Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej

Sala rozpraw TSUE / fot. TT/@MicWawrykiewicz

Zgodnie z wtorkowym wyrokiem TSUE polski rząd wprowadzając podatek od sprzedaży detalicznej nie naruszył przy tym prawa unijnego. Tym samym Trybunał Sprawiedliwości oddalił wniosek Komisji Europejskiej, domagającej się weryfikacji decyzji Sądu UE.

Blisko od pięciu lat trwa batalia pomiędzy polskim rządem, a przedstawicielami brukselskiej oligarchii, która wzburzyła się w 2016 roku, gdy rząd Beaty Szydło wdrożył podatek od sprzedaży detalicznej. Jego zadaniem było ukrócenie procederu, odpływania środków finansowych wydawanych przez Polaków w trakcie robienia zakupów w marketach o zagranicznym kapitale.

Podstawą opodatkowania był miesięczny przychód uzyskiwany przez wszystkich detalicznych sprzedawców towarów w wysokości przewyższającej 17 milionów złotych. Podatek obejmował dwa przedziały: stawkę 0,8 proc. mającą zastosowanie do przychodów między 17 mln a 170 mln zł i stawkę 1,4 proc. wobec przychodów przewyższających 170 mln zł.

Niezadowolona KE poprosiła o pomoc TSUE

Komisja Europejska uznała, że podatek jest progresywny i stanowi pomoc publiczną niezgodną z prawem UE. Wyrokiem z dnia 16 maja 2019 Sąd Unii Europejskiej, do którego Polska wniosła skargę, stwierdził jednak, że Komisja była w błędzie.Tego samego zdania był ostatecznie Trybunał Sprawiedliwości podczas dzisiejszej rozprawy.

TSUE orzekł, że Komisja Europejska niesłusznie uznała wprowadzenie progresywnego podatku od przychodów ze sprzedaży detalicznej towarów, posłużyło do powstania korzyści na rzecz przedsiębiorców osiągających niskie zyski. We wtorkowym wyroku stwierdzono również, że KE nie może zakwalifikować tego podatku jako pomocy od państwa bez oparcia się na istnieniu uzasadnionych wątpliwości w tym zakresie.

“W obecnym stanie harmonizacji unijnego prawa podatkowego państwa członkowskie mają swobodę w ustanawianiu systemu opodatkowania, który uznają za najbardziej odpowiedni, a więc stosowanie opodatkowania progresywnego w oparciu o obroty zależy od uznania każdego państwa członkowskiego pod warunkiem, że cechy konstytutywne rozpatrywanego środka nie wykazują żadnego elementu oczywiście dyskryminującego” – czytamy w orzeczeniu.

Trybunał uznał, że prawo Unii w dziedzinie pomocy państwa co do zasady nie stoi na przeszkodzie temu, aby państwa członkowskie decydowały się na wybór progresywnych stawek opodatkowania mających na celu uwzględnienie zdolności podatkowej podatników, ani nie zobowiązuje państw członkowskich do zastrzeżenia stosowania progresywnych stawek wyłącznie do opodatkowania zysków, z wyłączeniem opodatkowania obrotu.

Ostatecznie TSUE oddalił zarzuty skierowane przez Komisję przeciwko wyroku Sądu UE. Z tego powodu uznano za nieważne podjęcie przez KE decyzji wszczynającej formalne postępowanie wyjaśniające i towarzyszące jej nakazanie zawieszenia.

wnp.pl

/

Politycy Koalicji Obywatelskiej zorganizowali wspólną konferencję prasową z Rzecznikiem Praw Dziecka Mikołajem Pawlakiem na temat pieczy zastępczej. Kulisy sprawy zdradził RPD na antenie Mediów Narodowych.

  • Politycy Koalicji Obywatelskiej zorganizowali wspólną konferencję prasową z Rzecznikiem Praw Dziecka Mikołajem Pawlakiem na temat pieczy zastępczej.
  • Początkowo Rzecznika miało na niej nie być. Wszystko zmieniło się w wyniku spotkania RPD z politykami.
  • Myślę, że to była jedna z lepszych ostatnio konferencji – ocenił Mikołaj Pawlak.
  • Zobacz także: Kongregacja Nauki Wiary o związkach jednopłciowych. Jednoznaczne stanowisko

– Współpracuję ze wszystkimi, którzy chcą coś dla dobra dzieci zrobić. Również z parlamentarzystami – podkreślił Rzecznik Praw Dziecka. – Spotykam się, w różnych okolicznościach. Państwo posłowie (Monika Rosa i Michał Szczerba – przyp. red.) poprosili o takie spotkanie. Jak najbardziej, w reżimie sanitarnym, takie spotkanie mogło się odbyć – stwierdził. Niespodziewanym efektem tego spotkania okazała się wspólna konferencja prasowa ws. pieczy zastępczej.

– W trakcie naszego spotkania okazało się, że PAP za posłem Szczerbą podaje, że będzie konferencja o rzekomej bezczynności Rzecznika Praw Dziecka – zrelacjonował Mikołaj Pawlak. – Poczułem pewien smutek i żal do posłów, bo z jednej strony wiele aspektów nas łączy i dążymy do poprawy stanu prawnego, a z drugiej strony to oni mają inicjatywę legislacyjną, ja mogę tylko sygnalizować pewne sprawy w imieniu dzieci, a jednocześnie tego typu tezę stawiają – podkreślił. – Dlatego też postanowiłem, że wezmę udział w tej konferencji po to, żeby od razu wyprostować, wyjaśnić pewne kwestie, wątpliwości i koniec końców myślę, że to była jedna z lepszych ostatnio konferencji, bo pamiętamy i widzimy na co dzień okładanie się przez wszystkie strony sporu politycznego, a tu nagle była całkiem pozytywna konferencja o bardzo ważnych kwestiach pieczy zastępczej i ogólnie problemach dzieci z wielu aspektów – zauważył.

Czym jest piecza zastępcza? Jak wyjaśnił Rzecznik, to zadbanie o dobro dziecka w sytuacji dziejącej się krzywdy. Jego zdaniem powinniśmy dążyć do eliminacji domów małego dziecka na rzecz właśnie pieczy zastępczej.

/ fot @christussoutheasttexasfoundation.org

Lekarze z Polskiej Federacji Szpitali uważają, że pomimo panującej epidemii i mocnych ograniczeń gospodarczych, mają prawo prosić o specjalne rabaty od przedsiębiorców. Prezes stowarzyszenia stwierdził wręcz, że przedsiębiorcy dzięki rządowi poprawili swoją sytuację. W internecie fala negatywnych komentarzy.

Z powszechnych informacji jakie można na co dzień uzyskać, można się dowiedzieć o setkach przedsiębiorstw upadających pod ciężarem długów, nagromadzonych z powodu trwających rządowych restrykcji w czasie epidemii. Przedstawiciele branży gastronomicznej wielokrotnie dali do zrozumienia, że obecne przepisy wprowadzone za pomocą rozporządzeń mocno utrudniają działalność, a sprzedaż na wynos nie przynosi odpowiednich dochodów, aby zaspokoić bieżące potrzeby płacowe.

Co więcej, rząd od kilku zapowiada, że może w najbliższym czasie wprowadzić ponownie ostrzejsze obostrzenia na terenie całego kraju – “Jeśli dynamika nadal będzie podążała tym trendem 40 proc. lub wyżej, jeżeli będziemy widzieli, że zakażenia liczba zakażeń rośnie w kolejnych województwach, to zgodnie z zapowiedzią ministra zdrowia Adama Niedzielskiego w czwartek lub w piątek ogłoszona zostanie decyzja co dalej z obostrzeniami, czy będą obowiązywały w całym kraju czy w poszczególnych województwach” – zapowiedział rzecznik resortu zdrowia Wojciech Andrusiewicz.

Lekarze głusi na krzyk rozpaczy przedsiębiorców i pracowników

Pomimo tych niepokojących informacji przekazywanych codziennie przez przedstawicieli polskiego rządu, Prezes Polskiej Federacji Szpitali oczekuje od przedsiębiorców specjalnego rabatu dla lekarzy – “Polska Federacja Szpitali zwraca się z apelem do przedsiębiorców, których sytuacja nie uległa pogorszeniu albo uległa poprawie w czasach pandemii COVID-19 o udzielanie rabatów medykom walczącym z pandemią COVID-19 w podmiotach leczniczych” – czytamy.

Lekarze oczekują, aby do akcji przyłączyły się różne organizacje, z którymi współpracowali do tej pory – “Do akcji zapraszamy firmy zrzeszone w największych organizacjach pracodawców, przede wszystkim organizacji, do której należy PFSz: Pracodawcy RP. Prosimy także naszych partnerów z zespołu Trójstronnego ds Ochrony Zdrowia: Konfederację Lewiatan, Business Centre Club oraz Związek Rzemiosła Polskiego  o przyłączenie się do akcji i jej rozpropagowanie wśród swoich członków”.

Pomysłodawcą akcji “Rabat dla Medyka” jest przewodniczący Polskiej Federacji Szpitali Jarosław J. Fedorowski. W komunikacie zamieszczono również krótką informację, o tym, że podobne akcje mają miejsce w innych krajach na świecie, gdzie przedsiębiorcy mają wspierać lokalnych medyków.

Internauci oburzeni za bezczelność medyków

Pod wpisem Jarosława Fedorowskiego na Twitterze pojawiła się fala bardzo negatywnych komentarzy. Internauci zarzucają autorowi oraz innym lekarzom porzucenie swojego powołania na rzecz wygodnej teleporady. Krytykują oni również poziom ignorancji lekarzy wobec pacjentów, niebędący zakażeni koronawirusem, którym wydłuża się czas oczekiwania na zabieg lub też nie mogą uzyskać potrzebnej pomocy doraźnej.

Również kilku lekarzy stanęło w obronie upadających przedsiębiorców. Znany z racjonalnego podejścia do epidemii elektrokardiolog dr. Paweł Basiukiewicz napisał – “Obawiam się Panie Profesorze, że akcja może przynieść efekt. odwrotny do zamierzonego. Lekarze w znakomitej. większości nie potracili biznesów, nie zawaliło im się życie, w przeciwieństwie do sektora gastronomii, hotelarstwa, rozrywki, części usług itp. Wręcz jest ciut lepiej”.

Z kolei młody lekarz zajmujący się onkologią kliniczną, Jakub Kosikowski zauważył, że taka akcja wbrew intencjom przyniesie zły odbiór wśród społeczeństwa – “Panie Profesorze to wizerunkowo nie jest najlepszy pomysł. Zwłaszcza teraz w trakcie epidemii, kiedy jest wzrost zakażeń, ale i ryzyko kolejnych obostrzeń, a więc pogorszenia perspektyw biznesowych. Przy dodatkach za walkę z covid ludzie mogą to odebrać jako nie na miejscu” – ocenił.

Przeciwny tej akcji jest również Przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, Krzysztof Bukiel, który w polemice z prezesem Polskiej Federacji Lekarzy negatywnie ocenił działania dyrektorów szpitali – “Od dyrektorów szpitali to bym się spodziewał raczej działań na rzecz wzrostu płac medyków, a nie zabieganie o zniżki dla biedaków” – napisał.

Dodał również, że jako działacz związkowy od 30 lat walczy o wyższe zarobki dla lekarzy – “Ja od 30 lat słyszę “wyrazy szacunku”, “podziękowania” itp itd. dla lekarzy i innych medyków. A jak przychodzi do płacenia za pracę to “wicie rozumicie, piniendzy nie ma i nie będzie” – czytamy.

pfsz.org

zakładanie kajdanek

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay.com

– Pomocnictwo w aborcji jest w świetle polskiego prawa przestępstwem, podobnie jak pośrednictwo w handlu pigułkami poronnymi. Nikt jednak na to nie reaguje! – alarmuje Fundacja Pro – Prawo do życia.

  • Fundacja Pro – Prawo do życia alarmuje – aborcyjni przestępcy mogą bez większych przeszkód działać w Polsce. Organizacja zarzuca bezczynność polskim władzom.
  • Fundacja apeluje o podjęcie działań przez zwykłych ludzi. Szczegóły tego, co można zrobić, przedstawiono na specjalnej stronie.
  • Na ławie oskarżonych czym prędzej muszą usiąść osoby, które kierują zorganizowanymi grupami przestępczymi i organizują system nielegalnego handlu pigułkami aborcyjnymi w Polsce – podkreśla Fundacja Pro – Prawo do życia.
  • Zobacz także: Kongregacja Nauki Wiary o związkach jednopłciowych. Jednoznaczne stanowisko

– Ministrowie, politycy, urzędnicy i policjanci doskonale wiedzą, że nielegalny proceder pigułkowych aborcji rozrósł się w Polsce do sprawnie działającego systemu, stając się machiną śmierci pochłaniającą tysiące istnień każdego roku – zarzuca Fundacja. – To my musimy reagować i zatrzymać grupy przestępcze, które stoją za tym barbarzyństwem – apeluje. – Osoby, które zarabiają na zabijaniu polskich dzieci, powinny siedzieć w więzieniu. Dlatego uruchomiliśmy kampanię “Stop przestępczości aborcyjnej”, w ramach której każdy może przyczynić się do powstrzymania aborcjonistów. Na specjalnie przygotowanej stronie umieściliśmy krótki poradnik, za pomocą którego można zgłaszać do prokuratury działalność aborcyjnych grup przestępczych. W ten sposób chcemy skłonić służby do pilnego zajęcia się aborcyjną mafią – podkreśla.

Czas rozbić zorganizowane grupy przestępcze

– Imiona i nazwiska liderek aborcyjnej mafii są powszechnie znane (są to m.in. Natalia Broniarczyk, Karolina Więckiewicz i Justyna Wydrzyńska), gdyż osoby te publicznie reklamują swoją aborcyjną działalność w mediach oraz chwalą się tym, jak wiele pigułkowych morderstw odbywa się z ich udziałem – podkreśla Fundacja.

Organizacja przekonuje, że masowe zgłaszanie przypadków przestępczości aborcyjnej pomoże ukrócić ten morderczy proceder w naszym kraju. – Czym może to skutkować? Dwa miesiące temu sąd w Koninie skazał na karę więzienia 35 letniego mężczyznę, który przekazał swojej partnerce pieniądze na zakup pigułek aborcyjnych aby zabić dziecko. Z kolei w Toruniu trwa proces innego mężczyzny, który zamówił pigułki z internetu dla swojej znajomej – zauważa.

– Na ławie oskarżonych czym prędzej muszą usiąść osoby, które kierują zorganizowanymi grupami przestępczymi i organizują system nielegalnego handlu pigułkami aborcyjnymi w Polsce. Aby tak się stało, musimy jako obywatele na własną rękę zawiadamiać służby i wywierać nacisk na natychmiastowe zajęcie się sprawą – stwierdza Fundacja.

Joe Biden

/ Fot. screen

Prezydent Stanów Zjednoczonych, Joe Biden od początku swojej kadencji nie stanął przed kamerami i nie odpowiadał na pytania dziennikarzy. Biały Dom tłumaczy tak długą absencję walką z epidemią koronawirusem. Jego poprzednik Donald Trump zaledwie po siedmiu dniach przybył na konferencję prasową, z kolei inny Demokrata, Barack Obama potrzebował do tego 20 dni. Amerykański przywódca dopiero pod koniec marca ma zamiar wziąć udział w konferencji prasowej.

Obecny lider Stanów Zjednoczonych pomimo ogromnego poparcia w demoliberalnych mediach amerykańskich zadziwiająco długo nie wystąpił jeszcze przed kamerami odpowiadając przy tym na pytania dziennikarzy. Jak wyliczył “FOX News” od początku kadencji minęło już 55 dni, lecz do tej pory Joe Biden nie zorganizował indywidualnej konferencji prasowej.

Prezydent USA do komunikacji z mediami bardzo często wykorzystuje swoje biuro prasowe w postaci Jen Psaki jako swojej rzecznik prasowej. Tylko za jej pośrednictwem amerykańska społeczność oraz dziennikarze mogą usłyszeć o obecnych działaniach swojej Głowy Państwa.

Biden skupiony na walce z epidemią

Warto podkreślić, że urzędujący obecnie Prezydent cieszy się szerokim poparciem w demoliberalnych mediach jak CNN, czy też NBC. Ten fakt nie przeszkadza jednak, aby Joe Biden stronił od nawet przyjaznym sobie dziennikarzom.

Koronnym argumentem, dlaczego obecny amerykański przywódca nie spotyka się bezpośrednio z dziennikarzami ma być spowodowane walką z epidemią koronawirusa. Nie przeszkadzało to jednak zorganizować tydzień temu przemówienie przedstawiające obecne działania rządu.

Z kolei “Washington Post” podaje, że tak długiej absencji od konferencji prasowej nie uświadczono od blisko stu lat. Amerykański dziennik poinformował również, że pierwsza taka konferencja ma odbyć się pod koniec marca.

Te informacje potwierdza Biały Dom, jednocześnie podkreślając, że Joe Biden regularnie odpowiada na pytania dziennikarzy podczas nieformalnych spotkań.

Cierpliwość dziennikarzy, którzy posiadają specjalną akredytację od Białego Domu zaczyna się jednak kończyć. Przewodniczący Stowarzyszenia Korespondentów Białego Domu Zeke Miller, powiedział w rozmowie dla “Vanity Fair, że konferencje prasowe były zawsze krytycznym momentem, gdzie media oraz Amerykanie mogli otrzymać najświeższe informacje o działaniach władz.

Znienawidzony przez media Trump na czele zestawienia

Pogardzany i krytykowany przez demoliberalne media były Prezydent USA Donald Trump w odróżnieniu od obecnego przywódcy z Partii Demokratycznej, zorganizował swoją pierwszą konferencję w ekspresowym tempie. Potrzebował zaledwie 7 dni od objęcia urzędu, aby odpowiedzieć na pytania zgromadzonych dziennikarzy.

W gronie Prezydentów, którzy nie zwlekali na przeprowadzenie konferencji prasowej znajdują się Bill Clinton oraz Ronald Reagan, którzy potrzebowali do tego 9 dni. Z kolei bliski przyjaciel urzędującego amerykańskiego przywódcy, u którego piastował urząd Wiceprezydenta, Barack Obama zorganizował swoją pierwszą konferencję po 20 dniach nieobecności.

foxnews.com

/ Fot. YouTube/ screen

Jak informuje BBC, islamscy terroryści w Mozambiku zabijają dzieci, ścinając głowy nawet 11-latkom.

  • Islamscy terroryści od czterech lat terroryzują tereny Mozambiku.
  • Napastnicy plądrują i palą wsie, mordując zarówno dorosłych, jak i dzieci, porywając kobiety i nastoletnie dziewczynki.
  • Miejscowa ludność jest zmuszona do ucieczki.

Organizacja charytatywna “Save the Children” podaje straszne wieści z Afryki. Ofiarami islamskich bojowników al-Shabab padają nawet dzieci. Grupa powiązana z Państwem Islamskim działa na terenie Mozambiku, jednego z najbiedniejszych krajów świata. Al-Shabab – jak nazywają się dżihadyści – mają działać w ramach powstania islamistycznego, które miało miejsce cztery lata temu. Od tamtej pory terroryści plądrują i palą wioski, porywają dziewczęta i niosą śmierć mieszkańcom. Departament stanu USA wyznaczył rebeliantów jako organizację terrorystyczną nazwaną „Isis-Mozambik”.

Terroryści nie oszczędzają w swych atakach nawet dzieci. Jedna z matek opowiedziała “Save the Children”, iż była zmuszona patrzeć, jak islamiści ścinają głowę jej 12-letniego syna niedaleko kryjówki, w której przebywała z resztą swoich dzieci. “Tej nocy nasza wieś została zaatakowana, nasze domy spalono” – opowiada kobieta. “Kiedy to się zaczęło byłam w domu z czworgiem moich dzieci. Próbowaliśmy uciec, ale schwytali mojego najstarszego syna i ścięli go. Nie mogliśmy nic zrobić, bo zabiliby także nas” – relacjonuje. Inna matka straciła 11-letniego syna, zmuszona uciekać z trojgiem dzieci z wioski. Dotarła do wsi swojego ojca, lecz również ją splądrowali terroryści.

Islamscy bojownicy regularnie porywają młode dziewczęta. „Widziałem, jak moja córka próbowała biec do łodzi z dwójką innych dzieci. Ludzie z al-Shabab ich ścigali. Zabrali moją córkę i wielu innych. Następnie podpalili naszą wioskę” – powiedziała 43-letnia Fatima Abdul, której udało się uciec drogą morską do Pemby.

„Wciąż próbuję dowiedzieć się, co stało się z moją wnuczką. Nie wiem, czy zabrali ją ze sobą, czy ją zabili. Cierpię i nie wiem, jak to naprawić. Utknęliśmy tutaj z niczym. Pomoc, którą otrzymujemy, nie wystarczy”- opowiedział 67-letni Alberto Carlos Said, rybak mieszkający obecnie w prowizorycznym obozie pod Pemba. Jego wnuczka ma 14 lat. Jego córka, która również została schwytana przez al-Shabab została wypuszczona po tym, jak terroryści zorientowali się, że jest w ciąży.

„Przyszliśmy tu pieszo z niczym. Baliśmy się. Widzieliśmy, jak al-Shabab zabija innych nożami. Znam wiele kobiet, które zostały uprowadzone. W obozie jest wiele dzieci, których matki zostały zabrane” – powiedziała Amina Bakar, tkacz z tej samej wioski co Alberto Carlos Said.

Od początku islamskiej rewolucji w 2017 roku, tylko jedej prowincji Mozambiku zginęło 2500 osób. 700 tysięcy było zmuszonych uciekać ze swoich wsi, by ratować życie. W listopadzie 2020 roku państwowe media informowały o ścięciu 50 osób na stadionie. W kwietniu 2020 roku dziesiątki cywilów zamordowano poprzez ścięcie lub rozstrzelanie. BBC podkreśla, iż cele rebelii nie są do końca jasne. Terroryści sieją śmierć i zniszczenie wszędzie, gdzie się pojawią.

Rzeczpospolita, BBC

Adam Niedzielski

/ Fot. MZ/ Twitter

Minister Zdrowia Adam Niedzielski poinformował, iż Ministerstwo Zdrowia nie wstrzyma póki co szczepień preparatem AstraZeneca.

Ministerstwo Zdrowia nie wstrzymuje szczepień AstraZeneką – poinformował minister zdrowia Adam Niedzielski. Z decyzjami w tej sprawie Polska poczeka na informacje od Europejskiej Agencji ds. Leków (EMA). “Jutro, a na pewno w tym tygodniu, ma odbyć się specjalne posiedzenie komitetu ryzyka, który będzie dokonywał oceny” – przekazał minister w rozmowie dla Radio Zet.

Europejska Agencja Leków już w zeszłym tygodniu oświadczyła, iż nie ma żadnych dowodów na bezpośredni związek szczepień z użyciem preparatu AstraZeneca z problemami z krzepliwością krwi. Korzyści z użycia preparatu mają być wciąż większe, niż ryzyko. Niemieckie Ministerstwo Zdrowia podjęło decyzję o wstrzymaniu szczepień tym preparatem w poniedziałek, po zaleceniach Instytutu Paula Ehrlicha. Tego samego dnia decyzję podjęły Włochy i Francja. Polska nie zrezygnowała z podawania szczepionki, którą w naszym kraju stosuje się m.in. wobec osób w wieku 69 lat. Minister Niedzielski stwierdził, iż polskie władze “zastanawiają się nad tym”, by wstrzymać szczepienia.

“Pracujemy bardzo ściśle z prezesem Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych Grzegorzem Cessakiem, który jest polskim przedstawicielem w Europejskiej Agencji ds. Leków (EMA). I wszystkie decyzje podejmujemy w bardzo ścisłej kooperacji, a dr Cessak ma bezpośrednio informacje z EMA. Według najnowszych informacji jutro, a na pewno w tym tygodniu, ma odbyć się specjalne posiedzenie komitetu ryzyka, który będzie dokonywał oceny. I z tego, co mi wiadomo, to te decyzje Francji i Niemiec wstrzymują AstraZenekę do czasu podjęcia decyzji przez właśnie ten komitet” – powiedział Niedzielski. Podkreślił, iż “nie ma dowodów” na szkodliwość szczepionki, a działania państw, które wstrzymują szczepienia są jedynie “prewencyjne”.

“Po naszej stronie nie ma żadnych dowodów i przesłanek – zresztą po stronie tych państw również nie. One podkreślają, że jest to działanie prewencyjne” – wskazał Niedzielski. “Mamy bardzo niski, w porównaniu z chociażby Wielką Brytanią, współczynników NOP-ów po AstraZenece, bo on jest poniżej 0,4 proc. W Wielkiej Brytanii przy podaniu prawie 10 mln tych szczepień on wynosił mniej więcej 0,5 proc.”

Minister zdrowia, zapytany o to, czy Polska zastosuje się do opinii EMA, powiedział: “Myślę, że tak. Na pewno będziemy to bezpieczeństwo chcieli zachowywać w takim standardzie, w jakim gwarantuje to instytucja europejska. Natomiast będziemy się zawsze indywidualnie przyglądali poszczególnym przypadkom, bo mamy też własne władze rejestracyjne” – powiedział. Odniósł się również do faktu zgonu, który nastąpił wkrótce po zaszczepieniu AstraZeneką w Polsce.

“Nie chciałbym wchodzić w szczegóły, ale rzeczywiście, jeden z przypadków, który mieliśmy z AstraZeneką, został poddany bardzo szczegółowemu badaniu, zaangażowany był prokurator i była sekcja zwłok. I w ramach tego badania nie było potwierdzenia jakiegokolwiek związku z podaniem szczepionki AstraZeneca, więc musimy być tutaj z jednej strony bardzo ostrożni, a z drugiej – nie popadać na pewno w histerię” – uspokajał Niedzielski.

Rzeczpospolita

/

[ultimatemember form_id="87130"]

16 marca ma się odbyć światowy szczyt burmistrzów przeciwko antysemityzmowi.

  • Środowiska żydowskie podnoszą, iż na świecie przybywa ataków antysemickich.
  • W celu omówienia sprawy i strategii walki z problemem, zorganizowano szczyt, będący “pierwszą w historii konferencją burmistrzów przeciwko antysemityzmowi”.
  • Podczas wideokonferencji przywódcy miast z całego globu mają naradzić się, jak lokalnie zwalczać antysemityzm.
  • Przeczytaj również: Antysemityzm wszędzie. Pod ostrzałem „żydowskie” świece „na sukces finansowy”

16 marca odbędzie się światowy szczyt burmistrzów przeciwko antysemityzmowi – informuje The Jerusalem Post. Jak twierdzi Uwe Becker, burmistrz Frankfurtu: „To do nas należy walka z toksycznym duchem, który zatruwa grunt, na którym zbudowane są nasze społeczeństwa”. Jego zdaniem, współczesny świat obserwuje odradzającą się falę antysemityzmu. Światowy szczyt ma stanowić bastion walki z niechęcią do Żydów.

„Siedemdziesiąt sześć lat po wyzwoleniu Auschwitz” – mówi Becker – „widzieliśmy dramatyczny wzrost antysemityzmu na całym świecie, w Europie i tutaj w Niemczech. Odbywa się w miastach, miasteczkach i radach na całym świecie, od skrajnej prawicy – od intelektualnego antysemityzmu, po nienawiść do państwa Izrael. To od nas zależy, czy będziemy walczyć z tym toksycznym duchem, który zatruwa grunt, na którym zbudowane są nasze społeczeństwa” – stwierdza mężczyzna, opisując cel, dla którego odbędzie się szczyt.

Jak twierdzi The Jerusalem Post, problem antysemityzmu coraz bardziej narasta. “Najnowsze statystyki potwierdzają uwagi Beckera. W samych Niemczech w 2020 r. władze odnotowały 2275 incydentów antysemityzmu do stycznia 2021 r.” – czytamy. “W Wielkiej Brytanii liczba incydentów antysemickich podwoiła się w latach 2013–2014 i osiągnęła szczyt w 2019 r., Wynosząc 1805. W Stanach Zjednoczonych organizacja Anti-Defamation League (ADL) odnotowała 2107 incydentów antysemickich w 2019 r., Co stanowi 12% wzrost w stosunku do łącznej liczby w 2018 r. i jest najwyższą liczbą odnotowaną od czasu, gdy ADL zaczęła śledzić incydenty antysemickie w 1979 r.” – informuje portal z niepokojem.

Na tym jednak nie koniec “antysemickich incydentów”, które mają wskazywać na to, iż szczyt jak nigdy dotąd jest pilnie potrzebny. “Trzy główne ataki antysemickie miały miejsce w Stanach Zjednoczonych w 2019 roku. 27 kwietnia, ostatniego dnia Paschy, biały suprematysta wystrzelił z karabinu półautomatycznego w synagodze Chabad of Poway w Poway w Kalifornii, zabijając jednego i raniąc trzech” – wylicza JP. “10 grudnia dwie osoby zaatakowały żydowski sklep spożywczy w Jersey City w stanie New Jersey, zabijając trzy osoby, a 28 grudnia, siódmej nocy Chanuki, osoba uzbrojona w maczetę wkroczyła do żydowskiego domu w Monsey w stanie Nowy Jork, gdzie odbywała się impreza i dźgnęła gości, raniąc pięciu i zabijając jednego” – przytacza strona.

Jak podkreślono, to “lokalne władze muszą podjąć działania w walce z antysemityzmem. “Chociaż orędownictwo i polityka ukierunkowana na zwalczanie antysemityzmu często występują wyłącznie na poziomie krajowym lub międzynarodowym, trzy opisane powyżej ataki ilustrują, w jaki sposób akty antysemickie mają miejsce głównie w społecznościach lokalnych. Lokalni przywódcy muszą organizować zasoby, takie jak egzekwowanie prawa, edukacja i projekty dotyczące spójności społeczności, aby przeciwdziałać antysemityzmowi” – przekonuje żydowski portal.

Kostas Bakoyannis, burmistrz Aten, zauważa z kolei: „W zbyt wielu miastach na całym świecie zdewastowane żydowskie cmentarze, obraźliwe graffiti i ataki na żydowskie domy kultu stały się zbyt powszechne. Co więcej, ponieważ współczesne formy antysemityzmu pochodzą z całego spektrum ideologicznego, nie ma jednej odpowiedzi na ten problem. Z tego powodu tak ważne jest, aby przywódcy gmin z całego świata zjednoczyli się w celu współpracy i przyjęcia najlepszych praktyk w celu pokonania antysemityzmu”.

W tym właśnie celu zorganizowano szczyt, będący “pierwszą w historii konferencją burmistrzów przeciwko antysemityzmowi”. Będzie on transmitowany 16 marca na YouTube oraz Facebooku. Szczyt zgromadzi burmistrzów z wielu miast na całym świecie, w tym między innymi z Aten, Bal Harbour, Brukseli, Bolonii, Frankfurtu nad Menem, Newark, Palermo, Poway, Rygi, Toronto i Wiednia.

Jerusalem Post

/ Fot. oryginalneprezenty.pl

Według The Jerusalem Post, antysemityzm w Polsce kwitnie, choćby poprzez sprzedaż zapachowych świec “na sukces finansowy”.

  • Środowisko żydowskie znalazło kolejny objaw antysemityzmu w Polsce.
  • Tym razem pod lupę wzięto “żydowskie” świece zapachowe w kształcie rabinów.
  • Problem ma polegać na tym, iż świece są spalane, co może “kojarzyć się z nazistowskim spalaniem ciał Żydów”.

Jak informuje The Jerusalem Post, zjawisko “żydowskich świec” wyszło na jaw pod koniec miesiąca na Facebooku. Temat szybko trafił do zakładki “antysemityzm” portalu, który uważa sprzedaż upominków za problem. “Nawet wśród Żydów w Polsce niewielu jest w tym momencie zszokowanych popularnymi figurkami ortodoksyjnych rabinów liczących pieniądze, które są tam sprzedawane jako talizmany przynoszące szczęście” – informuje z dezaprobatą JP. Problem świec-Żydów jest jednak zauważalny.

“Jednak nawet miejscowi zatrzymują się, aby podsumować najnowsze osiągnięcia w tym kontrowersyjnym temacie: świece zapachowe, które jeden sprzedawca reklamował jako „dające przyjemne, ciepłe światło podczas spalania” – pisze żydowski portal. Można się domyślić, iż najwięcej kontrowersji wzbudza właśnie owo “spalanie Żydów”, nawet, jeśli ich formę mają jedynie świece zapachowe. Krytycy zauważają, iż po świeczce “zostaje jedynie grosik”. To właśnie spalanie ukształtowanych specyficznie świec miało być dowodem na antysemityzm Polaków. “Wielu członków grupy na Facebooku wyraziło oburzenie, ponieważ produkt przypomniał im, jak naziści spalali ciała Żydów w krematoriach podczas Holokaustu w okupowanej Polsce” – wskazuje JP.

“Ponadto: „Uważa się, że postać Żyda sprzyja finansowemu sukcesowi”” – dodaje, z jakiegoś powodu uważając przesąd za problematyczny, czy wręcz szkodliwy. “Zjawisko” Żydów-świec wyszło na jaw na początku tego miesiąca na grupie na Facebooku pod nazwą Życie Żydowskie. “Co najmniej dwie firmy, Ośrodek Pszczelarski Łukasiewicz i Przedsiębiorstwo Pszczelarskie Łysoń, oferowały produkty online – informuje Elżbieta Magenheim”. Biznes nie potrwał długo, ze względu na wykazany, rzekomy antysemityzm. “Obie firmy usunęły produkty ze swojego katalogu internetowego po tym, jak Jewish.pl, polsko-żydowski serwis informacyjny, opublikował w niedzielę artykuł o odkryciu Magenheim. Żaden z nich nie odpowiedział na prośbę o komentarz ze strony Jewish Telegraphic Agency” – dowiadujemy się ze strony JP.

Sprzedawca Łukasiewicz, któremu zarzuca się antysemityzm, oferował dwa rozmiary, zwane „małym Żydem” i „dużymi Żydami”, o wymiarach odpowiednio 4 i 7 cali. „Ręcznie odlewana świeca z wosku pszczelego. Uważa się, że postać Żyda sprzyja sukcesowi finansowemu. Imponujący, duży, daje przyjemne ciepłe światło podczas spalania oraz przyjemny aromat miodu i propolisu” – czytamy w opisie produktu. Według Jerusalem Post, “krytycy uważają, że jest to wyraz stuleci antysemickich uprzedzeń w kraju, którego społeczeństwo i rząd słyną z tragicznej historii wielkiej niegdyś polskiej społeczności żydowskiej”.

Problem ze świecami nie jest pierwszym tego rodzaju, gdy Polakom zarzuca się antysemityzm przez fakt sprzedaży drobnych upominków. Wcześniej podobna krytyka spotkała wizerunek “szczęśliwego Żyda”. Ten bowiem jest „głęboko zakorzeniony w negatywnych stereotypach” – stwierdził w 2017 roku Rafał Pankowski, założyciel warszawskiej organizacji antyrasistowskiej „Nigdy więcej”. Jego potępienie pomogło zmusić sklep z pamiątkami polskiego parlamentu do zakończenia sprzedaży figurek szczęśliwego Żyda” – informuje JP. Najwyraźniej, presja środowisk żydowskich wciąż działa. Nie ma również znaczenia, iż we wspomnianych sklepach pszczelarskich można kupić również świece w kształcie aniołów czy Matki Boskiej z Dzieciątkiem.

Jerusalem Post

/ Fot. Twitter/ screen

Centrum kongresowe Kay Bailey Hutchison w Dallas przekształcone w obóz da schronienie ogromnej liczbie młodych imigrantów.

  • Ilość nielegalnych imigrantów w Stanach Zjednoczonych stale rośnie.
  • Konieczne stało się zamienienie w tymczasowy obóz centrum kongresowego.
  • Przewiduje się, iż da on schronienie nawet 3 tysiącom imigrantów-nastolatków.

Jak informują amerykańskie media, centrum kongresowe Kay Bailey Hutchison w Dallas zostanie przekształcone w obóz dla młodych imigrantów. Administracja Bidena planuje zmienić centrum w ośrodek dla ponad 3 tysięcy nastoletnich imigrantów. “Notatka przekazana radzie miasta Dallas informuje, że tak zwane „centrum dekompresyjne” będzie przeznaczone dla mężczyzn w wieku od 15 do 17 lat” – informuje Post Millennial.

Konieczność stworzenia “centrum dekompresyjnego” pojawiła się wraz z rosnącą liczbą imigrantów. Straż graniczna zmuszona jest przetrzymywać nastolatków przez “dłuższy czas”, gdyż Departament Zdrowia i Opieki Społecznej od dawna nie ma już dla nich miejsc. „Władze amerykańskie napotkały w lutym ponad 100 000 osób przekraczających granicę bez osobowości prawnej – to poziom wyższy niż przez całą prezydenturę Donalda Trumpa” – przekazano. Wiadomo, iż obóz z samego założenia nie będzie spełniał wszystkich wymogów, a ilość zgromadzonych namiotów sugeruje, iż imigranci będą musieli “czekać przez tydzień na zwykły prysznic”.

W czerwcu 2019 roku Alexandria Ocasio-Cortez przedstawiła opinię, iż “obóz koncentracyjny jest uważany przez ekspertów za “masowe przetrzymywanie cywilów bez procesu””. “To nie hiperbola. To konkluzja nasuwająca się po analizie ekspertów” – przekonywała wówczas Demokratka. Z kolei Nancy Pelosi w niedawnym stwierdzeniu obarczyła winą za obserwowany między styczniem a marcem wzrost migracji Donalda Trumpa. Inne zdanie na ten temat mają jednak sami zainteresowani. Imigranci otwarcie przyznają, iż są ciągną do USA dlatego, iż “Biden im obiecał”.

Post Millennial