Badanie na COVID-19 / Fot. PAP/EPA/ANDRE COELHO. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030
Amerykańscy naukowcy w korespondencjach mailowych opisują jednoznacznie, że koronawirus nie mógł powstać ich zdaniem w naturalnym środowisku.
Naukowiec powiedział o COVID-19: „Po prostu nie mogę zrozumieć, jak można to osiągnąć w naturze”.
Podawane informacje publicznie, nie pokrywają się z ujawnionymi precyzyjnymi diagnozami.
Amerykańscy naukowcy w korespondencjach mailowych opisują jednoznacznie, że koronawirus nie mógł powstać ich zdaniem w naturalnym środowisku. Z rozmów, jakie ujawniono, wynika, że świadomie zatajano informacje na temat wirusa.
Naprawdę nie mogę wymyślić prawdopodobnego scenariusza naturalnego, w którym przechodzisz od wirusa nietoperza … do nCoV, w którym wstawiasz dokładnie cztery aminokwasy i 12 nukleotydów, które muszą być dodane dokładnie w tym samym czasie, aby uzyskać tę funkcję
– pisał w mailach Dr Robert Garry z Tulane’s School of Medicine.
Po prostu nie mogę zrozumieć, jak można to osiągnąć w naturze.
Nie wspominaj o pochodzeniu laboratoryjnym, ponieważ to tylko doda paliwa spiskowcom
– dodał komentując Garry.
Teraz pojawiają się nowe pytania dotyczące tego, co amerykańscy naukowcy i federalni urzędnicy ds. zdrowia wiedzieli o pochodzeniu koronawirusa. I czy niektóre dowody zostały zatajone przed opinią publiczną.
Sprzeczności
Główny zastępca dyrektora NIAID (Narodowy Instytut Alergii i Chorób Zakaźnych) przekazał prof. Fauciemu, że oficjalnie podawane teorie o pochodzeniu koronawirusa mogą nie być zgodne z prawdą.
Dr Kristian Anderson, wybitny wirusolog z laboratorium Scripps, powiedział Fauci’emu 31 stycznia 2020 r., że „genom jest niezgodny z oczekiwaniami teorii ewolucji”, co wskazuje na produkcję syntetyczną.
Po tym, jak Fauci został poinformowany o obserwacjach Andersona, zorganizowano telekonferencję z dziesiątkami ekspertów wirusologów z całego świata
– podaje FoxNews
Inny badacz z laboratorium Scripps, dr Mike Farzan wątpi w powstanie wirusa w naturze. Inni naukowcy mają zdanie, że wirus powstał na targu rybnym w Wuhan. Ta teoria odbiega od faktów. Rynek został zamknięty i oczyszczony przez chińskie władze przed przeprowadzeniem pełnej analizy.
Zbliżam się do poglądu, że bardziej prawdopodobne jest pochodzenie naturalne. Ale podzielam twój pogląd, że potrzebne jest szybkie zebranie ekspertów w ramach budujących zaufanie. (WHO wydaje się naprawdę jedyną opcją), w przeciwnym razie głosy spisku szybko zdominują
– napisał ówczesny dyrektor National Institutes of Health Francis Collins.
Cztery dni później pięciu badaczy, którzy uczestniczyli w rozmowie, dokonało wstępnych ustaleń. Porzucając swoje wczesne prywatne przekonania, że wirus był prawdopodobnie wynikiem wycieku z laboratorium. W artykule opublikowanym w Nature Medicine z 17 marca 2020 r. stwierdzono: „Nasza analiza wyraźnie pokazuje, że COVID nie jest konstruktem laboratoryjnym ani celowo zmanipulowanym wirusem”.
Obawy i wątpliwe dowody, o których dyskutowali eksperci zaledwie kilka miesięcy wcześniej, zupełnie ich nie uwzględniono w analizie. Niejasne jest, jakie nowe dowody skłoniły do zmiany opinii. Prywatne komunikaty pokazują, że różne projekty wysłano do Fauciego i Collinsa do zatwierdzenia
Michał Matczak znany jako raper “Mata” zatrzymany za posiadanie narkotyków. O sprawie szerzej pisaliśmy w poprzednim artykule.
Został zatrzymany 21-letni mężczyzna, za posiadanie środków prawnie zabronionych. Chodzi o susz koloru brunatno–zielonego, marihuanę
– poinformowała portal tvp.info Iwona Kijowska ze stołecznej policji.
Niektórzy dziennikarze oburzeni
Młodemu raperowi grożą za to trzy lata więzienia. M.in. wśród dziennikarzy pojawiają się głosy oburzenia. Agaton Koziński, zastępca red. naczelnego „Wszystko Co Najważniejsze” skomentował zatrzymanie i niestety ośmieszył się, podając zdjęcie z teledysku, które najwidoczniej uważał, że pochodzi z samego zatrzymania Maty.
— Stanisław August Poniatowski (@poniatowskistan) January 28, 2022
Warto, by posiadanie na własny użytek było dozwolone. Policja nie będzie tracić czasu na pierdoły, a władza straci bat na jej przeciwników
– komentował sprawę lewicowy publicysta, Jakub Majmurek.
Mata wreszcie zaczął promować coś zdrowszego” niż McDonald’s
– komentował dziennikarz Tomasz Lis.
Onet, czyli portal grupy medialnej Ringier Axel Springer Media, zachęcał czytelników to zapoznania się z twórczością Matczaka. „Jak Mata pisał swój debiutancki album? »Zamulony na matmie« i załamany rozstaniem” – napisał w tytule Onet. No i grzeczne zdjęcie rapera dodane do artykułu.
Na profilu stowarzyszenia Młodzi Demokraci, czyli młodzieżówka Platformy Obywatelskiej na Facebooku zamieszczono wpis: „Patowładza #freeMata”. Jednak internauci szybko przypomnieli, jak przed laty o legalizacji narkotyków mówił lider PO.
Nie będę rzecznikiem legalizacji miękkich narkotyków, koniec i kropka. Jeśli chcecie legalizacji marihuany, wybierzcie innego premiera
Zatrzymanie “Maty” unaoczniło też różnice zdań w Konfederacji. Wolnorynkowe skrzydło Konfederacji wyraziło swoje oburzenie w związku z zatrzymaniem ulubieńca wielkomiejskiej młodzieży. Liberałowie z Partii KORWiN przekonują, że “robienie przestępcy” z syna prof. Marcina Matczaka jest “absurdalne”. Jak poinformował Media Narodowe rzecznik Konfederacji, nie jest to stanowisko całego ugrupowania.
W kinach w całej Polsce, w tym i w warszawskim kinie Kinoteka, widzowie mają okazję obejrzeć film „Gierek” – świetnie zrobioną, pełną humoru i dynamicznej akcji, zakłamaną propagandę, mającą wykreować (niemający realnych podstaw) pozytywny mit Edwarda Gierka (jako polskiego patrioty). Obraz uznany przez krytyków z lewa i prawa za tandetę – z czym ja nie mogę się zgodzić – moim zdaniem to warsztatowo dobry film, choć kłamliwy.
„Gierek” to film w komiksowej, trochę przerysowanej konwencji, z udziałem takich aktorów i aktorek jak: Michał Koterski, Małgorzata Kożuchowska, Agnieszka Więdłocha, Sebastian Stankiewicz, Antoni Pawlicki, Rafał Zawierucha, Ewa Ziętek, Jan Frycz, Filip Tłokiński, Krzysztof Tyniec, Maciej Zakościelny, Mikołaj Roznerski, Cezary Żak. Reżyserem filmu jest Michał Węgrzyn.
„Gierek” to obraz kreujący (zgodnie z narracją głoszoną przez samego Edwarda Gierka, jego rodzinę i biografa) niemający potwierdzenia w rzeczywistości mit Gierka jako polskiego patrioty. W wywiadzie dla Michała Kujawińskiego z portalu „Na ekranie” scenarzysta i producent filmu Heatcliff Janusz Iwanowski stwierdził, że materiały do filmu zbierał od 30 lat, przyjaźnił się z sekretarzem Gierka Januszem Kasprzyckim, oraz z doradcą Gierka profesorem Bożykiem.
Zdaniem Heatcliffa Janusza Iwanowskiego „Edward Gierek pozostawił dług państwa na poziomie 9% PKB […] Zachód podarował nam 50% długów. Więc po Gierku spłaciliśmy tylko 10 miliardów dolarów” z 20 miliardów pożyczonych. „Polska ma dzisiaj dług w wysokości 60% PKB, Niemcy 71%, Francja 118%, Włochy 160%, USA 110%, nawet bogaty Luksemburg ma 28%. […] Gierek miał tylko 9%, […] te pieniądze szły na inwestycje, nie byłoby fabryk, bardzo zresztą nowoczesnych”. Huta Katowice była tak nowoczesna, że do dziś pracuje.
Część postaci filmu, pewnie ze strachu przed procesami ze strony rodzin komuchów, występuje pod fałszywymi nazwiskami: premier Piotr Jaroszewicz został nazwany przez twórców filmu Filipem, Stanisław Kania ukazany jest jako Włodzimierz Maślak, Wojciech Jaruzelski nosi nazwisko Roztocki.
Mit Gierka
Obraz rozpoczyna scena zatrzymania oraz internowania (przez chamskich funkcjonariuszy SB i MO) Gierka 13 grudnia 1981 roku. Gierek zabrany zostaje przez MO i SB ze swojego skromnego domu gdzie mieszka z żoną bez ochrony, do obozu internowania (film fałszywie insynuuje, że miał tam złe warunki). Kolejna scena obrazu to retrospekcja. 11 lat wcześniej, 18 grudnia 1970 roku, kumpel Gierka, Stanisław Kania informuje go, że decyzją Moskwy zostanie pierwszym sekretarzem PZPR. Gierek, pomimo że nie chce, zgadza się z decyzją Moskwy, bo alternatywą dla niego ma być Moczar, co doprowadzić miałoby do walk w PRL. Moskwa poleca też, by do Biura Politycznego PZPR wszedł Jaruzelski. Gierek swojego kolegę Piotra Jaroszewicza robi premierem. W kolejnej scenie Gierek w 1971 przeprasza stoczniowców za masakrę i zdobywa ich sympatię (wśród robotników jest robotnica przypominająca Annę Walentynowicz).
Film „Gierek” zbiera złe recenzje w antyPiSowskich mediach lewicowych oraz pseudo liberalnych, a także mediach PiS-owskich. Może też dlatego, że w negatywnym świetle przedstawia amerykańską finansjerę. Z filmu wynika, że w latach 70. amerykańska finansjera nie miała co robić z kasą arabskich producentów ropy. By ja zagospodarować, postanowiła udzielać kredytów PRL, by Polacy kupowali na zachodzie licencje na produkcje przestarzałych produktów. To właśnie z inicjatywy amerykańskiej finansjery Gierek został zaproszony do USA. Twórcy filmu w swoim obrazie stwierdzają, że raporty Międzynarodowego Funduszu Walutowego nakazujące Gierkowi obniżenie stopy życiowej w Polsce były kłamliwą propagandą.
Gierka, według twórców filmu, wspierała jego urocza młoda sekretarka, którą SB zmusiło szantażem do donoszenia na Gierka (o czym sekretarka poinformowała Gierka). Film w pozytywnym świetle ukazuje postać prymasa Wyszyńskiego. Kardynał w filmie spotyka się potajemnie z Gierkiem i docenia jego starania o poprawę warunków mieszkaniowych Polaków.
Rzekomy patriotyzm
Zdaniem twórców filmu Gierek brał kredyty, by rozwijać przemysł w Polsce, chciał silnej Polski, by ta uniezależniła się od ZSRR, zmienił Konstytucję PRL, by przejąć całą władzę w PRL i uniezależnić się od Moskwy, na podobnej zasadzie jak zrobiła to Jugosławia. Rzekomym przykładem konfliktu Gierka z sowietami jest to, jak filmowy Edward Gierek jest zbesztany przez sowieckiego ambasadora, ale się temu przeciwstawia.
W filmie przeciwko Gierkowi knują Stanisław Kania i Wojciech Jaruzelski. Celem Jaruzelskiego (wyznaczonym mu przez Moskwę) jest skompromitowanie Gierka w oczach Polaków (poprzez szerzenie kłamliwych plotek na jego temat, sztuczne doprowadzenie do braków w zaopatrzeniu), by wzbudzić nienawiść Polaków do Gierka. Jaruzelski bał się, według twórców filmu, że Gierek rozpuści polskich roboli, którzy nie będą chcieli tyrać za miskę ryżu. Generał chciał „Polaków za mordę trzymać” i robił wszystko, by w Polsce było źle.
Z filmu wynika, że Jaruzelski był podległy jakieś tajnej władzy w Moskwie – Breżniew miał być figurantem, a prawdziwa władza nad ZSRR była w rękach KGB. Realizując polecenia Moskwy, Jaruzelski miał podsłuchiwać i szpiegować Gierka, organizować strajki, by przeszkadzać Gierkowi w rozwoju PRL, szantażować współpracującego z Gierkiem premiera Jaroszewicza (Jaroszewicz miał ulec temu szantażowi i oszukiwać Gierka zachęcając go do wprowadzania rozwiązań pogarszających sytuację w Polsce – do oszukiwania Gierka używano też ekonomistów wmawiających mu, że trzeba pogorszyć stopę życiową w Polsce), doprowadzić do pogorszenia stopy życiowej w PRL. Zdaniem twórców filmu Gierek chciał liberalizacji, a Jaruzelski umacniania komunizmu.
Dobrze ukazana zależność PRL od ZSRR
Z filmu wynika, że to Moskwa zaplanowała stan wojenny w PRL. Przed wprowadzeniem stanu wojennego Moskwa miała polecić, by w Polsce wzrosła przestępczość i rozpijano Polaków. Moskwa też nieustannie domagała się, by pogarszano w PRL sytuację, wysyłano całą produkcję (żywność i wszelkie towary) do ZSRR, by sztucznie kreować w PRL kryzys. Jaruzelski za pośrednictwem SB kontroluje każdy krok Gierka i jego współpracowników. Ostatecznie w filmie funkcjonariuszki bezpieki trują Gierka, ten jednak przeżywa, ale traci władze. Zadowolony współpracownik Jaruzelskiego Kania stwierdza, że „za kilkadziesiąt lat nie będzie Polaków”. Po wyeliminowaniu Gierka Moskwa oddaje władzę Jaruzelskiemu. Po przejęciu władzy Jaruzelski zadłuża PRL u amerykańskiej finansjery, która proponuje Jaruzelskiemu usługi Jeffrey’a Sachs’a z Harvardu, który potem z Balcerowiczem doprowadzi do przejęcia całego majątku Polski przez finansjerę z zachodu.
Zapewne wielu widzów zainteresuje wątek prac nad zimną fuzją w Wojskowej Akademii Technicznej. Pracami miał kierować profesor generał Sylwester Kaliski. Technika ta miała zapewnić Polsce darmową czystą energię i może dostęp do broni neutronowej – co umożliwiłoby Polakom uniezależnienie się od Moskwy.
Profesor generał Sylwester Kaliski był uznanym naukowcem, członkiem KC PZPR, ministrem nauki w PRL, komendantem WAT. Nieprawdą jest więc twierdzenie twórców filmu, że był to polski patriota, którego celem było uzyskanie przez Polskę suwerenności (będąc polskim patriotą, nie mógłby pełnić tak ważnych funkcji). Jego badania, wbrew twierdzeniom twórców filmu, nie były tajemnicą – ich wyniki publikowano w czasopismach naukowych. Prawdą jest to, że PRL przodował na świecie w badaniach nad wykorzystaniem laserów w przemyśle, medycynie i wojsku. Dzięki technologii zimnej fuzji PRL miał szanse na uzyskanie taniej i czystej (bez odpadów nuklearnych) niewyczerpanej energii (PRL uzależniony był od ropy i gazu z ZSRR). Gdyby PRL udało się taką technikę uzyskać, to nie zapewniłoby to Polakom wolności, bo sowieci od razu by taką technikę przejęli.
Laurka dla Gierka
Film to laurka o Gierku. Utwór hagiograficzny kreujący Gierka na: zaangażowanego i ideowego patriotę, człowieka skromnego (przeciwnego wieszaniu jego portretów), niestroniącego od pracy fizycznej, przeciwnika budowy ciasnych mieszkań (ze wspólnymi kuchniami i ubikacjami na wzór sowiecki), kochającego męża mający wsparcie swojej uroczej żony, syna bardzo religijnej matki.
Zaletą filmu prócz warsztatu, jest ukazanie absolutnego podporządkowania PRL sowietom, antypolskiej działalności komunistów i amerykańskiej finansjery, zaprzedania Moskwie takich ludzi jak Jaruzelski czy Kania. Film trzeba też docenić za ukazanie prawdziwego pozytywnego wizerunku prymasa Wyszyńskiego. Wadą filmu jest kreacja fałszywego kłamliwego mitu Edwarda Gierka jako polskiego patrioty (gdyby Gierek był polskim patriotą, nie mógłby zrobić kariery w PRL).
Edward Gierek nie był zainteresowany zwiększeniem suwerenności Polski, wbrew temu, co twierdzą twórcy filmu. Był komunistą i naród dla niego nie był wartością. Gierek, choć nie był patriotą, chciał wzmocnić gospodarkę PRL, by mieć lepszą pozycję w bloku komunistycznym. Film „Gierek” w opinii historyków (dr. Roberta Spałka z IPN i Jakuba Szumskiego z Friedrich-Schiller-Universität Jena) nie przedstawia prawdy, zawiera liczne przekłamania i manipulacje, fikcyjne sceny, sceny sprzeczne z faktami, jest szokująco kłamliwy, ogłupia widzów, opiera się na fikcyjnej wersji zdarzeń wykreowanej we wspomnieniach Edwarda Gierka. Moim zdaniem jest przykładem tego, jak należy robić propagandę, by była atrakcyjna.
Gość Radia Maryja zwrócił uwagę, że choć in vitro ma na celu poczęcie nowego życia, to sposób realizacji jest niegodziwy.
Wasilewski zaznaczył, że dla małżeństw mających problem z poczęciem dziecka istnieje alternatywa, którą jest naprotechnologia.
Pierwotnie medycyna szukała powodów choroby. Szukano powodów, następnie je eliminowano i dzięki temu pacjent wracał do zdrowia- podkreślił założyciel pierwszej w Polsce kliniki leczenia niepłodności.
W ostatnich dniach pojawiła się informacja, że Kraków ogłosił konkurs ofert na realizację metody in vitro dla par starających się o potomstwo. W ramach programu para, która się do niego zakwalifikuje, otrzyma 5 tys. zł na zabieg. „Gminny program leczenia niepłodności metodą zapłodnienia pozaustrojowego dla mieszkańców Krakowa” ma ruszyć w połowie marca 2022 roku. Według zapowiedzi z dofinansowania będzie mogło skorzystać 200 par. Do sprawy na antenie Radia Maryja odniósł się dr n. med. Tadeusz Wasilewski, założyciel pierwszej w Polsce kliniki leczenia niepłodności „NaProMedica”.
– Niepłodność jest zjawiskiem, które mocno przybiera na sile i zdarza się bardzo często. Dlatego medycyna nie stoi w miejscu i szuka rozwiązań. W medycynie klasycznej proponowanym rozwiązaniem jest metoda in vitro. W tej metodzie bierze się tylko pod uwagę potencjał rozrodczy jajników, obecność macicy i dziesięć plemników. Kwestie związane z tarczycą, nerkami, wątrobą, przewodem pokarmowym i każdym innym układem kobiety i mężczyzny nie mają już znaczenia. Pierwotnie medycyna szukała powodów choroby. Szukano powodów, następnie je eliminowano i dzięki temu pacjent wracał do zdrowia. Należy spojrzeć na człowieka całościowo, zdiagnozować, gdzie leży problem niepłodności pary, a następnie podjąć leczenie, by małżonkowie mogli począć dziecko w sposób naturalny
– podkreślił specjalista naprotechnologii.
Gość „Aktualności dnia” zwrócił uwagę, że choć in vitro ma na celu poczęcie nowego życia, to sposób realizacji jest niegodziwy.
– Metoda in vitro jest niegodziwością wobec początków ludzkiego życia. Jego realizacja odbywa się poza organizmem matki, co powoduje, że zarodki są narażone na śmierć. Definicja początków ludzkiego życia jest „przejechana walcem” i nikt się z nią nie liczy. W in vitro liczy się tylko cel, którym jest chęć posiadania dziecka. Powtarzam swoim pacjentom, że cel jest szczytny, ponieważ chodzi o poczęcie dziecka. Trzeba jednak zawsze zachować ważną zasadę, a mianowicie nie można nikomu po drodze robić krzywdy
– powiedział ginekolog.
In vitro hamulcem w rozwoju medycyny
Dla małżeństw mających problem z poczęciem dziecka istnieje alternatywa, którą jest naprotechnologia. Jest to metoda rozpoznawania i leczenia niepłodności, która wykorzystuje specjalistyczną wiedzę medyczną m.in. z zakresu ginekologii, endokrynologii i alergologii. Z metody mogą skorzystać wszystkie małżeństwa mające problem z poczęciem dziecka.
– Rozpoczynając pracę w zakresie naprotechnologii, bardzo często słyszałem, że jestem złodziejem czasu prorekreacyjnego. Mówiono mi, że zabieram czas kobietom, które starają się o dziecko. Dziś odbijam piłeczkę, bo rozwijam medycynę niepłodnościową, szukam przyczyn i podaję narzędzia, które neutralizują problemy z zajściem w ciąże. Program in vitro jest hamulcem w rozwoju medycyny, która szuka przyczyn i próbuje je likwidować
– zaznaczył ginekolog.
Specjalista naprotechnologii zwrócił uwagę, że skuteczność in vitro wynosi ok. 60 proc., natomiast w przypadku ochronnej medycyny prokreacyjnej w tym samym czasie skuteczność mieści się w granicach 60-80 proc.
– Różnica tych 20 proc. polega na użyciu bardzo precyzyjnej techniki operacyjnej. Narzędzie w leczeniu niepłodności jest bardzo ważne
– powiedział dr n. med. Tadeusz Wasilewski.
Niejasne stanowisko rządu
Do niedawna wydawało się, że PiS jest zadeklarowanym wrogiem zarówno in vitro, jak i ustawy poświęconej tej procedurze. Takie wrażenie można było odnieść choćby przysłuchując się głosom polityków PiS podczas prac nad projektem w 2015 r.
Wówczas w lipcu, po tym, jak ówczesny prezydent Bronisław Komorowski podpisał ustawę o leczeniu niepłodności, rzeczniczka PiS Elżbieta Witek zapowiadała, że jeśli Polacy zaufają Prawu i Sprawiedliwości w wyborach parlamentarnych, w przyszłej kadencji Sejmu partia na pewno złoży projekt zmieniający tę ustawę.
– Mówiliśmy, że ta ustawa będzie musiała być zmieniona tak, by chronić życie. (…) Nie chcemy zakazywać in vitro, ale jednocześnie nie możemy się zgodzić na taką ustawę, w której życie nie jest szanowane
– podkreślała w 2015 roku przyszła Marszałek Sejmu.
Jak wiemy, tak się nie stałó. Czy opieszałość obozu władzy w tej sprawie oznacza, że PiS zmieniło swoją opinię na temat ustawy? Resort zapewnia, że „aktualnie nie są prowadzone prace nad nowelizacją tej ustawy”. O tym, że zostanie zmieniona po dojściu PiS do władzy zapewniał swego czasu także były już marszałek Senatu Stanisław Karczewski.
– Zmienimy tak, żeby nie można było zamrażać zarodków, i tak, żeby związki partnerskie nie mogły korzystać z tej metody
Ostatnio na bez mała 2-godzinnej konferencji prasowej chciał zaprezentować światu swoje osiągnięcia z pierwszego roku prezydencji, ale niestety zaprezentował się żałośnie. Choć na lewicy były też głosy zachwytu: wytrzymał na stojąco 2 godziny! Widzom zaprezentował się jako starszy człowiek walczący z pogłębiającą się demencją, idący wężykiem od gafy do gafy, chwilami nawet gniewny. Następnego dnia jego rzeczniczka Psaki i inne gadające głowy z MSM próbowali tłumaczyć co tak naprawdę prezydent Biden miał na myśli, kiedy ofiarował Putinowi częściowy odpust i „błogosławieństwo” na ograniczoną inwazję Ukrainy. Makabra. W rezultacie nawet w „zaprzyjaźnionych” lewackich stacjach MSM pojawiły się głosy krytyczne wobec Bidena. Zwykle prezydenta uważa się za głowę państwa, jednak dziś Biden kojarzony jest z inną częścią ciała…
Być może neomarksistowscy radykałowie, którzy przy współpracy z globalnymi korporacjami wsadzili na prezydencki fotel Bidena uznali, że starszego zdezorientowanego polityka czas już odstawić z powrotem do piwnicy? A może powtórzy się sytuacja podobna do tej z innym lewicowym prezydentem Woodrow’em Wilson’em, który doznał paraliżu (jesień 1919 r.), ale po cichu za sterami państwa do końca drugiej kadencji usiadła jego żona Edith z doradcami (odszedł w 1921, zmarł w 1924 r.). Zresztą wystarczy spojrzeć na ostatnie sondaże, aby dojść do wniosku, że nadchodzące jesienne wybory do Kongresu mogą totalnie zmienić polityczną mapę kraju. Prawie po roku rządów Bidena w końcu grudnia 2021 r. aż 47% Amerykanów identyfikowało się z Republikanami (wzrost o 7%), na Demokratów głosowałoby 42% wyborców. Ostatni raz Republikanie mieli podobną przewagę w 1995 r (5%). Sondaże z ostatnich dni pokazują nawet bardziej optymistyczne wskaźniki poparcia dla Republikanów w nadchodzących wyborach do Kongresu – odpowiednio GOP 55,7% i Dems 42,2% (2,1% niezdecydowani). Pewnie dlatego już 28 demokratycznych kongresmenów ogłosiło, że nie będą stawali do walki o nową kadencję. Oczekuje się, że w nadchodzących wyborach Republikanie mogą zdobyć od 40 do 70 nowych miejsc w Kongresie i ok. 6-7 miejsc w Senacie.
Wielki przełom – Carter już nie jest najgorszy
Biden dokonał wielkiego przełomu. Dotąd krytycy uważali, że najgorszym prezydentem (w nowszej historii USA) był poczciwy Jimmy Carter, (98 letni!) dziś Jimmy może odetchnąć z ulgą – został zdecydowanie wyprzedzony! Zła passa Bidena zaczęła się od bezładnej ucieczki z Afganistanu z porzuceniem sojuszników i wartego ok. $85 mld sprzętu. Forsowanie kolejnych projektów rozdawania bilionów dolarów nakręca inflację, która jest najwyższa od 40 lat. Prawdziwe nieszczęście rozgrywa się na południu kraju gdzie przez otwartą granicę tylko w ciągu roku wtargnęło ok. 2 mln ludzi z ponad 120 krajów, z pomocą meksykańskich gangów przemytniczych dla których prezydencja Bidena oznacza złotą erę w biznesie. Wszystko to co w epoce Trumpa było zapowiedzią wyjścia z wielowątkowego kryzysu Ameryki zostało zahamowane. Wszędzie wzrasta przestępczość, w Kalifornii jeśli stałeś się ofiarą wandalizmu, czy kradzieży, ale twoje straty nie przekraczają $950.00 nie dzwoń po policję,ale wypełnij stosowny formularz na internecie…
Biden zatrzymał amerykański rurociąg (Keystone), ale odblokował Putinowi NS 2. Tysiące ludzi straciło pracę i kariery. Za Trumpa galon benzyny kosztował $1.87, teraz za Bidena ok. $5.00. Ludzie zapłacą o wiele więcej za ogrzewanie i prąd. Cena baryłki ropy za Trumpa kosztowała ok. $28.00, za Bidena ok. $85.00. Putin (48% rosyjskiej ekonomii to energia) będzie bogaty, stać go na utrzymywanie 100,000 wojska na granicy z Ukrainą, która nie ma takich dochodów i aby być w stanie gotowości bojowej zadłuża się i może niedługo zbankrutować.
Co sądzą Amerykanie?
Według sondażu Politico z listopada 2021 r. 48% Amerykanów uważało, że Biden jest psychicznie niesprawny, a 46% że jest OK. Ciekawe jakie “numery” pokaże nowy sondaż. Amerykanie widzą, że ich prezydent ma ograniczony kontakt z rzeczywistością. Dlatego aż 70% ankietowanych jest zdania, aby Biden nie ubiegał się o drugą kadencję, 62% źle ocenia wysiłki Bidena na polu ekonomii, zaś 64% sądzi, że Joe Biden prowadzi kraj w złym kierunku. Całe szczęście, że Bidenowi mimo ostrej kampanii nie udało się przeforsować kolejnego 3-go pakietu „pomocy”, który jeszcze bardziej zadłużyłby Amerykę jednocześnie cementując Demokratów u władzy. Padł przepychany projekt, aby biorący udział w wyborach nie musiał okazywać swojego dowodu tożsamości i to w atmosferze szczepionkowych mandatów i konieczności okazywania dowodu tożsamości i szczepień przy wejściu do restauracji, kina czy nawet na wiec z Joe Bidenem. Istny cyrk!
Wypatrując Trumpa na białym koniu…
W swojej kampanii prezydenckiej Biden ostro krytykował ówczesnego prezydenta Trumpa sugerując, że nie radzi sobie z Covidem bo za jego kadencji zmarło ok. 400,000 ludzi, zapowiadając opanowanie i sprawne zakończenie pandemii. Krytycy przypominają Bidenowi, że odziedziczył po Trumpie trzy główne szczepionki i mimo tego w ciągu pierwszego roku prezydentury zmarło powyżej 400,000 Amerykanów. Na dziś wyszczepiono ok. 210 mln Amerykanów, czyli 75% populacji. Dziś wiadomo, że tak wciskane szczepionki na ciągle mutującego wirusa to istna pogoń za króliczkiem, bardzo kosztowna dla budżetu i również dla zdrowia (NOP-y) poddanej temu medycznemu eksperymentowi populacji, ale jakże lukratywna dla BIG PHARMA. Ta sytuacja mandatowa tworzy dodatkowe konflikty społeczne, cudownie regeneruje siłę państwowej biurokracji, wbrew konstytucji odziera obywateli z ich praw i wolności i systematycznie zbliża nas do chińskiego totalitarnego cyfrowego modelu kontroli społeczeństwa. A wszystko to dla twojego dobra, w nakręcanej atmosferze strachu. Ciekawe jak oceni to historia…
W kontekście doświadczeń historycznych mało śmiesznie brzmią lojalki ludzi twierdzących, że im szybciej zgodzą się na ograniczenia swoich praw, tym szybciej dostaną je z powrotem! Naprawdę, pokaż mi taki przypadek w historii. Tak to jest jak w szkołach nie uczy się historii, która podobno miała być nauczycielką życia? W Izraelu w jednym z najbardziej wyszczepionych krajów świata trwa akcja szczepienia 4-tą szczepionką, mimo tego wzrasta fala zakażeń i rośnie liczba ludzi w szpitalach. Definicja szaleństwa to powtarzanie tego samego co nie działa na okrągło i oczekiwanie innego rezultatu…
Więc Ameryka ma dość Bidena, oczy wszystkich niezadowolonych wypatrują Trumpa na białym koniu. Lewica pośpiesznie buduje kolejne zapory na jego powrotnej drodze do Białego Domu to przez swoich sędziów, to przez kolejne prowokacje i próby uwikłania go we wszystkie możliwe kłopoty. Zgnoić, zatrzymać, pożegnać na zawsze, ale tym spróbuję zająć się następnym razem…
Autorzy akcji podkreślają, że jest ona oddolna i powstała w reakcji na znaczne ograniczenia w możliwości sprawowania Mszy św. tradycyjnej (nazywanej popularnie trydencką).
Treść apelu
Czcigodny Księże/Drogi Bracie/Droga Siostro,
jak wiadomo, obecnie nałożone są na sprawowanie Mszy Trydenckiej bardzo poważne ograniczenia. Jest to wielki cios we Mszę Św., o której o. Frederic Faber, konwertyta z anglikanizmu, powiedział, że jest to „najpiękniejsza rzecz po tej stronie Nieba”, zaś sam wielki św. Pius z Petrelciny (św. O. Pio), kochający bardzo sprawowanie tej świętej liturgii, mówił, że: „świat mógłby istnieć bez słońca, ale nie mógłby istnieć bez Mszy Św.”.
Chciałbym zachęcić Ciebie i innych, a mimo całej swej niegodności, jako pierwszego – samego siebie, do ofiarowania Matce Najświętszej jakiegoś drobnego daru z prośbą o to, by ta piękna Msza mogła cieszyć się pełną wolnością, zarówno de iure, jak i de facto. Niech każdy, wedle swego serca i własnych możliwości, ofiaruje Niebieskiej Królowej swe dary: czy to sprawowanie lub zamówienie Mszy w tradycyjnym rycie, odmówienie jednej części (pięciu dziesiątków) Różańca Św., dzień pracy wedle obowiązków stanu, post ścisły, o chlebie i wodzie lub odmówienie sobie jakiejś drobnej przyjemności; do tego przyjmować można przykrości, choroby, zawinione cierpienia lub to, co dopuści na nas sprawiedliwy i dobry Bóg. Wszystko to, jak w skarbcu, złóżmy w ręce Tej, która najlepiej zna wszelkie duchowe i materialne potrzeby Kościoła Katolickiego, prosząc Jej Przeczystego Oblubieńca i Patrona Kościoła – Św. Józefa, o wszelkie potrzebne łaski.
Wynagradzajmy Panu Bogu za naszą oziębłość i zaniedbania w tej materii, nie zrażajmy się podziałami i trudnościami, ale zjednoczmy się pod panowaniem Maryi, niczym różnorodne, ale żyjące razem kwiaty w Ogrodzie Niepokalanej. Nabożeństwo I czwartków, piątków i sobót może być tu wielką pomocą. Trzymajmy się mocno Hierarchii Kościelnej, szczególnie Ojca Św. Franciszka i swojego Biskupa miejsca. Inicjatywa do której zachęcam, ma charakter całkiem prywatny, zwyczajny, sam zaś poddaję się zupełnie osądowi i decyzji Kościoła Katolickiego i jego władz, którym okazuję szacunek i posłuszeństwo.
Jeśli zechcesz, Czcigodny Księże/Drogi Bracie/Droga Siostro, podejmij taką lub podobną inicjatywę i zachęć do niej innych. Serdecznie Cię pozdrawiam.
Dr Krzysztof Kawęcki, prezes zarządu Stowarzyszenia „Wiara i Czyn”, politolog i historyk, a w przeszłości także wiceminister edukacji był gościem audycji „Aktualności dnia” na antenie Radia Maryja. Były wiceminister odniósł się do rozmowy telefonicznej, która miała miejsce w czwartek pomiędzy prezydentami USA i Ukrainy. Joe Biden miał wyrazić gotowość USA do zdecydowanej reakcji w razie napaści Rosji na Ukrainę.
– Nie do końca wiemy, jak naprawdę przebiegała rozmowa między prezydentem USA a prezydentem Ukrainy. Najistotniejsze jest jednak to, co przekazał swojemu rozmówcy prezydent Joe Biden. Na marginesie trzeba odnotować, że w kręgu ukraińskiej dyplomacji pojawiły się anonimowe wypowiedzi, według których rozmowa Biden-Zełenski nie przyniosła dla Ukrainy pozytywnych zapowiedzi, ale zostało to zdementowane przez komunikat Białego Domu
– podkreślił dr Krzysztof Kawęcki.
USA i NATO odpowiedziały pisemnie na ultimatum Federacji Rosyjskiej w sprawie Ukrainy. Do prac ma powrócić format normandzki.
– Prezydent USA uważa, że obecne napięcie powinno zostać załatwione na drodze formatu normandzkiego. Jest to grupa składająca się z przedstawicieli czterech państw: Francji, Niemiec, Ukrainy i Rosji. Format został powołany w 2014 roku, a jego pierwsze spotkanie odbyło się dwa lata później. To duże forum, bo w jego skład wchodzą zarówno szefowie MSZ państw członkowskich, jak i prezydenci. Rezultaty spotkań gremium mogą być niezbyt zadowalające. Dotychczasowym rezultatem działań formatu normandzkiego jest tzw. protokół miński, który określa, że między Ukrainą a Federacją Rosyjską powinno nastąpić zawieszenie broni – tyczy się to także separatystów – wycofanie wojsk na linii frontu, wymiana jeńców. Do tej pory jedynie ostatni punkt został zrealizowany
– przypomniał prezes zarządu Stowarzyszenia „Wiara i Czyn”.
Nie tylko USA i Rosja
Politolog zwrócił uwagę, że bieżącą sytuację na Ukrainie należy rozpatrywać w świetle powiązań geopolitycznych.
– Konflikt rosyjsko-ukraiński należy rozpatrywać w szerszej perspektywie, czyli rywalizacji globalistycznej, w której uczestniczą nie tylko Federacja Rosyjska i USA, ale także Chiny, Turcja oraz Niemcy. W tej perspektywie Ukraina jest tylko przedmiotem międzynarodowym układów. Trzeba przypomnieć, że Ukraina przez ostatnie 30 lat nie potrafiła ukształtować własnej suwerennej elity politycznej
– Na Ukrainie od dziesięcioleci ugruntowywana jest opcja proniemiecka. Znaczna część społeczności ukraińskiej jest zafascynowana Niemcami. To dla nich marzenie, kierunek migracji. W moim przekonaniu wynika to nie tylko i wyłącznie z atrakcyjności materialnej RFN. Z kolei Niemcy zawsze postrzegali tzw. kwestię ukraińską w sposób przedmiotowy
– dodał Kawęcki.
Polska wielokrotnie przedstawiała sprawę ukraińską na międzynarodowych forach. Ukraina odpłaca się blokadą tranzytu kolejowego i zakazem prac ekshumacyjnych.
– To moment, w którym polska dyplomacja powinna bardzo stanowczo wyartykułować wobec Ukrainy nasze oczekiwania. Jeśli mówimy o partnerstwie strategicznym z Ukrainą, to niestety brak zgody na ekshumację oraz blokowanie transportu kolejowego przez Ukrainę są kwestiami, które trudno zrozumieć
W środę wieczorem w telewizji MTV3 prezydent Finlandii Sauli Niinistö bardzo krytycznie skomentował reakcję Unii Europejskiej na narastający konflikt wokół Ukrainy. Stwierdził, że UE nie jest “prawdziwą” unią i zaznaczył, że oczekiwał “bardziej zdecydowanej i szybszej reakcji” w tej sprawie.
Niinistö ocenił, że żądania, które wysunęli Rosjanie względem NATO i USA, de facto są wymierzone w kraje członkowskie Unii Europejskiej. Jego zdaniem “prawdziwa” Unia podjęłaby zdecydowane działania, w sytuacji, gdy jej integralność terytorialna wydaje się być zagrożona.
– W tej sprawie Unia Europejska jest stroną zaangażowaną, o ile nie poszkodowaną. I z tego powodu można by oczekiwać wyraźnej i szybszej reakcji
– powiedział Sauli Niinistö.
Fiński prezydent zaznaczył, że łączne wydatki na obronność wszystkich państw członkowskich Unii Europejskiej dorównują wydatkom Chin i znacznie przewyższają wydatki Rosji, co jednak nie jest odczuwalne ze względu m.in. na brak spójnej polityki unijnej w tym obszarze.
Piotr Motyka: Jak Pan ocenia postępy w budowie Via Carpatia w Polsce i w pozostałych państwach?
Adam Poręba: Jest dobrze, choć jeszcze sporo pozostaje do zrobienia. Od niedawna kierowcy pojadą czterema odcinkami drogi S19: Kraśnik – Janów Lubelski, Lublin Węglin – Niedrzwica Duża, obwodnica Janowa Lubelskiego oraz obwodnica Kraśnika. Łącznie powstało – 47 km trasy. Zostały one zbudowane dzięki wsparciu Funduszy Europejskich. Nowo wybudowane odcinki drogi S19 skrócą czasu przejazdu między miastami, usprawnią ruch tranzytowy i zwiększą poziom bezpieczeństwa wszystkich użytkowników drogi. Droga Via Carpatia połączy północ z południem Europy. Przebiegnie przez Litwę, Polskę, Słowację, Węgry, Bułgarię, Rumunię i Grecję. Na całej długości w naszej Ojczyźnie trasa będzie miała parametry drogi ekspresowej lub autostrady. Polski odcinek rozpocznie się na granicy z Litwą w Budzisku, a zakończy się na granicy ze Słowacją za Barwinkiem. Najdłuższy jej odcinek ma przebiegać przez Rumunię. Łącznie będzie miał ponad 1500 kilometrów długości.
Piotr Motyka:Co ten projekt oznacza dla Polski i województwa podkarpackiego?
Adam Poręba: W Polsce będzie przebiegać przez wschodnie województwa naszego państwa, tj.: podlaskie, mazowieckie, lubelskie i podkarpackie. Jego długość to około 680 km. Część tej trasy stanowi droga ekspresowa S19, której 4 odcinki właśnie oddano do ruchu. Via Carpatia pozwoli na wykorzystanie potencjału gospodarczego województw, przez które przebiega oraz zapewni możliwość sprawnych połączeń w układzie transeuropejskim. To olbrzymia szansa dla kraju i regionu. Ponadto nowo wybudowane odcinki drogi S19 skrócą czasu przejazdu między miastami, usprawnią ruch tranzytowy i zwiększą poziom bezpieczeństwa wszystkich kierowców. Droga będzie swoistym motorem, silnikiem gospodarczym regionów, przez które będzie przebiegać w tym oczywiście Podkarpacia.
Piotr Motyka:Czy uważa Pan, że ten projekt łączy ponad podziałami?
Adam Poręba: Tak, choć wiadomo, że ile ludzi tyle opinii. W związku z tym w ramach Fundacji Jagiellońskiej i prowadzonego przez nią Regionalnego Ośrodka Debaty Międzynarodowej w Rzeszowie we współpracy z Fundacją Warsaw Institute zorganizowaliśmy pod koniec ubiegłego roku debatę online na temat szans i wyzwań związanych z tą inicjatywą. W dyskusji, którą miałem zaszczyt i przyjemność moderować udział wzięli zarówno decydenci, jak i eksperci. Wśród nich znaleźli się Rafał Weber – Sekretarz Stanu w Ministerstwie Infrastruktury, Ewa Leniart – Wojewoda Podkarpacki, Bartosz Kaczmarek – ekspert Fundacji Republikańskiej oraz Paweł Pawłowski – Przewodniczący Rady Fundacji Warsaw Institute. Odpowiedzieli oni między innymi na pytania dotyczące aktualnego stanu rozwoju projektu w Polsce oraz w innych krajach, roli w pokonywaniu opóźnień w rozwoju nowoczesnego systemu infrastruktury transportowej, wynikających z trudnej historii naszej części Europy, a także chociażby wad i zalet wynikającej z pomysłu Transeuropejskiej sieci transportowej.
Piotr Motyka:Jak Pan ocenia inicjatywę Trójmorza?
Adam Poręba: Warto wyjść od tego, że inicjatywa ta powstała w 2015 roku jako projekt, którego celem było wzmocnienie kooperacji dwunastu państw w regionie Morza Adriatyckiego, Bałtyckiego oraz Czarnego. Współpraca ma dotyczyć przede wszystkim realizacji wspólnych inicjatyw w obszarach infrastruktury, energetyki i bezpieczeństwa. W tym celu Fundacja Jagiellońska i Regionalny Ośrodek Debaty Międzynarodowej w Rzeszowie zorganizowały również dyskusję, podczas której prelegenci przybliżyli specyfikę obecnej współpracy w formacie Trójmorza, wskazali największe wyzwania oraz szanse i perspektywy na przyszłość Inicjatywy. Debata była jednocześnie podsumowaniem projektu “Trimarium. Wielkoformatowa gra symulacyjna jako narzędzie wsparcia współpracy w formacie Trójmorza” realizowanego przez Fundację Jagiellońską i współfinansowanego przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP w konkursie „Dyplomacja publiczna 2021″ oraz powołaną przez Bank Gospodarstwa Krajowego Fundację Empiria i Wiedza. W debacie, której moderatorem był Maciej Trojnar udział wzięli Arkady Rzegocki – Szef Służby Zagranicznej, Władysław Ortyl – Marszałek Województwa Podkarpackiego oraz Tomasz Matulka – Dyrektor Biura ds. Współpracy z Zagranicą w Banku Gospodarstwa Krajowego.
Piotr Motyka: Serdecznie dziękuję za ciekawy wywiad, Bóg zapłać!
Uniewinniono byłego prezydenta Olsztyna podejrzanego o gwałt na urzędniczce.
W kasacjach prokuratura i pełnomocnik oskarżycielki wskazywali na uchybienia procesowe, do jakich – ich zdaniem – doszło w tej sprawie, m.in. w związku z jedną z biegłych. Kobieta ta, występując na jednym z etapów długotrwałej sprawy jako biegła, na innym została przesłuchana jako świadek. Materiały te zaliczono do dowodów w postępowaniu, co jest niedopuszczalne
– podaje tvp,info.
Sąd nie uznał jednego z podanych przez prokuraturę wątku. “SN w uzasadnieniu postanowienia o oddaleniu kasacji przyznał, że argumenty prokuratury i pełnomocnika oskarżycielki „od strony formalnej były zasadne”.
Ale aby zarzut kasacji był skuteczny i skutkował uchyleniem wyroku, uchybienie musi mieć istotny wpływ na treść wyroku. (…) Nie jest celem postępowania formalizm procesowy i zbędne przedłużanie sprawy.
Sprawa trwa 14 lat i teraz można dodawać jeszcze rok czy dwa lata, a wyrok zostaje uniewinniający
– mówił, uzasadniając orzeczenie SN sędzia Marek Motuk.
Sprawa Czesława Jerzego Małkowskiego oskarżanego o gwałt na ciężarnej urzędniczcie, toczyła się od 2008 roku. Sąd w Ostródzie w pierwszym procesie skazał Małkowskiego na pięć lat więzienia. Sąd Okręgowy w Elblągu uchylił wyrok. Kolejny proces toczył się przed Sądem Rejonowym w Olsztynie, w tym sądzie zapadł wyrok uniewinniający.