/ Fot. pixabay

Armia USA rozważa zmiany w testach sprawnościowych kadetów, które aktualnie są “neutralne pod względem płci”.

Jak informują media, armia amerykańska rozważą zmiany w teście sprawności bojowej armii (ACTF). Już trzy lata temu zdecydowano o wprowadzeniu testów “neutralnych płciowo” do systemu punktacji. Te jednak okazały się nie dość miarodajne. Teraz jednak pojawiły się problemy, a proponowany, nowy test ACTF 3.0, miałby znów dzielić żołnierzy na mężczyzn i kobiety.

“Kongres nakazał armii zaprzestanie wykonywania ACFT w ramach “ustawy o zezwoleniach na obronę narodową z 2021 r.”, do czasu zakończenia badania w celu zaobserwowania, jak test wpływa na żołnierzy” – czytamy. Co ciekawe, Kongres zdaje się zauważać różnice pomiędzy mężczyznami a kobietami, które należy uwzględniać w testach sprawnościowych. „Wiemy, że istnieje fizjologiczna różnica między mężczyznami i kobietami” – poinformowano.

„Armia musi to uwzględnić i usunąć konkurencję między płciami, w przeciwnym razie Kongres nigdy nie pozwoli na wdrożenie ACFT”. Można więc stwierdzić, iż “mądrość etapu” armii USA uległa zmianie. Nie spodobało się to osobom, które poświęciły czas i siły na “walkę z podziałem”. Jak podaje anonimowe źródło z kręgów wojskowych, toczono “wielką walkę z podziałami na rzecz włączenia” i neutralności. Nowy zamysł Kongresu zupełnie zaprzecza dotychczasowym dążeniom do owej upragnionej, płciowej neutralności.

Wstępne wyniki testów ACTF pokazały dużą lukę między wynikami mężczyzn i kobiet w 2019 r., według Army Times. ACFT miał stać się oficjalnym testem w październiku 2020 r. lecz jego oficjalne wdrożenie zostało przesunięte z powodu COVID-19. Nowy, uwzględniający płeć badanych test ACTF 3.0 podobno „odniesie się do obaw kongresu i grup działania dotyczących różnic między płciami i wskaźnika zdawalności”.

“Są jednak jeszcze inne problemy, którymi należy się zająć” – powiedziała emerytowana kapitan marynarki wojennej i dyrektor spraw rządowych SWAN, Lory Manning. “Kiedy wymyślasz standardy neutralne pod względem płci, a biorą w nich udział mężczyźni i kobiety, którzy nie mogą spełnić standardów – to jest coś nie tak ze standardami” – stwierdziła kapitan Armii USA.

Daily Caller

Jerozolima

Jerozolima / Fot. Pixabay

Izrael ma rozważać umożliwienie swoim obywatelom m.in. podróży do krajów, które akceptują tzw. “zielone paszporty”.

  • Ilość zaszczepionych mieszkańców Izraela stale rośnie.
  • Ministerstwo Zdrowia rozważa pozwolenie obywaelom na podróże zagraniczne i chodzenie bez maseczek.
  • Minister zdrowia zapewnił, iż Izrael nie zostanie “zamknięty” na czas Paschy dzięki “cudowi szczepień”.
  • Przeczytaj również: Kibice Legii wyszli na ulice. Wszystko przez rządowe obostrzenia

Jak informuje The Jerusalem Post, Ministerstwo Zdrowia Izraela rozważa m.in. zdjęcie nakazu noszenia masek w miejscach publicznych. Projekt ma zakładać uwolnienie mieszkańców od obowiązkowego “zamaskowania” w przestrzeni publicznej, celem ożywienia turystyki od kwietnia. Izraelczycy mogliby również zacząć podróżować do innych państw. Plan ma być rozważany ze względu na malejącą liczbę zakażeń w kraju, jak i rosnącą z dnia na dzień liczbę zaszczepionych. Izrael, jako jeden z liderów w kwestii “wyszczepiania” społeczeństwa, podał dwie dawki szczepionki aż 4 milionom obywateli.

Ministerstwo Zdrowia przewiduje, iż zaszczepieni mogliby zacząć wyjeżdżać do Grecji, Gruzji oraz na Cypr, a zatem do państw, które akceptują “zielony paszport”. W zeszłym tygodniu urzędnicy rządowi ogłosili, że Izrael pracuje nad programem ze Stanami Zjednoczonymi, by oba kraje uznawały nawzajem swoje świadectwa szczepień, co umożliwiłoby podróżowanie bez kwarantanny – informuje JP. Podobne rozmowy mają się toczyć się z Chinami, Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi i innymi krajami na całym świecie.

W niedzielę minister zdrowia Yuli Edelstein ogłosił, iż nie ma powodów by obawiać się kolejych restrykcji na święto Paschy. Wszystko to dzięki “cudowi szczepień”. „Nie mamy powodu, by wierzyć, że na czas Paschy w Izraelu nastąpi lockdown” – zaznaczył. „Widzimy bardzo obiecujące dane. Przeżywamy cud, o którym wszyscy marzyliśmy – cud szczepień. Ponad pięć milionów dobrych ludzi poszło i zostało zaszczepionych, a dzięki nim teraz znajdujemy się tutaj” – stwierdził minister.

Jerusalem Post

/ fot. TT/@Beno_ldn

Kilka dni temu w Wielkiej Brytanii doszło do zabójstwa 33-letniej Sarah Everad przez jednego z londyńskich policjantów. Brytyjczycy wyszli wczoraj tłumnie do parku Clapham Common, gdzie doszło do porwania ofiary. Zgromadzony tłum w ciszy modlili się za kobietę zapalając znicze oraz symboliczne kwiaty. Lokalni policjanci, ze względu na epidemię wielokrotnie prosili przebywających tam ludzi o rozejście się do domów. Ostatecznie wywiązały się przepychanki z manifestującymi. Lokalni politycy żądają dymisji na szczeblach londyńskiej policji.

W minioną sobotę do londyńskiego parku Clapham Common przybyły tłumy ludzi opłakujących morderstwo 33-letniej Sarah Everad, która została porwana i zabita przez lokalnego policjanta. Oprócz kwiatów i świec niektórzy mieli ze sobą transparenty, podczas spontanicznych protestów apelowano o zwiększenie bezpieczeństwa.

Służby porządkowe otrzymały rozkaz rozwiązania zgromadzenia, gdyż w Wielkiej Brytanii pomimo kilkudziesięciu milionów zaszczepionych osób, panują ostre przepisy zakazujące publicznych spotkań.

Ostatecznie doszło do przepychanek pomiędzy policją, a znajdującymi się w parku ludźmi, starających się oddać cześć zamordowanej kobiecie. Funkcjonariusze za pomocą siły tłumili zgromadzenie, aresztując przy tym cztery osoby pod zarzutem zakłócania porządku publicznego.

Warto również odnotować fakt, że na miejscu pojawiła się również księżna Kate Middleton, żona przyszłego Króla Wielkiej Brytanii, Wiliama. Nie zważając na obowiązujące restrykcje, bez maseczki złożyła hołd zamordowanej. Na nagraniach widać również, że w jej pobliżu nie byli obecni ochroniarze.

“Chciała złożyć szacunek Sarah i jej rodzinie. Pamięta, jak to było spacerować po Londynie w nocy, zanim wyszła za mąż” – przekazał rzecznik Pałacu Buckingham

Oburzeni Brytyjczycy żądają dymisji w policji

Po ujrzeniu nagrań z sobotnich manifestacji brytyjskie władze oraz lokalni politycy żądają wręcz zdymisjonowania komisarz londyńskiej policji metropolitarnej Cressidy Dick. Do tego głosu dołączyła Minister Spraw Wewnętrznych Priti Patel, która domaga się do końca niedzieli przekazania na jej ręce raportu z przebiegu wieczornych wydarzeń. Z kolei burmistrz Londynu Sadiq Khan oczekuje wyjaśnień od samej komisarz.

“Absolutnie nie chcieliśmy być w pozycji, w której użycie siły było konieczne. Ale zostaliśmy postawieni w tej sytuacji ze względu na nadrzędną potrzebę ochrony bezpieczeństwa ludzi” – przekazała rzecznik policji Helen Ball.

Uprowadzenie i morderstwo

W hrabstwie Kent w dużej, budowlanej torbie znaleziono ludzkie szczątki, w piątek policja poinformowała, że należą one do 33-letniej Sarah Everard. Zwłoki znajdowały się w pobliżu miejscowości Ashford, prawie 100 km od miejsca, w którym Everard była widziana po raz ostatni. Dziewczyna zaginęła 3 marca wieczorem, gdy wracała do domu pieszo od przyjaciółki. Jej zwłoki zidentyfikowano za pomocą dokumentacji dentystycznej.

Podejrzany o morderstwo policjant Wayne Couzens został we wtorek aresztowany, natomiast już w piątek usłyszał zarzut uprowadzenia oraz morderstwa 33-letniej kobiety. Do tej pory jako policjant zajmował się m.in. ochroną placówek dyplomatycznych.

Trzy dni przed zaginięciem Everard miał się obnażyć w jednej z londyńskiej restauracji. Wszczęto dochodzenie, które ma wyjaśnić, czy londyńska policja metropolitalna właściwie zareagowała na wcześniejszy incydent z udziałem Couzensa.

Zatrzymany 48-letni londyński policjant był już dwukrotnie hospitalizowany. W czasie pobytu w areszcie, przebywając sam w celi okaleczył się w głowę. Po ponownym zamknięciu, raz jeszcze skaleczył się w głowę.

wp.pl/interia.pl

Nie jest tajemnicą, że u naszych zachodnich sąsiadów obowiązują mocne ograniczenia gospodarki i życia społecznego. Z tego powodu, Niemcy coraz częściej buntują się wobec rządowych obostrzeń rujnujących wiele przedsiębiorstw. Sobotnie demonstracje przeciwko wprowadzonym restrykcjom zostały brutalnie stłumione przez niemiecką policję.

  • Sobotnie demonstracje w Niemczech przeciwko rządowym restrykcjom zostały rozproszone przez policję
  • W przekazie medialnym niemieckich sił porządkowych funkcjonuje narracja o skrajnej prawicy oraz antyszczepionkowcach
  • Władza centralna wraz z rządami krajów związkowych planuje wprowadzić kolejne ograniczenia
  • Zobacz także: Kibice Legii wyszli na ulice. Wszystko przez rządowe obostrzenia

Wczoraj za naszą zachodnią granicą doszło do manifestacji przeciwko rządowym obostrzeniom. W niektórych niemieckich miastach zgromadziło się po kilka tysięcy demonstrantów zniecierpliwionych panującymi w kraju warunkami.

Według informacji pozyskanych przez agencję AFP od niemieckiej policji, pod budynkiem bawarskiego parlamentu w Monachium zgromadziło się kilka tysięcy osób. Natomiast na półnozno-zachodzie kraju w Dusseldorfie protestowało przeszło 2 tysiące osób. Ponadto w manifestacji wzięła udział ponad setka samochodów kempingowych.

Niemcy zostali stłumieni w brutalny sposób

Sobotnie manifestacje na polecenie lokalnych władz zostały w brutalny sposób stłumione przez niemiecką policję. Zdaniem policyjnych komentatorów na ulicę miały wyjść ludzie z tzw. skrajnej prawicy oraz antyszczepionkowcy. Kładziono również nacisk na niedostosowanie się przez uczestników manifestacji do reżimu sanitarnego. Mieli m.in. nie nosić maseczek ochronnych oraz nie przestrzegać dystansu.

Niemieckie władze oraz eksperci od chorób zakaźnych przestrzegają opinię publiczną przed nadchodzącą trzecia falą epidemii koronawirusa. Przypomniał o tym szef Instytutu im. Roberta Kocha, w wywiadzie dla Stowarzyszenia Dziennikarzy ONZ.

“Mamy bardzo wyraźne powody, by twierdzić, że trzecia fala koronawirusa już się zaczęła. Jesteśmy bardzo zaniepokojeni” – stwierdził Lothar Wieler

Obostrzenia w Niemczech są surowe, gdyż bary, restauracje, obiekty kulinarne i sportowe oraz sklepy pozostają zamknięte od wielu miesięcy. Agencja AFP informuje, że kanclerz Angela Merkel oraz przywódcy 16 krajów związkowych mają w najbliższym czasie rozważyć podjęcie możliwych nowych środków przeciwepidemicznych 22 marca.

gazetaprawna.pl

Prof. Włodzimierz Gut.

/ fot. TT/@RodzinaKatolic1

Profesor Włodzimierz Gut w swoim ostatnim wywiadzie z całą stanowczością stwierdził, że koronawirus pozostanie z ludzkością na zawsze. Nie widzi również innej możliwości niż masowe szczepienia. Jego zdaniem nie ma także żadnych przeciwwskazań do niemoralnych działań koncernów farmaceutycznych na wzór innych korporacji.

Popularny w mediach warszawski wirusolog wypowiedział się ostatnio na temat szans na całkowite pokonanie epidemii spowodowanej wirusem SARS-CoV-2. Stanowczo obala on teorie o całkowitej eliminacji koronawirusa, podkreślając, że jedyną szansą jest uzyskanie odporności za pomocą wyprodukowanych przez koncerny farmaceutyczne szczepionek.

“Do samoeliminacji koronawirusa raczej nie dojdzie, ponieważ każda populacja tego wirusa składa się z wielu mutacji. W różnych zatem wariantach będzie on z nami obecny” – zauważył profesor.

Profesor Gut wyjaśnił działanie wirusów 

Wirusolog dał do zrozumienia, że koronawirus jest zlepkiem różnych mutacji – “Ten wirus to “mieszanina” mutacji. W trakcie jego namnażania to nie jest duplikacja, jak w innych organizmach, lecz przepisywanie na jednej tzw. matrycy całej serii cząsteczek, z częstością błędów jeden na tysiąc nukleotydów” – powiedział.

“W związku z tym tworzy się taka populacja cząsteczek zawierająca tysiące błędów. Część z nich jest eliminowana przez właściwości kodu genetycznego, a część przestaje być aktywna, bo nie jest w stanie się namnażać, są to tzw. cząstki defektywne. Reszta szuka następnych komórek i w każdej komórce ten proces się powtarza” – wyjaśnił ekspert.

Specjalista zwraca również uwagę na fakt, że powstania nowych wariantów SARS-CoV-2 nie można porównywać do zmian, jakie zachodzą w przypadku wirusa grypy. Wyjaśnia, że wirus grypy to wirus segmentowany, czyli jego genom występuje w kawałkach, które się mieszają. Natomiast kolejne mutacje koronawirusa powstają w procesie jego replikacji, w sposób naturalny. W rezultacie cały czas pojawiają się więc nowe typu patogenu.

Szczepionka na koronawirusa chroni przed różnymi mutacjami?

Wbrew powszechnej opinii, obecne na rynku szczepionki na COVI-19 mają zdaniem wirusologa chronić człowieka w równym stopniu przed każdą mutacją.

“Pocieszające jest, że szczepionka – indukując odporność na jedno białko koronawirusa – zabezpiecza przed nim. Może się to zmieniać w procentach, w jedną lub drugą stronę, ale będzie zabezpieczała przed różnymi wariantami tego patogenu” – stwierdził.

Wyraził także nadzieję, że przygotowany przez Unię Europejską oraz polski rząd plan zaszczepienia jak najszerszej liczby osób przyspieszy. Jako przykład prawidłowego działania podał Izrael, gdzie zaszczepiło się już kilka milionów osób.

Zaznacza także, że prawdopodobieństwo zakażenia się różnymi wariantami wirusa praktycznie nie istnieje, gdyż choroba postępuje w podobny do siebie sposób – “U danego osobnika zakaża zawsze jeden z koronawirusów – i nie ma większego znaczenia, jaki on jest. Przebieg zakażenia i choroby jest podobny, może być jedynie z innym nasileniem. Niebezpieczeństwo byłoby dopiero wtedy, gdyby poszczególne warianty wywoływały inne choroby” – przestrzegał prof. Gut.

Koncerny farmaceutyczne liczą się jedynie z zyskiem

W rozmowie dla “Polska The Times” prof. Włodzimierz Gut ubolewał nad sposobem zakupu szczepionek. Działania Unii Europejskiej są według niego niezrozumiałe, gdy te nie pozwalają one na samodzielny zakup szczepionek przez poszczególne kraje członkowskie. Koncerny farmaceutyczne wycofują się z zeszłorocznej umowy zawartej z UE, która z perspektywy biznesowej nie jest dla nich korzystna.

“Pfizer zawarł w lipcu porozumienia z Unią Europejską – 16 dolarów za dawkę. A na wolnym rynku, ci, którzy kupują od Pfizera, płacą mu 56 dolarów” – zauważył. Postawił się również w obronie tych koncernów i jednoznacznie dał do zrozumienia, że kraje powinny same za większe pieniądze kupować szczepionki.

Przeprowadzająca z nim wywiad Anita Czupryn nie kryła zdziwienia z takiej postawy swojego rozmówcy, dopytując go dalej, czy nie widzi on w takim postępowaniu złego działania.

“A który biznes jest w porządku? Biznes się opiera na zysku” – dziennikarka w odpowiedzi, stwierdziła, że umowa jest dla biznesmenów niejaką świętością, której należy przestrzegać, co profesor odebrał z przerażającą szczerością – “Dobrze, że pani się nie zajmuje biznesem”.

wp.pl/polskatimes.pl

Kibice Legii pod stadionem drużyny w Warszawie.

/ Fot. Twitter

Podczas wczorajszego meczu Ekstraklasy między Legią Warszawa a Wartą Poznań w okolicach stadionu przy ul. Łazienkowskiej protestowali kibice. Jak podaje Polsat News manifestacja to element ogólnopolskiej akcji kibiców, którzy domagają się otwarcia stadionów. Tłumne zebranie sympatyków Legii było pierwszym protestem na tak dużą skalę.

  • Kibice Legii protestowali w sobotę pod stadionem swojej drużyny w Warszawie.
  • Przy ulicy Łazienkowskiej zgromadził się ponad tysiąc osób.
  • Jak podaje Polsat News manifestacja to element ogólnopolskiej akcji kibiców, którzy domagają się otwarcia stadionów. Tłumne zebranie sympatyków Legii było pierwszym protestem na tak dużą skalę.
  • Zobacz także: Lisicki o obostrzeniach: Po roku tej histerii jesteśmy w tym samym punkcie [WIDEO]

Według przekazywanych przez media informacji, w sobotę pod stadionem Legii pojawiło się między tysiącem, a dwoma tysiącami kibiców warszawskiej drużyny. Głośno dopingowali swój klub podczas odbywającego się wówczas meczu Ekstraklasy. Pojawiły się też flagi, transparenty, race, petardy hukowe, a nawet sztuczne ognie.

O wyjście na ulice apelowała już trzy tygodnie temu grupa kibiców Legii przedstawiająca się jako „Nieznani Sprawcy”. – Protestowali niemal wszyscy, pod głupszymi czy mądrzejszymi powodami, ale protestowali – takie święte prawo Polaka, że mu się musi nie podobać. Protestuje się wszędzie, w domu, w lidlu, pod ministerstwem rolnictwa, w internecie, czy też na tak zwanej ulicy. Dlatego czas, abyśmy my, kibice Legii Warszawa, takie zdanie w naszej sprawie wyrazili. Nie w internecie, nie poprzez nasmarowanie na kawałku prześcieradła napisu, który totalnie nic nie zmienia i nikogo nie obchodzi. Czas, abyśmy głośno powiedzieli, co uważamy o zamkniętych stadionach i jak bardzo potrzebujemy na nie wrócić. Abyśmy przypomnieli, że jesteśmy i domagamy się rozsądnego powrotu do normalności. Jako obywatele mamy do tego prawo i czas z tego prawa skorzystać – napisali.

sport.pl, polsatsport.pl, twitter.com

Joe Biden

Joe Biden / Fot. Gage Skidmore/Wikimedia Commons

– Wielu ewangelików i katolików podjęło ryzyko, by publicznie poprzeć Bidena. Prezydent Biden i Demokraci muszą uhonorować ich odwagę – napisała w liście grupa Evangelicals for Biden. – Czujemy się wykorzystani i zdradzeni i nie mamy zamiaru po prostu przyglądać się tego rodzaju wysiłkom z boku – stwierdzili.

  • Przedstawiciele grupy Evangelicals for Biden wystosowali list do prezydenta USA.
  • Czują się zdradzeni przez Joe Bidena w kwestii aborcji.
  • Jako liderzy pro-life w ewangelickiej społeczności, publicznie poparliśmy kandydaturę prezydenta Bidena rozumiejąc, że będzie zaangażowany z nami w kwestii aborcji, a zwłaszcza utrzymania poprawki Hyde’a – podkreślili.
  • Zobacz także: Republikanie naciskają na Bidena. Chcą ostrzejszych działań ws. Nord Stream 2

Poszło o kwestię aborcji. Autorzy listu podkreślili, że obiecali poprzeć prezydenta Joe Bidena pod warunkiem, że będzie on pracował nad znalezieniem „wspólnej płaszczyzny porozumienia” z większością Amerykanów w tej sprawie. Demokraci w ostatnim czasie doprowadzili do uchylenia tzw. poprawki Hyde’a, obowiązującej od 1976 roku, blokującej finansowanie aborcji z pieniędzy podatników. Według sondaży większość Amerykanów, w tym wielu wyborców Demokratów, nie chce, by ich podatki szły na zabijanie nienarodzonych.

Biden i liderzy Demokratów próbują zmusić podatników do finansowania zabijania nienarodzonych dzieci podczas aborcji poprzez nowy projekt ustawy o pomocy finansowej w związku z COVID-19. – Jesteśmy bardzo rozczarowani wyłączeniem z pakietu ulg COVID-19 poprawki Hyde’a, długoletniej dwupartyjnej polityki, która zapobiega finansowaniu aborcji przez podatników – napisali w liście przedstawiciele Evangelicals for Biden. – Jesteśmy jeszcze bardziej zdenerwowani, że administracja Bidena popiera tę ustawę. Jako liderzy pro-life w ewangelickiej społeczności, publicznie poparliśmy kandydaturę prezydenta Bidena rozumiejąc, że będzie zaangażowany z nami w kwestii aborcji, a zwłaszcza utrzymania poprawki Hyde’a – podkreślili.

Poprawka Hyde’a obowiązuje od 1976 roku i do niedawna cieszyła się silnym, dwupartyjnym poparciem w Kongresie. Według Instytutu Charlotte Lozier uratowała ona przed aborcją około 2,4 miliona dzieci.

lifenews.com

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Youtube//MediaNarodoweInfo

– Nadszedł moment, w którym Republikanie muszą jasno powiedzieć, że uważamy aborcję za morderstwo – uznał członek teksańskiej Izby Reprezentantów Bryan Slaton. Złożył w tej sprawie projekt ustawy. Wedle niego dokonanie aborcji byłoby traktowane jako forma napaści lub morderstwa. W Teksasie te czyny zagrożone są karą śmierci.

  • Republikański polityk złożył projekt ustawy, wedle którego aborcja byłaby traktowana jako napaść lub morderstwo i groziłaby za nią kara śmierci.
  • Jego zdaniem projekt „zakończy dyskryminującą praktykę zabijania niewinnych dzieci” i „zagwarantuje ochronę prawną wszystkim Teksańczykom, bez względu na wiek”.
  • Złożony przez polityka projekt zobowiązuje prokuratora stanowego do egzekwowania przepisów „bez względu na inne ustawy, regulacje, traktaty i decyzje sądu”.
  • Zobacz także: Powszechna antykoncepcja, „edukacja seksualna” i tabletki „dzień po”. Biją rekord ilości aborcji

– Dzisiaj złożyłem (projekt ustawy – red.) HB 3326, by zakazać aborcji w Teksasie – przekazał polityk na Twitterze. Jego zdaniem projekt „zakończy dyskryminującą praktykę zabijania niewinnych dzieci” i „zagwarantuje ochronę prawną wszystkim Teksańczykom, bez względu na wiek”. W wydanym oświadczeniu Slaton dodał, że wszyscy Republikanie „muszą jasno powiedzieć, że traktują aborcję jak morderstwo”. – Nienarodzone dzieci umierają częściej niż pacjenci chorzy na COVID, ale nikt w Teksasie nie bierze tego na poważnie – podkreślił.

Złożony przez polityka projekt zobowiązuje prokuratora stanowego do egzekwowania przepisów „bez względu na inne ustawy, regulacje, traktaty i decyzje sądu”. Inicjatywa spotkała się z krytyką przedstawicieli Demokratów. – Prawo wyboru jest prawem każdego człowieka. Kropka – napisano na oficjalnym twitterowym profilu teksańskich Demokratów.

polsatnews.pl

Gazociąg Nord Stream.

Rurociąg Nord Stream. / Fot. unian.info

Republikańscy politycy naciskają na prezydenta USA Joe Bidena, aby jego administracja zintensyfikowała działania w celu zablokowania Nord Stream 2. Ich zdaniem „zdecydowanym oświadczeniom administracji amerykańskiej, sprzeciwiającym się rurociągowi, nie towarzyszą zdecydowane działania”.

  • Republikanie naciskają na Bidena. Oczekują zintensyfikowania działań na rzecz zablokowania Nord Stream 2.
  • Wystosowali w tej sprawie list do sekretarza stanu Antony’ego Blinkena.
  • Dokument nie jest pierwszym przypadkiem nacisku na administrację Bidena. Wcześniej senator Partii Republikańskiej Ted Cruz wstrzymał głosowanie nad zatwierdzeniem Williama Burnsa na stanowisko dyrektora CIA, popieranego przez Bidena, żądając zintensyfikowania działań na rzecz powstrzymania budowy gazociągu.
  • Zobacz także: Konserwatyści dyskryminowani na uniwersytetach. Naukowiec przedstawił badania

W liście adresowanym do sekretarza stanu Antony’ego Blinkena liderzy Republikanów w Komisji Spraw Zagranicznych Izby Reprezentantów podkreślają swoje obawy odnośnie do budowy Nord Stream 2. Wytykają, że deklaracje administracji Joe Bidena rozmijają się z działaniami. – Obawiamy się, że tę rozbieżność można wytłumaczyć tylko chęcią pozostawienia miejsca na porozumienie tylnymi drzwiami z Niemcami – stwierdzają w liście.

W liście Republikanie sugerują, że Biden mógłby zrezygnować z nakładania sankcji, gdyby Niemcy zobowiązały się np. do inwestowania w europejską infrastrukturę energetyczną. Ich zdaniem byłoby to naruszeniem amerykańskich i europejskich interesów w zakresie bezpieczeństwa. Ponadto twierdzą, że stałoby to w sprzeczności do konstytucyjnych prerogatyw Kongresu.

Autorzy listu uznali, że w ewentualnych negocjacjach ws. Nord Stream 2 powinny brać udział państwa Europy Środkowowschodniej. Dokument nie jest pierwszym przypadkiem nacisku na administrację Bidena. Wcześniej senator Partii Republikańskiej Ted Cruz wstrzymał głosowanie nad zatwierdzeniem Williama Burnsa na stanowisko dyrektora CIA, popieranego przez Bidena, żądając zintensyfikowania działań na rzecz powstrzymania budowy gazociągu.

Partia Demokratyczna deklaruje swoje krytyczne stanowisko wobec Nord Stream 2. Joe Biden przekonuje, że jest przeciwnikiem NS2, który jest „złym projektem dla Europy”.

euroactiv.pl

Laptop.

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. unsplash.com

– Nie będziesz potrzebował YouTube’a. Nie będziesz potrzebował tych miejsc – zapowiedział prezes MyPillow Mike Lindell, wspierający Trumpa, który został wykluczony z Twittera za szerzenie teorii spiskowych związanych z wyborami. – Każdy pojedynczy influencer z całej planety będzie mógł się tam pojawić. Będziesz miał platformę do wypowiadania się – powiedział.

  • Prezes MyPillow Mike Lindell zapowiedział powstanie nowej, niezależnej platformy społecznościowej.
  • Nie będziesz potrzebował YouTube’a. Nie będziesz potrzebował tych miejsc – stwierdził, atakując internetowych gigantów.
  • Nowa platforma społecznościowa może wystartować w ciągu „czterech lub pięciu tygodni”.
  • Zobacz także: Konserwatyści dyskryminowani na uniwersytetach. Naukowiec przedstawił badania

– To nie będzie po prostu taki mały Twitter – zapowiedział Lindell. Jego firma MyPillow zajmuje się produkcją poduszek. Teraz będzie miał okazję wykazać się w innej branży. Lindell powiedział, że prace nad stroną trwały przez cztery lata. W trakcie podcastu prowadzonego przez Charlie Kirk, biznesmen zapowiedział, że nowa platforma społecznościowa może wystartować w ciągu „czterech lub pięciu tygodni”, ale także, że może wystartować w „10 dni”. Dodał, że nie może jeszcze zdradzić jej nazwy.

W styczniu Lindell został usunięty z Twittera, a w lutym zarówno YouTube, jak i Vimeo usunęły dwugodzinny film “Absolute Proof”, który nakręcił na temat wyborów. Lindell stwierdził w trakcie podcastu, że jego film obejrzało 140 milionów ludzi. Lindell w rozmowie odnosił się do rozmaitych dużych platform – oprócz Twittera i YouTube krytyka z jego strony spadła też na Google i Wikipedię. – Uruchamiamy tę dużą platformę, aby wszystkie głosy naszego kraju mogły wrócić i zacząć opowiadać, jak to jest – powiedział.

Problemy z powodu poglądów

Firma Dominion, zajmująca się maszynami do głosowania, złożyła w zeszłym miesiącu pozew o zniesławienie na kwotę 1,3 miliarda dolarów przeciwko Lindellowi, który rozpowszechniał teorię spiskową twierdząc, że technologia Dominionu zmieniła głosy z Donalda Trumpa na Joe Bidena.

W odpowiedzi na poparcie przez Lindella teorii fałszerstwa wyborczego, sprzedawcy detaliczni zerwali więzi z MyPillow. Lindell powiedział, że 22 sprzedawców detalicznych przestało sprzedawać jego poduszki. Poinformował, że spodziewa się, że firma straci około 65 milionów dolarów przychodów w tym roku z powodu wycofania produktów przez detalistów.

businessinsider.com, twitter.com