Szczepienie na koronawirusa.

Szczepienie na koronawirusa. / Fot. Pixabay

Prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie nieprawidłowości, do jakich mogło dojść w prywatnym domu seniora w Woli Czołnowskiej na Lubelszczyźnie, gdzie w wyniku zakażenia koronawirusem zmarło jedenastu pensjonariuszy. Z zarzutami nie zgadza się właścicielka ośrodka.

  • 11 osób z domu seniora „A w sercu maj” w Woli Czołnowskiej zmarło w związku z koronawirusem.
  • Wojewoda lubelski zarzuca władzom ośrodka nieprawidłowości. Prokuratura wszczęła śledztwo w tej sprawie.
  • Zarzuty odpiera właścicielka ośrodka. – Moim zdaniem przyczyny, tego, co się stało należy szukać gdzie indziej – podkreśliła.

Na początku lutego w domu seniora „A w sercu maj” w Woli Czołnowskiej (powiat puławski) doszło do serii zgonów związanych z wykrytym w ośrodku ogniskiem koronawirusa. Zgony rozpoczęły się niedługo po przyjęciu przez podopiecznych pierwszej dawki szczepionki. W drugiej połowie lutego rzeczniczka wojewody lubelskiego poinformowała, że w wyniku prowadzonych czynności nie stwierdzono podstaw do bezpośredniego łączenia zgonów pensjonariuszy placówki z faktem przyjęcia przez nich pierwszej dawki szczepionki. Ponadto, zdaniem urzędników zachowanie personelu domu seniora było tak dalece nieprofesjonalne, że mogło dojść do popełnienia przestępstwa.

Aktualnie prokuratura, zawiadomiona przez wojewodę, prowadzi śledztwo w tej sprawie. Zarzuty odpiera właścicielka ośrodka. – Proszę mi wierzyć, że robiliśmy wszystko, co w naszej mocy, żeby dbać o zdrowie i bezpieczeństwo naszych pensjonariuszy. W mediach zostaliśmy opisani tak, jakbyśmy nie mieli serca. A przecież naszych seniorów znaliśmy i opiekowaliśmy się nimi od lat. Staraliśmy się chronić ich także przed koronawirusem, co przez długi czas z powodzeniem nam się udawało – powiedziała Agata Szczurek. – Mieliśmy kontrolę sanepidu, a jej protokół nie wskazuje na żadne nieprawidłowości. Moim zdaniem przyczyny, tego, co się stało należy szukać gdzie indziej – podkreśliła.

Tylko ciągu nocy z 4 na 5 lutego zmarło troje podopiecznych placówki. Do poniedziałku, 8 lutego, zmarło dziewięcioro pensjonariuszy. Obecnie media lokalne informują o łącznie 11 zgonach.

dziennikwschodni.pl

Rząd Francji odmawia stosowania wyroku TSUE ws. przechowywania danych. Francuski rząd uznaje wyrok za wykraczający poza kompetencje UE, naruszający francuską konstytucję, bezpieczeństwo narodowe i porządek publiczny oraz poza-traktatowe działanie TSUE.

  • Francuski rząd zwrócił się do najwyższego sądu administracyjnego w kraju – Rady Stanu – o niestosowanie się do orzeczenia TSUE.
  • W październiku Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej orzekł, że krajowe zasady przechowywania danych, w tym francuskie, nie są zgodne z prawem UE.
  • Francja zamierza ominąć sąd UE, argumentując, że orzeczenie jest sprzeczne z „tożsamością konstytucyjną” kraju.
  • Zwolennicy systemów przechowywania danych argumentują, że muszą mieć dostęp do informacji w celu prowadzenia dochodzeń, podczas gdy obrońcy praw cyfrowych obawiają się, że systemy te w rzeczywistości sprowadzają się do masowej inwigilacji.
  • Zobacz także: Indyjskie władze nieprzychylne kryptowalucie. Zostanie zaostrzone prawo

Jak poinformowało POLITICO, francuski rząd zwrócił się do najwyższego sądu administracyjnego w kraju – Rady Stanu – o niestosowanie się do orzeczenia TSUE. W październiku Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej orzekł, że krajowe zasady przechowywania danych, w tym francuskie, nie są zgodne z prawem UE. Teraz sprawa wraca do Rady Stanu Francji, która będzie musiała podjąć decyzję w tej kwestii. Francja zamierza ominąć sąd UE, argumentując, że orzeczenie jest sprzeczne z „tożsamością konstytucyjną” kraju.

Pojęcie „tożsamości konstytucyjnej”, wprowadzone po raz pierwszy w 2006 roku i od tego czasu rzadko używane, może być przywoływane w celu uniknięcia stosowania prawa UE na poziomie krajowym. Francja stwierdziła również, że TSUE nie powinien orzekać w sprawach związanych z bezpieczeństwem, które pozostają w gestii państw członkowskich.

Niebezpieczny precedens?

– To może być bardzo niebezpieczne dla europejskiego porządku prawnego. Jeśli Rada Stanu bardzo otwarcie powie, że sąd UE nie miał racji, to otworzy puszkę Pandory – stwierdził Theodore Christakis, profesor prawa międzynarodowego i europejskiego na Uniwersytecie Grenoble Alpes. – Co stanie się z krajami, które mają problemy z praworządnością? To otwarte zaproszenie do użycia tego samego rodzaju argumentów, by ominąć decyzje europejskiego sądu – ocenił.

W sprawie przechowywania danych chodzi o granice ochrony bezpieczeństwa przez instytucje państwa w kontekście prywatności użytkowników. Zwolennicy takich systemów argumentują, że muszą mieć dostęp do informacji w celu prowadzenia dochodzeń, podczas gdy obrońcy praw cyfrowych obawiają się, że systemy te w rzeczywistości sprowadzają się do masowej inwigilacji.

politico.eu, twitter.com

– Nie jest dozwolone udzielanie błogosławieństwa związkom, także stałym związkom partnerskim, które zakładają praktykowanie seksualności poza małżeństwem, (czyli poza nierozerwalnym związkiem mężczyzny i kobiety, który sam w sobie jest otwarty na przekazywanie życia), jak to ma miejsce w przypadku związków między osobami tej samej płci – poinformowała Kongregacja Nauki Wiary. Stanowisko katolickiej instytucji zaaprobował papież Franciszek.

  • Kongregacja Nauki Wiary podkreśliła, że nie można błogosławić związkom „które zakładają praktykowanie seksualności poza małżeństwem, (czyli poza nierozerwalnym związkiem mężczyzny i kobiety, który sam w sobie jest otwarty na przekazywanie życia), jak to ma miejsce w przypadku związków między osobami tej samej płci”.
  • Katolicka instytucja zauważyła, że „w niektórych obszarach kościelnych” rozpowszechniają się propozycje błogosławieństw dla związków osób tej samej płci.
  • Kongregacja wezwała wspólnotę chrześcijan i duszpasterzy do „przyjmowania z szacunkiem i delikatnością osób o skłonnościach homoseksualnych” i do znalezienia „najbardziej odpowiednich sposobów, zgodnych z nauczaniem Kościoła, aby głosić im pełnię Ewangelii”.
  • Zobacz także: Kara śmierci za aborcję. Polityk złożył projekt ustawy

– Nie istnieje żadna podstawa do porównywania czy zakładania analogii, nawet dalekiej, między związkami homoseksualnymi a planem Bożym dotyczącym małżeństwa i rodziny – podkreśliła Kongregacja Nauki Wiary w wydanym dokumencie. – Obecność w takich związkach elementów pozytywnych, które same w sobie zasługują na uznanie i docenienie, nie może jednak ich usprawiedliwić i w ten sposób uczynić z nich prawowitego przedmiotu błogosławieństwa kościelnego, ponieważ elementy te służą związkowi, który nie jest ukierunkowany według zamysłu Stwórcy – zaznaczono.

Jak zauważono, „w niektórych obszarach kościelnych” rozpowszechniają się propozycje błogosławieństw dla związków osób tej samej płci. Są one nierzadko, jak zreferowała Kongregacja, „motywowane szczerym pragnieniem przyjęcia i towarzyszenia osobom homoseksualnym, którym proponuje się drogi wzrostu w wierze, aby osoby o skłonności homoseksualnej miały konieczną pomoc w zrozumieniu i pełnej realizacji woli Bożej w ich życiu”.

Nie można błogosławić grzechowi

Kongregacja Nauki Wiary podkreśliła, że „aby być w zgodzie z naturą sakramentaliów, kiedy wzywa się błogosławieństwa dla jakichś relacji międzyludzkich, konieczne jest – oprócz właściwej intencji uczestniczących w tym osób – aby to, co jest błogosławione, było obiektywnie i pozytywnie ukierunkowane na otrzymanie i wyrażenie łaski, w funkcji planów Boga wpisanych w stworzenie i w pełni objawionych przez Chrystusa Pana”.

Kongregacja wezwała wspólnotę chrześcijan i duszpasterzy do „przyjmowania z szacunkiem i delikatnością osób o skłonnościach homoseksualnych” i do znalezienia „najbardziej odpowiednich sposobów, zgodnych z nauczaniem Kościoła, aby głosić im pełnię Ewangelii”.

interia.pl

/ Fot. Twitter

Według szacunków policji, kilkuset chuliganów zgromadziło się na ulicach belgijskiego Liege, „dokonując rozbojów, kradzieży i zniszczeń”. Zamieszki wybuchły przy okazji manifestacji pod hasłem „Black Lives Matter”.

  • Zamieszki pod hasłem „Black Lives Matter” wybuchły w belgijskim mieście Liege.
  • Sobotnie akty agresji i chuligaństwa poniosły za sobą dziewięć rannych osób, w tym pięciu policjantów, a także zdemolowane sklepy i restaurację McDonald’s.
  • W starciach demonstrujących z policją brało udział, według szacunków funkcjonariuszy, około 200-300 chuliganów. Dokonano zatrzymać części agresywnych osób.
  • Według informacji przekazanych przez agencję AFP, do demonstracji doszło w reakcji na przesłuchanie przez policję kobiety pochodzącej z Angoli pod zarzutem organizowania „rebelii”. Oskarżyła ona następnie funkcjonariuszy o rasizm i stosowanie wobec niej przemocy. Policja odrzuciła te oskarżenia jako bezpodstawne.
  • Zobacz także: Aktywista BLM usłyszał zarzuty. Wydał 450 tys. USD ze zbiórek na luksusowe zachcianki

W starciach demonstrujących z policją rannych zostało dziewięć osób, w tym pięciu policjantów. Zamieszki zgromadziły, według szacunków belgijskiej policji około 200-300 chuliganów. Dokonano zatrzymać części agresywnych osób.

Ofiarą manifestujących pod hasłem „Black Lives Matter” padły niektóre sklepy i restauracja McDonald’s. Zostały zdemolowane i splądrowane. Podobne przypadki są charakterystyczne dla działań „Black Lives Matter” w USA.

Według informacji przekazanych przez agencję AFP, do demonstracji doszło w reakcji na przesłuchanie przez policję kobiety pochodzącej z Angoli pod zarzutem organizowania „rebelii”. Oskarżyła ona następnie funkcjonariuszy o rasizm i stosowanie wobec niej przemocy. Policja odrzuciła te oskarżenia jako bezpodstawne.

interia.pl

Sebastian Kaleta

Sebastian Kaleta zabrał głos w sprawie sytuacji w Holandii. / fot. TT/@Magmag77711777

W minioną sobotę Polacy byli świadkami zapowiedzenia przez rząd programu politycznego dla kraju o nazwie “Polski Nowy Ład”. Plan ten przedstawia założenia, jakie mają zostać wdrożone po epidemii koronawirusa. Jednakże największe zagrożenie idzie do naszego kraju z zachodniej Europy. Tylko w ubiegły weekend holenderska policja w Hadze postanowiła walczyć z ludźmi nieprzestrzegających zasad reżimu.

  • Zachodnie rządy wprowadzają światowy ład jako nowy wyznacznik “sukcesu” w walce z epidemią
  • Wszelkie demonstracje przeciwko restrykcjom są często tłumione w bardzo agresywny sposób
  • W Holandii rozpoczynają się trwające trzy dni wybory parlamentarne, które wyłonią nowy rząd
  • Zobacz także: Niemcy mają dość obostrzeń. Policja brutalnie tłumi demonstracje

Europejczycy coraz częściej zadają sobie pytanie na czym polega u nich demokracja. Należy zauważyć znaczący wzrost policyjnej agresji wobec często postronnych oraz zwykłych ludzi korzystających ze swoich demokratycznych praw do wyrażania opinii. Jednakże epidemia koronawirusa uwydatnia wśród nie tylko europejskich władz, najgorszą twarz przypominającą słusznie minione czasy.

Tylko w ubiegły weekend w Niemczech oraz w Holandii dochodziło do masowych protestów przeciwko rządowym ograniczeniom gospodarczym i społecznym. Zachodnioeuropejskie służby porządkowe na rozkaz swoich przełożonych oraz rządowych ministrów wprowadzają nowy ład za pomocą pałek policyjnych, opancerzonych wozów i innego rodzaju środków bezpośredniego przymusu.

Światowy i krwawy nowy porządek

Holenderskie manifestacje w Hadze przeciwko restrykcjom zgromadziły kilkutysięczny tłum. Ostre restrykcje zakazują publicznych zgromadzeń, więc należało oczekiwać szybkiego przyjazdu lokalnej policji. Funkcjonariusze przy pomocy koni policyjnych tratowali niezadowolonych z władzy Marka Rutte, zdarzały się również przypadki, gdzie funkcjonariusze ubrani po cywilnemu popychali osoby w kierunku nadjeżdżającego radiowozu.

Na jednym z nagrań można zobaczyć brutalną interwencję funkcjonariusza policji, który przy użyciu pałki zaczął bić jednego z protestujących. Widać również tryskającą krew z leżącego na ziemi człowieka, gryzionego jednocześnie przez psa policyjnego.

Pochodzący Hagi, holenderski parlamentarzysta Wybren van Haga, w swim wpisie na Twitterze pytał się rządzących oraz burmistrza miasta jakie były rozkazy wydane policji. Pokazał on także nagranie, gdzie policjant w przebraniu cywilnym popycha w kierunku radiowozu protestującego.

Dziś ruszyły wybory parlamentarne

Najciekawszym elementem w holenderskiej układance politycznej jest fakt, że Premier Mark Rutte, który kilka miesięcy temu podał się do dymisji ma szansę na uzyskanie reelekcji. Społeczeństwo pomimo okrutnego reżimu, zaakceptowało w większości, wręcz opresyjne ograniczenia tłumacząc powód ich wprowadzenia epidemią koronawirusa.

Warto odnotować, że dzisiaj ruszyły w Holandii wybory parlamentarne, które wyłonią nowy skład. Potrwają one wyjątkowo, aż trzy dni, gdzie blisko 13 milionów Holendrów zadecyduje o dalszym losie kraju.

Największą popularnością w sondażach cieszy się obecnie rządzące ugrupowanie Partia Ludowa na rzecz Wolności i Demokracji (VVD), które może uzyskać 39 miejsc w Tweede Kamer. Drugie miejsca zajmuje antyimigrancka Partia na rzecz Wolności (PVV) Geerta Wildersa z 22 mandatami. Podium zamyka Apel Chrześcijańsko-Demokratyczny (CDA), którego liderem jest Wopke Hoekstra z 19 mandatami.

digi24.ro/Radio Maryja/Media Narodowe

Flaga ONZ

Flaga ONZ / fot. msz.gov.pl

Fundusz Ludnościowy ONZ opublikował przewodnik dotyczący wdrażania ideologicznych treści w ramach „nauczania pozaszkolnego”. Publikacja jest częścią programu mającego zapewnić dostęp do edukacji seksualnej uczniom, którzy mają ograniczoną możliwość uczęszczania do szkoły, np. korzystających z edukacji domowej. Część edukatorów ma być wybierana z grupy rówieśniczej uczniów. Może to znacznie ograniczyć prawo rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami. Instytut Ordo Iuris przygotował analizę tego dokumentu, w którym wskazuje, że stosowanie proponowanej przez Fundusz edukacji seksualnej ma odmienne skutki niż sugerowane przez przewodnik. Zauważalny jest wzrost liczby aborcji dokonywanych przez nieletnich, liczby przestępstw seksualnych oraz występowania chorób wenerycznych.

PRZECZYTAJ ANALIZĘ – LINK

Opublikowany dokument stanowi uzupełnienie przewodnika po tzw. „comprehensive sexuality education” (CSE), opublikowanego przez UNESCO w 2018 roku. Pomimo wyrażonego podczas Zgromadzenia Ogólnego sprzeciwu licznych państw wobec uczynienia permisywnej edukacji seksualnej międzynarodowym standardem, Fundusz Ludnościowy (UNFPA) nie ustaje w próbach jej promowania na wszystkich możliwych szczeblach. Celem nowego przewodnika jest realizowanie programu tzw. out-of-school CSE, mającego zapewnić dostęp do edukacji seksualnej dzieciom i młodzieży, także tym, które z różnych przyczyn mają ograniczoną możliwość uczęszczania do szkoły (np. uczących się w ramach edukacji domowej). Proponowana w nim wizja permisywnej edukacji seksualnej oparta została wprost na ideologicznej i oderwanej od wiedzy naukowej koncepcji gender oraz tzw. „prawach seksualnych i reprodukcyjnych” niemających umocowania w obowiązującym prawie.

Autorzy sami przyznają, że „genderowa” koncepcja seksualności nie jest powszechnie akceptowana w szkołach. Pozaszkolne prowadzenie programu ma umożliwić ominięcie szkolnych programów edukacyjnych, które ograniczają ideologiczną indoktrynację dzieci. Za prowadzenie zajęć odpowiedzialni mają być edukatorzy, którzy wybierani będą na podstawie kryteriów takich jakpłeć, z którą dana osoba się identyfikuje czy skłonności seksualne. Szczególną rolę w prowadzeniu tego typu edukacji mają mieć tzw. „peer educators” czyli edukatorzy wyłaniani z grupy rówieśniczej. Ich zadaniem ma być dotarcie do młodzieży z ideologicznymi treściami przy wykorzystaniu ich siły oddziaływania jako rówieśników.

Porażka testów „neutralnych płciowo”. Armia USA rozważa zmiany

Największe kontrowersje związane z ideologiczną wizją ludzkiej płciowości i seksualności promowaną w przewodniku budzi zalecenie „edukowania” dzieci w oparciu o skrajnie ideologiczną koncepcję gender, w myśl której płeć jest zaledwie społecznym konceptem, a o ludzkiej płciowości docelowo powinny decydować subiektywne odczucia. W połączeniu z pozaszkolną formą postulowanego programu edukacji seksualnej, zastosowanie rozwiązań promowanych przez przewodnik może prowadzić do znacznego ograniczenia praw rodziców do wychowywania dzieci w zgodzie ze swoimi przekonaniami. Transparentność takich programów oraz możliwość ich kontrolowania jest ograniczona dużo bardziej niż w przypadku zajęć prowadzonych w szkole.

W tworzeniu przewodnika brały udział także inne agendy ONZ, jak np. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO), Fundusz Narodów Zjednoczonych na rzecz Dzieci (UNICEF) czy Wspólny Program Narodów Zjednoczonych Zwalczania HIV i AIDS (UNAIDS). Wszystkie zaangażowane organizacje umieszczają w swoich niewiążących dokumentach skrajną ideologicznie agendę, która często nie jest związana z oryginalnymi celami tych organizacji. Do tych postulatów należy m.in. promocja aborcji ale również postulaty aktywistów LGBT.

„Pozwala to przypuszczać, że wspólnym celem organizacji promujących nowy przewodnik CSE jest przeforsowanie ideologicznej agendy oraz indoktrynacja najmłodszych, a nie rzeczywista poprawa jakości życia i poziomu edukacji na tematy związane z ludzką seksualnością” – zaznacza Karolina Pawłowska, dyrektor Centrum Prawa Międzynarodowego Ordo Iuris.

/ fot. TT/@HoangThiDanPhu2

Na świecie coraz bardziej popularne wydaję się inwestowanie swoich środków w nowoczesną i elektroniczną walutę m.in. Bitcoiny. Natomiast indyjskie władze patrzą na to zagadnienie nieprzychylnym okiem. Według doniesień agencji Reuters, premier Narendra Modi zamierza w najbliższym czasie zmienić prawo i zakazać użytkowania kryptowalut.

  • Premier Indii wraz ze swoim gabinetem zamierza zakazać wydobywania kryptowalut oraz penalizować posiadaczy tego wirtualnego pieniądza
  • Indyjskim władzom nie podoba się popularność prywatnych inicjatyw, dlatego ma powstać państwowy odpowiednik kryptowaluty
  • Bitcoin odnotowuje duży skok wartości w ciągu minionego roku
  • Zobacz także: Republikanie naciskają na Bidena. Chcą ostrzejszych działań ws. Nord Stream 2

Popularność wirtualnej waluty jest realnym problemem dla rządów na całym świecie. Państwa starają się dostosowywać swoje prawo pod nową jednostkę. Innego zdania są jednak indyjskie władze, które nie mają dobrego zdania o kryptowalutach. Posiadacze takiej waluty lub jej potencjalni nabywcy mogą zostać niemile zaskoczeni.

Indyjskie władze na wojnie z kryptowalutą

Według informacji przekazanych przez agencję Reuters, Premier Indii Narendra Modi zamierza całkowicie zakazać obiegu prywatnych kryptowalut, a także wprowadzić pewne regulacje prawne. Co więcej, tamtejszy rząd zamierza wprowadzić penalizować posiadaczy bitcoinów oraz potencjalnych nabywców, jak i również przewiduje się kary za obracaniem tą wirtualną walutą.

Jednakże wbrew tym doniesieniom indyjskie władze, zdają sobie sprawę z potencjalnego zagrożenia dla ich rodzimej i tradycyjnej waluty. Nie są zadowoleni, że za produkcję pieniądza odpowiedzialne są prywatne i wyzbyte państwowej kontroli firmy.

Planują oni w najbliższym czasie podjąć odpowiednie kroki, które zainicjują powstanie państwowego odpowiednika kryptowaluty. Będzie ona miała za zadanie wyprzeć z tamtejszego rynku prywatne wirtualne waluty, zagrażające państwowym środkom.

Bitcoin podbija światowe rynki

W miniony weekend Bitcoin uzyskał rekordową wycenę za jeden token sięgającą 62 tys. dolarów – pisze agencja. W poniedziałek cena tej kryptowaluty nieco spadła i obecnie osiąga ok. 57,7 tys. dolarów za token. Według Reutera informacje o planach rządu w Indiach wywarły wpływ na spadek ceny bitcoina.

Najpopularniejsza kryptowaluta świata w 2021 r. zwiększyła swoją wartość niemal dwukrotnie po tym, jak w 2020 r. wzrosła ona czterokrotnie. Według cytowanego przez agencję analityka rynku kryptowalutowego powodem wzrostu wyceny bitcoina jest rosnące zainteresowanie kryptowalutą ze strony inwestorów instytucjonalnych i korporacyjnych.

forsal.pl

/ Rozdanie Grammy 2021, Fot. screen

Podczas, gdy zwykli obywatele muszą nosić maseczki nawet w sklepie czy na ulicy, na rozdaniu nagród Grammy nikt nie boi się koronawirusa.

  • Zwykli obywatele stale cierpią przez obostrzenia.
  • Za brak maseczek w Los Angeles grozi mandat w wysokości 1000 dolarów lub 6 miesięcy więzienia.
  • Oburzenie społeczeństwa wywołało rozdanie nagród Grammy, na którym celebryci zachowywali się, jakby żadnej epidemii nie było.
  • Internauci podnoszą, iż elity zdają się stać ponad prawem, które bezlitośnie karze zwykłych ludzi.

Zarówno lokalne firmy, jak i zwykli mieszkańcy codziennie cierpią przez ograniczenia wprowadzone na czas epidemii. Po raz kolejny okazuje się, iż restrykcje dotyczą jedynie “maluczkich”. Podczas ostatniego rozdania nagród Grammy celebryci nie widzieli żadnego problemu w chodzeniu bez maseczek, czy nawet przytulaniu się bez zachowania dystansu społecznego. Gwiazdy przytulały się do zdjęć bez najmniejszego skrępowania, mimo, iż w Los Angeles obowiązuje nakaz zasłaniania twarzy pod groźbą otrzymania mandatu. Niekonsekwencję i hipokryzję uczestników gali wytknęli Internauci.

“W Los Angeles obowiązuje grzywna 1000 dolarów lub 6 miesięcy więzienia za brak maski. Ale COVID nie stanowi zagrożenia, jeśli jesteś celebrytą na Grammy. Przyjęcia celebrytów nie są dla niego atrakcyjne, co innego rodzinne przyjęcia” – piszą na Twitterze.

“Czy wszyscy rozumieją, co się dzieje? Elity wciąż się bawią, gdy ty tracisz biznes, swoją pracę, a twoje dzieci popełniają samobójstwo przez lockdown. To są zasady, które chcą, byś zaakceptował. Jeśli wciąż się na to wszystko zgadzasz, musisz kochać bycie kontrolowanym” – pisze na Twitterze postujący zdjęcia roześmianych celebrytów Roby Starbuck. “Jeśli my nosimy maski i zachowujemy dystans społeczny, celebryci i klasa rządząca nie muszą” – piszą z rozgoryczeniem Amerykanie. “Jesteśmy w tym razem!” – przedrzeźniają hasła, jakimi celebryci szastali w czasie epidemii.

Warto podkreślić, iż wiele gwiazd muzycznych, które swobodnie kroczyły bez masek w programie o największej oglądalności, wcześniej zachęcało do noszenia masek i zachowywania dystansu społecznego. Użytkownicy Twittera zauważyli, iż w hrabstwie Los Angeles za brak osłony na twarzy wciąż obowiązuje mandat w wysokości 1000 dolarów lub nawet 6 miesięcy pozbawienia wolności.

Restauracje w regionie mogą wznowić przyjmowanie klientów w lokalach w poniedziałek, lecz miasto nadal atakuje punkty, które nadal działają, aby przetrwać pandemię – informuje PM. W ostatnim czasie jednemu z mniejszych biznesów odcięto prąd, ponieważ nie dostosował się do lockdownu i wciąż przyjmował klientów. Podczas, gdy zwykłym firmom i mieszkańcom grożą kary z powodu ewentualnych naruszeń, koronawirus najwyraźniej nie jest problemem na Grammy lub na przyjęciach celebrytów.

Post Millennial

/ Maejor Page, Fot. YouTube/ screen

Aktywista BLM, Maejor Page został oskarżony o wydanie 450 tysięcy dolarów z datków na własne, luksusowe przyjemności.

  • Aktywista Black Lives Matter, Maejor Page usłyszał oficjalne zarzuty.
  • Mężczyzna prowadził zbiórkę na rzecz walki z rasizmem, jednocześnie wydając zebrane kwoty na własne cele.
  • Page dokonał zakupów na kwotę około 450 tys. dolarów, kupując luksusowe garnitury, a nawet dom.

Aktywista BLM, Maejor Page, mzostał oskarżony o wydanie aż 450 tysięcy dolarów na osobiste, luksusowe przedmioty. Podejrzany miał zakupić na siebie drogie, markowe garnitury, a nawet dom. Maejor został aresztowany już we wrzeźniu 2020 roku. Dopiero wczoraj usłyszał oficjalne zarzuty. Jak informuje Washington Times, mężczyznę oskarżono o trzy przypadki prania pieniędzy oraz oszustwa bankowe.

Dodatkowo, Page miał wykorzystać do własnych celów napięcia związane z ruchem Black Lives Matter. W związku z jego sprawą zaangażowane jest biuro FBI w Cleveland Field. „Page jest oskarżany o wykorzystywanie bezprecedensowych napięć i niepewności z powodu powszechnych niepokojów społecznych i globalnej pandemii w celu zasilenia własnego konta bankowego” – powiedział agent specjalny FBI Eric B. Smith. “Aktywista” utworzył na Facebooku stronę Black Lives Matter of Greater Atlanta, którą zarejestrował jako organizację non-profit, a która wkrótce zmieniła swój status, nie informując o tym użytkowników. Prawdziwy rozkwit strony nastąpił w 2020 roku, po zamieszkach związanych ze śmiercią George;a Floyda.

Konto Black Lives Matter of Greater Atlanta na Facebooku zgromadziło aż 467 342,18 dolarów w darowiznach w krótkim okresie między czerwcem a sierpniem 2020 r. FBI twierdzi, iż Page posunął się nawet do bezpośredniego zapewnienia swoich darczyńców, że wszystkie zebrane pieniądze trafiły do rodziny George’a Floyda. Miał zapewnić, iż “żadne fundusze nie zostały wykorzystane na rzeczy osobiste. Wszystkie wpłaty wykorzystane są na koszty ruchu Black Lives Matter” – przekonywał aktywista. Rzeczywistość okazała się inna. Na koszt BLM Page zakupił żywność, luksusowe garnitury, meble i nieruchomość.

“Jeśli chodzi o dom, konto bankowe BLMGA kupiło go za 112 000 dolarów” – informuje Post Millennial. “Był to zarówno dom, jak i wolna działka obok. Został kupiony pod nazwą grupy aktywistów Page’a „Hi Frequency”. Inny członek Hi Frequency, Roon Goolsby, twierdzi, że dom miał być schroniskiem dla maltretowanych kobiet. Ale przyznał też, że Page czasami tam przebywał”.

Post Millennial

/ Fot. YT/ screen

Organizacja Slow Factory Foundation stwierdziła, iż osoby “nie-czarne” nie powinny udostępniać memów z osobami czarnoskórymi.

Organizacja Slow Factory Foundation, zajmująca się “sprawiedliwością społeczną” znalazł kolejną, utajoną odnogę rasizmu. Organizacja ostrzega, aby osoby “nie-czarne” nie udostępniały memów z osobami czarnoskórymi, takimi, jak Oprah. Dlaczego? Otóż okazuje się, iż dzielenie się memami może być formą rasizmu, czy wręcz, bardziej precyzyjnie “digital blackface”, co w wolnym tłumaczeniu można by przetłumaczyć na “cyfrowe oczernianie”.

Ten nowy, intrygujący termin doczekał się nawet swojej definicji, którą środowiska lewicowe szybko podchwyciły. „Zjawisko online, w którym biali i nie-czarnoskórzy udostępniają gify i zdjęcia czarnych ludzi, aby wyrazić emocje lub zareagować na wszystko, co dzieje się w Internecie. Choć pozornie nieszkodliwe, problem z “digital blackface” polega na tym, że często wzmacnia negatywne stereotypy na temat czarnych ludzi, takich jak to że są agresywni, głośni, bezczelni i po prostu używa ich dla włąsnej konsumpcji i rozrywki” – stwierdzono w opisie zjawiska. Krótko mówiąc – to utajony rasizm. Na tym jednak nie koniec.

“To kolejny sposób, w jaki ludzie próbują kooptować tożsamość i kulturę Czarnych bez żadnego z codziennych realiów bycia Czarnymi” – wyjaśniono w przydługim wywodzie. Innymi słowy, nie wolno używać ani memów, ani gifów czy obrazków z czarnoskórymi, jeśli posiada się odmienny od nich kolor skóry. Udostępnmianie memów z czarnoskórymi osobami nosi bowiem znamiona “oczerniania”, co również dosadnie wytłumaczono.

Po ostatnim wywiadzie Oprah z parą książęcą w Internecie zyskały popularność m.in. gify z czarnoskórą. Fundacja przestrzega jednak, iż “to, że stają się one viralowe wcale nie oznacza, że powinno się ich używać”. „Występowanie “blackface”, czy to w prawdziwym życiu, czy w Internecie, nie jest akceptowalną formą wyrażania reakcji lub niezadowolenia, zwłaszcza w zamian za polubienia i retweety. Od czasu wywiadu #MeghanandHarry z Oprah, widzieliśmy wiele wykroczeń z “digital blackface”, kilka gifów i obrazów z reakcji Oprah staje się viralowych, ale to nie znaczy, że powinieneś ich używać” – ostrzega Fundacja.

Post Millennial