Gubernator stanu Indiana w USA, Eric Holomb nie chce zamykania kościołów ze względu na COVID-19. Według polityka, wirus jest wymówką do zamykania świątyń.
Gubernator stanu Indiana zakazał zamykania kościołów.
Jego zdaniem dyskryminacja wiernych łamie Pierwszą Poprawkę konstytucji.
Zarówno władze stanowe jak i lokalne, w szczycie zachorowań, na terenie całych Stanów Zjednoczonych zamykały kościoły. W innych przypadkach, wiernych dotykały ograniczenia uniemożliwiające praktykę religijną.
Dyskryminacja wiernych
Władze posuwały się nawet do aresztu pastorów a celebrujących chrześcijan obarczano grzywnami. Niektóre z kościołów ogradzano płotami lub blokowano wejście na teren świątyń. Jednocześnie kliniki aborcyjne pozostawały wciąż otwarte.
Gubernator stanu Indiana, Eric Holcomb, podpisał ustawę przeciwko dyskryminacji kościołów w sytuacjach kryzysowych. Zgodnie z treścią dokumentu, organizacje religijne zostaną otwarte nawet po wprowadzeniu stanu wyjątkowego.
Ochrona wolności religijnej
Greg Chaufen, radca prawny Alliance Defending Freedom stwierdził, że ustawa odnosi się do wartości konstytucyjnych. Zapewnia bowiem ochronę wolności religijnych – Domy modlitwy i organizacje religijne prowadzą działalność podtrzymującą duszę, która ma zasadnicze znaczenie dla naszego społeczeństwa i jest chroniona przez pierwszą poprawkę – powiedział.
Radca prawny odniósł się do kwestii otwarcia centrów handlowych przy jednoczesnym zamykaniu kościołów. – Rząd nie może traktować kościołów gorzej niż centra handlowe, restauracje czy siłownie bez naruszania konstytucji. Pochwalamy gubernatora Holcomba i władzę ustawodawczą Indiany za wyjaśnienie, że urzędnicy nie mogą wykorzystywać kryzysu publicznego do dyskryminacji działalności religijnej – stwierdził mężczyzna.
Podobna sytuacja miała miejsce w Waszyngtonie. Sędzia federalny stwierdził, że Muriel Bowser, burmistrz Waszyngtonu „dyskryminuje domy modlitwy”. Powodem tych słów były ograniczenia w liczbie wiernych uczestniczących w praktykach religijnych.
Znana jest data beatyfikacji kardynała Stefana Wyszyńskiego. Kardynał Kazimierz Nycz ogłosił wyznaczenie tego dnia przez papieża Franciszka na 12 września. Uroczystość będzie miała miejsce w Warszawie.
Kardynał Kazimierz Nycz ogłosił datę beatyfikacji kardynała Stefana Wyszyńskiego.
Uroczystość zaplanowano na 12 września.
Oprócz Prymasa Tysiąclecia, dokona się beatyfikacja siostry Czackiej.
Kardynał miał zostać ogłoszony błogosławionym w maju 2020 roku. Z powodu pandemii COVID-19, celebrację odwołano. Wierni z niecierpliwością oczekiwali na wyznaczenie kolejnej daty. W międzyczasie pojawiła się szansa na połączoną beatyfikację siostry Czackiej i kardynała Wyszyńskiego.
Kardynał Nycz przedstawił stanowisko Watykanu. Zgodnie z nim, 12 września o godzinie 12:00 odbędzie się beatyfikacja kardynała Stefana Wyszyńskiego i siostry Róży Marii Czackiej. Sam Ojciec Święty nie przybędzie na uroczystość. Reprezentantem papieża na uroczystości będzie kardynał Mercello Semeraro, prefekt Kongregacji do Spraw Kanonizacyjnych.
Sam proces beatyfikacji kardynała Wyszyńskiego trwał od 1989 roku. W 2019 roku, ojciec święty Franciszek zezwolił Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych na wydanie dekretu o doświadczeniu cudu za wstawiennictwem Prymasa Tysiąclecia.
Siostra Róża Czacka założyła Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Służebnic Świętego Krzyża. Proces beatyfikacyjny zakonnicy trwał z kolei od 1987 roku. W ubiegłym roku Stolica Apostolska zatwierdziła cud za jej przyczyną.
Konferencja Episkopatu Polski, za pośrednictwem twittera przekazała informację o beatyfikacji kardynała.
Nawalny poinformował, że w porozumieniu z personelem medycznym podjął decyzję o zakończeniu głodówki. “Lekarze, do których mam pełne zaufanie, ogłosili wczoraj, że udało się nam osiągnąć wystarczająco, abym zakończył głodówkę” – powiedział mężczyzna.
Lekarze ostrzegli polityka, że stan jego zdrowia jest nienajlepszy. Stwierdzili także, że “wkrótce nie będą mieli kogo leczyć”. Innym powodem zakończenia praktyki, była głodówka innych więźniów zainspirowanych Nawalnym. „Jeszcze jednym argumentem, który stał się dla mnie może ważniejszy, było to, że na znak solidarności ze mną rozpoczęło głodówkę kilka innych osób” – powiedział Aleksiej. Dodał także, że rozpłakał się, gdy tylko dowiedział się o takim wsparciu.
Nawalny poinformował, że podejście do jego osoby bardzo się zmieniło. Zaledwie w marcu odmawiano mu wsparcia medycznego. Mężczyzna podkreślił, że zmiana dokonała się za pomocą pomocy ludzi zarówno w Rosji jak i na świecie. “Dziękuję i nie zawiodę was” – zapowiedział.
Medycy opiekujący się więźniem, w liście otwartym poinformowali o dotarciu do wyników badań. Zaznaczyli, że trwanie w strajku głodowym wpływa negatywnie na zdrowie opozycjonisty. W najgorszym wypadku mogłoby zakończyć się śmiercią.
– Potrzebna jest dyskusja na temat pandemii i lockdownu. Staramy się to robić od dłuższego czasu, wysłuchując wszelkich stron – powiedział red. Jan Pospieszalski w rozmowie z portalem Radia Maryja.
Program, który prowadzi Jan Pospieszalski, został zdjęty z anteny, bo TVP nie spodobał się wcześniejszy odcinek, gdzie odbyła się dyskusja na temat lockdownu i koronawirusa.
am nadzieję, że jesteśmy przed ważną rozmową, która zadecyduje lub rozpocznie proces przywracania programu na antenę – zapowiedział dziennikarz.
Obowiązkiem kogoś, kto reprezentuje głos społeczny – a tak traktuję misję dziennikarza – jest komunikowanie się z przedstawicielami rządu, władzy, dopuszczając różne głosy i opinie. Stąd programy, które często były krytyczne i zawierały głosy, z którymi niekoniecznie trzeba się zgadzać, ale tak pojmujemy debatę publiczną. Uniemożliwienie nam tego jest ogromną szkodą – stwierdził Pospieszalski.
– W naszych programach gościliśmy zarówno lekarzy z „pierwszej linii frontu” ze szpitali zakaźnych, jak i rzecznika resortu zdrowia czy prof. Andrzeja Horbana. Była u nas prof. Iwona Paradowska-Stankiewicz czy Michał Dworczyk, pełnomocnik ds. szczepień. Wielokrotnie próbowaliśmy zaprosić ministra zdrowia Adama Niedzielskiego i wiceministra Waldemara Kraskę, którzy nie znaleźli czasu, bo są bardzo zajęci(…). Staram się opisywać rzeczywistość jak najszerzej, także podając w wątpliwość zasadność podejmowanych decyzji – podkreślił dziennikarz. Program “Warto Rozmawiać”, który prowadzi Pospieszalski, został przez TVP zawieszony tydzień po odcinku, w którym miała miejsce dyskusja na temat lockdownu i koronawirusa.
– Mam nadzieję, że jesteśmy przed ważną rozmową, która zadecyduje lub rozpocznie proces przywracania programu na antenę – zapowiedział dziennikarz. – Staramy się wysłuchiwać różnych opinii. W programie wypowiadali się m.in. przedstawiciele Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, w którym szczepiono celebrytów i dr Bodnar z Przemyśla. Toczymy spór o amantadynę i szczepionki. Staram się opisywać rzeczywistość jak najszerzej, także podając w wątpliwość zasadność podejmowanych decyzji – podkreślił.
“Tak traktuję misję dziennikarza”
– W ciągu ponad roku mamy sporo obserwacji dot. COVID-19, ale też widzimy działania rządu. Mamy także własne spostrzeżenia i masę świadectw, jakie skutki przynosi prowadzona od 14 miesięcy polityka zdrowotna. Każdy z nas ma również własne doświadczenia ze służbą zdrowia. Widzimy, co dzieje się z pacjentami na izbach przyjęć, więc obowiązkiem kogoś, kto reprezentuje głos społeczny – a tak traktuję misję dziennikarza – jest komunikowanie się z przedstawicielami rządu, władzy, dopuszczając różne głosy i opinie. Stąd programy, które często były krytyczne i zawierały głosy, z którymi niekoniecznie trzeba się zgadzać, ale tak pojmujemy debatę publiczną. Uniemożliwienie nam tego jest ogromną szkodą – stwierdził.
– Bardzo szanuje ostrożność i to jest pozytywna rzecz. Polacy przy okazji lockdownu i pandemii nauczą się nowych zachowań w kwestii higieny, ale jak widzę starszą osobę, która idzie w parku, a w promieniu 50 metrów nie ma nikogo innego, a ona się dusi w maseczce, trudem łapiąc oddech, to jest absurdalne, że pozwalamy na takie rzeczy. To pokazuje, jak bardzo zostaliśmy wkręceni w pewien stan psychozy. O tym też warto rozmawiać – zauważył.
Jan Pospieszalski podziękował za napływające głosy poparcia. – Jestem wdzięczny wszystkim, a w szczególności środowisku Radia Maryja, które stanęło za nami bardzo solidarnie. Dociera do nas ogrom listów, SMS-ów, telefonów – powiedział. – Kontaktują się z nami także politycy koalicji, bo posłowie Prawa i Sprawiedliwości również wysyłają do nas wyrazy wsparcia, podkreślając, że się solidaryzują, trzymają kciuki i czekają na nasz szybki powrót na antenę. Głos ludzi zaniepokojonych tym, co się stało, jest dla nas bardzo cennym wsparciem. Jestem za to bardzo wdzięczny – podkreślił. – Napisał do mnie jeden z ambasadorów, że nie zgadza się z ogólną wymową, programu z 12 kwietnia i z wieloma tezami, które zostały wygłoszone, ale niedopuszczalne jest, aby na tej podstawie zdejmować program – zaznaczył.
Sławomir Sikora, dziennikarz i przedsiębiorca opowiedział o strategii walki z koronawirusem. Odniósł się także do działania władz TVP względem Jana Pospieszalskiego.
Program Jana Pospieszalskiego został czasowo zawieszony.
Sławomir Sikora przedstawił swój punkt widzenia na strategię walki z COVID-19.
Gościem Karola Plewy w Rozmowie Mediów Narodowych był Sławomir Sikora, dziennikarz i przedsiębiorca. Poruszonymi tematami było zawieszenie programu Jana Pospieszalskiego oraz polityka walki z COVID-19.
Cenzura programu Warto Rozmawiać
Sławomir Sikora na początku rozmowy odniósł się do sprawy cenzury w TVP. Program publicystyczny Jana Pospieszalskiego został zdjęty z anteny po audycji krytykującej działanie rządu. – Chciałem podziękować Janowi Pospieszalskiemu, bo jest to chyba jedyny program w tamtym paśmie, który starał się mówić o amantadynie od kilku miesięcy. Może dlatego przenieśli go z pasma głównego do trójki – powiedział.
Dziennikarz skomentował także działanie posłanki Lichockiej. – Bardzo się cieszę, że pani Lichocka zabrała głos. Ceniłem panią Lichocką jeszcze jakiś czas temu, ale być może władza tak deprawuje, że ludzie zaczynają zachowywać się w sposób niedopuszczalny – powiedział gość.
Redaktor Plewa zapytał o odniesienie do słów posłanki z poprzednich lat. Niegdyś Joanna Lichocka nawoływała poprzedni rząd do wolności w mediach. – Chyba się zapomniała. Mają te maski, nie dotleniają się. Myślę, że pani Lichocka zrobiła dobrą robotę dla Janka Pospieszalskiego i dla nas wszystkich, ponieważ ludzie zauważyli ten program. Wydaje się, że pani Lichocka jest dziennikarką, to powinna mieć świadomość – stwierdził.
Gość odniósł się również do wydania zgody na emisję programu krytykującego rząd. – Może to jest tylko gra polityczna, dlatego że jest do uderzenie w środowisko Morawieckiego, Szumowskiego, Niedzielskiego, Horbana, Simona, którzy się wielokrotnie skompromitowali. Ktoś być może wysłał czytelny sygnał, bo wiem, że w telewizji tak mocnych odpowiedzi nie było. Jeżeli ktoś wiedział, bo byli zaproszeni szczególni goście. Może ktoś komuś wysłał czytelny sygnał – hej chłopaki, zatrzymajcie się. Dobrze, że coś takiego się wydarzyło i dobrze, że pani Lichocka zabrała głos – powiedział Sikora.
Dziennikarz powiedział także o kwestii zarobków w branży medycznej. – Nasi ratownicy, medycy zarabiają olbrzymie pieniądze i tego się nie da ukryć. To zaczyna wzbudzać zazdrość. Jeżeli pielęgniarka zarabiała kilka tysięcy złotych a teraz zarabia dziesięć. Znam kilka osób w tej branży i jak się wchodzi na temat zarobków to się robi cisza. Bardzo krępujące. Dla niektórych ludzi będę przypominał: kiedy się skończy pandemia? Poważni ludzie zainwestowali poważne pieniądze. Skończy się kiedy zarobią – kontynuował.
Blokowanie dostępu do amantadyny
Sławomir Sikora wskazał także na własne przygotowanie do ewentualnego zachorowania na koronawirusa. – Ja jestem zaopatrzony w amandatynę. Czekam jak się znowu kolejna fabryka spali, to może nie mieć tej amantadyny. Przecież na Tajwanie się spaliła jedna z największych fabryk amantadyny. W dziwnych okolicznościach jest ona reglamentowana. Dziwnym trafem wypowiadał się Horban, kilka miesięcy temu, że nie można udowodnić, że amantadyna leczy. Coś co jest, być może leczy, było zablokowane przez kilka miesięcy. Według mnie to konkretne lobby zablokowało i wydaje mi się, że prokuratura powinna wejść – powiedział.
– Jak wstępowaliśmy do UE, mieliśmy nadzieję, że nareszcie będziemy bezpieczni i cała ta wschodnia polityka, którą rządzi Putin, (…) przestanie mieć wpływy, bo mamy silnych partnerów. (…) Unia – mająca strzec w Polsce tej kruchej demokracji – zawiodła nas kilka razy – powiedziała w programie “Graffiti” w Polsat News posłanka PO Izabela Leszczyna.
Posłanka PO Izabela Leszczyna stwierdziła w Polsat News, że UE zawiodła jej nadzieje. Liczyła, ze wspolnota będzie mociej “strzec w Polsce tej kruchej demokracji”. Nie sprecyzowała, w czym konkretnie UE zawiodła.
Leszczyna skrytykowala też działalność wymiaru sprawiedliwości za rządów PiS i ich koalicjantów.
Posłanka PO nie wymieniła konkretnych wydarzeń, w których – jej zdaniem – UE zawiodła. Odniosła się natomiast do mechanizmu “pieniądze za praworządność”. – Jeśli mam wybierać, czy Polska ma dostać pieniądze, ale obywatele mają być wsadzani do więzienia bez udowodnienia im winy, a sędziom ma się zabierać immunitet za to, że stoją na straży prawa, to wolę zrezygnować z tych funduszy w obronie obywateli – oceniła polityk. – Jestem przekonana, że do tego nie dojdzie, bo wcześniej odsuniemy PiS od władzy – stwierdziła.
Leszczyna skrytykowała też działalność wymiaru sprawiedliwości za rządów PiS i ich koalicjantów. – Wyroki, orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego i niektórych izb Sądu Najwyższego są pod dyktando polityczne, to zapotrzebowanie partyjne, dlatego nie waham się tego nazywać tak, jak na to zasługuje – powiedziała. – To jakiś chory układ Ziobry. Zniszczył wymiar sprawiedliwości w Polsce i w tej chwili problem z nim mają już nawet Kaczyński i Morawiecki. Będą mieć ten problem, zasłużyli sobie na to – stwierdziła. – Ostrzegaliśmy, że powierzenie takiej władzy jednemu człowiekowi, znanemu z tego, że wyrządził wiele szkody indywidualnym ludziom, (…) jest niebezpieczne. Kaczyński to zrobił i sam będzie za to odpowiadać. Pewnie niedługo ten rząd – na szczęście – się rozpadnie, także przez Zbigniewa Ziobrę – wyraziła nadzieję.
Stowarzyszenie Sieć Obywatelska Watchdog Polska podjęło się wykonania zdecydowanego kroku. We wtorek Watchdog złożyła do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez członków Zarządu Krajowego Partii Wiosna Roberta Biedronia. Partii zarzucono nieudostępnienie informacji obywatelom, pomimo, iż miała obowiązek je opublikować.
Na stronie siecobywatelska.pl zamieszczono komunikat w sprawie, wyjaśniający przyczynę złożenia zawiadomienia do prokuratury. "Właśnie przesłaliśmy do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez członków Zarządu Krajowego Partii Wiosna Roberta Biedronia. Chodzi o czyn wskazany w art. 23 ustawy z dnia 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej, czyli nieudostępnienie informacji publicznej mimo ciążącego na podmiocie obowiązku. Dlaczego sięgamy po tak radykalny środek? Ponieważ partia skutecznie uniemożliwia nam dochodzenie naszych praw przed sądem administracyjnym" - napisano w wyjaśnieniu.
Stowarzyszenie opisuje, iż już w marcu 2019 roku wysłało różnym polskim partiom zapytania dotyczące wyciągu z kont bankowych i wydatków. Wiosna Biedronia odpowiedziała na to wezwaniem do "wykazania szczególnie istotnego interesu publicznego". Partia uważa, iż Stowarzyszenie zażądało informacji przetworzonej, która jeszcze nie została wytworzona. Co więcej, zażądała opłaty za udostępnienie danych.
Nie o to jednak chodzi Watchdog Polska. "Nie odpowiedzieliśmy na wezwanie, stojąc na stanowisku, że wnioskujemy o informację publiczną prostą, bo wyciąg z konta bankowego nie wymaga przetworzenia, chyba że partia zamierzała stworzyć od nowa historię swojego konta" - opisano na stronie Stowarzyszenia. Ostatecznie, otrzymało ono jedynie część danych, tj. rejestry wpłat. Partia Biedronia odmówiła udostępnienia reszty danych, powołując się na przepisy RODO. Stowarzyszenie uznało niepodpisaną decyzję za nieważną, w lipcu 2020 roku składając skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie.
"Tu zaczynają się schody. Jeśli wysyłamy skargę na decyzję czy bezczynność jakiejś instytucji, robimy to za jej pośrednictwem, ponieważ musi ona załączyć konieczne dokumenty, w tym swoją odpowiedź na skargę. Wiosna tego nie zrobiła, choć długo liczyliśmy na to, że skarga wreszcie trafi do sądu. W końcu, 28 stycznia 2020 r., wysłaliśmy do partii pismo z zapytaniem, czy przekazali tę skargę. Wówczas okazało się, że Wiosna… skargę zgubiła" - opisuje perypetie z partią Biedronia Stowarzyszenie Watchdog Polska. Ponownie wysłano zatem skargę do Wiosny. Ta również nie trafiła do WSA. Partię ukarano grzywną w wysokości 2 tysięcy złotych, lecz mimo to nie wypełniła ona swoich obowiązków. Dlatego sprawa trafiła do prokuratury.
Rada Języka Polskiego (RJP) z niezadowoleniem odnotowuje upowszechnienie się terminu “lockdown”. – Jest wyrazem zapożyczonym, niezaadaptowanym graficznie do polszczyzny. Posługiwanie się nim przez media, polityków itd. może powodować wśród części użytkowników języka polskiego poczucie wykluczenia – jest to bowiem słowo nowe i mimo że używane już od kilku miesięcy, to wciąż dla wielu osób (szczególnie starszych) niezrozumiałe – stwierdziła przewodnicząca RJP prof. Katarzyna Kłosińska.
Rada Języka Polskiego negatywnie odniosła się do upowszechnienia słowa “lockdown” w polskiej przestrzeni publicznej.
By uniknąć tego zapożyczenia, należało zacząć używać innego słowa już przed rokiem – wskazała przewodnicząca RJP prof. Katarzyna Kłosińska.
Obecnie znów słyszymy o lockdownie, a jednak sytuacja jest zupełnie różna od tej przed rokiem, gdy w ogóle nie mogliśmy wychodzić na ulice – zauważyła.
Mimo negatywnej opinii, Rada Języka Polskiego zauważyła, że słowo “lockdown” upowszechniło się już tak mocno w Polsce, że niemożliwe jest odwrócenie tego procesu. – Można ubolewać nad tym, że gdy zaistniała potrzeba nazwania zjawiska polegającego na “zamknięciu” kraju (czyli zakazie wychodzenia z domu, zaprzestaniu działalności przez wiele instytucji itd.), nie stworzono lub nie “odświeżono” wyrazu, który odnosiłby się do niego w bardziej zrozumiały sposób – zaznaczyła prof. Kłosińska. – To słowo weszło do obiegu, a wiele osób zdążyło się do niego przyzwyczaić. Wprowadzenie nowego słowa mogłoby więc spowodować kłopoty komunikacyjne. By uniknąć tego zapożyczenia, należało zacząć używać innego słowa już przed rokiem – wskazała.
– Niestety, Rada Języka Polskiego nie ma wpływu na język używany przez polityków i urzędników państwowych – z zalem stwierdziła przewodnicząca tej instytucji. Zauważyla jednocześnie, ze lockdown lockdownowi nierówny. – Dla części społeczeństwa to słowo jest zupełnie niezrozumiałe, a dla części niejasne. Ja sama zaliczam się do tej drugiej kategorii, bo obecnie znów słyszymy o lockdownie, a jednak sytuacja jest zupełnie różna od tej przed rokiem, gdy w ogóle nie mogliśmy wychodzić na ulice – zaznaczyła.
Międzynarodowy Komitet Olimpijski podjął decyzję o zakazie propagandy w czasie igrzysk w Tokio. Decyzja odnosi się do treści „politycznej, religijnej lub rasowej”. W związku z tym zakazane będzie choćby wyrażanie poparcia dla BLM przez piłkarzy.
W czasie igrzysk olimpijskich w Tokio, zakazano okazywania gestów politycznych.
Decyzja została podjęta po działaniach sportowców popierających ruch BLM.
Ustalenie nastąpiło po rozmowach z ponad 3500 sportowcami. Wpływ na decyzję miały działania zwolenników ruchu BLM. Popularny na boiskach stał się gest zaciśniętej pięści oraz klękania.
Zakaz działań propagandowych
Zasada uchwalona przez Międzynarodowy Komitet Olimpijski odnosi się do „demonstracji lub propagandy politycznej, religijnej lub rasowej”. Owe działania zostały zakazane na obiektach sportowych i wszystkich innych terenach, na których odbywa się olimpiada. Sportowcy poparli pomysł utrzymania zasady na stałe.
Działalność Black Lives Matter wkracza na obszary sportowe skutkiem czego jest zwiększona ilość apeli do władz federacji o możliwość okazania aprobaty dla ruchu. Prezes World Athletics, Sebastian Coe poinformował, że według niego należy dać sportowcom możliwość okazywania przynależności politycznej. Opinia odnosi się również do igrzysk olimpijskich. Około 70 procent sportowców, którzy opiniowali zasadę, sprzeciwiło się przejawom politycznym.
Z powodu pandemii koronawirusa, igrzyska olimpijskie w Tokio zostały przeniesione o rok. Początek zaplanowano na 23 lipca tego roku.
Ćwiczenia fizyczne wpływają na lekki przebieg koronawirusa. U osób nie korzystających z aktywności fizycznej, ryzyko zachorowania na COVID-19 wzrasta o 150%.
Ćwiczenia fizyczne zmniejszają ryzyko ciężkiego przebiegu COVID-19 aż o 150%.
WHO ogłosiło nowy zalecany czas aktywności w tygodniu, wynosi 300 minut.
Twórcy badań opublikowanych w British Journal of Sport Medicine informują, że częste ćwiczenia fizyczne połączone z zachowaniem bezpieczeństwa to najlepszy sposób na przeciwdziałanie COVID-19. Aktywność ruchowa wpływa na lekki przebieg choroby a także zapobiega późniejszym powikłaniom.
Naukowcy zgromadzeni przy Kaiser Permanente Medical Center w USA przebadali blisko 50 tys. osób chorych na koronawirusa. Badanie trwało od 1 stycznia do 21 października 2020 roku. Wśród zarażonych wyznaczono 3 grupy. Pierwsza to aktywni poniżej 10 minut tygodniowo. Druga, osoby uprawiające aktywność fizyczną od 10 do 149 minut w ciągu tygodnia. Trzecia grupa zajmująca się sportem minimum 150 minut w tygodniu.
Chorzy nieaktywni fizycznie narazili się na ryzyko zgonu o 150 procent. Możliwość wydłużonego czasu na oddziale intensywnej terapii wzrosło o 73 procent względem osób aktywnych. Twórcy badania uznają, że bezruch gorzej wpływa na przebieg koronawirusa od palenia tytoniu.
Do wyników badań odniósł się dr hab. Ernest Kuchar. – Od lat wiadomo, że regularna aktywność fizyczna wzmacnia naszą odporność. Zmniejsza ryzyko wystąpienia infekcji, łagodzi ich przebieg i wspiera powrót do zdrowia. Ruch pobudza krążenie krwi i stymuluje przemieszczanie się limfy w naszym ciele, która transportuje komórki odpornościowe – mówił specjalista w dziedzinie chorób zakaźnych i medycyny sportowej.
Światowa Organizacja Zdrowia zaleca w ciągu tygodnia aktywność fizyczną trwającą 300 minut. To dwukrotność poprzedniej rekomendowanej dawki ruchu. Powodem jest zmniejszenie aktywności w czasie pandemii.
Od początku sytuacji związanej z koronawirusem, stan aktywności ruchowej Polaków uległ ograniczeniu. W 2020 roku, 43 procent aktywnych obywateli zmniejszyło ruch. Sytuacji nie ułatwia fakt zamkniętych obiektów sportowych. Dotychczas nie podano daty ponownego otwarcia siłowni.
Francuska Rada Stanu orzekła w sprawie zbierania danych przez operatorów komórkowych. Z uzasadnienia decyzji wynika, że francuska konstytucja jest nadrzędna w stosunku do prawa europejskiego.
Francuska Rada Stanu stwierdziła, że prawo unijne nie może wpływać na bezpieczeństwo Francuzów.
Po ogłoszeniu decyzji, w przypadku zwykłych przestępstw nie będzie można korzystać z danych operatorów telekomunikacyjnych.
Organ sprawdził prawidłowość prawa europejskiego. Zdaniem Rady, konstytucja francuska stoi ponad prawem UE odnośnie zapisywania informacji operatorów komórkowych. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej oświadczył uprzednio, że kraje członkowskie unii nie mogą obciążać operatorów obowiązkiem przechowywania danych. Zapis informacji obejmowałby lokalizację wszystkich użytkowników sieci. Trybunał Sprawiedliwości stwierdził, że wyłącznie w wypadku realnego zagrożenia bezpieczeństwa narodowego można podjąć taką praktykę.
Rada Stanu w środę orzekła: Ramy gromadzenia danych w prawie europejskim nie podważają wymogów konstytucyjnych dotyczących bezpieczeństwa narodowego i walki z przestępczością – brzmi uzasadnienie decyzji. Ochrona podstawowych dóbr narodowych zawarta we francuskiej konstytucji nie powinna być przedmiotem regulacji unijnych. Ponadto, Rada Stanu poinformowała, że przechowywanie informacji operatorów sieci objęte prawem francuskim jest uargumentowane zagrożeniem bezpieczeństwa narodowego i wpisuje się w wymogi Trybunału Sprawiedliwości UE.
W decyzji można również wyczytać krytykę zarządzenia uchwalonego przez Trybunał. Rada Stanu napisała: W przypadku przestępstw określonych przez TSUE rozwiązanie polegające na ukierunkowanym gromadzeniu danych nie jest ani materialnie możliwe, ani – skuteczne operacyjnie. W istocie nie jest możliwe wstępne ustalenie, kto będzie zaangażowany w przestępstwo, które nie zostało jeszcze popełnione lub gdzie zostanie popełnione – brzmi treść decyzji.
Co roku we Francji 2,5 miliona razy dochodzi do wykorzystania informacji przechowywanych przez operatorów telekomunikacyjnych. Poprzez decyzję wydaną przez Radę Stanu, zgoda wydana przez Premiera musi być zyskać akceptację Krajowej Komisji Kontroli Technik Wywiadu.