Jarosław Gowin

Jarosław Gowin / fot. TT/@mrpit_gov_pl

O godzinie 16:00 minął termin zgłaszania kandydatów na nowego RPO. To już kolejne podejście polskiego parlamentu do tego wyboru. Koalicja Polska – PSL, Koalicja Obywatelska, Lewica, Polska 2050, Porozumienie Jarosława Gowina i Koło Poselskie Polskie Sprawy poparły na to stanowisko prof. Marcina Wiącka. Kandydatką PiS ma być senator Lidia Staroń.

Początkowo kandydatów na nowego RPO miało być więcej. Jednak po tym, jak rekomendowany przez Porozumienie prof. Marek Konopczyński nie zyskał poparcia PiS i zrezygnował, a opozycja uzgodniła wspólnego kandydata, lista zamknęła się na dwóch nazwiskach. Ostatecznie obóz rządzący podzielił się w tej sprawie, bo politycy Porozumienia Jarosława Gowina udzielili poparcia kandydatowi opozycji.

– Jestem zaszczycony, że tak szerokie grono zdecydowało się na wystawienie mojej kandydatury na RPO. Jestem człowiekiem nauki. Od kilkunastu lat pracuję na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Przez wiele lat zajmowałem się prawem konstytucyjnym, teraz zajmuje się prawami człowieka. Ponadto, całe swoje życie poświęciłem na rzecz władzy sądowniczej – powiedział podczas konferencji prasowej prof. Marcin Wiącek.

Wiele komentarzy po ogłoszeniu nazwisk kandydatów

rmf24.pl, twitter.com

Magdalena Środa

/ fot.youtube.com

Dr Paweł Basiukiewicz, lekarz wielokrotnie krytycznie wypowiadający się na temat wprowadzanych w Polsce obostrzeń sanitarnych, został zawieszony na Twitterze. Zdaniem administracji serwisu, jego konto naruszyło regulamin.

Publicysta i dziennikarz Rafał Warzecha udostępnił dzisiaj informację o tym, że lekarz został zawieszony na Twitterze. Udostępnił także przedstawione uzasadnienie. W jego opinii jest ono “kompletnie absurdalne”. Dr. Basiukiewiczowi zarzucono, że naruszył zasady Twittera, “dotyczące nadużyć i nękania”.

Dr Paweł Basiukiewicz wielokrotnie zamieszczał na Twitterze krytyczne wpisy dotyczące strategii walki z COVID-19 lub działań podejmowanych przez poszczególne rządy. Jego zdaniem lockdowny nie przynoszą rezultatów. Przekonuje także, że nie jest dostatecznie udowodniona skuteczność maseczek.

– W ubiegłym roku, kiedy mieliśmy ścisły lockdown, straty ekonomiczne wyliczono na co najmniej miliard złotych dziennie. Oprócz kwestii gospodarczych mamy sprawy społeczne. Po trzecie, czego szczególnie nie rozumiem, mamy do czynienia z okrucieństwem i nieumiejętnością przyznania się do błędu ze strony rządzących. Chodzi mi o zamykanie szkół i trzymanie dzieci w jakiejś dyssocjalnej bańce. Do tego dochodzi zamykanie placów zabaw i boisk. To jest kompletnie bez sensu – powiedział w jednym z wywiadów.

Kolejne problemy doktora

Po tym, jak podpisał się pod listem otwartym do Premiera i Prezydenta RP, został wezwany przez Naczelną Izbę Lekarską do złożenia wyjaśnień. Wraz z pozostałymi sygnatariuszami apelował w nim “aby szczepienia planowane w Polsce miały wyłącznie charakter dobrowolny, z wykluczeniem jakichkolwiek form przymusu i aby informacja o możliwych powikłaniach czy niebezpieczeństwach związanych ze szczepieniami została podana opinii publicznej oraz aby na temat szczepień i ich korzyści i zagrożeń zorganizowano rzetelną debatę publiczną”.

dorzeczy.pl, twitter.com

Pistolet.

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pixabay

Rząd zamierza jeszcze bardziej ograniczyć Polakom, już i tak restrykcyjny, dostęp do broni palnej – informuje Fundacja Ad Arma. Na stronie Kancelarii Premiera pojawił się opis projektu ustawy o zmianie dotychczasowej ustawy o broni i amunicji, który ma być przyjęty przez Radę Ministrów jeszcze w II kwartale 2021 roku.

  • Zdaniem Fundacji Ad Arma, “na polu implementacji dyrektywy UE do Polski może dojść do ogromnej mistyfikacji, w konsekwencji której pogorszy się bezpieczeństwo Polaków, a powiększy się monopol państwa na posiadanie i kontrolę broni”.
  • Zdaniem analityków Fundacji, dyrektywa ta w Polsce powinna skutkować znaczącym wzrostem swobód obywatelskich w zakresie dostępu do broni palnej i amunicji.
  • Tymczasem z zapisów zaprezentowanej ustawy wynika, że dostęp do broni palnej w Polsce miałby zostać bardziej ograniczony.
  • Zobacz także: Oszuści ze wschodnim akcentem okradają Polaków! Nie daj się nabrać [WIDEO]

Rząd argumentuje, że prace nad projektem wynikają z wymogów prawa Unii Europejskiej, a konkretnie z rzekomej konieczności implementacji do polskiego prawa dyrektywy Rady UE 91/477/EWG w sprawie kontroli nabywania i posiadania broni.

„Obawiamy się, że na polu implementacji dyrektywy do Polski może dojść do ogromnej mistyfikacji, w konsekwencji której pogorszy się bezpieczeństwo Polaków, a powiększy się monopol państwa na posiadanie i kontrolę broni” – mówi Jacek Hoga, prezes Fundacji Ad Arma. Zdaniem analityków Fundacji, dyrektywa ta w Polsce powinna skutkować znaczącym wzrostem swobód obywatelskich w zakresie dostępu do broni palnej i amunicji.

Bardziej swobodny dostęp do broni palnej dzięki dyrektywie UE?

Regulacje UE rozpoznają o wiele więcej swobód w kwestii posiadania i nabywania broni niż polskie prawo krajowe. Z treści dyrektywy oraz postanowień umów międzynarodowych podpisanych przez Polskę wynika, że regulacje UE nie biorą pod uwagę broni uznanych za zabytkową oraz broni zaprojektowanych przed rokiem 1900. Dotyczy to nie tylko broni czarnoprochowej rozdzielnego ładowania, ale również broni strzelającej amunicją scaloną. W związku z tym, z perspektywy UE, bronią historyczną nie wymagającą pozwolenia mogą być m.in. konstrukcje strzeleckie stosowane powszechnie w trakcie II wojny światowej (np. karabin Mosin). Każda broń zaprojektowana, przed rokiem 1900 w ogóle nie podchodzi pod dyrektywę i zgodnie z prawem UE Polacy powinni mieć ją całkowicie legalne, bez pozwoleń.

Fundacja Ad Arma przypomina również, że zgodnie z dyrektywą, bez pozwolenia może być dostępna także broń należąca do tzw. kategorii C, czyli m.in.: powtarzalne karabiny centralnego zapłonu (czyli większość sztucerów myśliwskich), powtarzalne strzelby o długości całkowitej powyżej 60 cm (w tym strzelby “pump action”), jednostrzałowe strzelby, jednostrzałowe pistolety bocznego zapłonu. Według unijnych przepisów, do jej posiadania wystarczy rejestracja, czyli poinformowanie odpowiedniego organu o fakcie zakupu takiej broni.

Równocześnie, według wytycznych UE, należy poszerzyć Polakom dostęp do broni z tzw. kategorii A, czyli, m.in. broni samoczynnej. Zgodnie z unijną dyrektywą, może być ona dostępna na pozwolenie, , w celach kulturowych, w celach edukacyjnych, badawczych, historycznych i obrony narodowej. Wszystkie te wymagania spełniają obecnie m.in. polscy strzelcy sportowi i kolekcjonerzy.

„Po implementacji do polskiego prawa dyrektywy UE powinniśmy więc spodziewać się licznych ułatwień w dostępie do broni palnej. Polski rząd zamierza jednak zrobić coś zupełnie odwrotnego: użyć dyrektywy, aby jeszcze bardziej ograniczyć Polakom dostęp do broni” – tłumaczy Jacek Hoga.

Co zmieni nowa ustawa?

Udostępniony opinii publicznej ogólny opis istoty rozwiązań, które mają być ujęte w rządowym projekcie, zakłada m.in.:

– „Jako warunki dla uzyskania pozwolenia w przypadku strzelectwa sportowego proponuje się przyjąć – posiadanie od co najmniej 12 miesięcy dokumentu potwierdzającego kwalifikacje, wydanego przez polski związek sportowy właściwy w sprawie sportów strzeleckich”. Fundacja Ad Arma zwraca uwagę, że może to oznaczać wydłużenie procedury otrzymywania pozwolenia na broń o ponad rok.

– „Rozszerzenie obowiązku przedstawienia raz na 5 lat właściwym organom orzeczeń lekarskich i psychologicznych na wszystkich posiadaczy pozwolenia na broń”. Dotknie to szczególnie strzelców sportowych i kolekcjonerów, którzy do tej pory nie mieli takiego przymusu, i będzie oznaczało dodatkowe koszty.

– Ograniczenie dostępu do broni długiej (z kategorii A),

– Restrykcje dla urządzeń ładujących mieszczących ponad 10 nabojów do broni długiej i 20 do broni krótkiej.

„Z dostępnych danych wynika więc, że rząd planuje dokonać oszustwa w implementacji dyrektywy UE i wdrożyć w naszym kraju jeszcze większe restrykcje w dostępie do broni” – mówi Jacek Hoga. „To również jawne oszustwo w obietnicach wyborczych. Miała być strzelnica w każdym powiecie, miała być zwiększona obronność, miało być oswajanie Polaków z bronią, w szczególności młodzieży, i przygotowywanie społeczeństwa na poszerzenie cywilnego dostępu do broni. Politycy PiS jeszcze kilka lat temu zapewniali, że poszerzenie dostępu do broni będzie jak najbardziej możliwe. Dzisiaj ci sami politycy zamierzają jeszcze bardziej utrudnić Polakom dostęp do broni” – dodaje prezes Fundacji Ad Arma.

Fundacja zwraca także uwagę na to, że projektowane przez rząd rozwiązania zakładają możliwość wydawania pozwoleń na broń samoczynną stowarzyszeniom, które „uzgadniają zakres swojej działalności odpowiednio z Ministrem Obrony Narodowej lub ministrem właściwym do spraw wewnętrznych”. „W praktyce oznacza to, że dostęp do broni samoczynnej będzie w Polsce wydawany po kluczu partyjnym i politycznym” – wyjaśnia Jacek Hoga.

Senat

Politycy Konfederacji zaapelowali do senatorów, którzy dzisiaj obradują nad Funduszem Odbudowy, o sprzeciw wobec ratyfikacji zasobów własnych UE. Ich zdaniem są w Senacie ludzie, którzy myślą podobnie do Konfederacji i to na nich liczą dzisiaj wyborcy.

Nie mamy na ten moment własnych senatorów, dlatego chcielibyśmy zaapelować do senatorów, którzy obecnie sprawują swój mandat. Izba senacka powinna naprawiać prawo, zarówno technicznie, jak i powinna dokonywać korekty politycznej. – mówił poseł Krzysztof Tuduj.

Apelujemy do senatorów, którzy myślą podobnie jak my, o odwagę, aby zdecydowanie odrzucili ten szkodliwy dla Polski projekt. – dodał poseł.

Anna Bryłka z biura prawnego Konfederacji powiedziała: Konfederacja od samego początku mówi o tym, z czym się wiąże ratyfikacja nowych zasobów własnych Unii Europejskiej. O czym w większości opinia publiczna nie ma wiedzy. My w Sejmie nie głosowaliśmy nad tą ratyfikacją 2/3 głosów, mimo tego, że taką procedurę powinna przyjąć ta ratyfikacja. Dochodzi tutaj dokładnie do przekazania konkretnych kompetencji UE – nakładania danin publicznych i zaciąganie pożyczek na rynkach kapitałowych.

“Są senatorowie, którzy myślą podobnie”

Dyrektor biura prasowego, Tomasz Grabarczyk: Wiemy, że w senacie są także poszczególni senatorowie, którzy myślą podobnie. Wiemy, że są ludzie, którzy także zastanawiają się jak głosować, jaką strategię przybrać na dzisiejsze obrady. (…) Chcemy im dzisiaj powiedzieć, że na nich liczymy. Na nich liczą wszyscy ci, którzy zdają sobie co niesie za sobą fundusz zadłużenia, że te pieniądze dla Polski mają swoją cenę.

Mandat senatora różni się od mandatu posła tym, że nie jest on zależny od wpisania na listę partyjną. Ten senator może wystartować niezależnie, jeśli ma poparcie wyborców w swoim okręgu, jeśli jest postacią, której wyborcy ufają. Dlatego apelujemy do nich, żeby mieli odwagę powiedzieć „nie”. – dodał Grabarczyk.

Link do całości konferencji.

Parada wojskowa pułku Azow w Mariupolu, 12 czerwca 2016 r.

pułk Azow, Ukraina, neonaziści, Donbas / Fot. YouTube

BBC podało, że zatrzymany kilka dni temu w Mińsku białoruski opozycyjny dziennikarz Raman Pratasiewicz, w przeszłości działał w operującym w Donbasie neonazistowskim pułku Azow. Miał być członkiem służby prasowej. Prorządowe białoruskie media oskarżają go natomiast, że walczył w tym pułku jako najemnik.

  • Informacje o związkach Pratasiewicza z kontrowersyjnym ukraińskim pułkiem Azow pojawiały się już wcześniej.
  • Pratasiewicz utrzymuje, że nie walczył w pułku Azow, a jedynie relacjonował konflikt jako niezależny dziennikarz.
  • Do sprawy odniósł się były dowódca pułku, Andrij Biłeckij.
  • Zobacz także: Polski rząd podjął decyzję. Samoloty z Białorusi z zakazem wlotu

Pratasiewicz już w zeszłym roku potwierdził, że spędził rok w regionie Donbasu, miejscu działalności pułku Azow. Twierdził jednak, że jedynie relacjonował konflikt jako dziennikarz i fotograf. Taką wersję potwierdził też w tym tygodniu były dowódca pułku, Andrij Biłeckij.

Pułk Azow został uformowany do walki z Rosjanami i pro-rosyjskimi separatystami w południowo-wschodniej Ukrainie. – W tym krytycznym momencie naszą historyczną misją jest przewodzić białej rasie na świecie w jej ostatecznej krucjacie. Krucjacie, której celem jest przetrwanie. Krucjacie przeciwko semickim podludziom – pisał swego czasu Andrij Biłeckij, w jednym ze swoich programowych komentarzy. W 2019 roku 39 deputowanych do amerykańskiego Kongresu wysstosowało list z apelem do ówczesnego szefa Departamentu Stanu Mike’a Pompeo, o dopisanie pułku Azow do listy zagranicznych organizacji terrorystycznych.

Informacje o związkach Pratasiewicza z kontrowersyjnym ukraińskim pułkiem Azow pojawiały się już wcześniej. Pisał o nich m.in. ukraiński politolog Iwan Kaczanowski i portal tygodnika „Dzerkało Tyżnia”, zn.ua. Twarzy Pratasiewicza dopatrzono się także na zdjęciu na okładce magazynu pułku Azow z lipca 2015 roku. Widać na nim uzbrojonego mężczyznę w mundurze wojskowym.

kresy.pl, gazetaprawna.pl

Sala plenarna Sejmu RP.

Rekomendowany przez Porozumienie Jarosława Gowina kandydat na RPO, profesor Marek Konopczyński, zrezygnował z ubiegania się o to stanowisko. Dziś o godzinie 16:00 upływa termin zgłaszania kandydatur na Rzecznika Praw Obywatelskich.

  • Prof. Marek Konopczyński nie będzie kandydatem na RPO. O swojej rezygnacji poinformował na Twitterze.
  • Prof. Konopczyński nie ukrywał w mediach społecznościowych swoich lewicowych poglądów.
  • Obóz rządowy ma już tylko kilka godzin na wskazanie swojego kandydata na RPO.

– RPO musi realizować proobywatelską misję ponad politycznymi podziałami. W związku z informacjami o braku poparcia największego sejmowego ugrupowania, uważam moje dalsze zaangażowanie w proces wyborów RPO za bezprzedmiotowe. Dziękuję wszystkim wspierającym moją osobę – napisał na Twitterze Konopczyński. Kandydat na RPO wskazany przez Porozumienie Jarosława Gowina zrezygnował po tym, jak okazało się, że mimo wcześniejszych zapowiedzi, nie uzyska poparcia całego obozu rządowego.

Jak już pisaliśmy, prof. Konopczyński nie ukrywał w mediach społecznościowych swoich lewicowych poglądów. Jego wypowiedzi wzbudziły kontrowersje. Bardzo prawdopodobne, że to one doprowadziły do upadku tej kandydatury.

Obóz rządowy ma już tylko kilka godzin na wskazanie swojego kandydata na RPO. Zdaniem dziennikarza RMF FM, można się spodziewać “kolejnej fali wzajemnych pretensji między Jarosławami Gowinem i Kaczyńskim, to jednak ani nikogo nie dziwi, ani nie posuwa spraw do przodu”.

rmf24.pl, twitter.com

Marta Lempart na proteście.

Marta Lempart na proteście. / Fot. YouTube

Lewicowe działaczki zaprezentowały wczoraj obywatelski projekt ustawy “Legalna aborcja. Bez kompromisów”. Wbrew nazwie, autorki łaskawie zgodziły się w projekcie, żeby w części przypadków zabijanie dzieci nienarodzonych było nadal zakazane.

– Chciałybyśmy, żeby Dzień Matki był dniem matek z wyboru. Chcemy dążyć do tego, żeby w końcu była w Polsce taka sytuacja, że wszystkie matki są matkami wyłącznie z wyboru, a wszystkie dzieci są dziećmi chcianymi. Nasza ustawa jest tak naprawdę o decydowaniu, o wyborze – stwierdziła Karolina Skowron z Akcji Demokracji. Zupełnie nie rozumie, że dokonując aborcji matka nie przestaje być matką. Staje się jedynie matką zamordowanego dziecka. Poza tym, wbrew jej słowom, obywatelski projekt ustawy “Legalna aborcja. Bez kompromisów”, nie jest o decydowaniu. Niezależnie od tego, czy prawne przyzwolenie na zabijanie dzieci nienarodzonych będzie szersze czy węższe, to każdy decyzję i tak podejmuje we własnym sumieniu. Po prostu decydując się na zło, czy w węższym zakresie – coś niezgodnego z prawem – trzeba się liczyć z konsekwencjami. Zresztą nawet, jeśli dane zło nie jest prawnie sankcjonowane, też może nieść ze sobą konsekwencje. Nie prawne, ale jednak ciążące na dalszym życiu.

Kobiety mniej i bardziej ważne

– Jesteśmy tu dzisiaj po to, aby w tak szerokim gronie środowisk najważniejszych organizacji, inicjatyw kobiecych powiedzieć, że robimy krok do przodu. Żeby powiedzieć, że jesteśmy tutaj po to, żeby nikt nie musiał sobie załatwiać aborcji. Ani w Polsce, ani za granicą – powiedziała posłanka Lewicy Katarzyna Kotula. Po czym zaprezentowała projekt ustawy, w myśl którego aborcja jest załatwiana Polkom w szerszym zakresie, niż dotychczas.

Działaczki lewicowe po raz kolejny chcą wyraźnie zasugerować, że rzekomo kobiety, które nie są za mordowaniem, nie są kobietami. Swoją drogą, na czas promowania projektów aborcyjnych nagle schodzi na dalszy plan forsowanie genderyzmu. Nagle lewica powraca do tradycyjnego pojmowania płci – z wyraźnym rozróżnieniem na dwie: kobiety i mężczyzn.

– Wnoszenie o legalizację zabijania dzieci w Dniu Matki wymownie ukazuje okrutną rzeczywistość stojąca za tym postulatem – podkreśliła Magdalena Korzekwa-Kaliszuk. Jednak to przedstawicielka tej mniej ważnej, zdaniem lewicy, części kobiet, to znaczy tej, która nie jest za zabijaniem własnych (cudzych też) dzieci.

Dzień Matki Martwego Dziecka?

Projekt “Legalna aborcja. Bez kompromisów” zakłada, że tytułowy proceder będzie miał prawne przyzwolenie do 12. tygodnia ciąży. – Dlaczego tylko do 12 tygodnia? Bo to jednak człowiek? – zdziwiła się blogerka kataryna. – Po 12. tygodniu aborcja ma być też dostępna z powodów wad płodu, zagrożenia zdrowia i życia, czy kiedy ciąża jest wynikiem czynu zabronionego – wyjaśniła Kamila Ferenc z Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny.

– Żeby Dzień Matki uznać za okazję do promowania aborcji, to trzeba być naprawdę kutermózgiem wypranym z resztek człowieczeństwa – zwrócił uwagę publicysta, Rafał Ziemkiewicz. – To już jest po prostu nieludzkie – dodał jezuita, dziennikarz Radia Watykańskiego, ks. Łukasz Sośniak.

wnp.pl, twitter.com

Bankomat wypłacający pieniądze.

Bankomat wypłacający pieniądze. / Fot. Pixabay

Oszuści ze wschodnim akcentem podszywają się pod przedstawicieli banków i próbują wykraść pieniądze z kont Polaków. Brak ostrożności może zakończyć się bezpowrotną utratą oszczędności, bo bank nie uzna reklamacji. O niebezpiecznym procederze informuje “Niebezpiecznik”.

  • Jeden przedstawia się jako Dariusz Świętochowski. Drugi jako Patryk Kurek. Obaj to oszuści, których zdradza mówienie ze wschodnim akcentem. Jednak “Niebezpiecznik” ostrzega, żeby nie sugerować się tymi danymi. Równie dobrze następnym razem oszust może przedstawić się inaczej i mieć inny akcent.
  • Złodzieje dzwonią do Ciebie z prawdziwego numeru Twojego banku(…) jest prawdziwy, bo pod numery telefonów można się podszyć – informuje “Niebezpiecznik”.
  • Niebezpieczne oszustwo może nie tylko pozbawić oszczędności, ale zostawić ofiarę z zaciągniętymi dodatkowymi kredytami. Dlatego apelujemy o udostępnianie tej informacji rodzinie i znajomym.
  • Zobacz także: Biden porzuca Polskę. Nie będzie dalszego wstrzymywania Nord Stream 2

– Nazywam się Dariusz Świętochowski, jestem specjalistą departamentu bezpieczeństwa mBank – rozpoczyna rozmowę telefoniczną mężczyzna. Nazwisko jest fałszywe. Trudno nie przegapić ukraińskiego akcentu rozmówcy. Oszuści ze wschodnim akcentem żerują na naiwności klientów banków. Przekonując, że działają w celu zabezpieczenia konta bankowego, w rzeczywistości wyczyszczają je z pieniędzy.

– Złodzieje dzwonią do Ciebie z prawdziwego numeru Twojego banku i prawie zawsze maja ukraiński akcent. Numer jest prawdziwy, bo pod numery telefonów można się podszyć – informuje “Niebezpiecznik”. – Złodzieje twierdzą, że bank wykrył podejrzaną transakcję na Twoim rachunku i jest ona wynikiem infekcji Twojego smartfona złośliwym oprogramowaniem – podkreśla portal.

Eksperci “Niebezpiecznika” wskazują jednak, że “detekcja na podstawie akcentu to zły pomysł”. – Za chwilę może zadzwonić “natywny” Polak, nie mówiąc już o tym, że w bankach pracują imigranci z Ukrainy i nie każdy telefon osoby z takim akcentem jest fałszywy – zaznaczają.

“To jest aplikacja naszej команди TeamViewer”

Portal udostępnił nagranie rozmowy telefonicznej, przesłane przez jednego z czytelników. Prowadzi on konwersację z dwoma mężczyznami. Pierwszy przedstawia się jako Dariusz Świętochowski. Jeżeli nie zdradzi go od razu ukraiński akcent, nie pasujący wyraźnie do podanego imienia i nazwiska, to w dalszej części rozmowy można wyłapać isstotne wpadki. Oszust mówi np. o tym, że program, o którego wgranie na telefon prosi, przygotowała “komenda TeamViewer”. Ewidentnie pomylił polskie słowo “zespół” z ukraińskim “команда” (komanda).

Oszuści ze wschodnim akcentem, w tej rozmowie są dwaj. Kolejny przedstawia się jako Patryk Kurek, specjalista z działu technicznego. Ma przeprowadzić ofiarę przez proces instalacji na telefonie aplikacji autorstwa “команди TeamViewer”. Jednak to ofiara zastawia sidła na napastnika. Tym razem pieniądze zostały na koncie. Wypłynęło natomiast nagranie całej rozmowy.

Techniki manipulacji

– Złodzieje nalegają na to, by “zgodnie z regulaminem banku”, pracownik działu technicznego przeskanował Twoje urządzenie pod kątem wirusów. W tym celu chcą się połączyć z Tobą przez aplikację Teamviewer QuickSupport lub Anydesk, którą rzekomo masz mieć zainstalowaną, a jeśli jej nie masz, to musisz ja zainstalować, bo “regulamin banku tego wymaga” – wyjaśnia “Niebezpiecznik”. W rzeczywistości wspomniana aplikacja pozwala na zdalne przejęcie kontroli nad urządzeniem. Oszuści ze wschodnim akcentem czyszczą konto bankowe tak, żeby wyglądało, że ofiara wyczyściła je sama. – Złodzieje z Twoją pomocą wykonują operacje “weryfikacji” na Twoim koncie. Widzą wszystko, co Ty, także kody potrzebne do autoryzowania “testowych” transakcji. W ten sposób przejmują kontrolę nad rachunkiem i okradają Cię z pieniędzy, ale z punktu widzenia banku, to Ty “okradłeś się” sam i jak dojdzie do Ciebie co się stało, to Twoja reklamacja zostanie odrzucona – wyjaśnia “Niebezpiecznik”.

– Złodziej w trakcie rozmowy czyta fragmenty skryptu. Widzimy uderzające podobieństwa niektórych z wypowiadanych przez niego zdań do tych, jakie padały w przypadku oszustw opisywanych przez nas 5 lat temu. To sprawdzone w boju, działające socjotechniki: wymuszenie pośpiechu, wzbudzenie zagrożenia, legalizacja przez współdziałanie z policją. Wielu osobom wyłączą trzeźwe myślenie – podkreślają eksperci portalu. – Oszust cytuje poprawny numer karty płatniczej swojej ofierze – zaznaczają. Skąd ma takie dane? – Złodzieje pozyskują Twoje dane z wycieków, np. ze sklepu internetowego. Mają imię, nazwisko, numer telefonu i cztery ostatnie cyfry karty płatniczej, którą opłaciłeś zamówienie – wyjaśniają.

Ostrzeż znajomych: oszuści ze wschodnim akcentem podstępnie atakują

– Od pół roku otrzymujemy średnio po kilkadziesiąt zgłoszeń tygodniowo w sprawie takich telefonów. Jest to więc plaga. Ktoś ewidentnie dzwoni do ludzi z tym przekrętem dzień w dzień – podkreśla “Niebezpiecznik”. Portal zachęca, żeby ofiary kradzieży bezwzględnie zgłaszały sprawy na policję. Nawet, jeśli chodzi o niewielką kwotę. Apeluje też o udostępnianie informacji o działającej szajce. Przyłączamy się do tego wezwania. Ostrzeżmy znajomych. W wyniku podstępu mogą nie tylko stracić wszystkie pieniądze zgromadzone na swoim koncie, ale także musieć spłacać dodatkowe kredyty, zaciągnięte na ich nazwisko przez oszustów.

niebezpiecznik.pl, youtube.com

Premier Mateusz Morawiecki podczas konferencji prasowej.

Premier Mateusz Morawiecki podczas konferencji prasowej. / Fot. Facebook

Po licznych zapowiedziach polski rząd podjął decyzję w sprawie wlotu w naszą przestrzeń powietrzną samolotów nadlatujących z terytorium Białorusi. Jak zakomunikował rzecznik Piotr Müller powzięte działania są elementem sankcji nałożonych na rząd Aleksandra Łukaszenki po niedzielnym incydencie, w którym pojmano białoruskiego opozycjonistę Ramana Pratasiewicza. Unia Europejska po spotkaniu przywódców państw europejskich, nałożyła również sankcje gospodarcze na naszych wschodnich sąsiadów.

  • Po kilku dniach rozmów, wspólnie z innymi krajami UE, polski rząd podjął decyzję o nałożeniu sankcji na rząd Aleksandra Łukaszenki
  • Do polskiej strefy powietrznej zakaz wlotu otrzymały samoloty należące do białoruskich lini lotniczych
  • Unijni liderzy poprosili również przewoźników zarejestrowanych w UE o omijanie strefy powietrznej należącej do Białorusi
  • Rada Europejska zdecydowała również o nałożeniu na naszych wschodnich sąsiadów dodatkowych sankcji gospodarczych
  • Zobacz także: Biden porzuca Polskę. Nie będzie dalszego wstrzymywania Nord Stream 2

Podczas wczorajszej sesji Rady Europejskiej na której zgromadzili się przywódcy 27 krajów Unii Europejskiej ustalono wspólne działania przeciwko białoruskim władzom. Prezydent Aleksander Łukaszenka za pomocą służb wywiadowczych oraz za wsparciem myśliwców MiG-29 przechwycił w ubiegłą niedzielę zarejestrowany w Polsce samolot pasażerski należący do Ryanair. Na jego pokładzie znajdował się białoruski opozycjonista Raman Pratasiewicz, który był od zeszłego roku poszukiwany.

Samolot wylądował awaryjnie w Mińsku po fałszywym alarmie bombowym. Służby zatrzymały białoruskiego opozycjonistę wraz z jego rosyjską partnerkę Sofię Sapiegę, która również według ostatnich doniesień medialnych ma być uwikłana w rzekome organizowanie zamieszek na Białorusi.

Polski rząd podjął decyzję o sankcjach

Po wielu zapowiedział ze strony Premiera Mateusza Morawickiego, polski rząd podjął decyzję o nałożeniu sankcji dla białoruskich władz w związku z ostatnimi wydarzeniami. Jak poinformował rzecznik Rady Ministrów zgodnie z wolą polskich władz zakazano wlotu do naszego kraju samolotów użytkowanych przez białoruskich przewoźników lotniczych.

“Rada Ministrów przyjęła zakaz wlotu w polską przestrzeń powietrzną samolotów użytkowanych przez przewoźników z Białorusi. Jest to element realizacji sankcji, o które wnioskował podczas Rady Europejskiej premier Mateusz Morawiecki” – przekazał za pośrednictwem Twittera, Piotr Müller.

Działania Białorusi potępiło wiele państw, w tym Polska oraz Rada Europejska, zarzucając władzom w Mińsku złamanie prawa międzynarodowego, piractwo, terroryzm państwowy i porwanie samolotu, a także domagając się wyjaśnienia okoliczności tego zdarzenia i zdecydowanej reakcji społeczności międzynarodowej. 

Unijni liderzy zaapelowali również do przewoźników zarejestrowanych na terenie Unii Europejskiej o omijanie na swoich trasach strefę powietrzną należącą do Białorusi. Wcześniej kilku przewoźników jak WizzAir postanowiło na własną rękę omijać Białoruś, wydłużając swoje trasy, korzystając z m.in. polskiej strefy powietrznej.

Przywódcy 27 krajów Unii uzgodnili, że niezwłocznie trzeba wydłużyć liczącą teraz 88 nazwisk, listę ludzi z rządu i otoczenia Aleksandra Łukaszenki, którzy mają zakaz wjazdu oraz zamrożony majątek na terenie UE. Nazwiska dodatkowych osób, które zgodnie z unijnymi regułami, można obłożyć restrykcjami za represje, w tym za los Protasiewicza, zostaną w najbliższych kilku czy też kilkunastu dniach uzgodnione przez przedstawicieli 27 państw Unii w Radzie UE. Ponadto znacząco ma być wydłużona „czarna lista” firm z zamrożonymi aktywami w UE.

rmf24.pl/dw.com

Marta Lempart na proteście.

Marta Lempart na proteście. / Fot. YouTube

Pod koniec 2020 r. „Strajk Kobiet” był głównym tematem w mediach. Organizacja ruszyła więc ze zbiórką pieniędzy i w kilka dni zebrała ponad milion złotych. Teraz Marta Lempart coraz rzadziej pokazuje się w mediach. Ostatnio udzieliła wywiadu „Wysokim Obcasom”. Aktywistka nie ukrywała, że w ostatnim czasie jest jej ciężko. Dziś Lempart ma poważne problemy finansowe. Liderka Strajku Kobieta zmuszona jest korzystać z pomocy bliskich.

– Straciłam wszystko, finansowo i zawodowo. Dotychczasową pracę i firmę. Teoretycznie na własne życzenie. Jestem w fatalnej sytuacji finansowej – powiedziała Lempart. Dodała, że obecnie mieszka „grzecznościowo” u kogoś, kto przebywa poza Polską. Zarobki nie pozwalają jej na wynajęcie mieszkania w Warszawie, ani na spłatę kredytu za mieszkanie we Wrocławiu. – Zarabiam teraz 20 proc. tego, co pięć lat temu. Oszczędności już dawno nie mam – oświadczyła Lempart.

Wsparcie finansowe zapewniają jej rodzice. – Finansowo pomaga mi tata, który naprawdę zasłużył już dawno na to, żeby nie musieć ratować córki, która ma lat 42 i w ramach kosztownego hobby ratuje Polskę. To samo dotyczy mamy, która kupuje mi ubrania, robi zakupy jedzeniowe, robi przelewy „na waciki” – powiedziała aktywistka.

Marta Lempart jest liderką „Strajku Kobiet”, który wyrósł na kanwie protestów po decyzji Trybunału Konstytucyjnego w sprawie tzw. aborcji eugenicznej. 22 października 2020 roku Trybunał Konstytucyjny zdecydował, że zabicie dziecka nienarodzonego w przypadku ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu jest niezgodna z ustawą zasadniczą.

Okazuje się, że problemy finansowe to nie jedyny problem Lempart. W listopadzie ub.r. „Gazeta Polska” napisała, że aktywistka, prowadząc różne biznesy, popadła w konflikt z prawem. Według „GP”, liderka Strajku Kobiet jest oskarżona o zablokowanie kontroli inspekcji pracy w swojej firmie. Jej nazwisko pojawia się również w śledztwie dotyczącym nadużycia uprawnień przez kierujących Operą Wrocławską.

tvp.infodorzeczy.pl