Poseł Robert Winnicki.

Poseł Robert Winnicki. / Fot. You Tube/ Konfederacja

  • Poseł Winnicki w mocnych słowach skomentował ostatnie słowa szefa MSZ Jaira Lapida oraz działania ambasady Izraela. Winnicki wyzywa polskie władze do zdecydowanych działań oraz uznanie izraelskiego ambasadora za persona non grata.
  • Prezes Ruchu Narodowego tłumaczy powód zróżnicowanego głosowania Konfederacji w sprawie nowelizacji Kodeksu postępowania administracyjnego.
  • Robert Winnicki podkreślił konieczność uchwalenia projektu ustawy “STOP 447”.
  • Zobacz także: Atak Stanów Zjednoczonych na cele w Iraku i Syrii! Biały Dom: To był odwet

Poseł Robert Winnicki znany jest ze swoich wpisów w mediach społecznościowych. Podczas, gdy od kilku dni tematem debaty publicznej stały się ponownie roszczenia żydowskie, prezes Ruchu Narodowego aktywnie włączył się do dyskusji krytykując działania dyplomacji Izraela oraz bierność polskich władz. W jednym z ostatnich wpisów na Facebooku Winnicki gromi ambasadę Izraela i zapewnia, że “antypolonizm nie będzie tolerowany”.

Winnicki gromi ambasadę Izraela

Poseł Konfederacji nie ukrywa swoich emocji po tym, jak Izrael słowami szefa MSZ Jaira Lapida oraz ambasady w Warszawie skrytykował polski parlament za prace legislacyjne nad ustawą mającą na celu zwalczanie tzw. “dzikiej” reprywatyzacji.

„Domagaliśmy się stanowczej reakcji rządu wobec kłamstw Izraela. Wezwanie ambasadora i zakomunikowanie mu, że bezczelny antypolonizm nie będzie tolerowany – to minimum. Dziś to Izrael wezwał naszego ambasadora i kontynuuje pogróżki”

– napisał w mediach społecznościowych Robert Winnicki.

„Polska musi zacząć działać zdecydowanie. Musimy poważnie brać pod uwagę kroki takie jak uznanie ambasadora za persona non grata i zamrożenie lub zerwanie stosunków dyplomatycznych. Z terrorystami, również tymi siejącymi terror propagandowy, się nie negocjuje. Dosyć potulności”

– dodał prezes Ruchu Narodowego.

Konieczność uchwalenia “STOP 447”

Winnicki skomentował także działania członków jego partii w sprawie głosowania nad nowelizacją Kodeksu postępowania administracyjnego. W głosowaniu wzięło udział pięciu posłów, dwóch się wstrzymało, a czterech w ogóle nie głosowało. Poseł przyznał, że aby skutecznie zwalczyć zagrożenie płynące z roszczeń środowisk żydowskich, konieczna jest dedykowana temu ustawa. Takim dokumentem jest projekt ustawy “STOP 447”, który Konfederacja poparła całością swoich głosów. Prezes Ruchu Narodowego swoje stanowisko wyraził na łamach “Do Rzeczy”.

“W przyjętej nowelizacji znajdują się kontrowersyjne rzeczy, ponieważ np. zamyka ona prawo do walki o zwrot mienia zabranego przez komunistów polskim ziemianom. Z tego powodu każdy w naszym kole ważył na własny rachunek, co jest w tym momencie istotniejsze. Tak naprawdę jest to obchodzenie tematu. To, co trzeba byłoby zrobić, aby dać jednoznaczny sygnał, że prawnie i politycznie odrzuca się te bezsensowne roszczenia żydowskie, to uchwalić ustawę „STOP 447”

– argumentował.

“Ustawa, który w znacznie lepszy sposób daje mandat do rozwiązania tego problemu, cały czas leży w zamrażarce sejmowej. Chodzi oczywiście o ustawę „STOP 447”. Daje ona większą legitymację polityczną, bo w tej sytuacji polityka jest ważniejsza niż prawo”

– wskazał.

Ingerencja Izraela w proces legislacyjny w Polsce

W czwartek wieczorem Sejm uchwalił nowelizację Kodeksu postępowania administracyjnego. Zgodnie z nowymi przepisami po upływie 30 lat od wydania decyzji administracyjnej niemożliwe będzie postępowanie w celu jej zakwestionowania.

W mediach społecznościowych ambasady Izraela pojawił się komunikat.

“To niemoralne prawo poważnie uderzy w stosunki między naszymi państwami. Z powagą podchodzimy do próby uniemożliwienia zwrotu prawowitym właścicielom mienia zagrabionego w Europie Żydom przez nazistów i ich kolaborantów. Polska wie, co jest właściwym krokiem w tej sprawie”

– podkreślono.

Sprawę w mocnych słowach skomentował także minister spraw zagranicznych Izraela.

“Nie mam zamiaru milczeć w obliczu tego prawa. To bezpośrednie i bolesne pogwałcenie praw ocalałych z Holokaustu i ich potomków. To nie pierwszy raz, kiedy Polacy próbują zaprzeczyć temu, co zrobiono w Polsce podczas Holokaustu”

– napisał na Twitterze izraelski minister spraw zagranicznych Jair Lapid.

dorzeczy.pl

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. pixabay.com

  • Do ataku hakerskiego na Izrael przyznała się malezyjska grupa Dragon Force. Sympatyzuje ona z wojskami palestyńskimi.
  • Hakerzy oznajmili, że atak na serwis AcadeMe był odpowiedzią na trwającą 11 dni wymianę ognia między Hamasem, a Izraelem w Strefie Gazy.
  • Według eksperta Think Cyber Safe May, atak Dragon Force spowodował wyciek danych 280 tys. osób.
  • Zobacz także: W Sydney panika. Mieszkańcy obawiają się nowego wariantu koronawirusa

Dragon Force przyznało się do ataku cybernetycznego za pośrednictwem swojej strony internetowej. Atak hakerski na Izrael opisują w swoim oficjalnym komunikacie. Zachęcają również innych hakerów, a także aktywistów i organizacje praw człowieka do podjęcia inwazji na izraelskie domeny. W swojej wiadomości nazywają Izrael – “Israhell” (“Izra-Piekło”).

„To pilne wezwanie do wszystkich hakerów, organizacji praw człowieka i aktywistów na całym świecie, aby ponownie zjednoczyli się i rozpoczęli kampanię przeciwko Israhellowi”

– napisali hakerzy.

Hakerzy przyznali, że wyciek był odpowiedzią na trwającą w maju przez 11 dni wymianę ognia pomiędzy Hamasem, a Izraelem. Jak donosi “Times of Izrael”, dane o studentach mogli wykraść z witryny AcadeMe. Jest to jeden z największych w kraju serwisów służący do rekrutacji na studia oraz szukania pracy. Powiązany jest z najważniejszymi uczelniami w Izraelu, w tym m.in. z uniwersytetem Ben Guriona w Beer Szewie, uniwersytetem w Tel Awiwie oraz uniwersytetem w Hajfie.

Według eksperta z “Think Cyber Safe May” Brooks-Kempler, przeprowadziła dochodzenie w tej sprawie. Według niej atak hakerski na Izrael spowodował wyciek danych prawie 280 tys. studentów od 2014 r. do teraz. Doradza użytkownikom serwisu AcadeMe zmianę haseł oraz uważanie na podejrzane wiadomości mailowe lub telefoniczne.

tvp.info kresy.pl

Samolot F-16

Samolot F-16 / Fot. pixabay.com

  • W niedziele wieczorem miał miejsce amerykański nalot na bazy wojskowe w Iraku i Syrii. Była to już druga akcja odwetowa USA w tym regionie, która miała stanowić odpowiedź na ataki milicji syryjsko-irackiej skierowane na amerykańskie bazy wojskowe.
  • Rzecznik Pentagonu John Kirby tłumaczy, że był to atak odwetowy zlecony przez prezydenta Stanów Zjednoczonych.
  • W nalocie na obiekty wojskowe w Iraku i Syrii zginęło co najmniej 5 osób.
  • Zobacz także: Zakazy stadionowe dla Anglików. Nie mogą śpiewać o zwycięstwie nad Hitlerem

Atak Stanów Zjednoczonych na cele w Iraku i Syrii miał miejsce w niedzielę wieczorem. Jest to odpowiedź na ataki za pomocą dronów syryjsko-irackiej milicji na amerykański personel i obiekty w Iraku. Jak podaje Departament Obrony USA, celem nalotów były obiekty operacyjne i magazyny broni w dwóch lokalizacjach w Syrii i jednej w Iraku. 

W sprawie nalotów zabrał głos rzecznik prasowy Pentagonu John Kirby. Poinformował, że milicje wykorzystywały wymienione obiekty do przeprowadzania ataków bezzałogowych statków powietrznych na wojska amerykańskie stacjonujące w Iraku. Podkreślił też wyraźnie celowość w amerykańskim działaniu i postawę prezydenta Bidena wobec ataków na żołnierzy amerykańskich na Bliskim Wschodzie.

“Jak pokazały wieczorne naloty, prezydent Biden jasno dał do zrozumienia, że będzie działał na rzecz ochrony amerykańskiego personelu”

– podkreślał Kirby

Niedzielny atak Stanów Zjednoczonych już drugim nalotem w tym regionie

Według Syryjskiego Obserwatorium Praw Człowieka, pomimo skierowania ataku na obiekty infrastruktury wojskowej, zginęło co najmniej 5 osób. Naloty przeprowadzono z użyciem myśliwców F-15 i F-16.

Atak Stanów Zjednoczonych na cele w Iraku i Syrii przeprowadzono na polecenie prezydenta Joe Bidena. Po raz drugi od czasu objęcia urzędu nakazał uderzenia odwetowe przeciwko proirańskiej milicji.

W lutym flota lotnicza USA po raz pierwszy przeprowadziła we wschodniej Syrii naloty wymierzone w obiekty proirańskich milicji. Był to odwet za atak rakietowy na bazę w irackim Kurdystanie, w którym zginął jeden cywil współpracujący z amerykańską armią. W chwili obecnej reakcja Iraku i Syrii nie jest jeszcze znana.

rmf24.pl, polsatnews.pl

Angielscy kibice na EURO 2020 / fot. screen yt.com

Już we wtorek na londyńskim Wembley odbędzie się mecz ⅛ finału piłkarskich Mistrzostw Europy Anglia-Niemcy. Zmierzą się więc reprezentacje dwóch czołowych drużyn, ale jednocześnie dwóch z najbardziej znaczących europejskich narodów, które od wieków rywalizowały między sobą. Dla patriotycznych Anglików jednym z największych powodów do dumy jest zwycięstwo ich kraju w obu wojnach światowych. W praktycznie każdej angielskiej miejscowości znajduje się tablica czy pomnik upamiętniające poległych wówczas żołnierzy. Narodowy mit zwycięstwa nad Hitlerem jest jednak coraz częściej atakowany jako politycznie niepoprawny.

Niewinny tekst zakazanej piosenki

Piosenki “10 niemieckich bombowców” uczono angielskie dzieci podczas krwawych bombardowań II wojny światowej. Po wojnie angielscy kibice zaczęli używać jej jako przyśpiewki podczas meczów reprezentacji Anglii z reprezentacją Niemiec – kraju, który dopiero co rozpętał potworną wojnę na całym kontynencie i prowadził regularne bombardowania ludności cywilnej, zabijając tysiące ludzi i starając się sterroryzować Anglików i przedstawicieli innych narodów chroniących się na Wyspach Brytyjskich przed hitlerowcami. Anglicy byli dumni, że ich przodkowie wygrali bitwę o Anglię i mieli znaczący udział w zwycięstwie nad III Rzeszą. Tekst piosenki jest naprawdę niewinny jak na przyśpiewkę stadionową – to prosta odliczanka:

“Na niebie było 10 niemieckich bombowców,
Na niebie było 10 niemieckich bombowców,
Było 10 niemieckich bombowców, 10 niemieckich bombowców,
10 niemieckich bombowców na niebie.

A RAF z Anglii zestrzelił jednego,
A RAF z Anglii zestrzelił jednego,
A RAF z Anglii, RAF z Anglii
RAF z Anglii zestrzelił jednego.

Na niebie było 9 niemieckich bombowców,
…”

I tak dalej w kolejnych zwrotkach, 9, 8, 7, aż “na niebie nie ma już żadnych niemieckich bombowców, bo RAF z Anglii je zestrzelił”. RAF – Royal Air Force, brytyjskie Królewskie Siły Powietrzne.

Tępienie tożsamości własnego narodu

Widzimy tutaj dwa zjawiska. Po pierwsze, obsesyjną chęć kontroli każdego aspektu ludzkiego życia, nawet tego, co ludzie sobie podśpiewują na stadionach. Władza, która boi się o swoje przetrwanie, wymyśla coraz dziwaczniejsze zakazy i nakazy, bojąc się wszelkiego “niepoprawnego” zachowania. Wszystkiego, nad czym nie ma bezpośredniej kontroli. Wizja inspektorów poprawności politycznej analizujących zapis z kamer i starających się zidentyfikować, którzy kibice na stadionie ruszają ustami podczas przyśpiewki, jest naprawdę dystopijna i przerażające.

Po drugie, ma tu ewidentnie miejsce dążenie do wytępienia przejawów przywiązania do narodu jako takiego. Do wytępienia wspólnoty z konkretną historią, przeszłością, kulturą. Mającą konkretnych bohaterów i zdrajców, konkretnych historycznych przyjaciół i historycznych wrogów, konkretne wojny wygrane i przegrane, które razem składają się na jej tożsamość.

Co to znaczy być Brytyjczykiem?

Wszystko to ma być roztopione w uniwersalnych liberalnych hasłach nie mających nic wspólnego z danym narodem. Przykładowo, według OFSTED, rządowej instytucji brytyjskiej kontrolującej standardy edukacji dzieci, “brytyjskie wartości” to “demokracja, praworządność, wolność jednostki i wzajemny respekt i tolerancja dla tych o innych wiarach i poglądach, oraz tych bez wiary”. Cel – dokładnie każdy może być Brytyjczykiem. Może pochodzić skądkolwiek, a imigrant nie musi też nijak wiązać się z konkretną brytyjską kulturą i historią. Oczywiście przy takim podejściu asymilacja jest niemożliwa. To nie imigranci stają się Brytyjczykami. To autochtoniczni Brytyjczycy i imigranci mają jednocześnie zostać przerobieni przez inżynierię społeczną na wykorzenione jednostki, bez przeszłości, bez wspólnoty, bez tożsamości zbiorowej innej niż liberalne hasełka.

Taki jest drugi cel, konsekwencja pierwszego. Ma nie być w ogóle takich bytów jak narody. Bo narody to z definicji coś złego i niebezpiecznego. Każdy naród może pro forma posiadać liberalne “wartości” takie jak “demokracja”, wszędzie takie same – w Anglii, w Polsce, w Kenii, w Turcji. Poprawni politycznie historycy i dziennikarze będą przekonywać autorytatywnie, że “demokracja” czy “prawa człowieka” są sednem “brytyjskości” czy “polskości”, tak jak przejęli dla siebie pojęcie “europejskości”.

Za co ginęli Anglicy w czasie wojny?

Warto przy tym zauważyć, że odwoływanie się do konkretnej historii narodu jest złe, nawet jeśli dotyczy walki ze świeckim Szatanem, Hitlerem i dumy z pokonania go. To bowiem historia, w której uczestniczyli przodkowie jedynie części dzisiejszych obywateli brytyjskich. Historia, z którą znaczna część dzisiejszych obywateli brytyjskich się nijak nie identyfikuje. Według demoliberalnej ortodoksji Anglik dumny ze swoich przodków w czasie wojny jest właśnie bliski Hitlerowi, bo też odwołuje się do kategorii narodu. Tylko ilu Anglików czy Polaków w czasie wojny było gotowych walczyć i ginąć za “demokrację i tolerancję”, a ilu za przetrwanie swoich narodów i rodzin?

medianarodowe.com

oprac. Kacper Kita

Nagi mężczyzna straszył małe dziewczynki w SPA

Recepcjonista z kontrowersyjnego WI SPA / fot. Facebook/@Real Lexit

Nagi mężczyzna wśród małych dziewczynek!

Do sieci wyciekło nagranie z jednego ze SPA ulokowanego w Los Angeles na Zachodnim Wybrzeżu Stanów Zjednoczonych. Oburzona klientka podjęła próbę interwencji w recepcji salonu, po tym jak w strefie przeznaczonej dla pań, doszło do skandalicznego incydentu z udziałem nagiego mężczyzny. Kobieta bezskutecznie domagała się wyprowadzenia klienta z ośrodka.

Co za orientacja seksualna? Widziałam f**ta! Tam są inne kobiety, są dziewczynki, które czują się bardzo zgorszone, a wy nic z tym nie zrobiliście! Absolutnie nic, wręcz stajecie po jego stronie!

– wykrzykiwała zbulwersowana kobieta do obsługi SPA.

Pracownik firmy odpowiedział, że mężczyzna indentyfikuje się jako kobieta i nie łamie w ten sposób prawa. Należy zaznaczyć, że do ośrodka przychodzą nie tylko kobiety, lecz również małe dziewczynki, które z obrzydzeniem patrzyły na nagiego mężczyznę.

Chcecie powiedzieć, że to w porządku, gdy nagi mężczyzna wchodzi do żeńskiej sekcji i pokazuje kobietom, dziewczynkom swojego penisa?

– kontynuowała klientka.

W pewnym momencie do dyskusji włącza się inny mężczyzna, znajdujący się w recepcji kalifornijskiego salonu piękności. Pobyt nagiego mężczyzny w SPA pełnym kobiet i dziewczynek, argumentował tym, że klient jest osobą transpłciową.

Nie ma „transpłciowa”. On ma f**ta! I macha nim na wierzchu! Jako kobieta mam prawo czuć się komfortowo, bez obnażającego się mężczyzny obok siebie. Ma penisa, jak ty!

– podkreśliła zniesmaczona całą sytuacją kobieta.

Jak wynika z wpisów na facebookowej stronie ośrodka, jej oburzenie podziela wiele osób, które zauważają, że takie podejście stanowi zachętę dla ekshibicjonistów. Piszą też, że administrator strony Wi SPA „szybko usuwa” komentarze zawierające powyższe nagranie.

tvp.pl

Mieszkańcy Sydney szturmują supermarkety

Papier toaletowy najbardziej pożądanym artykułem w dobie epidemii / fot. Canva/Julian Peter

  • Mieszkańcy Sydney na wieść o zakazie opuszczania metropolii oraz nałożeniu przez lokalne władze ostrzejszych restrykcji masowo ruszyli do supermarketów
  • Łupem padły artykuły spożywcze jak chleb oraz makaron, a także znalazły się osoby wykupujące po kilkanaście sztuk opakowań papieru toaletowego
  • Premier Nowej Południowej Walii zaapelowała do mieszkańców stolicy australijskiego stanu o zachowanie rozsądku w trakcie dwutygodniowego lockdownu
  • Zobacz także: Nieprawidłowości w polskich laboratoriach wykonujących testy na COVID? Ujawniono dane

Panika w Sydney wywołana nowym szczepem koronawirusa

W Polsce i w Europie rządy decydują się na coraz większe znoszenie obostrzeń nałożonych w czasie epidemii koronawirusa. Całkowicie odmienna sytuacja panuje w Australii, gdzie władze w Sydney wprowadziły od 26 czerwca dwutygodniowy lockdown.

Jak donosi portal news.com, mieszkańcy największego miasta w Australii na wieść o całkowitym zamknięciu, masowo ruszyli do supermarketów po podstawowe produkty. Ze sklepowych półek ponownie zaczął znikać makaron, chleb, a także papier toaletowy. Niektóre punkty sklepowe wprowadziły limit sprzedazy dwóch opakowań papieru toaletowego na osobę.

Premier stanu Nowej Południowej Walii, apelowała o zachowanie spokoju i poprosiła swoich mieszkańców o rozważną dystrybucję artykułami pierwszej potrzeby.

Nie ma godziny policyjnej. Możecie w każdym momencie wyjść i kupić, co potrzebujecie

– powiedziała Gladys Berejiklian.

Lockdown w Australii jest wymuszony wzrostem zakażeń koronawirusem, a właściwie wariantem Delta wirusa SARS-CoV-2. Tylko w ostatnim tygodniu odnotowano 80 zakażeń indyjską mutacją koronawirusa. Ostrzejsze restrykcje trwać będą w metropolii Sydney od 26 czerwca do 9 lipca.

Władze Sydney zabroniły mieszkańcom metropolii opuszczać teren miasta i okolic. Za złamanie tych przepisów mają grozić surowe kary, w tym kilkumiesięczne pozbawienie wolności.

Każdy za łamanie obostrzeń może trafić przed sąd i jeśli sąd uzna, że jest to zasadne, może zasądzić nawet 6-miesięczną karę więzienia

– zagroził minister zdrowia stanu Nowej Południowej Walii, Brad Hazzard.

wp.pl

Antony Blinken oskarża Polaków o Holokaust

Sekretarz Stanu USA, Antony Blinken / fot. Twitter

  • Sekretarz Stanu USA w piątek odwiedził pomnik Pomordowanych Żydów Europy, gdzie wypowiedział kontrowersyjne słowa o Polakach
  • Antony Blinken na przykładzie swojego ojczyma stwierdził, że rabinom w Białymstoku palono brody oraz podpalano synagogi
  • Zarzucił również Polakom, że ci nie ratowali Żydów przed wywożeniem do obozów zagłady, pomijając całkowicie kwestię kary śmierci za pomaganie Żydom
  • Instytut Pamięci Narodowej wydał oświadczenie prostujące ostatnie “rewelacje” ukazane na łamach “Los Angeles Times”
  • Zobacz także: Polski Żyd i lewak odpowiada ambasadzie Izraela: “Chyba was poje*ało”

Antony Blinken w opozycji do prawdy historycznej

W piątek Sekretarz Stanów Zjednoczonych, Antony Blinken odwiedził w Berlinie pomnik Pomordowanych Żydów Europy. Jedna z najważniejszych osób w amerykańskim rządzie przyznała, że w Polsce dręczono żydów na długo przed nazistowskimi Niemcami. W trakcie swojej przemowy przywołał również postać swojego ojczyma, Samuela Pisara urodzonego w naszym kraju.

Przed drugą wojną światową sytuacja żydów w Białymstoku była trudna, a bigoteryjni mieszkańcy palili rabinom brody i podpalano synagogi. W trakcie wojny pewna rodzina została spędzona w Białymstoku, a następnie wywieziona do obozu zagłady. Przeżył tylko mały chłopiec – mój ojciec

– powiedział Antony Blinken.

Następnie zarzucił on Polakom tchórzostwo w trakcie okupacji przez nazistowskie Niemcy, które według niego miały przede wszystkim prowadzić Holokaust na żydach. Polacy mieli również nie pomagać swoim żydowskim sąsiadom, nie chroniąc ich dostatecznie przed obozami zagłady.

Wszyscy w tych miastach wiedzieli, że mieszkają tam Żydzi. Wiedzieli, że pociągi odjeżdżają, pełne ludzi dzień po dniu… Większość wolała odwrócić wzrok, nie robić nic

– mówił pewny swego Sekretarz Stanu USA.

Odpowiedź na oburzające słowa polskiego sojusznika

Wspomniane wydarzenie opisał amerykański portal “Los Angeles Times”. Natomiast polskie media ostrożnie przypisują padające w nim słowa pod redakcję, niż pod samego Sekretarza Stanu USA. Na tej samej zasadzie Instytut Pamięci Narodowej wydał oświadczenie w tej sprawie poprawiając nierzetelnoścoć amerykańskiego portalu.

Polska jako kraj aliancki włożyła ogromny wysiłek w pokonanie Rzeszy Niemieckiej, kierowanej przez Adolfa Hitlera. Była pierwszym krajem świata, który zbrojnie przeciwstawił się agresji Niemiec. Poniosła za to ogromną cenę w czasie okupacji całego jej terytorium przez Niemcy. Ani przez jedną sekundę II wojny światowej nie brała udziału w żadnym przejawie niemieckiego ludobójstwa.Wręcz przeciwnie: Państwo Polskie po przeniesieniu władz na terytorium zachodnich aliantów kontynuowało walkę przeciw Rzeszy Niemieckiej, tworząc podziemną armię w kraju i walcząc po stronie aliantów o wolność nie tylko Polski, ale także Norwegii, Francji, Holandii, Belgii, Włoch.

– tłumaczy IPN.

Przypomniano również fakt historyczny tj. zbrodnie dokonywane przez nazistowskie Niemcy w okresie drugiej wojny światowej, gdzie termin Holokaust błędnie przypisywany jest wyłącznie wymordowaniu milionów Żydów, gdyż dotyczy to również milionów Polaków oraz tysięcy niewinnych ludzi innej narodowości.

Społeczeństwo polskie (w tym miliony Żydów i miliony Polaków) było poddane akcji niemieckiego ludobójstwa. Drugą co do liczebności (po Żydach) grupą ofiar wymordowanych przez Niemców w obozach Auschwitz-Birkenau byli Polacy. Przypisywanie Polsce współudziału w tym ludobójstwie jest fałszowaniem historii, tuszowaniem zbrodni reżimu Hitlera oraz brutalnym poniewieraniem pamięci ofiar

– przypomniano.

kresy24.pl

Hipokryzja dziennikarzy wytknięta przez internautów.

Hipokryzja dziennikarzy wytknięta przez internautów. / Fot. Twitter

  • Czy tylko politycy wybrani z listy Konfederacji zarażają koronawirusem?
  • Zdjęcie przedstawiające tłum polskich dziennikarzy oblegających trójkę posłów bez maseczek, wzbudziło kontrowersje i żywiołowe dyskusje w internecie.
  • Zobacz także: Winnicki: Nie można negować zmian klimatycznych

Jakiś czas temu obecni w Sejmie dziennikarze, operatorzy kamer i dźwiękowcy postanowili zaprotestować przeciw niezakładaniu maseczek przez polityków Konfederacji. Od kilku miesięcy konferencje polityków tego środowiska pokazywane są głównie przez profile Konfederacji w mediach społecznościowych.

Można się zastanowić, czy przed koronawirusem największe media skrupulatniej relacjonowały działalność Konfederacji, czy też omijały to środowisko szerokim łukiem. Czy przypadkiem brak maseczek nie jest tylko wygodnym pretekstem. Wydarzenia ostatniego tygodnia dały argumenty w ręce zwolenników takiej tezy.

Jeden z internautów umieścił w mediach społecznościowych wpis z dwoma zdjęciami. Na jednym jest przedstawiona konferencja polityków Konfederacji. Przemawiają bez maseczek. Wokół nich nie ma prawie nikogo. Na drugim zdjęciu jest przedstawiona konferencja trójki posłów, którzy w ostatnich dniach odeszli z PiS. Także przemawiają bez maseczek. Otacza ich tłum dziennikarzy.

Internauta skomentował: “To mówicie, że “dziennikarze z wolnych mediów” bojkotują konferencje KONFEDERACJI, bo ci nie noszą masek a oni boją się o swoje zdrowie…”. Czy tylko politycy wybrani z listy Konfederacji zarażają koronawirusem?

Zobacz także: Nowa funkcja abp Głodzia. “Każe mówić do siebie: Ekscelencjo sołtysie”

twitter.com, polsatnews.pl

rysunek: Jan Bodakowski
rysunek: Jan Bodakowski

Według autora, wydanej pod marką „Aromat słowa” pracy „Nauka mówi nie! Oszustwo homo-małżeństwa” dzieci podlegające opiece związków homo statystycznie częściej popadają w patologie. Autor opisanej pracy „Nauka mówi nie! Oszustwo homo-małżeństwa” doktor Gerard van den Aardweg to holenderski psycholog i psychoterapeuta, wykładowca w szkołach wyższych w Europie, USA i Brazylii, katolik, autor licznych publikacji o szkodliwości homoseksualizmu i aborcji.

Według doktora Gerarda van den Aardwega piecza ze strony homo związku jest dla dziecka bardzo szkodliwa, bo homo pary „są o wiele bardziej narażone na brak stabilności emocjonalnej, występowanie zdrad, rozwiązłości, kłótni, przemocy i zazdrości, niezrównoważonych reakcji na tle nerwicowym, w tym depresji, nadużywanie alkoholu i narkotyków, występowanie chorób wenerycznych i innych, a także przedwczesną śmierć” . Takie toksyczne środowisko sprawia, że dzieci z takich związków są „znacznie bardziej narażone na traumatyczne i szkodliwe wpływy wyżej wymienionych czynników rodzicielskich niż dzieci normalnych par”.

Zdaniem doktora Gerarda van den Aardwega homo opiekunowie nie mogą właściwie pełnić socjalizacyjnej funkcji matki i ojca. Dwie homo osoby mieszkające razem — nie mieszkają ze sobą tak jak kobieta i mężczyzna, dziecko takich opiekunów nie ma wzoru matki czy ojca do naśladowania. Dzieje się też tak w związkach lesbijskich – doktor Gerard van den Aardweg w swojej książce stwierdza, że lesbijki nie zapewniają dzieciom właściwych wzorów matki i ojca, bo są kobietami, które są pozbawione „cech kobiecych, macierzyńskich, które są głównie zainteresowane sobą nawzajem i swoimi własnymi złudzeniami”.

Jan Bodakowski

Politycy Konfederacji podczas prezentacji projektu "Stop Segregacji Sanitarnej".

Politycy Konfederacji podczas prezentacji projektu "Stop Segregacji Sanitarnej". / Fot. YouTube

  • Poseł Konfederacji Artur Dziambor poinformował, że w poniedziałek projekt “Stop Segregacji Sanitarnej” zostanie złożony do marszałek Sejmu.
  • Projekt miałby wprowadzić m.in. zakaz dyskryminacji w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym ze względu na zaszczepienie lub niezaszczepienie się przeciwko COVID-19.  
  • Nie można byłoby także wprowadzać wymogu ujawniania informacji o zaszczepieniu lub niezaszczepieniu się przeciwko COVID-19, w celu udziału w jakichkolwiek wydarzeniach kulturalnych, sportowych, edukacyjnych itp.,
  • Zobacz także: Nieprawidłowości w polskich laboratoriach wykonujących testy na COVID? Ujawniono dane

O zebraniu wymaganych 15 podpisów posłów pod projektem “Stop Segregacji Sanitarnej” poinformował Artur Dziambor.

Świetna wiadomość! Zebraliśmy w wymaganą liczbę podpisów pod projektem ustawy #StopSegregacjiSanitarnej i w poniedziałek składamy go do Marszałka Sejmu! Serdeczne Dziękuję dla posłów wspierających

– poinformował Dziambor.

Ustawa „Stop Segregacji Sanitarnej” wprowadza: 

• Zakaz dyskryminacji w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym ze względu na zaszczepienie lub niezaszczepienie się przeciwko COVID-19.  

• Zakaz wprowadzania wymogu ujawniania informacji o zaszczepieniu lub niezaszczepieniu się przeciwko COVID-19, w celu udziału w jakichkolwiek wydarzeniach kulturalnych, sportowych, edukacyjnych itp., a także uzyskania możliwości wejścia do budynków użyteczności publicznej lub zakupu usług  

• Zakaz wprowadzania jakichkolwiek ograniczeń dotyczących wydarzeń kulturalnych, sportowych, edukacyjnych itp., uzyskania możliwości wejścia do budynków użyteczności publicznej lub zakupu usług, do których nie wlicza się osób zaszczepionych przeciwko COVID-19.  

• Zakaz uzależniania udziału w jakichkolwiek wydarzeniach kulturalnych, sportowych, edukacyjnych itp., uzyskania możliwości wejścia do budynków użyteczności publicznej lub zakupu usług, od zaszczepienia lub niezaszczepienia się przeciwko COVID-19.  

• Zmiany w Kodeksie Pracy, aby: – niedopuszczalna była jakakolwiek dyskryminacja w zatrudnieniu, bezpośrednia lub pośrednia ze względu na zaszczepienie lub niezaszczepienie się przeciwko COVID-19; – pracownicy byli równo traktowani w zakresie nawiązania i rozwiązania stosunku pracy, warunków zatrudnienia, awansowania oraz dostępu do szkolenia w celu podnoszenia kwalifikacji zawodowych bez względu na zaszczepienie lub niezaszczepienie się przeciwko COVID-19; – pracodawca był obowiązany przeciwdziałać dyskryminacji w zatrudnieniu także ze względu na zaszczepienie lub niezaszczepienie się przeciwko COVID-19.  

• Zmiany w rozporządzeniu Rady Ministrów z dnia 6 maja 2021 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii (Dz.U.2021.861) poprzez: – skreślenie w § 2 ust. 7a, który wskazuje na to, że “Dane osób, które nie poddały się szczepieniu przeciwko COVID-19, obejmujące imię i nazwisko, numer PESEL oraz numer telefonu, mogą być udostępniane z systemu teleinformatycznego, o którym mowa w ust. 4 pkt 1, Narodowemu Funduszowi Zdrowia w celu informowania przez ten podmiot osób, których dotyczą te dane, o możliwości poddania się szczepieniu przeciwko COVID-19.” – skreślenie w § 9 ust. 19b, w § 10 ust. 6a, w § 24 ust. 8, w § 26 ust. 16, które wskazują, że do niektórych ograniczeń, nie wlicza się osób zaszczepionych przeciwko COVID-19.” 

Zobacz także: Korwin-Mikke wstrzymał się w ważnej ustawie. Teraz tłumaczy się przed wyborcami

dorzeczy.pl, twitter.com