/

Według raportu Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego, katolickie organizacje tworzą największą po publicznych podmiotach sieć pomocową w Polsce. - Odgrywają istotną rolę w realizacji usług społecznych w kraju - podkreślił ks. Wojciech Sadłoń, dyrektor ISKK.

  • W Polsce funkcjonują katolickie organizacje charytatywne na kilku poziomach: ogólnopolskim, diecezjalnym, zakonnym i organizacji przyparafialnych.
  • Według raportu ISKK, w Polsce w 2019 r. działało 891 katolickich organizacji charytatywnych. Większość z nich prowadzą zakony żeńskie (445), a 239 - zakony męskie. Z kolei 207 organizacji miało charakter diecezjalny i ogólnopolski.
  • Katolickie organizacje charytatywne podjęły w 2019 r. ponad 4 miliony jednostkowych usług.
  • Najwięcej dotyczyło pomocy żywnościowej i sprzętowej (około 1,7 mln jednostkowych form pomocy w ramach ponad 1500 dzieł charytatywnych). Ponad 1200 dzieł charytatywnych skierowanych było na pomoc dla dzieci, młodzieży i matek.
  • Zobacz także: Alternatywa dla Konwencji Stambulskiej. Ziobro szuka poparcia w Europie

Katolickie organizacje charytatywne niosą wsparcie na kilku poziomach: ogólnopolskim, diecezjalnym, zakonnym i organizacji przyparafialnych. Raport nie wziął pod uwagę działalności o charakterze oddolnym, niezinstytucjonalizowanym, jak np. okazjonalna pomoc ubogim przy furtach zakonnych.

Według raportu ISKK, w Polsce w 2019 r. działało 891 katolickich organizacji charytatywnych. Większość z nich prowadzą zakony żeńskie (445), a 239 - zakony męskie. Z kolei 207 organizacji miało charakter diecezjalny i ogólnopolski. Rezultatem działalności tych wszystkich organizacji było około 6,5 tys. dzieł charytatywnych, z czego 65% na poziomie diecezjalnym, 18% zakonó żeńskich, a 17% męskich.

Pomoc różnego rodzaju

Katolickie organizacje charytatywne podjęły w 2019 r. ponad 4 miliony jednostkowych usług. Pod względem liczby udzielonych jednostkowych form pomocy aż 87 proc. przypadało na organizacje diecezjalne oraz ogólnopolskie. Najwięcej dotyczyło pomocy żywnościowej i sprzętowej (około 1,7 mln jednostkowych form pomocy w ramach ponad 1500 dzieł charytatywnych). Ponad 1200 dzieł charytatywnych skierowanych było na pomoc dla dzieci, młodzieży i matek. Niemal 900 dzieł związanych było z pomocą doraźną i ogólną, ponad 700 – z pomocą psychologiczną i rodzinną, niemal 600 – z pomocą dedykowaną osobom w kryzysie bezdomności itp. Katolickie organizacje realizowały też 118 projektów humanitarnych o wartości ponad 30 mln zł.

Z kolei w 11 tysiącach parafii katolickich w Polsce działa ponad 65,5 tys. organizacji przyparafialnych. Blisko 52%. wspólnot przyparafialnych prowadzi działalność charytatywną. Można oszacować, że zaangażowanych w nią jest około miliona osób.

gosc.pl

Portal wp.pl zarzucił, że przez posła PiS Piotra Uścińskiego ludzie będą umierać na koronawirusa. Polityk zdecydował się odpowiedzieć na zarzuty. – Nie będę uczył dziennikarzy Wirtualnej Polski ich fachu, ale z pewnością mogliby się wiele nauczyć od kolegów z portalu Media Narodowe – powiedział.

  • Poseł Piotr Uściński w mediach społecznościowych poinformował o najnowszych badaniach o skuteczności pachnotki zwyczajnej w leczeniu koronawirusa.
  • Polityk został zaatakowany na łamach portalu wp.pl. „Pachnotka nie zadziała, a ludzie po prostu będą umierać” – zarzucono.
  • Nie będę uczył dziennikarzy Wirtualnej Polski ich fachu, ale z pewnością mogliby się wiele nauczyć od kolegów z portalu Media Narodowe – powiedział Uściński.
  • Zobacz także: Zioło lekarstwem na COVID? Spór między posłem PiS a dziennikarzami

– Dziennikarze Wirtualnej Polski obejrzeli filmik i przeczytali moje wpisy dotyczące opublikowanych badań naukowych, wskazujących na antycovidowe właściwości ekstraktu pachnotki zwyczajnej. […] Zaatakowali mnie twierdząc, że „pachnotka nie zadziała, a ludzie po prostu będą umierać”. Pytam się – skąd ten wniosek? – powiedział poseł Uściński, przytaczając artykuł z wp.pl. – Przecież, nawet gdyby naukowcy, na których się powołuję, m.in. z Tajwanu, Niemiec, USA, innych krajów, mylili się, to i tak właściwości pachnotki przemawiają na jej korzyść – podkreślił.

https://twitter.com/PiotrUscinski/status/1374098866602119170

– Pytam w tytule tego filmiku, czy to zioło może być lekarstwem na COVID i to bez recepty. Podaję linki do badań opublikowanych w poważnych czasopismach medycznych. Ostatnie badania wykonane na Tajwanie potwierdzają, że w warunkach laboratoryjnych pachnotka działa. Jednocześnie zaznaczam, zarówno w filmiku, jak i we wpisie, że jeszcze nie opracowano technologii produkcji leku, nie przebadano go na ludziach – stwierdził.

Pachnotka pomaga czy szkodzi? Dziennikarze WP nie mogą się zdecydować

Co ciekawe, o dobroczynnych właściwościach pachnotki donosił sam portal wp.pl jakiś czas temu. Wytknął to poseł Uściński. “Posiada ona szereg leczniczych właściwości. Wzmacnia układ odpornościowy, łagodzi objawy grypy, a także dolegliwości alergiczne. Co jeszcze warto wiedzieć na temat pachnotki zwyczajnej?” – można przeczytać w artykule.

– Przecież nikogo nie namawiam do nieszczepienia, czy do unikania lekarza, leczenia szpitalnego. Wręcz przeciwnie. Podkreślam, że jestem zwolennikiem szczepień i sugeruję, żeby nie stosować niesprawdzonych terapii – zaznaczył polityk PiS.

Poseł Uściński pochwalił rzetelność ostatniego artykułu naszego portalu na temat pachnotki. – Nie będę uczył dziennikarzy Wirtualnej Polski ich fachu, ale z pewnością mogliby się wiele nauczyć od kolegów z portalu Media Narodowe – powiedział. Do momentu publikacji artykułu żaden z dziennikarzy wp.pl nie zgłosił się do odbycia stażu w naszej redakcji.

/

Pod koniec lutego odbyły się w Brześciu organizowane przez Forum Polskich Inicjatyw Lokalnych Brześcia i Obwodu Brzeskiego, którym kieruje Anna Paniszewa, uroczystości ku czci „Żołnierzy Wyklętych”. Dla władz Białorusi stało się to pretekstem dla wdrożenia represji wobec przedstawicieli mniejszości polskiej.

  • Pod koniec lutego odbyły się w Brześciu uroczystości ku czci „Żołnierzy Wyklętych”. Dla władz Białorusi stało się to pretekstem dla wdrożenia represji wobec przedstawicieli mniejszości polskiej.
  • 9 marca, białoruskie władze zdecydowały o wyrzuceniu z Białorusi z konsulatu generalnego RP w Brześciu polskiego konsula, Jerzego Timofiejuka.
  • 11 marca białoruska milicja zatrzymała w Brześciu współzałożyciela Forum Polskich Inicjatyw Lokalnych Brześcia i Obwodu Brzeskiego Aleksandra Nawodniczego. Dzień później do aresztu trafiła Anna Paniszewa.
  • Zobacz także: Alternatywa dla Konwencji Stambulskiej. Ziobro szuka poparcia w Europie

9 marca, białoruskie władze zdecydowały o wyrzuceniu z Białorusi z konsulatu generalnego RP w Brześciu polskiego konsula, Jerzego Timofiejuka, który uczestniczył we wspomnianych patriotycznych uroczystościach ku czci „Żołnierzy Wyklętych”. Zdaniem władz Białorusi czciły one „bandytów”, którzy mordowali Białorusinów. Równocześnie w białoruskich państwowych mediach ukazały się publikacje atakujące organizatorów wydarzenia.

Postępowanie wszczęła także brzeska prokuratura. Jest ono prowadzone w sprawie „podżegania do nienawiści na tle narodowościowym” oraz „rehabilitacji nazizmu” do jakiego miało dojść w trakcie wspomnianych obchodów. Prokuratura twierdzi, że „pod pretekstem świadczenia usług informacyjnych i kulturalno-oświatowych z udziałem co najmniej 20 nieletnich uczniów i młodych mieszkańców Brześcia byli gloryfikowani zbrodniarz wojenni, włączając Romualda Rajsa, znanego pod pseudonimem <>”. Temu, że w uroczystościach miał być wspominany akurat "Bury", zaprzecza polska dyplomacja.

Represje wobec polskich działaczy

11 marca białoruska milicja zatrzymała w Brześciu współzałożyciela Forum Polskich Inicjatyw Lokalnych Brześcia i Obwodu Brzeskiego Aleksandra Nawodniczego. Dzień później do aresztu trafiła Anna Paniszewa, która wówczas wróciła właśnie z Polski. Według niepotwierdzonych informacji prowadzi ona głodówkę w areszcie. W środę „Polacy Grodzieńszczyzny” rozpoczęli akcję internetową #wolnośćdlaPaniszewej w celu wywarcia presji i wsparcia Anny Paniszewej.

kresy.pl, twitter.com

W tym roku zima choć była śnieżna na terenie całego kraju, przez większość sezonu, to jednak może nie wystarczyć przed groźbą suszy rolnej. Polskie grunty rolne borykają się z wadami decyzji rządów z ubiegłych lat. Niemal 40 procent terenów jest ekstremalnie, bądź silnie zagrożone wystąpieniem suszy rolnej.

Najwyższa Izba Kontroli przeprowadziła na przełomie 27 maja 2020 r. i 11 września 2020 r. przeprowadziła dochodzenie w Ministerstwie Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej, Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi, Państwowym Gospodarstwie Wodnym Wody Polskie: w Krajowym Zarządzie Gospodarki Wodnej oraz w sześciu regionalnych zarządach gospodarki wodnej, a także w Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Istotą kontroli było poznanie odpowiedzi na pytanie, czy efektywnie i skutecznie przeciwdziałano niedoborom wody w rolnictwie.

Śnieżna zima może nie wystarczyć

W informacji zamieszczonej na stronie NIK’u możemy przeczytać, że susza w polskim rolnictwie nie jest zjawiskiem nowym, ale o ile jeszcze niedawno występowała co pięć lat, to w ostatnim czasie obejmowała znaczne obszary kraju już niemal co roku – w 2015, 2016, 2018, 2019 i w 2020 r. Efektem niedoborów wody były straty w produkcji rolnej, a tym samym konieczna stała się pomoc państwa dla poszkodowanych rolników. W 2015 r. wyniosła około 500 mln zł, ale w 2018 r. już cztery razy więcej – nieco ponad 2 mld zł, w 2019 r. niemal 1 mld 900 mln zł.

“Choć na problem niedoborów wody w rolnictwie wskazywano w wielu dokumentach strategicznych, a kompetencje w zakresie zarządzania zasobami wodnymi przejęło Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie, to wciąż brakuje spójnej koncepcji, która zapewniałby strategiczne i systemowe ujęcie gospodarowania wodą w rolnictwie” – podaje NIK.

Ubóstwo wodne bolączką polskiego rolnictwa

Wstępne prognozy przewidują narastanie problemu z ciągłym procesem osuszania gleby, tym samym zwiększa się ryzyko suszy. Polska zaliczana jest do krajów ubogich w zasoby wodne. Przeciętne zasoby wód w Polsce wynoszą około 60 mld metrów sześciennych, a w porach suchych ten poziom obniża się do 40 mld metrów sześciennych.

Z danych wynika, że największym konsumentem zasobów wodnych w Polsce jest rodzime rolnictwo. Niestety nasz kraj posiada bardzo niskie zasoby wodne przeznaczone na potrzeby rolne, jednocześnie są one rozmieszczone nierównomiernie. Przez te problemy, deficyt wodny dotyczy 3/4 powierzchni Polski, najczęściej i w największym stopniu tereny Wielkopolski, Mazowsza i Kujaw.

Całkowity bilans wodny jest zależny od wielkości opadów w dorzeczach rzek, ich rozkładu w czasie oraz możliwości naturalnej i sztucznej retencji, która pozwala zatrzymać lub spowolnić spływ wód, w tym zagospodarować wody opadowe.

Zdaniem NIK problem stanowi zbyt mała retencja zlewni lokalnych. Powodem jest między innymi to, że w Polsce przybywa powierzchni uszczelnionych w procesie urbanizacji oraz nadmierne przyspieszenie odpływu wód ze zlewni i dolin rzek za sprawą regulacji rzek i urządzeń melioracyjnych, które pełnią obecnie głównie funkcje odwadniające.

“Wnioskuje się o wypracowanie rozwiązań w zakresie przeciwdziałania niedoborowi wody w rolnictwie z uwzględnieniem niezbędnych narzędzi i mechanizmów zapewniających warunki ich realizacji; podjęcia współpracy na rzecz edukacji i kreowania świadomości rolników w zakresie właściwego gospodarowania wodą” – czytamy we wniosku pokontrolnym skierowanym do odpowiednich ministerstw.

forsal.pl

Czaszka

/ fot. pixabay

Sataniści z amerykańskiego stanu Teksas domagają się poszanowania ich wolności religijnej. Jak twierdzą, tamtejsze przepisy aborcyjne utrudniają im przeprowadzanie rytualnych aborcji.

  • Sataniści z Teksasu nie zgadzają się ze stanowymi przepisami aborcyjnymi. – Mamy specjalną procedurę i w żadnej części tej praktyki nie uwzględniamy wykonywania sonogramów ani żadnych innych medycznie zbędnych czynności, które są wymagane w Teksasie. Dlatego uważamy, że narzucenie tych rzeczy jest naruszeniem naszej wolności religijnej – wyjaśnił Lucien Greaves, współzałożyciel i rzecznik Świątyni Szatana.
  • Greaves wypowiedzi dla mediów opisał rytuał aborcji, jaki przeprowadzają.
  • Sataniści złożyli pozew w sądzie.
  • Zobacz także: Zbezczeszczono dziecięce nagrobki. Policja szuka sprawców wandalizmu

Sataniści domagają się, aby przepisy stanu Teksas ich nie obowiązywały. – Mamy specjalną procedurę i w żadnej części tej praktyki nie uwzględniamy wykonywania sonogramów ani żadnych innych medycznie zbędnych czynności, które są wymagane w Teksasie. Dlatego uważamy, że narzucenie tych rzeczy jest naruszeniem naszej wolności religijnej – wyjaśnił Lucien Greaves, współzałożyciel i rzecznik Świątyni Szatana.

Zabijanie dzieci nienarodzonych w Teksasie jest legalne do 20 tygodnia jego życia w łonie matki. Po tym terminie zabicie jest możliwe w przypadku zagrożenia życia matki lub poważnej choroby dziecka. Jeśli dana osoba kwalifikuje się do tego, stan wymaga od niej wykonania sonogramu i otrzymania dokumentacji na temat ryzyka medycznego, alternatyw adopcyjnych i etapów rozwoju płodu. Stan wymaga, by kobieta odczekała 24 godziny od otrzymania sonogramu i dokumentacji, zanim będzie mogła dokonać aborcji.

– Rytuał przebiega w ten sposób: Zanim dojdzie do aborcji […], członkini Świątyni Szatana spojrzy na swoje odbicie, przypomni sobie o swojej osobowości i odpowiedzialności za siebie, weźmie głęboki oddech, skupi się na swoich intencjach i ułoży się wygodnie. Kiedy będzie gotowa, wypowie na głos trzecią i piątą dogmatykę Świątyni – zrelacjonował satanista. – Po aborcji kobieta powraca do swoich przemyśleń i cytuje swoją osobistą deklarację: “Przez moje ciało, moją krew. Z mojej woli to się stało” – dokończył.

Pozew satanistów został złożony w Sądzie Okręgowym USA dla Południowego Dystryktu Teksasu, Wydział Houston, przeciwko Teksańskiemu Departamentowi Służby Zdrowia i Johnowi Hellerstedtowi, komisarzowi tej agencji.

washingtontimes.com

/ Fot. Wikimedia Commons

Podczas jednej z konferencji prasowych kanclerz Niemiec, Angela Merkel zapowiedziała twardy lockdown kraju włącznie z wprowadzeniem godziny policyjnej. Zasugerowała ona również, aby biskupi zamknęli do 18. kwietnia wszystkie kościoły, a liturgia wielkanocna oraz nabożeństwa odbywały się wyłącznie wirtualnie. Minister Spraw Wewnętrznych, Horst Seehofer ze swojej strony wyklucza taką możliwość i był zaskoczony taką deklaracją swojej przełożonej.

W ostatnich dniach kanclerz Angela Merkel wraz z premierami landów ogłosiła przedłużenie trwających obostrzeń, aż do 18. kwietnia. Jednakże od Wielkiego Czwartku do Poniedziałku Wielkanocnego u naszych zachodnich sąsiadów będzie obowiązywać tzw. twardy lockdown, gdzie życie społeczne i gospodarcze ma zostać całkowicie zamrożone.

Oprócz tego padła również zaskakująca dla części CDU/CSU deklaracją sugerującą związkom wyznaniowym, aby te w tym okresie zamknęły swoje świątynie. A nabożeństwa były wyłącznie transmitowane za pośrednictwem telewizji, internetu czy też radia.

Merkel zaskakuje nawet swoich ministrów

Taka sugestia spotkała się ze znaczącym oporem wspólnot chrześcijańskich, a w szczególności Kościół Katolicki, będzie w tym czasie przeżywał okres Męki i Zmartwychwstania Pańskiego. Minister Spraw Wewnętrznych był zaskoczony taką wypowiedzią swojej przełożonej – “Byłem zdumiony, że akurat partie z literą C w nazwie sugerują, że kościoły powinny powstrzymać się od odprawiania nabożeństw, zwłaszcza w okresie wielkanocnym” – powiedział Horst Seehofer z bawarskiej CSU.

Wytłumaczył również, że taka propozycja jest jedynie sugestią niemającą faktycznego umocowania prawnego – “Mój resort nie złożył tej propozycji, choć jesteśmy odpowiedzialni za religie. Zamiast tego ministerstwo spraw wewnętrznych już na początku pandemii opracowało wspólnie z kościołami wytyczne sanitarne, które do dziś działają bez zarzutu”.

Kanclerz Angela Merkel i premierzy krajów związkowych uzgodnili, że w okresie wielkanocnym zostaną wprowadzone dodatkowe ograniczenia, aby przerwać trzecią falę pandemii. Od 1 do 5 kwietnia włącznie życie publiczne, gospodarcze i prywatne ma być w dużej mierze zamrożone.

Ogólnie lockdown w Niemczech został przedłużony do 18 kwietnia. W postanowieniach konferencji napisano – “Rząd federalny i kraje związkowe zwrócą się do wspólnot religijnych z prośbą, aby w tym czasie zgromadzenia religijne odbywały się tylko wirtualnie”.

Kościół katolicki i ewangelicki w Niemczech zapowiedziały, że nie chcą tak po prostu rezygnować z nabożeństw z udziałem wiernych. Władze tych Kościołów były zaskoczone zaleceniem rządu Angeli Merkel i premierów krajów związkowych – przyznał przewodniczący Konferencji Episkopatu Niemiec Georg Baetzing i przewodniczący Rady Kościoła Ewangelickiego w Niemczech Heinrich Bedford-Strohm.

interia.pl

Watchdog Polska przesyła do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa dotyczące partii Wiosna Roberta Biedronia.

Stowarzyszenie Sieć Obywatelska Watchdog Polska podjęło się wykonania zdecydowanego kroku. We wtorek Watchdog złożyła do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez członków Zarządu Krajowego Partii Wiosna Roberta Biedronia. Partii zarzucono nieudostępnienie informacji obywatelom, pomimo, iż miała obowiązek je opublikować.

Na stronie siecobywatelska.pl zamieszczono komunikat w sprawie, wyjaśniający przyczynę złożenia zawiadomienia do prokuratury. “Właśnie przesłaliśmy do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez członków Zarządu Krajowego Partii Wiosna Roberta Biedronia. Chodzi o czyn wskazany w art. 23 ustawy z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej, czyli nieudostępnienie informacji publicznej mimo ciążącego na podmiocie obowiązku. Dlaczego sięgamy po tak radykalny środek? Ponieważ partia skutecznie uniemożliwia nam dochodzenie naszych praw przed sądem administracyjnym” – napisano w wyjaśnieniu.

Stowarzyszenie opisuje, iż już w marcu 2019 roku wysłało różnym polskim partiom zapytania dotyczące wyciągu z kont bankowych i wydatków. Wiosna Biedronia odpowiedziała na to wezwaniem do “wykazania szczególnie istotnego interesu publicznego”. Partia uważa, iż Stowarzyszenie zażądało informacji przetworzonej, która jeszcze nie została wytworzona. Co więcej, zażądała opłaty za udostępnienie danych.

Nie o to jednak chodzi Watchdog Polska. “Nie odpowiedzieliśmy na wezwanie, stojąc na stanowisku, że wnioskujemy o informację publiczną prostą, bo wyciąg z konta bankowego nie wymaga przetworzenia, chyba że partia zamierzała stworzyć od nowa historię swojego konta” – opisano na stronie Stowarzyszenia. Ostatecznie, otrzymało ono jedynie część danych, tj. rejestry wpłat. Partia Biedronia odmówiła udostępnienia reszty danych, powołując się na przepisy RODO. Stowarzyszenie uznało niepodpisaną decyzję za nieważną, w lipcu 2020 roku składając skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie.

“Tu zaczynają się schody. Jeśli wysyłamy skargę na decyzję czy bezczynność jakiejś instytucji, robimy to za jej pośrednictwem, ponieważ musi ona załączyć konieczne dokumenty, w tym swoją odpowiedź na skargę. Wiosna tego nie zrobiła, choć długo liczyliśmy na to, że skarga wreszcie trafi do sądu. W końcu, 28 stycznia 2020 r., wysłaliśmy do partii pismo z zapytaniem, czy przekazali tę skargę. Wówczas okazało się, że Wiosna… skargę zgubiła” – opisuje perypetie z partią Biedronia Stowarzyszenie Watchdog Polska. Ponownie wysłano zatem skargę do Wiosny. Ta również nie trafiła do WSA. Partię ukarano grzywną w wysokości 2 tysięcy złotych, lecz mimo to nie wypełniła ona swoich obowiązków. Dlatego sprawa trafiła do prokuratury.

Rzeczpospolita

Władze Warszawy wnioskują do dzielnicy Praga-Północ, by nie przedłużała umowy najmu z organizatorami Marszu Niepodległości. Chodzi o siedzibę Stowarzyszenia, przy ulicy Ząbkowskiej.

– Uważamy, że stowarzyszenie, którego działalność nosi znamiona dyskryminacji, nie powinno działać w lokalu miejskim. Podmioty, które wynajmują lokale od miasta, muszą przestrzegać klauzul antydyskryminacyjnych, zobowiązują się do tego, podpisując umowę najmu – poinformowała „Gazetę Wyborczą” wiceprezydent Warszawy Aldona Machnowska-Góra. W związku z tym władze stolicy chcą, żeby organizatorzy Marszu Niepodległości nie wynajmowali już lokalu przy ulicy Ząbkowskiej.

– Osobiście uważam, że działalność tego stowarzyszenia dawno przekroczyła wszelkie standardy i nie powinniśmy traktować go jak organizacji prowadzącej działalność pożytku publicznego – stwierdziła Machowska-Góra. W wypowiedzi dla „Gazety Wyborczej” powiedziała ponadto, że podczas Marszy Niepodległości „wielokrotnie dochodziło do burd, demolowania miasta”. – Wznoszono ksenofobiczne i homofobiczne hasła np. „Polska dla Polaków”, „Europa będzie biała albo bezludna”, „Chłopak dziewczyna normalna rodzina”. W listopadzie zeszłego roku uczestnicy marszu zaatakowali policjantów. Rzucali racami w balkon, na którym powiewały flagi tęczowa i Strajku Kobiet. Od racy wybuchł pożar w mieszkaniu na niższym piętrze – dodała. Nie wspomniała, że organizatorzy Marszu odcięli się od początku od tych incydentów, a Robert Bąkiewicz na miejscu uspokajał najagresywniejsze osoby.

Antydyskryminacyjna dyskryminacja. Bąkiewicz prosi o wsparcie

Władze Warszawy powołują się na klauzulę antydyskryminacyjną z zarządzenia prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego z lutego 2020 r., która dotyczy zasad najmu lokali użytkowych. – Polityka równościowa miasta polega na tym, że wyrzuca się organizacje narodowe i patriotyczne z zajmowanych przez nie lokali, wynajmowanych legalnie od miasta. Organizacji, które są legalne, nie sprawiają żadnych problemów w zapłacie czynszu czy jakimkolwiek innym. To taka sprzeczność wewnętrzna, ale chyba pan Trzaskowski z tego jest znany – skomentował w wypowiedzi dla portalu Media Narodowe prezes Stowarzyszenia Marsz Niepodległości Robert Bąkiewicz.

– Od dłuższego czasu poszukujemy nowego lokalu, który będzie spełniał nasze potrzeby, telewizji Mediów Narodowych, ale i samego Stowarzyszenia, który pozwoli nam na organizowanie wielu imprez wydajniej, sprawniej i zapewni nam więcej przestrzeni. Będzie to przestrzeń bardziej reprezentacyjna – poinformował Bąkiewicz. – W związku z tym jest prośba do naszych sympatyków, żeby w tej trudnej chwili, w której środowiska liberalno-lewicowe próbują nas usunąć z przestrzeni publicznej, z lokali, które zajmujemy, żeby wsparli nas również finansowo. Przecież darowizny to jest to źródło, z którego Stowarzyszenie Marsz Niepodległości czerpie środki do realizowania własnych zadań – podkreślił.

Powstała zbiórka pieniędzy na nową siedzibę – TUTAJ

wpolityce.pl

Nowy lockdown stanowi prawdziwy szok dla rynku, a jego sytuacja jest znacznie gorsza, niż w zeszłym roku.

  • Zeszłoroczny lockdown zmroził gospodarkę, powodując ogromne straty u przedsiębiorców.
  • Tegoroczne zamknięcie okazuje się być jeszcze bardziej tragiczne w skutkach, niż pierwsza fala restrykcji.
  • Wiele branż odnotowuje ogromne problemy, a ruch w galeriach handlowych okazuje się być niższy, niż w marcu 2020. roku.

Jak zauważa “Rzeczpospolita”, tegoroczny lockdown stanowi dla handlu ogromny szok i wyzwanie. Rynek zdecydowanie nie był gotowy na tak drastyczne zamkniecie. “Straty sprzedawców rosną” – czytamy. Ostatni tydzień, czyli 15–22 marca, jest pierwszym, którego wyniki można porównać z lockdownem z 2020 r., który również rozpoczął się w połowie marca. (…) ruch w ostatnim tygodniu w centrach handlowych był 13,5 proc. mniejszy niż w porównywalnym okresie 2020 r.” – podkreśla portal.

Lockdown zbiera swoje żniwo po raz kolejny, tym razem jeszcze dotkliwiej raniąc polską gospodarkę. Co ciekawe, spadek sprzedaży dotyka wielu różnych gałęzi biznesu, nawet tych, które wciąż mogą działać w galeriach. “Dla handlu to fatalne informacje, ponieważ mocniej odczuwają to nawet te firmy, które mogą obecnie pracować: sklepy spożywcze, drogerie, apteki czy część placówek usługowych, np. salony fryzjerskie lub salony operatorów telekomunikacyjnych” – stwierdza “Rzeczpospolita”.

Pogorszeniu sytuacji ma sprzyjać fakt, iż tym razem Polacy nie robią zapasów. Wszyscy z pewnością pamiętają panikę, jaką wywołał pierwszy lockdown w zeszłym roku. Masowo wykupywano żywność, leki i produkty pierwszej potrzeby. Tym razem w społeczeństwie nie zaobserwowano takich skłonności.

“Jest gorzej niż w ubiegłym roku ze względu na to, że klienci nie robią zapasów, które gromadzili w ubiegłym roku, ze strachu przed zerwaniem łańcuchów dostaw” – zauważa zarząd Związku Polskich Pracodawców Handlu i Usług. “Nie tylko w naszym kraju zresztą. Nastawienie klientów jest jak najbardziej logiczne. Zakupów mogą dokonać przez Internet, a podstawowe potrzeby zrealizować w aptekach, drogeriach i sklepach wielkopowierzchniowych oraz w sklepach przyulicznych” – czytamy na łamach portalu.

Jak pracodawcy odnoszą się do kolejnych obostrzeń i rządowej pomocy? Ich zdaniem, lockdown przynosi ogromne straty, a kryteria uzyskania wsparcia od władz są kompletnie “niezrozumiałe”. “Polityka rządu jest dla nas niezrozumiała, zwłaszcza w kontekście upartego uzależniania ewentualnej pomocy od kodów PKD, a nie drastycznych spadków obrotów wynikających z administracyjnego przymusu zaniechania działalności gospodarczej” – stwierdza zarząd.

Rzeczpospolita

Krzysztof Krawczyk trafił do szpitala. Zaraził się koronawirusem. Mimo przyjęcia pierwszej dawki szczepionki firmy Pfizer. Jego stan można określić jako stabilny i dobry, biorąc pod uwagę sytuację.

Krzysztof Krawczyk poczuł się osłabiony. Miał kaszel. Profilaktycznie zgłosił się do lekarza. Po wykonaniu testów okazało się, że jest zarażony. Lekarze postanowili pozostawić go w szpitalu. Oddycha samodzielnie. Nie ma potrzeby podłączania go do respiratora.

– Krzysiu jest tam sam. Nie mogę go odwiedzać. To jest dla mnie nie do zniesienia. Odmawiam Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Rozmawiałam z nim wczoraj. Na szczęście głos ma silny – powiedziała w rozmowie z nami Ewa Krawczyk. Rozpłakała się. – Proszę wszystkich o modlitwę.

Również żona piosenkarza została zbadana. Na szczęście jest zdrowa. Apeluje do mediów o uszanowanie trudnej dla nich sytuację i nie podsycanie emocji.

– Jedna z gazet napisała, że mąż jest w fatalnym stanie – dodała. – Jak tak można. Zero odpowiedzialności. Przecież taka wiadomość może przyprawić wiele osób o zawał serca.

W komentarzach pod informacjami o chorobie Krzysztofa Krawczyka fani zapewniają o swoim wsparciu. Grupy modlitewne odmawiają w jego intencji różaniec.

„Proszę nie nękajcie moich bliskich. Mogę tylko Was prosić o modlitwę! Nawet szczepienie Pfeizerem nie pomogło. Łączę się w chorobie ze wszystkimi, których ona dopadła, a szczególnie z moim Przyjacielem Andrzejem Piasecznym. Piasek nie dajmy się tej zarazie! Jak poczuję się lepiej zaraz się odezwę! Chciałbym jednak swoją walkę stoczyć w spokoju! Trzymajcie się! Niech Was Bóg i zdrowy rozsądek prowadzą!” – napisał na swoim Facebooku Krzysztof Krawczyk.

Tekst Zbigniew Heliński

Jerozolima

Jerozolima / Fot. Pixabay

Izraelski Kneset zaakceptował specjalną, elektroniczną bransoletkę, którą otrzymają powracający do Izraela Żydzi. Gadżet “pomoże im” przestrzegać kwarantanny.

  • Żydzi wracający do Izraela mają obowiązek poddać się kwarantannie.
  • Izraelski Kneset zatwierdził w środę używanie specjalnej bransoletki, mającą informować władze o tym, czy dana osoba nie narusza kwarantanny.
  • Podróżni wracający do kraju mogą wybrać albo bransoletkę, albo izolację w hotelu.

Izrael przekonuje, iż wciąż walczy z epidemią koronawirusa. Podczas, gdy liczba nowych zakażeń spadła do najniższego poziomu od grudnia, Kneset właśnie zaakceptował elektroniczną bransoletkę, mającą kontrolować powracających z zagranicy Żydów. “Zgodnie z ustawą zatwierdzoną przez Kneset w środę wszyscy Izraelczycy powracający z zagranicy mogą być zobowiązani do noszenia elektronicznej bransoletki, aby zapewnić im izolację w domu, lub poddania się kwarantannie w hotelu” – informuje The Jerusalem Post.

Jak informuje portal, nowe prawo upoważnia rząd do zmuszania osób, które wjeżdżają do kraju, do wyboru jednej z dwóch opcji. Mogą wybrać hotelową kwarantannę, lub specjalną, szpiegującą bransoletkę. Wyjątkiem są tu dzieci poniżej 14. roku życia oraz inne, “specjalne przypadki humanitarne”. “Wszyscy przybywający obecnie do kraju są zobowiązani do izolacji, chyba że okażą świadectwo szczepienia lub wyzdrowienia wydane przez izraelskie Ministerstwo Zdrowia” – przypomina The Jerusalem Post. “Osoby, które zostały zaszczepione lub wyzdrowiały za granicą, mogą zostać zwolnione z kwarantanny, jeśli przejdą test serologiczny w celu potwierdzenia poziomu przeciwciał” – czytamy.

Fakt, iż Kneset oficjalnie zaakceptował bransoletkę, wydaje się być jedynie czystą formalnością. Okazuje się bowiem, iż “Urządzenia elektroniczne są już używane od kilku tygodni na zasadzie dobrowolności, aby zapewnić, że ludzie nie przerywają kwarantanny”. Kto gospodaruje danymi zdobytymi przez urządzenia? Otóż, zgodnie z projektem, operacja jest prowadzona “w imieniu ministerstwa przez firmy prywatne”. “Zebrane informacje są przechowywane na serwerach należących do rządu, ale utrzymywane przez firmy i zostaną usunięte na koniec okresu kwarantanny, jeśli nie ma zgłoszenia naruszenia, lub nie dłużej niż po 30 dniach”. To prywatna firma poinformuje władze, jeśli dana osoba wyjdzie z domu.

Wszystko ma być, rzecz jasna, jak najbardziej bezpieczne, aby społeczeństwo bez obaw przyjęło bransoletkę. Według prezesa i dyrektora generalnego SuperCom, Ordana Trabelsiego, bransoletka nie może monitorować żadnych szczegółów na temat osoby, która ją nosi, z wyjątkiem tego, czy przestrzega kwarantanny. “W przypadku naruszenia kwarantanny urządzenia nie będą śledzić lokalizacji osoby, ale powiadomią władze, że osoba ta opuściła zamknięty obszar, w którym miała przebywać przez cały czas trwania kwarantanny” – zapewnia The Jerusalem Post. “Ustawę uznano za niezbędne narzędzie do zintensyfikowania egzekwowania kwarantanny, które to władze uznały za niezbędne do ponownego otwarcia izraelskich granic, przynajmniej dla jego obywateli” – czytamy.

The Jerusalem Post

Szczepionki na koronawirusa.

Szczepionki na koronawirusa. / Fot. Pixabay

Rządowa organizacja Health Canada ostrzega przed zakrzepami krwi po AstraZenece, podkreślając jednocześnie, iż szczepionka “nadal jest bezpieczna”.

  • Rządowa agencja Health Canada ostrzega obywateli przed możliwymi zakrzepami krwi po AstraZenece.
  • Jednocześnie, organizacja utrzymuje, iż szczepionka jest “bezpieczna i skuteczna przeciwko koronawirusowi”.
  • Korzyści z przyjęcia preparatu mają bowiem przewyższać ryzyko wystąpienia niepożądanych efektów ubocznych.

Rządowa organizacja Health Canada stanęła w nie do końca jasnej sytuacji. Ostrzega bowiem Kanadyjczyków planujących przyjęcie szczepionki przeciwko COVID-19, iż po AstraZenece mogą powstawać zakrzepy krwi. Mimo wydania ostrzeżenia, agencja nadal podkreśla, iż “szczepionka jest zarówno bezpieczna, jak i skuteczna przeciwko koronawirusowi”.

Pierwsze doniesienia o zakrzepach krwi po AstraZenece pojawiły się w Europie na początku marca. Po informacjach wiele krajów na całym świecie całkowicie wstrzymało szczepienia preparatem tej firmy, do czasu ustalenia przyczyny powstawania zakrzepów. Część z nich przywróciła ją wkrótce potem. Europejska Agencja Leków zwróciła uwagę, iż ilość pacjentów z zakrzepami była znikoma. Wielu ekspertów przedstawiło opinię, iż skrzepy krwi występujące po szczepieniu były zwykłym zbiegiem okoliczności i nie mają nic wspólnego ze szczepionką. W samych badaniach klinicznych preparatu zakrzepy nie zostały ujęte, jako ewentualny efekt uboczny. Niedawne badania przeprowadzone w Stanach Zjednoczonych również miałyby dowodzić, iż szczepionka nie powoduje tego rodzaju efektów niepożądanych.

Rządowa Heath Canada wydała ostrzeżenie przed szczepionką, wspominając o potencjalnym zagrożeniu. Mimo tego, wciąż przypisuje AstraZenece bezpieczeństwo stosowania, jak i skuteczność ochrony przed koronawirusem. Istnieje tu zatem pewna niespójność. Ponadto, AstraZeneca jest obecnie poddawana analizie National Institute for Allergy and Infectious Diseases w Stanach Zjednoczonych w związku z obawami, że dane z badań firmy dotyczące skuteczności szczepionki mogą być niekompletne.

„Przyjrzymy się kompletnemu pakietowi danych [z USA] gdzieś w kwietniu, ocenimy i przekażemy wyniki” – stwierdził główny doradca medyczny Health Canada, dr Supriya Sharma. „Podsumowując: to nie zmienia obecnie zaleceń dotyczących szczepionki AstraZeneca”. Po raz kolejny stwierdzono, iż korzyści ze stosowania szczepionki znacznie przewyższają ryzyko jej przyjęcia.

Global News