dziecko w szpitalu

Dziecko w szpitalu / Fot. Youtube

Siostry natychmiast – zgodnie z procedurami – wezwały karetkę pogotowia i policję. Dziecko zostało przewiezione do Szpitala św. Rodziny w Warszawie

– poinformowała siostra Anna Uberman za pośrednictwem komunikatu Biura Prasowego Archidiecezji Warszawskiej.

Ze względu na wczorajsze wspomnienie Doktora Kościoła Katolickiego, św. Tomasza z Akwinu, siostry nadały małemu chłopcy imię na cześć patrona dnia.

Mały Tomaszek to już 19 dziecko pozostawione w Oknie Życia na ul. Hożej 53. W zeszłym roku nie było, ale w 2020 w Oknie Życia pozostawiono dwoje dzieci: 7 maja Stefanka i 24 sierpnia Zuzię

– przypomniała siostra Anna.

Siostry raz w miesiącu w swojej kaplicy zakonnej szczególnie modlą się za znalezione przez nie dzieci w Oknie Życia, ich rodziców biologicznych i adopcyjnych.

Okno Życia istnieje w Warszawie od ponad 13 lat. Poświęcił je 6 grudnia 2008 roku abp Kazimierz Nycz. Było to wówczas drugie w kraju takie miejsce. Mieści się przy ul. Hożej 53, przy klasztorze sióstr franciszkanek Rodziny Maryi i to siostry z tego zgromadzenia pełnią nieustanny dyżur w tym miejscu.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

rdc.pl

Konwencja porgramowa Lewicy

Konwencja programowa Lewicy w Warszawie / Fot. PAP/Rafał Guz. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

  • W sobotę w Warszawue odbyła się konwencja Lewicy na temat koncepcji dla polskiej ochrony zdrowia w dobie epidemii koronawirusa
  • Zaproponowano wszystkim demokratycznym partiom wspólne działania mające na celu wdrożenie segregacji sanitarnej
  • Posłowie tego ugrupowania dążą do wprowadzenia przymusu szczepień, a także nierówności w postaci lockdownu dla niezaszczepionych
  • Przed konwencją wszyscy obecni wykonali testy na obecność koronawirusa, które wyszły negatywne
  • Zobacz także: Kolejne projekty antycovidowe. Rząd szykuje drakońskie kary

Konwencja Lewicy o uzdrowieniu ochrony zdrowia pt. “Recepta Dla Polski” odbyła się w sobotę w Warszawie. Wystąpili na niej lekarze, epidemiolodzy, a także osoby, które straciły bliskich w pandemii.

Nadzieją dla nas, medyków, była wiadomość o szczepionkach. Pamiętam radość i ulgę, gdy bezpieczne, skuteczne preparaty uzyskiwały rejestrację, gdy mogliśmy się zaszczepić. I wiarę, że dzięki nim ten koszmar niedługo się skończy

– powiedziała na konwencji lek. med. Kaja Filaczyńska, która skrytykowała rząd za brak stanowczego i naukowego podejścia przy wdrażaniu Narodowego Programu Szczepień.

Natomiast warto podkreślić, że przeciwników przymusu szczepień, stosunkowo nowym preparatem nazwała “bandą egoistów”, którzy mieli jakikolwiek wpływ na podejmowane przez rząd decyzje, w tym w zakresie opieki medycznej.

Lewica proponuje segregacje sanitarną

Za jej śladem poszli politycy Lewicy, którzy bezpardonowo nawołują do segregacji sanitarnej poprzez przymus szczepień i lockdownu dla niezaszczepionych.

Zaszczepieni bez lockdownu, tak jak to jest w Europie Zachodniej – apelowała z kolei posłanka Marcelina Zawisza. Państwo umywa ręce i mówi – umierajcie! Rząd PiS ugina się pod wrzaskiem grupki antyszczepionkowców 

– podkreśliła poseł Marcelina Zawisza.

Z kolei jeden z liderów Lewicy, europoseł Robert Biedroń wskazał na bezradność polskiego rządu opierającego się wyłącznie na statystykach zakażen na koronawirusa.

Morawiecki i Kaczyński potrafią tylko bezradnie rozkładać ręce. Tak jakby setki umierających codziennie Polaków i Polek nic dla nich nie znaczyły. Codziennie PiS-owcy politycy beznamiętnie ogłaszają ile osób jest zakażonych i ile osób zmarło. Ludzkie tragedie ten rząd zamienił w ciąg statystyk i liczb recytowany na konferencjach prasowych

– zauważył Biedroń.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Przed samym wydarzeniem, liderzy Lewicy wraz z ich politykami oraz uczestnikami konwencji poddali się testom na obecność koronawirusa, organizując na miejscu punkt wymazu. Pomimo negatywnych wyników wszyscy postanowili uczestniczyć w maseczkach.

polsatnews.pl

Z lewej Ołeksij Reznikow, szef ukraińskiego resortu obrony

Z lewej Ołeksij Reznikow, szef ukraińskiego resortu obrony / Fot.KPRM

  • Ołeksij Reznikow udzielił wywiadu “Rzeczpospolitej”.
  • Szef ukraińskiego MON przyznał, że jak dotąd Ukraina nie otrzymała od Polski wsparcia wojskowo-technicznego.
  • Cała rozmowa z ministrem obrony Ukrainy w poniedziałkowym wydaniu „Rzeczpospolitej”.
  • Zobacz także: Konferencja prezydenta Ukrainy. Mediom z Polski odmówiono wstępu

Jaką namacalną pomoc ze strony Polski otrzymuje obecnie Ukraina?

– Polityczne poparcie jest bardzo silne. Wiemy, że Polska obecnie przewodniczy w OBWE i ma mocne stanowisko. Powinniśmy byli spotkać się z ministrami obrony w ramach Trójkąta Lubelskiego (Polska, Litwa i Ukraina-red.). Mamy dobry przykład współpracy w ramach brygady litewsko-polsko-ukraińskiej. Ale dzisiaj z mediów dowiedziałem się, że szef polskiego resortu obrony zachorował na koronawirusa, więc musimy przenieść nasze spotkanie na później i życzę mu jak najszybszego powrotu do zdrowia. Wówczas będziemy mieli okazję szczegółowo omówić ewentualne wsparcie wojskowo-techniczne ze strony Polski. Prowadzimy obecnie rozmowy z różnymi krajami, a w szczególności z Czechami, pojawiają się nowe możliwości i zapadają polityczne decyzje odnośnie dostaw broni.

Czyli Polska jak na razie nie przekazała żadnej uzbrojenia Ukrainie, ani defensywnego, ani ofensywnego?

– Na razie nie. Na dzień dzisiejszy nie otrzymaliśmy nic. Mamy długą historię polskiej pomocy humanitarnej, ale jeżeli chodzi o kwestie wojskowe, takich dostaw na razie nie było.

Dlaczego, według pana, takich dostaw nie było?

– To pytanie powinien pan adresować polskim politykom. Myślę, że jeszcze nie zdążyliśmy osobiście się poznać z moim polskim odpowiednikiem. Mam mnóstwo spotkań z ministrami obrony zaprzyjaźnionych państw. Rozmawiałem osobiście z ministrami obrony Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych, Izraela, Węgier, Szwecji, Litwy, Kanady. Planowałem poznać polskiego ministra obrony, ale jak na razie się nie udało. Myślę, że do tego dojdzie. Może polska armia będzie mogła coś przekazać Ukrainie nie osłabiając własnych zdolności obronnych.

Od 4 listopada jest pan ministrem obrony Ukrainy. Rozmawiał pan chociaż przez telefon z szefem polskiego resortu obrony?

– Nie.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Cała rozmowa z ministrem obrony Ukrainy w poniedziałkowym wydaniu „Rzeczpospolitej”.

rp.pl

Zdjęcie ilustracyjne

Zdjęcie ilustracyjne / fot. TT/@digitalhealth2

Z badania sondażowego platformy UCE Research i Grupy BLIX wynika, że mimo rosnącej fali zakażeń, 55,7 proc. Polaków jest przeciwnych obowiązkowemu okazywaniu w sklepach Unijnego Certyfikatu COVID bądź zaświadczenia o szczepieniu, wyniku testu lub informacji o przejściu choroby – w tym 36,1 proc. badanych wyraża swój sprzeciw w sposób zdecydowany. Takie rozwiązania miałoby pomóc w utrzymaniu i regulowaniu limitów osób przebywających w placówkach.

Ekspert tłumaczy niskie poparcie dla paszportów cowidowych

Według Marcina Lenkiewicza z Grupy BLIX konsumenci nie chcą obniżenia komfortu zakupów, kolejek i wydłużenia czasu oczekiwania na wchodzenie do sklepów.

Sprawdzanie dokumentów każdej osobie mogłoby być bardzo czasochłonne i źle odbierane przez klientów, co już pokazała słynna sytuacja w jednej z placówek handlowych. Klienci byli mocno niezadowoleni

– podkreślił Lenkiewicz.

Jak ocenił, dla respondentów istotną kwestią może być również obawa wykluczenia społecznego niezaszczepionych Polaków.

Z badania wynika zarazem, że 33,9 proc. ankietowanych uważa, że należy bezwzględnie stosować nakaz okazywania ww. dokumentów. W tej grupie obowiązek taki zdecydowanie popiera 17,4 proc. respondentów

– podali autorzy sondażu.

Jak zaznaczył, ta grupa niepokoi się o zdrowie przez nowy wariant koronawirusa. Jako konsumenci wspierają inicjatywy mające ograniczyć rozprzestrzenianie się wirusa. Dodał, że niepokojące jest, że zwolenników obowiązku pokazywania certyfikatów covidowych jest mniej niż przeciwników, w sytuacji, gdy chodzi o bezpieczeństwo całego społeczeństwa.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Wysoka liczba zakażeń kluczem do segregacji sanitarnej?

Z sondażu wynika ponadto, że co dziesiąty Polak nie ma wyrobionej opinii w kwestii obowiązku okazywania certyfikatów covidowych. Według autorów badania może to być efektem dezinformacji w mediach oraz braku sprawdzonego źródła wiedzy.

Niezdecydowani Polacy mogą jeszcze zmienić myślenie, ponieważ mocno wchodzimy w piątą falę pandemii

– stwierdził wiceprezes zarządu Grupy BLIX.

Zrwóricł także uwagę na to, że według rządowych prognoz w niedługim czasie liczba chorych na koronawirusa ma wzrosnąć do 100 tys. osób dziennie. To miałoby przekonać, na krótką metę niektórych Polaków do zmiany zdania.

Badanie zostało przeprowadzone w dniach 18-19 stycznia 2022 roku metodą CAWI przez UCE Research i Grupę BLIX na próbie 1002 dorosłych Polaków, którzy we własnych gospodarstwach domowych są odpowiedzialni za robienie codziennych zakupów.

dorzeczy.pl

Dr Monika Przeworska

Dr Monika Przeworska / Fot.Twitter

  • Nowy Zielony Ład coraz częściej pojawia się na ustach osób związanych z rolnictwem.
  • Dyrektor Instytutu Gospodarki Rolnej Monika Przeworska wskazała, że „jest to projekt bardzo nieprzeliczony, nieprzemyślany”.
  • Jej zdaniem grupą, jaka najmocniej ucierpi na wprowadzeniu Zielonego Ładu w rolnictwie, będą gospodarstwa do 50 ha.
  • Zobacz także: Konferencja prezydenta Ukrainy. Mediom z Polski odmówiono wstępu

“Jest to strategia bardzo nieprzeliczona”

Nowy Zielony Ład coraz częściej pojawia się na ustach osób związanych z rolnictwem. Dyrektor Instytutu Gospodarki Rolnej, dr Monika Przeworska w środowych „Rozmowach niedokończonych” w TV Trwam wskazała, że „jest to projekt bardzo nieprzeliczony, nieprzemyślany”.

– Brak przeliczenia jest kwestią coraz bardziej podnoszoną przez rolników i ekspertów. Rozmów na ten temat wciąż jest bardzo mało. Wszyscy koncentrujemy się na Polskim Ładzie, polityce energetycznej, a na margines spychamy rolnictwo. Trzeba jednak pamiętać, że to jeden z kluczowych filarów polskiej gospodarki. To segment odpowiadający za naszą suwerenność żywieniową, która szczególnie w tak niestabilnych czasach jest szczególnie istotna

– zwróciła uwagę gość TV Trwam.

Instytut Gospodarki Rolnej bardzo często podejmował rozmowy z rolnikami z całej Unii Europejskiej w ramach stworzonej przez stronę polską platformy #EUnitedAgri.

– Słyszę od nich, że jeszcze nigdy nie było tak źle skonstruowanej polityki, która w tak znacznym stopniu różniłaby się na poziomie wyobrażenia polityków od wyobrażenia rolników, praktyków i naukowców. To bardzo istotna kwestia. Komisja Europejska serwuje nam bardzo zgrabnie ubrane słowa, które pięknie brzmią, ale jest to strategia bardzo nieprzeliczona i za obliczanie zabiera się teraz coraz więcej naukowców

– wskazała Monika Przeworska.

– Kiedy ogłaszano Zielony Ład, nie zostaliśmy wyposażeni przez Unię Europejską w żadną bazę danych. Dane opracowane przez instytucje europejskie zostały opublikowane dopiero po osiągnięciu konsensusu politycznego

– dodała.

Mniejszość narzuca narrację

Jak zaznaczyła Przeworska, „około 3-4 procent społeczeństwa jest przeciwko produkcji zwierzęcej. Problem polega na tym, że grupa ta jest głośna i niebezpieczna dla przyszłości europejskiego rolnictwa”.

– Pomysły, z których jeszcze kilka lat temu mogliśmy się śmiać, teraz wywołują nasze przerażenie. Europarlamentarzyści starają się przekuwać swoje irracjonalne pomysły na język aktów prawnych

– mówiła gość TV Trwam.

Dyrektor Instytutu Gospodarki Rolnej przytoczyła przy tym przykład Holandii.

– Sytuacja była taka, że zaczęło się od zakazu hodowli zwierząt na futra. Mówiono, że nie jest to potrzebna produkcja i trzeba ją zlikwidować. Teraz hodowcy bardzo żałują, że nie walczyli i odpuścili ten sektor. Niestety, ich polityka poszła na tyle daleko, że teraz producenci bydła martwią się o swoją przyszłość, dlatego że w tamtejszym parlamencie pojawiają się pomysły co do ograniczania utrzymywania pogłowia trzody chlewnej. (…) Holandia jest modelowym przykładem tego, co dzieje się w Unii Europejskiej. Kiedyś podatek od mięsa wywoływał uśmiech. Nagle okazuje się, że jest to zgodne z założeniami Zielonego Ładu. (…) Zmiana podejścia do rolnictwa dokonuje się w całej UE. Musimy zacząć patrzeć na to bardzo realnie i traktować jako zagrożenie

– zaznaczyła.

Najbardziej ucierpią małe gospodarstwa

Monika Przeworska odniosła się do dokumentów mówiących o skutkach wprowadzenia Zielonego Ładu na rolnictwo, które przekreślają narrację, że będzie lepiej małym gospodarstwom rodzinnym.

– W grudniu 2021 r. opublikowano raport dot. skutków Zielonego Ładu dla polskich gospodarstw i polskiej gospodarki. Okazuje się, że grupą, jaka najmocniej ucierpi na wprowadzeniu Zielonego Ładu w rolnictwie, będą gospodarstwa do 50 ha. Ciężko nie poddawać pod wątpliwość tego, do czego zmusza nas Komisja Europejska. Jako Polska musimy patrzeć na rolnictwo, jak na dział dający ogromne zatrudnienie, generujący wielkie środki do PKB, ale także stanowiący o naszym bezpieczeństwie

– zauważyła dyrektor Instytutu Gospodarki Rolnej.

Gospodarstwom będzie coraz trudniej funkcjonować, jeśli takie rozwiązania będą dalej forsowane. Są to spostrzeżenia naukowców – kontynuowała.

– Oni jasno mówią o tym, że w sposób drastyczny spadnie dochodowość rolników. Mówią także, że ceny żywności poszybują w górę. (…) Przed nami trudny rok. Mam nadzieję, że odbędzie się dużo rozmów, które pozwolą rządzącym uzbroić się w zasoby informacji oraz odwagę do stanięcia po stronie rolników. Rolnicy jak nigdy dotąd potrzebują wsparcia

– podkreśliła Monika Przeworska.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Trwam

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski / Fot. Youtube

Bardziej strategiczna okazała się Australia

– Prezydent W. Zełeński znów zorganizował konferencję prasową dla zagranicznych dziennikarzy. Znów nie dopuszczono nikogo z Polski, choć jeszcze tydzień temu na spotkaniu z A. Dudą zapewniał, że 🇵🇱 to strategiczny partner. Bardziej strategiczną okazała się Australia

– napisał Jędruchów na Twitterze nawiązują do niedawnego spotkania ukraińskiego przywódcy z prezydentem Andrzejem Dudą.
https://twitter.com/tdjedruchow/status/1487100051184828417

Apel Zełenskiego

Podczas spotkania z mediami prezydent Ukrainy wezwał inne państwa do zainicjowania sojuszy obronnych odrębnych od NATO.

– Nie chcę mówić o NATO w każdej odpowiedzi, ale nie słyszymy o innych sojuszach bezpieczeństwa. Jeśli pewne państwa są gotowe zaoferować Ukrainie sojusz na rzecz bezpieczeństwa, obrony lub w innym formacie, w udzielaniu realnej, potężnej pomocy, w każdym bardzo trudnym momencie jesteśmy gotowi na takie porozumienia

– stwierdził Zełenski.

Jednocześnie prezydent powiedział, że jeśli dojdzie do wojny, armia żadnego kraju nie będzie bronić Ukrainy, ale to nie znaczy, że ta wojna nie dotknie państw członkowskich NATO.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Twitter, Do Rzeczy

Paweł Kukiz na konferencji prasowej z Jarosławem Kaczyńskim

Paweł Kukiz na konferencji prasowej z Jarosławem Kaczyńskim / fot. twitter.com

Nagrania udostępnił były działacz Artur Groc

Paweł Kukiz, który siedem lat temu wszedł do Sejmu z własnym ugrupowaniem, od ubiegłego roku współpracuje z PiS. Wraz z dwójką innych swoich posłów poparł m.in. kontrowersyjną nowelizację ustawy medialnej (lex TVN).

W piątek program “Czarno na Białym” TVN24 ujawnił rozmowę, którą miał zarejestrować były działacz Kukiz’15 Artur Groc. Na nagraniu Kukiz miał mówić w bardzo szczerych słowach o współpracy z obozem rządzącym i telewizji publicznej.

– Całe państwo, układ, wisi na moich trzech głosach. Cóż mu (Jarosławowi Kaczyńskiemu – przyp. red.) może szkodzić zmiana ordynacji wyborczej wtedy, kiedy on nie będzie potrzebował bezpośrednio tych instrumentów władzy, jakie posiada w tej chwili, koniecznych w tej czynnej polityce, żeby, k***a, można było tę władzę w tym systemie autorytarnym sprawować?

– pytał na nagraniach Kukiz swojego byłego już działacza.


– Jak zobaczyłem, że to, k***a, jest wrzesień, to mi się ka nogi ugięły, bo każdy dzień, rozumiesz, przesuwający z posiedzenia na posiedzenie inne tam jakby sprawy, to jest dla mnie, k***a, możliwość kupienia przez Kaczyńskiego jakiejś innej trójki. K***a, rozumiesz?

– nie przebierał w słowach były kandydat na prezydenta.

– Ten pewnie, jeżeli uchwali te ustawy, to one prawdopodobnie będą obowiązywały od kolejnej kadencji, w sensie mówię tutaj o antykorupcji, o tych wszystkich rzeczach. Ale nieważne. Będą dotyczyć całej klasy politycznej. A na bazie tej antykorupcyjnej tych dzisiejszych jumanów z PiSu będą mogli ich następcy wsadzać do pudła

– komentował dalej Kukiz.

O telewizji Kurskiego

Były kandydat na prezydenta przyznał, że ustawa antykorupcyjna nie przeszła w kształcie przez niego proponowanym.

– Burmistrzowie, wójtowie, prezydencji miast, posłowie i senatorowie nie mogą równocześnie sprawować tych funkcji i zasiadać w spółkach skarbu państwa i w spółkach komunalnych. I tu też chciałem, żeby to weszło od razu. Ale to Kaczyński akurat przytomnie powiedział. Mówi: słuchaj, no jeżeli to by weszło od razu, to ja bym musiał robić przyspieszone wybory samorządowe, bo 3/4 tych burmistrzów, wójtów by pier***nęło tym burmistrzowaniem i wójtowaniem, bo mają większą kasę w spółkach

– mówił do Groca.

Kukiz pozwolił sobie również na ocenę Telewizji Polskiej pod rządami Jacka Kurskiego.

– Przysięgam ci. Przy każdym spotkaniu z Kaczyńskim, naprawdę przy każdym spotkaniu mówię o Kurze (pseudonim Kurskiego – przyp. red.). Mówię do niego: ty sobie sprawy nie zdajesz z tego, że o ile ta Kura była użyteczna dwa lata po wygranych wyborach w 2015 r., bo ludzie odreagowywali swój stres, te swoje żale do Platformy, to w tej chwili oni działają przeciwko tobie, ka, paradoksalnie, mówię, im więcej zachwytów pieją nad PiS-em, w sytuacjach, ka, nepotyzmu, korupcji, itd., tym bardziej cię pogrążają. I tyle. I ni ch**a i nie trafia. No to co ja na to poradzę?

– mówił na nagraniach.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

RadioZET, TVN24


Łukasz Szumowski

Łukasz Szumowski / fot. flickr.com

Szumowski dyrektorem Narodowego Instytutu Kardiologii

Były minister zdrowia, a obecnie poseł PiS Łukasz Szumowski od 1 lutego obejmie funkcję dyrektora Narodowego Instytutu Kardiologii. W związku z tym polityk postanowił zrezygnować z mandatu poselskiego.

– Stanąłem przed wyborem: albo będę robił z pełnym zaangażowaniem to, co było i jest istotą mojej wieloletniej pracy, czyli leczył ludzi, albo będę politykiem. Prace parlamentarne, prace polityczne toczą się w takim tempie, że naprawdę trudno je połączyć z funkcją naukowca i lekarza. I chyba lepiej nie wybierać opcji środkowej, bo wtedy jest się średnim politykiem i średnim lekarzem. Dlatego nie miałem innego wyjścia

– powiedział Łukasz Szumowski w rozmowie z portalem wp.pl.

Łukasz Szumowski zdobył mandat poselski w wyborach w 2019 r., startując z listy Prawa i Sprawiedliwości. Uzyskał 35 798 głosów. W latach 2016-2018 był wiceministrem nauki i szkolnictwa wyższego w rządzie premier Beaty Szydło. Później kierował resortem zdrowia (2018-2020) w rządzie premiera Mateusza Morawieckiego.

Pytany o to, czy rozstaje się z polityką na dobre, stwierdził, że “w myśl zasady ‘nigdy nie mów nigdy’, niczego nie można przesądzać”. Przyznał jednocześnie, że był w polskiej polityce “dość wyrazistą postacią” i “dzięki temu niektórzy mogli sobie używać i go atakować, a inni kibicować”.

Jego miejsce w ławach sejmowych zajmie wiceminister rolnictwa Rafał Romanowski.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

PAP, Wirtualna Polska

Zdjęcie ilustracyjne

Twitter.com/delestoile / Twitter.com/delestoile

  • Urzędnicy miejscy podjęli już działania służące zablokowaniu wykonania licytacji.
  • Przeprowadzona w środę przez internet sprzedaż świątyni nie była bowiem zgodna z obowiązującym w Portugalii prawem.
  • Łączna kwota transakcji zabytkowej świątyni wyniosła 418 tys. euro.
  • Zobacz także: Dr Wasilewski: In vitro hamulcem w rozwoju medycyny

Aukcja internetowa

Jak poinformował burmistrz miasta Hernani Dias, urzędnicy miejscy podjęli już działania służące zablokowaniu wykonania licytacji. Transakcja oprócz kościoła objęła również przylegającą do świątyni budowlę, także z XIII wieku.

Dias wyjaśnił, że przeprowadzona w środę przez internet sprzedaż świątyni i drugiego budynku kościelnego, za łączną kwotę 418 tys. euro, nie była zgodna z obowiązującym w Portugalii prawem.

– Zgodnie z przepisami ratusz ma prawo pierwszeństwa w tego typu transakcjach i możliwość przejęcia zlicytowanej świątyni, tym bardziej że wpisana jest ona na listę zabytków

– dodał burmistrz Bragancy.

Tymczasem jak wyjaśnił emerytowany biskup diecezji Braganca-Miranda Antonio Moreira Montes kościół św. Franciszka nie mógł być przedmiotem licytacji, gdyż wewnątrz świątyni wciąż sprawowany jest kult religijny.

Biskup wyjaśnił, że świątynia została zadłużona pod koniec lat 90. W efekcie kosztownych wydatków, jakie poniesiono w związku z jej remontem. Dodał, że pieczę nad nią sprawowali w ostatnich dekadach tercjarze franciszkańscy.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Niezależna

Uczestnicy Marszu Niepodległości niosą gigantyczną flagę Polski.

Uczestnicy Marszu Niepodległości niosą gigantyczną flagę Polski. / Fot. PAP/Piotr Nowak. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

Kłamliwe określenia

Od wielu lat w obiegu publicznym, także za granicą, pojawiają się określenia takie jak „polskie obozy śmierci”, „polskie obozy zagłady” czy „polskie obozy koncentracyjne”. Zdarza się, że takich określeń wielokrotnie używają te same osoby lub tytuły prasowe, stacje telewizyjne oraz radiowe. Pojawiają się także wydawnictwa czy programy, które świadomie fałszują historię, zwłaszcza najnowszą. Tego typu wypowiedzi, sprzeczne z prawdą historyczną, niosą ze sobą poważne i negatywne skutki, godzące bezpośrednio w dobre imię Rzeczypospolitej Polskiej i Narodu Polskiego oraz działają destrukcyjnie na wizerunek naszej Ojczyzny – zwłaszcza za granicą.

Generują one fałszywe przeświadczenie, że odpowiedzialność za zbrodnie dokonane przez aparat III Rzeszy Niemieckiej ponosi Naród i Państwo Polskie. Dotychczasowe doświadczenia unaoczniają, iż rozproszone działanie pojedynczych osób lub organizacji pozarządowych, które reagują na tego typu fałszerstwa, bywają mało skuteczne – nie tylko z uwagi na brak środków finansowych, ale również wobec przeszkód natury prawnej.

Pojęcie „polskich obozów śmierci” jak też zjawisko obarczania Polski i Polaków winą za zbrodnię Holokaustu nagminnie pojawia się w prasie międzynarodowej. Według raportu polskiego MSZ w samym tylko 2009 roku w zagranicznych mediach aż 103 razy użyto sformułowania „polskie obozy koncentracyjne”. Najczęściej termin ten pojawił się w Niemczech – 20 razy, po 16 w mediach amerykańskich i hiszpańskich, ośmiokrotnie w Austrii, 6 razy w Kanadzie, tyle samo we Włoszech, pięciokrotnie we Francji. Przekłamania zdarzyły się także po jednym razie na Słowacji, w Serbii i Irlandii.

Fałszowanie prawdy historycznej

Polityka fałszowania prawdy historycznej dotyczy także Ukrainy i zbrodni ludobójstwa na Wołyniu w 1943 roku. Współczesne państwo ukraińskie prowadzi politykę gloryfikacji sprawców Rzezi Wołyńskiej. Ideologia nacjonalizmu opanowuje wszelkie sfery życia społecznego i publicznego na Ukrainie, co przejawia się m.​in. w gloryfikacji zbrodniczych formacji nacjonalistycznych, zaprzeczaniu zbrodniczym działaniom OUN i UPA, honorowaniu przywódców OUN w tym także Stepana Bandery. Wielokrotnie w wypowiedziach tamtejszych polityków, a także w oficjalnych aktach prawnych organów administracji państwowej, powtarzane jest kłamstwo na temat ludobójstwa na Wołyniu, negujące skalę i oraz odpowiedzialność za tę zbrodnię.

Niewątpliwie problem fałszowania historii, jak również negowania zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, w tym zbrodni komunistycznych, uderza także w etos i fakty związane z działalnością podziemia niepodległościowego. Dostrzegalne jest zjawisko podważania, czy wręcz negowania niepodległościowej i pronarodowej aktywności zarówno Polskiego Państwa Podziemnego, jak i operowanie kłamliwą propagandą rodem z czasów sowieckich, zarzucającą „Żołnierzom Wyklętym, którzy nie złożyli broni po 1945 r. dokonywania zbrodni. Niewystarczająca edukacja oraz brak należytego upamiętniania bohaterów narodowych z okresu II Wojny Światowej i dalszej okupacji sowieckiej tworzą korzystny grunt dla coraz częściej pojawiających się fałszerstw historycznych. Powszechną konsekwencją takowych jest negowanie zbrodni komunistycznych oraz nazistowskich lub wręcz przypisywanie im Polakom.

Konieczne jest reagowanie na fałszerstwa

W związku z powyższym konieczne jest reagowanie na fałszerstwa w stosunku do których należy prowadzić zakrojone na szeroką skalę akcje propagujące polski, prawdziwy punkt widzenia – polską politykę historyczną.

Tylko właściwa i stanowcza reakcja na wykryte przejawy antypolonizmu jest niezbędna dla utrzymania dobrego wizerunku Polski na arenie międzynarodowej.

Dlatego Instytut do Walki z Antypolonizmem na bieżąco analizuje napływające zgłoszenia. Organizacja zachęca do dalszego kontaktu za pomocą swojego panelu prawnego, który można znaleźć na stronie www.instytutverbaveritatis.pl.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com