Warszawie ruszy Męska Droga Krzyżowa. – Pamiętajmy o tym, że publiczne zniewagi w stosunku do Boga wymagają też publicznego oddawania mu czci – stwierdził Bąkiewicz.
  • Straż Narodowa zgromadziła kilka tysięcy wolontariuszy. Zebrano też kilkaset tysięcy złotych na działalność organizacji.
  • Zobacz także: Konserwatyści dyskryminowani na uniwersytetach. Naukowiec przedstawił badania

– Supermarkety, centra handlowe, to wszystko jest pootwierane. Tam nie ma problemu. Tam wirus nie działa. Natomiast w kościołach zaraza się rozprzestrzenia. Oczywiście mówię ironicznie – wyjaśniał powody zainicjowania akcji „Uwolnić Wielkanoc”. – Będziemy jednocześnie apelowali do władz Kościoła, żeby nie uginały się pod presją państwa, żeby zachowały, czy zawalczyły o autonomię – zaznaczył.

Już na przyszły tydzień jest zaplanowane natomiast inne wartościowe wydarzenie religijne. – W okresie Wielkiego Postu organizujemy w Warszawie 19 marca, w piątek Męską Drogę Krzyżową. M.in. Straż Narodowa jest organizatorem tego przedsięwzięcia. Zapraszam na godzinę 19:00, 19 marca, na plac Zamkowy, żeby jak najwięcej mężczyzn przyszło na tę drogę krzyżową, żebyśmy wzięli udział w tym marszu – powiedział Robert Bąkiewicz. – Pamiętajmy o tym, że publiczne zniewagi w stosunku do Boga wymagają też publicznego oddawania mu czci – stwierdził. – Na meskadrogakrzyzowa.pl znajdziecie Państwo informacje o tym wydarzeniu – poinformował.

„Te panie, co tam brzydko mówiły, zbierały miliony, czyli wulgaryzmy popłacają”

Robert Bąkiewicz mówił w studiu Mediów Narodowych też o kulisach powstania Straży Narodowej. – Wpłynęły do nas dziesiątki tysięcy maili. Natomiast realnie, trzeba powiedzieć, związanych z nami było około dwóch-trzech tysięcy osób. My nie jesteśmy organizacją, która wydaje legitymacje, która sprawdza obecność na każdym spotkaniu. Są to wolontariusze po prostu, których kompetencje oczywiście staramy się podnosić – podkreślił.

Inicjator powstania Straży Narodowej podziękował za wszelkie wsparcie wobec organizacji. – Przez zrzutkę zebraliśmy około 350 tys. złotych, za co Państwu bardzo serdecznie dziękuję, bo dla naszej organizacji są to pieniądze gigantyczne. Oczywiście, środowiska lewicowe zbierały miliony. Te panie, co tam brzydko mówiły, zbierały miliony, czyli wulgaryzmy popłacają – powiedział.

– Wydaliśmy te pieniądze na wiele ważnych rzeczy. Kupowaliśmy przede wszystkim środki łączności. Na początku to było bardzo ważne. Środki łączności i zabezpieczenie osobiste, czyli – były sytuacje, kiedy leciały kamienie, butelki, musieliśmy wyposażyć ludzi w zabezpieczenia, które dawały im ochronę przed uszkodzeniami ciała – poinformował. – Ponadto kupowaliśmy elementy elektroniki, potrzebowaliśmy laptopów, które w sztabach wykorzystywaliśmy i wykorzystujemy. Były zbierane i przesyłane dane np. co się dzieje w danej miejscowości, gdzie są podejmowane ataki itp. – stwierdził.

Sala uniwersytecka.

/ Fot. Nikolay Georgiev/Pixabay

– Wolność akademicka ma kłopoty w Ameryce, Wielkiej Brytanii i Kanadzie, jak wynika z nowego badania, które przeprowadziłem na ten temat – poinformował Eric Kaufmann. Badanie dowodzi dyskryminowania konserwatystów na uniwersytetach.

  • Eric Kaufmann przedstawił wyniki swojego badania na temat wolności akademickiej na uniwersytetach.
  • W USA siedmiu na dziesięciu konserwatywnych naukowców z nauk społecznych i humanistycznych twierdzi, że dokonuje autocenzury.
  • Czterech na dziesięciu amerykańskich pracowników naukowych nie zatrudniłoby znanego zwolennika Trumpa. Tymczasem jeden na trzech brytyjskich nauczycieli akademickich dyskryminowałby znanego zwolennika Brexitu w poszukiwaniu pracy.
  • Połączenie twardego autorytaryzmu i politycznej dyskryminacji sprawia, że życie nonkonformistów jest bardzo niewygodne, co potwierdzają zarówno twarde dane, jak i liczne anegdoty; moje wnioski są zgodne z wynikami wcześniejszych badań – podkreślił naukowiec.
  • Zobacz także: UE ogłoszona Strefą Wolności LGBTIQ. Kłamstwa i manipulacje w rezolucji

Eric Kaufmann jest profesorem politologii w Birkbeck College, a także University of London i jest związany z Center for the Study of Partisanship and Ideology (CSPI) oraz Manhattan Institute. – Zagrożenia dla wolności akademickiej wynikają z dwóch powiązanych ze sobą sił. Groźby ze strony kierownictwa i kolegów za niepopularne opinie reprezentują to, co nazywam twardym autorytaryzmem, w tym sensie, że cenzura jest narzucana przez instytucję, a konsekwencje sięgają od zwolnienia z pracy aż po przydzielenie niepopularnego kursu lub odtrącenie przez kolegów. Ale istnieje też miękki autorytaryzm, który wynika z dyskryminacji politycznej przy zatrudnianiu, awansach, grantach i publikacjach – zaznaczył Kaufmann, referując swoje badania o dyskryminacji na uniwersytetach.

– Mój nowy raport dla Center for the Study of Partisanship and Ideology (CSPI) znalazł ilościowe dowody na to, że ideały uniwersytetu – ustanowienie tolerancyjnego etosu otwartego na kwestionowanie przyjętych mądrości – są wypaczane przez cele polityczne – oznajmił. – Podczas gdy to normalne, że osoby o poglądach mniejszościowych czują się trochę nieswojo, moje badanie wykazało, że młodsi naukowcy są o wiele bardziej skłonni wspierać nietolerancyjną “cancel culture”, która napędza autocenzurę i ogranicza różnorodność poglądów na uniwersytetach. W coraz większym stopniu etos ten przenosi się poza kampusy do innych organizacji zawodowych, takich jak firmy technologiczne i redakcje wiadomości – zauważył.

„Zwolennicy Trumpa powinni milczeć”

– Konserwatywni pracownicy naukowi dokładają coraz większych starań, by nie urazić osób sprawujących władzę, takich jak kierownicy wydziałów, lub by ich poglądy nie stały się znane osobom z ich branży, które będą oceniać ich kandydatury lub prace – zaznaczył. – W Stanach Zjednoczonych co trzeci konserwatywny student lub pracownik naukowy został ukarany dyscyplinarnie lub grożono mu dyscyplinarnie za jego poglądy. Tymczasem 75% konserwatywnych naukowców z nauk społecznych i humanistycznych w USA i Wielkiej Brytanii twierdzi, że ich wydziały są środowiskiem wrogim dla ich przekonań. W USA siedmiu na dziesięciu konserwatywnych naukowców z nauk społecznych i humanistycznych twierdzi, że dokonuje autocenzury. Ponad 90 procent naukowców popierających Trumpa nie czułoby się komfortowo dzieląc się swoimi poglądami z kolegą, a 85 procent ich demokratycznych kolegów zgadza się, że zwolennicy Trumpa powinni milczeć – podał.

„Życie nonkonformistów jest bardzo niewygodne”

– Mrożące krew w żyłach konsekwencje dla mniejszości politycznych wynikają z obawy przed dyscyplinowaniem, jak również z lęku przed konsekwencjami bycia naznaczonym jako ideologicznie dewiacyjny w świecie, w którym ci z lewej strony zwykle przewyższają tych z prawej w stosunku ponad 10 do jednego – zaznaczył. – Niestety, te obawy są uzasadnione. Wykorzystując ukrytą technikę ankietową zwaną eksperymentem listowym, w badaniu z sierpnia 2020 roku stwierdziłem, że czterech na dziesięciu amerykańskich pracowników naukowych nie zatrudniłoby znanego zwolennika Trumpa. Tymczasem jeden na trzech brytyjskich nauczycieli akademickich dyskryminowałby znanego zwolennika Brexitu w poszukiwaniu pracy, pomimo faktu, że 52 procent populacji głosowało za opuszczeniem Unii Europejskiej – zauważył. – Od jednej piątej do połowy pracowników akademickich niżej oceniłoby wniosek o grant o prawicowych poglądach – napisał.

– Połączenie twardego autorytaryzmu i politycznej dyskryminacji sprawia, że życie nonkonformistów jest bardzo niewygodne, co potwierdzają zarówno twarde dane, jak i liczne anegdoty; moje wnioski są zgodne z wynikami wcześniejszych badań – podkreślił.

newsweek.com, twitter

Zarys dziecka w łonie matki na tle kobiety w ciąży.

Zarys dziecka w łonie matki na tle kobiety w ciąży. / Fot. Pixabay

Lewica często podkreśla, że antykoncepcja i „edukacja seksualna” (ale taka, jaką oni proponują, czyli de facto demoralizacja) to lepsze metody walki z procederem aborcji niż prawny zakaz. Tak jest w Hiszpanii, gdzie obecnie dochodzi do rekordowej ilości morderczych zabiegów – niemal 100 tysięcy rocznie.

  • Wbrew teoriom forsowanym przez lewicowych działaczy, w Hiszpanii mimo powszechnej antykoncepcji i „edukacji seksualnej” na lewicową modłę, rośnie liczba aborcji.
  • Według statystyk aż 21,3% wszystkich ciąż w tym kraju kończy się dokonaniem aborcji.
  • W klinikach aborcyjnych czekają setki zaświadczeń lekarskich, podpisanych przez lekarza in blanco, z pustym miejscem na imię i nazwisko pacjentki, tak aby kobieta, wchodząc i płacąc miała już gotowe zaświadczenie, że aborcja uchroniła ją przed strasznymi szkodami psychicznymi – ujawniono.
  • Zobacz także: Kita: Era Netanjahu będzie jeszcze trwała [WIDEO]

W 2019 roku w hiszpańskich klinikach aborcyjnych zabito 97 tysięcy 398 dzieci nienarodzonych. Według statystyk aż 21,3% wszystkich ciąż w tym kraju kończy się dokonaniem aborcji. – Wiemy o milionowych transferach, o aborcyjnym lobby nacisku, które wywiera presję na polityków i na wszystkie warstwy społeczne. Nawet małe centrum aborcyjne na prowincji to obroty rzędu 2,5 mln euro. Na poziomie krajowym tylko w ramach finansowania z publicznych pieniędzy otrzymują ponad 60 mln euro – podkreślono w filmie dokumentalnym „Las cloacas del negocio del aborto en España” (Kanały biznesu aborcyjnego w Hiszpanii).

– W klinikach aborcyjnych czekają setki zaświadczeń lekarskich, podpisanych przez lekarza in blanco, z pustym miejscem na imię i nazwisko pacjentki, tak aby kobieta, wchodząc i płacąc miała już gotowe zaświadczenie, że aborcja uchroniła ją przed strasznymi szkodami psychicznymi – ujawniono. – W Hiszpanii istnieją wyspecjalizowane kliniki aborcyjne, w których dokonuje się bardzo późnych aborcji nawet do 9 miesiąca. Kobiety z całej Europy przybywają do nas w ramach turystyki aborcyjnej i płacą na czarnym rynku za aborcje, które są nielegalne w ich krajach – zaznaczono.

„Śmierć budzi orgazm polityczny na lewicy”

– Śmierć budzi orgazm polityczny na lewicy. Ustanowienie eutanazji było okazją do świętowania. Aborcja bezpłatna nawet do dnia porodu będzie powodem do imprezowania. Zabijanie jako sposób na pozbycie się problemów – stwierdził ostatnio we wpisie w mediach społecznościowych hiszpański polityk Hermann Tertsch.

dorzeczy.pl, twitter

Flaga LGBT.

/ fot. Wikipedia Commons / CC BY-SA 3.0

Parlament Europejski przyjął rezolucję, w której ogłosił Unię Europejską Strefą Wolności LGBTIQ. Komentatorzy zwracają uwagę na to, że tekst dokumentu w rozmaitych miejscach minął się z prawdą.

  • Unia Europejska Strefą Wolności LGBTIQ.
  • Za przyjęciem rezolucji głosowało 492 europosłów, a w tym gronie znaleźli się politycy Platformy Obywatelskiej, PSL i SLD.
  • Żadnej treści. Czysta neomarksistowska polityka. Celem rezolucji jest przemycenie w Preambule serii fałszerstw i selektywnej manipulacji – napisał mec. Jerzy Kwaśniewski.
  • Zobacz także: Kita: Era Netanjahu będzie jeszcze trwała [WIDEO]

Rezolucję ogłaszającą UE Strefą Wolności LGBTIQ poparło 492 europosłów, a w tym gronie znaleźli się politycy Platformy Obywatelskiej, PSL i SLD. W dokumencie podkreślono, że w celu przeciwdziałania naruszeniom praw podstawowych osób LGBTIQ Komisja Europejska “nie powinna wahać się przed użyciem wszystkich narzędzi, w tym postępowań ws. uchybienia zobowiązaniom państwa członkowskiego, ram na rzecz praworządności, art. 7 Traktatu o Unii Europejskiej, a także niedawno przyjętego rozporządzenia ws. ochrony budżetu Unii”, wprowadzającego mechanizm “pieniądze za praworządność”.

– Przyjęcie rezolucji ws. wolności od tzw. ideologii LGBT lub ‘Regionalnych Kart Praw Rodziny’ wpisuje się w szerszy kontekst zwiększonej dyskryminacji i ataków na społeczność LGBTIQ w Polsce, które obejmują charakteryzowanie różnorodności seksualności, tożsamości i ekspresji jako niebezpiecznej ideologii, narastającą mowę nienawiści ze strony władz publicznych, wybieranych urzędników – w tym ze strony obecnego prezydenta – i prorządowych mediów, a także aresztowania obrońców praw LGBTIQ, ataki na marsze i ich zakazy – stwierdzono w rezolucji.

„Czysta neomarksistowska polityka”

– Rezolucja PE atakuje Samorządową Kartę Praw Rodziny, zarzucając jej, że „wprowadza dyskryminację osób LGBTIQ” i „wpisuje się w szerszy kontekst nasilonej dyskryminacji i ataków na społeczność LGBTIQ w Polsce”. Rzeczywistość: Karta w ogóle nie porusza tematu lgbt – skomentowała za pośrednictwem Mediów Społecznościowych Magdalena Korzekwa-Kaliszuk. – Żadnych postulatów. Żadnej treści. Czysta neomarksistowska polityka. Celem rezolucji jest przemycenie w Preambule serii fałszerstw i selektywnej manipulacji – napisał z kolei mec. Jerzy Kwaśniewski. – Gdy chodzi o rzekome „Strefy wolne od LGBT” Parlament Europejski totalnie ignoruje rzeczywistość – podkreślił.

„Oni świetnie wiedzą, że takich stref nie ma”

– Europosłowie z PO, SLD i PSL głosowali za rezolucją przeciwko nieistniejącym “strefom wolnym od lgbt’. Oni świetnie wiedzą, że takich stref nie ma, ale w imię walki politycznej, gotowi zagranicą opowiadać największe kłamstwa o Polsce i robić nam czarny PR.
Wyjątkowo obrzydliwe – stwierdziła Magdalena Korzekwa-Kaliszuk.

rmf24.pl, twitter

Paweł Rakowski

/ Fot. YouTube/MediaNarodowe

Paweł Rakowski, ekspert ds. Bliskiego Wschodu, na antenie Mediów Narodowych komentował skutki papieskiej pielgrzymki do Iraku. – Znaczenie dla Iraku, jak też dla chrześcijan na Bliskim Wschodzie, też dla pokazania kondycji Kościoła katolickiego w ogóle, ma niebotyczne. W Iraku mieszka mnóstwo wspólnot – powiedział.

  • Niedawno zakończyła się pielgrzymka papieża Franciszka do Iraku.
  • Znaczenie dla Iraku, jak też dla chrześcijan na Bliskim Wschodzie, też dla pokazania kondycji Kościoła katolickiego w ogóle, ma niebotyczne – podkreślił ekspert.
  • Paweł Rakowski zwrócił uwagę na inną perspektywę bliskowschodnich chrześcijan. – To już jest patrzenie o wiele szersze, że my jako chrześcijanie jesteśmy razem – zauważył.
  • Zobacz także: Zamość zawiesza stosunki z Tarnopolem. Poszło o ukraińskiego zbrodniarza

– Przyleciał papież, głowa Kościoła katolickiego na pięć dni i nagle okazało się, że […] jest nadzieja na to, że ten projekt pod tytułem Irak da się utrzymać, że on może być – ocenił. – Przygotowanie tej pielgrzymki, wykonanie jej w sposób logistyczny, że było zapewnione bezpieczeństwo […] to wszystko zostało wykonane perfekcyjnie. To pokazuje, że Irak jako państwo ma przyszłość i jest to najlepszy komunikat dla chrześcijan irackich mieszkających za granicą do tego, że mogą myśleć już o powrocie – stwierdził. – To był jeden z celów pielgrzymki Ojca Świętego do Iraku. To bardzo ważna sprawa – podkreślił. – To pokazuje, jaką potęgą jest Kościół, jaką potęgą jest chrześcijaństwo – zaznaczył.

Ekspert odniósł się też do spotkania papieża Franciszka z ajatollahem Sistanim. – Spotkanie z ajatollahem Sistanim było w wymiarze politycznym. Reguluje te sprawy kodeks dyplomatyczny. Musimy pamiętać o tym, że papież z perspektywy niekatolików to głowa państwa – zaznaczył. – Nie widzę żadnych kontrowersji w tym, że papież spotkał się z Sistanim. Tym bardziej, że są pewne regionalne zależności. Nie można się na to obrażać. W tym wypadku papież jako przywódca państwowy rozmawiał w sferach politycznych. Panowie nie dyskutowali o teologii – podkreślił.

Przemiany na Bliskim Wschodzie

Paweł Rakowski mówił też o przemianach, jakie zaszły wśród chrześcijan w tym regionie. – Na Bliskim Wschodzie, w związku z tym, co się stało, szczególnie w wieku XX i XXI, chrześcijanie różnych obrządków i różnych kościołów historycznych, oni już nie postrzegają żadnych podziałów między wyznaniami. Już nie ma czegoś takiego. Sam rozmawiałem wiele razy z księżmi prawosławnymi i nie było krzty żadnej wrogości, a wręcz przeciwnie – zarówno w Damaszku, jak i też na Synaju czy w Betlejem: “z Polski jesteś? Jesteś z Ziemi Świętej, bo papież” – powiedział. – To jest zupełnie inna percepcja, która nie jest oparta na jakimś ścisłym trzymaniu się swojej barykady. To już jest patrzenie o wiele szersze, że my jako chrześcijanie jesteśmy razem – zauważył.

Kacper Kita

/ Fot. YouTube/MediaNarodowe

23 marca odbędą się wybory parlamentarne w Izraelu. Sytuację w tym kraju komentował gość Mediów Narodowych, Kacper Kita z portalu „Nowy Ład”. – Netanjahu mierzy się z kryzysem, który trwa tak naprawdę od kwietnia 2019 roku, kiedy odbyły się pierwsze z serii czterech już wyborów – podkreślił.

  • Od kwietnia 2019 roku w Izraelu trwa polityczny kryzys, podczas którego doszło do serii wyborów parlamentarnych. Kolejne odbędą się 23 marca.
  • Wcześniej przez 70 lat historii Izraela w ogóle nie było takiej sytuacji, żeby nie można było wyłonić rządu na podstawie wyborów – zwrócił uwagę gość Mediów Narodowych.
  • Wydaje się, że era Netanjahu będzie jeszcze trwała. To jest fenomen – ocenił.
  • Wszyscy główni konkurenci Netanjahu w zbliżających się wyborach byli w przeszłości z nim w rządzie, a w większości także w jego partii.
  • Zobacz także: Zamość zawiesza stosunki z Tarnopolem. Poszło o ukraińskiego zbrodniarza

– Wcześniej przez 70 lat historii Izraela w ogóle nie było takiej sytuacji, żeby nie można było wyłonić rządu na podstawie wyborów. Po każdych wyborach jakaś tam większość się formowała i powstawał rząd – zauważył Kita. – Teraz mieliśmy w kwietniu i wrześniu 2019 roku dwie kolejne sytuacje, w których nie powstawał rząd i były rozpisywane kolejne wybory – zaznaczył. – Później, w kolejnych wyborach, na początku 2020 roku udało się sformować koalicyjny rząd, taki gabinet jedności narodowej, do którego wszedł Netanjahu i jego największy rywal w dwóch poprzednich wyborach, emerytowany generał Beni Ganc – przypomniał.

Czy problemy premiera Izraela oznaczają „koniec ery Netanjahu”? – Jest to bardzo ciekawy moment, kiedy ktoś jest u władzy już tak długo, że jest ewidentnym dominatorem – powiedział gość Mediów Narodowych. Zwrócił uwagę, że wszyscy główni konkurenci Netanjahu w zbliżających się wyborach byli w przeszłości z nim w rządzie, a w większości także w jego partii. – Wydaje się, że era Netanjahu będzie jeszcze trwała. To jest fenomen. Niesamowita jest też jego elastyczność – powiedział Kacper Kita.

Piotr Lisiecki

Piotr Lisiecki / Fot. YouTube/MediaNarodowe

– Zaczyna na rynkach światowych brakować niektórych asortymentów, produktów drobiarskich, przede wszystkim jaj. Stąd bierze się zła wiadomość, którą mam dla wszystkich widzów Mediów Narodowych, że na te święta jaja będą dosyć drogie – poinformował Piotr Lisiecki, prezes Krajowej Izby Producentów Drobiu i Pasz.

  • Robiąc przedświąteczne zakupy należy się spodziewać wysokich cen produktów drobiarskich. Poinformował o tym Piotr Lisiecki, prezes Krajowej Izby Producentów Drobiu i Pasz.
  • O ile gospodarkę w ogóle paraliżuje strach przed koronawirusem, to naszą branżę dotyka w tej chwili zwiększona liczba zachorowań na ptasią grypę – zaznaczył.
  • Rolnictwo, produkcja żywności, to są pewne długie procesy. Jeśli dzisiaj pozwolimy sobie na jakąś nieodpowiedzialną decyzję, to być może dopiero w następnym roku odczujemy jej skutki – zauważył.
  • Zobacz także: Zamość zawiesza stosunki z Tarnopolem. Poszło o ukraińskiego zbrodniarza

– O ile gospodarkę w ogóle paraliżuje strach przed koronawirusem, to naszą branżę dotyka w tej chwili zwiększona liczba zachorowań na ptasią grypę – zaznaczył gość Mediów Narodowych. – To powoduje, że zaczyna na rynkach światowych brakować niektórych asortymentów, produktów drobiarskich, przede wszystkim jaj. Stąd bierze się zła wiadomość, którą mam dla wszystkich widzów Mediów Narodowych, że na te święta jaja będą dosyć drogie. Bierze się to przede wszystkim stąd, że brakuje nam w tej chwili stad, a również stąd, że drastycznie od ubiegłego roku podrożały surowce paszowe, głównie soja paszowa – podkreślił.

– W tej chwili wszystkie produkty drobiarskie drożeją. Jednocześnie, na nieszczęście dla hodowców, ich marża nie rośnie. Po prostu musimy wydać więcej na paszę – zauważył Piotr Lisiecki.

Prezes Krajowej Izby Producentów Drobiu i Pasz podkreślił, że branża z opóźnieniem reaguje na czynniki, jakie wpływają na jej działalność. – Pewne decyzje, które hodowcy podjęli we wrześniu, w październiku, po próbie wprowadzenia tej niesławnej „Piątki Kaczyńskiego”, to one dzisiaj się nam zaczynają odbijać. Dlatego właśnie mamy problemy z pogłowiem, że wspomniana wcześniej ptasia grypa, ale i ta niepewność, którą wprowadziły te zawirowania wokół „Piątki Kaczyńskiego” – powiedział. – Rolnictwo, produkcja żywności, to są pewne długie procesy. Jeśli dzisiaj pozwolimy sobie na jakąś nieodpowiedzialną decyzję, to być może dopiero w następnym roku odczujemy jej skutki – zauważył.