Aby uczestniczyć w niektórych koncertach na Florydzie, niezaszczepieni zapłacą za bilety więcej niż zaszcepieni.

Podziały społeczne w kwestii zaszczepienia na Florydzie. / fot. Michael Seeley Melbourne, FL, United States WikiMedia Commons

Organizator koncertów na Florydzie wpadł na niecodzienny pomysł, aby zachęcić swoją społeczność do szczepień. Postanowił zaoferować 18 dolarów zniżki na bilety na nadchodzący koncert dla zaszczepionych. Jednocześnie ustalił, że niezaszczepieni muszą zapłacić 999,99 dolarów za wstęp na to samo wydarzenie.

  • Koncert promujący szczepienia przeciw COVID-19 pretekstem do podziałów społecznych
  • Mieszane reakcje społeczeństwa nie stoją na przeszkodzie organizatorowi
  • Społeczeństwo amerykańskie sceptyczne wobec szczepień, mimo zachęt rządu i korporacji.
  • Zobacz także: BLM traci poparcie. Powodem „zamieszki i niepokoje społeczne”

Koncert promujący szczepienia przeciw COVID-19 pretekstem do podziałów społecznych

Paul Williams z Leadfoot Promotions powiedział, że wpadł na ten pomysł, gdy terminy szczepień w jego stanie otworzyły się dla wszystkich. Wtedy postanowił zaplanować koncert, na którym ludzie mogliby się bezpiecznie bawić po ponad roku utrudnień związanych z pandemią, która zamknęła większość wydarzeń organizowanych dla ludzi na żywo. Stąd idea promująca pewne korzyści dla osób, które już się zaszczepiły i pomysł, że niezaszczepieni muszą zapłacić więcej za tę samą usługę.

Koncert, o którym mowa odbędzie się 26 czerwca w VFW Post 39 w St. Petersburgu. Wystąpią na nim trzy punkrockowe banki: Teenage Bottlerocket, MakeWar i Rutterkin. Wydarzenie to ma odbywać się w ramach ogólnokrajowych działań zachęcających do powszechnych szczepień, aby móc zwalczyć COVID-19.

Williams powiedział, że do tej pory nikt nie kupił żadnego z biletów za niespełna 1000 dolarów, za które w razie chęci uczestnictwa muszą zapłacić niezaszczepieni. W sprzedaży jest także około 250 biletów ulgowych dla zaszczepionych.

Mieszane reakcje społeczeństwa nie stoją na przeszkodzie organizatorowi

Jak podaje Williams, reakcja lokalnej sceny muzycznej na jego inicjatywę była “zdecydowanie pozytywna”, pojawiły się jednak również głosy mniej przychylne. Organizator twierdzi, że zasypywany jest korespondencjami od sceptyków pandemii Covid-19 oraz ludzi protestujących przeciw dzieleniu społeczeństwa. Wydaje się jednak nic z tego nie robić. Uważa, że niezaszczepieni muszą zapłacić więcej, skoro nie chcą zadbać o dobro ogółu.

Williams powiedział, że nie odmawia wstępu na koncert niezaszczepionym podsumowując, że nikomu nie zabrania udziału w imprezie. Jednak niezaszczepieni będą musieli zapłacić inną cenę wstępu, aby mogli być traktowani jak reszta.

Społeczeństwo amerykańskie sceptyczne wobec szczepień, mimo zachęt rządu i korporacji.

Kilka stanów ogłosiło loterie szczepionkowe, firmy takie jak Krispy Kreme, oferują mnóstwo zachęt i zniżek dla osób zaszczepionych. Warto wspomnieć, że nawet amerykańskie aplikacje randkowe zaczęły umożliwiać użytkownikom udostępnianie ich statusu szczepień.

Na początku tego tygodnia administracja amerykańska ogłosiła, że ponad połowa wszystkich dorosłych została w pełni zaszczepiona przeciwko COVID-19. Mimo to, według niedawnego sondażu dla ABC News / Washington Post, prawie 1 na 4 Amerykanów twierdzi, że nie jest skłonny do przyjęcia jakiejkolwiek szczepionki na koronawirusa.

abcnews.go.com

Atak na dziennikarzy Mediów Narodowych.

/ Fot. Twitter/MediaNarodoweMN

W internecie trwa zbiórka funduszy na aparat słuchowy dla redaktor Mediów Narodowych Agnieszki Borkiewicz. To pokłosie wydarzeń sprzed kilku miesięcy. – Po całym zajściu, w którym nas obrażano, okradziono ze sprzętu, a jedna z lewicowych działaczek użyła megafonu zbliżając go do mojego ucha, ucierpiałam nie tylko z powodów materialnych, ale poniosłam również szkodę na moim zdrowiu – wyjaśniła red. Borkiewicz.

  • Zbiórka na aparat słuchowy dla redaktor Borkiewicz zgromadziła już dosyć dużą kwotę. Cel jednak nie został na razie osiągnięty.
  • Prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie ataku na dziennikarzy Mediów Narodowych.
  • Walczymy o wznowienie sprawy, jednak na chwilę obecną sama muszę ponieść koszty nie tylko skutków zdrowotnych, ale również uszkodzenia mojego aparatu słuchowego – podkreśliła red. Borkiewicz.
  • Zobacz także: BLM traci poparcie. Powodem „zamieszki i niepokoje społeczne”

– Zwracam się ze szczególnym apelem o pomoc w pozyskaniu środków na pokrycie kosztów zakupu nowego aparatu słuchowego. Dotychczasowy został zniszczony w trakcie wykonywania mojej służby dziennikarskiej przez lewicowych bojówkarzy – zaapelowała redaktor Mediów Narodowych. Zbiórka na aparat słuchowy dla Agnieszki Borkiewicz to konsekwencja zajść podczas jednego z protestów proaborcyjnych, kiedy nasza ekipa została fizycznie zaatakowana podczas ich relacjonowania.

Dla środowisk lewicowych rzetelne relacjonowanie ich działań jest tak niewygodne, że posuwają się do ataków fizycznych na dziennikarzy. – Zajście zgłosiliśmy na Policji, niestety… otrzymaliśmy pismo z prokuratury o umorzeniu śledztwa. Walczymy o wznowienie sprawy, jednak na chwilę obecną sama muszę ponieść koszty nie tylko skutków zdrowotnych, ale również uszkodzenia mojego aparatu słuchowego – podkreśliła red. Borkiewicz.

Gdzie państwo zawodzi, tam czas na oddolne wsparcie

W chwili, kiedy nie może liczyć na wsparcie ze strony państwa, powołanych do odpowiednich działań organów, zwróciła się do ludzi dobrej woli. Zbiórka na aparat słuchowy dla redaktor Borkiewicz cieszy się sporym zainteresowaniem. – Pani Agnieszko, robi Pani porządną dziennikarską robotę – profesjonalizm, klasa i zaangażowanie dają się odczuć w każdym Pani wywiadzie, za co serdecznie dziękuję. Proszę się nie zniechęcać tym przykrym incydentem, dobro zwycięży:) Wszystkiego najcudowniejszego, z Panem Bogiem:) – napisał jeden z wpłacających. – Życzę zdrowia i kolejnych udanych programów! – stwierdził inny.

Wiele osób decyduje się na wpłatę choćby 10-20 zł. Dzięki licznym, nawet drobnym wpłatom, udało się już zebrać dosyć pokaźną kwotę. Jeszcze nie taką, żeby można było oficjalnie uznać, że zbiórka na aparat słuchowy dla redaktor Borkiewicz zakończyła się sukcesem. Jednak można liczyć, że dobroć serca widzów i czytelników pozwoli na uzbieranie pełnej kwoty.

Zbiórka na aparat słuchowy dla redaktor Agnieszki Borkiewicz – LINK.

Raś i Zalewski zostali przez Zarząd Krajowy PO wykluczeni z partii 14 maja za „działanie na szkodę” partii. Sprawę skomentował rzecznik PO Jan Grabiec.

Zarząd Krajowy PO / Platforma Obywatelska RP fot. flickr.com

Wykluczeni z partii posłowie Ireneusz Raś i Paweł Zalewski złożyli oficjalne odwołanie do Krajowego Sądu Koleżeńskiego Platformy Obywatelskiej. Ich argumenty rozpatrzy Sąd Partyjny. Pierwsze posiedzenie planowane jest na 28 czerwca, a jego przewodniczącym zostanie były wiceprezydent Warszawy Jarosław Jóźwiak.

Raś i Zalewski zostali przez Zarząd Krajowy PO wykluczeni z partii 14 maja za „działanie na szkodę” partii. Sprawę skomentował rzecznik PO Jan Grabiec. W swojej wypowiedzi uzasadnił decyzję „wielokrotnym kwestionowaniem decyzji władz partii, przy jednoczesnym braku udziału w debacie podczas obrad ciał kolegialnych”.

Sąd Platformy Obywatelskiej

W piątek wnioski polityków zostały sprawdzone pod względem formalnym i przyjęte do rozpatrzenia. Na 28 czerwca kierownictwo Sądu wyznaczyło termin pierwszych rozpraw.

Odwołania Rasia i Zalewskiego zostaną rozpoznane przez pięcioosobowy skład. Oprócz posłanki Ewy Kołodziej, znaleźli się w nim: wiceprzewodniczący Sądu, były wiceprezydent Warszawy Jarosław Jóźwiak, sekretarz Sądu posłanka Agnieszka Hanajczyk i radcy prawni: Krzysztof Lodziński i Piotr Pomianowski. Na szefa składu Sądu Koleżeńskiego wyznaczono Jóźwiaka.

Obaj posłowie podtrzymują, że złożyli odwołania od decyzji Zarządu Krajowego, jednak mimo to wciąż nie otrzymali uzasadnienia w tej sprawie. W swoim odwołaniu uznali ten fakt za przejaw „braku powagi” ze strony Zarządu. W oficjalnym przekazie odnieśli się do publicznych wypowiedzi przedstawicieli PO, którzy decyzję o ich wyrzuceniu z partyjnych szeregów określają jako „wiosenne porządki”.

Nietrafione zarzuty PO

Główną linią obrony wyrzuconych posłów jest opinia, że podnoszony w wypowiedziach liderów partii zarzut publicznego poruszania kwestii partyjnych jest nietrafiony. Zarząd PO krytykował Rasia i Zalewskiego za zabieranie głosu w kwestiach partyjnych na forum publicznym. Zdaniem liderów partii powinno odbywać się to na organizowanych w tym celu wewnętrznych spotkaniach. Zalewski w swym odwołaniu zwrócił uwagę, że w ostatnim czasie nie było gremium, na którym mogliby wypowiedzieć się o sytuacji w ich środowisku politycznym.

Zgodnie ze statutem Sąd Partyjny PO liczy 16 członków. Po śmierci byłego senatora Wiesława Kiliana w jego składzie jest 15 osób.

tvp.info

7-latek uratował swoją rodzinę

7-latek z Florydy, USA / Fot. YouTube/ screen

Bohaterski 7-latek z Florydy dopłynął do brzegu po wypadku łodzi, znalazł pomoc i uratował swoją rodzinę.

7-latek z Jacksonville na Florydzie uratował swoją rodzinę, sprowadzając pomoc do wypadku. Chłopiec w godzinę dopłynął do brzegu, gdzie znalazł pomoc. Chase pływał wraz ze swoją 4-letnią siostrą, Abigail i ojcem Stevenem, łowiąc ryby u wybrzeża Florydy. Silny prąd morski spowodował, że Abigail zaczęła tonąć. Ojciec natychmiast skoczył do wody, by ratować córkę. Chase z kolei bez namysłu popłynął w stronę odległego brzegu, by sprowadzić pomoc. Nie jest jasne, co konkretnie stało się z łodzią, jednak rodzina nie była w stanie z powrotem się do niej dostać. Jedynie Abigail miała na sobie kamizelkę ratunkową.

„Powiedziałem im, że ich kocham, ponieważ nie byłem pewien, co się wydarzy. Próbowałem trzymać się z nią tak długo, jak mogłem – z nimi obojgiem. Zmęczyłem się, a ona odpływała ode mnie” – opisywał sytuację ojciec dzieci. Chase tymczasem dotarł do brzegu w godzinę, na zmianę płynąc i unosząc się na plecach, by odpocząć. Na brzegu, natychmiast zapukał do drzwi sąsiada. Ten wezwał na pomoc Straż Pożarną Jacksonville i Biuro Szeryfa Jacksonville. „Jesteśmy tutaj. Dzięki łasce Bożej jesteśmy tutaj” – skomentował później ojciec dzielnego chłopca.

ABC 13

Według przeprowadzonego na zlecenie Interii badania opinii publicznej, na Zjednoczoną Prawicę chciałoby oddać swój głos 40,3 proc. pytanych. Na drugim miejscu znalazłaby się Polska 2050 Szymona Hołowni z wynikiem 22,9 proc. oraz na trzecim Koalicja Obywatelska mogąca liczyć na 15,9 proc. poparcia. Takie wyniki przedstawia sondaż wykonany przez IBRiS.

Z badania wynika, że w wyborach “zdecydowanie” lub “raczej” wzięłoby udział 46,4 proc. uprawnionych. Natomiast 50,8 proc. pytanych zadeklarowało, że “raczej” lub “zdecydowanie” nie wzięłoby udziału w głosowaniu. Pozostałe 2,9 proc. nie wie, czy poszłoby do urn. Sondaż dla Interii uwzględnia odpowiedzi zdecydowanych wyborców (tych, którzy wskazali konkretne partie).

PiS z dużą przewagą nad opozycją

Zdecydowanym liderem sondaży pozostaje Zjednoczona Prawica (Prawo i Sprawiedliwość, Porozumienie i Solidarna Polska). Na obóz rządzący zagłosowałoby 40,3 proc. wyborców. 
Drugie miejsce sondaż dla Interii przyznaje Polsce 2050 Szymona Hołowni. Ugrupowanie popiera prawie co czwarty pytany (22,9 proc.).

Czołówkę stawki zamyka Koalicja Obywatelska (Platforma Obywatelska, Nowoczesna, Inicjatywa Polska, Zieloni). KO może liczyć na 15,9 proc. głosów.

Czwarte miejsce – z poparciem na poziomie 9,4 proc. – zajęła Lewica (Sojusz Lewicy Demokratycznej, Wiosna, Razem). Dwa punkty procentowe mniej uzyskała Konfederacja, na którą chce głosować 7,3 proc. ankietowanych. 
W ankiecie przeprowadzonej przez IBRiS progu wyborczego nie przekroczyłoby Polskie Stronnictwo Ludowe (4,4 proc.). 

Zjednoczona Prawica zwiększa prowadzenie

Jeśli porównamy wyniki najnowszego sondażu z badaniem IBRiS dla “Wydarzeń” Polsatu sprzed niecałych dwóch tygodni, okaże się, że PiS zyskał 2,4 pkt. proc. Lepszy wynik osiągnęła także Polska 2050 Szymona Hołowni (plus 0,4 pkt.) i KO (plus 0,2 pkt.).

Z kolei Lewica straciła 1,1 pkt. proc. Straty notuje także Konfederacja (minus 0,4 pkt.) i PSL (minus 1,3 pkt.).

Zdaniem Marcina Dumy, wartym podkreślenia jest fakt, że sondaż dla Interii uwzględnia tylko preferencje osób zdecydowanych. Jego wyniki są wypadkową wydarzeń politycznych, które miały miejsce w ostatnim czasie. Były to kłopoty Platformy Obywatelskiej, a także ofensywa programowa Prawa i Sprawiedliwości oraz problemy Lewicy związane z tym, że część sceny politycznej i medialnej nie mogła jej wybaczyć wspólnego głosowania z PiS-em ws. Funduszu Odbudowy.

Sondaż dla Interii przeprowadzono 28 maja br. metodą CATI (wywiady telefoniczne) na próbie 1100 dorosłych Polaków. 

polsatnews.pl

Black Lives Matter grafika

Black Lives Matter grafika / Fot. BlackLivesMatter.com

Ruch BLM stracił poparcie znacznej części Amerykanów od 2020 roku. Wywołując zamieszki i liczne grabieże, utracił zaufanie społeczeństwa.

Black Lives Matter szczególnie dał się we znaki Ameryce latem 2020 roku. Wówczas to, po śmierci George’a Floyda, rozpoczęła się fala protestów i zamieszek. Jak wynika z raportów, ruch BLM, wbrew powszechnie krążącej opinii, stracił poparcie znacznej części Amerykanów. Dotychczas bowiem cieszył się “dużym poparciem obu partii politycznych”. Rok zamieszek, podpaleń i grabieży spowodował jednak, że poparcie dla BLM “drastycznie spadło”.

Black Lives Matter początkowo mogło się poszczycić wsparciem zarówno Demokratów, jak i Republikanów. Jak pokazują dane z Civiqs, poparcie dla BLM wzrosło gwałtownie tuż po śmierci Breonny Taylor, Ahmauda Arbery’ego i George’a Floyda. Jednak masowe rozruchy i niepokoje społeczne spowodowane przez ruch spowodowały znaczny spadek zaufania do jego działań. Okazało się, że niszczenie amerykańskich miast nie sprzyja pozytywnemu wizerunkowi ruchu. Gdy ten dał do zrozumienia, że jest organizacją stricte marksistowską oraz zwalczającą policję, ostatecznie stracił poparcie Republikanów. Największy spadek poparcia zaobserwowano u osób białych. Mniejszości etniczne nie zraziły się aż tak bardzo zamieszkami. Ostatecznie, poparcie dla Black Lives Matter wśród wszystkich grup znacznie spadło do 2021 roku.

Post Millennial

Główny Urząd Statystyczny (GUS) uznał, że osoby, które zawarły za granicą “małżeństwa” jednopłciowe, mogą w spisie powszechnym zaznaczyć opcję “żonaty/zamężna”. – Pomimo braku uregulowania w polskim prawie jednopłciowych związków małżeńskich, w formularzu spisowym osoby te mają możliwość zaznaczenia odpowiedzi “żonaty/zamężna”, która będzie uznana przez statystykę publiczną za zgodną z prawdą – podano w komunikacie.

  • GUS poinformował, że jeżeli osoby, które zawarły za granicą “małżeństwa” jednopłciowe, mogą w spisie powszechnym zaznaczyć opcję “żonaty/zamężna”. Tym samym związki jednopłciowe zostaną wpisane do statytyki małżeństw.
  • Środowisk LGBT to nie zadowala. Twierdzą, że formularz spisu dyskryminuje jeszcze osoby transseksualne i niebinarne.
  • Lewicowe organizacje grzmią o rzekomym łamaniu praw człowieka i naruszaniu dóbr osobistych przez formularz spisu powszechnego.
  • Zobacz także: Korwin-Mikke ogłosił eksperyment. Chce obalić tezę brytyjskiego naukowca [WIDEO]

Decyzja GUS jest pokłosiem listu kilkudziesięciu organizacji, wzywających do uznania w ramach spisu powszechnego takich kwestii jak “małżeństwa” jednopłciowe, czy bycie osobą rzekomo transpłciową lub niebinarną. GUS przychylił się do apelu tylko wobec tego pierwszego terminu. – Tym samym udzielenie takiej odpowiedzi przez ww. osoby nie może być podstawą do pociągnięcia ich do odpowiedzialności karnej – podkreśliła instytucja. Wygląda na to, że w aktualnym spisie powszechnym związki jednopłciowe zostaną zaliczone w jednej grupie z małżeństwami.

Środowiska LGBT i tak są oburzone. – Formularz Spisu będzie nadal naruszał prawa człowieka, uniemożliwiając oznaczenie płci zgodnie z płcią rzeczywistą. Tak tego nie zostawimy – osoby, które spis wyklucza mogą liczyć na pomoc prawną organizacji pozarządowych – twierdzi koordynatorka grupy prawnej stowarzyszenia Miłość Nie Wyklucza, Milena Adamczewska. Wbrew jej słowom, formularz pozwala na oznaczenie płci zgodnie z rzeczywistą. Działaczka po prostu pomyliła wymysły ideologii gender z rzeczywistością.

– GUS pozostawił osoby transpłciowe przed prawnym uzgodnieniem płci i niebinarne samym sobie, w ogóle nie dostrzegając, że wypełnienie spisu zmusza te osoby do naruszenia ich dóbr osobistych – przekonuje z kolei adw. Karolina Gierdal z Kampanii Przeciw Homofobii. Idąc tą logiką, wypełnieie spisu narusza dobra osobiste, np. osób twierdzących, że są Napoleonami. Nie ma jednak informacji, żeby jakaś organizacja stanęła w ich obronie. Jeżeli się pojawią, poinformujemy o tym na łamach naszego portalu.

dziennik.pl

Spotkanie premierów Polski i Hiszpanii

Mateusz Morawiecki, Pedro Sanchez, premier, Hiszpania, Polska, współpraca / fot. Twitter/@MRPiT_GOV_PL

Dzisiaj w Madrycie miało miejsce spotkanie premierów z Hiszpanii oraz Polski. W ich obecności poszczególni ministrowie podpisali szereg bilateralnych umów gospodarczych. Dotyczą one m.in. współpracy w przemyśle, w sferze cyberbezpieczeństwa. Podpisano również deklaracje pogłębiania stosunków dyplomatycznych pomiędzy krajami. Obaj liderzy rządów podkreślali jak ważne dla nich jest umacnianie więzi na polu Unii Europejskiej.

  • Premier Mateusz Morawiecki wraz z ministrami udali się dzisiaj do Madrytu na rozmowy z hiszpańskim rządem
  • Spotkanie premierów okraszono na końcu ceremonią podpisania ważnych, bilateralnych umów deklarujących dalszą współpracę na polu gospodarczym i politycznym
  • W trakcie swoich oświadczeń liderzy obu rządów podkreślali wagę polsko-hiszpańskiej współpracy w ramach Unii Europejskiej oraz NATO
  • Zobacz także: Europejscy konserwatyści grupują siły. Ważne spotkanie u Kaczyńskiego

Jeszcze kilka dni temu elity Prawa i Sprawiedliwości spotkały się w Warszawie z liderką włoskiej partii Braci Włoch, Giorgią Meloni oraz liderem hiszpańskiej partii Vox, Santiago Abascalem. Premier Mateusz Morawiecki wraz z Prezesem Jarosławem Kaczyńskim dyskutowali z gośćmi o wspólnym kierunku działań na polu europejskim, a także przygotowują się do zjednoczenia konserwatystów z Parlamentu Europejskiego tworząc jeden centroprawicowy blok, w opozycji do sił liberalno-lewicowych.

Nie przeszkodziło to jednak Morawieckiemu na podjęcie rozmów ze swoim hiszpańskim odpowiednikiem, który reprezentuje lewicową część hiszpańskiej sceny politycznej oraz jest wrogiem konserwatystów z partii Vox. Pomimo tych sprzeczności rządy spotkały się, aby dokończyć rozmowy na temat wspólnych działań gospodarczych i dyplomatycznych.

Spotkanie premierów z Hiszpanii i Polski

W Madrycie doszło do XIII edycji polsko-hiszpańskich konsultacji międzyrządowych, w ich trakcie miało miejsce również spotkanie premierów, którzy dyskutowali na temat przyszłego kierunku współpracy gospodarczej i politycznej w ramach Unii Europejskiej. W trakcie konferencji prasowej doszło również do ceremonii podpisania kilku umów bilateralnych.

Ze strony polskiej pod memorandum o współpracy dotyczącej polityki przemysłowej podpis złożył wicepremier, minister rozwoju, pracy i technologii Jarosław Gowin. Natomiast szef polskiej dyplomacji Zbigniew Rau złożył podpis pod porozumieniami: w dziedzinie cyberbezpieczeństwa, współpracy między resortami dyplomacji Polski i Hiszpanii, o współpracy akademickiej między Akademiami Dyplomatycznymi obu państw, a także pod protokołem końcowym XII sesji plenarnej Stałej Polsko-Hiszpańskiej Komisji Mieszanej do spraw współpracy w dziedzinie kultury, edukacji i nauki.

“Polska wielkim placem budowy”

Po ceremonii podpisywania umów bilateralnych odbyła się cześć z mediami, podczas której premierzy wygłosili swoje oświadczenia. Mateusz Morawiecki pochwalił nasz kraj za dekadę przemian i renowacji w infrastrukturze oraz architekturze – “My jesteśmy w przededniu wielkiego skoku infrastrukturalnego. Mamy przed sobą okres przynajmniej 10 lat wielkiego placu budowy. Chcemy skorzystać z doświadczenia, ze współpracy z firmami hiszpańskimi” – powiedział polski premier.

“My chcemy, żeby Europa była niezależna, suwerenna, także pod kątem właśnie zdrowia publicznego, szczepionek i żebyśmy to my nasz los mieli we własnych rękach, dlatego tą autonomię strategiczną należy rozumieć jako wzmocnienie wymiaru bezpieczeństwa, a także w wymiarze gospodarczym wzmocnienie całej Unii Europejskiej” – dodał Morawiecki.

Z kolei Premier Pedro Sanchez mówił o współpracy w ramach NATO, a także wspomniał, że jedna z umów dotyczyła zwiększenia poziomu cyberbezpieczeństwa – “Jesteśmy za tym, aby zintensyfikować nasze wysiłki w tej dziedzinie” – podkreślił.

Zaznaczył równie polsko-hiszpańskie aspiracje w kwestii wzmacniania Unii Europejskiej oraz zahaczył o elementy Zielonego Ładu, zachwalając podejmowane przez wszystkie rządy wysiłki na rzecz zmniejszenia produkcji gazów cieplarnianych – “Chcemy powiedzieć Unii Europejskiej i Radzie, że być może nadszedł moment, żeby podjąć od nowa działania. Uczestniczymy w różnych interesujących projektach, chociażby takich jak projekt “zielonego wodoru” czy “cloud computing”. Podpisaliśmy wspólną deklarację, podpisaliśmy sześć protokołów porozumienia, bardzo ambitnych, zarówno na szczeblu UE, jak i na szczeblu dwustronnym” – powiedział.

wnp.pl

Jarosław Kaczyński podczas prezentacji programu "Polski Ład".

Kaczyński, PiS, / Fot. YouTube

Facebook dopuszcza twardą pornografię na portalu? Administratorzy strony specyficznie zareagowali na zgłoszenie jednego z Internautów, który nie mógł uwierzyć w to, co czyta. Zbulwersowany skontaktował się z naszym dziennikarzem.

Pan Bartek zauważył na Facebooku profil Agus Rijal Bae, która umieściła na swojej tablicy zdjęcie pornograficzne. Może je zobaczyć każdy, również dzieci, dlatego postanowił zgłosić post administratorom. Po czterech godzinach otrzymał odpowiedź.

„Nie usunęliśmy komentarza” – czytamy w odpowiedzi. – „Bartek, zweryfikowaliśmy zgłoszony przez Ciebie komentarz i naszym zdaniem nie narusza on standardów społeczności. Dlatego nie usunęliśmy go.”

Brak reakcji Facebooka na przedstawione treści zbulwersowała mężczyznę

– Czyli rozumiem, że standardy Facebooka stały się pornograficzne? – zapytał w rozmowie z naszym dziennikarzem. – Dobrze wiedzieć, jaki to portal. Może powinni zmienić nazwę?

Internauci postanowili masowo zgłaszać post. Mają nadzieję, że taka skonsolidowana akcja większej grupy osób spowoduje, że nieodpowiednie treści znikną z ogólnodostępnej przestrzeni, a administrator uzna je za niestosowne dla szerokiej grupy, również nieletnich odbiorców.

– Najwyraźniej Facebook dopuszcza twardą pornografię, ale nie możemy się na to zgodzić. Inaczej nasze dzieci będą demoralizowane na każdym kroku – wyjaśnił pomysłodawca, który apeluje, aby post został masowo zgłoszony.

Częsty kontakt z pornografią ma destrukcyjny wpływ na wiele elementów życia

“Fałszuje obraz kobiet i mężczyzn. Zachęca do zachowań seksualnych. Osoby oglądające treści pornograficzne aprobują antykoncepcję, przemoc fizyczną i psychiczną oraz aborcję. Deklarują także mniejszą chęć posiadania potomstwa. Przyczynia się do powstawania i pogłębiania patologii seksualnych. Materiały pornograficzne sprawiają, że jej odbiorcy poszukują coraz to nowszych i silniejszych wrażeń. Sprzyja to rozwojowi patologii i przemocy seksualnej, w tym gwałtów i seksualnego wykorzystywania dzieci. Dzieci mające kontakt z pornografią stają się szczególnie podatne na seksualne propozycje dorosłych oraz próbują naśladować zachowania przedstawione w takich materiałach. Zniekształca rozwój osobowości przez naruszenie poczucia własnej wartości osób mających styczność z pornografią. Uzależnia od zachowań seksualnych.

Tak rozległe szkodliwe następstwa częstego kontaktu z pornografią, szczególnie w przypadku dzieci sprawiają, że jest to największe zagrożenie w Internecie. Pornografia łączy się z przemocą, alkoholem, nikotyną, narkotykami. Z tego też względu kontakt z nią ma nadzwyczaj destruktywne następstwa. Jak więc widać ochrona dzieci przed pornografią w Internecie ma istotne znaczenie dla ich prawidłowego rozwoju psychicznego, seksualnego jak i społecznego” – czytamy na stronie stowarzyszenia Pomoc 2002.

Zbigniew Heliński

Zdjęcie ilustracyjne

Rayanair, samolot, lotnictwo / Fot. Paweł Kubala

Trwa zła passa Ryanair w związku z fałszywymi alarmami bombowymi. Wczoraj po godzinie 20 w Berlinie wylądował przymusowo samolot pasażerski lecący z Dublina do Krakowa. Pasażerowie zostali ewakuowani z zagrożonej maszyny, a niemieckie służby przez kilka godzin przeglądali pokład w poszukiwaniu ładunku wybuchowego. W międzyczasie pasażerowie wylegitymowani przez policję mogli wyruszyć do Polski na pokładzie zastępczego samolotu.

  • Trwa zła passa Ryanair, gdzie samoloty irlandzkiego przewoźnika lądują awaryjnie pod pretekstem fałszywego alarmu bombowego
  • Maszyna lecąca z Dublina do Krakowa wylądowała bezpiecznie w Berlinie
  • Niemieckie służby nie podawali szczegółów, z kolei przewoźnik wraz z lotniskiem zorganizowali samolot zastępczy dla przejętych pasażerów
  • Zobacz także: Pratasiewicz działał w neonazistowskim pułku Azow

W poniedziałek nad ranem w Krakowie wylądował długo oczekiwany samolot pasażerski z Dublina. Kilkugodzinne opóźnienie zostało spowodowane fałszywym alarmem bombowym. Informacja o zagrożeniu została przekazana telefonicznie do wieży kontroli lotów, która niezwłocznie poinformowała o rzekomej bombie pilotów maszyny należącej do irlandzkiego przewoźnika. Ci natychmiastowo poprosili kontrolerów z Berlina o zgodę na awaryjne lądowanie.

Zła passa Ryanair

Maszyna wylądowała wczoraj o godzinie 20:08, a następnie została przejęta przez oczekujących na nią policjantów oraz służby specjalne. Jak informowała rzecznik niemieckiej policji w samolocie ostatecznie nie odnaleziono domniemanego ładunku wybuchowego –“W samolocie Ryanaira lecącym z Dublina do Krakowa i zmuszonym w niedzielę wieczorem do lądowania w Berlinie nie wykryto żadnego niebezpieczeństwa” – powiedziała.

Z kolei pasażerowie, tuż po wylegitymowaniu zostali objęci opieką przez obsługę portu lotniczego. W oczekiwaniu na dalszy przebieg wydarzeń oraz na kontynuację swojej podróży otrzymali oni od obsługi ciepły posiłek oraz napoje. Przewoźnik we współpracy z berlińskim lotniskiem wyczarterował zapasowy samolot, który dotarł do Polski tuż po godzinie 4 nad ranem.

Policja wszczęła dochodzenie

Małopolska policja niezwłocznie wszczęła dochodzenie w sprawie wczorajszego incydentu – “Z uwagi na dobro sprawy nie ujawniamy szczegółów. Sprawcy grozi do ośmiu lat pozbawienia wolności” – powiedział Sebastian Gleń z Komendy Powiatowej Policji w Krakowie. Funkcjonariusze przypominają, że autorowi alarmu grozi 8 lat więzienia. Jeśli zostanie skazany, linie lotnicze, do których należy samolot będą mogły pozwać go o wysokie odszkodowanie. Kwoty mogą sięgnąć nawet setek tysięcy złotych. 

W lipcu 2020 roku samolot Ryanair lecący na tej samej trasie Dublin-Kraków musiał awaryjnie lądować w Londynie w następstwie zgłoszenia zagrożenia bombowego, które również okazało się bezpodstawne. Zła passa Ryanair była kontynuowana również ponad tydzień temu, gdy samolot irlandzkich lini lotniczych został uprowadzony przez Białoruskie władze w celu pojmania Ramana Pratesiewicza. W tym celu również wykorzystano metodę z fałszywym alarmem.

rmf24.pl/polsatnews.pl