Dzieciobójstwo to zbrodnia na masową skalę

Portal National Catholic Register zbadał sprawę sporu pomiędzy przychodnią pro-life Care Net Pregnancy Resource Centre i władzami stanu Connecticut, który w maju ubiegłego roku przyjął ustawę zakazującą oszukańczych reklam usług szanujących ludzkie życie.

Walka z zwolennikami życia

Ustawa zakazuje miejsc, gdzie świadczone są usługi reprodukcyjne i ciążowe, przy ograniczeniu dostępności do aborcji i antykoncepcji. W stanie Connecticut funkcjonuje obecnie 25 takich przychodzni, związane przede wszystkim ze wspólnotami wyznaniowymi. To o kilka więcej niż giganta aborcyjnego Planned Parenthood, których obecnie jest 19.

Zwolennicy życia podkreślają, że stanowe prawodawstwo ma na celu bezpośrednio uderzyć w te kliniki, które zajmują się opieką zdrowotną i nie realizują krwiożerczego przemysłu aborcyjnego. Przychodniom pro-life zarzuca się zarówno brak usług, kończących się mordem nienarodzonych dzieci, ale także próby ratowania życia dziecka po aborcji faramakologicznej, informują kobiety jak należy postępować przy nagłej zmianie decyzji.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Pozew przychodni pro-life przeciwko aborcyjnemu prawodawstwu

Na taki atak odpowiedziała wspomniana wyżej chrześcijańska przychodnia w mieście New London.

Ustawa nie została sporządzona po to, ani nie ma na celu przede wszystkim ograniczenia oszukańczych komunikatów ani informowania kobiet, gdzie mogą otrzymać aborcję lub środki poronne. Intencją Ustawy jest ingerowanie w poglądy pro-life na życie, ciążę i macierzyństwo

– czytamy w pozwie.

Prawnicy zwracają uwagę, że nowe przepisy dyskryminują osoby o poglądach innych niż proaborcyjne, co stanowi pogwałcenie wolności słowa, sumienia i wyznawania własnych poglądów religijnych.

Jak ustalili dziennikarze National Catholic Register, pomimo nagonki ze strony lobby aborcyjnego, do stanowej administracji nie wpłynęła jeszcze ani jedna skarga na działalność przychodni pro-life. Działań nie podjął także stanowy prokurator generalny, choć publicznie opowiadał się za ustawą zakazującą reklamy usług pro-life. Zwolennicy życia zwracają uwagę, że pomyślny przebieg postępowania sądowego może pozytywnie wpłynąć na traktowanie usług pro-life również w innych stanach.

dorzeczy.pl

Dr Włodzimierz Bodnar

Dr Włodzimierz Bodnar / Fot. screen Polsat News

“Czy COVID-19 da się leczyć?”

Jednym z prelegentów był dr Włodzimierz Bodnar, pulmonolog i pediatra, który wygłosił wykład na temat: „Czy COVID-19 da się leczyć? Oficjalne schematy a praktyka medyczna”. Lekarz opowiedział o swoich doświadczeniach związanych z podawaniem pacjentom zarażonym wirusem SARS-CoV-2 chlorowodorku amantadyny.

– Pacjenci zdrowieli szybko, bez powikłań. Należy pamiętać, że na początku i pod koniec 2020 roku choroba była o nieco lżejszym przebiegu. Po mutacji delta i innych przebiegi zaczynały być coraz cięższe. Wymagało to dalszych analiz, bo z chwilą mutacji dochodziło do szybkich powikłań. Aby leczyć tę chorobę, należało szukać nowych rozwiązań leczenia powikłań. Zaczęliśmy wtedy wprowadzać szeroką gamę leków. (…) Jeżeli mówimy o leczeniu choroby COVID-19, to należy pamiętać, że amantadyna czy jakikolwiek inny środek jest potrzebny do stabilizacji, czyli hamowania repliki wirusa

– stwierdził dr Włodzimierz Bodnar.

Pulmonolog zwrócił jednak uwagę, że w przypadku choroby COVID-19 bardzo często niezbędny jest również czynnik, który będzie leczył powikłania narządowe występujące na skutek zarażenia się wirusem SARS-CoV-2. Wówczas – jak dodał – samo podawanie środków hamujących replikę wirusa może okazać się niewystarczające.

– Jeżeli hamujemy rozwój wirusa, to odporność zaczyna sobie świetnie radzić, przełamuje wirusa i choroba się cofa. (…) W pierwszym etapie, bez powikłań, sama amantadyna jest bardzo często lekiem wystarczającym. Natomiast w następnych etapach, czyli przy powikłaniach narządowych, amantadyna staje się bardzo ważnym elementem, ale nie jedynym, dlatego że hamowanie repliki wirusa bez wyrównywania powikłań wielonarządowych, szczególnie zapalenia płuc będącego ciężkim powikłaniem, jest dalece niewystarczające. (…) Jeżeli pacjent bierze amantadynę, a nie leczy powikłań, rzadko osiąga efekt spektakularnej poprawy

– zaznaczył lekarz.

– Zasadą leczenia tej choroby powinny być zawsze dwie rzeczy: hamowanie wirusa plus prawidłowe leczenie następstw i powikłań. Te dwie składowe są tak ważne w tej chorobie, gdyż wtedy mamy sukces. Oczywiście część ludzi przy dużej odporności przeżywa. Nie twierdzę, że bez amantadyny nikt nie przeżyje, bo to jest nieprawda

– dodał.

Oblicza pandemii

Prelegent wspomniał także, że zaproponowane przez niego metody nie zostały wcielone w życie na większą skalę, dlatego – jego zdaniem – mieliśmy w Polsce tak wiele zgonów spowodowanych zakażeniem wirusem SARS-CoV-2.

– Mogę się pochwalić, że w tej chwili mamy około 7,5 do 8 tys. przebadanych pacjentów z chorobą COVID-19 potwierdzoną testem lub objawami, z czego mieliśmy ponad 2,5 tys. pacjentów z zapaleniem płuc, czyli z zaawansowanymi powikłaniami. (…) Jeżeli pacjent jest w stanie ciężkim, krytycznym, to – jak w każdej chorobie – nam, lekarzom, potrzeba 3 do 5 dni, żeby wyrównać go narządowo. (…) Z naszej dokumentacji wynika, że przynajmniej o 90 procent zmniejszyliśmy śmiertelność, porównując z innymi szpitalami czy instytucjami w Polsce, a zmiany narządowe powikłań pocovidowych o ponad 95 procent. Ci pacjenci, którzy nawet ciężko chorowali, cieszą się zdrowiem, nie mając żadnych następstw z powodu COVID-19. Dlatego twierdzę, że tę chorobę w zupełności da się leczyć, tylko trzeba stworzyć mechanizmy

– ocenił pulmonolog.

Dr Włodzimierz Bodnar odniósł się również do panującej współcześnie opinii dotyczącej uodpornienia się wirusa SARS-CoV-2 na amantadynę.

– Jeżeli amantadyna miałaby nie działać na wirusa SARS-CoV-2, to musiałaby zmienić się struktura wirusa, czyli byłby on innym wirusem. Dlatego nie przewidywałem na początku w swoich opracowaniach, które można przeczytać na mojej stronie, żeby wirus uodpornił się na amantadynę. Jest to praktycznie niemożliwe na tym etapie. (…) Owszem, amantadyna wydaje się mniej skuteczna, dlatego że wirus, mając mutację, daje bardzo szybkie i ciężkie powikłania, a amantadyna na powikłania nie działa

– wyjaśnił prelegent.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Radio Maryja

Natalia Maliszewska

Natalia Maliszewska / Fot. PAP/Paweł Skraba. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

  • Dramat związany ze startem polskiej łyżwiarki Natalii Maliszewskiej miał w ostatnim czasie kilka etapów
  • Nasza zawodniczka miała wystąpić w sobotnich kwalifikacjach w short tracku na dystansie 500 metrów
  • Jednakże Maliszewska, która w piątek została zwolniona z izolacji otrzymała przed wejściem na halę pozytywny wynik testu na obecność koronawirusa
  • Zobacz także: Z OSTATNIEJ CHWILI: Oficjalnie – Natalia Maliszewska już w wiosce olimpijskiej

Sobotnie eliminacje w short tracku na dystansie 500 metrów rozpoczęły się o godz. 12 czasu polskiego. W jednym z biegów miała się pojawić Natalia Maliszewska, która w ostatnich dniach była na izolacji z powodu pozytywnych wyników testów na koronawirusa, ale w piątek 4 lutego została z niej zwolniona.

Skandaliczna decyzja organizatorów!

Niestety Polka nie pojawiła się na starcie, a powody tej abstynencji wyjaśnił dziennikarz TVP Sport Aleksander Dzięciołowski. Nasza zawodniczka przed startem otrzymała pozytywny wynik testu na obecność koronawirusa.

Dramat! Natalia Maliszewska nie została dopuszczona do startu. Testy znowu pozytywne

– napisał dziennikarz.

Ta historia jest po prostu szalona. I absolutnie nie powinna się dziać. Natalia Maliszewska przyjechała na igrzyska do Pekinu jako jedna z gwiazd short tracku i jedna z największych polskich nadziei na medal olimpijski. Wicemistrzyni świata, mistrzyni Europy i zwyciężczyni próby przedolimpijskiej na 500 metrów kilka ostatnich dni spędziła w izolacji. W środę 2 lutego miała negatywny wynik testu na covid i wierzyliśmy, że w czwartek znów będzie negatywna, dzięki czemu wróci do wioski olimpijskiej.

Później, w nocy z 4 na 5 lutego, Polka dostała w końcu zgodę na opuszczenie izolacji i mogła wrócić do wioski olimpijskiej. Wydawało się zatem, że nic jej już nie przeszkodzi we wzięciu udziału w sobotnich eliminacjach na 500 m w short tracku.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Niestety, w sobotę Polka otrzymała pozytywny wynik testu na koronawirusa tuż przed startem. Jej miejsce w kwalifikacjach zajęła Kamila Stormowska. Krótki komunikat w tej sprawie wydał Polski Komitet Olimpijski.

PKOl został poinformowany, że kolejny test na obecność w organizmie koronawirusa u Natalii Maliszewskiej przyniósł wynik pozytywny i uniemożliwia jej tym samym start w rywalizacji na dystansie 500 m 

– czytamy na Twitterze.

Jestem świeżo po rozmowie z Natalią i wiem, że ona nie chce tam wracać. Warunki tam są dużo gorsze, pokoje mniejsze, bardzo małe okno. I sportowcy są tam źle karmieni

– relacjonował menadżer Maliszewskiej, Jakub Jaworki, który skomentował zaistniałą sytuację.

Maliszewska liczy na to, że nasza misja olimpijska załatwi dla niej izolację gdzie indziej, nie w tym miejscu, w którym spędziła ostatnie dni.

sport.pl, weszlo.com

Jarosław Marek Rymkiewicz na Warszawskich Targach Książki na Stadionie Narodowym

Jarosław Marek Rymkiewicz na Warszawskich Targach Książki na Stadionie Narodowym / Fot. PAP/Rafał Guz

Koncentrował się na historii Polski

Rymkiewicz był synem Władysława Szulca, z pochodzenia Niemca i Polaka, który zmienił nazwisko na Rymkiewicz (pisarz) oraz Hanny Baranowskiej, z pochodzenia Niemki i Tatarki (lekarka).

Jako poeta pozostawał pod wpływem tradycji klasycyzmu i baroku. Wielokrotnie nagradzany za powieści, eseje i przekłady, m.in. Nagrodą Kościelskich (1967), Nagrodą im. S. Vincenza (1985), Nagrodą Polskiego PEN Clubu. Jego tom poezji “Zachód słońca w Milanówku” otrzymał w 2003 roku prestiżową nagrodę Nike.

Choć Rymkiewicz był przede wszystkim poetą, bardziej znany był jako autor dwóch znaczących powieści, które stały się przyczynkiem do dwóch najważniejszych debat lat osiemdziesiątych: na temat stanu wojennego (1981) i stosunków polsko-żydowskich. Powieść “Rozmowy polskie latem” (1983) traktuje o sensie polskości i dążeniu do niepodległości. Większe wrażenie wywarła druga powieść Rymkiewicza, “Umschlagplatz” (1988). Instytut Literacki, największe polskie wydawnictwo emigracyjne, wydał ją pierwotnie w 1988 roku w Paryżu, gdyż w PRL nie mogła się ukazać. Była kilkakrotnie wznawiana przez podziemne wydawnictwa w Polsce. Oficjalnie po raz pierwszy ukazała się jednak dopiero w 1992 roku, po utracie władzy przez komunistów w 1989 roku. Została przetłumaczona na francuski (1989), niemiecki (1993) i angielski (1994).

Jako eseista, Rymkiewicz koncentrował się na historii Polski (okres zaborów, II wojna światowa).

W 2010 r. wszedł w skład komitetu poparcia Jarosława Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich. W 2011 koncern  Agora – wydawca Gazety Wyborczej – wytoczył Rymkiewiczowi proces za nazwanie jej redaktorów „duchowymi spadkobiercami Komunistycznej Partii Polski”.

Rymkiewicz był Człowiekiem Roku 2011 “Gazety Polskiej”, laureatem nagrody im. Lecha Kaczyńskiego w 2016, laureatem Dorocznej Nagrody Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego przyznanej przez ministra Piotra Glińskiego za Całokształt Twórczości oraz laureatem Nagrody Mediów Publicznych w 2019 w kategorii słowo.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Niezależna

Igrzyska olimpijskie w Pekinie 2022

Igrzyska olimpijskie w Pekinie 2022 / Fot. PAP/EPA/Kimimasa Mayama. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

  • Przez sobotnie kwalifikacje do konkursu indywidualnego na Igrzyskach Olimpijskich w skokach narciarskich przebrnęła cała czwórka Polaków
  • Zawody odbywały się przy mocnym i zmiennym wietrze, których wypaczył ostateczne wyniki
  • Najlepszy z polskich skoczków okazał się Piotr Żyła, który skoczył 102,5 metra i zajął trzecie miejsce
  • Z kolei Dawid Kubacki zajął 16 pozycję, Stefan Hula 27, a Kamil Stoch zaledwie 36 miejsce skacząc 83 metry
  • Zobacz także: Niebywała bezczelność Chińczyków. Olimpijski znicz zapaliła biegaczka narciarska pochodzenia ujgurskiego

Pozostali Biało-Czerwoni zaprezentowali się przeciętnie. Dawid Kubacki był szesnasty (94 metry), Stefan Hula zajął 27. lokatę (90,5), zaś Kamil Stoch oddał zdecydowanie najgorszą próbę podczas pobytu w Chinach – 83 metry – i był 36. Polak trafił jednak na bardzo niekorzystne okno wiatrowe, co znalazło potwierdzenie chwilę później, gdy Peter Prevc wylądował nawet metr bliżej niż skoczek z Zębu. Postawa Stocha może jednak niepokoić, bo i w serii próbnej nie zachwycił.

Awans naszych skoczków był czystą formalnością. Aby wywalczyć przepustkę do niedzielnych zawodów, wystarczyło uzyskać ledwie 68 metrów i wyprzedzić trzech zawodników. Pechowcami, którzy obejrzą finał z perspektywy kibica, są Czech Filip Sakala, Ukrainiec Anton Korczuk i reprezentant gospodarzy, Song Qiwu.

Już seria próbna pokazała, że, podobnie jak we wczorajszych treningach, wiatr będzie utrudniał płynny przebieg zawodów. Miejmy nadzieję, że w niedzielę pogoda okaże skoczkom łaskę i konkurs uda się przeprowadzić w sprawiedliwych warunkach.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Polacy niezadowoleni z warunków na skoczni

Kwalifikacje do konkursu indiwidualnego na skoczni normalnej przebiegały pod kątem mocnego wiatru, który bardzo utrudniał ich sprawiedliwe rozstrzygnięcie.

Jestem zadowolony ze skoku, bo zrobiłem to tak, jak chciałem, jak zaplanowałem z trenerem. Pracuję nad tym, żeby było jak najlepiej. Czasem mi się zdarzało ściemniać, ale teraz naprawdę wziąłem się do roboty. Ale też trochę się znam i jutro… może być różnie

– powiedział Piotr Żyła.

Z kolei Dawid Kubacki, który zajął 16 miejsce podkreślił, że jeżeli w niedzielnym konkursie warunki będą podobne, to wiele będzie zależeć od decyzji dyrektora zawodów.

Życzyłbym sobie, żeby jutro ten wiatr był dużo spokojniejszy, zrobił sobie przerwę. Niestety, póki co mamy takie warunki, a nie inne. To bardzo frustruje. Mam z tym doświadczenia sprzed czterech lat i nie chciałbym tego przeżyć po raz drugi, nikomu też tego nie życzę. Jeżeli warunki będą takie jak dziś, to dużo w rękach Borka Sedlaka

– wytłumaczył Kubacki.

Te warunki są śmieszne. Dostałem minus 14 punktów, ale tego nie czuć na tej skoczni. W Pjongczangu też była loteria, oby tutaj było inaczej. Szkoda, żeby impreza, która odbywa się raz na cztery lata, znowu się ciągnęła, miała bardzo dużo przerw i zależała od szczęścia

– podkreślił z kolei Stefan Hula.

Negatywne nastroje próbował uspokoić lider naszych skoczków i trzykrotny mistrz olimpijski Kamil Stoch, któremu przydarzyły fatalne warunki na skoczni, ostatecznie zajmując 36 miejsce. Zapewnił, żę z optymizmem patrzy na niedzielny konkurs.

Jakby mi ktoś położył pustaki na narty… Nie było szans. Skok nie był idealny i trzeba zachować trzeźwość umysłu, nie wszystko można zwalać na warunki. Ale bez przesady – nie zapomniałem, jak się skacze, przez kilkanaście godzin. Konkurs będzie rozgrywany późno i mam nadzieję, że warunki będą bardziej stabilne i będziemy rywalizować sportowo, a nie na loterii

– stwierdził Stoch.

tvp.info

Przystanek stał się "dworcem". Sklep chce ominąć zakaz handlu w niedziele

Przystanek stał się "dworcem". Sklep chce ominąć zakaz handlu w niedziele / Pixabay, Twitter/Pawel Szereda

Sklep chce ominąć zakaz handlu w niedziele

Zmiana prawa sprawiła, że placówka może być otwarta w siódmy dzień tygodnia, jeśli działalność pocztowa odpowiada za co najmniej 40 proc. przychodów. 

Za złamanie zakazu handlu w niedziele, z którego wyłączone są m.in. cukiernie, kwiaciarnie czy sklepy z dewocjonaliami, grozi od 1000 zł do 100 tys. zł kary, a przy uporczywym łamaniu ustawy – kara ograniczenia wolności. Prawo dopuszcza też handel, gdy za ladą stanie właściciel lub ktoś z jego rodziny.

Okazuje się jednak, że przedsiębiorcy szukają sposobów, by nadal omijać przepisy. Jeden z nich “opracowano” w Cieszynie (woj. śląskie), a dokładniej – w tamtejszym sklepie Intermarche.

Kierujący supermarketem wykorzystali fakt, iż przy budynku stoi przystanek komunikacji miejskiej. Ogłosili, że jest to… dworzec autobusowy. Odnieśli się więc do zapisu w ustawie pozwalającemu sklepom na dworcach i lotniskach przyjmować klientów także w niedziele.

Nad słupkiem i wiatą przystankową zawisł napis informujący, że przy Intermarche znajduje się “dworzec”. Z kolei hol wejściowy do sklepu stał się “poczekalnią”. 

https://twitter.com/TorPeda_L/status/1489549253160710148

Z przystanku, który ogłoszono “dworcem”, odjeżdża jedna linia cieszyńskiej komunikacji miejskiej – “21”. Autobusy kursują stamtąd we wszystkie dni tygodnia, czyli również w niedziele. 

Na razie nie wiadomo, na ile skuteczny okaże się “wybieg” kierownictwa supermarketu. Pierwsza niedziela, podczas której będą obowiązywać zaostrzone przepisy dotyczące handlu, wypadnie 6 lutego.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Polsat News

Viktor Orban

Premier Viktor Orban / Fot. PAP/EPA/Zoltan Mathe

  • Oprócz głównego zespołu analityków OBWE planuje oddelegować również 18 stałych obserwatorów do śledzenia procesu wyborczego w całym kraju.
  • Organizacja chce także wyznaczyć 200 tymczasowych obserwatorów do śledzenia głosowania w dniu wyborów.
  • 3 kwietnia 58-letni Orban stanie do walki z opozycją, która po raz pierwszy zjednoczyła się przeciwko premierowi.
  • Zobacz także: Macron włącza się w temat konfliktu rosyjsko-ukraińskiego. Rozmowy z Putinem i Zełeńskim

Śledzenie głosowania w dniu wyborów

Główna europejska organizacja nadzorująca bezpieczeństwo i prawa człowieka przekazała w raporcie opublikowanym na swojej stronie internetowej, że oprócz głównego zespołu analityków planuje oddelegować 18 stałych obserwatorów do śledzenia procesu wyborczego w całym kraju oraz 200 tymczasowych obserwatorów do śledzenia głosowania w dniu wyborów. OBWE wysłała jedynie małe, ograniczone misje obserwacyjne na ostatnie wybory na Węgrzech w 2018, 2014 i 2010 roku.

Po zwycięstwie w wyborach w 2010 roku premier Viktor Orban przekształcił Węgry w “nieliberalną demokrację”. Kontrole mediów i grup społeczeństwa obywatelskiego sprawiły, że Budapeszt znalazł się w sporze z Unią Europejską.

3 kwietnia 58-letni Orban stanie do walki z opozycją, która po raz pierwszy zjednoczyła się przeciwko premierowi. W ostatnich badaniach opinii publicznej jego rządząca partia Fidesz ma niewielką przewagę nad opozycją. 

OBWE stwierdziła w swoim raporcie, że kontrolą objęte będą m.in. “rejestracja wyborców, kampania, w tym możliwe zastraszanie wyborców i kupowanie głosów, relacja medialne z wyborów, przejrzystość finansów kampanii oraz skuteczność procesu skarg i odwołań”.

Podmioty, które rozmawiały z OBWE podczas sporządzania raportu, stwierdziły, że obecne warunki zakłócają pluralizm mediów.

– Rzeczywistość jest taka, że różnorodność i zrównoważony charakter węgierskich mediów jest jasnym punktem w porównaniu z tym, co możemy zobaczyć w Europie Zachodniej

– powiedział agencji Reutera rzecznik rządu Zoltan Kovacs.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Rzeczpospolita

Wojska amerykańskie

Pierwsi amerykańscy żołnierze na podkarpackim lotnisku / Fot.PAP/Darek Delmanowicz. Sfinansowano przez Narodowy Instytut Wolności ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030

  • Po godz. 10 mały samolot Beechcraft C-12 Huron wylądował na płycie podrzeszowskiego lotniska
  • Wysiadło z niego kilku żołnierzy, którzy natychmiast wsiedli do podstawionych samochodów i odjechali.
  • Do tej pory w ciągu dwóch ostatnich dni na lotnisku w Jasionce wylądowało w sumie 8 amerykańskich samolotów.
  • Zobacz także: Marian Banaś składa zawiadomienie na Kaczyńskiego

Wzmocnienia wschodniej flanki NATO

Jak powiedział PAP rzecznik prasowy 18. Dywizji Zmechanizowanej mjr Przemysław Lipczyński, samolotem przyleciały osoby z grupy przygotowawczej oraz część dowództwa żołnierzy, którzy będą w Polsce stacjonować.

Jeszcze w sobotę rano rzecznik zapowiadał, że w Jasionce spodziewane są dwa samoloty z amerykańskimi żołnierzami. Drugi, znacznie większy transport żołnierzy, zaplanowany był na ok. godz. 14. Jak przekazał mjr Lipczyński, ten lot został przez stronę amerykańską przełożony.

– Spodziewamy się przylotu żołnierzy w niedzielę ok. godz. 11.30. Strona amerykańska nie podała przyczyn przełożenia lotu

– podkreślił.

Do tej pory w ciągu dwóch ostatnich dni na lotnisku w Jasionce wylądowało w sumie 8 amerykańskich samolotów. Jak mówił mjr Lipczyński, przyleciała nimi grupa przygotowawcza, której zadanie polegało na zabezpieczeniu logistycznym żołnierzy, którzy będą stacjonować w naszym kraju.

Żołnierze, którzy będą stacjonować w Polsce na co dzień służą w 82. Dywizji Powietrznodesantowej.

W minioną środę Pentagon zapowiedział czasowe zwiększenie liczby wojsk USA w Europie w celu wzmocnienia wschodniej flanki NATO w związku z koncentracja rosyjskich wojsk przy granicy Ukrainy. 2 tys. żołnierzy zostanie wysłanych do Polski i Niemiec, z tego 1700 trafi do Polski. Około tysiąca zostanie przebazowanych z Niemiec do Rumunii.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

PAP

Justyna Socha

Justyna Socha / fot. wrealu24

  • Zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa złożył były poseł Samoobrony Zbigniew Nowak.
  • Według Nowaka publiczne zbiórki zawierały odesłanie do osoby prywatnej – Justyny Sochy.
  • Justyna Socha jest jedną z asystentek posła Konfederacji Grzegorza Brauna.
  • Zobacz także: Marian Banaś składa zawiadomienie na Kaczyńskiego

Zawiadomienie Nowaka

Prokuratura w Poznaniu wszczęła postępowanie w kierunku podejrzenia popełnienia przestępstwa przywłaszczenia kwoty co najmniej 470 tys. pozyskanych ze zbiórek publicznych- informuje Zbigniew Nowak.

– Wiele ze zbiórek pomimo, że link do nich znajdował się na www stowarzyszenia „STOP NOP” zawierał odesłanie do osoby prywatnej – Justyny Socha, zatem należy zakładać, że darowizny trafiały na jej prywatne konto

– czytamy w komunikacie raportnowaka.pl.

Poza słynną zbiórką na zakup sprzęgła wszystkie zbiórki miały w opisie cel społeczny identyczny z działalnością statutową stowarzyszenia. Osobną sprawą jest domniemane manko w kasie stowarzyszenia na kwotę około 100 tys. zł, o którym wspominali członkowie stowarzyszenia, którzy zrezygnowali funkcji w zarządzie. W ramach postępowania wyłoniła się procesowa możliwość ustalenia, do kogo faktycznie trafiła zebrana kwota i jak został wykorzystana oraz zbadanie finansów stowarzyszenia STOP NOP.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

Facebook, Raportnowaka

Radosław Sikorski

Radosław Sikorski / fot. flickr.com

  • Eurodeputowany KO Radosław Sikorski udzielił wywiadu portalowi “Ukraińska Prawda”.
  • Polityk odniósł się do napięcia na granicy rosyjsko-ukraińskiej, gdzie rosyjska armia gromadzi coraz większe siły.
  • Swoje wojska Putin ściąga też na teren Białorusi i mobilizuje żołnierzy na okupowanym przez siebie Krymie.
  • Zobacz także: Marian Banaś składa zawiadomienie na Kaczyńskiego

Sikorski: Putin chce Ukrainę

Zdaniem Sikorskiego Putin chce być “na równi z Chinami, Unią Europejską i Stanami Zjednoczonymi”. Dlatego chce być przywódcą “czegoś wielonarodowego” – czy to imperium, czy związku, czy po prostu grupy państw kierowanych przez Rosję. Przy tym, zdaniem europosła, obecność Ukrainy jest w tym schemacie kluczowa.

– Naprawdę wierzy, że Europa powinna oddać Ukrainę, a nawet był gotów zapłacić — 15 miliardów, które obiecał Janukowyczowi [były ukraiński prezydent — przyp. red.] i cześć nawet zapłacił. Putin chciałby zdobyć całą Ukrainę

– mówi Sikorski.

Główną ideą jest “zastraszenie Ukrainy”

Sikorski prognozuje, że plan minimum to przekształcenie Ukrainy w państwo upadłe. Ten scenariusz jednak będzie trudny do zrealizowania, ponieważ w ostatnich latach Ukraina mocno się rozwinęła — uważa polityk.

Czy scenariusz wojskowy jest teraz realny? – pyta dziennikarz w kolejnej części wywiadu. Na co Sikorski jednoznacznie odpowiada, że główną ideą jest “zastraszenie Ukrainy”. Wojska Rosji są w pobliżu, niedaleko Charkowa i innego dużego miasta – Dniepru.

“Wystarczy zniszczyć 300 czołgów, a zawrócą”

Eurodeputowany przyznaje jednak, że nie warto oczekiwać, że wojska NATO będą walczyć na Ukrainie z Putinem. Niemniej jednak atak rosyjskiego przywódcy na ten kraj oznaczałby wojnę z NATO — sojusz ten już teraz realizuje na terenie Ukrainy szkolenia dla żołnierzy.

Kraje członkowskie NATO decydują się też na liczną pomoc militarną na Ukrainę. Wielka Brytania dostarczyła do tego kraju pociski przeciwpancerne NLAW. Zdaniem Sikorskiego Ukraina ma już wystarczająco dużo takiej broni, “by trafić w każdy rosyjski czołg”.

– A jeśli rozpocznie się rosyjska inwazja, uwierzcie mi, wystarczy zniszczyć 300 rosyjskich czołgów – a atak się skończy, rosyjskie siły zawrócą

– uważa Sikorski.

Chcesz być na bieżąco? Czytaj codziennie MediaNarodowe.com

o2.pl