Krzysztof Bosak

Krzysztof Bosak. / Fot. Media Narodowe/YouTube.

Zobacz także: Perepeczko specjalnie dla MN: Zwracajcie uwagę na rodziców, rodzinę i tradycję [NASZ WYWIAD]

Piotr Motyka: Jaka jest Pana opinia na temat podwyżek cen energii, prąd, gazu, czy i w jaki sposób  można im zapobiec?

Krzysztof Bosak: Przede wszystkim, ja podobnie jak i większość Polaków, jak sądzę, jestem zaskoczony wysokością tych podwyżek. To, że jakieś podwyżki w perspektywie czasu będą to uprzedzaliśmy i alarmowaliśmy. Można uczciwie powiedzieć, że premier Mateusz Morawiecki kłamał i wprowadzał w błąd polskie społeczeństwo mówiąc, jeszcze zdaje się w 2018 roku, że nie będzie podwyżek cen prądu. Podwyżki były przewidywalne, ponieważ one wynikają z uzależnienia cen produkcji prądu w Polsce od Europejskiego Systemu Handlu Emisjami (ETS). Te instrumenty stały się towarem spekulacyjnym. Unia Europejska tworząc ten system zakładała, że ceny będą rosnąć, natomiast w tej chwili przez osiągnięty poziom cen, wyprzedziliśmy prognozy o około dwadzieścia lat. Ten poziom cen planowany był na rok 2040. To świadczy o nieodpowiedzialności polityków stojących na czele Unii Europejskiej, którzy ten system tworzyli i o tym, że polska klasa polityczna, tak z PiS, jak i z PO, wprowadzała polskie społeczeństwo w błąd, zakładając, że jakoś te koszty rozejdą się po kościach, lub że ochronią przed nimi Polaków. Widać, ze rząd PiS nie zdawał sobie sprawy ze skali, jak bardzo mogą urosnąć ceny certyfikatów na emisję dwutlenku węgla, ponieważ te certyfikaty przez lata sprzedawaliśmy, zamiast trzymać je na czarną godzinę, która właśnie nadeszła. Druga rzecz to podwyżki cen gazu, one są nieco bardziej zaskakujące, dlatego, że przez ostatnie lata mówiono nam, że uruchomiliśmy gazoport (Terminal LNG im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Świnoujściu – przyp. red.), że już jesteśmy bezpieczni, w związku z tym, że dywersyfikujemy dostawy gazu do Polski, że kończą się niekorzystne dla Polski kontrakty długoterminowe. Tymczasem w tej chwili, na tle obecnie podyktowanych cen gazu, te dawne niekorzystne kontrakty długoterminowe jawią się jako błogie wspomnienie. Pytanie jest z czego to wynika, czy tylko z polityki rosyjskiej, od której uzależniony jest w znacznej mierze rynek europejski? Jeżeli tak, to by oznaczało, że całe te ostatnie dwadzieścia lat szumnie ogłaszanych projektów dywersyfikacyjnych, które przypomnę, były znakiem firmowym pierwszego, jak i drugiego rządu PiS, że to wszystko było całkowicie niewystarczające. Jeśli w krytycznym momencie nie jesteśmy w stanie zaopatrywać się w gaz po przewidywalnej cenie, to znaczy, że cała ta polityka nie prowadziła nas w bezpieczne miejsce. Inna sprawa, czy ta sytuacja jest zawiniona przez rząd, czy wynika z ogólnych zewnętrznych uwarunkowań? To jest moim zdaniem, sytuacja bardziej złożona, niż w przypadku prądu. Warto do tego dodać, że obok podwyżek gazu i prądu, dzieje się dużo rzeczy, które są nieco mniej medialne, a równie ważne. Wzrost cen ciepła, wzrost cen jego produkcji w ciepłowniach, często należących do samorządów, bezpośrednio też zależy od Unii Europejskiej. Wiele polskich ciepłowni opalanych jest węglem i muszą one wykupić te horrendalnie drogie unijne certyfikaty i już w tej chwili to przekłada się na rachunki, które przeciętny Polak będzie płacił za ciepło. Warto zwrócić uwagę, że rząd prowadzi politykę uzasadnianą względami ekologicznymi, walki ze smogiem, odchodzenia od ogrzewania domów węglem i przechodzenia na ogrzewanie gazowe, ale jednocześnie, jak widać, nie jest w stanie zagwarantować Polakom przewidywalności cen tego gazu, co stawia pod znakiem zapytania racjonalność polityki wymuszanej na gospodarstwach domowych, bo przecież chyba nie chodzi o to, żebyśmy zimy przeżywali w zimnie. Myślę, że wszyscy chcemy żyć w miastach, w których powietrze jest czyste, ale jeśli Polacy będą mieli do wyboru zadymione powietrze w zimie lub domy, w których będą zamarzać, obawiam się, że wybiorą zadymione powietrze w zimie. Warto wspomnieć, że wieloletni program, tak zwane „Czyste powietrze” jest realizowany zarówno przez ten, jak i poprzedni rząd. Mamy też do czynienia, w tle, z przekładającą się na ceny wszystkich produktów przemysłowych, podwyżką cen surowców, od drewna po substancje chemiczne, których ceny zwariowały. To wynika z ogromnego popytu na rynkach pozaeuropejskich, jak i z częściowego sparaliżowania, z powodu pandemii, szlaków handlowych i również wyczucia koniunktury, między innymi przez Chiny, które zaczęły jako dostawca różnego rodzaju substancji, półproduktów do Europy, windować ceny.

Piotr Motyka: Kto Pana zdaniem, w skali globalnej, korzysta dzisiaj na tych wszystkich podwyżkach i zawirowaniach cen energii i surowców?

Krzysztof Bosak: Nie da się udzielić prostej odpowiedzi na to pytanie, natomiast jeżeli chodzi o rynek unijny i system handlu certyfikatami na emisję CO2, to korzystają ci, którzy w nie zainwestowali, gdyż są produktem inwestycyjnym, co jest wielkim błędem Unii Europejskiej. One nie powinny być przedmiotem obrotu firm inwestycyjnych. One powinny być wyłącznie przedmiotem obrotu między firmami, które mają te emisje. Dopuszczanie firm inwestycyjnych, finansowych do kupowanie tych certyfikatów jest zupełnie niepotrzebne, o ile w ogóle akceptujemy, że ten system istnieje, bo jak dla mnie on jest zupełnie zbędny i mogłoby go nie być. Wystarczyłyby normy w zakresie, ile które państwo może emitować. Firmy, które w to zainwestowały, na pewno korzystają na tym. Firmy, które dostarczają konkretne surowce, zarówno te naturalne, jak na przykład drewno, tu Lasy Państwowe mogą notować zysk, czy firmy z sektora chemicznego, zarówno polskie, jak i chińskie dostarczające na rynek europejski substancje chemiczne. Oczywiście, dostawcy gazu, Rosja korzysta na tym i będzie korzystać, jak również dostawcy pozaeuropejscy, czy pozakontynentalni gazu skroplonego, na który jest teraz popyt, w sytuacji, gdy Rosja ograniczyła dostawy do Europy.

Piotr Motyka: Jakie zaproponowałby Pan rozwiązania w tej sytuacji, gdyby był Pan prezydentem, a Konfederacja tworzyła rząd?

Krzysztof Bosak: Nie widzę prostych wyjść z tych sytuacji. Moim zdaniem każdy, kto wobec poważnych problemów gospodarczych mówi o prostych rozwiązaniach, jest podejrzany o to, czy na pewno mówi prawdę. Są natomiast trudne rzeczy, które można i warto zrobić. Postawienie na forum Unii Europejskiej wniosku o likwidację lub zablokowanie notowań certyfikatów na emisję CO2, albo co najmniej cofnięcie ich do jakiejś rozsądnej ceny, znacznie niższej niż obecna, więc regulacja cen certyfikatów albo likwidacja tego systemu lub wyłączenie z niego Polski. Jest dla mnie oczywiste, że sama Unia Europejska nie zgodzi się na wyłączenie tylko Polski z tego systemu, gdyż byłoby to niekorzystne dla wszystkich pozostałych, którzy te koszty muszą ponosić. Druga sprawa w kontekście problemów z gazem, akurat zasadne jest, żeby Unia Europejska jako ogromny rynek gazowy, koordynowała zamówienia. Zwolennikami tego rozwiązania natomiast nie są Niemcy, bo jako duża gospodarka i duży odbiorca gazu, widzą siebie w roli tak zwanego hubu dystrybucyjnego, dlatego popierali Nord Stream i chcą dystrybuować rosyjski gaz w Europie, przedstawiać się jako taki swego rodzaju przedstawiciel handlowy Rosji w sprawach gazowych. Nie jest więc w ich interesie, żeby robić wspólne zamówienia po jednolitej cenie, kiedy chcą robić za pośrednika. Nie ma co ukrywać, gdybyśmy chcieli uchwycić kontrolę nad cenami gazu i nie dać się szantażować Rosji jako państwa europejskie, powinniśmy robić wspólne zamówienia jako cała Unia Europejska, albo jakiś duży blok państw. To samo dotyczy zresztą negocjacji korzystnych cen, z dostawcami innymi niż Rosja i ogólnie szukania dostawców pozaeuropejskich. To są takie rozwiązania, które widzę.     

Piotr Motyka: Jak Pan odniesie się do świeżego sondażu Estymatora dla „Do Rzeczy”, w nim PiS ma 196 mandatów, a Konfederacja 36 mandatów, co łącznie daje 232 mandaty i możliwość utworzenia większości sejmowej, czy widzi Pan możliwość takiej koalicji?

Krzysztof Bosak: Nie moją rzeczą jest snucie takich scenariuszy. Sondaże są różne, do wyborów daleko, czas na komentarze i szukanie odpowiedzi na pytania o możliwe arytmetyczne warianty tworzenia większości sejmowej, to będzie po wyborach. W tej chwili czas jest na pracę na zaufanie wyborców i na to, żeby Konfederacja nie miała mandatów trzydziestu kilku, ale na przykład 50 albo 60. Zapewniam, że wtedy będziemy w znacznie bardziej komfortowej sytuacji, jeżeli chodzi o realizację naszego programu, a najlepiej, żeby Konfederacja była jedną z wiodących sił i miała tych mandatów, docelowo sto kilkadziesiąt albo dwieście. Tylko będąc większościowym koalicjantem jest się w stanie realizować swój program, będąc koalicjantem mniejszościowym niezależnie, kto miałby być partnerem, jest się na bardzo trudnej pozycji. Osobiście, jako polityk i poseł, który miał doświadczenie bycia mniejszościowym koalicjantem PiS, przypomnę lata 2005 – 2007, byłem wówczas posłem z Ligi Polskich Rodzin, w koalicyjnym rządzie PiS, LPR i Samoobrony, uważam, że jest to pozycja niezwykle niekorzystna. Mając świadomość wszystkich uwarunkowań przestrzegałbym wszystkich sympatyków Konfederacji, czy też szeroko pojętej prawicy, przed widzeniem w tym jakiegoś łatwego scenariusza. 

Piotr Motyka: Czy widzi Pan jakieś środowiska, które mogłyby dołączyć do Konfederacji w najbliższym czasie?

Krzysztof Bosak: Myślę, że są to środowiska lokalne, niezależne, czy to samorządowe, czy grupy ideowe, prawicowe, katolickie, patriotyczne, konserwatywne, które dotychczas działały samodzielnie, na własną rękę. Jestem pewien, że wiele z tych grup obserwuje Konfederację. Na początku, jak wielu analityków, publicystów zastanawiało się, czy Konfederacja przetrwa, tak teraz widząc, że Konfederacja nie tylko przetrwała, ale nieco poprawiła swoje notowania, wiele z tych osób, czy grup może przekonać się do współpracy z nami i do takiej współpracy, jeżeli ktoś czyta nasz wywiad, zapraszam.

Piotr Motyka: Czy Konfederacja będzie prowadzić aktywną kampanię samorządową pod własnym szyldem, w województwach, powiatach i gminach?

Krzysztof Bosak: Jest naturalne, że najbardziej upolityczniony, upartyjniony poziom na którym prowadzi się wybory samorządowe, to poziom sejmików wojewódzkich. Jest oczywiste, że Konfederacja, jako siła mająca ambicje być w politycznej pierwszej lidze, będzie wystawiać listy do sejmików wojewódzkich. Już dziś zapraszam do kontaktu z nami, wszystkich, którzy będą chcieli startować, czy pomagać nam w kampanii. Co do zasady wszystkie partie polityczne nie wykluczają, na poziomie niższym, czyli powiatów i gmin, różnego rodzaju lokalnych porozumień wyborczych. To scenariusz bardziej opłacalny, dla samych partii i dla społeczności lokalnych. My na pewno też, w oparciu o kluby Konfederacji, nasze struktury, naszych działaczy, którzy często współtworzą lokalne środowiska, będziemy takich porozumień szukać, tworzyć je, ale też nie jest wykluczony start pod szyldem Konfederacji w niektórych miastach. Tutaj wiele będzie zależało od oceny sytuacji w konkretnym mieście, w konkretnej jednostce samorządu terytorialnego przez naszych działaczy.      

Piotr Motyka: Serdecznie dziękuję za wywiad, Bóg zapłać, życzę powodzenia i szczęśliwego nowego Roku Pańskiego 2022!

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com       

nowy wariant koronawirusa

We Francji odkryto nowy wariant koronawirusa. / Fot. pixabay.com

Nowe i potwierdzone przypadki zakażeń dotyczą województw: mazowieckiego (1621), małopolskiego (1394), śląskiego (996), wielkopolskiego (967), dolnośląskiego (935), pomorskiego (667), łódzkiego (666), kujawsko-pomorskiego (583), podkarpackiego (540), zachodniopomorskiego (509), lubelskiego (436), warmińsko-mazurskiego (393), opolskiego (320), świętokrzyskiego (287), lubuskiego (267), podlaskiego (201). 130 zakażeń to dane bez wskazania adresu, które zostaną uzupełnione przez inspekcję sanitarną.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Statystyki zakażeń w Polsce

Z powodu COVID-19 zmarły 77 osoby, natomiast z powodu współistnienia COVID-19 z innymi schorzeniami zmarło 215 osób.

Łącznie od 4 marca ubiegłego roku, gdy wykryto w Polsce pierwsze zakażenie SARS-CoV-2, potwierdzono 4 202 090 zakażenia. Zmarło 99 720 osób z COVID-19. Tydzień temu, 1 stycznia, poinformowano o 12 032 nowych zakażeniach i 505 zgonach.

W szpitalach w całej Polsce: przebywa 18 286 chorych z COVID-19, 1825 z nich przebywa pod respiratorami. Dla pacjentów z COVID-19 przygotowano 30 818 łóżek i 2811 respiratorów. Resort przekazał, że koronawirusa pokonało 3 710 065 osób.

tvp.info

Gol Roberta Lewandowskiego / fot. screen tvp.sport

  • Robert Lewandowski przyznał, że kompletnie zaskoczyła go decyzja Paulo Sousy.
  • Napastnik Bayernu Monachium początkowo zastanawiał się, czy to prawdziwa informacja.
  • Kapitan naszej kadry rzucił pewną wskazówkę Cezaremu Kuleszy, czym powinien się kierować prezes PZPN przy wyborze nowego selekcjonera.
  • Zobacz także: Śniadanie w MN: Bodakowski, Drozdowicz i Zaorska

“Szok i rozczarowanie”

Robert Lewandowski przyznał, że kompletnie zaskoczyła go decyzja Paulo Sousy o rozstaniu się z reprezentacją Polski. Kapitan Biało-Czerwonych początkowo zastanawiał się, czy to prawdziwa informacja.

– Na początku zastanawiałem się, czy to w ogóle prawda? To był na pewno szok, rozczarowanie, zwłaszcza, że wcześniej nie dostałem żadnych sygnałów. Nie rozmawialiśmy z selekcjonerem na ten temat. Dla mnie to było ogromne rozczarowanie. Informacja dotarła do mnie, jak lądowałem w Dubaju i wszystko działo się w zasadzie w czasie podróży do hotelu. Jeden z przyjaciół powiedział, że pojawiła się taka informacja. Sam się zastanawiałem, czy to medialne plotki, ale dzień później wszystko stało się już oficjalne

– wspominał z ogromną goryczą Robert Lewandowski w rozmowie z Viaplay po piątkowym meczu Bundesligi z Borussią Moenchengbadbach.

Lewandowski przyznał, że portugalski selekcjoner nie kontaktował się z nim po podjęciu szokującej decyzji i opuszczeniu naszej kadry.

– Byłem wtedy w Dubaju i nie czułem potrzeby kontaktu z trenerem. To trener zdecydował. Jak to wszystko zostało rozwiązane pozostawia wiele do życzenia. To jest w tej sytuacji najgorsze

– dodawał zawodnik Bayernu Monachium.

Wybór nowego selekcjonera

Kapitan Biało-Czerwonych podkreśla, że pozostaje w kontakcie z prezesem PZPN Cezarym Kuleszą, który przy wyborze nowego selekcjonera zasięgnął opinii najbardziej doświadczonych reprezentantów. Do sternika polskiej piłki należeć będzie jednak decydujące słowo.

– Nie jestem człowiekiem pamiętliwym, ale nie ma też osób niezastąpionych. Nowy selekcjoner będzie musiał szybko podejmować decyzje. Wiemy o co gramy, ale to nie czas i miejsce na wielkie zmiany. Im szybciej zapadnie decyzja, kto obejmie naszą reprezentację tym lepiej dla nas i samego trenera. To, jak to wszystko zostało załatwione medialnie, to najbardziej boli nas wszystkich. Trzeba jednak patrzeć w przyszłość i na to, co przed nam

– podsumował kapitan reprezentacji Polski.

Napastnik Bayernu Monachium stara się doszukiwać pozytywów i jego zdaniem, szokująca zmiana na trzy miesiące przed decydującymi spotkaniami o awans na mundial w Katarze może wykrzesać z kadrowiczów jeszcze większe pokłady motywacji. 33-latek zwrócił uwagę, czym jego zdaniem powinien kierować się prezes PZPN przy wyborze nowego trenera.

– Patrząc na to, jak mało treningów nam pozostało, to ważne, żeby trener znał piłkarzy i wiedział co zrobić, ale przy tym nie zmienić zbyt wiele. Teraz najważniejsze są baraże, one powinny być priorytetem. Zawsze na początku pojawia się niepewność, ale teraz nie ma czasu na przemeblowania i dywagacje. Musimy razem z nowym trenerem złapać wspólne idee i plany

– ocenił napastnik Bayernu.

Kapitan odpalił w nowym roku

Bawarczycy w pierwszym starciu o ligowe punkty w 2022 r. ulegli w piątkowy wieczór Borussii Moenchengladbach 1:2. Patrząc przez pryzmat sytuacji w tabeli Bundesligi ten wynik jest sporą niespodzianką, ale gdy zagłębimy się w problemy kadrowe mistrzów Niemiec spowodowane pandemią koronawirusa, to rysuje się nam już zupełnie inny obraz. Koronawirus tak spustoszył zespół Juliana Nagelsmanna, że w ostatnich dniach gracze Bayernu trenowali nawet w… ośmioosobowym składzie.

– Ciężko było się przygotować do tego meczu. Połowa składu była w zasadzie ściągnięta w czwartek z urlopów i tak naprawdę w pewnym momencie w treningu było nas siedmiu, czy ośmiu. To był dziwny tydzień, staraliśmy się skupić na tym meczu i przygotować do niego w miarę optymalnie. Niektórych zawodników spotkałem w czwartek pierwszy raz. Mimo problemów kadrowych mogliśmy nawet wygrać to spotkanie

– zauważył Lewandowski.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Onet

Tadeusz Kościński

Minister finansów Tadeusz Kościński / Fot. PAP/Mateusz Marek

  • Wczoraj minister finansów Tadeusz Kościński postanowił zareagować na niższe wypłaty m.in. nauczycieli i służb mundurowych
  • Zmiany wprowadzone przez Polski Ład coraz bardziej uderzają w jego twórców, czyli rząd przez rażące wpadki obliczeniowe
  • Nowe rozporządzenie miało zostać wprowadzone w przyszłym tygodniu jednakże szef finansów postanowił wprowadzić je szybciej
  • Zobacz także: Inflacja znów rośnie w niepokojącym tempie. GUS podał dane i bardzo złe prognozy

W opublikowanym wczoraj rozporządzeniu ministra finasów, które dotyczy terminowych poborów i przekazywania przez niektórych płatników zaliczek na podatek dochodowy od osób fizycznychm chodzi o rekompensatę strat finansowych. Media oraz bezpośrednio resort finansów poinformowało, że z powodu Polskiego Ładu w styczniu 2022 roku mniejsze pensje otrzymali m.in. nauczyciele oraz służby mundurowe. Według założenia rozporządzenia, straty mają zostać jak najprędzęj wyrównane.

Usprawniamy proces wdrażania podatkowych zmian Polskiego Ładu tak, żeby w kolejnych miesiącach podatnicy nie mieli mniejszej pensji na rękę, niż te wynikające z założeń programu

– czytamy w komunikacie.

Przedstawiciele resortu zaznaczają, że rozporządzenie wprowadza też rozwiązania, które spowoduje, że nauczyciele akademiccy, którzy mają inne zasady naliczania kosztów uzyskania przychodów, a zarabiający do 12 tys. 800 zł brutto, również otrzymali zwrot nadpłaconych zaliczek, aby Polski Ład był dla nich neutralny lub korzystny również w ujęciu całorocznym. Podkreślono, że zarabiający na umowie o pracę do 5700 brutto zyskają na Polskim Ładzie, a ci zarabiający od 5701 do 12 tys. 800 zł brutto, nie stracą.

Nowe rozporządzenie w piątek rano zapowiadał wiceminister finansów Piotr Patkowski. Miało się ono jednak pojawić dopiero w przyszłym tygodniu. Sam minister finansów Tadeusz Kościński zdradził natomiast także, że jego resort pracuje nad zmianami w Polskim Ładzie, które będą dotyczyć emerytów.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

buisnessinsider.com.pl

Mikołaj Drozdowicz

Mikołaj Drozdowicz / Fot. Youtube/MediaNarodowe

Niedojrzałość polityczna Konfederacji

Gość Karola Plewy w Rozmowie Mediów Narodowych podsumował usunięcie profilu Konfederacji z portalu Facebook. Zdaniem Drozdowicza konserwatywne stronnictwo od początku skupiło się wyłącznie na mediach społecznościowych i teraz płaci za to cenę.

– Ta sytuacja świadczy o niedojrzałości politycznej Konfederacji i to w dwóch wymiarach. Po pierwsze dlatego, że Konfederacja uzależniła się od Facebooka i zamiast budować taki wielonurtowy przekaz, tak jak to robią inne partie polityczne oparte i na mediach społecznościowych i na mediach tradycyjnych i na jeszcze ciągle obecnych mediach drukowanych i na takiej propagandzie szeptanej, krótko mówiąc ta wielonurtowość przekazu powoduje, że te partie są znacznie bardziej niezależne od tego typu działań. Konfederacja w zasadzie wyłącznie skupiła się na mediach społecznościowych i płaci za to cenę

– ocenił gość Mediów Narodowych.

W opinii Drozdowicza drugą kwestią świadcząca o niedojrzałości ugrupowania jest kwestia programowa.

– Oczekiwanie że poseł Korwin-Mikke czy poseł Braun przestaną od czasu do czasu wyskakiwać z jakimiś szokującymi twierdzeniami nawet, jeśli gdzieś tam za tym się kryją rację, jest wydaje mi się płonnym oczekiwaniem. Natomiast oni dzisiaj, przynajmniej ta część Konfederacji przynależąca czy identyfikująca się z partią Korwin, oni dostali po prostu zwyczajnie, przepraszam za określenie, po twarzy wolnym rynkiem i zdaje się, że są jeszcze z tego zadowoleni.

– podsumował Drozdowicz.

Formacja facebookowo-celebrycka

– Miałem swego czasu nadzieję, że to będzie jednak poważna formacja polityczna. Od momentu wejścia do Sejmu stała się taką formacją facebookowo-celebrycką, czyli pominęła tak naprawdę ten niewypowiedziany w nazwie partii człon, który jest dopełnieniem tych wielkich dwóch wartości wolność i niepodległość, czyli odpowiedzialność. Powaga, rozwaga, odpowiedzialność to są te cechy, które charakteryzują konserwatystów

– ocenił poznański radca prawny.

Publicysta przypomniał także sytuację sprzed II tury wyborów prezydenckich 2020. Wówczas brakiem swego stanowiska liderzy Konfederacji z ówczesnym kandydatem na prezydenta Krzysztofem Bosakiem o mały włos nie przyczynili się do zwycięstwa Rafała Trzaskowskiego.

– Ja sobie nie wyobrażam jako konserwatysta, narodowiec i patriota, żeby ktoś o takich poglądach mógł popierać Rafała Trzaskowskiego. Przy całym nawet nie krytycyzmie ale pewnym dystansie do prezydentury Pana Andrzeja Dudy wydaje mi się, że ten wybór był całkiem oczywisty

– wypomniał Drozdowicz.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Problemem mentalność liderów?

Zdaniem Drozdowicza problem Konfederacji leży w mentalności tych, którzy tworzą radę liderów tego ugrupowania.

– Być konserwatystą, zwłaszcza w dzisiejszym świecie, to jest cnotą, a to wyklucza takie działanie oparte na szokowaniu, na jakiś skandalizujących występach, wypowiedziach, które owszem, doraźnie wywołują duży szok wokół tych, którzy je wypowiadają, ale docelowo nie budują atmosfery powagi a od każdego polityka należy oczekiwać przede wszystkim, aby był poważny, zwłaszcza jeśli jest to polityk opozycyjny, no bo każdego polityka trzeba sobie wyobrażać nie w roli komentatora, analityka który pojawia się w Sejmie i niewiele od niego zależy ale w roli tego, który potencjalnie może sprawować władzę

– przestrzegał prawnik w Rozmowie Mediów Narodowych.

Gość Mediów Narodowych nie oszczędzał Konfederacji. Nie pozostawił również suchej nitki na samym portalu społecznościowym, który jego zdaniem bardziej niż na zarabianiu pieniędzy skupił się na misji ideologicznej.

– Nie wiem czy to jest hipokryzja, czy to raczej jakieś zagubienie intelektualne, ale Konfederacja wyznaje poglądy wolnościowe rodem z XIX w., które specjalnie nie mają odniesienia do współczesności, dlatego że moim zdaniem, mówię to jako wolnościowiec, dzisiaj postulatem każdego wolnościowca, może to zabrzmi szokująco, ale proszę to dokładnie przemyśleć, to jest postulat nacjonalizacji mediów społecznościowych, albo przynajmniej parcelacji w ramach jakiegoś postępowania antymonopolowego. Były takie przypadki w historii. Dzisiaj koncentracja kapitału w ramach największych korporacji doprowadziła do tego, że te korporacje przestały pełnić tylko i wyłącznie funkcje ekonomiczne, biznesowe, to znaczy facebook nie służy już zarabianiu pieniędzy, tylko służy pewnej misji, pewnej ideologii a przy okazji zarabia pieniądze i to ogromne, ale wydaje się że ten cel ideologiczny jest co najmniej tak samo ważny jak cel biznesowy, i to jest po prostu niebezpieczne

– ocenił Drozdowicz.

Konfederacja zapowiada pozew

Radca prawny odniósł się również do zapowiedzi partii o planowanym przeciw amerykańskiemu koncernowi pozwie. Jego zdaniem przeprowadzenie procesu sądowego z przyczyn administracyjnych może być trudniejsze, niż politykom się wydaje.

– Dzisiaj słyszałem o takiej zapowiedzi polityków Konfederacji, że oni zamierzają pozwać facebooka. Nie wiem na czym ta konstrukcja miałaby polegać dlatego, że tu jest jeden zasadniczy problem. Mianowicie to jest kwestia jurysdykcji krajowej. Nawet, jeśli taką jurysdykcję byśmy znaleźli, to jest jeszcze problem uznania i wykonania tego orzeczenia. A to uwagi na siedzibę Facebooka należałoby przeprowadzić w Stanach Zjednoczonych

– podsumował gość Mediów Narodowych.

Media Narodowe

Zamieszki na ulicach Kazachstanu

Prezydent Kazachstanu Karym-Żomart Tokajew / Fot. PAP/EPA/Służby prasowe prezydenta Kazachstanu. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

  • Z polecenia prezydenta Kazachstanu 6 stycznia aresztowano byłego premiera Karyma Masymowa i jego ludzi oskarżonych o zdradę stanu
  • W ciągu ostatnich kilku dni prezydent Karym-Żomart Tokajew odsunął od władzy byłego przywódcę Nursułtana Nazarbajewa, który pełnił funkcję szefa rady bezpieczeństwa
  • Natomiast 5 stycznia z funkcji premiera został odwołany Askar Mamin postrzegany jako zwolennik Nazarbajewa
  • Prezydent Tokajew zdecydował również na krwawe rozprawienie się z demonstrancjami, które uznał za sterowane przez obce agentury oraz za terrorystów
  • Zobacz także: Prezydent Kazachstanu rozkazał swoim siłom strzelać bez ostrzeżenia

Kilka dni temu tj. 6 stycznia kazachski Komitet Bezpieczeństwa Narodowego wszczął postępowanie przygotowawcze w sprawie zdrady stanu przez Karyma Masymowa. W tym samym dniu pod zarzutem popełnienia przestępstwa aresztowano byłego dwukrotnego szefa rządu oraz inne oskarżone osoby.

W nocy z 5 na 6 stycznia prezydent Kazachstanu Kasym-Żomart Tokajew zwolnił Masymowa ze stanowiska szefa KNB, zdymisjonował także jego zastępcę Anuara Sadykulowa.

56-letni Masymow był dwukrotnie premierem Kazachstanu – w latach 2007-2012 i 2014-2016. W Kazachstanie był postrzegany jako zwolennik byłego prezydenta kraju Nursułtana Nazarbajewa, który od 2019 roku pełnił funkcję przewodniczącego Rady Bezpieczeństwa Kazachstanu i został z niej zwolniony po wybuchu zamieszek, 5 stycznia.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Krwawe stłumienie zamieszek

Masowe protesty w Kazachstanie wybuchły 2 stycznia, które natychmiastowo przeobraziły się w polityczne manisfestacje. W konsekwencji wraz z rosnącym napięciem i wzrastającą agresywnością tłumów służby podległe pod prezydenta Tokajewa rozpoczęły na jego rozkaz krwawe tłumienie zamieszek. Podczas demonstracji podały hasła przeciwko 81-letniemu byłemu przywódcy Kazachstanu Nursułtana Nazarbajewa, ktorego obecny przywódca odsunął od stanowiska szefa rady bezpieczeństwa.

Do Kazachstanu przybyły siły pokojowe Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym, sojuszu wojskowego pod przewodnictwem Rosji. 

Kasym-Żomart Tokajew w celu deeskalacji napięcia nie kazał służbom stosować wyłącznie środków przymusu bezpośredniego, lecz argumentując to walką z terroryzmem postanowił swoim ludziom strzelać bezpośrednio do demonstrantów. Jego zdaniem 20 tysięcy manifestantów zostało wyszkolonych przez zagraniczne służby.

Kazachskie MSW podało w piątek, że podczas operacji w kraju zabito 26 osób, które – jak zapewnia resort – były uzbrojone, a zatrzymano 4,4 tys. osób, w tym obcokrajowców. Poinformowano o śmierci 18 funkcjonariuszy resortów siłowych.

W wielu regionach kraju organy ścigania kontynuują działania operacyjne w celu identyfikacji i zatrzymania przestępców. Liczba osób zatrzymanych za tę godzinę to 4 404 osoby

– poinformował resort spraw wewnętrznych.

Sprytne zagranie Tokajewa, czy przypadek?

Od początku kazachskich niepokojów, prezydent Kasym-Żomart Tokajew rozprawia się z byłymi ludźmi wieloletniego przywódcy Nursułtana Nazarbajewa. Warto zauważyć, że 5 stycznia ze stanowiska premiera usunął Askara Mamina wybranego jeszcze przez Przywódcę Narodu Nazarbajewa. Były prezydent, który od 2019 roku, czyli od czasu ustąpienia sprawował fukncję szefa rady bezpieczeństwa również został od niej odsunięty przez obecnego przywódcę Tokajewa. Krąg bliskich współpracowników Nazarbajewa uzupełnia jeszcze aresztowany były dwukrotny premier Karym Masymow.

Nie da się ukryć, że ofiarą podwyżek cen paliw padają wyłącznie ludzie Nazarbajewa, podczas gdy sam obecny przywódca posiadający wielką władzę w kraju umywa ręce od odpowiedzialności, przerzucają ją w sprytny sposób na ludzi nie wybranych przez niego.

Prezydent Kazachstanu postanowił ogłosić, że 10 stycznia 2022 roku będzie dniem żałoby narodowej, aby uczcić ofiary protestów.

Ze względu na wiele ofiar ludzkich w wyniku tragicznych wydarzeń w kilku regionach kraju prezydent Kazachstanu Kasym-Żomart Tokajew podjął decyzję o ogłoszeniu 10 stycznia 2022 r. dniem żałoby narodowej

– czytamy w komunikacie państwowych służb prasowych.

interia.pl

Kazimierz Smoliński

Kazimierz Smoliński / Foto: PAP/Wojciech Olkuśnik

Komentarz z klubu PiS: Nie ma takiego pomysłu

O inflacji i drożyźnie rozmawiali w piątek wieczorem w Polsat News politycy Prawa i Sprawiedliwości, Platformy Obywatelskiej i Polski 2050. Reprezentujący sejmową większość Kazimierz Smoliński przekonywał, że rząd walczy ze wzrostami cen, w przeciwieństwie do poprzedniej koalicji PO-PSL.

– Powiedzieliśmy: obniżymy VAT na podstawowe artykuły żywnościowe i czekamy na decyzję Komisji Europejskiej. Mam nadzieję, że ona wkrótce będzie i chcemy nawet wprowadzić ceny regulowane na podstawowe artykuły żywnościowe

– powiedział poseł PiS Kazimierz Smoliński.

Gdy jego słowa w studiu Polsat News wywołały konsternację dodał, „to jego autorski pomysł”. Według rozmówcy „Rzeczpospolitej” z klubu Prawa i Sprawiedliwości w tej chwili w rządowym planie nie ma pomysłu, o jakim mówił poseł Smoliński.

Poseł długo trwał przy swoim

– Koledzy nie potrafią podać żadnego działania, które by można zrobić dodatkowo. Robimy to wszystko, co jest w kwestii możliwości działania rządu

– zaznaczył poseł Prawa i Sprawiedliwości.

– Powiedzieliśmy: obniżymy ceny VAT-u czy na podstawowe artykuły żywnościowe (chodzi o wprowadzenie stawki 0 proc. VAT na podstawowe artykuły żywnościowe – red.) i czekamy na decyzję Komisji Europejskiej. Mam nadzieję, że ona wkrótce będzie i chcemy nawet wprowadzić ceny regulowane na podstawowe artykuły żywnościowe

– wypalił niespodziewanie.

W telewizyjnym studio zapadła niezręczna aura. Początkowo jednak polityk nie wycofywał się z tych słów.

– Na podstawowe artykuły żywnościowe: chleb, cukier, mąka, na takie rzeczy. (…) takie rozwiązanie też może być wprowadzone

– tłumaczył poseł.

– Teraz panowie otwieracie szeroko oczy. To zaproponujcie lepsze rozwiązanie. Bo dla was tylko jest jedno rozwiązanie: rząd robi wszystko źle. Jestem przekonany, że jeżeli by prezes (NBP Adam) Glapiński podwyższył wcześniej stopy procentowe, to teraz byście strasznie biadolili, że Polacy mają wysokie kredyty

– dodał Kazimierz Smoliński.

Ceny towarów i usług konsumpcyjnych wzrosły w grudniu o 8,6 proc. rok do roku, najbardziej od listopada 2000 r., po zwyżce o 7,8 proc. w listopadzie – oszacował wstępnie GUS. Ogłoszony w piątek wynik jest powyżej prognoz większości ekonomistów. Na podstawie szczątkowych na razie danych ekonomiści szacują, że tzw. inflacja bazowa, nie obejmująca cen energii i żywności, przyspieszyła w grudniu do 5,2 lub nawet 5,3 proc. z 4,7 proc. miesiąc wcześniej.

“Autorski pomysł na użytek programu”

Przewodniczący Polski 2050 Michał Kobosko nie mógł uwierzyć w słowa Smolińskiego.

– Czuję przerażeniem na samą myśl. To mi pachnie za chwilę wprowadzeniem kartek

– powiedział.

Kilka minut później Smoliński zaczął wycofywać się ze swoich słów.

– To mój autorski pomysł na użytek tego programu

– tłumaczył się poseł.

– Rzucam takie hasło, nie jestem przedstawicielem rządu i nie mówię, że tak rząd zrobi, tylko że można by coś takiego zrobić, to wy znowuż lament podnosicie, co ten rząd robi. A jak rząd nic nie robi – lament – nic nie robi. No wyście nic nie robili

– bronił się polityk.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

– Widzę, że koledzy od razu podskoczyli, bo obojętnie, co byśmy nie zrobili, to będzie źle. Nie robimy – jest źle. Coś robimy – jest źle. Coś proponujemy – jest źle. Także dobrze, dalej kontestujcie wszystko, życzę wam powodzenia

– zakończył wątek Smoliński.

Rozmówcy „Rzeczpospolitej” z klubu Prawa i Sprawiedliwości twierdzą, że w tej chwili w rządowym planie nie ma pomysłu, o jakim mówił poseł Smoliński.

– Ale każdy poseł może mieć swój pomysł na walkę z inflacją

– powiedział w rozmowie z “Rz” jeden z parlamentarzystów, znający sytuację.

Rzeczpospolita, Polsat News

Agnieszka Fitkau - Perepeczko / Fot. Margaret Groszek.

Zobacz także: Prof. Żaryn o pogrzebie Dmowskiego: To była największa manifestacja patriotyczna w międzywojennej Polsce[NASZ WYWIAD]

Piotr Motyka: Czym jest dla Pani Ojczyzna, Polska?

Agnieszka Perepeczko: To przede wszystkim dom, przeszłość, dzieciństwo, młodość, moi rodzice, również Milanówek, pod Warszawą, gdzie mieszkałam. Od wielu lat mieszkam też w Australii i tu również starałam się stworzyć mój polski dom, ale zawsze te wspomnienia są osią, która trzyma wszystko. Charakterystyczne jest to, że gdy rozmawiam ze starszymi Polakami, cały czas rozmowy krążą wokół Polski. Muszę jednak też pochwalić Australię. Po moim przyjeździe w 1981 roku, dała nam Polakom pole do popisu, mogliśmy pracować, odpoczywać i spędzać cudownie czas.

Piotr Motyka: Jak tęskni Pani za Polską, to czego wtedy najbardziej brakuje?

Agnieszka Perepeczko: Najbardziej brakuje mi moich polskich przyjaciół. W Australii nawiązuję znajomości, przyjaźnie, dobrze się czuję, ale w Polsce wytwarza się taki klimat, który jest niepowtarzalny, bliski nam Polakom.  

Piotr Motyka: Jak z perspektywy czasu wspomina Pani lata spędzone w Polsce, w kontekście pisanych przez Panią książek?

Agnieszka Perepeczko: Pierwsze dwadzieścia lat mojego życia mieszkałam z rodzicami w Milanówku. To są moje wspomnienia, które opisałam w swoich książkach. Napisałam ich dziewięć, głównie dla kobiet. „Fascynacje kulinarne gwiazd”, wydane w 2001 roku były bestsellerem. To były wywiady z różnymi osobami, z kuchnią w tle. „Babie lato, czyli bądź szczęśliwa całe życie” miało trzy wydania. To takie vademecum dla kobiet, jak żyć, żeby być szczęśliwą. Chciałabym kiedyś wydać moje posty z Facebook’a, bo jak ludzie twierdzą są one odzwierciedleniem życia w Australii i w Polsce. Nie wiem, może uda się to marzenie zrealizować.

Piotr Motyka: Jakieś plany zawodowe na nadchodzący czas?

Agnieszka Perepeczko: Moją pasją jest życie, nie kariera. Chcę żyć spokojnie, to jest dosyć trudne ostatnio, ale robię wszystko, żeby moje życie było nadal barwne i pełne planów.

Piotr Motyka: Jak się Pani podoba Żywiecczyzna?

Agnieszka Perepeczko: Byłam kiedyś w Żywcu i bardzo dobrze to wspominam. Zaprosiła mnie piwiarnia i pamiętam, że był wtedy zjazd harley’owców. Poprosili o wspólne zdjęcie. Byłam w czerwonej, długiej sukni, a grupa motocyklistów trzymała mnie na rękach, to naprawdę fantastyczna fotografia.

Piotr Motyka: Co by Pani powiedziała młodym Polkom i Polakom?

Agnieszka Perepeczko: Do młodych jest zawsze jedno przesłanie, żeby bardziej zwracali uwagę na rodziców, rodzinę i tradycję. W dzisiejszych czasach także, żeby nie przechodzili przez ulicę patrząc w komórki, bo to źle się kończy. Rodzina jest najcenniejszym spoiwem dla nas i nasze życie zależy od miłości, którą dajemy rodzinie i dostajemy od rodziny.

Piotr Motyka: Było mi niezwykle miło przeprowadzić z Panią wywiad, czuję się zaszczycony. Życzę powodzenia i serdecznie dziękuję za rozmowę, Bóg zapłać!  

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com       

obowiązek szczepień

Marcin Wiącek / fot. youtube.com

Interwencja Rzecznika Praw Obywatelskich

Poseł solidarnej Polski Janusz Kowalski w grudniu 2021 roku złożył poprawkę do budżetu, zgodnie z którą środki finansowe przeznaczone na naukę języka niemieckiego w Polsce, zostaną przesunięte na wydatki związane z nauką języka polskiego w Niemczech. Kowalski grzmiał wtedy, że Polska w 2021 roku „wyda 236 mln zł na naukę niemieckiego dla mniejszości niemieckiej”. W tym samym czasie „Niemcy od 30 lat nie wydali jednego euro na naukę języka polskiego”. Jak stwierdził, taka zmiana to krok do „symetrii w relacjach polsko-niemieckich”.

Poprawka mimo protestów posła Mniejszości Niemieckiej Ryszarda Galli została przyjęta przez Sejm. W sprawę włączył się Rzecznik Praw Obywatelskich Marcin Wiącek. RPO skierował pismo w tej sprawie adresowane do premiera Matusza Morawieckiego i marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego.

Nie mogę zgodzić się na to, aby ograniczanie wydatków odbywało się kosztem społeczności lub grup, które i tak często doświadczają marginalizacji w różnych sferach życia społecznego czy kulturalnego, i do których wspierania instytucje państwowe są w sposób szczególny zobowiązane

– pisze Wiącek.

Sprawa nie jest jeszcze zamknięta, gdyż poprawki do budżetu szykuje Senat. Jednak nawet jeśli poprawka dotyczącą nauki języka niemieckiego zgodnie z rekomendacjami komisji zostanie przyjęta, ostateczną decyzję w tej sprawie znów będzie musiał podjąć Sejm. Prawdopodobnie dojdzie do tego pod koniec stycznia.

Dosadna odpowiedź posła

Na pismo Wiącka na Twitterze odpowiedział inicjator całej sprawy Janusz Kowalski.

Polska wydała 236 mln zł na naukę języka niemieckiego dla 50 tys. dzieci mniejszości niemieckiej w Polsce. Podkreślam: dla mniejszości niemieckiej! Problem w tym, że w Polsce nie ma tylu dzieci z MN! Jest może 15 tys. Od lat polskie państwo jest oszukiwane i dotacja wyłudzana! Dlatego w styczniu rozpocznę kontrolę rozliczania dotacji dla mniejszości niemieckiej. Koniec z wyłudzaniem dotacji na naukę języka mniejszości niemieckiej kosztem innych mniejszości. Nie ma na to zgody!

-zaznaczył poseł Solidarnej Polski.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Kowalski bezpośrednio zwróci się tez do Wiącka.

Szkoda, że RPO nigdy nie zainteresował się dyskryminowaną od 30 lat przez państwo niemieckie polską mniejszością, wśród której jest wielu obywateli Rzeczypospolitej. Niemcy nie finansują nawet 1 euro nauki języka polskiego jako języka ojczystego!

– stwierdził.
https://twitter.com/JKowalski_posel/status/1479459289832038404

Czy RPO nie interesuje to, że pieniądze z polskiego budżetu wyłudzane są na naukę języka niemieckiego KOSZTEM INNYCH MNIEJSZOŚCI poprzez składanie w szkołach nieprawdziwych oświadczeń? Tego broni RPO?

– pytał wyraźnie podirytowany poseł.

Twitter, Wprost