Premier Mateusz Morawiecki odwiedził ostatnio teren budowy na dworcu kolejowym Warszawa Zachodnia. Stwierdził, że to “jeden z największych kolejowych placów budowy w Polsce”. Zapowiedział szybkie połączenia między Warszawą, a Łodzią oraz kolej przyszłości.
Centralny Port Komunikacyjny informuje, że w poniedziałek zawarty został kontrakt na przygotowanie do budowy pierwszego odcinka Kolei Dużych Prędkości Warszawa–CPK-Łódź.
Na tym odcinku pociągi będą mogły rozwijać prędkość do 250 km/h.
W perspektywie dalszych planów jest wydłużenie linii Kolei Dużych Prędkości do połączenia Warszawy, Łodzi i CPK z Wrocławiem i Poznaniem.
Centralny Port Komunikacyjny informuje, że w poniedziałek zawarty został kontrakt na przygotowanie do budowy pierwszego odcinka Kolei Dużych Prędkości Warszawa–CPK-Łódź. Specjaliści prognozują, że kolej przyszlości na tym odcinku będzie mogła rozwijać prędkość do 250 km/h. Oficjalny program prac zakłada, że oddanie do użytku linii dużych prędkości między Warszawą Zachodnią, a Łodzią Fabryczną będzie miało miejsce równolegle do oddania Portu Solidarność. Odbędzie się to w 2027 roku.
“Ta inwestycja doprowadzi do znaczącej poprawy komfortu podróży mieszkańców, którzy przemieszczają się pomiędzy Warszawą a Łodzią – droga skróci się do 45 minut.Polskie koleje wymagają wyobraźni związanej także z realizacją całościowego, wieloletniego planu gospodarczego. Takim planem jest Polski Ład, a częścią jego wizji jest Centralny Port Komunikacyjny” – napisał Morawiecki na swoim profilu na Facebooku.
“Poważnie podchodzimy do tego wyzwania i zmieniamy powiązania międzyregionalne tak, żeby cała Polska mogła rozwijać się równomiernie. To praca na długie lata, ale wykonujemy ją z myślą nie tylko o tu i teraz, ale również o przyszłych pokoleniach” – oświadczył premier.
W perspektywie dalszych planów na kolej przyszłości jest wydłużenie linii Kolei Dużych Prędkości do połączenia Warszawy, Łodzi i CPK z Wrocławiem i Poznaniem.
W ramach trzech etapów kolejowego programu CPK do końca 2034 r. powstanie 1 789 km nowych linii kolejowych, w tym 850 km nowych linii Kolei Dużych Prędkości.
Narodowy Fundusz Zdrowia ogłosił powołanie nowej platformy telefonicznej. Jej celem będzie usługa pierwszego kontaktu i zapewnienie pomocy medycznej w czasie, gdy zamknięte są gabinety lekarzy rodzinnych.
Teleplatforma pierwszego kontaktu dostępna jest pod bezpłatnym numerem 800 137 200 od godziny 18 do 8 rano.
Działa na podobnych zasadach jak nocna i świąteczna opieka zdrowotna, z tą różnicą, że konsultacje udzielane są przez telefon.
Najpierw odbędziemy rozmowę z pielęgniarką, która zbierze od nas szczegółowy wywiad i albo udzieli sama porady, albo przełączy nas na rozmowę ze specjalistą – podaje rzecznik NFZ.
Teleplatforma i usługa pierwszego kontaktu dostępna jest pod bezpłatnym numerem 800 137 200 od godziny 18 do 8 rano. Platforma dostępna będzie nie tylko w dni powszednie, lecz także we wszystkie dni wolne od pracy. W soboty i niedziele oraz inne dni ustawowo wolne od pracy, w godzinach od 8:00 do 8:00 następnego dnia. Działa na podobnych zasadach jak nocna i świąteczna opieka zdrowotna, z tą różnicą, że konsultacje udzielane są przez telefon.
Jak czytamy na portalu nfz.gov.pl, dzięki niej łatwiej niż dotychczas otrzymać można niezbędną pomoc medyczną poza godzinami pracy lekarzy rodzinnych.
– Często zdarza się sytuacja, gdy nie wiemy, gdzie się udać w momencie np. zaostrzenia objawów choroby czy innych przypadłości. Zastanawiamy się wtedy, gdzie szukać pomocy: czy udać się do szpitala, czy może zostać w domu. Odpowiedzią na to jest teleplatforma. To tam uzyskamy pomoc – tłumaczy rzecznik NFZ Sylwia Wądrzyk.
– Najpierw odbędziemy rozmowę z pielęgniarką, która zbierze od nas szczegółowy wywiad i albo udzieli sama porady, albo przełączy nas na rozmowę ze specjalistą – uzupełniła rzecznik NFZ. Dodała, że pomoc będzie można uzyskać także w języku angielskim, rosyjskim i ukraińskim,
W obozie rządzącym trwa ostra wymiana ciosów pomiędzy szefem Narodowej Izby Kontroli, a Mariuszem Kamińskim i Zbigniewem Ziobro. W oficjalnym oświadczeniu Marian Banaś żąda wyjaśnień szefa MSWiA oraz publikacji dowodów na rzekome przestępstwa popełniane przez niego samego. Szef NIK deklaruje się otwarcie jako człowiek prawy i bierze na siebie ewentualne błędy, które mógł w przeszłości popełnić nie obawiając się decyzji sądów.
Ostra wymiana ciosów w obozie rządzącym, gdzie trwa walka o przetrwanie na stanowisku Premiera Mateusza Morawieckiego
Marian Banaś pragnie złożenia wyjaśnień ws. prowadzonego w jego sprawie śledztwa przez prokuraturę generalną, która ma mieć dowody na rzekome przestępstwa szefa NIK
Oświadczył także, że nie obawia się wziąć odpowiedzialności za ewentualne uchybienia z przeszłości, które mogły wyniknąć z błędu ludzkiego
Po ujawnieniu raportu Narodowej Izby Kontroli w kwestii nieudanego przeprowadzenia wyborów prezydenckich na początku maja w 2020 roku w obozie rządzącym rozpętała się prawdziwa wojna o przetrwanie. Wymiana ciosów pomiędzy Marianem Banasiem, a Zbigniewem Ziobro i Mariuszem Kamińskim rozpala opinię publiczną.
Warto przypomnieć, że pod koniec maja szef NIK złożył zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez wysoko postawione osoby w rządzie, na czele z Prezesem Rady Ministrów. W raporcie ujawniono, że Premier Mateusz Morawiecki wraz z szefem jego kancelarii Michałem Dworczykiem nakazali w kwietniu ubiegłego roku rozpocząć przygotowania do wyborów korespondencyjnych na urząd Prezydenta RP. W proces przygotowawczy było zaangażowanych kilka podmiotów państwowych oraz prywatnych.
Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych dostała od premiera polecenie wydrukowania kart do głosowania i kopert, natomiast Poczta Polska miała się przygotować do rozesłania takich pakietów do wyborców i odebrania ich po głosowaniu. Do pomocy zaangażowano również kilka podmiotów prywatnych, które miały wesprzeć przy produkcji kopert oraz kart do głosowania. Jednakże w przestrzeni publicznej oraz w kuluarach wyraźnie podkreślano, że przeprowadzenie wyłącznie wyborów kopertowych, będzie złamaniem prawa.
Według raportu premier i szef jego kancelarii ponoszą odpowiedzialność za straty szacowane na niemal 56,5 mln zł, to koszty poniesione przez budżet państwa, nie licząc strat wspomnianych spółek. Łączna kwota strat szacowana jest przez NIK na blisko 133 mln zł.
Ostra wymiana ciosów pomiędzy Banasiem, a “ulubieńcami” Kaczyńskiego
Będący ostatnio w światłach reflektorów, Marian Banaś zażądał dzisiaj w swoim oświadczeniu wyjaśnień od Mariusza Kamińskiego oraz Zbigniewa Ziobro, dlaczego przez dwa lata od czasów poinformowania opinii publicznej przez szefa MSWiA o zdobyciu odpowiednich dowodów przestępstw obecnego szefa NIK, nie przesłuchano podejrzanego. Zdaniem Banasia oprócz nachodzenia członków jego rodziny, nie wykazano do tej pory rzekomych przestępstw popełnianych w przeszłości.
“Niemal dwa lata temu minister SWiA Mariusz Kamiński osobiście poinformował opinię publiczną, że jest w posiadaniu materiałów, które w niezbity sposób dowodzą, że popełniłem przestępstwo (…) Przez ten czas pomimo domniemanych dowodów o jakich mówił minister SWiA, prokuratura nie przesłuchała mnie ani w charakterze świadka, ani w charakterze podejrzanego” – napisał szef NIK-u.
W oświadczeniu podkreślił, że jako człowiek prawy nie obawia się konsekwencji prawnych, za popełnione w przeszłości błędy, które jak zaznaczył mogły się mu przydarzyć – “Pytam więc czemu służy to postępowanie, czy chodzi o rzetelne wyjaśnienie sprawy, czy bardziej gnębienie mnie i mojej rodziny? (…) Jestem człowiekiem prawym i zasłużonym dla Państwa Polskiego, cenię sobie transparentność i uczciwość (…) Dlatego kieruję dziś do Mariusza Kamińskiego i Zbigniewa Ziobry wniosek o upublicznienie wszystkich materiałów zgromadzonych przez blisko 2 lata tak, aby opinia publiczna mogła zapoznać się ze wszystkimi dokumentami zgromadzonymi w ww. sprawie” – dodał, że gotów jest za rzekome przestępstwa odpowiedzieć przed sądem.
Co najmniej 30 osób zginęło, a dziesiątki zostało rannych w poniedziałek, gdy przepełniony pakistański pociąg międzymiastowy wjechał do wagonów innego ekspresu, który wcześniej wykoleił się na tej samej trasie. Informacje podają miejscowi urzędnicy.
Rzecznik pakistańskiej kolei powiedział, że nieznana liczba osób wciąż pozostaje we wraku w pobliżu Daharki w północnej prowincji Sindh.
Wypadek wydarzył się, gdy Millat Express jadący z Karaczi do Sargodha wykoleił się przed świtem, wywracając się na tor zajmowany przez Sir Syed Express z Rawalpindi w przeciwnym kierunku.
Przynajmniej 22 osoby zginęły, a 50 zostało rannych, powiedział rzecznik kolei, podczas gdy Umar Tufail – starszy funkcjonariusz policji w Daharki – określił, że co najmniej 30 osób zginęło.
Rzecznik pakistańskiej kolei powiedział, że nieznana liczba osób wciąż pozostaje we wraku w pobliżu Daharki w północnej prowincji Sindh. Dodał, że ratownicy pilnie wezwali specjalistyczny sprzęt, aby mogli uratować uwięzionych pasażerów. Wypadek pociągu w Pakistanie miał miejsce odległej części prowincji, na wzniesionym odcinku torów otoczonym bujnymi polami uprawnymi.
„Miejsce katastrofy znajduje się daleko i dlatego mamy kłopoty w akcji ratunkowej” – powiedział, dodając, że w wypadku zniszczonych zostało co najmniej sześć wagonów.
Wypadek pociągu w Pakistanie pochłonął co najmniej 30 ofiar
Rzecznik powiedział, że wypadek wydarzył się, gdy Millat Express jadący z Karaczi do Sargodha wykoleił się przed świtem, wywracając się na tor zajmowany przez Sir Syed Express z Rawalpindi w przeciwnym kierunku.
Wypadek pociągu w Pakistanie spowodował śmierć przynajmniej 22 osób, a 50 zostało rannych. Informację podał rzecznik kolei, podczas gdy Umar Tufail – starszy funkcjonariusz policji w Daharki określił, że co najmniej 30 osób zginęło.
Premier Imran Khan wyraził ubolewanie na wieść o wypadku i obiecał pełne śledztwo w tej sprawie.
„Zarządzam kompleksowe śledztwo w sprawie usterek bezpieczeństwa kolei”, napisał na jego oficjalnym koncie na Twitterze.
Wypadki kolejowe są powszechnym zjawiskiem w pakistańskim transporcie. Państwo to odziedziczył tysiące kilometrów torów i pociągów od byłej potęgi kolonialnej Wielkiej Brytanii. Jednak obecny stan torów jest w wątpliwym stanie ze względu na brak inwestycji, brak odpowiedniej konserwacji, korupcję i złe zarządzanie.
Nie jest to największa katastrofa kolejowa w historii Pakistanu. Co najmniej 75 osób zginęło, gdy pociąg zapalił się podczas podróży z Karaczi do Rawalpindi w październiku 2019 r. W tym samym miejscu, w 2016 roku zderzyły się pociągi zabijając 21 pasażerów.
air-force-two-media-narodowe / foto. Sam Meyer
Wikimedia Commons
Biały Dom podaje, że po niespełna pół godzinnym locie, samolot z wiceprezydent Stanów Zjednoczonych na pokładzie musiał zawrócić do bazy Andrews pod Waszyngtonem. Powodem była awaria samolotu Kamali Harris.
Kamala Harris była w drodzę swojej pierwszej podróży zagranicznej jako wiceprezydent USA.
Na pokładzie Air Force Two miała lecieć do Gwatemali w sprawie pracy nad rozwiązaniem pogłębiającego się od kilku miesięcy kryzysu migracyjnego na południu Stanów Zjednoczonych.
Z relacji dziennikarzy wynika, że podczas startu z okolic podwozia samolotu dobiegały “dziwne hałasy”.
Po półtorej godziny okazało się, że Kamala Harris musiała użyć innego samolotu rządowego.
Wiceprezydent USA była w drodzę swojej pierwszej podróży zagranicznej jako wiceprezydent USA. Na pokładzie Air Force Two miała lecieć do Gwatemali. Celem jej podróży jest praca nad rozwiązaniem pogłębiającego się od kilku miesięcy kryzysu migracyjnego na południu Stanów Zjednoczonych. Awaria samolotu Kamali Harris okazała się poważna.
Z relacji dziennikarzy wynika, że podczas startu z okolic podwozia samolotu dobiegały “dziwne hałasy”.
Po kilkudziesięciu minutach lotu zdecydowano o zawróceniu maszyny, która następnie bezpiecznie wylądowała w bazie Andrews. Awaria samolotu Kamali Harris okazała się na tyle poważna, że dalsza podróż nie mogła być kontynuowana.
– Nic mi nie jest, nic mi nie jest – zapewniła wiceprezydent Harris, ale – jak dodała – “wszyscy się trochę modliliśmy”.
– To był problem techniczny, ale bez większych obaw o bezpieczeństwo – wyjaśniła jej rzeczniczka Symone Sanders
Po półtorej godziny przeglądu technicznego samolotu okazało się, że Kamala Harris musiała użyć innego samolotu rządowego. Na jego pokładzie, z półtoragodzinnym opóźnieniem wyruszyła do Gwatemali.
Od poniedziałku 7.06 ruszają szczepienia przeciwko COVID-19 dla młodzieży w wieku 12-15 lat. Od tego dnia oficjalnie dostępne będą e-skierowania dla tej grupy wiekowej, które będzie można zrealizować w istniejących już punktach szczepień. W razie potrzeby, od września uruchomione zostaną także szczepienia w szkołach. Przed zakończeniem kończącego się właśnie roku szkolnego, ma zostać przeprowadzona akcja informacyjna dla uczniów.
Jak podaje Polsat News, młodzież może szczepić się na takich samych zasadach, jak pozostali obywatele w ramach Narodowego Programu Szczepień.
Zgłoszenia na szczepienie młodzieży składać można od poniedziałku min. przez bezpłatną infolinię Narodowego Programu Szczepień.
Z przekazu Ministerstwa Zdrowia oraz Kancelarii Prezesa Rady Ministrów wiadomo, że w czerwcu odbędzie się we wszystkich szkołach akcja informacyjna. Natomiast w dniach 6-10 września zbierane zostaną kwestionariusze medyczne uczniów. Ma to na celu pozyskanie informacji potrzebnych do przeprowadzenia akcji szczepień w szkołach w dniach 13-17 września.
Rozszerzenie stosowania szczepionki Pfizer/BioNTech przeciw COVID-19 dla dzieci w wieku od 12 do 15 lat postuluje Europejska Agencja Leków (EMA), która zatwierdziła wniosek jeszcze pod koniec maja.
Michał Dworczyk poinformował we wtorek, że toczą się badania nad dopuszczeniem do szczepień dzieci w wieku 7-12 lat.
Jak podaje Polsat News, młodzież może szczepić się na takich samych zasadach, jak pozostali obywatele w ramach Narodowego Programu Szczepień. Do tej pory udział w szczepieniu wziąć mogły osoby od 16 roku życia. W chwili obecnej, w Polsce jest 2,58 mln uczniów w wieku 12-18 lat. Planowana jest akcja informacyjna oraz szczepienia młodzieży w wieku 12-15 lat w szkołach.
Zasady zgłoszeń na szczepienia młodzieży w wieku 12-15 lat
Zgłoszenia na szczepienie młodzieży składać można od poniedziałku przez bezpłatną infolinię Narodowego Programu Szczepień: 989. Można też to zrobić kontaktując się z wybranym punktem szczepień, wysyłając SMS na numer 664 908 556 lub 880 333 333 o treści: SzczepimySie, poprzez e-rejestrację dostępną na stronie głównej pacjent.gov.pl.
Ministerstwo Zdrowia i Narodowy Fundusz Zdrowia podają, że aby zakwalifikować się na szczepienie, trzeba wypełnić kwestionariusz wstępnego wywiadu przesiewowego. Kwestionariusz jest dla pracownika medycznego podstawą decyzji, czy osoba może być zaszczepiona tego dnia. Wypełniany jest przez osobę szczepioną wraz z opiekunem prawnym lub rodzicem – ci ostatni muszą go podpisać.
Pełnomocnik rządu do spraw narodowego programu szczepień Michał Dworczyk podaje, że szczepienia dla osób w wieku 12-15 lat będą odbywały się na tych samych zasadach, co dla młodzieży w wieku 16-18 lat. W czasie wykonywania zabiegu konieczna będzie obecność rodzica lub opiekuna prawnego.
– Nie przewidujemy żadnych zmian, ani trudności, ponieważ już przetrenowaliśmy, mówiąc kolokwialnie, zapisy osób niepełnoletnich w ostatnich tygodniach, kiedy to młodzież w wieku 16-18 lat mogła się rejestrować i szczepić – podkreślił Dworczyk.
Plan akcji informacyjnej w czerwcu, a we wrześniu szczepienia w szkołach
Z przekazu Ministerstwa Zdrowia oraz Kancelarii Prezesa Rady Ministrów wiadomo, że w czerwcu odbędzie się we wszystkich szkołach akcja informacyjna. Natomiast w dniach 6-10 września zbierane zostaną kwestionariusze medyczne uczniów. Ma to na celu pozyskanie informacji potrzebnych do przeprowadzenia akcji szczepień w szkołach w dniach 13-17 września. Jak czytamy na stronie resortu edukacji i nauki, szczepienia będą organizowane przez szkoły i realizowane z wykorzystaniem istniejących punktów szczepień populacyjnych, powszechnych lub mobilnych.
– Podczas szczepienia, oprócz profesjonalnej opieki lekarskiej, uczniom będą mogli towarzyszyć rodzice. Akcja szczepień w wybranym miejscu uzależniona zostanie od liczby chętnych. Odpowiednie służby medyczne będą w tej sprawie współpracowały z dyrektorami szkół i placówek – informuje MEiN.
Rozszerzenie stosowania szczepionki Pfizer/BioNTech przeciw COVID-19 dla dzieci w wieku od 12 do 15 lat postuluje Europejska Agencja Leków (EMA), która zatwierdziła wniosek jeszcze pod koniec maja. Szczepienie w tej grupie wiekowej rekomendowała również Rada Medyczna przy premierze.
Michał Dworczyk poinformował we wtorek, że toczą się badania nad dopuszczeniem do szczepień dzieci w wieku 7-12 lat.
Dzisiaj niemal 40 szpitali w całej Polsce zapowiedziało wzięcie udziału w strajku ostrzegawczym pielęgniarek i położnych. Głównymi postulatami protestu jest żądanie poprawy warunków pracy oraz wynagrodzeń w tym sektorze służby zdrowia.
Strajk został formalnie wprowadzony pod obrady Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych już w listopadzie ubiegłego roku.
Bezpośrednią przyczyną strajku jest tzw. ustawa Niedzielskiego, która określa sposób wyznaczania najniższego wynagrodzenia zasadniczego niektórych pracowników zatrudnionych w podmiotach leczniczych.
Strajki zapowiadane przez Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych zakładają dwugodzinne strajki ostrzegawcze.
Strajk ostrzegawczy pielęgniarek i położnych został formalnie wprowadzony pod obrady Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych. Stało się to już w listopadzie ubiegłego roku. Zarząd krajowy związku podjął uchwałę, która miała na celu podjęcie przygotowań do wszczęcia sporów zbiorowych w skali ogólnopolskiej. Celem jest poprawa warunków pracy i płacy pielęgniarek i położnych, a w razie konieczności podjęcie strajku generalnego.
Strajk ostrzegawczy pielęgniarek i położnych spowodowany tzw. ustawą Niedzielskiego
Bezpośrednią przyczyną strajku jest tzw. ustawa Niedzielskiego, która określa sposób wyznaczania najniższego wynagrodzenia zasadniczego niektórych pracowników zatrudnionych w podmiotach leczniczych. Przepisy komentuje szefowa związku Krystyna Potok, która w rozmowie z RMF24 dodała, że obecna ustawa:
“nie gwarantuje stabilnych zasad wzrostu wynagrodzeń zasadniczych pielęgniarek, pielęgniarzy i położnych, pomimo licznych sygnałów od członków naszej organizacji związkowej dotyczących rażącego pogorszenia warunków pracy i płacy, trwającego od wielu miesięcy stresu, przemęczenia i wypalenia zawodowego”.
Strajki obejmują całą Polskę
Strajki zapowiadane przez Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych zakładają dwugodzinne strajki ostrzegawcze. Planowane są także akcje solidarnościowe i manifestacje pod szpitalami. Organizatorzy zapowiadają działania w centralnych miejscach Warszawy, Białegostoku, Bydgoszczy, Katowic, Kielc, Krakowa, Lublina, Łodzi, Olsztyna, Opola, Pleszewa, Przemyśla, Rzeszowa i Szczecina. Odbędą się tam manifestacje.
“W gotowości do drugiej fali strajków ostrzegawczych jest kilkaset szpitali objętych zakresem działania OZZPiP, w których trwają procedury sporów zbiorowych” – czytamy w komunikacie.
Donald Trump powiedział FOX News, że w tej jest zbyt wcześnie na ponowne spotkanie z byłym wiceprezydentem jego administracji, którym w latach 2017-2021 był Mike Pence. Tematem do potencjalnych negocjacji miałby być ich ponowny wspólny start w wyborach w 2024 roku.
Trump przemawiał w sobotę wieczorem na kolacji dla darczyńców Partii Republikańskiej w Północnej Karolinie.
Były prezydent powiedział, że jest jeszcze zbyt wcześnie, aby rozmawiać o wspólnym starcie wyborczym z Pence’em.
Mike Pence niedawno pojechał do New Hampshire, co przez wielu komentatorów uważane jest za sposób na przetestowanie możliwości wyborczych kandydowania na prezydenta.
Trump podsycił spekulacje na temat swojego potencjalnego startu w 2024 r. wysyłając e-maile o ciągłym zbieraniu funduszy, oferując rekomendacje dla kandydatów do Kongresu i planując wiece jeszcze tego lata.
Trump, który przemawiał w sobotę wieczorem na kolacji dla darczyńców Partii Republikańskiej w Północnej Karolinie, został zapytany przez FOX News, czy jest zainteresowany ponownym startem i czy odbędzie się spotkanie Trump-Pence.
„Mike i ja mamy dobre relacje, nadal mamy dobre, ale z pewnością jest za wcześnie, aby rozmawiać o wspólnych wyborach” – odpowiedział były prezydent w ekskluzywnym wywiadzie telewizyjnym przed przemową
Mike Pence sonduje możliwości wyborcze, Donald Trump wciąż nie podjął decyzji o ponownym starcie.
Sam Mike Pence niedawno pojechał do New Hampshire, co przez wielu komentatorów uważane jest za sposób na przetestowanie możliwości wyborczych kandydowania na prezydenta. Wziął tam udział w kilku spotkaniach lokalnych struktur Partii Republikańskiej.
Donald Trump otwarcie krytykował Pence’a po zamieszkach na Kapitolu 6 stycznia, kiedy miał nadzieję, że wiceprezydent wykorzysta swoją pozycję przewodniczącego Senatu, aby pomóc w sprzeciwie wobec głosowania Kolegium Elektorów. Spotkanie Trump-Pence nie wydaje się więc być najbardziej pożądanym planem w grafiku byłego prezydenta USA.
Trump podsycił spekulacje na temat swojego potencjalnego startu w 2024 r. wysyłając e-maile o ciągłym zbieraniu funduszy, oferując rekomendacje dla kandydatów do Kongresu i planując wiece jeszcze tego lata. 74-letni Trump nie powiedział jeszcze, kiedy ogłosi swoją decyzję dotyczącą swojej politycznej przyszłości.
„Podejmę decyzję w niezbyt odległej przyszłości, może wcześniej niż ludzie myślą. I myślę, że będą bardzo szczęśliwi” – powiedział Trump w sobotni wieczór.
Tymczasem jeden z członków rodziny Trumpa odmawia wejścia na scenę polityczną. Lara Trump ogłosiła, że nie będzie ubiegać się o miejsce w Senacie Karoliny Północnej w 2022 roku. Chwilę po jej ogłoszeniu Trump publicznie poparł republikanina Teda Budda, (R-N.C.) na stanowisko zwolnione przez senatora Richarda Burra.
Kandydat na prezydenta Rzeszowa, Grzegorz Braun został wyrzucony z debaty przedwyborczej. Prowadzący dyskusję redaktor Andrzej Stankiewicz z Radia Zet wykluczył posła Konfederacji po tym jak nazwał homoseksualistów spod znaku LGBT dewiantami oraz po nazwaniu ministra zdrowia Adama Niedzielskiego mianem szkolonego psychopaty. W mediach społecznościowych dyskusja nad słusznością podjętej przez prowadzącego decyzji. Politycy Konfederacji wręcz określili takie praktyki cenzurą medialną.
Grzegorz Braun został wykluczony z niedzielnej debaty przedwyborczej prowadzonej przez redaktora Andrzeja Stankiewicza w Radiu Zet
Nazwał tzw. parady równości środowisk LGBT, dewiacją, a ministra zdrowia określił mianem szkolonego psychopaty
Prowadzący ostrzegł po pierwszej kontrowersyjnej wypowiedzi, posła Konfederacji, jednakże po kolejnej wyrzucił z rozmowy za stosowanie języka nienawiści
Dziennikarze pochwalili Stankiewicza za podjęcie zdecydowanych kroków, natomiast politycy Konfederacji stanęli w obronie kolegi z ław poselskich zarzucają mediom podwójne standardy
W trakcie porannego programu “7. dzień tygodania w Radiu Zet” odbyła się przedwyborcza debata z udziałem kandydatów na Prezydenta Rzeszowa. Do dyskusji zaproszono wszystkich biorących udział w przyspieszonych wyborach tj. Grzegorz Braun z Konfederacji, Ewa Leniart z PiS, Konrad Fijołek wspierany przez Koalicję Obywatelską, Koalicję Polską oraz Polskę 2050 Szymona Hołowni oraz Marcin Warchoł, który na rzecz wyborów odszedł z Solidarnej Polski oraz ustąpił z funkcji wiceministra sprawiedliwości.
Braun został wykluczony za kontrowersyjne słowa
Debatę przedwyborczą poprowadził redaktor Andrzej Stankiewicz i to on stał się głównym powodem do szerokiej dyskusji w mediach społecznościowych. Poseł Grzegorz Braun w trakcie przedstawienia swojego stanowiska wobec wspierania jako zarządcy miasta Rzeszów, hucznych manifestacji LBGT określanych błędnie paradami równości, w sposób dobitny nazwał takie zgromadzenia dewiacją – “Nie popieram dewiacji” – stwierdził polityk Konfederacji.
Na to wyrażenie zareagował dziennikarz Radia Zet oraz zastępca redaktora naczelnego w serwisie Onet który upomniał posła o nieobrażanie mniejszości seksualnych. Ostrzegł on również, aby w dalszej dyskusji nie używał określeń niosących znamiona agresywności oraz wykluczających inne grupy społeczne – “Udzielam Panu pierwszego ostrzeżenia” – przekonywał Stankiewicz.
W dalszej części dyskusji kandydaci zadawali sobie wzajemnie pytania. Gdy przyszła kolej na posła Konfederacji, ten chciał zadać kontrkandydatce z Prawa i Sprawiedliwości, Ewie Leniart o możliwe kolejne obostrzenia, mogące się pojawić w trakcie kolejnej fali zakażeń na koronawirusa – “Kiedy przyjdzie jesień, a może szybciej, i szkolony psychopata Niedzielski ogłosi kolejną falę pandemii…” – w tym momencie jego wypowiedź została przerwana przez prowadzącego.
“To jest ten moment, o którym mówiłem. Nie pozwolę używać takich sformułowań w moich programie, bardzo panu dziękuję za udział” – wyjaśnił redaktor Andrzej Stankiewicz wykluczają Grzegorza Brauna z dalszej debaty przedwyborczej.
Braun usunięty z debaty za prawdę. Dodam od siebie. Niedzielski nie tylko jest psychopatą, ale przestępcą nadużywającym pozycji zawodowej jak Fauci. pic.twitter.com/KmUnyebmCK
W mediach społecznościowych nastąpiła burzliwa dyskusja na temat podjętej przez redaktora Radia Zet decyzji o wykluczeniu posła Grzegorza Brauna z dalszej dyskusji. Dziennikarze z kilku mainstreamowych portali informacyjnych stanęli po stronie swojego kolegi po fachu, wspólnie popierając cenzurę niewygodnych polityków. Z kolei politycy Konfederacji nazwali całą sytuację skandalem, a także uznali to za niebezpieczny precedens.
“Oczywiście ten chór dziennikarzy wychwalających dziś postępowanie Stankiewicza to skrajnie zakłamana banda lewicowych hipokrytów, która jeszcze kilka miesięcy temu promowała skrajnie wulgarne i przepełnione nienawiścią nie tylko słowa, ale i działania podczas manifestacji Lempart” – podsumował dyskusję prezes Ruchu Narodowego, Robert Winnicki.
W podobnym tonie wypowiedział się wiceprezes Ruchu Narodowego, który podkreślił zagrożenie dla swobody wypowiedzi – “Usunięcie Grzegprza Brauna z debaty przez prowadzącego to bardzo niebezpieczny precedens. Pokazuje tendencję mediów do zastępowania ocen wyborców swoimi ocenami. Nie na tym polega demokracja. Jeśli padły kontrowersyjne słowa to od ich oceny są wyborcy, a nie, prowadzący” – napisał poseł Krzysztof Bosak.
Oświadczenie KWW Grzegorz Braun
W związku z wykluczeniem prezesa Konfederacji Korony Polskiej z niedzielnej debaty przedwyborczej KWW Grzegorz Braun wystosowało w imieniu kandydata na Prezydenta Rzeszowa krytyczne oświadczenie – “W związku z przebiegiem debaty wyborczej kandydatów ubiegających się o wybór na urząd prezydenta Rzeszowa, przeprowadzonej przez radio Zet w dniu 6 czerwca br., wyrażamy oburzenie i składamy stanowczy protest wobec postawy i zachowania prowadzącego debatę, tj. red. Andrzeja Stankiewicza” – czytamy.
Komitet zarzucił prowadzącemu podejmowanie arbitralnych decyzji mających wykluczyć kandydata na ważny urząd publiczny. Ich zdaniem Andrzej Stankiewicz odwoływał się do subiektywnego i nigdzie niezdefiniowanego pojęcia “mowy nienawiści”.
Poseł Grzegorz Braun został wyrzucony za korzystanie, zdaniem komitetu wyrazów uznawanych przez PWN – “Prezentując krytyczne stanowisko wobec w/w posługiwał się określeniami zdefiniowanymi w Słowniku języka polskiego (np. PWN). Prawo do zdecydowanych i jednoznacznych wypowiedzi wygłaszanych w publicznej debacie politycznej, wynikające wprost z zapisów Konstytucji RP, zostało dodatkowo potwierdzone licznymi orzeczeniami krajowych sądów powszechnych i Europejskich trybunałów” – tak argumentowano wypowiedzi kandydata na Prezydenta Rzeszowa.
Na końcu oświadczenia wezwano redakcję Radia Zet do złożenia w tej sprawie wyjaśnień oraz wyciągnięcia konsekwencji wobec prowadzącego debatę – “Wobec powyższego wzywamy redakcję radia Zet do wyjaśnienia zaistniałej sytuacji i wyciągnięcia konsekwencji wobec red. Andrzeja Stankiewicz – prowadzącego debatę oraz do publicznego przeproszenia pana posła Grzegorza Brauna za nieetyczne i nieuczciwe zachowanie redakcji podczas debaty” – przekazał w oświadczeniu Tomasz Buczek, pełnomocnik wyborczy KWW Grzegorz Braun.
Jakub Vaugon, Francja, Polska, bohater, pamięć historyczna, prawda, historia, II wojna światowa, obóz zagłady, Treblinka, proces sądowy / fot. Facebook/Muzeum Powstania Warszawskiego
Młody Polak stał się bohaterem po tym jak po kilku latach wywalczył we francuskim sądzie zmianę informacji. Do tej pory w podręcznikach od historii w sposób nieprawdziwy przedstawiano Polaków jako współwinnych niemieckich zbrodni w obozie zagłady w Treblince. 19-letni Jakub Vaugon z polsko-francuskiej rodziny pomimo przeszkód w postaci, szkoły do której uczęszczał w 2017 roku postanowił wspólnie z rodzicami zawalczyć o prawdę. Teraz wydawca podręcznika od historii musi nie tylko wprowadzić stosowne zmiany, ale również wystosować oficjalne przeprosiny za przedstawianie fałszywych informacji.
Po kilku latach młody Polak z Francji Jakub Vaugon wygrał proces sądowy z francuskim wydawcą od historii
W podręcznikach do gimnazjum nastolatek odkrył w 2017 roku kłamstwa na temat Polaków rzekomo współpracujących z nazistowskimi Niemcami
Okupowani Polacy mieli być współwinni ludobójstwa dokonywanego w niemieckim obozie zagłady w Treblince
Do niezwykłej historii doszło we Francji, gdzie Młody Polak stał się niespodziewanie bohaterem stojącym w obronie prawdy historycznej, a także w obronie dobrego imienia Polski. Zaledwie 19-letni obecnie Jakub Vaugon już 4 lata uczęszczając do gimnazjum temu zauważył w swoim podręczniku do historii niesprawiedliwy opis Polaków z czasów drugiej wojnie.
Młody Polak wywalczył prawdę historyczną!
Urodzony we Francji Młody Polak, Jakub Vaugon z polsko-francuskiej rodziny postanowił wraz ze swoimi rodzicami zawalczył w sądzie o prawdę historyczną. W gimnazjalnym podręczniku od historii spostrzegł, że wydawca w sposób nieprawdziwy ukazał Polaków jako współwinnych mordowania więźniów obozu zagłady w Treblince. Przypisanie Polakom współpracy z nazistowskimi Niemcami, rozzłościło nastolatka.
“W 2017 roku na lekcji historii we francuskim gimnazjum zaprotestował przeciwko stwierdzeniu zawartemu w podręczniku, mówiącemu o tym, że Polacy w obozie zagłady w Treblince pomagali Niemcom w ludobójstwie Żydów i więźniów innych narodowości” – czytamy we wpisie Muzeum Powstania Warszawskiego na Facebooku,
Po kilku latach procesu sądowego, uznano w końcu rację po stronie polsko-francuskiego nastolatka. Sędzia nakazał wydawcy podręcznika do historii wprowadzenie niezwłocznie zmiany w swoich książkach, a także nakazał zamieścić oficjalne przeprosiny za szerzenie fałszywych informacji na temat Polaków w okresie II wojny światowej.
Jego dokonanie zostało uznane przez kapitułę nagrody im. Jana Rodowicza “Anody”, który został nominowany do przeprowadzonej już IX edycji tego konkursu organizowanego przez Muzeum Powstania Warszawskiego. Laureatami IX edycji Nagrody im. Jana Rodowicza „Anody” zostali: w kategorii „Wyjątkowy czyn” – Andrzej Sirowacki, „Całokształt dokonań” – Elzbieta Krajewska-Kułak, „Akcja -społeczna” – Bartosz Rutkowski. Do konkursu zostało przyjętych 71 zgłoszonych przez społeczność osób.