W środę konferencja ministra zdrowia / fot. Kancelaria Premiera

Minister zdrowia Adam Niedzielski, na konferencji prasowej ma przekazać informacje wprowadzające zmiany w obostrzeniach. Jak poinformował we wtorek, jedna z decyzji ma dotyczyć spontanicznych zgromadzeń. Nowe obostrzenia mają obowiązywać do wakacji.

  • Adam Niedzielski zapowiedział we wtorek, że podczas środowej konferencji prasowej poznamy “dalsze kroki luzujące”.
  • Obecnie, od 29 maja w zgromadzeniach publicznych może uczestniczyć maksymalnie 50 osób.
  • Prawdopodobnie w poniedziałek, razem z premierem Mateuszem Morawieckim, Adam Niedzielski przedstawi informacje dotyczące dłuższego planu, który będzie obejmował całe wakacje.
  • Zobacz także: Nowy minister w rządzie Morawieckiego: Janusz Cieszyński z nominacją

Adam Niedzielski zapowiedział we wtorek, że podczas środowej konferencji prasowej zostaną przedstawione dalsze zmiany w obostrzeniach. Jak mówi minister, informacja będzie przekazana w perspektywie co się będzie działo do 26 czerwca, czyli do początku wakacji.

Możliwa zmiana w obostrzeniach

Jedna z decyzji ma dotyczyć zgromadzeń. Obecnie, od 29 maja w zgromadzeniach publicznych może uczestniczyć maksymalnie 50 osób. Uczestnicy mają obowiązek zachowania 1,5 m odległości od innych osób. Ponadto odległość między zgromadzeniami nie może być mniejsza niż 100 m. Obecne przepisy obowiązują do 5 czerwca.

– Jeżeli chodzi o ten najbliższy okres, to nie należy się spodziewać dużego luzowania. W tej chwili poziom liberalizacji obostrzeń w Polsce jest bardzo wysoki na tle Europy. Myślimy o kosmetycznych zmianach, ale jutro na konferencji, na briefingu przedstawię szczegóły – zapowiedział Niedzielski.

Minister zdrowia dodał, że prawdopodobnie w poniedziałek, razem z premierem Mateuszem Morawieckim, zostanie przedstawiona informacje dotyczące dłuższego planu i zmiany w obostrzeniach, które będą obejmowały całe wakacje.

polsatnews.pl

Flaga LGBT

Flaga LGBT / Fot. Pxhere

Po włączeniu się Joe Bidena w akcję „Miesiąc dumy”, „tęczowa” flaga LGBT zawisła na fasadzie ambasady USA przy Stolicy Apostolskiej.

  • Ambasada USA przy Stolicy Apostolskiej wywiesiła tęczową flagę, czym wywołała zniesmaczenie wielu konserwatywnych komentatorów.
  • Współczesna dyplomacja staje się obecnie frontem walki ideologicznej, a nie polem współpracy międzynarodowej.
  • Joe Biden poparł publicznie tzw. “Miesiąc dumy lesbijek, gejów, osób biseksualnych, transpłciowych i queer”
  • Zobacz również: USA: Niemiecka delegacja w Waszyngtonie. Chodzi o Nord Stream 2

Chociaż ambasada USA przy Stolicy Apostolskiej nie znajduje się w granicach samego państwa watykańskiego, to konserwatywni komentatorzy zwracają uwagę, że taki gest jest zdecydowanie niedyplomatyczny. Swoje „zniesmaczenie” wyraził m. in. autor katolicki John McNichol. Podkreślił, że sama flaga LGBT, jak i inicjatywa jest raczej policzkiem wymierzonym Kościołowi, niż formą opowiedzenia się za „prawami człowieka”.

– Jest to, niestety, działanie typowe dla wrogości obecnej administracji amerykańskiej wobec autentycznego katolicyzmu. Najbardziej niepokojące jest to, że ulubieńcy Partii Demokratycznej czują się teraz komfortowo, pokazując środkowy palec Watykanowi. Nie wyobrażam sobie innej grupy lub narodu, które byłyby tak rażąco na celowniku i tak otwarcie lekceważone za swoje poglądy lub politykę. Czy administracja Bidena zamierza wywiesić flagę Amnesty International, Wolnego Tybetu lub inne tego typu symbole w ambasadach amerykańskich w Chinach? Nie sądzę… – skomentował McNichol.

Biden włączył się w tzw. “Miesiąc dumy lesbijek, gejów, osób biseksualnych, transpłciowych i queer”

O ekscesie wypowiedział się także były ambasador Kanady w Chinach. Stwierdził, że współczesna dyplomacja staje się coraz bardziej „gabinetem luster” odbijającym lewicowe nurty ideologiczne, a nie instytucją ugruntowującą powagę państw. Tworzy się w ten sposób błędne koło, gdzie „postępowi dyplomaci kierują swoje działania do swoich kolegów progresywistów we własnych krajach”. Wówczas „państwo, które jest gospodarzem ambasady, w tym wypadku Stolica Święta, stanowi jedynie formę egzotycznego tła”.

Sam demokratyczny, deklarujący się jako „katolik”, prezydent Stanów Zjednoczonych wypowiedział się 1 czerwca z okazji tzw. „Miesiąca dumy lesbijek, gejów, osób biseksualnych, transpłciowych i queer”.

„Duma jest zarówno radosną wspólnotową celebracją widoczności, jak i osobistą celebracją własnej wartości i godności” – powiedział Joe Biden, włączając się w inicjatywę lobby LGBT i gender.

dorzeczy.pl

Wojny gangów w Szwecji

Szwecja, wojny gangów / For. Twitter/ screen

Wojny gangów w szwedzkim Goteborgu trwają w najlepsze. Pojawiły się informacje, że ich członkowie jadą z innych miast i krajów, by przyłączyć się do starć.

W niedzielę w Hjallbo doszło do strzelaniny. Po niej to policja zwiększyła ilość jednostek w okolicy “wrażliwego” Goteborga. Zamieszki zaczęły się już w piątek wieczorem. Rozruchy i walki trwały całą noc. Uczestniczyło w nich ponad 100 osób. Zdaniem policji, walki to typowe wojny gangów, które ścierają się, walcząc o dominację. Starcia trwają od dłuższego czasu. Rywalizujące ze sobą dwa gangi imigranckie postrzeliły w niedzielę dwie osoby, z czego jedną śmiertelnie. Według informacji ze źródła policyjnego strzelanina jest aktem zemsty na trwającym w okolicy konflikcie klanów.

Dotychczas trzy osoby zostały zatrzymane, a jedną aresztowano pod zarzutem morderstwa. Jednocześnie policja stara się nie dopuścić do dalszych niepokojów i przemocy. Teraz pojawiły się informacje, że osoby mające powiązania z zamordowanym 44-latkiem pojechały do ​​Goteborga – informuje szwedzki Samnytt. W Skanii musiało zostać zatrzymanych kilka podejrzanych pojazdów. Okazuje się, że “duża liczba” powiązanych z gangami osób widziana była w Niemczech, w drodze do Szwecji.

Samnytt.se

Waszyngton

Waszyngton / Fot.: Sebtian Indra/Flickr

Problem gazociągu Nord Stream 2 i szpiegowanie przez USA europejskich polityków będą wśród tematów rozmów niemieckiej delegacji wysokiego szczebla w Waszyngtonie. Poprzedzą one podróż prezydenta Joe Bidena do Europy.

  • Według Bloomberga wizyta ma na celu omówienie stosunków gospodarczych i politycznych oraz przygotowanie nadchodzących spotkań wielostronnych.
  • Amerykańska agencja ocenia, że podróż jest symbolem poprawy stosunków między USA a Niemcami po napięciach w kadencji Donalda Trumpa.
  • Prezydent Francji Emmanuel Macron wezwał w poniedziałek Waszyngton do wyjaśnienia doniesień mediów. Chodzi o informację o monitorowaniu przez amerykański wywiad w latach 2012-14 Merkel i innych europejskich polityków z pomocą Danii.
  • Zobacz także: USA: Strzelanina w remizie. Co najmniej jedna osoba nie żyje

Agencja podała, że delegacja niemiecka ma przybyć do USA w najbliższych dniach. Wcześniej gazety z niemieckiej grupy medialnej Funke twierdziły, że zespół negocjacyjny już się udał za ocean.

Niemiecka delegacja za oceanem

Grupa Funke podała, że niemiecka delegacja w Waszyngtonie ma składać się z doradcy kanclerz Niemiec ds. polityki zagranicznej Jana Heckera, oraz głównego doradcy Angeli Merkel ds. gospodarczych Larsa-Hendrika Roellera. Ich waszyngtońskimi rozmówcami będą m.in. doradca ds. bezpieczeństwa narodowego USA Jake Sullivan i przedstawicielka USA ds. handlu Katherine Tai.

Według Bloomberga wizyta ma na celu omówienie stosunków gospodarczych i politycznych oraz przygotowanie nadchodzących spotkań wielostronnych. W ramach pierwszej podróży Joe Bidena do Europy jako prezydenta USA w tym miesiącu ma on spotkać się z kanclerz Merkel.

Amerykańska agencja ocenia, że podróż jest symbolem poprawy stosunków między USA a Niemcami po napięciach w kadencji Donalda Trumpa. Jak twierdzi, były prezydent „często nękał bliskiego sojusznika” USA w wielu kwestiach, od handlu po obronę i energię.

Pozycja Stanów Zjednoczonych, a kwestia Nord Stream 2

„Biden dąży do wzmocnienia wzajemnych więzi, a w zeszłym tygodniu wycofał się z sankcji przeciwko projektowi Nord Stream 2, mówiąc, że jest on prawie ukończony i ruch ten zaszkodziłby stosunkom z Europą” – przypomina Bloomberg.

Jako kolejny problem, oprócz Nord Stream 2, wymienia szpiegowanie polityków europejskich przez USA. Prezydent Francji Emmanuel Macron wezwał w poniedziałek Waszyngton do wyjaśnienia doniesień mediów. Chodzi o informację o monitorowaniu przez amerykański wywiad w latach 2012-14 Merkel i innych europejskich polityków z pomocą Danii.

Podczas podróży do Europy, Biden ma wziąć udział – w dniach 11-13 czerwca – w szczycie G-7 w Wielkiej Brytanii. 14 czerwca będzie uczestniczył w szczycie NATO w Brukseli. Jednocześnie planowany jest również szczyt UE-USA. Wizytę amerykańskiego przywódcy zakończy – 16 czerwca w Genewie – spotkanie z prezydentem Rosji Władimirem Putinem.

tvp.info

Białoruski prezydent, Aleksander Łukaszenka

Aleksander Łukaszenka / Fot. YouTube/ screen

Białoruski prezydent Aleksander Łukaszenka grozi Europie, że otworzy drzwi “migrantom i narkotykom”, którzy zaleją Europę.

Białoruski przywódca, Aleksander Łukaszenka, postawił sprawę jasno. Dopóki sankcje Zachodu nie zostaną zniesione, przestanie pilnować granicy Białorusi. Przywódca zapowiedział, że da wolną rękę handlarzom ludźmi i kartelom narkotykowym w całym kraju. To zaś, jak przewiduje, zaleje kraje UE migrantami i narkotykami. Prezydent przekazał UE, iż nie ma zamiaru dłużej powstrzymywać tej fali. “„Zatrzymywaliśmy migrantów i narkotyki, od teraz sami będziecie musieli wykonywać tę pracę” – stwierdził.

Łukaszenka domaga się zniesienia sankcji, które Zachód nałożył na Białoruś. Działania reżimu potępił już Joe Biden, Boris Johnson, Angela Mercel i Emmanuel Macron. Nieco ponad tydzień temu wojskowy samolot zawrócił samolot pasażerski lecący z Grecji na Litwę. Na pokładzie znajdował się krytyk białoruskich władz, Roman Protasewicz. Zatrzymano go po wylądowaniu. Białoruś nie przyznała oficjalnie, że to z jego powodu zawrócono samolot. Incydent odbił się szerokim echem na arenie międzynarodowej. Na kraj nałożono liczne sankcje, w tym bojkot białoruskiej przestrzeni powietrznej, który może kosztować Białoruś wiele milionów.

Daily Mail

Działacz opozycji antykremlowskiej, a wcześniej deputowany do parlamentu Dmitrij Gudkow został zatrzymany

Gudkow jest podejrzany w sprawie karnej dotyczącej spowodowania strat finansowych. / fot.Vitaly Ragulin Wikimedia Commons

Zatrzymanie działacza opozycji antykremlowskiej, a wcześniej deputowanego do parlamentu Dmitrija Gudkowa. O zdarzeniu poinformował jego adwokat Aleksandr Aldajew. Zatrzymanie kolejnego opozycjonisty, 41-letniego Gudkowa związane jest z podejrzeniami w sprawie karnej dotyczącej spowodowania strat finansowych.

  • Zatrzymanie kolejnego opozycjonisty w Federacji Rosyjskiej. Były deputowany do parlamentu został aresztowany na dwie doby.
  • Powodem zatrzymania jest podejrzenie o popełnieniu przestępstwa – spowodowania strat finansowych.
  • Służby przeprowadziły rewizję na daczy Dmitrija Gudkowa i w jego mieszkaniu, a także w mieszkaniach jego krewnych i współpracowników – łącznie w 10 miejscach.
  • Zobacz także: Chiny zmieniają politykę. Państwo zachęca pary do posiadania trójki dzieci

Zatrzymanie kolejnego opozycjonisty w Rosji. Postępowanie to dotyczy domniemanego zadłużenia za wynajem pomieszczeń od administracji miejskiej Moskwy w latach 2015-2017. Ojciec opozycjonisty, również były parlamentarzysta Giennadij Gudkow napisał na Twitterze, że jego syn „został wyznaczony jako podejrzany w sprawie dotyczącej nieopłaconego wynajmu, o którym dowiedział się dziś rano”.

Wcześniej we wtorek, służby przeprowadziły rewizję na daczy Dmitrija Gudkowa i w jego mieszkaniu, a także w mieszkaniach jego krewnych i współpracowników – łącznie w 10 miejscach. Udział w przeszukaniach brało 140 funkcjonariuszy.

Gudkow będzie przebywał w areszcie co najmniej dwie doby. Zawieziono go na przesłuchanie; polityk nie przyznaje się do winy. Grozi mu kara do pięciu lat pozbawienia wolności.

Jesienią w Rosji odbędą się wybory parlamentarne.

tvp.info

Interwencja

Interwencja / fot. Junior Libby Wikimedia Commons

Co najmniej jeden strażak zginął w wyniku strzelaniny w małej remizie w Agua Dulce w hrabstwie Los Angeles. NBC informuje, że dwie osoby zostały ranne. Sprawca jest na wolności.

  • W wyniku strzelaniny w remizie w harbstwie Los Angeles zginął przynajmniej jeden strażak. Brak informacji o większej ilości poszkodowanych podczas zdarzenia.
  • Sprawca uciekł z miejsca przestępstwa i ukrył się w budynku oddalonym o 16 km od remizy. W budynku wybuchł pożar.
  • Akcja gaśnicza przeprowadzona przez lokalne jednostki straży pożarnej jest ograniczona, ze względu na brak informacji o miejscu, w którym przebywa obecnie podejrzany.
  • Zobacz również: Rasizm w USA. Starsza Azjatka zaatakowana na ulicy przez… czarnoskórego [WIDEO]

Strzelanina w remizie na przedmieściach Los Angeles

Według biura szeryfa, strzelanina w remizie została zgłoszona przed godz. 11. czasu lokalnego (godz. 20. czasu polskiego). Media informują, że osoba, która wezwała pomoc, zidentyfikowała napastnika z imienia i nazwiska. Świadkowie twierdzą, że sprawca opuścił miejsce zdarzenia pickupem. Miał również należeć do straży pożarnej. Biuro szeryfa poinformowało, że w domu należącym do podejrzanego, położonym około 16 km od remizy, wybuchł pożar.  

Do akcji wykorzystano śmigłowiec gaśniczy, który zrzucił wodę na budynek. Straż pożarna przekazała wcześniej, że wstrzymuje wszystkie jednostki przed podjęciem walki z pożarem do czasu zabezpieczenia budynku, ponieważ nie jest jasne, gdzie znajduje się podejrzany.

Media przekazały, że przed płonącym domem widoczne jest ciało – może to być sprawca strzelaniny. Więcej szczegółów nie jest w tej chwili znanych.

rmf24.pl

polsatnews.pl

Aktywista BLM Tay Anderson

Aktywista BLM z zarzutami / Fot. Twitter

Naczelny dyrektor Denver School Board, Tay Anderson, aktywista BLM, został oskarżony o molestowanie ponad 60 dzieci.

Naczelny dyrektor Denver School Board, Tay Anderson usłyszał zarzuty. Zagorzały zwolennik i aktywista BLM miał molestować ponad 60 uczniów. Mężczyzna miał wykorzystywać swoją pozycję, by napastować nawet 14-letnie dzieci. W zeszły wtorek jeden z rodziców złożył zeznania, że w szkole istnieje “niezididentyfikowany drapieżnik seksualny”, który atakuje uczniów. Okazało się, że aż 62 osoby szukały pomocy w radzeniu sobie z nieznanym sprawcą. Ofiary miały doświadczać zarówno “niechcianego dotyku”, jak i “brutalnego gwałtu”.

Mary-Katherine Brooks Fleming, rodzic trzech uczniów szkoły publicznej w Denver, przemawiała przed Państwowym Komitetem Sądownictwa podczas publicznych zeznań. Kobieta postuluje, iż należy zmienić system i ułatwić ofiarom pozywanie instytucji, których pracownicy wykorzystują dzieci. „Ci, którzy przyszli do mojego domu, nie mieli ubezpieczenia zdrowotnego, nie mogli sobie pozwolić na izby przyjęć, a nawet gdyby mogli, chcieli uniknąć obowiązkowych zeznań z obawy, że taka interakcja może zagrozić ich rodzinie” – mówiła. „To przerażające uświadomić sobie, że ktoś żerował na tych dzieciach, wiedząc, że ich milczenie jest gwarantowane”. 18 maja szkoła w Denver zakończyła wewnętrzne śledztwo. Oczekuje się, że raport ukaże się w ciągu najbliższych 30 dni. Oskarżony aktywista BLM nazwał oskarżenia „bezpodstawnymi i fałszywymi zarzutami”.

Post Millennial

Dziewczynka, Chiny

Chińskie dziecko / Fot. Pixabay

Chiny zmieniają swoją wewnętrzną politykę, zezwalając parom na posiadanie do trojga dzieci i zachęcając do powiększania rodzin.

  • Od 1979 roku w Chinach obowiązywał “limit urodzeń”, zakazujący parom posiadania więcej, niż jednego dziecka
  • Skutki decyzji okazały się katastrofalne, gdyż chińskie społeczeństwo zaczęło się starzeć, a młodych ludzi okazało się być zbyt mało, by udźwignąć gospodarkę
  • Teraz Chiny zmieniają swoją politykę, pozwalając parom na posiadanie trójki dzieci

Państwo Środka zdecydowało się na wyjątkowo prorodzinny ruch. Dotychczas pary przekraczające “limit urodzeń” były karane grzywną w wysokości 130 tysięcy juanów, czyli około 24 tysięcy dolarów. W 2016 roku Chiny zaczęły zmieniać swoją politykę dotyczącą narodzin. Wówczas władze pozwoliły obywatelom na posiadanie nie jednego, a dwójki dzieci. Teraz komunistyczni przywódcy ogłosili, że Chińczycy mogą posiadać do trojga dzieci.

Polityka jednego dziecka została wprowadzona w Chinach w 1979 roku. Decyzja władz znacznie zwiększyła ilość dokonywanych aborcji i sterylizacji. Pary były zmuszane, by porzucać “ponadprogrogramowe” dzieci. Szczególnie często cierpiały przez to dziewczynki. Okazuje się, że chińska polityka doprowadziła do katastrofalnych skutków. Społeczeństwo starzeje się, brakuje młodych osób do pracy. To właśnie konsekwencje ekonomiczne miały skłonić władze do podniesienia limitu urodzeń. Chiny zmieniają politykę, aby uniknąć wymierania obywateli.

Nowa decyzja władz niesie ze sobą „środki wspierające, które będą sprzyjać poprawie struktury populacji naszego kraju, wypełniając krajową strategię aktywnego radzenia sobie ze starzejącą się populacją”. W planach jest m.in. zmniejszenie kosztów edukacji, pomoc w mieszkalnictwie i podatkach oraz wsparcie dla kobiet pracujących. Przewidywane są również edukacyjne programy społeczne, zachęcające pary do posiadania większej ilości dzieci. Rząd musiałby jednak włożyć wiele pracy, aby zachęcić Chińczyków do powiększania rodzin. „Jeśli rozluźnienie polityki urodzeń było skuteczne, obecna polityka dwojga dzieci również powinna okazać się skuteczna. Ale kto chce mieć troje dzieci? Młodzi ludzie mogą mieć najwyżej dwoje dzieci. Fundamentalną kwestią są zbyt wysokie koszty utrzymania i presja życiowa jest zbyt duża” – twierdzą chińscy ekonomiści.

Post Millennial

Chinatown, Azjatka zaatakowana przez czarnoskórego

Rasistowski atak na Azjatkę w Chinatown / Fot. Twitter

Skierowany przeciwko Azjatom rasizm staje się coraz większym problemem w USA. Azjaci coraz częściej padają ofiarami czarnoskórych przestępców.

Ruch Black Lives Matter zrobił przez ostatni rok wszystko, by przedstawić czarnoskórą społeczność jako ofiary systemowego rasizmu. Zdaniem ruchu, rasizm w USA dotyka głównie, jeśli nie jedynie, Afroamerykanów. Najbardziej rasistowscy mieliby być, rzecz jasna, biali. Ostatnie przypadki ataków rozsianych po całym kraju pokazują jednak, iż czarnoskórzy sami dopuszczają się rasistowskich ataków. Rosnącym problemem w USA staje się agresja wymierzona w Azjatów.

W nowojorskim Chinatown 55-letnia Azjatka została zaatakowana przez czarnoskórego mężczyznę. Nagrania pokazują, iż podejrzany uderzył ją w twarz, niesprowokowany. Ofiara przechodziła w pobliżu kawiarni w chińskiej dzielnicy. Uderzenie sprawiło, że kobieta upadła na ziemię. Policja aresztowała mężczyznę i zabrała go do szpitala, w celu oceny jego poczytalności. NYPD ma zbadać sprawę pod kątem “przestępstwa popełnionego z nienawiści”. W samym Nowym Jorku ataki na Azjatów wzrosły o 150% w 2020 roku. “Jest to kolejny incydent w serii przerażających ataków na wielu azjatyckich Amerykanów występujących w całym kraju” – zaznacza Post Millennial.

Post Millennial