Klaudia Jachira

Klaudia Jachira / Fot. PAP/ Leszek Szymański

Wielu przedstawicieli opozycji wzywa do wpuszczenia do Polski imigrantów koczujących na granicy z Białorusią. Oskarżają rząd i służby graniczne o „bezduszność”. Klaudia Jachira opublikowała na Twitterze haniebny, niezgodny z prawdą historyczną komentarz. Jej wpis wywołał lawinę komentarzy.

– Tą wypowiedzią okryła się Pani hańbą. Absolutnie skandaliczne słowa

– stwierdził wicerzecznik Porozumienia Jan Strzeżek.

– Najpierw Frasyniuk, teraz Jachira. Poziom debaty publicznej nie spada – on szoruje po dnie

– dodał polityk partii Jarosława Gowina.

Poseł PiS Jan Mosiński chce ukarania Jachiry, dlatego zapowiedział wniosek do komisji etyki poselskiej. 

Jachira nie zamierza przepraszać

– Napisałam tylko, że tak samo pomagamy, jak w czasie wojny Żydom. Byli Polacy, którzy pomagali i byli tacy, którzy donosili na ukrywających się Żydów. Tak samo jest teraz. Są tacy, którym los uchodźców jest bliski – siedzą na granicy, próbują pomóc, i tacy, którzy doprowadzają do ich cierpienia i śmierci, co widziałam na własne oczy

– powiedziała posłanka w rozmowie z portalem polsatnews.pl. 

Dopytywana, czy któryś z Afgańczyków na polsko-białoruskiej granicy zmarł stwierdziła, że „jest już tylko krok od prawdziwiej tragedii”. 

– Widziałam, w jak złym stanie byli ci ludzie kilka dni temu. Teraz co chwilę pada, noce są bardzo zimne, oni nie mają pomocy lekarskiej…

– podkreśla posłanka KO. 

W piątek posłanka KO Klaudia Jachira pojechała na granicę polsko-białoruską do Usnarza Górnego, gdzie chciała przekazać paczki koczującym migrantom z Afganistanu. Funkcjonariusze Straży Granicznej nie pozwolili jej jednak przekroczyć granicy, posłanka bezskutecznie próbowała powoływać się na swój immunitet. 

polsatnews.pl, dorzeczy.pl

AFGHANISTAN CRISIS

AFGHANISTAN CRISIS / PAP/EPA/Sgt. Victor A. Mancilla / US Central Command Public Affairs HO

Strzelanina na lotnisku w Kabulu jest dowodem na wciąż niespokojną sytuację w stolicy Afganistanu. Jak wynika z informacji Bundeswehry, żaden jej żołnierz nie odniósł obrażeń, a jeden funkcjonariusz sił afgańskich zginął.

Niepewna sytuacja jest wciąż w okolicy Kabulu. Brytyjskie Ministerstwo Obrony w wydanym w niedzielę komunikacie poinformowało, że warunki na miejscu są “niezwykle trudne”.

“Robimy wszystko, co w naszej mocy, aby poradzić sobie z sytuacją w możliwie najbezpieczniejszy i najpewniejszy sposób” – przekazało.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Według przedstawicieli NATO, co najmniej 20 osób zginęło w ciągu ostatniego tygodnia na kabulskim lotnisku i w jego okolicach. Ostatnia strzelanina na lotnisku w Kabulu jest kolejnym dowodem na to, że Talibowie nie posiadają jeszcze pełnej kontroli nad miastem.

Od zajęcia przez talibów Kabulu 15 sierpnia w porcie lotniczym w afgańskiej stolicy panuje chaos. Tysiące osób chcących opuścić kraj gromadzą się na lotnisku i w jego okolicach.

Siły walczące z talibami w północnym Afganistanie twierdzą, że zajęły trzy dystrykty w pobliżu doliny Pandższiru, gdzie zgromadziły się resztki sił rządowych i innych bojówek.

Nie jest jasne, jakie siły były zaangażowane w walki, ale jak pisze Reuters, jest to oznaką utrzymującej się rozproszonej opozycji wobec talibów, którzy przejęli władzę po w błyskawicznej kampanii, gdy w ciągu tygodnia zajęli wszystkie główne miasta Afganistanu.

tvp info rmf24.pl

Szczepionka na koronawirusa na tle niemieckiej flagi.

/ Fot. Pixabay

  • Zasada 3G – Geimpfte (szczepienie), Genesene (leczenie), Getestete (testowanie). 
  • Zasada 3G ma być stosowana w klinikach, domach opieki, siłowniach, basenach, salonach fryzjerskich, hotelach, restauracjach lub podczas imprez.
  • 11 października kończą się w Niemczech bezpłatne testy na obecność koronawirusa.
  • Zobacz także: Koronawirus w Polsce. Zakażenia utrzymują się na stałym poziomie

Zasada „3G” zaczyna obowiązywać w danej gminie, jeśli siedmiodniowy wskaźnik zachorowalności na 100 tys. mieszkańców przekracza 35. Skrót 3G pochodzi od pierwszych liter słów: „geimpft, getestet, genesen” (zaszczepiony, przetestowany, ozdrowieniec).

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Zasada 3G będzie obowiązywać w restauracjach, kinach, salonach fryzjerskich, siłowniach, basenach i halach sportowych, odwiedzin w szpitalach, ośrodkach rehabilitacyjnych oraz domach opieki i uczestników imprez. 

Istnieją wyjątki, na przykład dla uczniów, którzy są regularnie testowani i dla małych dzieci. Nadal obowiązkiem każdego, bez względu na to, czy jest zaszczepiony, wyleczony czy przebadany, jest zachowanie dystansu i noszenie maseczek podczas zakupów i w środkach transportu publicznego.

Absurdalność nowych przepisów

Właściciele hoteli i restauracji nie są zadowoleni z zasady 3G. Branżowy związek Dehoga krytykuje, że przepisy oznaczają więcej pracy i utratę dochodów.

Media w Niemczech wskazują na absurdalność nowych przepisów i odmienną ich realizację w poszczególnych landach. Na przykład w Nadrenii Północnej-Westfalii na weselu wszyscy niezaszczepieni goście muszą wylegitymować się negatywnym wynikiem testu PCR, ale tylko w przypadku, gdy imprezie towarzyszą tańce.  Jeśli wesele odbywa się bez zabaw tanecznych, wystarczy test antygenowy, informuje dziennik „Die Welt”.

W Niemczech presja na osoby nieszczepione wzrośnie jeszcze bardziej od 11 października. Wtedy bowiem skończą się bezpłatne testy na obecność koronawirusa.

rmf24.pl, dw.com

Talibowie w Afganistanie

Talibowie w Afganistanie / PAP/EPA/STRINGER

  • Przywódca Sojuszu Północnego oraz syn zamordowanego przez talibów szaha zapowiedział obronę Doliny Pandższeru
  • Ahmad Masud z Sojuszu Północnego oświadczył, że przebaczy talibom, jeśli ci zapewnią pokój i bezpieczeństwo w kraju
  • Chce stworzyć z talibami wspólny rząd, jednakże podkreślił, że nie zamierza oddawać kontrolowanych przez siebie terenów
  • Zobacz także: Nasilają się protesty w Afganistanie. Rośnie liczba ofiar

Wojna albo pokój. Talibowie muszą zdecydować

W arabskiej telewizji Al-Arabija wystąpił Ahmad Masud z Sojuszu Północnego. Zapowiedział on gotowość do przebaczenia talibom morderstwo dokonane na jego ojcu. Żąda on jednak gwarancji zapewnienia w Afganistanie pokoju i bezpieczeństwa. Zaproponował również utworzenie wspólnego rządu, jednak wyraźnie podkreślił, że nie zamierza oddawać talibom kontrolowanych przez siebie terenów.

Ahmad Masud jest synem przywódcy Sojuszu Północnego. Walczył w trakcie sowieckiej inwazja na Afganistan. Potem brał udział w wojnie domowej z postkomunistycznym rządem Mohameda Nadżibullaha, a następnie z talibami. Jego ojciec, Ahmad Szah Masud został zamordowany kilka dni przed atakami terrorystycznymi w USA z 11 września 2001 roku. Po rozpoczętej w tym samym roku inwazji USA na Afganistan, jego ugrupowanie współpracowało z wojskami amerykańskimi.

Mudżahedini proszą USA o pomoc

Jeszcze niedawno temu na łamach Washington Post oznajmił, że kontroluje pewną część terytorium Afganistanu oraz zapewnił, że zamierza walczyć z talibami. Poprosił on również Amerykanów o wysłanie potrzebnego wsparcia militarnego, czy też materialnego.

Piszę z Doliny Pandższeru, gotowy do pójścia w ślady mojego ojca, z mudżahedinami przygotowanymi by raz jeszcze zmierzyć się z talibami. Mamy zapasy amunicji i broni, które cierpliwie gromadziliśmy od czasów mojego ojca, bo wiedzieliśmy, że ten dzień nadejdzie

– zakomunikował Ahmad Masud.

Według agencji Reuter wspomniana Dolina Pandższeru jest bastionem Sojuszu Północnego. Wedle doniesień pozostaje jedynym terytorium poza kontrolą talibów w Afganistanie.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Dolina Pandższeru jest tradycyjnym bastionem mudżahedinów. Jest tam również obecny dotychczasowy pierwszy wiceprezydent Afganistanu Amrullah Saleh, który ogłosił się prezydentem po ucieczce z kraju Aszrafa Ghaniego.

Jak podaje Reuters, ludzie bliscy Masudowi poinformowali, że w dolinie zgromadziło się ponad 6 tysięcy bojowników. Mają oni mieć do dyspozycji kilka helikopterów i pojazdów wojskowych oraz pewną ilość naprawionych pojazdów opancerzonych pozostawionych przed laty przez siły sowieckie.

wp.pl

Straż Graniczna

Straż Graniczna w pobliżu miejscowości Usnarz Górny / Fot. PAP/Artur Reszko Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

  • Polska Straż Graniczna odnotowała dotychczas ponad 2 tys. prób nielegalnego przekroczenia granicy, z czego ok. 1350 próbom pogranicznicy zapobiegli.
  • Szef MON informował w piątek, że w Wojsko Polskie wspólnie ze Strażą Graniczną patroluje odcinek graniczny z Białorusią. 
  • Litewskie władze planują na granicy z Białorusią zbudować ponad 500-kilometrowej długości płot.
  • Zobacz także: Premierzy Polski, Litwy, Łotwy i Estonii oskarżają reżim Łukaszeki o napływ imigrantów

Wojsko i pogranicznicy kilka dni temu rozpoczęli układanie drutu kolczastego przy polskiej granicy. Poinformowano, że drut ułożono na odcinku liczącym 150 km. Teraz szef MON Mariusz Błaszczak przekazał, że powstanie wysoki na 2,5 metra płot na granicy polsko-białoruskiej.

– Na granicy z Białorusią powstanie nowy, solidny płot o wysokości 2,5 m. Więcej żołnierzy będzie zaangażowanych w pomoc Straży Granicznej. Wkrótce przedstawię szczegóły dotyczące dalszego zaangażowania Sił Zbrojnych RP

– napisał Błaszczak na Twitterze.

Litwa: Powstanie 500-kilometrowy płot

Litewski rząd zatwierdził w piątek projekt ustawy ws. budowy płotu na granicy z Białorusią, którego długość ma wynosić około 500 km. Ogrodzenie ma mieć co najmniej cztery metry wysokości. Na szczycie zamocowany ma być drut kolczasty typu concertina. Płot ma kosztować 152 mln euro.

Budowa zabezpieczenia ma być priorytetowa. Po zakończeniu budowy barierą, obiektami pomocniczymi i urządzeniami, w które będzie wyposażona, zarządzać ma litewska Straż Graniczna.

Polska, Litwa, Łotwa i Estonia uznały, że kryzys na granicach z Białorusią został zaplanowany i wywołany przez władze w Mińsku.

tvp.info, Interia.pl

Okładka książek "Dalej jest noc".

Okładka książek "Dalej jest noc". / Tom I i II

Antypolska narracja historyczna

Książka „Dalej jest noc” to kolejna publikacja bezpodstawnie pomawiająca Polaków o zbrodnie na Żydach. Od wielu dekad takie brednie są promowane przez pop kulturę, media, polityków i pseudo naukę. Antypolskie kłamstwa są niezwykle użyteczne dla środowisk żydowskich wysuwających bezpodstawne roszczenia wobec Polski i Polaków, i od dekad szerzących nienawiść do Polski i Polaków.

Na łamach pisma IPN „Polish-Jewish Studies” (tom 1/2020) znajduje się z niezwykle interesujący artykuł Tomasza Domańskiego „Korekta obrazu? Refleksje źródłoznawcze wokół książki ”Dalej jest noc. Losy Żydów w wybranych powiatach okupowanej Polski”” wydanej przez Centrum Badań nad Zagładą Żydów. Autorami tekstów zamieszczonych w tej książce są: Barbara Engelking, Tomasz Frydel, Jan Grabowski, Dariusz Libionka, Dagmara Swałtek-Niewińska, Karolina Panz, Alina Skibińska, Jean Charles Szurek i Anna Zapalec. Centrum Badań nad Zagładą Żydów to jednostka przy Instytucie Filozofii i Socjologii PAN. Książkę w części z pieniędzy podatników sfinansowało Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego – reszta środków pochodziła z zagranicy. Tezy publikacji „Dalej jest noc” zostały nagłośnione przez media lewicowe i pseudo liberalne.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Fałszywy obraz rzeczywistości pod niemiecką okupacją

Zdaniem Tomasza Domańskiego książka „Dalej jest noc” przedstawia fałszywy obraz rzeczywistości pod niemiecką okupacją. Autorzy tej pracy nie opisali dylematów, z jakimi musieli się zmierzyć Polacy. W opinii historyka z IPN autorzy pracy „Dalej jest noc” za śmierć Żydów obwiniają Polaków, a nie Niemców, którzy wymuszali na Polakach donoszenie na Żydów – za nie doniesienie na Żyda Niemcy karali Polaka śmiercią – nie tylko tego Polaka, który nie doniósł, ale też całą jego rodzinę i sąsiadów.

Według Tomasza Domańskiego autorzy pracy „Dalej jest noc” mają pretensje do polskich księży katolickich, o to, że ci publicznie nie przeszkadzali Niemcom w mordowaniu Żydów – nie informując czytelników o tym, że taki protest byłby automatycznym samobójstwem – Niemcy uznaliby go sabotaż i ukarali księdza sabotażystę śmiercią.

W opinii Tomasza Domańskiego autorzy pracy „Dalej jest noc” nie są zainteresowani polityką Niemiec wobec Polski – opisują sytuacje tak jakby „niemiecka polityka terroru i grabieży dotyczyła wyłącznie ludności żydowskiej”. Historyk z IPN uważa, że „znaczna część publikacji zdaje się stwarzać wrażenie, iż ludność polska mieszkająca na wsi nie podlegała totalnej okupacji niemieckiej”.

Przemilczenia kreują fałszywą wizje historii

Tomasz Domański w swoim artykule stwierdza, że autorzy pracy „Dalej jest noc” przemilczają to, że „najmniejszy opór, polegający na nieprzestrzeganiu niemieckich zarządzeń, był karany śmiercią” bezpośrednio lub poprzez wysłanie do niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego. Historyk z IPN przypomniał, że niemiecki okupant podczas wojny doprowadził Polaków do pauperyzacji – wynikało to z tego, że Niemcy grabili mienie Polaków, zmuszali Polaków do pracy niewolniczej, odebrali Polakom żywność (kontyngenty).

W opinii historyka z IPN Niemcy non stop terroryzowali Polaków, terror niemiecki skutecznie zastraszył Polaków, niemieccy konfidenci sprawnie infiltrowali Polaków – doprowadził do brutalizacji życia – Polacy, by przetrwać, musieli dbać o siebie, a nie o innych, Tym bardziej że Polacy byli sterroryzowani również przez bandy kryminalistów i komunistycznych partyzantów (którzy oprócz mordowania polskich patriotów na zlecenie sowietów, zajmowali się głównie dokonywaniem przestępstw kryminalnych).

W opinii historyka z IPN autorzy „Dalej jest noc” milczą o skrajnej pauperyzacji Polaków, która pchała naszych rodaków do przejmowania mienia pożydowskiego, które pozostało bez opieki. Autorzy „Dalej jest noc” mają też przemilczać to, że mienie żydowskie oficjalnie kradli Niemcy (dokonując jego upaństwowienia), a polscy szabrownicy kradli to, co Niemcy uznawali za swoje. Z lektury książki „Dalej jest noc” można wręcz odnieść wrażenie, że przejmowanie mienia żydowskiego przez Niemców miało na celu ochronę tego mienia przed Polakami. W opinii historyka z IPN autorzy pracy „Dalej jest noc” kreują wizerunek Żydów jako pogrążonych w nędzy, milcząc o tym, że Polacy też byli pogrążeni w nędzy.

Zdaniem Tomasza Domańskiego autorzy książki „Dalej jest noc” pisząc o tym, że Polacy zajmowali mienie pożydowskie, przemilczają to, że wcześniej Polacy zostali ze swojego mienia okradzeni przez Niemców – 1.700.000 Polaków zostało przez Niemców wypędzonych z ziem zachodnich Polski i pozbawionych wszelkiego majątku, po tym, jak ziemie te Niemcy formalnie włączyli w skład III Rzeszy.

Oceniając książkę „Dalej jest noc” Tomasz Domański stwierdził, że nie ma w niej analizy propagandy kreującej Żydów na zagrożenie sanitarne, a forma mikro studiów sprawia, że zanika tło wydarzeń, zaś skupienie się na trzecim etapie zagłady sprawia, że wydarzenia po 1942 roku zdają się czytelnikowi ważniejsze od wydarzeń wcześniejszych, co kreuje fałszywą wizję holocaustu. Z pracy „Dalej jest noc” ma nie wynikać, że Polscy byli przez Niemców tak samo mordowani, jak Żydzi, ani to, że o życiu Żydów decydowali Niemcy, a nie Polacy.

Według Tomasza Domańskiego autorzy pracy „Dalej jest noc” wbrew temu, co sugerują, nie skorzystali nawet ze wszystkich dostępnych w Polsce archiwaliów, i oparli się głównie na aktach stalinowskich procesów – co gorsza nie podchodząc do nich krytycznie, choć opierały się stalinowskie procesy na zeznaniach wymuszonych torturami przez sadystów z UB.

Bezpodstawnie winą obarczają Polaków

W ocenie Tomasza Domańskiego autorzy pracy „Dalej jest noc” przemilczali udział Niemców w opisywanych przez siebie wydarzeniach, choć to Niemcy odpowiadają za eksterminację Żydów (Niemcy zamknęli Żydów w gettach, nakazali wyłapywanie Żydów, i karali Polaków śmiercią za nieprzestrzeganie niemieckich poleceń).

Tomasz Domański w swoim artykule twierdzi, że autorzy pracy „Dalej jest noc” opisywane przez siebie wydarzenia przedstawiają, jakby były one lokalnymi rozruchami, dziełem Polaków, w które Niemcy nie ingerowali – nie przedstawiając żadnych dowodów, że owe wydarzenia były antyżydowskimi rozruchami.

Zdaniem historyka z IPN autorzy pracy „Dalej jest noc” niemieckie akcje wyszukiwania sowieckich kolaborantów i zbrodniarzy (z roku 1941) przedstawiają jako zabijanie niewinnych Żydów przez Polaków (bo to Polacy wskazywali Niemcom Żydów, którzy dokonywali od 1939 do 1941 roku zbrodni sowieckich na Polakach) – autorzy pracy „Dalej jest noc” mieli w swojej książce nie informować, kim miały być rzekomo niewinne żydowskie ofiary, i przemilczać, że akcje takie były organizowane przez Niemców – bezpodstawnie odpowiedzialność za owe akcje przypisując Polakom.

Marginalizują rolę Niemców

W swoim artykule Tomasz Domański wskazuje, że autorzy pracy „Dalej jest noc” wbrew źródłom marginalizują rolę Niemców, obarczając odpowiedzialnością za niemieckie zbrodnie Polaków, oraz milczą na temat tych fragmentów świadectw, które nie pasują do ich tezy o polskiej odpowiedzialności. W opinii historyka z IPN autorzy pracy „Dalej jest noc” przemilczeli to, że Żydzi wydawali Niemcom Polaków, którzy im pomagali, i, że Polacy musieli zabijać Żydów, którym pomagali, by ci nie wydawali ich Niemcom.

Według Tomasza Domańskiego autorzy pracy „Dalej jest noc” przemilczeli też to, że Żydzi ginęli z rąk Polaków nie dlatego, że byli Żydami, ale dlatego, że dokonywali napadów rabunkowych na Polaków.

Warto pamiętać, że Niemcy karali śmiercią Polaków (wraz z ich rodzinami i sąsiadami) za jakąkolwiek pomoc udzieloną Żydowi (danie mu kromki chleba czy niezauważenie żydowskiego uciekiniera). Należy pamiętać też o tym, że ukrywający się Żydzi musieli dawać Polakom pieniądze na swoje utrzymanie, bo pozbawieni majątku przez Niemców Polacy, nie mieli środków na ich utrzymanie. W opinii historyka z IPN autorzy pracy „Dalej jest noc” często ukrywali, że Polacy pomagali Żydom za darmo.

Wideoknferencja premierów

Wideokonferencja Polski, Litwy, Łotwy i Estonii / Fot. Twitter/ PremierRP

Mateusz Morawiecki wraz z premierami Litwy, Łotwy i Estonii wydali oświadczenie ws. kryzysu na granicy polsko-białoruskiej. Podkreślali, że imigranci są wykorzystywani w celu zdestabilizowania sąsiadujących państw. Kryzys na granicach z Białorusią został zaś zaplanowany i zorganizowany przez reżim Alaksandra Łukaszenki.

Premier Mateusz Morawiecki zainicjował w sobotę wideokonferencję. Wzięli w niej udział szefowie rządów Litwy –Ingrida Šimonytė, Łotwy – Arturs Krišjānis Kariņš, oraz Estonii – Kaja Kallas. Tematem był napływ imigrantów spowodowany przez Białoruś.

Premierzy wydali oświadczenie w sprawie ataku hybrydowego na granice państw ze strony Białorusi. Podkreślili, że „bieżący kryzys został zaplanowany i systematycznie zorganizowany przez reżim Alaksandra Łukaszenki”.

– Wykorzystywanie imigrantów w celu zdestabilizowania sąsiadujących państw stanowi wyraźne naruszenie prawa międzynarodowego i kwalifikuje się jako atak hybrydowy przeciwko Litwie, Łotwie i Polsce, a tym samym przeciwko całej Unii Europejskiej

– można przeczytać w oświadczeniu opublikowanym w poniedziałek na stronie kancelarii premiera.

W oświadczeniu podkreślono, że jedność oraz niezwłoczne wsparcie dyplomatyczne, finansowe i techniczne ze strony UE i państw członkowskich jest kluczowe, aby odpowiedzieć na wyzwanie Białorusi. Kolejnym istotnym aspektem ma być „wykorzystanie wszelkich dostępnych środków dyplomatycznych i praktycznych, aby odcinać nowe szlaki nieuregulowanej migracji”.

Nadużycia wobec migrantów

Premierzy Polski, Litwy, Łotwy i Estonii wspomnieli również o zwróceniu uwagi ONZ na kwestię nadużyć wobec migrantów na terytorium Białorusi. Zaznaczyli, że Łukaszenka powinien wziąć odpowiedzialność za osoby, którym jego państwo zorganizowało przyjazd na swoje terytorium.

– Niedopuszczalnym jest, aby osoby, które przybyły na Białoruś, były bezprawnie kierowane na granice zewnętrzne UE, a następnie powstrzymywane przed powrotem do swoich krajów zamieszkania. Wykorzystywanie uchodźców i imigrantów jako broni tworzy zagrożenie dla regionalnego bezpieczeństwa Unii Europejskiej i stanowi rażące naruszenie praw człowieka

– zaznaczyli w oświadczeniu szefowie rządów czterech państw.

W stanowisku potwierdzono gotowość do udzielenia pomocy, ale wydano również ostrzeżenie o możliwych sankcjach wymierzonych w stronę Białorusi. Politycy zaapelowali też o uwolnienie więźniów politycznych i przeprowadzenie wolnych i uczciwych wyborów.

wprost.pl, Interia.pl

Straż Graniczna

Straż Graniczna / Fot. PAP/Artur Reszko

  • Polska postawi na granicy z Białorusią wysoki na 2,5 metra płot, w zamian za mało skuteczne obecnie zasieki z drutu kolczastego
  • Ministerstwo Obrony Narodowej wyśle również na granicę kolejne jednostki z żołnierzami
  • Rząd Mateusza Morawieckiego zaoferował Białorusinom pomoc humanitarną dla koczujących na granicy imigrantów
  • Zobacz także: Tusk: Polskie granice muszą być szczelne i dobrze chronione

Minister Obrony Narodowej po fiasku z rozłożonym na granicy tymczasowym płotkiem z drutu kolczastego, zdecydowano się na postawienie ponad dwumetrowego płotu na granicy z Białorusią. Ma być to solidniejsza konstrukcja niż dotychczas. To pozwoli naszym służbom bezpieczeństwa na zmniejszenie zasobów ludzkich przeniesionych z innych regionów Polski na wschodnie pogranicze.

Na granicy z Białorusią powstanie nowy, solidny płot o wysokości 2,5 m. Więcej żołnierzy będzie zaangażowanych w pomoc Straży Granicznej. Wkrótce przedstawię szczegóły dotyczące dalszego zaangażowania Sił Zbrojnych RP

– zapowiedział minister obrony Mariusz Błaszczak.

Sytuacja na granicy z Białorusią jest na tyle dynamiczna, że jeszcze w miniony piątek szef MON wysłał 900 żołnierzy, którzy pomagają funkcjonariuszom ze Straży Granicznej. Jednakże zagrożenie nie tylko nie ustaje, ale wrogie działania imigrantów zmuszają do zasięgnięcia po większą ilość żołnierzy i pograniczników.

Dziś w operacji udział bierze ponad 900 żołnierzy. W razie potrzeby jesteśmy w stanie natychmiast zwiększyć zaangażowanie 

– informował wówczas Mariusz Błaszczak.

W ostatnich miesiącach na granicach Białorusi z UE gwałtownie wzrosła liczba nielegalnych migrantów z Iraku, Syrii, Afganistanu i innych krajów. Najwięcej osób trafiło dotąd na Litwę, która zarzuciła Białorusi zorganizowanie przerzutu imigrantów na jej terytorium w ramach tzw. wojny hybrydowej.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Walka o bezpieczeństwo polskiej granicy

Od kilku miesięcy białoruskie władze używają imigrantów jako środka do politycznego nacisku na kraje Unii Europejskiej jak Polska, Litwa, Łotwa, czy Estonia. Dopiero po zaognieniu konfliktu dyplomatycznego zwłaszcza ze polskim rządem, Aleksander Łukaszenko zdecydował się na zwielokrotnienie liczby imigrantów wysyłając ich od kilkunastu dni to Polski w grupach po kilkadziesiąt osób.

Polskie służby natychmiast zaalarmowały centralne władze o zwiększającym się problemie imigracyjnym i potrzebie nadesłania wsparcia na granicę z Białorusią. Polskie służby skutecznie utrudniają przenikanie imigrantów na nasze terytorium. W kilku miejscach imigranci postanowili koczować przy granicy, a otrzymując czasem niewielkie wsparcie materialne od białoruskich pograniczników.

Wczoraj polskie ministerstwo spraw zagranicznych wysłało również notę dyplomatyczną do białoruskiego rządu z ofertą pomocy humanitarnej dla przebywających po ich stronie imigrantów. Zaoferowano władzom z Mińska przejazd polskich ciężarówek z potrzebnym wsparciem.

Polska zwróciła się z pytaniem o aktualne potrzeby istniejące po stronie białoruskiej, deklarując gotowość skierowania pomocy obejmującej m.in. namioty, łóżka, śpiwory, koce, pidżamy, pościel, czy środki ochrony osobistej, a także, w razie potrzeby, żywność i leki. Mając na uwadze powagę sytuacji, strona polska jest gotowa do natychmiastowego skierowania konwoju z pomocą humanitarną.

– czytamy w oświadczeniu resortu dyplomacji.

Dzisiaj nad ranem do miejscowości Uznarz Górny przybyły jednostki policyjne, które wzmocniły działania Straży Granicznej i wojska. Kilkaset metrów od obozowiska migrantów, które znajduje się po białoruskiej stronie, pilnują dostępu do granicy z Białorusią.

Polska Straż Graniczna wskazuje, że w całym ubiegłym roku na odcinku podlaskim zatrzymano 122 osoby, które nielegalnie przekroczyły granice. W tym roku to już około 780 cudzoziemców. SG odnotowała dotychczas ponad 2 tysiące prób nielegalnego przekroczenia granicy, z czego około 1 350 próbom pogranicznicy zapobiegli.

rmf24.pl

USNARZ GÓRNY UCHODŹCY W PASIE GRANICZNYM

USNARZ GÓRNY UCHODŹCY W PASIE GRANICZNYM / Fot. PAP/Artur Reszko Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

  • Na granicy polsko-białoruskiej w Usnarzu Górnym w województwie podlaskim powstało obozowisko migrantów, których wypychają z Białorusi tamtejsze służby.
  • MSZ opublikowało oświadczenie ws. migrantów przebywających po białoruskiej stronie granicy. Polski MSZ jest gotowy do udzielenia pomocy humanitarnej osobom przebywającym na pasie granicznym.
  • Jak wskazują eksperci, zamieszanie na polsko-białoruskiej granicy nie ma nic wspólnego z sytuacją w Afganistanie. 
  • Zobacz także: Tony Blair skrytykował Stany Zjednoczone. “Decyzja pod wpływem kretyńskiego sloganu”

MSZ wystosował propozycję dla Białorusi. Chodzi o pomoc dla migrantów, którzy przebywają po białoruskiej stronie granicy. Po ewentualnej zgodzie administracji białoruskiej, Polska uruchomi konwój z pomocą humanitarną dla uchodźców.

“Obserwując z troską trudną sytuację dotyczącą grupy imigrantów przebywających na terytorium Białorusi, kierując się względami humanitarnymi, Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP skierowało dzisiaj do Ministerstwa Spraw Zagranicznych Republiki Białoruś notę dyplomatyczną, deklarując gotowość do udzielenia na miejscu pomocy rzeczowej” – czytamy na stronie ministerstwa.

“Polska zwróciła się z pytaniem o aktualne potrzeby istniejące po stronie białoruskiej, deklarując gotowość skierowania pomocy obejmującej m.in. namioty, łóżka, śpiwory, koce, pidżamy, pościel, czy środki ochrony osobistej, a także, w razie potrzeby, żywność i leki. Mając na uwadze powagę sytuacji, strona polska jest gotowa do natychmiastowego skierowania konwoju z pomocą humanitarną” – zadeklarowano.

“W przypadku zgody strony białoruskiej, wjazd konwoju realizowanego przez Rządową Agencję Rezerw Strategicznych na terytorium Białorusi zaplanowany zostanie przez najbliższe przejście graniczne i dotrze najkrótszą drogą do miejsca, w którym przebywają imigranci” –poinformował polski MSZ.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Konwój z pomocą humanitarną w czasie narastającego kryzysu

Przypomnijmy, że na granicy polsko-białoruskiej w Usnarzu Górnym w województwie podlaskim powstało obozowisko migrantów, których wypychają z Białorusi tamtejsze służby. Polska Straż Graniczna uniemożliwia im nielegalne wkroczenie na terytorium Polski. Ponadto żołnierze patrolują i zabezpieczają granicę drutem kolczastym.

Niektórzy przedstawiciele opozycji twierdzą, że imigranci to uchodźcy z Afganistanu, których Polska powinna wpuścić na swoje terytorium. Szef KPRM Michał Dworczyk zaapelował do polityków opozycji, by nie dawali się wciągać w prowokacje organizowane przez reżim białoruski.

Jak wskazują bowiem eksperci, zamieszanie na polsko-białoruskiej granicy nie ma nic wspólnego z sytuacją w Afganistanie.

“Póki co nie było możliwości, aby Afgańczycy w tak krótkim terminie przedostali się do Europy. To kwestia tygodni czy miesięcy” – wskazał Witold Repetowicz.

Premier Mateusz Morawiecki powiedział w czwartek, że Polska zobowiązana jest przede wszystkim do ochrony własnej granicy. Z kolei szef rządu odbył wideokonferencję z premierami Litwy, Łotwy i Estonii. Morawiecki zapowiedział, że wszystkie cztery kraje nie dopuszczą do żadnej nielegalnej imigracji. Dodał również, że będą chronić swoich granic przed nielegalnymi działaniami reżimu Łukaszenki.

dorzeczy.pl

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Pxhere

  • W ostatnich tygodniach w Grecji wybuchło kilkaset pożarów z powodu długotrwałych upałów, podczas których temperatura sięgała 45 stopni Celsjusza.
  • Wiceszef Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji Maciej Wąsik poinformował w czasie konferencji prasowej w Warszawie, że do Grecji około godz. 9 wyleci kolejna grupa strażaków. 
  • Strona grecka poprosiła, by nowa zmiana strażaków pozostała na miejscu dwa tygodnie.
  • Zobacz także: Skandaliczne słowa Frasyniuka o polskich żołnierzach: “Śmiecie”, “wataha psów” [+WIDEO]

W ostatnich tygodniach w Grecji wybuchło kilkaset pożarów z powodu długotrwałych upałów, podczas których temperatura sięgała 45 stopni Celsjusza. Akcji gaszenia ognia przewodniczą międzynarodowe jednostki. W tym celu kolejna grupa polskich strażaków wyrusza do Grecji.

Rano wiceszef Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji Maciej Wąsik poinformował w czasie konferencji prasowej w Warszawie, że do Grecji około godz. 9 wyleci kolejna grupa strażaków. Do samolotu wsiądą przede wszystkim strażacy z Dolnego Śląska i Wielkopolski. Będą wspierać ich również strażacy z Dolnego Śląska. Cały sprzęt, czyli 46 samochodów ratowniczo-gaśniczy jest już w Grecji. 

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Kolejna grupa polskich strażaków wyrusza do Grecji

“Oczekuję, że zobaczymy się wszyscy razem jak najszybciej. Obyście jak najszybciej wykonali swoje zadanie i wszyscy powrócili zdrowi tu do Polski z powrotem (…)” – powiedział Wąsik, kierując słowa do strażaków.

Wiceszef Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji poinformował, że strona grecka poprosiła, by nowa zmiana strażaków pozostała na miejscu dwa tygodnie. Jednocześnie wyraził nadzieję, że strażakom uda się wrócić do Polski szybciej.

Straszy brygadier Marcin Kędra, dowódca grupy, która około godz. 9 wyleci z naszego kraju, przyznaje, że akcja będzie równie trudna, jak ta, która trwa już w Grecji od tygodni.

“Spodziewamy się mniej więcej tego samego poziomu trudności. Warunki są bardzo zbliżone do tego, co było przez ostatni tydzień w miejscu, gdzie działa grupa” – powiedział. 

Komendant główny PSP nadbrygadier Andrzej Bartkowiak z kolei podziękował strażakom za gotowość i natychmiastową mobilizację. 

“Chcę powiedzieć i podkreślić, że to jest wyjazd na ochotnika, dobrowolny” – dodał. 

rmf24.pl