Prezes PSL Władysław Kosiniak-Kamysz powiedział w czwartek w Kielcach, że nie wyklucza w przyszłości koalicji z Porozumieniem Jarosława Gowina. Zaznaczył, że do tego, by zawiązać koalicję, potrzebne jest działanie i współdziałanie w określonych sprawach.
Szef PSL komentował w Kielcach dymisję Anny Korneckiej z Porozumienia z funkcji wiceministra rozwoju, pracy i technologii.
– Potrzebne są jasne stanowiska, jeśli one będą takie jak pani minister Korneckiej, to jest przestrzeń do rozmowy
– powiedział szef ludowców.
Kosiniak-Kamysz nie wyklucza więc w przyszłości współpracy z Porozumieniem Jarosława Gowina. Stwierdził, że PSL, jako reprezentacja małych i średnich przedsiębiorstw, nie odrzuca koalicji z Porozumieniem.
– Nie wykluczam, bo współpracujemy od dawna, ale do tego jest potrzebne działanie i współdziałanie w określonych sprawach
– podkreślił Kosiniak-Kamysz.
Lider ludowców stwierdził, że za wcześnie jest, by mówić o koalicji w kontekście wyborów, ale ponieważ PSL, podobnie jak Porozumienie, reprezentuje małych i średnich przedsiębiorców, istnieje wspólna przestrzeń do rozmowy.
Kosiniak-Kamysz podkreślił, że tym bardziej, jeśli stanowisko Porozumienia będzie takie jak Anny Korneckiej, która wykazała się odwagą mówiąc prawdę, że premier, przekonując o korzyściach dla 90 proc. Polaków – kłamie.
Gwałtowny wzrost zainteresowania studiami na UAM wśród cudzoziemców
Pod koniec lipca ponad 7 tys. osób zostało przyjętych na studia pierwszego st. i jednolite magisterskie w I turze rekrutacji na UAM. Średnio co dziewiąty przyjęty to cudzoziemiec. Zdecydowana większość z nich pochodzi z Białorusi. Najbardziej obleganymi przez nich kierunkami są dziennikarstwo i komunikacja społeczna oraz informatyka. Zgodnie z uchwałą Senatu UAM maksymalna ocena zagranicznego dokumentu odpowiada 100 proc. polskiej matury, a najniższa ocena – 30 proc.
Lista rankingowa opublikowana pod koniec lipca przez Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu nie przeszła bez echa. Na kilku kierunkach przeważającą część zakwalifikowanych stanowili bowiem zagraniczni studenci, pochodzący głównie zza wschodniej granicy. Nie spodobało się to natomiast polskim kandydatom, którzy nie dostali się na studia. Uczelnia zapewniła, że proces rekrutacji odbywa się zgodnie z prawem, a “UAM jest i będzie uniwersytetem dla wszystkich”. Jak informuje rzeczniczka prasowa, podstawowe zasady dotyczące rekrutacji na studia określa uchwała Senatu UAM z dnia 22 czerwca 2020 r. Zgodnie z nią najwyższa ocena na zagranicznej maturze jest równa 100 proc. polskiej.
Nasza uczelnia nie przyjęła żadnych wyjątkowych procedur dla kandydatów pochodzących z zagranicy, wszystkich obejmują identyczne zasady przeliczania wyników matur, a także takie same warunki odpłatności w przypadku cudzoziemców, którzy podejmują studia płatne. Wszystkie informacje na ten temat przekazaliśmy, tytułem wyjaśnienia, Ministerstwu Edukacji i Nauki
– podkreśliła rektor Kaniewska.
Zdecydowana większość obcokrajowców to Białorusini
W wyniku I tury rekrutacji przyjętych zostało aż 809 cudzoziemców, co stanowi 11,4 proc. wszystkich przyjętych studentów. Najwięcej z nich pochodzi z Białorusi – 480 i z Ukrainy – 156.
Najwięcej przyjętych obcokrajowców odnotowano na kierunkach:
dziennikarstwo i komunikacja społeczna – 152 przyjętych: w tym 76 cudzoziemców – 59 Białorusinów, 16 Ukraińców
informatyka – 112 przyjętych: w tym 56 cudzoziemców – 48 Białorusinów, 7 Ukraińców
zarządzanie i prawo w biznesie – 95 przyjętych: w tym 44 cudzoziemców – 33 Białorusinów, 10 Ukraińców
turystyka i rekreacja- 99 przyjętych: w tym 34 cudzoziemców – 25 Białorusinów, 7 Ukraińców
psychologia – 123 przyjętych: w tym 40 cudzoziemców – 34 Białorusinów, 5 Ukraińców.
Lasy w RFN są w najgorszym stanie od czasu rozpoczęcia badań w 1984 roku.
W 2015 roku korniki odpowiadały za uszkodzenie około jednej czwartej drewna w Niemczech. W 2020 roku ilość drewna zniszczonego przez owady była już niemal trzynaście razy większa.
Kornik drukarz najbardziej atakuje drzewa osłabione niedoborem wody.
Kornik drukarz niszczy drzewa w Niemczech. Z raportu opublikowanego w 2021 roku wynika, że nigdy wcześniej w Niemczech nie obumarło tak wiele drzew w tak szybkim tempie, jak w roku 2020.
Federalny Urząd Statystyczny udostępnił dane wskazujące na systematyczny, coroczny wzrost ilości insektów atakujących niemiecki drzewostan.
W 2020 roku ilość zniszczonego drewna wyniosła 60,1 mln m3. A to oznacza, że w ciągu ostatnich pięciu lat ta liczba wzrosła niemal pięciokrotnie.
Kornik drukarz niszczy drzewa w Niemczech
Urząd informuje także, że w ubiegłym roku drewno zniszczone stanowiło aż trzy czwarte pozyskanego. Ponadto u 27 proc. zbadanych drzew zaobserwowano wyraźną utratę liści. Kornik drukarz niszczy drzewa w Niemczech i jest głównym winowajcą. Najchętniej niszczy drzewa iglaste takie jak: świerk, sosna i jodła.
W 2015 roku korniki odpowiadały za uszkodzenie około jednej czwartej drewna w Niemczech. W 2020 roku ilość drewna zniszczonego przez owady była już niemal trzynaście razy większa.
Specjaliści zauważają, że kornik drukarz najbardziej atakuje drzewa osłabione niedoborem wody. Korniki, które napotykają na dużą grupę zmarniałych drzew, mają doskonałe warunki do rozmnożenia swojej populacji, która z czasem dokonuje inwazji także na okoliczne zdrowe drzewa.
To nie pierwszy raport, który wskazuje na alarmujący stan niemieckich lasów. W marcu 2021 opublikowano raport rządu federalnego na temat stanu lasów. Wynika z niego, że nigdy wcześniej w Niemczech nie obumarło tak wiele drzew w tak szybkim tempie, jak w roku 2020. Lasy w RFN są w najgorszym stanie od czasu rozpoczęcia badań w 1984 roku.
Nie tylko kornik niszy drzewa w Niemczech. Trzy lata suszy z rzędu, inwazja korników, wichury i pożary doprowadziły nie tylko do śmierci świerków, cierpią również drzewa liściaste. Cztery na pięć drzew ma skąpe korony, w tym 80 proc. dębów. Około 250 tys. hektarów lasów, głównie świerkowych, całkowicie obumarło i wymaga ponownego zasadzenia.
Skandaliczny wpis niemieckiego medium. / Fot. Twitter
Deutsche Welle na swoim Twitterze zamieściło opis artykułu ze sformułowaniem „polskie getta”.
Interweniował konsul RP: To wstyd, kiedy sponsorowany przez państwo nadawca rozpowszechnia tak przerażające fałszywe wiadomości! Poprawcie to przynajmniej w imię naszych dobrych stosunków polsko-niemieckich.
Deutsche Welle przeprosiło, jednak wpis pozostał niezmieniony.
Niemiecka stacja tv Deutsche Welle opublikowała artykuł o życiu kobiet w gettach. Jednak na Twitterze w opisie artykułu pojawiło się słormułowanie „polskie getta”. Interweniował konsul RP. Redakcja przeprosiła, ale nie usunęła wpisu.
– Sabotaż, broń palna, dynamit: słowa rzadko kojarzone z żydowskimi kobietami mieszkającymi w polskich gettach podczas Holokaustu
– w ten sposób portal Deutsche Welle opisał na Twitterze swój anglojęzyczny artykuł poświęcony historii żydowskiego kobiecego ruchu oporu.
Sabotage, firearms, dynamite: Words rarely associated with Jewish women living in Polish ghettos during the Holocaust. DW's @chrisseleh spoke to historian @JudyBatalion, who tells the story of their resistance.https://t.co/Abb2JtgJia
– Mówicie poważnie? Polskie getta? To wstyd, kiedy sponsorowany przez państwo nadawca rozpowszechnia tak przerażające fałszywe wiadomości! Poprawcie to przynajmniej w imię naszych dobrych stosunków polsko-niemieckich. Ludzie!
– napisał w czwartek pod tym postem Konsulat Generalny RP w Monachium.
– „Polskie getta”? Powinniście nie tylko usunąć ten tweet, ale także przeprosić. To jest ewidentny przypadek zaprzeczania Holokaustowi
– napisał na Twitterze ambasador RP w Izraelu Marek Magierowski.
Wpisu ze sformułowaniem „polskie getta” nie usunięto
– Popełniono błąd, używając w początkowym poście sformułowania „getta polskie”; w artykule użyto prawidłowego terminu. Przepraszamy za błąd. Ze względu na przejrzystość chcielibyśmy pozostawić (pierwotny) tweet i odpowiadające mu oświadczenie na Twitterze
– napisało w odpowiedzi na Twitterze DW.
DW jest niemieckim publicznym nadawcą międzynarodowym finansowanym z niemieckiego budżetu federalnego. Usługa jest dostępna w 30 językach. DW jest członkiem Europejskiej Unii Nadawców.
Fanpage NZG został usunięty ze strony Facebooka. Nie podano powodów cenzury.
NZG zapowiedziało wydanie oświadczenia w tej sprawie
– @NZGoebbelsa to profil prowadzony w sposób błyskotliwy, z dystansem, stanowi wzór polemiki bez wulgaryzmów i hejtu. Facebook usunął. – napisał na Twitterze Sebastian Kaleta.
Facebook ocenzurował kolejną stronę, bez podania konkretnych przyczyn. Co ciekawe, cenzuruje tylko te strony, które nie są zgodne z jego linią narracji i przekonaniami. Ponadto nie odpowiada również na pytania odnośnie powodów,, które stawiali administratorzy innych, cenzurowanych wcześniej stron.
Można by rzec, że Facebook – jako prywatna korporacja – ma prawo decydować, kto może z niego korzystać, a komu nałożyć cenzurę. Należy jednak pamiętać, że działając na terytorium RP, jest zobligowany do przestrzegania polskiego prawa, które to zakazuje stosowania tzw. cenzury prewencyjnej.
Facebook usunął całkowicie jeden z najbardziej stonowany, zawsze dokładnie weryfikujący wszystkie informacje fanpage @NZGoebbelsa
Na ten moment, trochę nie wiemy co napisać… To znaczy wiemy ale to akurat wiecie. A chcielibyśmy napisać coś więcej, wyciągnąć jakieś wnioski… pic.twitter.com/4uXjGj6jNi
Całą sprawę skomentował wiceminister sprawiedliwości, Sebastian Kaleta, propagując potrzebę wprowadzenia ustawy o wolności słowa.
To profil prowadzony w sposób błyskotliwy, z dystansem, stanowi wzór polemiki bez wulgaryzmów i hejtu. Facebook usunął. To kolejny dowód na to, że Polska pilnie potrzebuje ustawy o wolności słowa. Korporacje nie mogą cenzurować i zarabiać w PL jednocześnie
– powiedział.
Na celowniku wielkich medialnych korporacji są także wszyscy ci, którzy mają odmienne zdanie w kwestiach światopoglądowych. W tym miejscu warto postawić pytanie, gdzie jest ta wolność i równość, o której tyle mówi Facebook i którą tak promuje? Czy wielki gigant społecznościowy nie obrał taktyki, że powyższe wartości tyczą się jedynie wybrańców z lewicowej frakcji internetu? Tę kontrowersyjną sytuację może ustabilizować faktyczne wprowadzenie ustawy o wolności słowa, która uniemożliwiłaby korporacjom, funkcjonującym i zarabiającym na terenie RP, łamanie polskiego prawa.
Minister zdrowia Adam Niedzielski poinformował, że nie jest zwolennikiem podania trzeciej dawki szczepionki grupom najbardziej narażonym. – Staram się wyważyć, ile jest w tym wartości dodanej dla zdrowia publicznego, a ile jest w tym interesu firm farmaceutycznych – powiedział. Tymczasem lekarze informują, że nie było oficjalnej rekomendacji w tej sprawie.
Minister zdrowia Adam Niedzielski przekazał w RMF FM, że lekarze doradzający premierowi Mateuszowi Morawieckiemu rekomendują rozważenie podania trzeciej dawki szczepionki grupom najbardziej narażonym. Sam Niedzielski podkreślił jednocześnie, że nie jest zwolennikiem takiego rozwiązania.
– Nie ma badań potwierdzających wzrost efektywności przyjęcia kolejnej dawki w walce z pandemią. Staram się wyważyć, ile jest w tym wartości dodanej dla zdrowia publicznego, a ile jest w tym interesu firm farmaceutycznych
– powiedział Niedzielski.
– Dopóki badania nie wykażą, że trzecia dawka, która prawdopodobnie musiałaby być zmodyfikowana, nie będąc prostym powtórzeniem, będzie w lepszy sposób niż w tej chwili zabezpieczała przed nowymi mutacjami – to można powiedzieć, że wartość dodana takiej operacji jest bardzo niewielka
– powiedział minister zdrowia.
Niedzielski dodał, że koszt operacji podania trzeciej dawki jest ogromny.
Prof. Marczyńska: „Nadal nie ma decyzji w tej sprawie”
Tymczasem prof. Magdalena Marczyńska z Rady Medycznej powiedziała PAP, że nie ma oficjalnego stanowiska, rekomendacji tego gremium w sprawie podawania trzeciej dawki szczepionki.
– Potwierdzam, że rozważane jest podawanie jej osobom z niedoborami odporności, które mogą nie odpowiedzieć na szczepienie. Nadal jednak trwają rozmowy w tej sprawie, a nie ma decyzji. Czekamy po prostu na wyniki badań
– powiedziała prof. Marczyńska.
Profesor dodała, że podawanie trzeciej dawki tym, którzy mają niedobory odporności i ewentualnie mogliby nie odpowiedzieć na szczepienie, powinno być poprzedzone oceną odpowiedzi na szczepienie podstawowe.
Wszystko zaczęło się od igrzysk w Londynie, gdzie nasza sportsmenka po raz pierwszy sięgnęła po złoto. Jednak w tym sezonie nie wszystko układało się po myśli Włodarczyk. Formę do igrzysk przygotowała zaledwie w 9 miesięcy po kontuzji. Anita podkreśla, że było ciężko ale ona była spokojna, bo zna swój organizm i wie jak reaguje na obciążenie.
Medalistka odniosła się do tematu swojej wiary. Stwierdziła, że wierzy iż jej istnienie ma sens i nie kończy się śmiercią fizyczną. Kiedy poleca się opiece Boga i Matki Bożej czuje się pewniej. W życiu sportsmenki było wiele sytuacji w których szczególnie odczuwała- jak twierdzi- obecność Boga.
Wierzę w Boga, kocham Go, jestem Mu oddana
– dodała Anita.
Wielu sportowców, nie tylko nasza mistrzyni, nie wstydzi się swojej wiary, chociażby publicznie czyniąc znak krzyża.
Sukces Anity Wlodarczyk nie jest jedynym powodem do dumy. Polscy zawodnicy osiągają doskonałe wyniki. Takie jak brązowy medal, który zdobyła reprezentantka Polski w rzutach- Malwina Kopron. W rzucie młotem brąz zdobył również Paweł Fajdek a złoto Wojciech Nowicki, który pobił swój rekord życiowy. Kolejny sukces w biegu na 800 m mężczyzn, należy do Patryka Dobka, który zajął trzecie miejsce. Dumni możemy być także z kolejnego brązowego medalu wywalczonego przez Tadeusza Michalika w zapasach, który w stylu klasycznym w kategorii 97 kg pokonała Węgra. Pamiętamy również o medalach zdobytych na wodzie. Niestety o szczęściu nie może mówić Michał Rozmus, który stracił but w trakcie biegów eliminacyjnych do półfinału w rezultacie czego zaprzepaścił szansę na dobry wynik. Pecha miał również Lewandowski, który z powodów zdrowotnych musiał przerwać bieg.
Do tej pory nasi reprezentanci zdobyli w sumie dziesięć medali olimpijskich w Tokio.
Projekt ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych ze specjalnym przeznaczeniem gruntów leśnych, został przez Senat odrzucony w całości.
Senator PIS, Janina Sagatowska, upatruje w ustawie wielką szansę dla Stalowej Woli i Jaworzna, gdzie powstać ma fabryka polskich samochodów elektrycznych Izera.
Opozycja jest przeciwna ustawie, obawia się prywatyzacji lasów państwowych.
Głosy w tej sprawie są podzielone. Politycy lewicy upatrują się w tej ustawie próby zawoalowanej prywatyzacji lasów państwowych. Władysław Kosiniak-Kamysz, prezes PSL, jest jej również przeciwny.
Obawiamy się, że w tej ustawie jest jakieś drugie dno, że to jest chęć wykarczowania tysięcy hektarów i że to nie będzie tylko wykorzystane do tej sytuacji, ale to będzie nagminnie używane, dlatego nie możemy poprzeć tej ustawy
– stwierdził Władysław Kosiniak-Kamysz.
Sceptycznie oceniają specustawę także politycy Platformy Obywatelskiej. Przypomnijmy jednak, że za czasów rządów PO-PSL były podejmowane próby prywatyzacji lasów. Zebrano wówczas ponad 2 miliony podpisów w obronie lasów.
Przeciwko są również leśnicy, którzy obawiają się, że ustawa ta może ograniczyć lesistość Polski. Niepokoi ich możliwość powstawania nowych fabryk w miejscach obecnie zalesionych. Uprawa lasu to złożony proces, wymaga zabiegów pielęgnacyjnych ale przede wszystkim czasu. Krytycznie wypowiada się o niej również przewodniczący prezydenckiej Rady ds. Środowiska, Energii i Zasobów Naturalnych, Paweł Sałek.
Ona idzie wbrew dobremu aktowi prawnemu ustawy o lasach, idzie wbrew nawet konstytucji, jeśli spojrzymy na pewne zapisy, bo tam są działki, które Lasy będą przekazywać, a nie ma działek, które Lasy dostaną. Ustawa idzie wbrew sprawom związanym z prowadzeniem zrównoważonej gospodarki leśnej
– powiedział Paweł Sałek
Senator PIS, Janina Sagatowska, upatruje w ustawie natomiast wielkiej szansy dla Stalowej Woli i Jaworzna.
Obecnie procedowana specustawa nie ma na celu degradacji lasów
-przekonuje Janina Sagatowska.
Pani senator twierdzi, że jest to korzystne rozwiązanie zarówno dla mieszkańców jak i dla Polski. Nie zagraża lasom, niczego nie destabilizuje a jest ogromną szansą na rozwój danego rejonu. Stalowa Wola – twierdzi Sagatowska – nie ma w tej chwili metra kwadratowego, na którym mogłaby przyjmować inwestorów, uruchamiać i prowadzić przemysł.
Pikieta Obozu Narodowo-Radykalnego przed gmachem Politechniki Lwowskiej we Lwowie z żądaniem wprowadzenia getta ławkowego / Fot. Wikimedia Commons
Jest wiele pozycji naukowych opisujących myśl narodowców. Warto z nich korzystać, by mieć wiedzę, bo i we współczesnych dyskusjach politycznych środowiska wrogie polskiemu patriotyzmowi plotą antypolskie bzdury, szkalując przedwojennych narodowców, żerując na powszechnej ignorancji.
Jednym z naukowców od lat opisujących historię i dzieje najnowsze środowisk narodowych jest obecny profesor Uniwersytetu Śląskiegom doktor habilitowany Jarosław Tomasiewicz. W ostatnim numerze wydawanego przez IPN czasopisma „Polish-Jewish Studies” ukazał się jego artykuł „Kwestia żydowska w myśli politycznej Obozu Narodowego 1939–1945”.
Żydzi – uprzywilejowana mniejszość w II RP
Międzywojenna Polska była jednym z największych skupisk ludności żydowskiej na świecie – w 1931 w Polsce mieszkało 3.111.000 Żydów. Żydzi, stanowiący 13% populacji byli zdecydowanie w nadreprezentacji w niektórych dochodowych gałęziach gospodarki (posiadali 52% sklepów, 40% zakładów rzemieślniczych, zajmowali 34% posad lekarzy i 53% posad adwokatów) i nie dopuszczali Polaków do działalności gospodarczej przynoszącej zyski – co rodziło konflikt natury ekonomicznej między Polakami a Żydami.
Ta dyskryminacja ekonomiczna większości obywateli (Polaków) przez mniejszościową grupę (Żydów) budziła niezadowolenie społeczne wśród wszystkich sił politycznych w Polsce. To niezadowolenie powodowało, że Polacy byli przed wojną powszechnie przekonani o „konieczności wyparcia Żydów z polskiego życia kulturalnego” i gospodarczego.
Narodowcy domagali się troski o los ekonomiczny Polaków, bo od 1929 roku II RP była krajem najbardziej dotkniętym wielkim kryzysem i wynikająca z niego powszechną pauperyzacją. Postulat obrony Polaków rozbrzmiewał we wszystkich klasach społecznych.
Warto nadmienić, że dzięki katolicyzmowi polski nacjonalizm nie był rasistowski, przynależność do narodu nie była kwestią rasy (tak jak w niemieckim narodowym socjalizmie) tylko ducha – dla polskich narodowców Polakiem był ten, kto czuł się Polakiem niezależnie od jego pochodzenia rasowego.
Bojkot sklepów żydowskich
W 1932 roku z inicjatywy narodowców powstała Liga Zielonej Wstążki, której celem był „bezwzględny bojkot żydowskiego handlu, rzemiosła i wolnych zawodów”. Bojkot miał umożliwić zaistnienie polskich sklepów, zakładów rzemieślniczych i klasy średniej, wyzwolić Polaków z nędzy. Inicjatywa ta nie spodobała się Żydom, którzy chcieli mieć monopol na czerpanie zysków z dochodowych usług.
W 1935 roku Stronnictwo Narodowe rozpoczęło Narodową Akcję Gospodarczą, której celem było zwiększenie udziału Polaków w handlu i rzemiośle. W ramach akcji aktywnie bojkotowano sklepy, stragany, i zakłady rzemieślnicze należące do Żydów – nie dopuszczano do nich klientów, niszczono towary, nie dopuszczano żydowskich handlarzy na targi.
Nierozwiązywalny konflikt ekonomiczny (Żydzi nie chcieli zrezygnować ze swojego monopolu i przywilejów, nie zamierzali pozwolić Polakom na czerpanie zysków z dochodowych branż) doprowadził do pojawienia się postulatów emigracji Żydów z Polski. Jędrzej Giertych postulował, by Żydom zakazać wydawania po polsku pism i książek, wykonywania niektórych zawodów (adwokata, lekarza, farmaceuty, dziennikarza) oraz zasiadania we władzach.
Aktualność przedwojennego polskiego nacjonalizmu
Dziś postulaty narodowców dotyczące odebrania przywilejów Żydów fałszywie przedstawiane są jako antysemityzm. Antysemityzm to pogląd oparty na przesądach rasowych, zakładający ograniczenie praw Żydów albo ich eksterminację. Postulaty przedwojennych narodowców nie były antysemickie, bo nie opierały się na żadnych przesądach, w tym i rasowych, tylko na faktach dotyczących dyskryminacji Polaków i uprzywilejowania Żydów. Przedwojenni narodowcy nie chcieli ograniczać praw, stanowiących w II RP uprzywilejowaną mniejszość, Żydów tylko ich przywileje. Celem narodowców było równouprawnienie Polaków (stanowiących dyskryminowaną i zmarginalizowaną większość w II RP).
Postulaty narodowców z II RP są dziś bardzo aktualne. I dziś Polacy w Polsce realnie stanowią dyskryminowaną i marginalizowaną większość. Przykładem tego jest to, że zagraniczne korporacje nie muszą płacić podatków. Polacy są wyniszczani przez władze z Warszawy wysokimi podatkami. Rząd PiS pod pozorem walki z covid zniszczył polskie sklepy, restauracje, hotele i zakłady usługowe, by mogły zostać wykupione za 10% wartości przez globalne korporacje należące do funduszy inwestycyjnych, należących do kilkunastu rodzin z USA (w tym i tych wiadomego pochodzenia).
Tak jak w międzywojennej Polsce sanacja dbała o interes Żydów kosztem Polaków, tak i dziś władza dba o obcy interes kosztem Polaków – dlatego narodowcy z międzywojennej Polski powinni być dla nas inspiracją w trosce o interes naszych rodaków i naszego kraju.
Jan Bodakowski https://ipn.gov.pl/dokumenty/zalaczniki/1/1-540305.jpg
Michał Rozmys w półfinałowym biegu mężczyzn na 1500 m biegł bez buta. Polak ukończył bieg na ostatniej pozycji, jednak złożył wniosek i pobiegnie w finale. Szczęścia nie miał Marcin Lewandowski, który nabawił się kontuzji i nie ukończył biegu.
Rozmys ukończył biegł bez buta
To był pechowy dzień dla Michała Rozmysa, który w półfinale biegu na 1500 metrów bieg bez buta. Polak swój bieg eliminacyjny zakończył jako szósty, co dało mu bezpośredni awans do półfinału. Rozmys bieg rozpoczął mocno, trzymając się czołówki stawki. Po chwili jednak zawodnik stracił buta, co przekreśliło jego szanse na dobry wynik.
Polak jeszcze przez kilkaset metrów dzielnie walczył o dobrą pozycję, ale ostatecznie zaczął słabnąć i tracić dystans do rywali. Mimo że Rozmys biegł bez buta, ukończył rywalizację, finiszując na ostatnim miejscu.
Po rywalizacji Rozmys złożył protest ws. nadepnięcia przez rywala. Sędziowie uznali wniosek, dzięki czemu Polak pobiegnie w finale.
Lewandowski z kontuzją
Nie był to również szczęśliwy dzień dla Marcina Lewandowskiego. Polak już kilka sekund po starcie półfinału w biegu na 1500 metrów, zbiegł z bieżni i położył się na murawie. Sportowiec trzymał się za łydkę z grymasem na twarzy. Nie wiadomo dokładnie, jakiego rodzaju kontuzji doznał Lewandowski.
W przypadku Polaka nie jest to pierwsza przeszkoda, na jaką trafił podczas biegów na 1500 metrów na igrzyskach w Tokio. W eliminacjach Lewandowski przepychał się w ścisku i przewrócił się, przez co dobiegł do mety dopiero przedostatni.